Kawa dla kota - Agnieszka Tyszka - ebook + książka

Kawa dla kota ebook

Agnieszka Tyszka

4,5

Opis

Nowa rola starszej siostry i opiekunki do dzieci, samodzielny pobyt nad morzem, podczas którego Nela poznaje szalenie miłego Kota pijącego kawę, a także trudne spotkania z tatą to nowe wyzwania, z którymi dziewczyna będzie musiała się zmierzyć. Czy poradzi sobie ze stanem zakochania i będzie odpowiedzialną opiekunką? Jak poukłada sobie skomplikowane relacje z tatą?

Na szczęście z pomocą przychodzi pani Lila i jej nieoceniona „Księga kwiatów”, a także Artysta – ojczym dziewczynki. To dzięki nim wszystko stanie się o wiele łatwiejsze...

Kawa dla kota” to kontynuacja książki „M jak dżeM”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 145

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (22 oceny)
14
5
3
0
0

Popularność




Zajrzyj na strony:

www.nk.com.pl

Znajdź nas na Facebooku

www.facebook.com/WydawnictwoNaszaKsiegarnia

Poznaj naszą ofertę w serii W KRATKĘ

http://www.nk.com.pl/seria-w-kratke/199/seria.html

W SERII W KRATKĘ:

Ewa Grętkiewicz Zakręcona na Maksa

Agnieszka Tyszka M jak dżeM

Agnieszka Tyszka Kawa dla kota

Kaśka

W całym domu pachniało niemowlęciem. Z metalowej suszarki ustawionej w salonie zwisały wilgotne śpioszki i koszulki – roztaczając łagodną, migdałową woń.

W łazience czuć było niemowlęce mydło, a w kuchni parzyła się jakaś obrzydliwa ziołowa herbatka, wspomagająca laktację. Lepiej nie mówić, jaki miała zapach...

Nela tkwiła w swoim niebieskim pokoju jak w twierdzy. Wetknąwszy w uszy słuchawki, usiłowała skupić się na muzyce. Ale nie było to takie proste...

Od jakiegoś czasu NIC nie było proste. A konkretnie od trzech miesięcy. Właśnie wtedy urodziło się Dziecko.

Nela wyjęła słuchawki, westchnęła ciężko i rozpyliła w powietrzu odrobinę cytrusowych perfum. Kwadrans wcześniej musiała zmienić swojej małej siostrze pieluchę. Co za obrzydliwość! Szkoda, że tego nie pokazują w telewizji! Te słodkie maleństwa z reklam w rzeczywistości są zupełnie inne! Wyją całymi godzinami, ciągle chcą być lulane, zapaskudzają pieluchy obleśną zawartością, mają śmierdzące stopy i kompletnie nie wiadomo, w jaki sposób nawiązać z nimi kontakt.

W każdym razie Nela tego nie wiedziała. To Dziecko ciągle było za małe. Zbyt wrzaskliwe. Egoistyczne. Lata świetlne miną, zanim będzie można się z nim normalnie porozumieć...

Ale oczywiście wszyscy są Dzieckiem zachwyceni.

– Jaka słodziutka! – pieją z zachwytu sąsiadki.

– Wykapany tatuś! Wykapana mamusia! Cała Nela!

– Jakie ma mądre spojrzenie!

– Jaką piękną zrobiła kupkę!

– Jak ślicznie się uśmiecha!

Blee! Na samą myśl robi się człowiekowi niedobrze! Nie tak to miało wyglądać! Nie tak!

Dziewczyna z niesmakiem pokręciła głową. Cała ta sytuacja zdecydowanie ją przerosła. A może tak już po prostu jest? Kiedy za długo się na coś czeka, za dużo o czymś myśli? Podobnie przecież było z tatą...

Tak. Pewne sprawy są zdecydowanie za trudne. Zwłaszcza dla kogoś, kto ma tylko czternaście lat i sam ze sobą nie może dojść do ładu...

Titit-titit! – głośny dźwięk poinformował Nelę o nadejściu SMS-a.

„W CAFE5 O 17.00?” – pytała Kaśka. Były umówione na sto procent, ale kiedy ma się młodsze rodzeństwo na karku, nic nie jest pewne...

„OK” – odpisała Nela i rzuciła się w kierunku szafy. Pilnowanie dziecka, do czego zmuszono ją dzisiejszego popołudnia, wymagało przywdziania specjalnego stroju. Niemowlęta, jak wiadomo, wykazują się niebywałą wręcz inwencją, jeśli chodzi o zanieczyszczanie otoczenia, a zwłaszcza osób sprawujących nad nimi opiekę. Nela z ulgą zrzuciła z siebie poplamioną mlekiem bluzę (Pysi się ulało) i sięgnęła po ukochaną koszulę w kolorze czarnym. Do tego czarne spodnie i czarne trampki. No i czarna torba z trupią czaszką. Z tą czaszką to trochę przesada... Nawet w Neli budziła pewne wątpliwości, ale warto było zobaczyć miny mamy i Artysty. Tutaj słodziutkie niemowlę, a tu, proszę... Nela cała w czerni i jeszcze ta torba... Niech się zastanawiają, o co chodzi. Przynajmniej będą mieli jakąś odmianę.

Nela cichutko uchyliła drzwi. Z salonu, który obecnie był Pokojem Matki i Dziecka, dobiegało jednostajne wycie, jak zwykle o tej porze. Pysia miała kolkę. Po prostu. Mama nosiła ją na rękach, śpiewając bez sensu jakąś piosenkę. To nie pomagało. Już od dwóch miesięcy było wiadomo, że nic nie pomaga. Herbatka koperkowa. Szum włączonej suszarki. Jazgot odkurzacza. Lulanie. Bujanie. Wożenie w wózku. Jazda samochodem. Masowanie brzuszka. Ciepłe okłady na tenże. Nic!

Wyrazy współczucia. „Co za szczęście, że to nie jest moje dziecko” – pomyślała Nela i przemknęła do łazienki. Na dzisiaj miała już dosyć. Pomogła mamie i teraz marzyła tylko, by uczesać włosy, zatuszować to i owo na twarzy i zwiać do Cafe5. Byle dalej od tego Niemowlęcego Przylądka...

– Dokąd wychodzisz? – usłyszała za plecami.

Mama – blada i wymięta – stała w korytarzu z Pysią przewieszoną przez ramię.

– Przecież ci mówiłam... Umówiłam się z Kaśką. W Cafe5.

– Mówiłaś? Jakoś nie pamiętam... – powiedziała mama.

Nela pokręciła głową z dezaprobatą. Pewnie. Jak się jest takim Krajowym Centrum Laktacji, to o niczym się nie pamięta.

– Tylko nie siedźcie zbyt długo.

– Yhy... – mruknęła Nela i ze złością przerzuciła sobie „trupią” torbę przez ramię.

Jak przyjemnie było iść przez park, nie mając przed nosem wózka z Pysią!

Dawne marzenia o spacerach z dzidziusiem prysły jak bańka mydlana, gdy okazało się, że Pysia nienawidzi jeżdżenia w wózku, a niektórzy natrętni emeryci zastanawiają się (dość głośno), czy aby Nela nie jest nieletnią matką. Ohyda!

Kaśka już była w kafejce.

– No i jak? – zapytała Nela.

Kaśka z błogą miną przewróciła oczami.

– No fajnie było... Pokażę ci zdjęcia – powiedziała, sięgając do plecaka.

Nela z zachwytem wpatrywała się w kolorowe fotografie, które wyświetlały się w telefonie Kaśki. Turkusowe morze, obsypane różowymi kwiatami krzewy, romantyczne skały, zachody słońca... Kaśka i jej rodzice w strojach kąpielowych.

– A to kto? – zapytała, wskazując na patykowatego młodzieńca w zielonym kapeluszu.

W odpowiedzi Kaśka oblała się rumieńcem.

– To k-kolega – wyjąkała w końcu.

Nela rzuciła przyjaciółce czujne spojrzenie.

„Tylko nie to! – błagały oczy Neli. – Proszę! Tylko nie mów mi, że się zakochałaś! To takie banalne... A kończy się prędzej czy później – oby jak najpóźniej, rzecz jasna – tak samo! Wszyscy ci nie wiadomo jak zakochani dopływają w końcu do Przylądka Niemowląt. KONIEC I KOLKA!”.

– No, co tak patrzysz?! – obruszyła się przyjaciółka. – To tylko kolega. Ma na imię Paweł. Wymieniliśmy się telefonami i tyle...

– I tyle? – upewniła się Nela, a na policzkach Kaśki znowu zrobiło się czerwono.

– Zadzwonił do mnie! – pisnęła radośnie. – I umówiliśmy się do kina!

Nela starała się okazać entuzjazm. W końcu Kaśka była jej najlepszą przyjaciółką.

Wszystko przez tę Pyśkę! „Tylko niemowlęta mi w głowie!” – zganiła się w myślach.

– Super! – wyraziła swoją radość, starając się, by wypadło to w miarę naturalnie.

Ale szczerze mówiąc – nie była zachwycona. Przebywanie na Przylądku Niemowląt oznaczało całkowitą destabilizację.

Nic już nie było takie jak dawniej. Zmiany następowały jedna po drugiej, nie pozostawiając człowiekowi ani chwili na zastanowienie. Miło więc było mieć jakieś stałe punkty we wszechświecie. Kaśkę. Panią Lilę. Ciotkę Letycję. Książki. Muzykę. Wakacje. Czerń. Trupie czaszki.

I teraz – co się okazało? Że i to można stracić? Na przykład Kaśkę... Może już nie będzie miała czasu ani ochoty na pogawędki? Może ten chudy w kapeluszu całkiem zawróci jej w głowie?

– Nela? O czym myślisz? Jedziesz gdzieś na wakacje? Jak Pyśka?

Nela ocknęła się z ponurych rozmyślań.

– Nad morze. Mam jechać z babcią Elą nad morze. Mieliśmy wybrać się wszyscy, ale ten mały wyjec jest niemożliwy, a Artysta załapał się na jakiś letni festiwal. No i wiesz... A ten Paweł... Jaki jest?

Nie było to najlepsze pytanie. Sprawiło, że Kaśka skoncentrowała się całkowicie na opisywaniu niezwykłych przymiotów chudzielca (pisze wiersze, lubi pizzę, słucha Mozarta, hoduje storczyki, pije kawę latte) i popadła w euforię.

Dopiero przybycie kelnerki przerwało jej kwiecisty monolog.

– Proszę mrożoną latte – powiedziała Kaśka.

– Dla mnie cola z lodem – zdecydowała Nela, zastanawiając się nad potęgą uczuć i powiązaniami tychże z kubkami smakowymi. Czy to stan zakochania spowodował, że jej przyjaciółka zmieniła nagle kulinarne upodobania? Jeszcze dwa tygodnie temu, przed pamiętnym wyjazdem na Rodos, obie zgodnie krzywiły się na kawę w każdej postaci. A teraz, proszę... Co za zmiana. „Tak... – westchnęła Nela. – Jedno jest pewne, że nic nie jest pewne...”.

– Może się skusisz na małego łyczka? – zaproponowała Kaśka, gdy tylko jej napój pojawił się na stoliku.

– Jakoś nie mam chęci – odparła Nela i pociągnęła solidny łyk lodowatej coli.

– A co z tym ślubem? Wybierasz się w końcu czy nie? – zapytała przyjaciółka.

Nela z ciężkim westchnieniem odstawiła swoją szklankę. Szczerze mówiąc, starała się nie myśleć o tej przygnębiającej imprezie rodzinnej, która miała odbyć się niebawem w Złotowie. W ramach integrowania się z odzyskaną po latach rodziną powinna pojechać. Chociaż kuzynkę Ewę widziała tylko raz w życiu – podczas zimowej wizyty u Letycji. Kuzynka jak kuzynka. Nawet miła... A że chce popełnić ten niewybaczalny błąd... Jej sprawa.

– Sama nie wiem... Prawdopodobnie będzie tam mój ojciec. Nie wiem, czy mam ochotę z nim rozmawiać. Zwłaszcza po tym, co zrobił... – powiedziała Nela.

– Raczej po tym, czego nie zrobił – sprostowała Kaśka.

– Co zrobił, niczego nie robiąc – sprecyzowała swoją myśl Nela i zapatrzyła się w dal.

Kaśka grzebała słomką w spienionej kawie i zastanawiała się, dlaczego dorośli są tacy głupi. Ojciec Neli to naprawdę jakiś ciężki przypadek! Nie dość, że ignorował ją przez tyle lat, to jeszcze stracił taką szansę...

„Gdybym ja dostała od swojej córki taki TATOWNIK...” – pomyślała Kaśka. To przecież prawie jak podanie ręki, a on ją odtrącił. Otworzył kopertę, obejrzał sobie wszystko – a potem zostawił to w Złotowie i wrócił do Stanów. Bez słowa. Nela była załamana. Przywiozła swój zeszyt do domu i znowu wylądował pod łóżkiem. Zaraz po tym jak obejrzała go Kaśka. To był naprawdę ponury czas. Nic nie mogło Neli pocieszyć. Nawet konfitura z róży. Jak ona się nazywała? „Róża bez żadnych kolców”? Chyba tak. Ale kolce i tak były. I ranią Nelę w tej chwili... To pewne...

Kaśka upiła łyk kawy.

– Może zdążymy jeszcze wybrać się do kina, zanim wyjedziesz nad morze? – zapytała, chcąc skierować myśli przyjaciółki na jakieś inne tory.

– Do kina? Przecież ty już idziesz do kina – naburmuszyła się Nela.

– Oj, Nelka! Nie wygłupiaj się! Z TOBĄ chcę pójść – uroczyście oznajmiła Kaśka.

– No, skoro chcesz... To może na film o Beatrix Potter? Jakoś do tej pory nie zdążyłam go zobaczyć. A chyba warto się przyjrzeć, jak powstawał nasz ulubiony Piotruś Królik...

– I Tekla Kałużyńska, i Pani Mrugalska – dodała Kaśka.

– I Beniamin Truś, i Pani Tycia Myszka – z westchnieniem dorzuciła Nela. – Wiesz... kiedyś myślałam, że będę czytać te wszystkie bajki mojej małej siostrze. One są takie piękne... Ale to chyba nigdy nie nastąpi. Ta Pysia jest taka... taka...

– No, jaka?

– Kijankowata. Nijaka. Mdła.

– Nela... Ona po prostu jest malutka. Co ty byś chciała? Wcisnąć guzik pilota i mieć od razu czterolatka?

– No wiem... Ale...

– Ale co?

– Nie masz pojęcia, jakie to wszystko jest trudne – wykrztusiła w końcu Nela i ku swemu wielkiemu zaskoczeniu nagle zaczęła płakać. A wkrótce potem – bo jak wiadomo, zapłakani czasu nie liczą – okazało się, że trzeba wracać...

W domu panowała cisza. To znaczy nie było słychać wrzasku Pysi, a jedynie delikatne dźwięki Coltrane’a, ciepłe jak letni zmierzch, który właśnie nadchodził.

Nela wślizgnęła się do przedpokoju. Nie miała już ochoty na żadne rozmowy. Po tym ryku w Cafe5, jaki urządziła przed Kaśką, marzyła tylko o pójściu spać. Niestety... Mama miała inne zamiary. Czujnie wyjrzała z kuchni, gdzie schroniła się wraz z Coltrane’em.

– Musimy pogadać – oznajmiła, przytulając Nelę.

– A co, Pysia śpi? – zapytała dziewczyna, starając się, by pytanie nie zabrzmiało zaczepnie. Niezupełnie jej się to udało, bo mimo usilnych starań nie potrafiła ukryć zazdrości o mamę, jej czas i osobę. Cała mama była dla Pysi. Dla Neli zostawały tylko okruchy z pańskiego stołu. Jak teraz.

– Nie śpi. Robi przysiady – odparła mama niefrasobliwie i nalała sobie kieliszek wina.

Nela zastanowiła się przez chwilę nad tym, co jest bardziej osobliwe – jej siostra robiąca przysiady czy mama pijąca wino.

– Karmiące nie piją – poinformowała uprzejmie.

– A niemowlęta nie robią przysiadów. – Mama wzruszyła ramionami i sięgnęła po kieliszek.

– Zaraz przyjdę – powiedziała Nela i podążyła w kierunku łazienki. Nie miała tam nic specjalnego do roboty, ale był to doskonały pretekst, by zajrzeć do Pokoju Matki i Dziecka.

Jak się wkrótce przekonała – był on teraz Pokojem Ojca i Dziecka. Artysta trzymał Pysię w objęciach i niespiesznie wykonywał klasyczne przysiady. Był to zaiste dziwny widok...

– Mamo, czy Marcin dobrze się czuje? – zapytała Nela po powrocie do kuchni.

– O, znakomicie... – oznajmiła pogodnie mama. – Ktoś mu powiedział, że taki ruch góra-dół skutecznie uspokaja niemowlęta.

– Ale czy to muszą być przysiady?

– Można jeszcze wchodzić po schodach i schodzić z nich...

– I to naprawdę działa?

– Niestety, tak... Pysia wprawdzie nie wrzeszczy, ale nie wiem, czy jej ojciec nie przypłaci tego jakimś zwyrodnieniem stawów kolanowych – narzekała mama.

– To dziecko wpędzi nas wszystkich do grobu – mruknęła Nela.

– Byłabym większą optymistką. Skoro ty nas nie wpędziłaś...

– A co ja takiego robiłam w dzieciństwie? – zaperzyła się Nela.

– Zapewniam cię, moja droga, że dokładnie to samo co twoja siostra.

– Też się tak darłam?

– I to jak! – z satysfakcją zapewniła mama, a z jej kieliszka znowu ubyło nieco zawartości.

Nie uszło to uwagi Neli.

– Mamo! Nie pij tyle! Bo jeszcze zaszkodzisz Pysi!

– Coś takiego! Troszczysz się o tego małego potwora? A ja myślałam, że niedługo podarujesz mu grzechotkę w kształcie trupiej czaszki jako wyraz wielkiej sympatii... – powiedziała mama ironicznie, ale jednocześnie mocno przytuliła Nelę.

– Nie martw się – szepnęła. – Początki na ogół bywają byle jakie... Jakoś to wszyscy przetrwamy...

– Ja słyszałem, że przetrwają tylko najsilniejsi – zabrzmiał nagle głos Artysty. – I w tym wypadku zapewne chodzi o mnie, ponieważ ja – w odróżnieniu od was – dbam o kondycję. Właśnie zrobiłem sto pięćdziesiąt sześć przysiadów. Porządnych. I teraz coś bym zjadł. I może niekoniecznie to, co jedzą matki karmiące.

– Ja właściwie też bym coś zjadła – oznajmiła Nela i wieczór potoczył się tak jak dawniej. Miło, przyjaźnie, z łagodną muzyką saksofonu w tle. Ale że wszystko musi się kiedyś skończyć, w pewnym momencie rozległ się ostrzegawczy ryk Pysi, a mama powiedziała:

– Zupełnie zapomniałam! Letycja przyjeżdża do Warszawy po kreację na ten ślub. Pomyślałam, że może pochodzicie razem po sklepach, to i ty sobie kupisz coś odpowiedniego na tę okazję...

– A produkują już wieczorowe suknie w trupie czaszki? – zapytał Artysta.

– To nie jest pogrzeb, tylko ślub – trzeźwo zauważyła mama.

– Jeśli o mnie chodzi, to naprawdę niewielka różnica – oświadczyła Nela i zrezygnowanym krokiem powlokła się do swojego pokoju.

Fioletowy irys

Nela, spowita w mroczną czerń, wracała niespiesznie do domu. Mroczna czerń spowijała także jej wrażliwą duszę, która została poddana niezliczonym wizytom w sklepach z odzieżą. Ciotka Letycja, osoba dość obszernych kształtów, nie mogła nigdzie znaleźć nic odpowiedniego, więc wędrowały bez końca.

– A ty nic sobie nie kupisz? – zainteresowała się ciotka, więc Nela dla świętego spokoju sięgnęła po szarą sukienkę z najbliższego wieszaka. Po pierwsze, była pod ręką, po drugie – skoro nie mogła być czarna, niech chociaż będzie szara – ten kolor również trafnie charakteryzował nastrój Neli. Poza tym była prosta, długa, bez żadnych głupawych ozdób w stylu „Kopciuszek idzie na bal”. No i niezbyt droga, a to ważne. Po co wywalać pieniądze na jakąś tam ślubną kreację!

Ciotka zdecydowała się w końcu na falbaniastą, bordową suknię z ogromną różą pod biustem. Do tego dobrała sobie zwiewny szal!

– Wyglądam jak motyl wagi ciężkiej! – zachwyciła się swoim odbiciem w lustrze przymierzalni. I taka była uszczęśliwiona zakupami, że i Neli na chwilę udzielił się jej entuzjazm. Czar prysł już wkrótce, w barze sałatkowym. Kończyły właśnie swoje porcje, gdy ciotka powiedziała:

– Wiesz, skoro tata także wybiera się na ten ślub... Może tym razem wam się uda...

Nela poczuła, jak w jej gardle rośnie wielka, absolutnie niesałatkowa gula.

– Nie liczyłabym na to – odparła lodowatym głosem.

– Ale przecież... – zaczęła ciotka niepewnie.

– Ciociu! Darujmy sobie te rozważania. To nie zależy tylko ode mnie. Nie jestem jakimś cholernym żebrakiem!

– Och, nie mów tak... – westchnęła Letycja i pogładziła dłoń Neli.

Tak... Ciotka Letycja i jej teorie. Różane, falbaniaste, w kwiatowy deseń. Ale życie nie chciało wcale być takie. Życie było w trupie czaszki i miało kolor czarny. Albo szary.

Nela ze złością kopnęła leżący na ścieżce kamień. Potoczył się daleko i wpadł między krzaki bzów, które już od dawna nie kwitły.

„A może by tak zajrzeć do pani Lili?” – pomyślała dziewczyna i pomysł ten podziałał na nią ożywczo. Żwawym krokiem przecięła park i już po chwili była na znajomej uliczce. Letnie popołudnie napełniło ją zapachem kwitnących obficie floksów i róż.

Starsza pani siedziała na werandzie i przeglądała gazety.

– Nela! Właśnie o tobie myślałam. To się nazywa ściągnąć kogoś myślami... – ucieszyła się na widok dziewczyny. – I mam też niezwykłe nowiny... – dodała tajemniczym tonem.

„Tylko nie nowiny. One jakoś ostatnio nie chcą być dobre...” – pomyślała Nela, zamykając za sobą furtkę.

W ogrodzie panowało lipcowe zamieszanie. Nieco zmięta upałem maciejka szykowała się na wieczorne występy. Wesołe nasturcje urządzały sobie wyścigi na płocie, a róże jak to róże. Tkwiły dostojnie na swoich stanowiskach i z wysokich, drewnianych kratek rzucały światu majestatyczne spojrzenia. Nela posłała całusa nagietkom i wesołym słonecznikom, które rozpraszały wszelkie smutki z pomarańczowo-żółtą energią.

– I jak tam? Widzę, że wracasz prosto z zakupów – powiedziała pani Lila. – Zaraz przyniosę coś orzeźwiającego. Taki dziś skwar, że herbatka z lodówki będzie w sam raz. A do tego oczywiście listki mięty, kostki lodu i... Niech pomyślę...

Pani Lila obrzuciła swego gościa czujnym spojrzeniem.

– Czarne ubranie, czarna torebka i czarne myśli... – orzekła. – A w tej torbie... czarna sukienka? Zgadłam?

– Szara – odparła Nela.

– To niewiele zmienia. W takim razie przyniosę coś na pokolorowanie myśli. A może sama wybierzesz?

To był doskonały pomysł. Znajomy zapach spiżarki i rzędy wystrojonych słoików podziałały na dziewczynę kojąco. Wybrała „Morelowy cud”, bo jakoś pasował do letniego popołudnia, nagietkowych rabatek i w ogóle – stwarzał szerokie możliwości interpretacyjne. Jak to cud.

– Dobry wybór. Pasuje do ciasteczek, lipca i do nas obydwu. Każdej z nas przydałby się jakiś cud, prawda? – powiedziała pani Lila, gdy już zasiadły na werandzie, pod dzikim winem.

Nela kiwnęła głową i zajęła się mrożoną herbatą.

– Dostałam dzisiaj list od mojej szkolnej przyjaciółki Heli – oznajmiła starsza pani. – Hela od lat mieszka w Prowansji. Ma tam piękny dom i ogród taki, że można dostać zawrotu głowy... Niedawno zmarł jej mąż. Czuje się samotna i trochę szwankuje jej zdrowie. Bardzo prosi, żebym ją odwiedziła. Jednym słowem – wyjeżdżam w daleką podróż.

– A na długo? – zapytała Nela nieco zaniepokojona. Kaśka z chudym, pani Lila w Prowansji. Niedługo nie będzie obok żadnej życzliwej duszy...

– To zależy... – Staruszka westchnęła. – Muszę trochę podratować Helę. Nie wiem, ile czasu to potrwa...

– A ogród? Co będzie z tymi wszystkimi kwiatami?

– No właśnie. Wpadłam na doskonały pomysł! – ożywiła się Lila. – Myślę, że najlepiej by było, gdybyście tutaj zamieszkali. Miejsca jest dosyć. Ty zadbasz o moje kwiaty, Pysia będzie miała dla siebie całą werandę, mama trochę odpocznie i może zacznie pisać? Będzie jej naprawdę wygodnie – Pysia w wózku na werandzie, ona przy tym stoliku z komputerem...

– A Artysta z saksofonem pośród róż! – dokończyła Nela.

– O, właśnie! Tego elementu mi brakowało!

– Och, to wspaniała propozycja, ale nie wiem...

– Nelu! Pozwól pokolorować swoje myśli! Wieczorem zadzwonię do twojej mamy i wszystko uzgodnimy. A teraz pokaż tę sukienkę. To na jakąś specjalną okazję?

– Na ślub kuzynki w Złotowie – powiedziała Nela i zademonstrowała swój nabytek.

– Ładna i prosta – pochwaliła Lila. – Ale wiesz, przydałoby się coś, co ją ożywi. Jakiś wisiorek albo koraliki...

Nela z zakłopotaniem dotknęła srebrnej trupiej czaszki, dyndającej na jej szyi.

Pani Lila parsknęła śmiechem.

– To się chyba niezbyt nadaje. Chociaż... Czy ja już gdzieś nie widziałam tej sceny? Trupia czaszka podczas ślubnej uroczystości? Chyba w „Czterech weselach i pogrzebie”...

– „Tym pierścieniem cię zaślubiam” – zacytowała Nela i roześmiała się na wspomnienie filmowej sceny. – To był wielki, jarmarczny pierścień, ale nie jestem pewna, czy z trupią czaszką... – dodała.

– Nieważne. – Starsza pani machnęła ręką. – Jeśli chcesz, mogę ci zaproponować jakąś odpowiedniejszą ozdobę.

Po chwili obie pochylały głowy nad drewnianą szkatułką pełną koralików, korali, wisiorków i pierścionków.

– Może te perełki? – zaproponowała Lila. – Są bardzo eleganckie.

– Perełki chyba nie. Wolałabym to. – Nela uniosła w górę srebrny łańcuszek z wisiorkiem w kształcie kwiatka.

– Liliowy irys od Lili. – Jego właścicielka uśmiechnęła się. Potem zawiesiła go na szyi dziewczyny tak, że znalazł się dokładnie pod srebrną trupią czaszką.

– Jest twój. Na szczęście. I założę się, że ma szczególną moc – powiedziała z uśmiechem.

„Jak wszystko w tym domu” – pomyślała Nela i pocałowała Lilę w pomarszczony policzek.

– Zresztą... Możemy to zaraz sprawdzić. Wczoraj, robiąc porządki, natknęłam się na ten oto egzemplarz „Mowy kwiatów” – oznajmiła staruszka i podała dziewczynie starą, pożółkłą książkę.

– Jeszcze za mojej młodości posługiwano się językiem kwiatów. Jeśli kawaler przysłał ci bukiecik fiołków, znaczyło to, że smutno mu bez ciebie. Biała róża była obietnicą wierności, różowy goździk mówił: „Czekaj na mnie”. Teraz to wszystko poszło w zapomnienie... Aż trudno sobie wyobrazić, że w osiemnastym i dziewiętnastym wieku obowiązywał kod kwiatowy. Odpowiednio skomponowany z kwiatów i ziół bukiet zastępował na przykład list miłosny. Wyobrażasz sobie, jakie to poetyckie? Komunikować się ze sobą za pomocą kwiatów...

– Coś takiego... – zdziwiła się Nela. – Dziś wysyła się po prostu SMS-y... Mogę pożyczyć tę książkę?

– Oczywiście! Ale zajrzyj teraz koniecznie pod literę „i”, bo strasznie jestem ciekawa, co oznacza ten irys...

– „Irys – chcę ci coś powiedzieć”. Jest jeszcze niebieski irys – oziębłość. O! Jest i fioletowy...

– I co dokładnie znaczy? – chciała wiedzieć pani Lila.

– „Już cię zapomniałam” – przeczytała Nela. – Smutny kwiat – dodała ciszej.

– O, to jest ostateczność... Możesz zapomnieć, ale tylko pod warunkiem że wcześniej chciałaś coś komuś powiedzieć i spróbowałaś to zrobić.

Nela pomyślała o tacie. Czy zasługiwał już na bukiet fioletowych irysów, czy może wystarczyłby chwilowo jakiś łagodniejszy kwiatowy wyrok?

Fioletowy irys wprawił dziewczynę w pogodniejszy nastrój. I jeszcze ta propozycja pani Lili... Po prostu spełnienie marzeń. Zamieszkać w morelowym domu... Ileż to razy ta myśl chodziła Neli po głowie...

Ciekawe, co powie mama. Aż szkoda wyjeżdżać nad morze. Jeśli rodzice się zgodzą, przenosiny nastąpią już wkrótce. Pani Lila ma zamiar wyjechać tak szybko, jak się da.

Ale z drugiej strony... Nad morzem nie będzie Pysi. Co za ulga...

Gdyby jeszcze odwołano ten nieszczęsny ślub... Zresztą... Ślub ostatecznie mógłby być. Tak naprawdę chodziło o spotkanie z tatą. Nieuchronne. Nieuniknione. Bo jak go uniknąć? Spędzić całe wesele w damskiej toalecie?

Nela w zamyśleniu dotknęła irysowego wisiorka. „Już cię zapomniałam”? Czy może: „Chcę ci coś powiedzieć”? A może ojciec w ogóle nie przyjedzie? Po co martwić się na zapas? Poza tym będzie tam kuzynka... Jakoś wspólnymi siłami sobie poradzą. W końcu to ma być przyjemność, zabawa, no i w ogóle. Ślub i wesele.

W domu panowała dziwna o tej porze cisza. Pysia – co do niej niepodobne – spała w swoim łóżeczku, a mama, zwinięta w kłębek, drzemała na kanapie. Na dywanie leżała otwarta książka. Nela podniosła ją, by odłożyć na półkę.

– Oczywiście... – mruknęła z niesmakiem. – Znowu Dziecko doktora Spocka. Od kilku miesięcy to opasłe dzieło stało się domową biblią. Co najmniej raz dziennie padało hasło: „a co na to doktor Spock?”, i mama albo Artysta rzucali się na poszukiwanie książki. Ciekawe, o czym teraz mama czytała... Proszę bardzo! Nagłe wypadki u dzieci? „Czyżby zdarzył się tu jakiś nagły wypadek?” – przestraszyła się Nela. Ale, nie... Pysia spała spokojnym snem. Mama także. Nela rzuciła okiem na obrazki w książce. Same przyjemności. „Obce ciało w nosie, obce ciało w uchu, zakrztuszenie, zadławienie, porażenie prądem, upadek...”.

Co za okropieństwa... Zwłaszcza zakrztuszenie. Nela w dzieciństwie o mało się nie zakrztusiła na śmierć. Była za mała, by to pamiętać, ale zna tę historię z opowieści. Jakby się Pysi kiedyś przytrafiło coś podobnego, Nela doskonale wie, jak postępować. I to bez pomocy doktora Spocka!

– Wróciłaś już? – szepnęła nagle mama.

– Wróciłam. Wszystko w porządku? – zapytała Nela.

– Tak. Zdrzemnęłam się trochę. – Mama ziewnęła. – Ale może zjemy jakąś kolację?

Ciąg dalszy w wersji pełnej

Ślub

Dostępne w wersji pełnej

Kwiatowy SMS Neli

Dostępne w wersji pełnej

Tesia i kot

Dostępne w wersji pełnej

Kwiatowy SMS Neli

Dostępne w wersji pełnej

Sandra

Dostępne w wersji pełnej

Kwiatowy SMS Neli

Dostępne w wersji pełnej

Kwiatowy SMS Neli

Dostępne w wersji pełnej

Burza

Dostępne w wersji pełnej

Kwiatowy SMS Neli

Dostępne w wersji pełnej

Pączuś i Sophie

Dostępne w wersji pełnej

Kwiatowy SMS Neli

Dostępne w wersji pełnej

Pani Purchawka

Dostępne w wersji pełnej

Kwiatowy SMS Neli

Dostępne w wersji pełnej

Czarne stringi

Dostępne w wersji pełnej

Kwiatowy SMS Neli

Dostępne w wersji pełnej

Kolega Pączusia

Dostępne w wersji pełnej

Kwiatowy SMS Neli

Dostępne w wersji pełnej

Kot trzeci

Dostępne w wersji pełnej

Kwiatowy SMS Neli

Dostępne w wersji pełnej

Felicja

Dostępne w wersji pełnej

Kwiatowy SMS Neli

Dostępne w wersji pełnej

Dezercja i adoracja

Dostępne w wersji pełnej

Kwiatowy SMS Kota do Neli

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

© Copyright by Wydawnictwo „Nasza Księgarnia”, Warszawa 2008

Text © copyright by Agnieszka Tyszka, 2008

Projekt okładki i grafiki Agata Raczyńska

Redaktor prowadzący Anna Słowik

Opieka merytoryczna Magdalena Korobkiewicz

Redakcja Ewa Mościcka

Redakcja techniczna Joanna Piotrowska

Przygotowanie pliku do konwersji Agnieszka Dwilińska-Łuc

ISBN 978-83-10-12582-8

Plik wyprodukowany na podstawie Kawa dla kota, Warszawa 2013

www.naszaksiegarnia.pl

Wydawnictwo NASZA KSIĘGARNIA Sp. z o.o.

02-868 Warszawa, ul. Sarabandy 24c

tel. 22 643 93 89, 22 331 91 49,

faks 22 643 70 28

e-mail: [email protected]

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: [email protected]

www.eLib.pl