Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
nie konstruuję bomb atomowych jak Oppenheimer
nie maluję wartych miliony obrazów jak Banksy
nie hipnotyzuję tenorowym głosem jak Pavarotti
nie opracowuję teorii względności jak Einstein
ja tylko piszę wiersze o życiu jak Szymborska
Autor
Marek Guzowski – artysta amator, wychowany na wsi, od studiów mieszka w Bydgoszczy i na co dzień uczy języka angielskiego.
Chciałby polecieć kiedyś w kosmos, zdobyć Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury, wynaleźć lek na raka i dożyć spokojnej starości gdzieś w małej chatce z widokiem na jezioro czy las, i nigdy nie przestawać czubkiem głowy dotykać chmur. Krawędź ciszy to jego czwarta publikacja.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 28
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
ilustracja na okładceBartosz Rosenberg (grafika komputerowa, z elementami kolażu, monochromatyczna w tonacji: szarość, czern, biel)
zdjęcie autora na okładceDaniel Rutkowski
korekta Julia Zając
projekt graficzny środka, skład do drukuEJ Design
Przygotowanie wersji elektronicznejEpubeum
copyright © by Marek Guzowski 2025
copyright © by Pan Wydawca 2025
ISBN 978-83-68622-16-4
wydanie 1
Gdańsk 2025
Pan Wydawca sp. z o. o.
ul. Wały Piastowskie 1/1508
80-855 Gdańsk
PanWydawca.pl
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
żywa statua
nim stanie się płonienie
wspak
lakoniczna bliskość
Olimp
w samą porę
scultura di sabbia
kłusem ze stępu w galop
zbawiciel raju
pstryk
gach
krzywoprzysięstwo
awantura czyli ostracyzm operetkowy
superstar
vivat
Frankenstein
gargantuiczny apetyt
kamuflaż
klucz dzikich gęsi
kadr płóciennych igraszek
hekatomba
front
hulanki i swawole
walczyk
prace konserwatorskie
heca
nieustanność
delikates
seans w opuszczonym kinie
szarlatan
adnotacja
kwieciem przyodziana
beka
Predom Łucznik 1303
graciarnia
getto
feler
ciemiężca
kodeks moralny
bezludna wyspa
pobrzask półcieni barw
barłóg przystrojony baldachimem
raban
panorama
ambrozja
ku pamięci
gloryfikacja bezdroży
rzesza
zgaduj zgadula
stuk puk o krok
nimfa wodna
wyrok sądu ostatecznego w sprawie krzywoprzysięstwa
prognoza pogody
awaria
ekspresja ruchu orbitalnego
bestiarium
atrapa
Libra
psikus
astygmatyczny nieboskłon
O autorze
4
5
7
8
9
10
11
12
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Dedykacja
przyjaciołom
z piaskownicy
dłutem rzeźbiony w marmurze
z półcieniem kolan wytartych
ze szlaką we krwi
wprost z lat pierwszych czereśniowych
łupanych nasion słonecznika
pod jaskółczym gniazdem
tu i ówdzie uszczerbiony
tynkiem podklejony na zaprawę na ślinę
a nuż nikt nie przyuważy gamy defektów
nawet boskość doskonali się w niedoróbkach
ponoć według nieprzemijających trendów
w izbicy trzymany pod nadzorem
jakem bezcenny bom niepowtarzalny
mamrocze niewyraźnie pod nosem
bezeceństwo
spijać sobie buńczucznie z dzióbków
z manekinem bez charakteru i ogłady
z listkiem figowym
zakrywającym jego zmasturbowaną nagość
gołą dupę wypina
wymalowaną grafomańskimi freskami
by nasycić wścibskie oko
świętego przechodnia z cerowanego płótna
wiszę i wietrznieję
niczym liść zagubiony w skodyfikowanej mnogości
poligamii skądinąd niedostrzegalnej
jestem jedynią
pustkowiem rozległym na czubku nosa
Proroka wszelkiej maści
jakąże stanowię koniunkcję
uklepaną zakalcem zbiorów zboksowanych myśli
bezpańskich ujadających demencją
upolowują mnie nicią Ariadny ku rozbłyskom
fajerwercznych rozkwitów wojen kwiatów
w głos roześmiewuję się i tańczą me zwoje unerwień
na baczność wyciągam dłonie
w obłoki dosięgam się
ze mnie deszcz wypełza palisadowy kołtuny burz
zawróćmy
tam skąd wywodzą się maki
śpiew zbóż taniec godowy ptaków
gdzie cisza tworzy krajobraz
malowane wschodem słońca uśmiechy
skąd zapach ciasta z owocami
prosto z lasu
gdzie echo woła na podwieczorek
a latawce szybują gdy niebo umyka poza kadrem
gdzie mama przygrywa na mandolinie
a tata piecze ziemniaki w popiele
snując legendy o rycerzach polujących na smoki
ucieknijmy z powrotem
z nosem w chmurach
licząc sztuki gęsi w odlatującym kluczu
pragnąc znów latać jak one
wdzięczny jestem że starać się nie muszę
o tych których brak w moim życiu
bez kłótni waśni wyrywania włosów
o byle bzdety
jakże wiele zawdzięczam
tym co nic dla mnie nie znaczą
kochającym na ostro pełnią pogardy
na wszystko to wyrażam zgodę i aprobatę
bez niechcianych prezentów
bez zwiędłych kwiatów zbutwiałych kolacji
seksu od wielkiego dzwonu
ciągłego proszę przepraszam czego
dzięki za cierpliwość niewymuszoną
brak hałasu wieczne rozstania i powroty
tego samego dnia bądź nawet godziny
dzięki za podróże spełnione
choć na drugi brzeg globusu
bez próśb zażaleń wymuszeń od biedy
jak dobrze mi z nimi
radość mnie ogarnia że czekać na nich nie muszę
z zupą za słoną z przegotowanym ryżem
jak dobrze nam razem
w rozseparowanej komitywie
gdzie bliscy są komuś innemu
czyimś balastem kulą u nogi
bez pełnych imion nazwisk
przypadkowo zdań wymienionych
wypiętrza się mężnie ze sztucznego nasypu
posiany jak wysyp z łusek blaszanej szyszki
rośnie w siłę zajmując nawet miejsce nieba
na wysokości widoczności ludzkiego wzroku
hodując embrionów nasienie w miliardowych kopiach
staje się zalążkiem nowej zurbanizowanej dżungli
mruga światłami codziennej utraty czasu
przemijania introwertycznej depresji najsamprzód
zdławionej do formy nieożywionej poza strefą rażenia
jest jak Czarnobyl z opóźnionym zapłonem
wchodzi przodem w głąb najpiękniejszych widoków
zagarniając morza lasy soczystość świeżego powietrza
połacie latających motyli wśród wojen kwiatów
za rok za dwa przywłaszczy cały oręż i naturę dziewiczą
głupią bezbronną i udającą martwą mimikrę
każdy sterczy niczym podochocony ogier we wzwodzie
każdy najwyższy a jest ich wielość nieskończona
który choćby truchlejący miałby zapaść się pod ziemię
to brak go najwidoczniej w bezmiernym orszaku
stoi
waść na straży
choć odziany w sandały i smukły głód
z daszkiem na krawędzi głowy
nieba nie widzi
nic prócz czubka własnego nosa
laskę dzierży w dłoni
niczym miecz krzyżacki
pochodnię Statuy Wolności
pejcz w night clubie
dni mijają jak z bicza trzasł
dlań lewitowanie to ledwie preludium nieśmiertelności
i mruczy pod wąsem
kiedy ranne wstają zorze
Marek Guzowski – artysta amator, wychowany na wsi, od studiów mieszka w Bydgoszczy i na co dzień uczy języka angielskiego. Krawędź ciszy to czwarta publikacja autora. Chciałby polecieć kiedyś w kosmos, zdobyć Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury, wynaleźć lek na raka i dożyć spokojnej starości gdzieś w małej chatce z widokiem na jezioro czy las i nigdy nie przestawać czubkiem głowy dotykać chmur.
