Janosik - Michałowska Tamara - ebook + książka

Janosik ebook

Michałowska Tamara

0,0
2,99 zł

lub
Opis

W tej fantastycznej książce dzieci odkryją, że czytanie o dzielnych zbójnikach może być równie atrakcyjne, jak oglądanie o nich filmów czy granie w zbójnickie gry komputerowe. Poznają pełną wersję naszej tradycyjnej legendy z radością i zachwytem.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 27

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Redakcja

Iwona Mokrzan

Projekt okładki

Artur Piątek

Skład

Adam Mieloszyński

Przygotowanie wydania elektronicznego

Michał Nakoneczny, 88em.eu

© Copyright by Siedmioróg

ISBN 978-83-7791-559-2

Wydawnictwo Siedmioróg

ul. Krakowska 90, 50-427 Wrocław

Księgarnia wysyłkowa Wydawnictwa Siedmioróg

www.siedmiorog.pl

Wrocław 2016

Rozdział ITaniec z czarownicami

Działo się to dawno temu, za czasów, kiedy Tatry były pod władaniem austriackiego cesarza Franciszka Józefa. Janosik wracał do swoich rodzinnych stron. Po roku spędzonym na nauce w mieście szedł teraz drogą przez las i wypatrywał gór. Radość rozpierała mu serce, więc idąc, śpiewał góralską piosenkę:

Hej! górol ci jo, górol,

Hej! spod samiuśkich Tater,

Hej! dyscyk mnie wykąpoł,

Hej! wykołysoł wiater.

Wtem Janosik usłyszał wycie wilków. Rozejrzał się w koło – po jednej stronie ciemne drzewa, po drugiej stronie ciemne drzewa, zmrok spowijał już wielki las. Górala przeszył dreszcz.

„Czyżbym zabłądził?”, pomyślał. „Wdrapię się na ten wielki świerk i rozejrzę dookoła. Spojrzę, którędy najbliżej do ludzi”.

Zwinnie wspiął się po gałęziach, a kiedy był już prawie na szczycie drzewa, ujrzał przed sobą dziuplę, a w niej sowę wpatrującą się w niego swoimi wielkimi oczami. Po chwili sowa zerwała się do lotu, pokrzykując złowieszczo: hu, hu, hu!

„Dziwna ta sowa!”, pomyślał Janosik. Wspiął się jeszcze wyżej i rozejrzał wokół. Ciemności spowijały bezbrzeżny las. Wtem zamigotało światło.

– Hurra! – wykrzyknął Janosik. – Widzę światło! Dziękuję ci, Boże, że nie będę musiał spędzać samotnie nocy wśród wilków.

Szybko zsunął się z drzewa i ruszył w kierunku światła. Wkrótce dobiegło go ujadanie psa, a po chwili ujrzał chatkę stojącą pośrodku leśnej polany. W oknach błyszczało światło, a z komina leciał dym.

„To pewnie dom leśniczego”, pomyślał Janosik, podchodząc do wejścia. Spoglądał cały czas na psa, który teraz przestał szczekać, ale stał z najeżoną sierścią, szczerzył zęby i warczał.

– Otwórzcie! – krzyknął i zastukał do drzwi. – Zgubiłem się w lesie i potrzebuję pomocy.

Zamek zaskrzypiał i wrota lekko się uchyliły. Janosik zobaczył w nich pomarszczoną twarz staruszki.

– Czego tu szukasz? – zapytała piskliwym głosem wiedźma.

– Zgubiłem się w lesie i szukam schronienia. Zlituj się, moja dobra pani, pozwól mi u siebie przenocować.

– A coś ty za jeden?

– Janosik, uczciwy góral, wracam z nauk w mieście do swojej rodzinnej wioski w górach. Niech się pani nie boi, krzywdy nikomu nie zrobię.

Staruszka roześmiała się nieprzyjemnym, piskliwym głosem.

– Ha, ha, ja się niczego nie boję – powiedziała. – Ale nie mogę użyczyć ci gościny, bo jak wróci moja starsza siostra, to z pewnością cię zje.

„Jak nic mam do czynienia z wariatką”, pomyślał Janosik. „Ale nie mam wyboru, przecież muszę tu przenocować”.

Chłopak postąpił śmiało do przodu i staruszka, chcąc nie chcąc, cofnęła się w głąb domostwa. Janosik wszedł do chaty.

– Nie odejdę stąd, choćbyś opowiadała nie wiem jak niestworzone historie – powiedział, a przy tym tak mocno tupnął obcasem o drewnianą podłogę, że cała chatka zadrżała. – Jest noc, w lesie grasują wilki, musisz mi użyczyć gościny, staruszko.

Czarownica spojrzała na chłopaka z podziwem.

– Widzę, że jesteś silny i odważny. Dobrze, przechowam cię do rana, możesz położyć się tam, za piecem – wskazała wąskie łóżeczko stojące w kącie za żelaznym piecem.

Choć łóżko było małe i niewygodne, Janosik szybko zasnął. Coś wyrwało go jednak ze snu. Chłopak usiadł na posłaniu i starał się zebrać myśli, kiedy dobiegły go dziwne dźwięki – ni to pisk, ni to krzyk. Odgłosy stawały się coraz głośniejsze i wyraźniejsze, wreszcie Janosik rozpoznał w nich przerażający śmiech. Wiatr uderzył w okiennice, jedno z okien otworzyło się z trzaskiem, do izby wleciała czarownica na miotle.

– Witaj, siostrzyczko! – zawołała, chichocząc. Wtem