Miasto mafii - Kinga Litkowiec - ebook + audiobook + książka

Miasto mafii ebook i audiobook

Litkowiec Kinga

4,3

101 osób interesuje się tą książką

Opis

Emma Greene postanowiła zapomnieć o dawnych problemach i znaleźć spokój w niewielkim mieście w pobliżu Nowego Jorku. Niestety, władzę nad okolicą przejęła mafia. Część mieszkańców ucieka, inni szykują się na najgorsze, ale Emma reaguje inaczej: nowi „gospodarze” miasta przyciągają jej uwagę. Z wzajemnością; mafijny boss jest gotów uczynić wszystko, żeby zbliżyć się do dziewczyny. Co to dla niej oznacza? Niebezpieczeństwo? A może szansę na coś, czego bezskutecznie szukała przez całe życie?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 341

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 43 min

Lektor: Kinga Litkowiec

Oceny
4,3 (428 ocen)
262
68
59
34
5
Sortuj według:
Dagimaij

Z braku laku…

Ta książka jest taka nijaka. Dzieje sie w niej wszystko i nic. Panuje w niej straszny nieład. Książki tej kategorii powinno czytać się z łatwością. Dla mnie była ona "ciężka" do przeczytania.
40
agnieszka30099

Całkiem niezła

Ta książka nie jest nowością czytałam ja zniżkę rok temu pod inna okładka
Gajowska90

Z braku laku…

W książce nie ma żadnej akcji. Tam się totalnie nic nie dzieje.
10
kati2001

Z braku laku…

nuda
10
Prochacz

Z braku laku…

Ledwo doczytałam do końca. historia niby ok ale bohaterowie ....
10

Popularność




Projekt okładki: Marta Lisowska

Redakcja: Beata Kostrzewska

Redaktor prowadzący: Grażyna Muszyńska

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Magdalena Zabrocka (Lingventa)

Zdjęcie na okładce

© Viorel Sima/Shutterstock

© by Kinga Litkowiec

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2021

ISBN 978-83-287-1820-3

Wydawnictwo Akurat

Wydanie I

Warszawa 2021

fragment

Moim wiernym Czytelnikom

ROZDZIAŁ 1

Mieszkanie w miasteczku na obrzeżach Nowego Jorku dla wielu ludzi może mieć sporo plusów. Jednak ci, którzy słyszeli o Randall, z pewnością mają na ten temat inne zdanie. To miejsce nie bez powodu zostało nazwane miastem mafii. Dwa lata temu niebezpieczni ludzie postanowili zamieszkać właśnie tutaj, a wiele osób ze strachu przed nimi się stąd wyprowadziło. Jedna z moich koleżanek była tak przerażona, że uciekła do rodziców, choć niejednokrotnie wspominała, że za żadne skarby świata tego nie zrobi. Jak widać, niczego nie można być pewnym. Kiedy w naszym mieście zamieszkała mafia, wiele się zmieniło. Może to dziwne, ale wydaje mi się, że na lepsze. Zapanował pewnego rodzaju porządek. Lokalne pijaczki przestały zaczepiać ludzi na ulicach i wolały zaszyć się w swoich melinach.

Rządzi tu trzech braci, a plotki o ich bezwzględności wzbudzają ogromny strach wśród mieszkańców. Na ich temat krążą niemal legendy i mało kto ma na tyle odwagi, aby mówić o nich na głos. Historie o ich życiu przekazywane są w zaufanym gronie. Skąd ludzie o nich tyle wiedzą? Nie mam pojęcia, nie wiem nawet, czy wszystkie te opowieści są prawdziwe. Jednak z pewnością mieszkam przerażająco blisko mężczyzn, którzy mogą mnie zabić gołymi rękoma. I pewnie nawet gdyby mieli zawiązane oczy nie stanowiłoby to dla nich żadnego problemu. Skąd ta pewność? Po prostu to wiem. Czasami ich widuję, choć oczywiście z nimi nie rozmawiam. Czy się boję? Trochę. Ale nie jest to paraliżujący strach. Raczej obawa, że coś może mi się stać. Jednak mafia już dawno opanowała miasto i do tej pory żaden z mieszkańców nie zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Paradoksalnie, liczba przestępstw znacznie zmalała. Bracia Rossi tu rządzą i ustalają reguły. Nic nie odbywa się bez ich wiedzy i zgody. Są królami tego miejsca. Nikt nie odważyłby się im przeciwstawić. Randall to ich miasto i choć wielu się z tym nie zgadza, wszyscy akceptują ich władzę.

W tym roku kwiecień jest wyjątkowo chłodny, dlatego cieszę się na myśl o nadchodzącym lecie. Jednak jeszcze bardziej nie mogę się doczekać wypłaty. Mój portfel jest już pusty i będzie mi ciężko przez najbliższy tydzień. Nie lubię ostatnich dni miesiąca, bo choć staram się oszczędzać, rzadko kiedy mi się to udaje. Życie tutaj jest drogie, a większość mojej pensji idzie na wynajem domu. Z jednej strony płacę za niego niewiele, ale z drugiej nie zarabiam tyle, ile bym sobie życzyła.

Leniwie zbieram się do pracy. Jestem zmęczona, bo znowu się nie wyspałam. Wczoraj Olivia wysłała mi kolejny film o mafii z informacją, że koniecznie muszę go zobaczyć. Niestety go nie dokończyłam, ponieważ pojawił się w nim motyw porwania kobiety. Nie winię za to Olivii. Ona przecież nic nie wie. Nikt o tym nie wie…

I znów się zamyśliłam. Spoglądam na zegar, uświadamiając sobie, że jest bardzo późno, a ja nawet się nie ubrałam. Biegnę do sypialni i wyciągam z szafy pierwsze lepsze ciuchy z górnej półki. Zakładam czarne rurki i niebieski sweter, którego nawet nie lubię, ale jest jakieś piętnaście stopni, a ja nienawidzę marznąć. Rezygnuję z pełnego makijażu, maluję tylko szybko rzęsy, po czym w pośpiechu wychodzę z domu. Na chodniku sprawdzam zawartość torebki, upewniając się, czy niczego nie zapomniałam.

Po chwili dochodzę do przejścia dla pieszych i tak jak każdego dnia znów staję przed wyborem: przejść przez ulicę i udać się do pracy drogą, przy której znajdują się posiadłości braci Rossich, czy iść prosto i przekroczyć dopiero kolejne pasy, w ten sposób omijając dzielnicę, przez którą mało kto ma odwagę wędrować. Zawsze mam ten sam dylemat i zawsze ten sam wybór. Biorę kilka wdechów i przechodzę przez przejście. Gdy jestem po drugiej stronie ulicy, sprawdzam w telefonie godzinę. Mam jeszcze dwadzieścia minut. Zdążę. Chyba.

Kiedy wchodzę na ulicę, którą wszyscy mieszkańcy nazywają ulicą mafii, automatycznie zwalniam. Ze strachu? Niezupełnie. Gdyby kierował mną strach, nie chodziłabym tędy, tak jak nie robi tego większość ludzi. U mnie wygrywa chora fascynacja ich życiem. Z jakiegoś powodu lubię przyglądać się ich domom.

Pamiętam jeszcze stare fabryki, znajdujące się tu wcześniej. Kilka dni po mojej przeprowadzce tutaj wszystkie te budynki zostały zrównane z ziemią. Niedługo później każdy już wiedział, kto to wszystko wykupił. Miasto praktycznie opustoszało w ciągu czterdziestu ośmiu godzin, zostali tu nieliczni. Co prawda niektórzy mieszkańcy wrócili, gdy okazało się, że nic nam nie grozi. Trzej bracia, którzy rządzą tym miastem, zapewnili nas, że o ile my nie będziemy stwarzać problemów, oni także tego nie zrobią. Swoje interesy załatwiają poza Randall. Tutaj tylko mieszkają.

Po chwili zatrzymuję się na kilka sekund przed posiadłością Lucasa. Podobno to najmłodszy z braci. Jego dom przypomina dworek w nowoczesnym stylu, który wydaje się odzwierciedlać charakter i wygląd swojego właściciela. Na pozór ładny domek, kryjący za swoimi drzwiami niebezpieczeństwo. Lucas nie przypomina bezlitosnego gangstera. Jest bardzo przystojnym blondynem o delikatnych rysach twarzy i niebieskich oczach. Choć jeśli o oczach mowa, zazwyczaj ukrywa je za przeciwsłonecznymi okularami. Niezależnie od pory dnia i roku. Tylko dwa razy widziałam go bez nich i to tylko przez kilka sekund. Mimo dużej odległości nie dało się ich nie zauważyć. Są hipnotyzujące i z pewnością nie przypominają oczu zabójcy.

Obok domu Lucasa znajduje się posiadłość Ethana, średniego z braci. Nie zatrzymuję się przed nią zbyt często, a jeśli już, to na ułamek sekundy. Zawsze ktoś jest na zewnątrz, dzisiaj dwóch postawnych mężczyzn spaceruje po ogrodzie niedaleko wysokiej bramy. Gdy tylko ich zauważam, spuszczam głowę i idę dalej. Ten dom kojarzy mi się z willą, której właściciela trochę poniosło. Nie lubię takich budynków, wszystkiego jest tutaj za dużo. Drobna, biała cegła stroi każdą ścianę, a złoto-czarne zdobienia na oknach poniekąd podkreślają styl całego domu. Jednak nie wszyscy oceniają go tak krytycznie jak ja. Moja przyjaciółka Olivia wielokrotnie zachwycała się zarówno Ethanem, jak i miejscem, w którym mieszka. Kiedyś odbyła się tam wielka impreza. Oli, idąc przez park, spotkała grupę ludzi, która została tam zaproszona. Wśród nich znajdował się jej były chłopak. Na jej szczęście rozstała się z nim w przyjacielskich stosunkach, więc kiedy zaproponował, by dołączyła do nich, nie wahała się ani chwili. Potem przez kilka tygodni słuchałam, jak niesamowity dom ma Ethan i że jest sto razy piękniejszy, niż sobie wyobrażała, a jego właściciel jest tak boski, że nie może przestać o nim myśleć. Od tego wydarzenia minęło już osiem miesięcy, a ona wciąż to rozpamiętuje. Ethan nie zamienił z nią nawet słowa, a ona i tak jest w nim zakochana po uszy. Powtarza do znudzenia, jak bardzo uwielbia jego pociągłą twarz, oliwkową karnację, brązowe oczy i zawsze idealnie ułożone włosy. Nie twierdzę, że nie jest przystojny, po prostu nie jest w moim typie i wzbudza we mnie najwięcej negatywnych emocji. Trudno opisać, dlaczego tak właśnie się dzieje, bo przecież nigdy z nim nie rozmawiałam.

Kiedy przechodzę obok ostatniego domu znajdującego się na tej ulicy, moje serce nieco przyśpiesza. Zerkam ostrożnie w stronę posiadłości, by upewnić się, że nikogo nie ma na zewnątrz. Ten budynek jest chyba największy ze wszystkich, ale na pierwszy rzut oka wcale nie sprawia takiego wrażenia. Jest biały, dwupiętrowy z drewnianymi elementami i wygląda niesamowicie. Zawsze chciałam mieszkać w takim domu, choć szansa na to, że kiedyś tak się stanie, jest równa zeru. Dzisiaj zatrzymuję się przed nim na dłuższą chwilę. Pewnie nie zachwycałabym się tak bardzo, gdyby nie fakt, że jego właścicielem jest najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam. Co za pech, że jest mafiosem. Arthur jest zarówno cholernie groźny, jak i niesamowicie pociągający. Mówi się, że ze wszystkich braci to właśnie jego należy bać się najbardziej. Podobno ma na ciele tatuaż przedstawiający węża oplatającego krzyż. Nie wiem, czy to prawda, ale nazywają go Kobra, więc może coś w tym jest. Mężczyzna jest wysoki i idealnie zbudowany, ma ciemną karnację, perfekcyjnie ułożone brązowe włosy i niemal czarne oczy. Podobno to właśnie on ma największą władzę.

Spoglądam na ten dom jeszcze przez chwilę, po czym sprawdzam godzinę i od razu przeklinam w myślach, gdy dociera do mnie, że po raz kolejny odpłynęłam. Biegnę tak szybko, jak tylko mogę w stronę baru, w którym pracuję. I tak nie zdążę na czas, ale może będę przed Tessą, która nienawidzi, gdy któraś z jej pracownic się spóźnia.

Z przyśpieszonym oddechem wbiegam do środka, rozglądając się po pomieszczeniu. Olivia właśnie wyciera ladę, a kiedy mnie zauważa, odkłada ścierkę i podchodzi bliżej.

– Znowu się spóźniłaś. Masz szczęście, że nie ma szefowej. – Marszczy czoło i śmieje się głośno.

Cieszę się, że pracuję z moją przyjaciółką. Niejednokrotnie tłumaczyła mnie przed Tess, choć sama nie wie, dlaczego tak często się spóźniam. Olivia nie ma pojęcia, że nie potrafię oprzeć się pokusie oglądania jego domu, przez co wpadam w trans i tracę kontakt ze światem. Wiem, że powinnam w końcu zmienić trasę i iść do pracy drogą, którą zawsze wracam. Jest niewiele dłuższa, ale przejście nią zajmuje mi dużo mniej czasu. Po pracy nie zbliżam się do ulicy mafii, ponieważ wtedy jest zbyt późno na spacery po tak niebezpiecznej okolicy. Dla własnego dobra powinnam nie robić tego także rano, ale jak widać, nie mogę się oprzeć.

Kiedy zdejmuję płaszcz, zauważam przerażoną Tessę, która właśnie wbiega do baru.

– Dziewczyny, ubierajcie się szybko, odwiozę was do domów! – krzyczy z paniką w głosie.

– Dlaczego? Co się stało? – pytam szefową, obserwując, jak jej twarz robi się coraz bardziej blada.

– Podobno szykuje się nam wojna gangów. Ktoś ukradł braciom sporo pieniędzy. Nikt nie jest bezpieczny, dopóki nie znajdą swojej kasy. Ludzie zamykają swoje sklepy i biura. My też nie będziemy ryzykować. No już, szykujcie się!

Po dwóch minutach jesteśmy w samochodzie. Tessa wybiera trasę jak najdalej od ulicy mafii. Najpierw odwozi Olivię, która wydaje się bardziej podekscytowana niż przerażona. Myślę, że powinnam porozmawiać z nią na temat filmów, które ogląda. Mam coraz większą pewność, że mącą jej w głowie.

– Dajcie znać, jak dojedziecie do domu – rzuca nam na pożegnanie Olivia, po czym trzaska drzwiami, a po chwili znika w swojej kamienicy.

Dostrzegam, że Tessa jest bardzo zdenerwowana. W lusterku widzę jej oczy, są przerażone i nieobecne. Ściska kurczowo kierownicę i co kilka sekund się rozgląda.

Mijamy właśnie stary park, do którego mało kto już zagląda, pewnie dlatego, że jest zniszczony i bardzo zaniedbany. Trudno odnaleźć w nim jakąkolwiek ścieżkę. Nagle zauważam dwie sylwetki biegnące między krzakami w kierunku ruin. Tessa nie jedzie zbyt szybko, więc mam chwilę, by się im przyjrzeć. To dwóch chłopaków, wyglądają na młodych, choć z tej odległości może mi się tylko wydawać. Gdy znikają z zasięgu mojego wzroku, opieram głowę o zagłówek fotela.

Kim oni byli? Nie widziałam ich wcześniej, to na pewno nie są ludzie z tego miasta. Chyba że po prostu ich nie rozpoznałam. Po chwili dociera do mnie coś jeszcze, ważny szczegół, na który wcześniej nie zwróciłam uwagi. Walizka. Jeden z nich biegł z ogromną walizką.

Co w niej było? Ubrania? A może pieniądze? Chyba powinnam przestać o tym myśleć, lepiej się nad tym nie zastanawiać.

Dopiero gdy zatrzymujemy się przed moim domem, natarczywe myśli się ulatniają. Tessa odwraca się w moją stronę, a na jej twarzy wciąż maluje się napięcie.

– Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, zadzwoń do mnie. Nigdzie nie wychodź, siedź u siebie i nikomu nie otwieraj drzwi. Masz co jeść?

Kiwam głową, a ona uśmiecha się lekko.

– Dziękuję, że mnie odwiozłaś. W razie czego zadzwonię do ciebie. Nie martw się.

Otwieram drzwi samochodu i wolnym krokiem idę w kierunku domu. Wygrzebuję z torebki klucze, a kiedy przekręcam zamek, słyszę, jak Tessa odjeżdża.

Wchodzę do środka i rozglądam się dookoła. Coś nie daje mi spokoju. Rzucam torebkę na stolik, siadam na kanapie i schylam się po pilota, ale nie biorę go do ręki. Wiem, że i tak na niczym się nie skupię. Znów nachodzą mnie te myśli.

Co było w walizce? Może to oni ukradli pieniądze? A gdybym tam poszła? Albo powiedziała braciom, że coś widziałam?

– Kurwa! – Wstaję gwałtownie z sofy, po czym zaczynam chodzić w kółko. – Co mnie to w ogóle obchodzi? – pytam samą siebie.

Chcę po prostu już o tym zapomnieć. Jest jeszcze bardzo wcześnie, nie wiem, jak wytrzymam tyle godzin do nocy. Staram się jakoś zorganizować sobie czas, ale nie potrafię wyłączyć myślenia.

Wytrzymuję do samego wieczora, o dwudziestej jem kolację i po niej biorę szybki prysznic. Gdy jestem w swojej sypialni, odnoszę wrażenie, że słyszę strzały – jakby z oddali, bardzo stłumione. Z pewnością nie w najbliższej okolicy. Coraz bardziej chcę zapomnieć o walizkach, które widziałam.

ROZDZIAŁ 2

Udało mi się zasnąć dopiero wtedy, gdy na dworze zaczęło świtać. Budzę się kilka minut przed jedenastą i biorę do ręki komórkę. Na ekranie widnieje siedem nieodebranych połączeń, wszystkie od Tess. Nie chcę do niej oddzwaniać, bo nie mam siły na rozmowę. Piszę jednak SMS-a, by nie zastanawiała się, czy wszystko u mnie dobrze.

Ja: Przepraszam, dopiero się obudziłam, nie mogłam zasnąć w nocy. Miałam wyciszony telefon i nie słyszałam, że dzwoniłaś.

Odkładam aparat i podchodzę do szafy. Zastanawiam się, w co się ubiorę, skoro dziś nigdzie nie idę. Dochodzę szybko do wniosku, że na razie zostanę w koszulce i bokserkach. Kiedy odwracam się w stronę kuchni, moja komórka wibruje, informując o nowej wiadomości. Widzę, że Tess odpisała.

Tessa: To dobrze. Gdybyś czegoś potrzebowała, dzwoń od razu.

Tess jest dla mnie trochę jak matka. Kiedy zaczęłam rozglądać się za pracą, znalazłam jej ogłoszenie. Szukała dwóch młodych dziewczyn do swojego nowego baru. Zadzwoniłam, a ona kazała mi przyjechać na rozmowę. Wtedy też poznałam Olivię, już po kilku minutach nawiązała się między nami nić porozumienia. Tego samego dnia podjęłam decyzję o przeprowadzce tutaj na stałe. Wynajęłam mały domek od starszej pani i tak już zostałam. Niedługo później, rok po wykupieniu placu na ulicy starych fabryk, pojawiła się grupa tajemniczych mężczyzn. W moim życiu jednak niewiele się zmieniło, wciąż pracowałam w barze u Tessy. Zaczęłam się jednak spóźniać, co moją szefową niejednokrotnie doprowadzało do szału.

Zaparzam kawę i siadam z gorącym napojem przy oknie. Mieszkam przy cichej ulicy, jednak to, co dzieje się teraz, jest nie do zniesienia. Jakiejkolwiek żywej duszy, nie słyszę ani jednego dźwięku. Wychodzę z kubkiem do mojego małego ogródka i podchodzę do bramki. Nadal cisza, czuję, jakbym straciła słuch. Po chwili dociera do mnie odgłos silnika. Kilka sekund później trzy czarne auta przejeżdżają ulicą z prędkością światła. Stoję jeszcze chwilę, nasłuchując odgłosów wypadku, jednak niczego takiego nie słyszę. Przyznam, że nawet mnie to dziwi. Uliczki tutaj są wąskie i kręte, trudno jest zapanować nad samochodem, nawet jadąc z dużo mniejszą prędkością.

Gdy kończę kawę, cisza wciąż jest zbyt przerażająca. Mam wrażenie, że zaraz coś wybuchnie lub grupa ludzi zacznie strzelać w kierunku domów. Chyba tracę rozum. To pewnie przez te filmy, których ostatnio się naoglądałam. Wszystko przez Olivię. Jest tak zafascynowana Ethanem, że chce zobaczyć, jak wygląda jego życie, choć sama nie wiem, ile może mieć wspólnego film gangsterski z prawdziwym życiem gangstera.

Dla odmóżdżenia postanawiam włączyć sobie jakiś romans. To nie jest jednak dobry pomysł, bo w każdej pikantnej scenie widzę siebie i Arthura. Wystarczy, że już moja przyjaciółka ma obsesję na punkcie jednego z braci. Nie mogę popaść w takie samo szaleństwo jak ona. Jednak im dłużej mieszkam z braćmi Rossimi w jednym mieście, tym trudniej jest mi nie przywoływać myślami tego mężczyzny. Wyłączam telewizor, przechodzę do pokoju i z szuflady z bielizną wygrzebuję paczkę papierosów. Co prawda rzuciłam palenie już jakiś czas temu, ale teraz potrzebuję nikotyny. Do tej pory wypaliłam jedenaście papierosów z paczki, a mam ją około pół roku, więc to chyba dobry wynik. Przyszła pora na dwunastego. Zabieram ze sobą zapałki i idę na dwór. Odpalam papierosa, zaciągam się delikatnie, później jeszcze raz. Z każdym kolejnym wdechem stres jest odrobinę mniejszy. Jedenaście poprzednich papierosów także stanowiło lekarstwo na nerwy. Jednak po spaleniu całego czuję, jak kręci mi się w głowie.

Wchodzę do domu i siadam na kanapie. Wciąż nie mo­gę przestać myśleć o tym, co widziałam wczoraj. Potrzebuję prysznica i śniadania. Niedługo później jem kanapkę z serem i znów nie wiem, co ze sobą zrobić. W normalnych okolicznościach po prostu bym wyszła, spacer zawsze koił moje nerwy, ale to niestety odpada. Zabieram się do sprzątania. Nienawidzę tego, więc na ogół staram się po prostu nie bałaganić, by później nie mieć zbyt wiele pracy. Teraz postanawiam przemeblować mój pokój i salon połączony z kuchnią. Zrobię wszystko, byle tylko nie myśleć.

Po kilku godzinach na zewnątrz zapada przytłaczający mrok. Ta cisza na ulicy mnie dobija. Rozglądam się po domu, nic się w nim nie zmieniło. Wszystkie meble wróciły na swoje miejsce zaraz po tym, jak je przestawiłam. Ciężko upiększyć dom po starszej pani. Oprócz telewizora, kanapy i mojego łóżka wszystko tutaj ma już swoje lata. Dostałam pozwolenie na przemeblowywanie według swojego gustu, ale nie stać mnie na to. Może kiedyś się to zmieni.

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Wydawnictwo Akurat

imprint MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz