Łowca saren. Lena. Tom 4 - Katarzyna Bonda - ebook
NOWOŚĆ

Łowca saren. Lena. Tom 4 ebook

Katarzyna Bonda

4,9
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

211 osób interesuje się tą książką

Opis

Obserwuje je z daleka, poznaje ich zwyczaje, cierpliwie czeka, aż będzie mógł złapać je w swoje sidła. A potem niszczy to, co w nich najpiękniejsze, i zabiera ostatni oddech.

Warszawą wstrząsa seria brutalnych morderstw młodych kobiet. Ciała ofiar odnajdywane są w łazienkach, a sposób działania sprawcy nie pozostawia wątpliwości, że nie wybiera swoich ofiar przypadkowo.

Śledztwo prowadzone przez Lenę Silewicz szybko prowadzi do sprawy sprzed lat. Wszystko wskazuje na to, że współczesne morderstwa mogą mieć związek ze śmiercią Anny Nałkowskiej, matki Noa, którą osiem lat wcześniej znaleziono martwą w wannie.

Podkaster nigdy nie uwierzył w oficjalną wersję wydarzeń. Jest przekonany, że jego matka została zamordowana, a ktoś zadbał o to, by okoliczności jej śmierci nigdy nie wyszły na jaw. Im bardziej Lena i Noa zagłębiają się w sprawę, tym więcej faktów wskazuje na to, że dawna tragedia i współczesne morderstwa są częścią tej samej historii.

Ktoś od lat zaciera ślady. I jest gotów zabić każdego, kto zbliży się do prawdy.

Katarzyna Bonda w nowej wersji: lęk, adrenalina i rewolucja w emocjach!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 385

Data ważności licencji: 12/31/2030

Oceny
4,9 (13 ocen)
12
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
LucyDemolka

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam🤩
00
SlawekWalkowiak

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna książka
00
Andzia4

Nie oderwiesz się od lektury

wspaniala ksiazka. polecam. i czekam na kolejną część.
00
Ewa32111

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam
00
Mike781

Nie oderwiesz się od lektury

Czekam na ciąg dalszy. Polecam
00



Projekt okładki: Daniel Rusiłowicz

Redakcja: Katarzyna Głowińska (Lingventa)

Redaktor inicjujący: Małgorzata Święcicka

Redaktor prowadzący: Magdalena Zabrocka

Redakcja techniczna i skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Anna Sośnicka, Zuzanna Pasikowska (Lingventa)

Zdjęcie na okładce: © Kirill Sakryukin / Trevillion Images

© by Katarzyna Bonda

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2026

Jako uprawniona z tytułu praw autorskich dokonuję zastrzeżenia swoich praw wobec wszelkich działań z zakresu eksploatacji tekstów i danych, udoskonalania lub szkolenia systemów sztucznej inteligencji, narzędzi automatycznego generowania treści lub innych technologicznych rozwiązań mogących służyć do tworzenia treści. Zastrzeżenie dotyczy wszystkich utworów, do których przysługują mi autorskie prawa majątkowe. Wszelkie ww. działania z zakresu eksploracji tekstów i danych dokonywane na treściach zawierających utwory, do których przysługują mi autorskie prawa majątkowe, bez uzyskania mojej zgody będą stanowiły naruszenie moich praw.

Katarzyna Bonda

ISBN 978-83-287-4195-9

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2026

–fragment–

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz

Jeśli nie zdołacie zrozumieć, dlaczego popełniono konkretną zbrodnię, będzie wam trudno dojść do sensownych wniosków na temat zachowania i osobowości niezidentyfikowanego sprawcy.

JOHN E. DOUGLAS, MARK OLSHAKER,

Mindhunter. Podróż w ciemność

Wtedy Eurysteus kazał mu sprowadzić do Myken łanię ceryntyjską. Było to bardzo piękne zwierzę, które miało złote poroże i racice ze spiżu. Nikomu nie wyrządzało krzywdy, biegając sobie po górach Arkadii.

JAN PARANDOWSKI, Mitologia

Dla Julii i Laury,

na pamiątkę dotychczasowych biegów i przyszłych

6 CZERWCA, 8 LAT WCZEŚNIEJ

PrologPIERWSZY RAZ

Tego dnia potłukła lusterko. Jest zbyt młoda, żeby przejmować się przesądami, a jednak w jej głowie dudni głos nieżyjącej babci o siedmiu latach nieszczęść i innych tragediach. Wpatruje się w kawałki błyszczącego szkła i przesuwa je za szafkę koło wanny. Jej matka kończy dyżur dopiero jutro nad ranem, więc Miśka zdąży to posprzątać przed jej powrotem. Gdyby zaczęła robić to teraz, spóźniłaby się na imprezę, a to ma być szczególny wieczór.

Odkłada na umywalkę kredkę do oczu. Wzdycha z niechęcią i zgarnia pudry, róże i szminki do kosmetyczki, żeby dokończyć makijaż przed lustrem na korytarzu.

Stara się nie myśleć o złej wróżbie, skupia się na tym, żeby starannie narysować kreski w kształcie jaskółek. Pudruje policzki i rozciera cienie na powiekach. Ciemne obwódki wokół oczu nadają jej spojrzeniu magnetycznej mocy. Dokłada fioletową szminkę na usta, żeby wydawać się starsza. Włosy upięła już w ciasny kucyk, bo ta fryzura eksponuje jej niesamowite kości policzkowe. Odchodzi dwa kroki od lustra, żeby podziwiać efekt końcowy. Wciąż jest w majtkach i rozciągniętym T-shir­cie, ale z jej figurą wystarczy, że włoży dżinsy i zamieni starą koszulkę na jakikolwiek top, a będzie gotowa do wyjścia. Dziś jednak chce się czuć wyjątkowo. Sięga po skórzaną minispódniczkę, do której dobiera metaliczny stanik. Sznuruje ciężkie wojskowe buty i dorzuca kurtkę motocyklową ojca z lat osiemdziesiątych, która jest na nią o wiele za duża, ale to jedyna pamiątka po nim. Miśka lubi sobie wyobrażać, jaki był, skoro nosił takie ciuchy, bo matka zniszczyła wszystkie jego zdjęcia i nie chce jej o nim opowiadać. Zresztą ona głównie pracuje i wciąż przestrzega Miśkę, żeby przedwcześnie nie zaszła w ciążę tak jak ona kiedyś, co zrujnowało jej życie. Zdaniem mamy seks jest najczystszym złem – brudną i ciemną materią, o której nie warto wspominać.

Może właśnie na złość matce Miśka stara się sprawiać wrażenie otwartej, nowoczesnej. Tak bardzo, że aż dorobiła się w szkole opinii dziewczyny łatwej, ale to tylko pozory, zwykłe plotki rozpuszczane przez zazdrosne koleżanki. Oczywiście Miśka zdecydowanie woli towarzystwo chłopaków. Lubi, kiedy patrzą na nią, jakby była ciastkiem do zjedzenia, i nie bierze na poważnie ich prymitywnych żartów. Słucha tej samej ostrej muzyki, podobają jej się ich filmy i gra z nimi w strzelanki. Czasami z nimi pije, pali zioło, a z niektórymi się nawet całowała. Nigdy jednak nie pozwoliła na nic więcej, bo koledzy wydają jej się dziecinni. Za to dziewczyny są wrednymi sukami i nie rozumieją, dlaczego ona nie chce paplać o głupotach albo obgadywać chłopaków. Miśka uśmiecha się z satysfakcją, bo prawdopodobnie żadna z nich nie uwierzyłaby, że ona wciąż jest dziewicą. I prawdę mówiąc, Miśka ma już tego dosyć. Większość jej koleżanek ma chłopaków i regularnie z nimi sypia, a ona wciąż boi się z kimkolwiek związać i każdego, kto do niej podbija, traktuje jak młodszego brata. Szczyci się tym, że nie jest niczyją własnością i przynależy wyłącznie do siebie samej. Może robić i mówić, co chce, a do tego nie przejmuje się plotkami. Ubiera się odważnie i ma rozpoznawalny, prowokujący styl, za co bywa upominana w szkole. Nikt nie podejrzewa, że w głębi serca Miśka jest uduchowioną artystką. Chodzi do zawodówki gastronomicznej i uczy się na kucharkę, ale pragnie wszystkiego, co ponadprzeciętne, wyjątkowe, niesamowite, a w miłości chciałaby zlać się z ukochanym w jedność i wspólnie przekroczyć Rubikon. Pewnie dlatego płacze na oglądanych w samotności komediach romantycznych.

Dziś zaplanowała, że tej nocy stanie się kobietą, ale strasznie ją to spina. Boi się bólu, krwi i tego, jak to będzie po wszystkim. Z matką nie może o tym porozmawiać. Za to w kółko czyta o tym w sieci i dyskutuje na różnych forach. Pociesza się, że chłopak, którego wybrała na swój pierwszy raz, naprawdę jej się podoba. W gruncie rzeczy nie rozumie dlaczego, bo w sumie go nie zna. Jest starszym od niej, szczupłym szatynem o tęsknym spojrzeniu błędnego rycerza. Nie nazwałaby go przystojnym, bo jest niski, a twarz ma przeciętną i zbyt dziecinną jak na swój wiek. Ich spotkaniom towarzyszy jednak kusząca aura tajemnicy i na samą myśl o tym chłopaku Miśce robi się gorąco. Zawsze jest milczący, skupiony, wydaje się świetnym obserwatorem.

Nikt nie rozumie jej lepiej niż on. Miśka ma wrażenie, że zna go od zawsze. Jakby dzielił z nią ten nieokreślony rodzaj bólu i znajomej pustki, który trawi ją od dziecka. Jest pewna, że łączy ich coś wyjątkowego. Może to właśnie on jest jej bratnią duszą?

Wyłowił ją z tłumu na jakiejś imprezie i zagadał tak, że pierwszy raz w życiu się zarumieniła i poczuła, że nie chce być jego kumpelą. Początkowo wydawał jej się niedostępny, zimny, a nawet trochę odpychający. Nie zabiega o nią i nie komplementuje jak wszyscy, tylko patrzy, jakby przeszywał ją na wylot, a ona ma ciarki. Jednego dnia jest pewna, że mu się podoba, innego – gani się za głupotę. Czasami nie spotyka go całymi tygodniami i wtedy z tęsknoty ogląda tych kilka zdjęć, które umieścił na swoim Instagramie. Na żadnym z nich nie ma jego twarzy, ale Miśka łudzi się, że wyczyta z tych obrazków coś o jego życiu albo o nim samym. Wiele razy była bliska, żeby do niego napisać, ale wciąż brakowało jej odwagi, więc tylko wypatrywała, czy on nie wyłoni się gdzieś zza winkla, co ma w zwyczaju. Ten chłopak nie mieszka na jej osiedlu i nie należy do żadnej ze szkolnych paczek. Czasami Miśce wydaje się, że widzi go wieczorem pod swoim domem, jak spaceruje sam, odizolowany od świata słuchawkami na kablu, ale nie jest tego pewna, bo on zawsze zasłania twarz sportową kominiarką.

Już praktycznie pogodziła się z tym, że ten chłopak będzie jej crushem, gdy miesiąc temu spytał ją na Messengerze, czy będzie wieczorem w klubie. Zażartowała, czy się stęsknił, a on odpisał, że brakuje mu jej zgrabnych nóg i tego pociągającego kucyka. Na imprezę nie przyszedł, a potem znów rozpłynął się na całe tygodnie. Widywała go jednak w okolicach szkoły, jak zaczepiał jej kumpli. Była przekonana, że to z jej powodu stara się wkupić w to towarzystwo, ale do niej się nie odezwał. Myślała o nim coraz częściej i zastanawiała się, jaki jest, co lubi i jak by to było, gdyby zaczęli ze sobą chodzić.

Miśka wie, że on prawie nie pije i nie kupuje od szkolnego dilera, choć bierze jak wszyscy, bo obłaskawił jej kumpli dobrym towarem. Zauważyła jego drogie ciuchy, modnie ostrzyżone włosy i najnowszego iPhone’a. Zaskoczyło ją, że on interesuje się kimś takim jak ona, bo wygląda na chłopaka, który chodził do prywatnego liceum i mieszka w dużym domu na obrzeżach miasta. Dlatego serce omal nie wyskoczyło jej z piersi, kiedy wczoraj zahaczył ją na czacie. Przeprosił za milczenie i spytał, czy ona będzie wieczorem w klubie. Pisali ze sobą kilka godzin, więc Miśka miała nadzieję, że to początek czegoś więcej, ale on kolejny raz ją wystawił.

Jest teraz w klubie i ze złości porządnie się upiła, bo jak głupia czekała na niego cały wieczór, a chociaż udawała wesołą i zgrywała się z kumplami, tak naprawdę wypatrywała go na parkiecie. W końcu poddała się i zaczęła tańczyć z kimś innym.

Nagle widzi go w drzwiach. Alkohol sprawia, że puszczają wszystkie hamulce, więc Miśka odpycha klejącego się do niej typa i odważnie podchodzi do swojego niedoszłego, tajemniczego chłopaka. Wyznaje mu, co do niego czuje. W pierwszej chwili myśli, że przesadziła, ale on chwyta ją mocno za ramię i pociąga do wyjścia. Na odchodnym zgarnia z baru dwa piwa.

Miśka nie pamięta drogi do domu ani tego, co się działo później. Wie tylko, o czym rozmawiali i że gdy chciała go pocałować, nagle upadła. A teraz budzi się naga w tej samej łazience, w której kilka godzin temu tak pieczołowicie się przygotowywała.

Ból między nogami pali ją żywym ogniem, jakby miała coś w środku. Z trudem wymacuje w sobie ogromną puszkę lakieru do włosów, która jest tak głęboko wciśnięta, że Miśka nie jest w stanie jej wyciągnąć. Osuwa się bez sił na podłogę i odruchowo dotyka swojej głowy, a wtedy orientuje się, że włosy ma zasklepione w sztywną miazgę. Z rany sączy się krew i jakaś żółta maź. Ból pulsuje, odbiera jej czucie w rękach. Próbuje wstać, ale jest zbyt słaba. Już wie, że natychmiast musi wezwać pomoc, inaczej umrze.

Z trudem podnosi się i ostatkiem sił czołga po podłodze, żeby znaleźć torebkę, w której powinien być telefon. Wtedy w lustrze widzi, że na przedramionach, piersiach i brzuchu jest cała pocięta, a z każdej małej ranki sączy się krew. Wygląda jak jakaś makabryczna wiedźma z kościelnych obrazów, którą skazano na tortury za czary. Jeden z kawałków stłuczonego wcześniej lusterka ma wbity w ranę na głowie. Wystaje tylko mały trójkącik, który błyska w świetle jarzeniówki. Im rozpaczliwiej dziewczyna próbuje go wyciągnąć, tym mocniej go wciska. Palce się ślizgają, myśli mieszają, wzrok przesłania mgła. To dla niej zbyt wiele. Pada na podłogę, a fragment zwierciadła w wyniku uderzenia chowa się w rozległej ranie.

Rozdział 1DONOS

Budzi ją krzyk ptaków i brzdęk tłuczonego szkła, a potem Lena słyszy ciskane pod nosem przekleństwa. Ze zdziwieniem stwierdza, że to głos komisarza Marcina Rosy. Nie rozumie, co jej szef robi w domu Silewiczów. Zrywa się z łóżka i rusza do szafy, w której wciąż jeszcze powinno wisieć kilka jej starych ubrań, bo to, co miała na sobie wczoraj podczas służby, nie kwalifikuje się nawet do prania.

Czynności skończyli o piątej nad ranem, a ponieważ wykonywali je w okolicy jej rodzinnego domu w Podkowie Leśnej, Lena uznała, że nie wraca na Żoliborz, gdzie wynajmuje kawalerkę, i nie budząc domowników, przenocowała w swoim dawnym pokoju na poddaszu.

Przelatuje teraz wzrokiem rząd wzorzystych sukienek i bluzek z bufiastymi rękawami, a potem kolejno podnosi świecące szpilki, klapki z ozdobami i włochate śniegowce jakiejś horrendalnie drogiej firmy, żeby się ostatecznie upewnić, że tutaj nie ma już jej ciuchów. Ich miejsce zajmują romantyczne szmaty Kai, młodej żony jej ojca, których pewnie żal jej wyrzucić. Lena jest wściekła.

Odwraca się i rozgląda po małym pomieszczeniu. Jej wzrok zatrzymuje się na stercie kartonów z jej imieniem. Stoją stłoczone pod starym stołem kuchennym, w miejscu, gdzie powinno być jej biurko. Cały ten kąt zagracony jest książkami, zepsutymi lampkami, pstrokatą ceramiką i mnóstwem bibelotów, które Lena widzi pierwszy raz w życiu. Pod oknem kłębią się sterty wieszaków i jakieś fikuśne meble wzorem przypominające mebelki dla lalek. Lena podchodzi bliżej i odkrywa łóżeczko dziecięce pieczołowicie przykryte folią. Ten widok naprawdę nią wstrząsa. Czyżby Kaja była ciężarna? A może poroniła i przeżywają z ojcem trudny czas? Lenie przez głowę przelatują sprzeczne myśli. Jednocześnie czuje współczucie i irytację, a wreszcie rozczarowanie, bo ojciec nie zająknął się, że będzie miał dziecko. Skoro tak, pociesza się, nie chciał, żeby wiedziała. W sumie jej to pasuje. Nie wie, czy potrafiłaby udawać radość z przyrodniego rodzeństwa, którego matką jest jej była przyjaciółka. Skupia się na tym, czego może być pewna: ojciec i Kaja zrobili sobie z jej pokoju składzik. Nie liczyła, że pozostawią to pomieszczenie w takim stanie, w jakim je opuszczała kilka lat temu, jednak fakt, że w jej ukochanym pokoju jest teraz graciarnia Silewiczów, strasznie ją wkurza.

Dopada kartonów i wygrzebuje z nich obcisłe dżinsy, spłowiałą różową bokserkę, która zawsze była na nią trochę za mała, a potem wyciąga jeszcze norweski sweter z czasów, kiedy namiętnie oglądała serial The Killing. Zakłada swoje stare ubrania i chociaż czuje się jak przebieraniec, z bojową miną rusza zapolować na kawę.

Wyjście z poddasza skrywa cień, rozproszony tylko przez wąski snop promieni słonecznych wpadających przez świetlik, i Lena ma déjà vu, że znów jest nastolatką. Może to przez te ciuchy i nocleg w dawnym łóżku, a może przez ciszę niedzielnego poranka, który uruchomił wspomnienia z dzieciństwa, jednak Lena nie czuje się z tym dobrze. Stara się uspokoić i przekonać samą siebie, że jej celem jest zorganizowanie czystego ręcznika, wzięcie prysznica i zjedzenie porządnego śniadania.

Jest u szczytu schodów, gdy z dawnego pokoju gier jej starszych braci dobiegają wzburzone głosy. Tym razem poza zachrypniętym barytonem szefa wydziału kryminalnego słyszy swojego ojca. Waha się kilka sekund, próbując domyślić się, o co tamci się kłócą, ale ciekawość zwycięża. Popycha drzwi i ją zatyka.

Mała przestrzeń wypełniona jest kartonowymi pudłami. Pod oknem leży materac z huśtawki ogrodowej z ciasno zwiniętym śpiworem, a jej ojciec i komisarz Rosa taszczą na środek pokoju jej własne chyboczące się biurko, które aż po brzegi zawalone jest policyjnymi papierami. Lena pojmuje wreszcie, dlaczego jego miejsce zastąpił stary stół kuchenny. Na podłodze lśni rozbity w drobny mak żyrandol Miry Silewicz, pierwszej żony Roberta i matki Leny, który Kaja zaraz po ślubie kazała zawiesić w jaskini chłopaków, żeby go więcej nie oglądać.

– Co tu się dzieje? – wydusza odruchowo, ale zaraz z szacunkiem kłania się komisarzowi Rosie. – Cześć, szefie. Wszystko okej?

Policjant potwierdza burknięciem i kręci głową, a potem odwraca się do okna, jakby wstydził się, że tak łatwo wpadł.

– Lena? – Robert Silewicz też się dziwi, ale pierwszy odzyskuje mowę. – Skąd się tu wzięłaś? Coś się stało?

– A co się miało stać, tato? – odpowiada zniecierpliwiona i trochę już wkurzona tym, że ojciec nieudolnie unika odpowiedzi na jej pytanie. – Wczoraj do rana pracowałam w tej okolicy i byłam tak padnięta, że nie chciało mi się wracać do siebie. Miałam klucz, więc pomyślałam, że przenocuję u was. To była wyjątkowa sytuacja. Wiesz przecież, że was nie nachodzę. Chyba się nie gniewasz?

– No co ty!

– Kurde, matka się zapłacze, jak się dowie, że zbiliście jej żyrandol – dorzuca Lena. Wskazuje potłuczone szkło na podłodze. – To było Murano!

Ojciec z Rosą spoglądają na siebie i opuszczają wreszcie biurko na podłogę, a Lena wgapia się w policyjne akta coraz bardziej zaniepokojona. Chce spytać, co to wszystko znaczy, ale ojciec podchodzi do niej, bierze ją w ramiona i mocno ściska, czego prawie nigdy nie robi. Zaraz potem chwyta jej twarz w dłonie i przygląda się jej oczom, jak robił kiedyś, gdy była nastolatką i wracała zbyt późno z imprezy.

– Od ilu dni nie spałaś? – pyta. – Jesz coś w ogóle?

– Pracujemy nad jedną sprawą – ucina Lena i zerka na Rosę, jakby szukała u niego wsparcia. – Nie wiem, czy mogę o tym mówić – dorzuca i urywa. – Zresztą nie ma się czym chwalić. Akcja zakończyła się fiaskiem.

– Jasne, to nie mów – przytakuje jej nieoczekiwanie ojciec, co Lenę szokuje, bo on tak tęskni za służbą, że zawsze próbuje wyciągnąć z niej coś o śledztwie. Lena nie sądzi, żeby to obecność Marcina Rosy go przed tym powstrzymała. Gdyby ojciec chciał, miałby informacje z pierwszej ręki, bo ci dwaj przyjaźnią się od lat.

Przygląda im się jeszcze chwilę, ale obaj mają nieprzeniknione miny i żaden nie kwapi się do zwierzeń. Lena jest pewna, że czekają, aż sama się wycofa, żeby mogli wrócić do przerwanych działań i swojej kłótni, jednak ona nie zamierza im niczego ułatwiać.

– Te dokumenty wyglądają jak z naszego archiwum. – Wskazuje rzędy kartonów. – I to jeszcze z czasów przed komputerami.

Rosa głośno wypuszcza powietrze z ust.

– Mówiłem, że to się wyda – mruczy, patrząc z wyrzutem na Roberta Silewicza. – Nie sądziłem, że tak szybko. Siela, masz jakiś radar. Jak ty to robisz, że trafiasz w sam środek kłopotów? – Uśmiecha się drwiąco. – O, co za interesujący sweter.

Lena nie daje się zbyć.

– Przecież nikomu nie powiem – zapewnia, ale od razu czuje się głupio, bo ostatnim razem sama w Rosę zwątpiła. – O co tu chodzi? Co wy knujecie?

– Zamknij drzwi, Mała Sielo – poleca ojciec i rzuca jej swoje Crocsy. – Tylko uważaj, jak idziesz, bo krwi na aktach nie potrzebujemy.

Przysuwa sobie krzesło, a Lenie wskazuje fotel. Komisarz Rosa rozgląda się po pokoju – z braku innych siedzisk po prostu opada na materac. Ukrywa twarz w dłoniach, a potem zaczyna pocierać szyję, jakby go niemiłosiernie swędziała. Rozchyla koszulę i drapie się tak zawzięcie, jak gdyby chciał zerwać sobie skórę z obojczyków. Kiedy kołnierzyk się odchyla, Lena widzi brzydką bliznę po postrzale, którą zafundował Rosie Tytus Jastrzębski, jego przyjaciel i zastępca, podczas ostatniej sprawy Żniwiarza Cienia.

– Musisz obiecać, że to zostanie między nami, córko – zaczyna ojciec pompatycznie i patrzy jej prosto w oczy, jakby ją zaklinał. – Sprawa jest poważna.

– Jakbym sama się nie zorientowała – odparowuje Lena, ale ojciec jej przerywa:

– Jeśli nie jesteś w stanie dotrzymać tajemnicy albo jest to niezgodne z twoim kodeksem, opuść to pomieszczenie i nigdy o nic nie pytaj.

– Przestań do mnie gadać jak w robocie! – zaperza się wreszcie Lena. – Nie jestem dzieckiem. A zanim cokolwiek przyrzeknę, chcę wiedzieć, w jakie gówno wpadam razem z głową! Mam chyba prawo do prawdy, skoro proponujecie mi zmowę milczenia? To jakieś szaleństwo! Ukradliście to z archiwum? Ktoś o tym wie?

– Zasadniczo nie łamiemy prawa – przerywa jej ojciec. – Wręcz przeciwnie. Zamierzamy walczyć o suwerenność.

– Czyją i z kim? – wchodzi mu w słowo. – I dlaczego ten pokój jest wypełniony dokumentami z archiwum? To nie jest legalne. Czy to ma związek z ostatnią sprawą? Chcecie komuś to przybić?

– Hamuj się, dziewczyno – strofuje ją ojciec. – I na drugi raz dobrze się zastanów, bo podejrzewanie nas o przestępstwo może cię drogo kosztować. To, że jesteś moją córką, nie gwarantuje ci stuprocentowego zaufania. Rozumiesz to czy będziesz się pienić?

– Daj już spokój, Robert – włącza się wreszcie do ich przepychanek Rosa. – Nie mamy czasu, a ty pogarszasz sprawę.

Lena wpatruje się teraz w komisarza. Nie odzywa się, niczego nie przyrzeka. Uznaje, że zasługuje na wyjaśnienia, bo każdym porem skóry czuje, że oni się boją. Nie tylko Rosa, ale też jej ojciec, a ich niepokój udziela się również Lenie. Zna ich obu na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że to wszystko jest podejrzane.

– To rzeczywiście są nasze protokoły – przyznaje Rosa. – A będzie ich znacznie więcej. Musimy być ostrożni, więc przywozimy je partiami. Większość nie została zdigitalizowana, więc ich obecność tutaj jest formalnie niedopuszczalna. Gdyby coś się z nimi stało albo zostałyby skradzione, obaj mielibyśmy kłopoty. Zresztą nie tylko my, ale też ci, którzy zgodzili się nam pomóc.

– Więc to jakiś większy spisek? – wypala Lena, a potem zarzuca szefa pytaniami. – Czego one dotyczą? Dlaczego przynieśliście je tutaj? Chodzi o wewnętrzne śledztwo przeciwko tobie, szefie?

Robert Silewicz wywraca oczami, okazując dezaprobatę dla niecierpliwości córki, ale Rosa tylko się uśmiecha.

– Wiesz, że niedługo ostatni raz staję przed komisją?

– No pewnie – przytakuje Lena. – Wszystkie media się szykują, bo rozprawa będzie jawna, a twoje zeznanie zaważy na wyroku w procesie Żniwiarza. Chłopaki z wydziału chłodzą już wódkę.

– Jeśli do tego procesu dojdzie – wtrąca kąśliwie ojciec Leny. – Podobno nasz były kolega gra w pierdlu na żółte papiery.

– Nikt mu nie uwierzy – parska Lena. – Więc o co chodzi? Ta rozprawa może ci zaszkodzić?

– Nie tylko mnie, ale nam wszystkim – odpowiada spokojnie Rosa. – Chodzi o cały wydział.

– Myślałam, że to już zamknięte! Przecież oczyścili cię z zarzutów i z honorami przywrócili do obowiązków! Od kilku miesięcy pracujemy nad nowymi sprawami. Co tu jest grane?

– Sprawa Żniwiarza i Tytusa to tylko pretekst – wyjaśnia cierpliwie Rosa. – Mamy przeciek z wewnętrznego, że kilku kryształowych się na nas uwzięło i będą sprawdzać wszystkie śledztwa, które nadzorowałem w kryminalnym.

– Porąbało ich? – Lena aż pochyla się do przodu. – Nie mają na co wydawać pieniędzy podatników? Żałują nam forsy na nadgodziny, nie mamy na szkolenia strzeleckie, co ja gadam, brakuje nawet na fartuchy fizelinowe dla techników… A te gnoje zamierzają prześwietlać twoje śledztwa?

– Nie tylko moje – prostuje Rosa. – Chcą wyciągnąć też stare sprawy, a część z nich nadzorował twój ojciec.

– Nie wierzę! – wyrywa się Lenie.

– Komuś bardzo zależy, żeby nas udupić – ciągnie Rosa. – Tylko dlatego, że do wewnętrznego wpłynął donos jakiejś bardzo wpływowej gnidy. Dlatego będą sprawdzać wszystko, co zamknęliśmy w ciągu kilku poprzednich lat. A na tę ostatnią komisję wezwą też twojego ojca. Był wtedy wiceszefem.

Lena patrzy na nich obu oniemiała.

– Oczywiście udajemy głupich i nie wychylamy się, że się przygotowujemy – zabiera teraz głos ojciec Leny. – Kryształowi chcą wykorzystać obecność dziennikarzy i narobić gnoju. Ogłoszą, że w związku z udziałem policjantów w sprawie Żniwiarza Cienia konieczne będzie sprawdzenie innych dochodzeń i śledztw, a zaraz potem aresztują nasze akta. W takim przypadku ja dostanę zakaz wyjazdu z miasta i kraju, a nawet mogę zostać zatrzymany. To nie przelewki.

– Więc uprzedzacie ich ruch i czytacie je teraz? – zgaduje Lena. – Ale przecież nie da się tego wszystkiego spamiętać! Poza tym wasz udział w zabójstwach Żniwiarza to jakaś absurdalna podpucha. Tato, ty nawet nie byłeś już w służbie. Nie możesz się na to zgodzić!

Robert Silewicz w odpowiedzi tylko rozkłada ręce.

– To będzie czyszczenie systemu pod publiczkę – zgadza się z nią Rosa. – Ale my nie zamierzamy z nimi walczyć. Będziemy zeznawać i musimy pozostać wiarygodni, bo jesteśmy pewni, że na kluczowe rozprawy zaproszą dziennikarzy.

– Skąd to wszystko wiecie? – dziwi się Lena. – Od Marka?

– On jest czysty – szybko zaprzecza ojciec. – I, Mała Sielo, tak ma pozostać do czasu, aż to ujawnią. W przeciwnym razie nas zniszczą. Zwolnią go, bo przecież nie sądzisz, że Marek doniesie na nas swoim. Będzie chciał nas chronić i sam popłynie. Rozumiesz?

– Ale chujnia – klnie pod nosem Lena. Pochyla głowę i tak jak Rosa przed chwilą chowa twarz w dłoniach. Nagle ją odsłania. – Kto wam pomaga?

– Maciek Jędrasik, Dżeki i Małgorzata Tymińska – pada w odpowiedzi. – Tylko oni są wtajemniczeni. Tymińska załatwia pozwolenia na wyniesienie dokumentów z cmentarzyska, bo po aferze ze Smerfem tylko prokuratorzy mają uprawnienia, żeby brać kwity do domu. Dżeki i Maciek przywożą je po służbie swoimi prywatnymi samochodami.

Siedzą jakiś czas w milczeniu.

– Powinno się udać – kwituje Lena. – Chociaż patrząc na te zwały materiałów, wątpię, żebyście się zdołali porządnie przygotować. To jakiś Kafka. Kto spamięta szczegóły starych spraw, skoro cały czas pojawiają się nowe? Nie rozumiem, po co oni to robią. Chcą cię udupić? – zwraca się do Rosy. – Może jest już ktoś na twoje miejsce i liczą, że odejdziesz na emeryturę?

– Planowałem to zrobić – przyznaje komisarz. – Pamiętasz, rozmawialiśmy o tym.

– Na szczęście przestałeś gadać głupoty. – Lena się uśmiecha. – Wszyscy się cieszą, że wróciłeś.

– Moja żona jest innego zdania – odpowiada Rosa. – Wolałaby, żebym się wycofał: poddał samokrytyce, wziął państwowy wikt i zaczął łowić ryby albo poszedł do jakiegoś korpo na ciepłą posadkę eksperta bhp. Pracowałbym, jak Bozia przykazała, osiem godzin, a o piętnastej byłbym wolnym człowiekiem. – Uśmiecha się ironicznie. – Rzecz w tym, że tylko bym im ułatwił sprawę. Kiedy zrzucę mundur, będą mogli mi przybić to, co zechcą, a ja w żaden sposób nie będę mógł się bronić. Pozbawienie emerytury to pikuś, bo zabiorą mi twarz. Im chodzi o kozła ofiarnego, Siela. Ktoś, kto był na tyle wysoko, żeby podejmować decyzje, musi publicznie zapłacić.

– I chcą, żebyś to był ty?

– A kto byłby lepszym barankiem na rzeź niż szef kryminalnego? Wtedy byłego wicekomendanta dostaną w gratisie. To zamknie usta mediom i będzie najwygodniejsze dla wszystkich.

– Czyli dla kogo dokładnie? – Lena nie traci czujności.

– Dla tego, kto spreparował ten jebany donos – wzdycha Rosa, a potem przenosi wzrok na milczącego Roberta Silewicza. – Jeśli wygramy, zażądamy ujawnienia chuja. Pismo, które wpłynęło, będzie musiało zostać odtajnione. I właśnie z tego powodu chcemy podjąć walkę, ale do tego trzeba się porządnie przygotować. Inaczej mnie połkną, a resztę zwalą na twojego starego. Nie mogę tego zrobić Robertowi. Zbyt wiele mu zawdzięczam.

– To szlachetne – mówi cicho Lena.

– Przede wszystkim sprytne – koryguje Rosa. – I w naszym wspólnym interesie, bo twój ojciec jako cywil nie ma prawa czytać tajnych akt.

– I dlatego nie możesz mieć ich u siebie w domu? – pyta Lena. – Obserwują cię i zorientowaliby się, że analizujesz stare sprawy.

– Coś takiego – przyznaje niechętnie Rosa. – Jak ruszyła komisja, wewnętrzni od razu przetrzepali mi chatę. Naloty są właściwie regularnie. Małgosia już nawet nie sprząta mojego gabinetu. To nie ma sensu. Jest wkurwiona, jak się domyślasz. I zrobią to jeszcze tyle razy, ile będą chcieli, bo mają podstawę. Dlatego od kilku dni nie mieszkam już w domu.

– Co? – wyrywa się Lenie. – Małgosia cię wywaliła?

– Nie mam do niej żalu – odpowiada Rosa. – Sama wiesz, co przeszła. To już dla niej za dużo. W każdym razie przed wejściem do mojego domu cały czas stoi dwóch smutnych panów. Nawet się nie ukrywają. Jestem pewien, że mamy dyskretną aparaturę szpiegującą, i niewykluczone, że podsłuchują nasze rozmowy.

– Chyba przesadzasz.

– W żadnym razie – odpowiada spokojnie Rosa.

– Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek usłyszę z twoich ust takie spiskowe brednie.

– To nie brednie, Mała Sielo – znów wchodzi jej w słowo ojciec. – Tylko polityka.

Lena się krzywi.

– A co ma do tego polityka?

– Jedna z tych spraw, które skończyliśmy, dotyczy cyngla mafii i tak się składa, że facet należał do dużego gangu. Po dwudziestu latach wiadomo, że ta grupa przestępcza miała też powiązania z ludźmi władzy. Dziś ci ludzie są na stanowiskach.

– Stoparczak? – rzuca niepewnie Lena. – Przecież on został prawomocnie skazany, a nawet odsiedział swój wyrok!

– Owszem – potwierdza Rosa, a Lenie aż kręci się w głowie z napięcia. – Niedawno wyszedł na przedterminowe zwolnienie i walczy o odszkodowanie za odsiadkę.

– Na jakiej podstawie? – Lena wciąż nie dowierza. – To gangster! Nawet w Wikipedii możesz o tym przeczytać.

– Jak najbardziej – zapewnia ją szef. – Ale Stoparczak podpiera się sprawą Komendy i liczy, że wyrwie ze skarbu państwa przynajmniej kilka baniek. Uwiódł dziennikarkę o przebrzmiałej sławie sprzed dwudziestu lat i kręci nią, jak chce. Od chłopaków wiem, że jak Stoparczak siedział, pisał do niej listy i codziennie dzwonił. W więźniu plotkowali, że chociaż nie doszło do miękkiego widzenia, ona była w nim ostro zabujana.

– Znasz ją? – pyta Lena.

– Niestety tak – odpowiada ojciec. – Już kiedyś potrafiła zaleźć za skórę, a teraz, gdy rozpaczliwie walczy o odzyskanie pozycji sensacyjnymi materiałami wątpliwej jakości, zrobiła się jeszcze bardziej drapieżna. O Stoparczaku nakręciła mnóstwo płaczliwych filmików, które jej stacja puszczała w prime timie. Pokazywałem ci je, pamiętasz? Wtedy się z tego śmialiśmy.

– Daria Kardasz? – Córka wreszcie się domyśla. – Nie trzeba być ekspertem, żeby wiedzieć, że to materiały pod oglądalność. Mają budzić emocje, żeby ludzie siedzieli przed telewizorami. Ona nie wysłuchała drugiej strony! Dała głos wyłącznie gangsterowi i zrobiła z niego ofiarę. Na to nie dało się patrzeć!

– No i między innymi ta dziennikarka zagięła na nas parol – wypala ojciec. – Ten, kto próbuje nas udupić, prowadzi tę laskę jak po sznurku. Kardasz naciera na nas jak pirania i na pewno przyjdzie na komisję.

– Nie można jej przemówić do rozsądku? – pyta niepewnie Lena. – Nastraszyć albo, nie wiem, jakoś przeciągnąć na waszą stronę? Poza tym, czy ona naprawdę tak wiele może?

– Dziewczyno, ta kobieta żyje z sensacji! Jak zechce, zrobi burzę w szklance wody, a to na pewno wpłynie na decyzję bubków z komisji. Oni jak ognia boją się opinii publicznej. Trzęsą się przed napiętnowaniem, kompromitacją i komentarzami w internecie, bo to natychmiast się rozniesie. Będzie po prostu bagno. A jak myślisz, dlaczego niektóre procesy są zaczynane od nowa? Przez media, które robią teatr – ucina ojciec. – Darii Kardasz nawet nie próbuj straszyć. Z całych sił staramy się jej unikać. Wiesz, ile razy do mnie dzwoniła? Przekonywała, łasiła się, że ona chce dobrze, że pomoże ze względu na stare czasy i tak dalej. Już ja ją znam. Ona co innego mówi przed wywiadem, a co innego widzisz potem w telewizorze. To mistrzyni propagandy! Rosa, biedak, ma zablokowane wszystkie jej numery. Podejrzewamy, że Kardasz została zmanipulowana przez tego, kto napisał ten donos. Wie więcej, niż powinna.

– Czyli to przez nią kryształowi chcą sprawdzać wszystkie wasze śledztwa? – dopytuje Lena. – To ona nakręca sprawę?

Ojciec Leny odwraca głowę i spogląda na Rosę, jakby u niego szukał pomocy w wyjaśnieniu zawiłości tej sprawy.

– Na razie jesteśmy pewni tylko tego, że trzeba się przygotować. – Komisarz wzrusza ramionami. – Małgosi Tymińskiej szczególnie na tym zależy, bo to ona oskarżała w procesie Stoparczaka i zbudowała na tym śledztwie swoją renomę. Występowała też w wielu innych. Posadziła do paki Kolekcjonera Lalek i, daj Boże, doprowadzi tam Żniwiarza Cienia. Dla nas to sprawa honorowa, ale dla Kardasz czysty pieniądz: oglądalność, nakłady, klikalność. Rozumiesz, oni produkują komunikat, że to przez złych policjantów biedni mordercy i gangsterzy odsiedzieli w pierdlu swoje wyroki. Czy może być lepszy skandal?

Lena nabiera więcej powietrza i wolno je wypuszcza, a potem wstaje i kładzie rękę na piersi.

– Cokolwiek mogę zrobić – oświadcza uroczyście – jakkolwiek mogę wam pomóc, jestem do dyspozycji. Możecie na mnie liczyć.

Ojciec i Rosa uśmiechają się z wdzięcznością, jednak przez długą chwilę żaden z nich się nie odzywa.

– Dziś niedziela. Odpocznij, córko – przerywa wreszcie ciszę ojciec, a Lena jest szczerze zawiedziona. Co gorsza, Rosa też ją zbywa.

– Masz wolne. Jedź do domu, wyśpij się i odbierz swoje nadgodziny – poleca szef. – Wystarczy, że twój ojciec ryzykuje. Nigdy nie zapomnę, że wyciągnęliście do mnie rękę w takiej chwili. – Zatrzymuje się i patrzy kolejno na Roberta i Lenę. – Wolałbym jednak, Siela, żebyś przynajmniej ty nie była w to wmieszana. Nic się nie martw. Poradzimy sobie. Nie z takich szamb się wychodziło.

– Tak jest – mruczy rozżalona. – Pozbieram tylko to szkło, żebyście się nie pokaleczyli. Chyba że Kaja to zrobi. Ona wie?

– Gdzie tam! Jeszcze tego mi brakuje – oburza się ojciec. – Dzięki Bogu mamy tydzień spokoju, bo pojechała na warsztaty nad morze. Kręgi kobiet czy coś? Martwię się, żeby nie poszła w ślady Miry. Co ja takiego mam w sobie, że wszystkie moje baby wcześniej czy później stają się uduchowione? Kaja od miesięcy nie tyka mięsa, a ostatnio nawet jajek. Medytuje, sprawdza zaćmienia, pełnie, analizuje ascendenty i kupuje magiczne kamienie. Zmieniła się.

Lena podnosi brew, ale nie decyduje się tego skomentować. Przez głowę przemyka jej tylko widok zapakowanego w folię łóżeczka dziecięcego, ale to najgorszy moment na pytania o poronienie.

– Sama pojechała? – Stara się, by jej głos brzmiał neutralnie, bo wie, że Kaja nie ma prawa jazdy i dotąd ojciec wszędzie ją woził. – Do pociągu przecież nie wsiądzie, a tym bardziej do Flixbusa.

– Dogadała się z Maćkiem. – Ojciec odwraca głowę do okna i nieruchomieje, a Lenę coś kłuje w piersi z niepokoju.

Relacja Maćka i Kai od dawna budzi jej zastrzeżenia, ale nigdy nie było sprzyjających okoliczności, żeby pogadać o tym z ojcem. Zresztą wciąż nie jest pewna, czy powinna się wtrącać.

– Może zadzwoń do Maćka Jędrasika – proponuje Robert, a jego głos znów brzmi spokojnie i pewnie. – Przy okazji spytaj, kiedy możemy spodziewać się następnych danych. Sama widzisz, że każda minuta jest dla nas cenna.

Lena wychodzi z poddasza całkiem skołowana. Rusza po miotłę, szufelkę, a po drodze chwyta odkurzacz. Już ma wracać na górę, gdy przed domem zauważa podejrzaną limuzynę na rządowych blachach. Auto zaparkowano dosłownie naprzeciwko ich okien. Policjantka nie jest w stanie dostrzec pasażerów, bo w szybach odbija się słońce, ale przez głowę przemyka jej niepokojąca myśl, czy wydział wewnętrzny nie inwigiluje jej ojca. Wiedzą, że Rosa i jego mentor są w bliskim kontakcie, a skoro komisarz Rosa jest na cenzurowanym, to i Robert Silewicz powinien spodziewać się ogona. Niewiele myśląc, Lena zostawia przyrządy do czyszczenia na werandzie, zarzuca kożuch ojca, na głowę wciska wełnianą czapkę i rusza sprawdzić, jakie służby mają czelność wystawać pod ich domem. Już w połowie drogi słońce przestaje odbijać się w szybach i chociaż na dworze panuje dziesięciostopniowy mróz, Lena prawie płonie ze wstydu, bo rozpoznaje śliczną twarzyczkę i długie miodowe włosy Julii, narzeczonej Noa. Zatrzymuje się, a potem w panice się cofa, gdy nagle drzwi auta się otwierają, a z czarnego BMW na rządowych blachach wysiada podkaster.

– Siela! – Noa podbiega do niej. – Masz chwilę?

Chwyta ją za rękę, a Lena nie wie, jak się zachować. Patrzy na Julię, jej zaciśnięte w złości piękne usta i zmrużone w gniewie oczy. Ostatni raz Lena widziała się z Noa kilka miesięcy temu na imprezie z okazji rozwiązania sprawy Żniwiarza Cienia. Nikt wtedy nie przypuszczał, że ledwie pół roku później z tego śledztwa wyniknie taki kwas.

Tamtego wieczoru Lena i Noa wyznali sobie coś, co bardzo ich do siebie zbliżyło, a co gorsza, Julia zobaczyła ich objętych, jak się niemal całowali. Jak Noa wyjaśnił to narzeczonej, Lena nie pytała. Gdy dowiedziała się, że zaręczyny nie zostały zerwane, nie chciała go więcej widzieć. Konsekwentnie go unika i nie odbiera od niego telefonów. Z trudem przekonała samą siebie, że z jego strony była to tylko chwilowa słabość, a i dla niej jedynie niepotrzebna i wstydliwa przygoda po trudnym, wyczerpującym śledztwie. Tym bardziej więc jest wstrząśnięta, że Noa miał czelność przyjechać pod dom jej rodziców ze swoją narzeczoną.

– Nie bądź zła – szepcze Noa. Stara się ją chwycić za ręce, ale ona pośpiesznie chowa je do kieszeni kożucha ojca. Czuje chorą satysfakcję, że założyła przypadkowe rzeczy i wygląda jak uchodźca żebrzący o azyl. Dawno powinna była pogodzić się z tym, że to nie jest chłopak dla niej.

– W taki mróz nie mogłem uruchomić motocykla – tłumaczy się Noa i siłą odwraca ją plecami do auta, jakby ratował ją spod ostrzału wzroku Julii. – Zamówiłem Ubera, ale Julka zaproponowała, że mnie przywiezie. Nie gniewaj się. – Urywa. – Potrzebuję twojej pomocy. Inaczej nie zawracałbym ci głowy.

Lena wpatruje się w jego szczupłą twarz, jak zwykle lekko śniadą mimo zimy. Przytył i znów wygląda całkiem normalnie, ale w jego błękitnych, wodnistych oczach czai się panika.

– Uważasz, że to jest w porządku? – Lena marszczy brwi, a po głowie kołacze się jej wizja ślubu Noa z Julią. Czuje, że rośnie w niej coraz większa wściekłość. Tamtego dnia podkaster wyznał jej, że jeszcze się waha. A przecież zaręczyn nie zerwał. Jego bezczelność totalnie ją obezwładnia.

– Nie jest – zgadza się z nią Noa. – Ale sam nie dam rady tego zrobić. Jestem słaby i się boję.

– Rób, co chcesz – prycha policjantka.

– Pamiętasz, o czym rozmawialiśmy ostatnim razem?

Noa zbliża się do niej, jakby wziął jej fukanie za zachętę.

– Namierzyłem go – oświadcza. Staje tak blisko, że Lena czuje jego drzewne perfumy i zapach arbuzowej gumy do żucia.

– Kogo? – Lena się krzywi. – Co ty pieprzysz?

– Zabójca mojej mamy wrócił do kraju – wypala Noa i mówi coraz szybciej. – Jest w swoim domu pod Łowiczem. W tym samym gospodarstwie, gdzie miał niby przebywać, kiedy ona umierała. Mieszkańcy wioski dali mu alibi. Fałszywe alibi – podkreśla. – Przez osiem lat się ukrywał. Już myślałem, że nigdy nie będę miał szansy spojrzeć mu w oczy.

Lena jest wstrząśnięta. Nie tego się spodziewała.

– Co chcesz zrobić? – pyta go łamiącym się głosem i zaraz się poprawia: – Co chcesz, żebym ja zrobiła?

– Przesłuchaj go – prosi Noa. – Bo ze mną na pewno nie będzie chciał gadać.

koniec darmowego fragmentu

zapraszamy do zakupu pełnej wersji