Wydawca: Siedmioróg Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 278 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Magda.doc - Marta Fox

Lektura szkolna wraz z opracowaniem.

Osiemnastoletnią Magdę poznajemy w dramatycznym momencie życia, gdy dowiaduje się, że jest w ciąży. Jak doszło do tego, że zdolna i pracowita dziewczyna wpadła w tak poważne tarapaty? Jak przeżyje to brutalne wejście w dorosłość? Magda.doc - to pełna dramatyzmu ale i epizodów humorystycznych oraz wewnętrznego ciepła - mądra powieść o dojrzewaniu. Przyjaciół Magdy informujemy, że mogą poznać jej dalsze losy w książce pt. "Paulina.doc".

Opinie o ebooku Magda.doc - Marta Fox

Fragment ebooka Magda.doc - Marta Fox

Fotografia na okładce:

Hanna Kucia

Redakcja:

Danuta Sadkowska

LEKTURA DLA GIMNAZJUM

© Copyright by Marta Fox

ISBN 978-83-7568-953-2

Wydawnictwo Siedmioróg

ul. Krakowska 90, 50-427 Wrocław

Księgarnia wysyłkowa Wydawnictwa Siedmioróg

www.siedmioróg.pl

Wrocław 2012

WSTĘP

AUTORKA

POWIEŚCIOPISARKA I POETKA. Marta Fox – urodzona 1.01.1952 roku; autorka powieści, głównie dla młodzieży, poetka, krytyk literacki i teatralny. Jako pisarka zadebiutowała w 1989 roku (opowiadanie Gra), wcześniej była nauczycielką w katowickim liceum.

Trafnie diagnozuje zachowania i stany psychiczne młodzieży, a życiowe prawdopodobieństwo, wyraziście zarysowane postaci, walory językowe (np. znajomość slangu uczniowskiego) zapewniają jej powieściom niesłabnące powodzenie.

LAUREATKA NAGRÓD. Jest laureatką wielu głównych nagród w ogólnopolskich konkursach literackich, swoje utwory publikuje także w licznych czasopismach, m.in. „Odrze”, „Poezji”, „Gońcu Teatralnym”.

Niektóre z tytułów jej powieści dla młodzieży: Batoniki Always miękkie jak deszczówka (1994), Agaton – Gagaton: jak pięknie być sobą (1994), Magda.doc (1996), Paulina.doc(1997).

TREŚĆ

CZAS I MIEJSCE. Akcja książki rozgrywa się w Katowicach w czasie od 1 listopada 1994 do 2 czerwca 1995 roku.

GŁÓWNA BOHATERKA. Główną bohaterką jest Magdalena Szymaniuk, uczennica czwartej klasy licealnej. Poznajemy ją w chwili, gdy podejrzewa, że zaszła w ciążę z Łukaszem Madejskim, szkolnym kolegą, z którym przeżyła swoją seksualną inicjację.

Treść całego pamiętnika stanowią zwierzenia bohaterki zapisywane w pliku Magda.doc. Opisuje tam ona swoje problemy, emocje i zdarzenia, jakie miały miejsce pomiędzy poczęciem dziecka i jego urodzeniem.

PROBLEMY. Nagłe i brutalne wejście w dorosłość znajduje jednak szczęśliwy finał. Magda dzięki swojej odwadze i determinacji pokonuje kolejne przeszkody. Rodzi córkę, czuje się bardzo szczęśliwa i wolna. Wolna od złej miłości matki, od ludzkiej nieżyczliwości i własnych lęków.

BOHATEROWIE

Magda – zdolna, inteligentna, bardzo dobra uczennica, w swoim środowisku uchodząca za kujona. W ten sposób rówieśnicy próbują uzasadnić jej odmienność i niechęć do ich płytkiej ideologii. Dziewczyna, mimo pewnego wyobcowania, jest przekonana o słuszności swoich wyborów. Jest silna, ambitna i pewna siebie. Jednak prawdziwy powód jej niezależności tkwi w warunkach, w jakich żyje. Wcześnie osierocona przez ojca, z którym łączyła ją silna więź, mieszka z matką, która zajęta jest głównie pracą i sobą, a córkę traktuje przedmiotowo i oschle. Magda, spragniona prawdziwego uczucia, lecz bardzo jeszcze niedoświadczona, naiwnie lokuje swoją pierwszą miłość w związku z nazbyt przez nią idealizowanym Łukaszem. Szybko przekonuje się, że problemy, jakie z tego związku wynikają, musi rozwiązywać sama. Dzięki ambicji i konsekwencji, mimo przeciwności, udaje się jej skończyć szkołę i zdać maturę z wzorowymi ocenami. Swojego doświadczenia nie traktuje w kategoriach krzywdy od losu. Śmiało podejmuje wyzwanie, choć jest przecież młodą dziewczyną snującą plany na piękną przyszłość, tzn. przyszłość, która respektuje właściwą kolejność zdarzeń. Magda na naszych oczach przeistacza się z podlotka w dojrzałą kobietę. Napiętnowana wiecznym poczuciem winy, stale podsycanym przez matkę, wyzwala się ostatecznie z tej emocjonalnej pułapki i zaczyna żyć własnym, szczęśliwym życiem.

Matka – wydaje się osobą nieczułą, a nawet okrutną. Magda mówi o niej: „Zawsze się jej bałam, bo mnie biła”. Sposób, w jaki traktuje córkę, dowiedziawszy się o ciąży, mógłby świadczyć o egoizmie i bezduszności matki. Z jej młodzieńczych pamiętników wynika jednak, że była nastolatką w gruncie rzeczy podobną do Magdy, tylko dojrzewającą w innych czasach. Nagła i zbyt szybka śmierć męża sprawiła, że zamknęła się we własnym świecie, większość czasu poświęcając żmudnej pracy nauczycielki i coraz bardziej oddalając się od córki. Jest rozczarowana, zgorzkniała, niespełniona i nieszczęśliwa. Skłócona z losem za sposób, w jaki ją doświadczył, nie chce bliskości, którą mogłaby znaleźć pod własnym dachem.

Łukasz Starszy (ojciec) – dobrze sytuowany, zaradny, operatywny. Pomagając Magdzie, usiłuje zrekompensować dziewczynie niedojrzałość syna (wspiera ją finansowo, znajduje mieszkanie, zapewnia opiekę lekarską). Podziwia jej odpowiedzialność, współczuje złych stosunków z matką, otacza niemal ojcowską opieką.

Łukasz – atrakcyjny chłopak, który swoje powodzenie wykorzystuje do kolejnych miłosnych podbojów. Mieszka z ojcem, matka przebywa za granicą. Nieodpowiedzialny, niesamodzielny – stanowi wyraźne przeciwieństwo dla Magdy. Boi się jej miłości i obwinia dziewczynę za to, co się stało, odmawiając jej opieki, a nawet współodpowiedzialności. Bez skrupułów akceptuje zamianę ról ze swoim ojcem.

Bartek – od dawna zabiega o względy Magdy. Gdy ta powierza mu swój sekret, stara się ją zrozumieć i bez urazy oferuje szczerą pomoc. Zostają przyjaciółmi. Miły, wyrozumiały, odpowiedzialny.

Dżordż – komputerowy powiernik i adresat wypowiedzi Magdy, traktowany przez nią ze szczerością i sympatią.

PROBLEMATYKA

WSPÓŁCZESNOŚĆ.Magda.doc jest umiejętnie osadzoną we współczesnych realiach powieścią dla młodzieży o dojrzewaniu. Dojrzewanie to naznaczone jest typowymi dla wieku nastoletniego problemami, jak pierwsza miłość, przyjaźń, konflikt pokoleniowy, krytyczne postrzeganie szkoły, bunt wobec rzeczywistości.

Autorka książki z dużą wnikliwością śledzi procesy socjologiczne i psychologiczne w środowisku młodzieży, nie dochodząc przy tym jednak do uproszczonych uogólnień, jednoznacznych puent.

RÓŻNORODNOŚĆ. Charakteryzowane środowiska są niejednorodne. Rówieśnicy głównej bohaterki reprezentują zróżnicowane typy charakterologiczne i zachowania. Koleżanki ze szkoły w poszukiwaniu miłosnych wrażeń uprawiają seks przypadkowo, jednak bezkarnie (podobnie jak Łukasz). Według relacji Magdy są przeciętne, nieciekawe, toteż nie zasługują na jej zaufanie.

Jest jeszcze Bartek, chłopak wrażliwy i mądry, który, gdyby nie zrządzenie losu, mógłby zostać właściwym partnerem Magdy.

Podobne zróżnicowanie dotyczy pokolenia starszego, reprezentowanego przez matkę, dyrektorkę, Łukasza-seniora, stryja, ciotkę Jeannette. Ponownie mamy do czynienia z antynomicznym zestawieniem postaci. Głównym kryterium podziału jest stosunek powieściowych postaci do Magdy.

KONFLIKT POKOLENIOWY. Konflikt pokoleniowy, mimo iż przebiega tu klasycznie (matka–córka), prowokuje do wielu przemyśleń i wniosków. Dzięki prezentacji dwóch światów zyskujemy obraz różnych osobowości i systemów wartości, które nie mają większej szansy na wspólny mianownik. Uwaga Magdy, a także i nasza, skupia się na poszukiwaniu przyczyn takiego braku porozumienia (temu m.in. służy lektura pamiętnika matki). Ostatecznej odpowiedzi jednak nie znajdujemy.

Inny charakter stosunków rodzinnych obserwujemy na przykładzie Łukasza i jego ojca. Choć niewiele wiemy o ich wzajemnych codziennych zachowaniach, widzimy tu sytuację jakby odwróconą – syn uzyskuje pomoc ojca, który całą odpowiedzialność za jego dezynwolturę i lekkomyślność przejmuje na siebie.

PIERWSZA MIŁOŚĆ. Pierwsza miłość przedstawiona jest w powieści dość drastycznie. Magda, która przecież wyróżnia się z grona rówieśników rozsądkiem i dojrzałością, paradoksalnie zostaje ukarana za swoją pierwszą miłość. Zafascynowana Łukaszem, nie dostrzega, że dla niego jest tylko kolejną zdobyczą mającą potwierdzić męskość. Za tę pomyłkę musi drogo zapłacić. Zostaje upokorzona i poniżona (sceny z matką i dyrektorką), musi sprostać licznym problemom, obcym przeciętnej osiemnastolatce. Może to jednak właśnie ona, a także Bartek, który nie może zrealizować swojego uczucia do Magdy, właściwie ilustrują tezę autorki o tym, że życiowe problemy można znosić z godnością i że nawet te największe da się pokonać?

DOBRA PRZYJAŹŃ. Przyjaźń prawdziwą, bezinteresowną, wolną od zawiści, egoizmu uosabia Bartek, który przedkłada pomoc Magdzie nad urażoną dumę i niespełnione uczucie. To właśnie on jako pierwszy (poza Dżordżem) poznaje sekret dziewczyny. Ona natomiast pomaga mu w nauce i cieszy się z jego dobrych wyników maturalnych.

Szczególna przyjaźń łączy Magdę i Łukasza Starszego. Mimo różnicy wieku dobrze czują się w swoim towarzystwie, a ich układ staje się coraz bardziej partnerski.

SZKOŁA PO GOMBROWICZU. Szkoła postrzegana jest przez Magdę, podobnie jak inne elementy rzeczywistości, dość krytycznie. Dzieje się tak nie tylko z uwagi na przykrą reakcję dyrektorki na wieść o ciąży uczennicy. Magda negatywnie ocenia nauczycieli („Każdy nauczyciel, choćby najlepszy, ma w sobie coś z mojej matki”) i samą instytucję („Nienawidzę szkoły z jej poddaństwem, bezdusznością, nieżyczliwością”).

Trzeba przyznać, że niektóre jej uwagi są trafne i tworzą realistyczny rysunek szkolnej rzeczywistości. To życiowe prawdopodobieństwo wynika zapewne z nauczycielskiej praktyki samej autorki. Ostatecznie powstaje obraz wprawdzie subiektywny, jednak dość ponury. Cóż, widać tak właśnie jest odbierana szkoła nie tylko przez uczniów (niewiele zresztą zmieniona od czasów Gombrowiczowskiego profesora Pimki).

Pomimo swego krytycyzmu, główni bohaterowie są jednak bardzo dobrymi uczniami.

FORMA

DZIENNIK KOMPUTEROWY. Powieść ujęta jest w formę komputerowego dziennika (patrz definicja 1.). Bohaterka prowadzi go na bieżąco, nieraz wraca do wcześniejszych zdarzeń. Opisuje fakty i przeżycia osobiste, eksponuje indywidualny punkt widzenia. W swoich zapiskach uwzględnia dialogi, elementy charakterystyki, opisu, monologi wewnętrzne, listy, cytaty, aforyzmy. Narracja jest subiektywna, pierwszoosobowa.

Taki układ powieści nawiązuje do tradycji dziennika intymnego (patrz definicja 2.), wykorzystywanego już wcześniej w książkach dla młodzieży, np. w Słonecznikach Haliny Snopkiewicz.

DZIENNIK MATKI. Równolegle do zwierzeń głównej bohaterki poznajemy dziennik jej matki, dzięki któremu zapoznajemy się bliżej z tą postacią i przenosimy się w rzeczywistość lat sześćdziesiątych. Pozornie jest to autonomiczny wątek, w rzeczywistości jednak służy on akcji właściwej – prowadzi do konkluzji o zasadniczym podobieństwie obydwu nastoletnich światów.

AKCJA. Kompozycja akcji jest klasyczna (ekspozycja, kulminacja, rozwiązanie).

Interesującym uzupełnieniem pamiętnika są werystyczne ilustracje – bilety na imprezy kulturalne, wyniki badań, zdjęcia.

Pewne niedookreślenia postaci i niedopowiedzenia akcji uzasadnia fakt, iż książka ma swoją kontynuację w kolejnej powieści Marty Fox pt. Paulina.doc.

DEFINICJE

1. DZIENNIK – zespół prowadzonych z dnia na dzień zapisków, od ściśle dokumentacyjnych, których zadaniem jest utrwalenie bieżących wydarzeń (diariusz), do takich, które zbliżają się do wypowiedzi literackich. Dziennik nie stanowi z góry założonej konstrukcji, o jego układzie (z zasady chronologicznym) decyduje nie zamiar kompozycyjny, ale bieg wypadków, które autor utrwala. Składające się nań zapisy mogą być zróżnicowane pod względem kompozycyjnym i tematycznym.

2. DZIENNIK INTYMNY – jedna z głównych form dziennika (obok dziennika podróży), istotna dla literatury zwłaszcza od czasów romantyzmu. Zaczął się kształtować na przełomie XVIII i XIX wieku (przede wszystkim we Francji), co pozostawało w związku z formowaniem się nowych koncepcji ludzkiej osobowości, kładących nacisk na indywidualizm i przeżycia osobiste. Dziennik intymny ma z reguły charakter otwarty, tzn. nie jest z góry komponowanym dziełem, składa się z szeregu zapisów, dotyczących rozmaitych problemów i tematów, zróżnicowanych formalnie, związanych ściśle z sytuacją autora. Jedynym obowiązującym porządkiem jest układ chronologiczny zapisów, zgodnie z datami ich powstawania, prowadzący w odbiorze czytelniczym do rekonstrukcji osobowości autora.

W literaturze polskiej najbardziej znane są dzienniki Stefana Żeromskiego, Zofii Nałkowskiej, Witolda Gombrowicza.

JĘZYK

POTOCZNOŚĆ. Styl pamiętnika jest kolokwialny. Do mowy potocznej zbliżają go m.in. leksyka i frazeologia uwzględniające elementy slangu uczniowskiego (np. „OK”, „bajery”, „baba z polwy”, „pic na wodę”), wulgaryzmy oraz składnia – dominują zdania krótkie, nierozwinięte, konstrukcje równoważnikowe.

TRADYCJA GATUNKU. Taki tok narracji odwołuje dziennik Magdy do tradycji pamiętnika mówionego, ujawnia pewne podobieństwo do Pamiętnika z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego, także poprzez zastosowanie neologizmów (np. „zbanalić”, „burmistrzują”).

ALUZJE LITERACKIE. Mimo potoczności języka pełne odczytanie tekstu wymaga pewnego przygotowania literackiego. Decydują o tym liczne aluzje kulturowe (zwłaszcza literackie, o różnym stopniu skomplikowania, choć na ogół odnoszące się do lekturowego materiału szkoły średniej), aforyzmy, cytaty.

IRONIA. Bohaterka często jest w swojej narracji ironiczna, również autoironiczna ( „Obie prace napisałam celująco. To się nazywa kujoństwo”). Wykazuje się też poczuciem humoru („mogę pisać o nicości, w której tkwię jak Heraklit w gównie”), często gorzkim, ale przez to adekwatnym do kontekstu.

PODSUMOWANIE

Książka Magda.doczasługuje na swoją popularność wśród młodzieży. Nie tylko bowiem przedstawia typowe dla wieku dojrzewania problemy, ale mądrze wskazuje, jak sobie z nimi radzić. Młodemu człowiekowi bliska zapewne jest także jej stylistyka.

Autorka porusza tematy powszechne, ale przecież wciąż niełatwe. Kreśli dość klasyczne postaci literackie, na wskroś jednak rzeczywiste i aktualne.

Może wciąż warto potwierdzać humanistyczną wiarę w możliwości człowieka, mówić o miłości. Bo przecież „Świat bez miłości jest światem martwym” (Albert Camus – ulubiony pisarz Magdy…).

PROPOZYCJE TEMATÓW DO REALIZACJI (DYSKUSJI)

1. Czarne i białe – ocena moralna bohaterów książki.

2. Rzeczywistość Magdy.doc – bliska Ci czy daleka?

3. Literackie powroty – znane toposy w powieści Marty Fox.

4. Literatura w literaturze – szukamy w książce odwołań i aluzji kulturowych. (Może być w formie grupowego konkursu).

5. Dopisz dalsze losy bohaterów powieści. (Możesz je zweryfikować poprzez lekturę Pauliny.doc).

6. Przyjaźń, miłość, rodzina – etosy współczesnego świata?

7. Co znaczy dojrzałość? (Gra w skojarzenia).

8. Problemy dojrzewania – jak je oswajać i rozwiązywać?

9. Uwierz w siebie – różne metody uczące samoakceptacji, np. autosugestia przez afirmację, wizualizację. (Lekcja z wykorzystaniem literatury z zakresu współczesnej psychologii).

Wstęp opracowała

Dorota Żytkiewicz

Magda.doc

1 listopada 1994 roku – wtorek

Najtrudniej zacząć. Najtrudniej napisać pierwsze zdanie i przekonać siebie do rozmowy z sobą, skoro nie potrafię i nie chcę rozmawiać z nikim innym. A przychodzą mi do głowy różne pierwsze zdania, na przykład: „Ogary poszły w las” albo „Wykopać grób”. Do żadnej z tych książek już bym nie wróciła. Popioły przeczytałam, przyznaję, bez większych oporów, z dużą nawet przyjemnością i zachłannością. Kamień na kamieniu bez zachłanności, ale za to z poczuciem dobrze, jak to się mówi, spełnionego obowiązku, bo to ponoć lektura, którą człowiek ze średnim wykształceniem znać powinien, jeżeli chce mieć rozeznanie w literaturze trochę powyżej przeciętnej, do czego roszczę sobie pretensje.

Dzisiaj powinnam zacząć od „Wykopać grób”. Niech będzie jeszcze smutniej i niech ten smutek mnie zeżre, jak kość psa. Odwrotnie: jak pies kość, jak deszcz złość, jak wściekłość. Powinnam napisać o tym, że… uroczysty dzień Wszystkich Świętych był chwilą do refleksji nad przemijaniem i marnością, i nicością, i tym podobnymi bajerami. Cóż jednak mogę napisać o nicości, w której tkwię jak Heraklit w gównie. Albo o marności, która jeszcze do niedawna wcale mnie nie dotykała bezpośrednio, chociaż powodów nadmiernych do bezmyślnej wegetacji nie miałam.

Ależ bredzę. Muszę zacząć od początku.

Śnieg nie pada. Jeszcze tej jesieni nie padał. Deszcz też nie. Cmentarze są więc suche i listopad na razie nie przypomina tamtego listopada, w którym umierał mój ojciec, ani dnia, w którym był grzebany. Właśnie wróciłam z jego grobu, gdzie, jak na dobrą córkę przystało, nie uroniłam ani jednej łzy, chociaż bardzo się starałam, a nawet zmuszałam się, by płakać. Jak wtedy, gdy byłam mała, miałam na przykład 10 lat i matka tłukła mnie za byle przewinienie w tajemnicy przed ojcem i bardzo chciała, abym zaczęła prosić: – Nie bij mnie już więcej, mamusiu kochana, już nie będę, już się poprawię, obiecuję. Nie pamiętam, w czym miałam być lepsza, w czym się poprawiać. Pamiętam jedynie, że nie wyciskałam z siebie ani łez, ani skruchy, ani obietnicy. Nie potrafiłam tego zrobić. Coś się we mnie zatrzaskiwało. Jak drzwi, jak okno, jak książka z zaznaczoną stroną, której mimo znaku nie było można znaleźć. To oczywiście rozwścieczało matkę jeszcze bardziej i dodatkowo mnie karała za upór, krnąbrność i milczenie. Na pogrzebie ojca też nie płakałam, co było niewybaczalne, nieludzkie, niewdzięczne i Bóg mnie za to pokarze.

Możliwe, że już to się stało. Stało się na pewno, choć wątpię, by Bóg mieszał się aż tak bardzo w moje życie. Myślę, że ma ważniejsze sprawy do załatwienia. A to, co moja matka nazwie karą boską, jest po prostu moją głupotą, w której uczestniczyłam z własnej woli. Albo chorobą ojca, której on się poddał łagodnie, jakby zrezygnował zbyt szybko. Czego mu nie wybaczyłam do tej pory. A teraz znów rozpamiętuję, bo jest ku temu okazja z racji święta i mojego pisania.

Nie jestem zrozpaczona, załamana, nie wpadam w histerię. Odrobina nadziei we mnie kołacze. Patrzę na swoją gębę w lustrze, gdy włosy splatam w dwa warkocze, wykrzywiam ją na kilka sposobów. I już wyobrażam sobie następne dni ze śniegiem, deszczem, wrzaskiem matki, lamentem Łukasza. Właściwie jestem spokojna i nie rozumiem, skąd we mnie ten spokój. Coraz to przyłapuję się na tym, że boli mnie szczęka, bo zbyt mocno zaciskam zęby. Wystarczy jednak rozluźnić ten ucisk, by ból szybko minął.

Jedyny ratunek dla mnie to tkwić w teraźniejszości tak bardzo, by nie myśleć o przyszłości. Stąd pomysł, by odpalić ten plik w komputerze. I powtarzać tę czynność, nawet gdy nie będę miała siły nic wystukać. Zanurzyć się w datach, godzinach, czynnościach. Realizować punkt po punkcie. Nie pozwolić, by coś mnie dotknęło jeszcze boleśniej. Uodpornić się, zesztywnieć.

Nie jestem oryginalna. Sentymentalnie usposobione panienki już wcześniej wpadły na pomysł, by wyzwierzać się papierowemu pamiętnikowi. I zamykać go przed wścibskimi oczami matek. Mogłabym również zablokować komputer. Ale po co? Kogo obchodzi to, co ja robię przy swoim biurku? Moja matka nie ma zielonego pojęcia, gdzie nacisnąć, by uruchomić komputerowego Dżordża. Nie zagląda mi również do kartek, książek, zeszytów. Sama siedzi w swoich kartkach i zeszytach. W książkach coraz mniej. Mogę więc spokojnie drukować wszystko, co zapiszę, bez obawy, że ona podejrzy. A gdyby nawet… Nie zależy mi. Tak się czuję, jakbym nie miała nic, na czym mi zależy.

***

Zaglądam do dziennika mojej matki z czasów, gdy ona była w maturalnej klasie. Kiedyś wyrzuciła do kosza dwa grube zeszyty. Wyciągnęłam je zaintrygowana, schowałam głęboko, a po ich krótkiej i nudnej lekturze – zapomniałam, że istnieją. Aż do dzisiaj. Tak właśnie. Bo dzisiaj już wiem, że czeka mnie jeszcze więcej złego. Wiedziałam też wczoraj. Ale ponieważ nic jakoś nie czuję, więc i ta wiedza wprowadza mnie jedynie w zdumienie, nic poza nim.

***

Jutro 6 lekcji w szkole, w tym sprawdzian z biologii. Z polskiego Rozmowy z katem. Żeby było weselej, przeczytałam sobie Camusa Rozważania o gilotynie. Jutro zobaczę Łukasza. I ciekawe, co też poczuję. Wściekłość? A może satysfakcję, wynikającą z tego, że ja już wiem albo podejrzewam, a on nie. Wszystko więc przed nim, co też ma swoje dobre strony, jak by na to nie patrzeć. Myślę, że w środku mam kamień zamiast serca. I dlaczego on we mnie właśnie? Ten kamień?

***

Moja matka w dzienniku pod datą 1 listopada 1968 roku (piątek) tak pisała:

Co mam robić? Krzyczeć? Płakać? Nie potrafię. Nie potrafię robić tego, co chcę. Przecież ja mam maturę na karku… Leżę w łóżku i patrzę w sufit, mając przy tym świadomość jałowości takich zachowań.

Trochę niżej zapisuje cytat z Popiołu i diamentu Andrzejewskiego, który dla jej rocznika był lekturą obowiązkową, a dla mojego zdecydowanie zakazaną, bo przedstawiającą rzekomo zafałszowany obraz rzeczywistości polskiej itp., itd. i gówno mnie to obchodzi, bo Maciek Chełmicki to jest to, jak coca-cola, gdy byłam mała. I jak przelot samolotem do Londynu.

A cytat jest… no, no, do zastanowienia się. I to nie nad bohaterem powieściowym i nie nad jego postawą, ale nad moją matką, bo to ona go wybrała spośród innych fragmentów:

Zdradzać się przed ludźmi oznacza głupotę. Zdradzać się przed samym sobą – słabość i niedostateczną dyscyplinę. Trzeba samemu być w pancerzu, żeby drugich w pancerze zakuć. Pewne myśli, uczucia i odruchy należy w sobie bezwzględnie i bezlitośnie zabijać. Trzeba być pewnym siebie jak precyzyjnego instrumentu.

***

Nie zdradzam się przed ludźmi. Tłumię w sobie i myśli, i uczucia. Oczywiście „pewne”. Nie jestem „precyzyjna” jak instrument. Nie wiem np., co powiem jutro Łukaszowi i jak. Nie wiem, kiedy powiem matce i dlaczego. Może tylko dlatego, że z nią mieszkam. A może dlatego, by zobaczyć jej minę. Mina zdradzi ją przede mną. Ona zdradzi się miną, a jeszcze bardziej słowami. A ja teraz zdradzam się przed sobą. Ale nie czuję, by to była moja słabość albo brak dyscypliny. Zdradzam się właśnie dlatego, by znaleźć siłę do niezdradzania się przed innymi. Różnica jest taka jeszcze: nie chcę nikogo zakuwać w pancerz. W głębi serca, którego przecież nie mam – chciałabym wyzwolić się z pancerza, w którym tkwię. Z klatki. Wyfrunąć jakoś. Jak Piotruś Pan albo jak sen o lekkości, o balonie, porywającym zamiast Tadka Niejadka – mnie właśnie.

***

I dosyć na dzisiaj. Rozpoczęłam. Machina ruszyła. Trwać w niej. Na razie do rana. Zachowaj. Drukuj. Drukowana będzie strona 1-5 dokumentu Magda.doc. Zamknij plik. Czy chcesz zachować zmiany w Magda.doc? OK. Wyjść z Windowsa. Pójść do łazienki. Wejść pod prysznic. Zasnąć do jutra.

2 listopada – środa

To wcale nie takie proste zmobilizować się do codziennego zasiadania przed komputerem i zapisywania tego, co dzisiaj i co kiedyś. Postanowiłam jednak, więc danego sobie słowa dotrzymam. Nie wiem wprawdzie, czy uda mi się zawsze coś powiedzieć, ale spróbuję spędzać z Dżordżem co najmniej godzinę w każdym dniu, choćbym miała tylko gapić się w ekran, nie wydobywając z siebie żadnego słowa.

***

Wczoraj na cmentarzu powiedziałam ojcu czule, że wziął dupę w garść i zostawił mnie na pastwę matki, własnej wyobraźni i teoretycznej wiedzy, którą posiadam w dobrej ilości, sądząc po otrzymywanych w szkole stopniach. Teoria z praktyką nie zawsze jednak idzie w parze. Na pewno nie odkrywam nowych lądów takimi stwierdzeniami. Nie znam na przykład wszystkich zawiłych zasad ortografii, a błędów ortograficznych nie robię. Jeżeli mam wątpliwości, sprawdzam, a jeżeli nie mam możliwości sprawdzenia w danym momencie, po prostu omijam lub zastępuję czymś innym. Samochód prowadzę nieźle, choć trudno byłoby mi na poczekaniu wytłumaczyć zasadę działania silnika dwusuwowego lub czterosuwowego.

W szkole było zwyczajnie. I na dodatek zimno. Palacz palił widać o połowę mniej, skoro nikogo wczoraj tutaj nie było. Nie cierpię zimna. Marzną mi ręce, stopy i nos. Siedzę skulona i w dwójnasób spięta. Na dużej przerwie podszedł do mnie Bartek i podał mi kubek z gorącą czekoladą. Jak dla mnie – za słodka, ale wypiłam, a on skorzystał z okazji, by postać obok przez chwilę. Tę scenkę zauważył przechodzący właśnie Łukasz. Uśmiechnął się tak, że wszystko we mnie zakołatało. Na myśl o rozmowie, którą powinnam z nim przeprowadzić jak najszybciej, ale ciągle nie wiem, jak to zrobić.

– Tak trzymaj – powiedział w stronę Bartka. – O kobiety trzeba dbać, stary, wiem coś o tym – dodał – mnie każda porzuca, bo nie kupuję im gorącej czekolady.

– Spadaj – powiedział Bartek – na szczęście Magda woli czekoladę niż twoje rady.

– A skąd ty możesz wiedzieć, co Magda woli? Wątpię, żeby znajdowała czas na coś więcej poza książkami, szkołą i doskonaleniem angielskiego. To prawdziwa mniszka, wszyscy o tym wiedzą. Chyba tracisz czas, stary.

– Spadaj, powiedziałem.

Patrzyłam w okno. Jeszcze trzy miesiące temu byłabym dziko zadowolona, słysząc podobną rozmowę. Teraz jednak robiło mi się słabo. Najpierw się bałam rumieńców, które mogłyby mnie zdradzić, a teraz czułam, jak wszystkie one ze mnie uciekają.

– Dosyć tego – powiedziałam stanowczo – spadajcie obaj, chcę być sama.

– A nie mówiłem – chełpił się Łukasz – ona chce być sama, stary, czujesz, co to znaczy… sama chce być. Podajcie jej szezlong, by spoczęła w samotności mnisiej.

– Spadaj – powtórzyłam dobitnie.

– W porządku, nie ma sprawy – powiedział Łukasz.

– Tego nie byłabym taka pewna – zasyczałam jeszcze bardziej rozwścieczona.

Łukasz odszedł uśmiechnięty, jak na początku.

Bartek pozostał.

– Jest mi niedobrze – powiedziałam, siadając na tornistrze i chowając głowę w kolanach.

– Też masz się kim przejmować.

Usiadł obok.

– Przyniosę ci drugą czekoladę, chcesz?

– Nie chcę czekolady.

– To może herbatę?

– Chcę być sama.

– Chyba zwariowałaś. Sama… Jeszcze zemdlejesz i będę cię miał na sumieniu. Może zaprowadzę cię do higienistki?

– Bartek, zamknij się.

– Czy coś się stało? – zapytał facet z bioli, który dyżurował w czasie przerwy solidnie, w przeciwieństwie do innych nauczycieli.

– Magda źle się czuje – powiedział Bartek.

– Rzeczywiście, blada jesteś. Czy są jakieś powody?

– Są – powiedziałam.

– No to idź do domu, a Bartek niech cię odprowadzi.

– Tego jeszcze brakowało – jęknęłam.

– Nie możesz pójść sama, chyba że zadzwonię po twoją matkę.

– No, nie, przecież właściwie nic mi nie jest… czy wszyscy się umówili, aby mi dzisiaj życie umilać?… Dobrze, pójdę do domu, a Bartek mnie odprowadzi – zgodziłam się potulnie.

– I szybko wróci z powrotem – dodał facet z bioli, jakby w obawie, że Bartek zapomni wrócić.

***

Jestem więc w domu trochę wcześniej. Może i lepiej. Gdybym miała po raz drugi dzisiaj zobaczyć Łukasza, nie wiem, jak to by się dla mnie skończyło. Muszę coś z sobą zrobić. Jakoś się uodpornić na niego i na wszystkich wokół. Przecież wiem, że prawdziwe trudności dopiero przede mną. Jakiś plan działań trzeba opracować. Ustalić po kolei, z kim mam najpierw rozmawiać. I jak. Dlaczego on był taki zadziorny?

Klasówę z bioli napisałam dobrze. Mam nadzieję, że tak, jak by facet z bioli sobie życzył. U niego przecież nie wystarczy wiedzieć. Jeszcze trzeba myśleć jak on i tabelki rysować zgodnie z jego sposobem myślenia. Na szczęście dla nas – facet nie ukrywa metod. Kto więc chce, może je stosować, a wtedy łatwiej dostać najlepszą ocenę. Lekcja polskiego była nudna, ale może dlatego, że to dopiero wstęp do lektury. Darowałam sobie angielski i informatykę. Nie szkodzi. Sama poćwiczę, a dzisiaj i tak mam dwie godziny konwersacji u Longmana. Ale to dopiero o piątej. Przede mną więc całe pięć godzin.

Przy biurku posiedzę do pierwszej. Muszę się uspokoić po szkolnych niespodziankach, z którymi sobie nie poradziłam tak, jak powinnam. Muszę przewidywać sytuacje, reżyserować je, narzucać tempo i temat rozmowy. Ja więc tę rozmowę powinnam rozpoczynać i za skarby świata nie dać się wyprowadzić z równowagi. Niech w szkole myślą, że jestem dumna i blada, silna i do nikogo niepodobna. Niech nazywają mnie mniszką, pensjonarką czy jeszcze jakoś tam. Nie zamierzam się zmienić. Jedno jest pewne: niedługo wszystkich zaskoczę, burząc im wyobrażenia o mnie. I na tym musi polegać moja przewaga: mam czas, by się do różnych wersji wydarzeń przygotować.

***

Matki nie ma. Będzie dopiero wieczorem, gdy wrócę około wpół do ósmej do domu. Prawdziwy z niej pracoholik. Nie potrafi już być sama z sobą, ani ze mną. Mało jej pracy w dziennej szkole, więc tyra jeszcze w wieczorowej. A potem w domu, ślęcząc nad poprawianiem prac pisemnych, od których umysł jej się szatkuje, jak sama mówi. Jej nie chodzi tylko o pieniądze. Raczej o to, by wytrzebić z siebie wszystkie myśli i marzenia, by w takim być kieracie, który nie pozwoliłby jej zastanowić się nad sobą. I nie daj Bóg coś jej zmienić w tym rozkładzie jazdy. Muszę się podporządkować i robię to, by uniknąć nieporozumień, nie mówiąc już o awanturach, których, na szczęście, dawno już nie było. Nie jest to trudne. Wystarczy, że zrobię, co do mnie należy, a co zapisane w harmonogramie, wiszącym na lodówce. Przywiozłam z Anglii takie śmieszne magnesiki i nimi przyklejamy kartki. Dzisiaj muszę, jak co dzień, wytrzeć podłogi, podlać kwiaty i kupić jarzyny w budce obok bloku. Większość tych jarzyn i tak ja zjadam. Matka obiady je w stołówce, a ja w domu, bo nie mam w szkole stołówki. Mogłabym jadać poza domem. Taką wersję też próbowałyśmy uzgodnić. Zrezygnowałam z niej jednak. Wolę sobie sama coś zrobić. Z niedzieli zazwyczaj zostaje coś na dwa następne dni, a w pozostałe wymyślam drobiazgi jarzynowo-naleśnikowo-makaronowe na sto sposobów. Polubiłam nawet to pichcenie.

Nie to jednak jest teraz dla mnie ważne. Opowiadam o wszystkim, by swoje życie zobaczyć również w szczegółach zwyczajnych, szaroburych. Dzisiaj nie muszę nic gotować, wystarczy tylko odgrzać. I do tego świeżą surówkę z marchwi.

Już mi lepiej, spokojniej.

Nie chcę myśleć o Łukaszu, przynajmniej teraz. A jego słowa ciągle mi brzęczą w uszach. I jeszcze ten uśmiech, który powraca. Nie tak dawno całowałam ten uśmiech.

Nie, dosyć. Na dzisiaj dosyć Łukasza.

***

Dlaczego łatwiej mi się dogadać z nauczycielami niż z koleżankami i kolegami w klasie? Nieuleczalny ze mnie przypadek. Dla niektórych klasowy kujon, w dodatku niekoleżeński. Nauczyciele pogodzili się z myślą, że jestem typ tak zwany aspołeczny i żadnych funkcji w samorządzie szkolnym pełnić nie będę ani publicznie występować. Potrafię jednak walczyć o swoje, co mi zresztą bez trudu przychodzi, bo żadnych kłopotów z nauką nie mam. Ogólnie piątkowa, a nawet szóstkowa jestem. Aż wstyd. Zdążyłam się jednak do tego wstydu przyzwyczaić. Koledzy przestali mnie zapraszać na imprezy weekendowe, gdy przekonali się raz czy drugi, że nie żłopię piwa, nie bywam w dyskotekach i pubach. Nawet w tzw. wysoko postawionych domach wprawiałam wszystkich w osłupienie, gdy na pytanie: – Czego się napijesz? – odpowiadałam: Lampkę wytrawnego martini lub campari z sokiem grapefruitowym. Nie przepadam za jednym ani za drugim, najbardziej lubię sok z marchwi i winogron, ale blefowałam, nie wiedząc wtedy po co. Teraz mi się wydaje, że wiem po co. Chyba bardzo chciałam, aby mnie ktoś polubił ze wszystkimi niemodnymi manierami, z moim sobkostwem, kujoństwem, zarozumialstwem i całym pozostałym dobytkiem inwentarza. Także z okularami, które noszę.

Myślałam, że jak będę tajemnicza, to ktoś się mną zainteresuje, będzie chciał dotrzeć do mojego środka, rozwikłać jakąś zagadkę. A tu się okazało, że nikt nie ma ochoty myśleć o środkach! Po co im dziwadła, gdy może być prościej, zwyczajniej i kto wie, czy nie ciekawiej. Może myśleli, że się zgrywam, a może nic nie myśleli, tylko po prostu mieli dosyć wszystkiego, co nie ich. Tak czy owak: dobrnęłam do czwartej klasy, w której przyjdzie mi jeszcze wszystkich wprawić w zdumienie, choć wcale mi już na tym nie zależy i też bardzo bym chciała, aby było zwyczajnie i po prostu. Ale to nie u mnie.

Koniec pisania na dzisiaj, jeżeli chcę ze wszystkim zdążyć. Teraz sprzątanie, lekcje na jutro, coś zjeść i na angielski. Sprzątać mogę z walkmanem, aby powtórzyć słownictwo z poprzednich zajęć.

3 listopada – czwartek