Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Dlaczego powinniśmy brać przykład z Muminków? Bo w ich dolinie kryzys goni kryzys, a one wciąż zachowują spokój ducha.
To nie jest książka o wojnie. To książka o tym, że być przezornym jak Fin, to być ubezpieczonym na wszelkie kryzysy. A dzięki temu można żyć bez lęku i spać spokojnie.
„Kucharz z południa ma pięćdziesiąt konserw z mięsem renifera i kilka puszek mięsa niedźwiedziego. Ekspert od bezpieczeństwa zamroził leśne jagody. Żona żołnierza uważa, że konieczna jest tabliczka czekolady. Korespondentka wojenna lubi mieć słoną lukrecję. Urzędnik państwowy szepcze mi na ucho: »Koniecznie butelka wódki na gorsze czasy«”. Poza żelaznym pakietem przetrwania (woda, leki, źródło energii itd.) każdy Fin przygotował co innego na wypadek kryzysu, czy to powodzi, czy blackoutu, czy innej sytuacji nadzwyczajnej. Ale każdy jest gotowy, żeby przetrwać, zanim nadejdzie pomoc.
Szymon Opryszek usłyszał od swoich fińskich bohaterów: „Plan powinien być prosty. Chodzi o praktyczne rzeczy: jak poradzisz sobie, gdy sklepy będą zamknięte? Co zrobisz, gdy zabraknie prądu?”.
Opryszek pojechał do Finlandii, bo to najlepiej przygotowany na kryzysy kraj w Europie. Finlandia nie sieje paniki, ale buduje spokój na unikatowym modelu bezpieczeństwa kompleksowego, który zakłada gotowość na wszystkich poziomach: od mieszkańca, przez grupę sąsiedzką, samorząd i biznes, po państwo. Autor reportażu zabiera nas do schronów pod Helsinkami, na poligon, do szkoły, w której dzieci uczą się, czym jest fake news oraz jak rozpoznawać dezinformację, a w końcu na wschodnie kresy kraju tuż przy granicy z Rosją. Z zaskakującą dużym poczuciem humoru Finowie opowiadają mu o tym, jak żyć w kraju z jednej strony zagrożonym ze wschodu, z drugiej znacząco odciętym przez morze od zachodu. A także jak wygląda dyplomacja sauny oraz co to znaczy, że Mama Muminka jest sisu.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 98
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Szymon Opryszek, Jak nie dać się wojnie
i innym kryzysom. Lekcja z Finlandii
Wydanie pierwsze, Warszawa 2026
Copyright © by Szymon Opryszek, 2026
Copyright © for this edition by Fundacja Instytut Reportażu, 2026
REDAKCJA
Julianna Jonek-Springer
KOREKTA
Justyna Tomas
GRAFIKA NA OKŁADCE
Krystyna Kaleniewicz
ADAPTACJA OKŁADKI I LAYOUT
Dominika Jagiełło/OneOnes Creative Studio/
www.behance.net/OneOnes
SKŁAD I ŁAMANIE
Michał Wysocki
ISBN 978-83-978349-3-4 (EPUB); 978-83-978349-4-1 (MOBI)
Wydanie elektroniczne 2026
Imprint Fundacji Instytut Reportażu
Gałczyńskiego 7, 00-362 Warszawa
www.dowody.com
[email protected], [email protected]
Konwersja publikacji do wersji elektronicznej
I naraz rozumie: wojna zaczyna się tak, że ludzie, wszędzie na świecie, siedzą w pokojach, rozmawiają o swoich codziennych kłopotach, o ambicjach, a potem nagle ktoś wymawia to słowo: „wojna” – a wtedy nie milkną, nie patrzą sztywno przed siebie, w niemym przerażeniu, lecz w sposób naturalny, nie podkreślając tego specjalnie, odpowiadają: „wojna” – i rozmawiają o tym, czy to możliwe i kiedy, w jakim stopniu: tak się zaczyna.
Sándor Márai, Rozwód w Budzie
– Może Nadzieja?
– O, Nadzieja! – raduje się Riitta Laakso. – Toivo!
W języku fińskim Toivo to imię męskie, choć Finowie nie rozróżniają gramatycznie rodzaju męskiego i żeńskiego.
Za to w Polsce trudno ją zdrobnić. Nadzia?
Wybrałem się do Finlandii, bo to podobno najlepiej przygotowany na sytuacje kryzysowe kraj w Europie. Na początku podróży pojechałem do Möhkö na wschodnich rubieżach, gdzie mieszka Riitta z mężem Mattim. Nazwa wioski, która leży w bystrzach Koitajoki, pochodzi z języków saami i oznacza „zakole rzeki”. Za domem państwa Laakso rośnie świerkowy las, a za nim ciągnie się granica. To tutaj kończą się Finlandia, Unia Europejska i wpływy NATO. Za miedzą czai się potwór.
Właśnie dowiedzieliśmy się z żoną, że znów zostaniemy rodzicami. To dopiero ósmy tydzień, jeszcze wszystko może się zdarzyć, ale wyjawiam nasz sekret moim gospodarzom.
Na pierwszą wizytę u ginekologa żona poszła nieświadoma, że nocą wleciały do Polski rosyjskie drony. Nie ma nawyku sprawdzania wiadomości po przebudzeniu, a ja zataiłem to przed nią, żeby nie dokładać jej stresu. Od kilku miesięcy czujemy, jakby świat wybuchał nam w rękach.
„A co, jeśli...?” Żona nie kończy niektórych pytań.
Czyli będziemy teraz czekać na Nadzieję?
– Moje myśli snują się wokół granicy przez całe życie.
Matti spędził dzieciństwo na przejściach granicznych – tam, gdzie stacjonował ojciec. Syn poszedł w jego ślady i służył jako strażnik graniczny trzydzieści trzy lata i trzy miesiące.
– Zawsze mówiłem, że niczego się nie boję. – Matti ciągnie w pozycji leżącej, zrelaksowany na szezlongu w salonie, a nad nim unosi się spokój. – Ale oczywiście martwię się o dzieci i wnuki. Ten strach jest naturalny i nie ma co z nim walczyć.
Państwo Laakso mają pięcioro dzieci i ośmioro wnucząt. Wszystkie zerkają na nas ze zdjęć przyczepionych do lodówki.
– Jedno dziecko się utopiło – rzuca z powagą Matti.
Riitta wybucha śmiechem.
– Na szczęście tylko w spektaklu.
Cała rodzina Laakso grywa w amatorskim teatrze w Ilomantsi, stolicy regionu. Wystawiali między innymi trylogię o historii Möhkö i pierwszych osadnikach, którzy w XIX wieku ściągnęli do pracy w jednej z największych w kraju hut żelaza. Matti wyszedł na deski w przebraniu właściciela huty, żona grała służącą. A teraz na moich oczach śpiewają, tańczą i odgrywają scenki ze spektaklu w swoim salonie.
– Hobby, czy to sport, czy sztuka, odciągają od myślenia o zagrożeniu i codziennych troskach – wyjaśnia Riitta.
– Spójrz przez okno. Widzisz te usychające świerki? Ostatniego lata przez Finlandię przetoczyła się kolejna rekordowa fala upałów – wyjaśnia jej mąż. – Przygotowanie do kryzysu związane jest ze świadomością. Ważne jest, by szukać rzetelnych informacji i zawierzyć nauce, czego niestety unikają niektórzy politycy.
– Najważniejsze, by wystrzegać się paniki – uzupełnia ona.
– O tak, panika jest najgorsza! Na panikę przyjdzie czas, gdy pojawi się niebezpieczeństwo. – Matti chichocze, jakby powiedział coś śmiesznego. – Fiński plan gotowości jest doskonały i oparty na procedurach. To daje mi pewność, że gdyby zaszła taka potrzeba, będę mieć wystarczająco dużo czasu na przygotowania.
– Plan powinien być prosty. Chodzi o praktyczne rzeczy: jak poradzisz sobie, gdy sklepy będą zamknięte? Co zrobisz, gdy zabraknie prądu? – wylicza Riitta. – Wcale nie musi chodzić o zagrożenie zbrojne. To przecież może być katastrofa naturalna.
Matti deklamuje niczym Hamlet na scenie:
– Czyli powtórz żonie: „Planujesz i zapominasz!”. Dzięki temu nie martwisz się dwa razy.
Historia nieraz łomotała do drzwi dworku Pytinki, w którym mieszkają państwo Laakso. Dom ma prawie sto osiemdziesiąt lat. Przypomina domek z bajki: żółty, drewniany, z poziomo kładzionych desek charakterystycznych dla dziewiętnastowiecznych budynków z fińskich osad przemysłowych, z wysokimi oknami w białych ramach i szerokim dachem. Przed każdym z siedmiu wejść jest ganek.
Wszedłem od wschodniego podwórka – jak zwykle robiła to Historia.
– Straszy? – pytam.
– Nie wierzę w duchy. – Matti się uśmiecha, ale mruga okiem: poprzedni najemcy wyprowadzili się już po roku. Pewnie dlatego, że gdy przychodzą mrozy, drewniana konstrukcja pracuje, cały budynek trzeszczy i drży w posadach. Trzeba się przyzwyczaić.
Podczas remontu łazienki obdarli ściany z kolejnych warstw historii. Riitta pokazuje fragmenty tapet, które zachowała na pamiątkę. Najstarsze wzory niebieskich kwiatów malowane akwarelami pamiętają czasy Wielkiego Księstwa Finlandii. Na początku XIX wieku po prawie sześciuset latach rządów Szwecji tereny dzisiejszej Finlandii połączyły się unią personalną z Imperium Rosyjskim i weszły w jego skład. Car Aleksander I Romanow zagwarantował Finom autonomię: zachowali szwedzkie prawo, przywileje stanowe, wiarę luterańską i swoje wojsko. Z biegiem lat – dzięki wsparciu Aleksandra II – wywalczyli pierwszą konstytucję, urzędowy język fiński i własną monetę. Statua cara do dziś stoi na stołecznym Placu Senackim – jego panowanie uznaje się w Finlandii za część dziedzictwa, którą należy uszanować. Cara Aleksandra II nikt więc nie niepokoi. Może z wyjątkiem legionów bernikli białolicych, znaczących teren do tego stopnia bezlitośnie, że latem Helsinki – zdaniem wyolbrzymiających sprawę tabloidów – przypominają kuwetę. Zresztą Finowie nie garną się do obalania pomników. Ostatnio zdarzyło im się to po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku – dopiero wtedy zniknął z miasteczka Kotki Włodzimierz Lenin.
To za rządów Aleksandra II założone przez przedsiębiorców z Sankt Petersburga Möhkö przeżywało czasy świetności. Ponad sto okolicznych jezior z piaszczystym dnem to skarbce rudy jeziornej. Gęste lasy zapewniały tani surowiec do pieców hutniczych, w których ruda była prażona, by odparować zanieczyszczenia. Bystrza rzeki Koitajoki gwarantowały niedrogi spław żelaza do Sankt Petersburga – najpierw tratwami flisackimi, później statkami parowymi. Wokół dworku, w którym mieszkał kierownik huty z rodziną i służbą, wyrosła wioska: tartak, sklepy, szkoła, a nawet biblioteka dla prawie sześciuset mieszkańców. Dziś z trudem można się doliczyć dwudziestu żyjących tu na stałe ludzi, szkołę podstawową zamknięto w 1992 roku, a z dworku wydzielono muzeum huty żelaza i mieszkanie państwa Laakso.
– Marzę czasem, by przenieść się do 1898 roku – mówi Matti, kiedy rozmawiamy o historii domu.
W narożnym pokoju, w którym teraz siedzimy (gospodarz leży), mieściły się kiedyś sala szkolna i sypialnia guwernantki.
Pod koniec XIX wieku huta popadła w kryzys. Rosja wciąż podnosiła cła na żelazo. Był to element polityki rusyfikacyjnej wymierzonej w fińską autonomię. Car Mikołaj II ogłosił rosyjski językiem urzędowym, zniósł fińską monetę i próbował wcielać Finów do armii. Wkrótce do Möhkö dotarła poczta. Czy w listach pisano o rosyjskim ucisku? A może o morderstwie znienawidzonego gubernatora generalnego Nikołaja Bobrikowa, który wprowadzał w czyn politykę rusyfikacji? O protestach przeciw rosyjskiemu uciskowi? O tysiącu czołowych intelektualistów Europy, którzy podpisali dokument „Profinlandia”? A może o tym, że Jean Sibelius skomponował Finlandię, nieoficjalny fiński hymn z przełomu wieków uderzający w Rosjan?
„O Finlandii, patrz, twój dzień świta,
Zagrożenie nocy zostało odpędzone,
A skowronek poranka w blasku śpiewa,
Jakby samo sklepienie niebieskie śpiewało”.
Na początku XX wieku podróżował po tych terenach badacz i odkrywca Harry de Windt. Spotkał pewnego profesora, który zwrócił uwagę Brytyjczyka na mapę. „Kształty Finlandii odzwierciedlają naszą politykę – powiedział. – Finlandia pstryka palcami nad Szwecją, a Rosję kopie w oko” – de Windt zacytował fińskiego intelektualistę w dzienniku podróży. Okiem Rosji jest tu Ładoga, drugie co do wielkości jezioro Europy, którego zachodni brzeg wyznaczał granicę Wielkiego Księstwa Finlandii.
Po okresie ucisku rosyjskie oko straciło na czujności. W Möhkö jeszcze nie zdążyły dobrze wygasnąć piece hutnicze, gdy przez autonomię przetoczyła się fala reform. W 1907 roku Finki zagłosowały jako pierwsze kobiety w Europie, a dziewiętnaście z nich wybrano do parlamentu (dziś mają czterdzieści sześć procent mandatów). W 1917 roku Finowie wywalczyli niepodległość, a wkrótce do Möhkö dotarła linia telefoniczna (1923) i pojawiła się pierwsza taksówka (1929).
Jednak Rosja znów wyważyła sąsiedzkie drzwi.
6 grudnia 1939 roku, w dwudziestą drugą rocznicę uzyskania przez Finlandię niepodległości, 155. dywizja Armii Czerwonej licząca osiemnaście tysięcy żołnierzy przekroczyła granicę. Oddziały fińskich obrońców były dwudziestokrotnie mniejsze. Finowie w popłochu palili zabudowania Möhkö, by zatrzymać rosyjskie wojsko. Tylko przypadek sprawił, że nie zdążyli podpalić dworku – na widok czołgu rzucili się do ucieczki. Dzisiejszy dom państwa Laakso został kwaterą główną Rosjan, jedyną na terytorium okupowanej Finlandii.
Okno w kuchni, w której zajadamy się teraz plackiem jabłkowym z cynamonem i popijamy kawę z kubków w Muminki, wychodziło na rosyjskie koszary. Rosjanie stacjonowali tutaj dwa lata. Dzięki heroicznej obronie Finów czerwonoarmiści nie ruszyli na Zachód. W dworku toczyły się niektóre z rozmów pokojowych między Finlandią i ZSRR. Na ich mocy Finlandia straciła Karelię, z której wyemigrowało czterysta tysięcy uchodźców.
Möhkö pozostało w granicach kraju – nową granicę wytyczono za domem państwa Laakso. Mimo wojny kontynuacyjnej między Finlandią i Rosją (1941–1944) udało się uniknąć tragicznego losu odległej Laponii, którą podczas wojny lapońskiej niemieckie wojsko spaliło do gołej ziemi (słynna Wioska Świętego Mikołaja w Rovaniemi powstała na terenie niemieckiego obozu wojskowego).
Druga wojna światowa formalnie zakończyła się traktatem paryskim. Finlandia utraciła kolejne tereny i zgodziła się na spłatę ogromnych odszkodowań wojennych. Odtąd główną linią jej polityki zagranicznej była neutralność – chciała zachować równowagę między wpływami Wschodu a Zachodu. W praktyce nie było to jednak łatwe – uzależnienie od ZSRR na kolejne pół wieku doprowadziło do zjawiska określanego mianem finlandyzacji (chodzi o sytuację, gdy mniejsze państwo formalnie zachowuje niepodległość, ale w swojej polityce zagranicznej i częściowo wewnętrznej kieruje się interesami silniejszego sąsiada).
Najważniejsze Finom jednak się udało: uratowali dom.
Finowie, dzielący dziś z Rosją granicę o długości tysiąca trzystu kilometrów, przez wieki musieli być gotowi na najgorsze. Zapewne dzięki temu badania Eurobarometru pokazują, że pięćdziesiąt osiem procent z nich uważa się za „dobrze przygotowanych” na kryzys. Dla porównania mówi tak o sobie tylko co trzeci obywatel UE.
„Przygotowani”? Co to właściwie znaczy? Z tym pytaniem w głowie pukam do drzwi gabinetu Petteriego Korvali, sekretarza generalnego Komitetu Bezpieczeństwa Finlandii.
– Nie bez powodu osiem razy z rzędu zostaliśmy uznani najszczęśliwszym krajem świata.
– Ja tu o wojnę pytam, a pan o szczęściu... – dziwię się.
– Może szczęście to nienajlepsze słowo na opisanie tego zjawiska – przyznaje sekretarz. – Jeśli wczytać się w pytania zadawane ankietowanym, dotyczą one między innymi stanu zdrowia, poziomu dochodów, ale i poczucia bezpieczeństwa. Wniosek? Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszych więzów społecznych i podstawowych usług, które zapewnia państwo. Powiedziałbym, że czujemy się bezpieczni, więc jesteśmy szczęśliwi.
Pięćdziesięcioczteroletni Korvala był zastępcą przedstawiciela wojskowego w Stałym Przedstawicielstwie Finlandii przy UE i asystentem wojskowym sekretarza w resorcie obrony. Komitet Bezpieczeństwa, w którym pracuje od trzech lat, tworzy dwudziestu czterech reprezentantów różnych sektorów (od sekretarzy ministerstw przez szefów organów bezpieczeństwa po przedstawicieli NGO i biznesu). Spotykają się co miesiąc, by doradzać rządowi w kwestiach bezpieczeństwa. Raz w roku składają raport dotyczący gotowości społeczeństwa na sytuacje kryzysowe.
Korvala tłumaczy, że jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XX wieku Finlandia budowała swoje bezpieczeństwo wokół koncepcji „obrony totalnej”, silnie skoncentrowanej na aspekcie wojskowym. Od 2003 roku obrona narodowa jest postrzegana jako integralna część „bezpieczeństwa kompleksowego”, modelu unikatowego w skali świata. Zakłada on tak zwaną gotowość na różnych poziomach: od mieszkańców przez samorząd i biznes po państwo. Narodowa ocena ryzyka jest aktualizowana co trzy lata i obejmuje ponad dwadzieścia scenariuszy zagrożeń. Zostały wzięte pod uwagę poza konfliktem zbrojnym również sytuacje kryzysowe związane ze zmianami klimatu i ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, które mogą prowadzić na przykład do dłuższych przerw w dostawach prądu i wody, a także z rozpadem społeczeństwa obywatelskiego, starzeniem się populacji, rosnącą imigracją czy rozwojem technologicznym i cyberatakami.
– Bez względu na rodzaj kryzysu podstawą bezpieczeństwa Finlandii jest gotowość indywidualna – wyjaśnia sekretarz.
– Czyli każdego obywatela? – Trudno mi uwierzyć. – Jak to sobie wyobrażacie?
– To proste. Musisz być sprawny, zdrowy, musisz umieć współpracować z innymi i poszerzać swoją wiedzę w zakresie zagrożeń i bezpieczeństwa.
Finowie wychodzą z założenia, że bezpieczeństwo zaczyna się od słów. Dlatego Korvala odsyła mnie do Słownika kompleksowego bezpieczeństwa zaktualizowanego w 2017 roku. To zbiór prawie stu dziewięćdziesięciu terminów i diagramów (także po szwedzku i angielsku). Jest napisany tak, by każdy obywatel zrozumiał koncepcję bezpieczeństwa i własną rolę w systemie.
Czytam:
omatoiminen varautuminen – samodzielne przygotowanie; domowe planowanie awaryjne; działania osób prywatnych i społeczności mające na celu zapobieganie wypadkom i przygotowanie do działania w niebezpiecznych sytuacjach,
valmius – stan osiągnięty w wyniku gotowości, w którym można reagować na różne zagrożenia,
turvallisuus – bezpieczeństwo; stan, w którym zagrożenia i ryzyko są możliwe do opanowania,
resilienssi – odporność kryzysowa; umiejętność jednostek i społeczności utrzymania zdolności operacyjnej w zmieniających się okolicznościach oraz gotowość do stawiania czoła zakłóceniom i kryzysom.
– Pojedynczy obywatel to kluczowy element układanki. Na każdym z nas spoczywa odpowiedzialność za przygotowanie na miarę swoich możliwości – ciągnie Korvala. – Wychodzimy z założenia, że za każdą organizacją – władzą, biznesem, organizacjami pozarządowymi – stoją jednostki. Więc jeśli jednostki są nieprzygotowane, to społeczeństwo nigdy nie osiągnie wymaganej gotowości.
Korvala tłumaczy to na własnym przykładzie. Niedawno przeprowadził się do nowego domu. Od razu ocenił możliwości ryzyka w sąsiedztwie (na przykład prawdopodobieństwo włamania) i zaplanował działania prewencyjne: zainstalował system bezpieczeństwa, sprawdził czujniki dymu i sprawność drabiny. W spiżarni ma zapas jedzenia, leków i wody. Wystarczy, że zagadałby do sąsiadów i dowiedziałby się, że podobnie myśli ten z prawej i ta z lewej – jak na diagramach w prezentacji, którą przygotował – kolejne koła zataczają coraz szersze kręgi: jego dom, najbliższe sąsiedztwo, wspólnota mieszkaniowa, osiedle, dzielnica, w końcu mieszkańcy Helsinek, następnie regiony i cała Finlandia.
Wszyscy mają być przygotowani.
„Czy przetrwasz 72 godziny?” – takie pytanie stawiają władze Finlandii na stronie internetowej 72tuntia.fi („72 godziny”). Dalej widnieje hasło: „Przygotowane osoby radzą sobie lepiej”. Rządowa witryna zawiera wszelkie wskazówki dotyczące „zdolności radzenia sobie w trudnych okolicznościach”. Klikam, wybieram scenariusz „przerwa w dostawie prądu” (inne to na przykład „choroby zakaźne”, „awaria wody”, „zagrożenie cybernetyczne”) i już wiem, co robić krok po kroku: „Schroń się w domu, zamknij drzwi i okna, włącz radio, spokojnie czekaj na instrukcje”.
Podstawą bezpieczeństwa Finów jest dobrze wyposażona spiżarnia. Nie ma gotowości bez tak zwanej kotivary, czyli zapasu jedzenia, wody, leków, które należy uzupełniać na bieżąco, by produkty były świeże.
Lista, jak to u Finów, jest konkretna:
pojemniki na wodę (czyste i z pokrywkami),
woda butelkowana (co najmniej pięć litrów na osobę),
łatwe w przygotowaniu pożywienie odpowiednie dla wszystkich członków rodziny,
karma i woda dla zwierząt domowych,
radio na baterie,
latarka na baterie,
baterie,
naładowane zapasowe źródło zasilania, na przykład do telefonu,
kuchenka turystyczna, paliwo i zapałki,
zapas gotówki,
podstawowe leki,
tabletki jodku potasu (na wypadek „akumulacji jodu radioaktywnego w tarczycy”),
torby plastikowe i papier toaletowy,
środki higieniczne (na przykład chusteczki nawilżane i płyn do dezynfekcji rąk),
środki pierwszej pomocy,
drewno opałowe, jeśli masz kominek lub piec opalany drewnem,
czujnik dymu,
gaśnica ręczna/koc gaśniczy,
taśma naprawcza typu duct tape.
Historia kotivary sięga 1966 roku, gdy ówczesne Ministerstwo Handlu i Przemysłu przygotowało pierwsze wytyczne dla mieszkańców na wypadek zagrożenia radioaktywnym opadem – świat podzielony na blok zachodni i wschodni toczył zimną wojnę. Nie opublikowano ich jednak w obawie przed wywołaniem paniki. Pięć lat później Fińska Organizacja Obrony Cywilnej wydała broszurę Miksi kotivara ze wskazówkami odnośnie do przygotowania się na niedobór żywności. W ciągu ostatniego półwiecza kryzysowe zalecenia dla mieszkańców kilkakrotnie aktualizowano. Ostatni raz w 2022 roku – gdy powrót do normalności po pandemii został zachwiany przez agresję Rosji na Ukrainę, a Finlandia stanęła w obliczu kryzysu energetycznego i recesji.
Czy to nie brzmi znajomo?
– Przygotowanie daje mi spokój ducha – mówi Suvi Aksela, która pracuje w komitecie ekspertów odpowiedzialnych za markę 72 godziny. – Jeśli ostatnie trzydzieści lat spałeś na jedwabnych prześcieradłach, kładłeś głowę na ulubionej poduszce, a temperatura w sypialni zawsze była optymalna, to znaczy, że nic nigdy nie zachwiało twoim światem. Jesteś mało elastyczny, musisz wyjść ze strefy komfortu i wykształcić w sobie umiejętność dostosowywania się do różnych sytuacji. Żeby nie dać się zaskoczyć.
– Ale dlaczego gromadzicie zapasy na trzy dni, a nie jak Szwedzi czy Norwegowie na tydzień?
– Rzeczywiście, rozważaliśmy takie zmiany. Tyle że 72 godziny są już w Finlandii znaną marką. Doszliśmy do wniosku, że jeśli przetrwasz minimum, to potem już dasz radę. Gdyby zagrożenie było większe lub przerwa dłuższa, wystarczy, że kupisz więcej produktów do kotivary.
Badanie Narodowej Agencji do spraw Zaopatrzenia Kryzysowego pokazuje, że czterdzieści procent Finów przetrwałoby dłużej niż tydzień. Tylko dwa procent nie miałoby zapasów po pierwszym dniu kryzysu. Według ankiety Eurobarometru Finowie są europejskimi liderami: połowa ma zapas leków, połowa – radio na baterie, aż dziewięćdziesiąt procent – zapałki lub latarkę. Przeciętny obywatel UE na ich tle wypada słabo: tylko czterdzieści siedem procent ma w domu świeczki i zapałki.
Jedna satyryczna mapka dzieli Finlandię na pół: na południu przydrożne znaki ostrzegają przed łosiami, na północy przed reniferami.
Inna: Fin z zachodu zawsze mówi prawdę prosto w oczy, mieszkaniec wschodu nigdy nie udzieli jednoznacznej odpowiedzi.
W przypadku kotivary żadne próby kategoryzowania nie miałyby zastosowania. Ile Finów, tyle kotivar.
Kucharz z południa ma pięćdziesiąt konserw z mięsem renifera i kilka puszek mięsa niedźwiedziego.
Ekspert od bezpieczeństwa zamroził leśne jagody.
Heikki Sivonen z Möhkö, który prowadzi najdalej wysunięty na wschód Europy warsztat samochodowy (siedemset pięćdziesiąt metrów od granicy z Rosją), opowiada, że przy swoich zapasach mógłby przez rok nie robić zakupów.
Żona żołnierza uważa, że konieczna jest tabliczka czekolady.
Korespondentka wojenna lubi mieć słoną lukrecję.
Urzędnik państwowy szepcze mi na ucho: „Koniecznie butelka wódki na gorsze czasy”.
Cała kotivara pewnej influencerki to zapas orzechów.
– Moje zapasy zupy grochowej wystarczą na miesiąc – mówi ze śmiechem filozof Jarno Hietalahti. – Nie miałbym jednak jak jej podgrzać, więc prawdopodobnie musiałbym jeść na zimno prosto z puszki.
Jarno pracuje na uniwersytecie w Tampere i niedawno został pierwszym na świecie docentem filozofii humoru. Kiedyś prowadził wykład o fińskim śmieszkowaniu dla zagranicznych studentów. Pokazał im najzabawniejszy skecz wszech czasów zatytułowany Roudasta rospuuttoon. Narrator w przesadnie poważnym tonie opowiada o życiu w kraju „od zamarzniętej ziemi do wiosennych roztopów”, a na ekranie widać zwyczajne, często banalne sceny z codziennego życia Finów. Zderzenie narodowo-patriotycznych słów ze zwykłą rzeczywistością było tak absurdalne, że nikt się nie śmiał.
– Czy humor jest ważny w przygotowaniu do kryzysu? – pytam całkiem serio.
– Zygmunt Freud twierdził, że żarty to wentyl bezpieczeństwa. Zauważył, że dzięki nim możemy zdystansować się od przygnębiającej rzeczywistości. Jest to powszechnie znane jako teoria ulgi – wyjaśnia Hietalahti. – Humor pomaga nam poradzić sobie z codziennością, z którą zetknięcie byłoby dla nas psychicznie bolesne. Możemy w pewnym sensie uwolnić się od tej okropnej sytuacji choćby na chwilę.
Zagadałem do Hietalahtiego, bo kiedy czytałem o wojennych doświadczeniach Finów, zamiast znanego mi z ojczyzny patosu trafiałem często na czarny humor. Nie brakuje go choćby w najważniejszej fińskiej książce wojennej, czyli Żołnierzu nieznanym autorstwa Väinö Linny. Żołnierze żartują, imprezują albo po prostu upijają się kilju, domowej roboty winem cukrowym, podczas obchodów urodzin feldmarszałka Carla Gustafa Emila Mannerheima. Podobne wrażenia jak w czasie tej lektury miałem, gdy trafiłem na pracę magisterską, której autor analizował żarty z listów fińskich żołnierzy i wolontariuszy z frontu drugiej wojny światowej.
– Wy, Finowie, macie zawody w grze na gitarze powietrznej, w piłce błotnej czy rzucaniu na odległość telefonem komórkowym... – zagaduję filozofa. – Potraficie śmiać się z samych siebie. Weźmy choćby coroczny Dzień Porażki...
Dzień Porażki to obchodzone trzynastego października święto społeczne, zainicjowane w 2010 roku przez studentów Uniwersytetu Aalto, którzy chcieli przełamać kulturę wstydu wokół porażek. Tego dnia Finowie publicznie opowiadają o swoich nieudanych projektach, błędach zawodowych czy osobistych wpadkach.
– To świętowanie przypomina naszemu raczej zamkniętemu narodowi, że porażka jest w rzeczywistości darem. Możemy dzięki temu uczyć się na błędach, a głupie potknięcia pobudzają kreatywność.
– Ale...
– No dobra, przyznam się. Nie wiedziałem, że obchodzimy takie święto! – Filozof się śmieje. – Musiałem poszukać w Google. Ale na pewno będę je celebrował w przyszłości! Oczywiście nikomu nie powiem, że dowiedziałem się o nim od dziennikarza z Polski. I za każdym razem będę się dziwił, jeśli jakiś rodak przyzna się, że nie znał tego dnia. Skoro jednak mowa o celebracjach, to UE promuje ogólnoeuropejski Dzień Gotowości, by uczyć młodzież, jak przygotować się na katastrofy. Oczywiście patrząc na ten szalony świat wokół nas, ma to sens. Ale pomyśl tylko, gdyby taki oficjalny dzień powstał jakieś dziesięć lat temu, wszyscy by się z niego śmiali. Teraz tylko nerwowo chichoczemy.
[...]
