Królowa pomyłek - Heidi Rice - ebook

Królowa pomyłek ebook

Rice Heidi

4,0
11,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Milly Devlin po kłótni z siostrą ucieka z rodzinnego przyjęcia. By wrócić do Sorrento, pożycza motorówkę szwagra. Na morzu orientuje się jednak, że pomyliła łodzie – z kabiny wyłania się obcy mężczyzna. Milly powinna się przestraszyć, lecz Roman Garner, choć surowy i stanowczy, ma w oczach ogień, który rozpala jej zmysły. Nie protestuje, gdy Roman zmienia kurs na swoją prywatną wyspę…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 157

Rok wydania: 2026

Oceny
4,0 (2 oceny)
1
0
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Heidi Rice

Królowa pomyłek

Tłumaczenie:

Agnieszka Cymbor

Tytuł oryginału: Revenge in Paradise

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2024

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2024 by Heidi Rice

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2026

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

[email protected]

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-291-2069-2

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek

Rozdział pierwszy

Milly Devlin podciągnęła pożyczoną designerską suknię, wartą tyle co jej roczna pensja, i zbiegła po stromych kamiennych stopniach prosto w księżycową noc.

Znów uciekała. Tym razem ze wzniesionego na szycie klifu pałacu Capri, z którego rozciągał się malowniczy widok na lazurowe morze. To olśniewające swym pięknem miejsce było świadkiem jej ostatniej katastrofy. Musiała przyznać, że głośna kłótnia z siostrą nie była najlepszym pomysłem. Zwłaszcza w obecności nadzianych, niedorzecznie atrakcyjnych ludzi sączących szampana i napychających się kawiorem na marmurowym tarasie pałacu. Milly nie planowała takiego zakończenia wieczoru, kiedy zgodziła się towarzyszyć siostrze na przyjęciu z okazji otwarcia nowej filii firmy jej męża, miliardera Brandona Cade’a.

Przeklęła pod nosem, kiedy obcas jej buta utknął pomiędzy kamieniami na brukowanej ścieżce. W ostatniej chwili złapała się żelaznej balustrady, chroniąc się przed upadkiem głową w dół do Zatoki Neapolitańskiej. To dopiero byłoby ukoronowanie wieczoru.

Odetchnęła głęboko i zdjęła niewygodne buty. Podobnie jak suknia, one też były własnością jej siostry, ponieważ Milly nie należała do osób posiadających luksusowe rzeczy. Ani do osób uczęszczających na wydarzenia towarzyskie. Lacey pożyczyła jej swoje ubrania, ponieważ nie chciała, by Milly czuła się nieswojo. Raczej ci nie wyszło, pomyślała Milly. Jej siostra oraz siostrzenica Ruby poprzez małżeństwo Lacey z Brandonem weszły już do kręgu bogaczy.

Milly przygryzła wargę i spojrzała w górę na toczące się w najlepsze przyjęcie. Przypomniała sobie szepty, które do niej dotarły, kiedy przepychała się przez tłum w poszukiwaniu wyjścia. Pożałowała, że tak dobrze zna włoski. „Nie rozumiem, jak Cade i jego żona wytrzymują z tą dziewczyną. To jakiś niewdzięczny bachor”. „Na pewno jest dla nich ciężarem. Słyszałam, że włóczyła się z plecakiem po Europie jak jakaś bezdomna!”.

Ale Milly nie obchodziło, co o niej myślą. Nie miała najmniejszego zamiaru stawać się częścią świata tych ludzi. Zgodziła się przyjść tylko po to, żeby pokazać Lacey, że wszystko u niej w porządku. Jednak zbiegając boso po nagrzanych słońcem stopniach, przypomniała sobie zatroskaną twarz siostry…

– Wróć do domu w Londynie, Milly. Ruby za tobą tęskni. Ja też. I oboje z Brandonem martwimy się o ciebie.

– To dlatego mnie tu zaprosiłaś? To jakiś podstęp? Ja jestem zupełnie szczęśliwa w Genui.

Niestety nie była to do końca prawda. Jej wielki plan zarabiania na życie sztuką trochę nie wypalił… Jeszcze. W rzeczywistości nie miała czasu na malowanie ani kreatywne pomysły, ponieważ wciąż łapała się różnych prac, ledwo wiążąc koniec z końcem. Najpierw we Francji, teraz tu, we Włoszech…

Ale nie mogła pozwolić sobie na powrót do Londynu z podkulonym ogonem. Nie mogła żyć na utrzymaniu szwagra. Musiała wziąć odpowiedzialność za własne życie. Nie miała też ochoty codziennie przyglądać się pijącym sobie z dzióbków nowożeńcom.

Z przykrością zauważyła, że ogarnęła ją zazdrość. Jej starsza siostra zasłużyła na szczęście. W wieku dziewiętnastu lat została samotną matką. Zajmowała się też Milly. Po tych trudnych początkach należała jej się miłość, którą znalazła w końcu w małżeństwie z ojcem swojego dziecka, bajecznie bogatym potentatem medialnym.

Zanim Cade dowiedział się, że Ruby jest jego córką, Milly, Lacey i Ruby tworzyły niezwykle bliską sobie, silną małą rodzinę. Ale osiemnaście miesięcy temu Brandon wtargnął w ich życie i nie odpuścił, dopóki Lacey nie zgodziła się wyjść za niego. Od tamtej pory wszystko się zmieniło i Milly nie czuła się już częścią rodziny. Nie pasowała do świata bogaczy i im szybciej jej siostra i szwagier to zrozumieją, tym lepiej dla wszystkich. A co do Ruby…

Milly co tydzień rozmawiała z siostrzenicą przez wideo czat, ale ostatnio Ruby była zajęta zabawą z tatą, szkoleniem swojego pieska Dzwoneczka i przyzwyczajaniem się do nowo narodzonego braciszka, Artura. Och, Lacey, pomyślała Milly, nawet nie wiesz, jak tęsknię za Ruby. Ale ani ona, ani ty już mnie nie potrzebujecie.

Teraz musiała skoncentrować się na swojej przyszłości. Dlaczego jej siostra tego nie rozumiała i nie chciała dać jej spokoju? Może i robiła bałagan w swoim życiu, ale nadopiekuńczość Lacey i jej męża nie pomagała.

Uczucie irytacji dodało jej siły, kiedy szła wzdłuż nabrzeża. Luksusowych jachtów było tam tyle, że blokowały widok na błyszczącą w świetle księżyca wodę.

Zajęło jej dwie minuty, żeby się zorientować, że popełniła kolejny błąd. Znalazła się w ślepym zaułku. Nie mogła stąd dotrzeć do terminalu promowego, chyba że przepłynęłaby naokoło cypla ubrana w suknię siostry. Mogła ewentualnie spróbować wspiąć się na klif.

Cudownie. Królowa Pomyłek znowu w akcji.

Przeklęła. Odpowiedziało jej tylko echo. Nawet głos nie mógł wydostać się z tego miejsca.

Zawsze mogła wrócić do palazzo i wyjść z drugiej strony. Tylko że miała na sobie przepoconą suknię, makijaż spływał jej z twarzy, a fryzura wykonana przez stylistę Lacey zaczęła wyglądać jak Krzywa Wieża w Pizie. Nie ma mowy, pomyślała, już wolę przepłynąć kilometr w tej głupiej sukni niż spotkać ponownie tych nadętych snobów.

Przeszła do samego końca osadzonego w kamiennej ścianie drewnianego pomostu, żeby sprawdzić, czy na pewno nie ma żadnego innego wyjścia z Portu Zagłady i zauważyła kołyszącą się na falach motorówkę.

Czy nie była to łódka, która przywiozła ją i Lacey z Sorrento?

Rozejrzała się wokoło, ale nie było żywej duszy. Starszy człowiek, który ich przywiózł, zapewne raczył się właśnie kolacją w palazzo z resztą służby. Miał odwieźć Milly i jej siostrę z powrotem do Sorrento tuż po północy. Wyjęła telefon, żeby do niego zadzwonić, i przeklęła. Nie miała zasięgu.

Bal miał trwać jeszcze co najmniej dwie godziny, a ona wolałaby umrzeć niż tam wrócić.

A może… Może pożyczy tę motorówkę? Wiedziała, jak nią sterować, ponieważ korzystała ze starszej jej wersji, żeby wozić turystów w Genui. Mogłaby wrócić do hotelu i poprosić kogoś z personelu, żeby wrócił po jej siostrę. Zatknęła rąbek sukni za majtki i przeskoczyła przez poręcz na pokład motorówki.

Łódka zakołysała się, kiedy szła do konsoli sterującej. Na widok tkwiącego w stacyjce kluczyka, uśmiechnęła się szeroko. To musiał być znak.

Pospieszyła odcumować łódź.

Jeśli udałoby jej się dotrzeć do Sorrento wcześnie, zdążyłaby się przebrać, spakować i dojść na stację autobusową przed powrotem Lacey. Nie miała ochoty znów wałkować z siostrą tematu swojego prawa do niezależności. Była to niekończąca się dyskusja, którą prowadziły od roku.

Wyśle siostrze esemesa z autobusu, że jest cała i zdrowa. Następnego dnia Lacey miała wracać prywatnym samolotem do Londynu.

Milly uruchomiła silnik i wyprowadziła motorówkę z portu. Obserwowała horyzont, starając się przyzwyczaić wzrok do ciemności. Fale rozbijały się o dziób łodzi, a przed nią rozciągały się przejrzyste wody Zatoki Neapolitańskiej. O tej porze wszyscy turyści i rybacy dawno już spali.

Przepełniło ją poczucie wolności i roześmiała się głośno, kiedy tak pruła przez fale. Miała wrażenie, że leci w powietrzu, a wiatr zdziera z niej kolejne warstwy trosk i zmartwień.

Nagle głos uwiązł jej w gardle, ponieważ otworzyły się drzwi prowadzące do kabiny i stanął w nich mężczyzna. Był bosy, miał na sobie wymięty smoking i rozpiętą do pasa białą koszulę. I na pewno nie był to sześćdziesięcioletni Paulo, który przywiózł ją na Capri trzy godziny wcześniej.

Z uznaniem spojrzała na pokrytą włoskami szeroką pierś i zauważyła na sercu tatuaż przedstawiający dwie skrzyżowane szable.

Chyba mam halucynacje, pomyślała. Widzę pirata w szytym na miarę smokingu…

– Kim jesteś? – zapytała zjawę i skrzywiła się na piskliwy dźwięk swojego głosu. – I dlaczego się tu chowasz?

Przystojna twarz mężczyzny zmieniła się we wściekłą maskę.

– Nie chowałem się. Spałem. A ty mnie obudziłaś – odrzekł głębokim basem, doskonale słyszalnym ponad rykiem silnika. – Nie bardzo rozumiem, dlaczego kradniesz moją łódź.

W tym momencie Milly doznała olśnienia. Królowa Pomyłek pożyczyła nie tę łódź.

Roman Garner przyglądał się dziewczynie, która, stojąc boso, sterowała jego motorówką. Jej kształtne nogi były doskonale widoczne poniżej zatkniętej za gumkę bielizny błyszczącej sukienki. Fryzura dziwnie zwisała jej po jednej stronie.

Przed chwilą został brutalnie obudzony, przelatując przez kajutę.

Musiał jednak przyznać, że odeszło go całe zmęczenie i jet lag, które chciał odespać, chowając się na swojej łódce przed nudą balu Cade’a. Złapał się relingu, żeby utrzymać równowagę i spojrzał w rozszerzone zdziwieniem oczy dziewczyny.

– Nie kradnę… – odezwała się, odzyskując głos.

– Nie? A czy to twoja łódź? – zapytał, starając się nie dać rozbawieniu. Nie chciał też dać się ponieść podnieceniu, które obudziło się w nim na widok jej piersi prężących się pod sukienką.

Bolała go głowa i była to jej wina.

– Ja tylko ją pożyczyłam.

– Zanim ktoś coś ode mnie pożyczy, zazwyczaj pyta mnie o zgodę – zauważył, pocierając czoło. Miał wrażenie, że upadek pozbawił go pewnej ilości szarych komórek. – A ja wtedy zwykle każę mu spadać.

– Myślałam, że to łódź mojego szwagra.

Czyżby miała go za idiotę?

– Tak, na pewno.

Dziewczyna otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, kiedy niespodziewanie wielka fala uderzyła w łódź i wyrwała ster z jej rąk. Motorówka przechyliła się na jedną stronę.

Jej krzyk przeciął nocną ciszę, a Roman doskoczył do niej i złapał w ostatniej chwili, zanim wpadła w wody Morza Tyrreńskiego.

Z głośnym łupnięciem upadli oboje na deski pokładu. Udało mu się przejąć siłę uderzenia i nie przygnieść jej swoim dużo potężniejszym ciałem, ale zapłacił za swoją galanterię. Jęknął, kiedy ostry ból przeszył jego biodro.

Silniki łodzi zgasły natychmiast. Na szczęście zadziałał wyłącznik awaryjny.

Roman leżał oszołomiony, trzymając w ramionach małą złodziejkę i wpatrując się w rozgwieżdżone niebo. Dziewczyna była przyjemnie miękka we wszystkich właściwych miejscach.

Zdecydowanie za dużo czasu minęło, odkąd czuł na sobie kobiece ciało, skoro zauważał niuanse figury tej dziewczyny. Jego zainteresowanie jednak szybko ostudził rozchodzący się w dole pleców ból. Budząca się wściekłość wywołana całym tym zamieszaniem też pomogła.

Dziewczyna szybko zerwała się na nogi i popatrzyła na niego z niepokojem. Jednak nie było w jej twarzy ani krzty skruchy i wcale mu się to nie podobało.

– Nie chciałam ukraść twojej łodzi.

– A czyją? – warknął, unosząc się na łokciach.

W tym momencie zza chmur wyjrzał księżyc i Roman zobaczył ją dokładniej.

Jej makijaż był w stanie takiej samej rozsypki jak cała reszta jej wyglądu, ale ani strugi tuszu i eyelinera na policzkach, ani rozmazana szminka nie zdołały ukryć niezwykłych rysów twarzy dziewczyny. Duże oczy, wskazujący na upór podbródek i lekki nadzgryz tylko podkreślały jej niezwykłą urodę. Pazura dodawał mały złoty kolczyk w nosie.

Była uderzająco piękna…

I dziwnie znajoma. Skąd mógł ją znać?

Nagle go olśniło. Przyjechała z Lacey, żoną tego drania Cade’a. Gdyby wiedział, że Cade’a nie będzie na balu, wcale by się nie wybrał na tę imprezę, pomimo tego, że miała miejsce niecałe dwa kilometry od jego samotni, gdzie właśnie miał zacząć przymusowe dwa tygodnie urlopu.

– Pracujesz dla Brandona Cade’a? – Może była asystentką jego żony? Jeśli pracownica Cade’a kradła jego łódź, Roman znajdzie sposób, by użyć tego przeciwko swojemu rywalowi.

Może jakieś małe szpiegostwo przemysłowe? Albo, co lepsze, poważny pozew, żeby upokorzyć faceta.

– Co? Nie… Znasz Brandona? – Jej głos wyrażał teraz ostrożność, ale wciąż nie słychać w nim było skruchy.

Wstał, ignorując ból w lędźwiach.

A więc Brandon? Prawdopodobnie dziewczyna należała do zaufanych osób Cade’a. Kochanka? Czy o to właśnie kłóciła się z nią żona Cade’a wcześniej tego wieczoru? Chociaż to raczej dziwne, żeby przywozić kochankę męża na wydawany przez niego bal.

Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, sytuacja przedstawiała się interesująco. Chyba że był to podstęp. Obudziła się w nim wrodzona podejrzliwość. Bo przecież dlaczego ukradła właśnie jego łódź? I dlaczego wyglądała jak siedem nieszczęść, skoro wcześniej była tak pociągająca?

Pociągająca? Serio? Weź się w garść, człowieku…

Po raz drugi tej nocy musiał studzić temperament. To jakiś rekord. Zdecydowanie potrzebuje kobiety, skoro podoba mu się była kochanka Cade’a.

– Tak. Znam Cade’a – oznajmił powściągliwie. – Obracamy się w podobnych kręgach – dodał, chociaż tak naprawdę łączyło ich dużo więcej. Ogarnęła go znajoma niechęć, ale nie chciał się jej poddać.

To, że Cade nie chciał uznać ich więzi, Roman zamienił w swoją siłę. Po szesnastu latach ciężkiej pracy był w końcu jego godnym przeciwnikiem na tym samym polu. Od pokoleń rządziła na nim angielska rodzina Cade’a. Tym, co ich obu różniło, był fakt, że Cade wszystko odziedziczył, podczas gdy Roman dotarł tam, gdzie był obecnie, dzięki własnej pracy.

– Kim ty jesteś? – zapytała ponownie dziewczyna.

Jeśli pracowała dla Cade’a, z pewnością wiedziała, z kim ma do czynienia. Roman dołożył wszelkich starań, żeby firma Cade Inc. doskonale go znała. Zwerbował ich najlepszych ludzi tylko po to, żeby zaleźć Cade’owi za skórę. Musiał jednak przyznać, że nawet w tym nieporządnym stanie i ze skłonnością do piractwa dziewczyna świetnie udawała niewiniątko.

– Ponieważ to ja tu jestem poszkodowany, żądam żebyś przedstawiła się pierwsza – powiedział swoim najgroźniejszym głosem.

Znajdowała się bez pozwolenia na jego łodzi, na środku Zatoki Nepalskiej i była bezpośrednią przyczyną siniaka na jego tyłku. Zdecydowanie nie była w położeniu pozwalającym na zadawanie pytań, ale ewidentnie tego nie dostrzegała.

Zirytowało go to, że jej upór zaczął mu imponować. Dlaczego nie chciała podać swojego nazwiska? I dlaczego przez to była jeszcze bardziej pociągająca? Zazwyczaj nie podniecały go wrogość i niedogodności.

– Jak to poszkodowany? – zapytała, najwidoczniej nie przejmując się tonem jego głosu. Było to dla Romana kolejne zaskoczenie. Zwykle kobiety robiły dokładnie to, czego żądał.

– Dobra. Dość tego. – Wyjął z kieszeni telefon. – Masz dokładnie dwie sekundy, żeby się przedstawić, wyjaśnić swój związek z Cade’em i wytłumaczyć, dlaczego ukradłaś moją łódź albo dzwonię po policję i oskarżę cię o piractwo i napaść.

– Piractwo i… – była widocznie zszokowana. Jej piersi unosiły się w szybkim oddechu. Było to niezwykle rozpraszające. – Żartujesz sobie? Jaką niby napaść?

Roman kliknął ikonę na telefonie – dzwonił do Giovanniego, swojego zarządcy na Isola Estiva, nie na policję, ale ona nie musiała tego wiedzieć.

– Minęła sekunda – stwierdził, podnosząc telefon do ucha.

– Ciao, la polizia? – odezwał się, kiedy Giovanni odebrał.

– Signor Garner, czy to pan? – zapytał zarządca i w tym samym momencie dziewczyna uniosła ręce w geście frustracji.

– Czekaj! Jestem Milly Devlin, siostra Lacey Cade.

Szwagierka Cade’a? Nie jego kochanka…

Ulżyło mu. A potem zmarszczył brwi z niesmakiem.

Dlaczego ucieszył się, że nie ma do czynienia z jakąś lalunią Cade’a, skoro tak dobrze by się to sprzedało w tabloidach?

– Va bene, signor… – powiedział do telefonu i przerwał połączenie, zanim Giovanni zdążył zapytać, co dokładnie się dzieje.

– Od razu lepiej – zauważył.

Był teraz bardziej zaintrygowany niż zły. Nie miał jednak zamiaru odpuścić jej tak łatwo. Jej związek z rodziną Cade’a miał w sobie spory potencjał.

Rozumiał teraz, dlaczego żona Cade’a przybyła na bal z tą dziewczyną. Nie wyjaśniało to jednak ich kłótni, chociaż tak naprawdę nie interesowała ona Romana. Relacje rodzinne nie były jego mocną stroną. I nie miał ochoty tego zmieniać. Jednakże kłopoty w rodzinie Cade’ów mogły okazać się czymś korzystnym. Rajskie obrazki z małżeńskiego pożycia Cade’a nie przekonywały Romana. Wykupił „Drystar”, plotkarską gazetę, żeby nagłośniła fakt, że Cade cztery lata zwlekał z uznaniem swojego dziecka i poślubieniem jego matki, ale jakimś cudem jego rywal obrócił tę historię na swoją korzyść, rozpowiadając wszem i wobec, jak bardzo jest zakochany.

Może dzięki tej dziewczynie uda mu się dowiedzieć czegoś więcej? Jakiś czas temu przestał fiksować na punkcie Cade’a. Postanowił zadbać o swoje zdrowie psychiczne, ale nie mógł przepuścić takiej możliwości. Zwłaszcza że dosłownie przysporzyła mu bólu.

– Dlaczego ukradłaś moją łódź?

Dziewczyna oplotła się ramionami, kiedy chłodny wiatr zakołysał motorówką. Cienka jak papier sukienka na pewno nie chroniła jej przed zimnem. Gdyby był dżentelmen, zaoferowałby jej swoją marynarkę. Ale nie był.

Zadrżała z zimna i spojrzała na horyzont.

– Pożyczenie twojej łodzi było głupim pomysłem i bardzo go żałuję. Ale ja naprawdę myślałam, że to łódka Brandona. – Tym razem w jej głosie zabrzmiała lekka skrucha.

Robimy postępy, pomyślał.

– Po prostu musiałam wyjść z tego przyjęcia. Czy wystarczy ci takie wyjaśnienie? – Uparcie wysunięty podbródek i pełne wyzwania spojrzenie nie miały w sobie krzty żalu.

– Nie bardzo.

Było to wręcz banalne, ale kiedy tak na niego patrzyła, dumnie wyprostowana, zabijając go wzrokiem, wydała mu się jeszcze bardziej atrakcyjna.

– Musisz się bardziej postarać. – Jej złość zaczynała go bawić. – Chyba że chcesz spędzić noc w areszcie.

Wysyczała pod nosem coś, co brzmiało jak „bogacze”, i raczej nie było pochlebne.

– No i dobrze! – wykrzyknęła rozzłoszczona. – Niech mnie aresztują. Ale to raczej ty będziesz miał kłopoty, jeśli zmarnujesz czas policji na coś, co jest zwykłym nieporozumieniem.

– W takim razie wystarczy mi pozwanie cię do sądu. – Potarł znacząco bolące miejsce w dole pleców. – Pięćdziesiąt tysięcy za każdego siniaka nauczy cię nie pożyczać więcej czyjejś własności.

– Dobrze, pozwij mnie. – Przestała udawać jakąkolwiek skruchę i jej wzrok ciskał sztylety. – Ale mam na koncie dokładnie sto sześćdziesiąt dwa euro więc nie zwróci ci się nawet dziesięciosekundowa rozmowa z t-t-twoim p-p-prawnikiem.

Szczękające zęby odebrały całą grozę jej wypowiedzi.

– Chcesz mi wmówić, że szwagierka Cade’a ubrana w kosztowną suknię nie ma grosza przy duszy? – parsknął. – Zaryzykuję.

Doskonale wiedział, jak wygląda bieda. Żył na jej skraju prawie całe dzieciństwo. Tu nie widział ubóstwa.

– To nie moja sukienka. Pożyczyłam ją od Lacey. A Brandon nie ma żadnego obowiązku mnie utrzymywać. Pozywając mnie, pozwałbyś zwykłą Milly Devlin, pannę nikt. Równie daleko mi do bogactwa, jak tobie do bycia paskudnym pokornym biedakiem bez gargantuicznego ego.

Zagryzł wargę, żeby nie parsknąć śmiechem na jej słowa i niezamierzony komplement. Czyli nie uważała go za brzydala. Dobrze wiedzieć. Co do wyolbrzymionego ego nie miał uwag. Tu miała zupełną rację. Bardzo o nie dbał i tylko dzięki temu udało mu się przetrwać pełne wyrzeczeń i upokorzeń dzieciństwo.

Jej wypowiedź pozwoliła mu też zrozumieć, że nie jest popleczniczką Cade’a i jego autorytet nie robił na niej wrażenia. Roman wiedział jednak, że Cade był bardzo opiekuńczy w stosunku do bliskich sobie osób, a szwagierka z pewnością do takich ludzi się zaliczała. Nawet jeśli ona sama tego nie uznawała.

Dziewczyna ponownie zadrżała i Roman westchnął.

– Masz… – Zdjął marynarkę i zarzucił jej na ramiona. Nie chciał, żeby zamarzła na śmierć, zanim wydobędzie z niej jakieś przydatne informacje.

– Nie prosiłam o marynarkę – powiedziała, wciąż się trzęsąc.

Jej zaciekły wyraz twarzy nie pozwolił mu dłużej ukrywać rozbawienia.

– Z czego się śmiejesz? – zapytała z wściekłością i Roman uśmiechnął się jeszcze szerzej. Podobał mu się jej temperament.

– Z ciebie. Jesteś niesamowicie niewdzięczna jak na rabusia.

– Ostatni raz ci mówię, że tylko pożyczyłam tę łódź.

– Nieważne. – Wszedł do sterówki i odpalił silnik. Nie chciał jeszcze pozwolić jej odejść, ale nie miał też zamiaru ryzykować, że dostanie zapalenia płuc. Miał więc tylko jedną opcję.

Skręcił łódź w stronę Isola Estiva, wysepki, którą kupił dwa lata wcześniej i do tej pory nie miał czasu odwiedzić na dłużej.

– Dokąd mnie zabierasz? – zapytała, oglądając się tęsknie na znikające w szybkim tempie światła Sorrento.

Zerknął na nią przez ramię.

– Na moją prywatną wyspę. Mam nadzieję, że jak się prześpię, wpadnę na odpowiednią karę dla ciebie. Dziś jestem na to zbyt zmęczony.

Nie kłamał. Od miesięcy nie był w stanie porządnie się wyspać. Doprowadził siebie i swoją firmę na skraj wyczerpania. Od dziesięciu lat nie miał wolnego.

– To jest porwanie! – krzyknęła.

– Porwanie? I mówi to złodziejka… Nieźle.

– Ile razy… – Motorówka przechyliła się i Milly musiała złapać się konsoli kontrolnej. – Dobra, poddaję się.

– Usiądź i zrelaksuj się – zasugerował. Jej złość podobała mu się prawie tak samo jak jej ciało ubrane w jego marynarkę. Była bardzo drobna i marynarka sięgała jej prawie do kolan.

– Będziemy na miejscu za jakieś pół godziny.

Cała ta sytuacja naprawdę zaczynała wyglądać bardzo interesująco. Może ta przymusowa przerwa od pracy nie będzie wcale taka zła?

– Będę krzyczeć – zagroziła. Oboje wiedzieli jednak, że była to bezsensowna groźba. Nikt by jej nie usłyszał.

– Proszę bardzo.

Spojrzała na niego ze złością. Usiadła na ławce i przez sekundę wyglądała na bardzo zagubioną. Chwilę później wyciągnęła telefon.

– A może ja zadzwonię po polizia? – Wymierzyła w niego telefon jak broń. – I powiem im, że mnie porwałeś?

– Świetny pomysł. Tylko nie zapomnij dodać, że porywa cię Roman Garner, któremu ukradłaś łódź. I powiedz, że zabieram cię na Isola Estiva w ramach kary. Mogą jutro po ciebie przyjechać, skoro wolisz areszt.

Ledwo powstrzymał śmiech, kiedy zobaczył wyraz jej twarzy.

– Roman Garner? – wymamrotała pod nosem. – Wydaje mi się, że moja siostra była u ciebie na rozmowie o pracę. Na pewno słyszałam gdzieś twoje nazwisko. Lacey jest dziennikarką.

– To możliwe. – Dziewczyna chyba naprawdę nie wiedziała, że ma do czynienia z największym rywalem swojego szwagra. Albo była genialną aktorką. – Ale raczej nie rozmawiała ze mną. Nie zajmuję się rekrutacją osobiście.

Nie była to jednak całkowita prawda…

To małe kłamstwo wzbudziło w nim niesmak. Proponował Lacey Carstairs – takiego nazwiska używała przed ślubem z Cade’em – żeby napisała artykuł o swojej sytuacji, o, jak przypuszczał Roman, ich fałszywym małżeństwie, ale Lacey się nie zgodziła. Nic dziwnego. Zapewne zrozumiała, że dużo bardziej opłaca jej się grać w tej farsie niż zostać korespondentem gazety „Buzz”.

Na początku swojej kariery, kiedy jego firma nazywała się jeszcze Blackbeard Media, Roman postawił sobie za cel zrobienie wszystkiego, co się da, żeby zajść Cade’owi za skórę. Zatrudnienie jego żony z pewnością by w tym pomogło. Jednak obecnie Garner Media Group miało dużo poważniejszy cel – zająć miejsce Cade Inc. na szczycie światowych konglomeratów medialnych.

– Nie wierzę, że pożyczyłam akurat twoją łódź – jęknęła Milly. – Lacey i Brandon nie będą zachwyceni.

Obejrzał się na nią i zobaczył, że patrzy w morze. Zauważył, że na jej twarzy rysuje się zagubienie. Odniósł wrażenie, że to nie jego osoba wydaje się jej problemem. Wyglądała tak, jakby sama często była powodem niezadowolenia swoich bliskich.

Ewidentnie Cade nie powiedział rodzinie o sporze, jaki miał z Romanem. Ani o prawdziwym powodzie ich wzajemnej niechęci. Nic dziwnego. Roman od zawsze był wstydliwym sekretem rodziny Cade’ów.

– Może zadzwoń do Cade’a i powiedz mu, czyją łódź ukradłaś – zachęcił. Niezadowolony zauważył, że powróciło pozornie przepracowane poczucie bycia niewystarczającym. – Z pewnością poprawi mu to nastrój.

– Dziękuję bardzo, ale zaryzykuję. – Jej złość zdecydowanie zmalała i chyba straciła nieco pewności siebie.

Interesujące… Dał jej szansę zadzwonić po pomoc do szwagra, ale odrzuciła ją. Dlaczego?

Nie miał wątpliwości, że dziewczyna mu się przyda, ale obecnie czuł się tylko wyczerpany do szpiku kości. Skoncentrował się na sterowaniu. Powinien ich dowieźć na Estivę w całości.

Milly Devlin miała szczęście, że nie miał zwyczaju wykorzystywać bezbronnych kobiet. Ale nie miał zamiaru zupełnie jej odpuścić. W końcu próbowała ukraść jego łódź i spowodowała uszczerbek na jego tyłku. Za to musiała mu zapłacić.

Dlaczego ze wszystkich łodzi świata musiałam ukraść akurat tę należącą do kolejnego chrzanionego potentata medialnego, pomyślała Milly.

Spojrzała z niechęcią na sztywno wyprostowaną sylwetkę przy sterach.

Roman Garner… Lacey wspomniała o nim kiedyś. Milly pożałowała, że nie słuchała siostry uważniej. Pamiętała jedynie, że zaproponował jej siostrze pracę w gazecie „Buzz”, ale Lacey odrzuciła ofertę. Nazwała Garnera playboyem. Brandon raz nazwał go bezwzględnym. Ale czy nie szło to w parze z prowadzeniem miliardowych interesów?

Nazwanie go bezwzględnym playboyem wydawało się adekwatne. Tylko że …

Trzęsąc się z zimna Milly zawinęła się w jego marynarkę. Była wciąż ciepła od jego ciała i pachniała czystością, morską bryzą i wodą kolońską z nutami drzewa sandałowego.

Dlaczego dał jej okrycie? Ten gest mocno gryzł się ze wszystkimi groźbami, jakie wcześniej od niego usłyszała. I z faktem, że właśnie ją porywał.

Do tego uratował ją przed upadkiem, kiedy łódź się przechyliła.

Przeszył ją zupełnie inny dreszcz, kiedy wiatr uniósł poły jego białej koszuli, odsłaniając więcej opalonej skóry i kolejny tatuaż w dole pleców. Była to czaszka ze skrzyżowanymi piszczelami. Facet najwidoczniej był miłośnikiem piratów. Było to trochę paradoksalne, zważywszy, że to ją oskarżył o piractwo.

Zwinęła się w kłębek na siedzeniu, próbując uciec przed wiatrem, i mocniej otuliła marynarką. Była zmęczona, zdezorientowana i pełna niepokoju, ale jednocześnie zupełnie nieprzestraszona. Przynajmniej nie tak, jak powinna być w obecnej sytuacji. W końcu została porwana.

Walcząc z opadającymi powiekami, przypomniała sobie ogień lśniący w jego oczach… Początkowo ją denerwował, ale teraz jedynie mieszał jej w głowie. Miała wrażenie, że to wszystko było dla niego jednym wielkim żartem. Nie mogła zdecydować, czy ich kłótnia bardziej ją rozśmieszyła, czy rozzłościła. Może dlatego, że zauważyła podziw w jego oczach, kiedy nie dał mu się zastraszyć.

A może źle to wszystko odczytuje? Nie miała żadnego pojęcia o flirtowaniu, ponieważ do tej pory nie miała nawet porządnego chłopaka. Wycieczka do Europy miała pomóc w tej kwestii. Miała też otworzyć jej drzwi do świata sztuki, zapewnić dobrą zabawę, pozwolić zdobyć przyjaciół i stracić w końcu to przeklęte dziewictwo. Nic z tego się nie spełniło, ponieważ cały czas walczyła z brakiem pieniędzy i nie miała czasu na nic poza pracą.

Cóż, był to kolejny przykład tego, jak Milly Devlin potrafi zepsuć każdy swój plan na zmianę drogi życiowej.

Wsunęła dłonie pod policzek i starała się nie zasnąć, utrzymać czujność. Roman Garner z pewnością miał swój urok, ale nie powinna mu ufać. Nie tylko dlatego, że był miliarderem z wielkim ego. Głównie dlatego, że jego oczy miały figlarny, podniecający blask, a ona nie miała pojęcia, jak sobie z tym radzić.

Świetnie, Milly. Po co wywoływać wichurę, skoro możesz od razu huragan?

Podczas gdy motorówka pruła przez fale, oczy Milly zamknęły się, a jej umysł próbował zrozumieć, co się dzieje z jej ciałem, które nagle wydało się inne i powoli rozluźniło się na miękkiej skórzanej kanapie…

ROZDZIAŁ DRUGI

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji