Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
43 osoby interesują się tą książką
Odkrywanie tajemnic to nie tylko wyzwanie, lecz także świetna zabawa! Z Biurem Detektywistycznym Trop Sekret każdy poczuje się jak prawdziwy detektyw i sprawdzi swoją umiejętność logicznego myślenia.
W książce czekają na was sprawy skradzionych obrazów uczestników pleneru malarskiego, białych myszek w torbie nauczycielki, gitary, która zniknęła w domu kultury, tajemniczej łódki nad jeziorem…Sprawdzicie też, czy kot sąsiadki naprawdę został porwany.
W pozornie spokojnych Milutkach dzieją się podejrzane rzeczy. Na szczęście są Inka i Filip – młodzi detektywi, gotowi ruszyć tropem nie jednej zagadki. Kiedy tatowie bohaterów otwierają Biuro Śledcze Trop Sekret, dzieci z entuzjazmem postanawiają pomagać w każdej sprawie. Jak sobie poradzą? Przekonacie się podczas lektury!
Dzięki interaktywnym fragmentom będziecie mogli aktywnie uczestniczyć w śledztwie. Czeka na was aż pięć wciągających historii!
Nowe wydanie bestsellerowej serii Joanny Jagiełło z ilustracjami Przemysława Szukaja to gratka dla młodych wielbicieli książek detektywistycznych.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 170
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redaktorka inicjująco-prowadząca: Urszula Pitura
Redakcja: Dąbrówka Gujska
Korekta: Renata Lewandowska, Jolanta Olejniczak-Kulan
Projekt okładki: Agata Łuksza
Copyright © 2026 for text by Joanna Jagiełło
Copyright © 2026 for illustrations by Przemysław Szukaj
Copyright © 2026 for the Polish edition by Świetlik, an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.
Wydanie I
Białystok 2026
ISBN 978-83-8417-654-2
Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Inka Kos
Naprawdę Malina Kos, przebojowa i w gorącej wodzie kąpana. Ma coś do powiedzenia zawsze i na każdy temat. Szybko myśli, szybko podejmuje decyzje, szybko działa. Choć ma barwną osobowość, odmawia noszenia ubrań innych niż czarne.
Apka
Fretka Inki, ma nosa do myszkowania po kątach i znajdowania dowodów w sprawach kryminalnych.
Chmura
Charcik włoski Filipa, ma świetny węch i zmysł tropiciela.
Agnieszka Kos
Mama Inki, pracuje na poczcie, gdzie wysyła listy i paczki. Sama najchętniej dostałaby paczkę ze świętym spokojem.
Alfred Szyszka
Tata Inki, były policjant drogówki. Czas wolny najchętniej spędza na siłowni, gdzie podnosi ogromne ciężary. Niech was nie zmyli tatuaż z wężem i to, że pan Zenon udaje surowego. Tak naprawdę ma gołębie serce.
Zenon Kos
Tata Filipa, były nauczyciel filozofii. Jeśli akurat nie pracuje nad śledztwem, wyszukuje w internecie krawaty we flamingi, truskawki lub inne wzory.
Krystyna Szyszka
Babcia Filipa, opiekuńcza, za wnuczka dałaby się pokroić. Lubi kolczyki i korale, nawet do sklepu nie wychodzi bez makijażu, biżuterii i odpowiedniej fryzury.
Mercedes Molina
Sąsiadka z pierwszego piętra, z pochodzenia Hiszpanka, ekscentryczna wdowa. W czasie wolnym gra w gry planszowe, smaży hiszpańskie pączki i czyta powieści kryminalne.
Koty pani Mercedes
Pączek (Churro)
Pstrąg
Krzysztof
Inka i Filip wracają ze szkoły, uginając się pod ciężarem plecaków. Inka chichocze, bo na jej szyi siedzi Apka i łaskocze ją pazurkami. Apka, inaczej Apolejka, to fretka Inki. Jest brązowo-biała, jej buźka odrobinę przypomina pyszczek niedźwiadka, a błyszczące, okrągłe jak koraliki czarne oczka rozglądają się dookoła z zaciekawieniem. Inka uważa, że Apka jest niezwykle inteligentna, dlatego postanowiła zabrać ją dzisiaj na lekcje. Niech też się czegoś nauczy!
Ciemne, proste włosy Inki sięgają jej prawie do pasa. Apka lubi wspinać się po kosmykach. Dzisiaj Inka schowała fretkę pod włosami i żaden nauczyciel nie zorientował się, że dziewczynka ma towarzystwo. No, może dlatego, że Apka po prostu zasnęła. Kiedy nie śpi, jest bardzo ruchliwa. Teraz wyraźnie domaga się spaceru. Fretka ma na sobie obróżkę i smycz, więc dziewczynka kuca, żeby zwierzątko mogło zsunąć się na ziemię. To nie będzie długi spacer, bo są już prawie na rynku. Apka zauważa na wąskim pasku trawy coś interesującego, bo nagle skacze w prawo szybkimi susami. Podcina nogi Filipa smyczą, tak że chłopiec prawie się przewraca.
– A to niecnota! – mruczy Filip pod nosem. Rzadko jest naprawdę zły. Próbuje wymacać okulary najpierw na nosie, a potem w szopie niesfornych, rudawych włosów, w których znajduje tylko liść.
– Proszę – Inka mówi przepraszającym tonem i podaje mu okulary, które spadły na trawę.
– Na szczęście są całe. – Chłopiec zakłada je na nos. –Wreszcie coś widać! Ale co to za zbiegowisko?
Przed kamienicą, w której mieszkają, dzieje się coś ciekawego.
– Co ci tatowie wyprawiają? – zastanawia się Filip i marszczy brwi.
Tatowie. To on zaczął mówić tak na swojego tatę i na tatę Inki. Po pierwsze, pan Zenon i pan Alfred są prawie nierozłączni. A po drugie… skoro mówi się „sędziowie”, „bogowie” albo – no właśnie – „ojcowie”, to czemu właściwie nie „tatowie”? To znacznie upraszcza sprawę!
– Tato! – woła Inka.
Na drabinie stoi dobrze zbudowany, choć dość niski mężczyzna ubrany w zielone bojówki i koszulkę, z której groźnie łypie pirania. Na jedno ramię wypełzł mu wąż, dzieło tatuażysty. Mężczyzna gwałtownie się odwraca i ledwo udaje mu się zachować równowagę. W obu dłoniach trzyma prostokątną tablicę. Zdaje się, że próbuje ją przymocować nad oknem lokalu na parterze kamienicy, ale gwóźdź odpada od ściany.
– Uważaj, Zenek! – ostrzega go drugi mężczyzna.
Pani Agnieszka, mama Inki, przytrzymuje drabinę. „Co to za pomysł z tym samodzielnym przymocowywaniem szyldu! Trzeba będzie zaraz wezwać fachowców” – myśli gorączkowo pani Agnieszka. I wtedy zauważa córkę. Z tym okropnym zwierzakiem na smyczy! Nie dość, że on cuchnie jak skunks, to jeszcze kiedyś ją pogryzł!
– Chyba nie zabrałaś fretki do szkoły?! – krzyczy pani Agnieszka. – Zenonie, powiedz jej coś!
– Coś! – chichocze pan Zenon, ale widząc srogie spojrzenie żony, dodaje: – Malino, nie powinnaś zabierać fretki do szkoły. Na pewno się tam wynudziła!
– Nie mów do mnie „Malino” – krzywi się Inka. – Maliny są okropne! Trzeba było nadać mi jakieś normalne imię! Apka wcale się nie nudziła, bo po pierwsze, spała, a po drugie, każda fretka potrzebuje nowych bodźców właśnie po to, żeby nie umrzeć z nudów.
– Jesteś niemiła dla taty! – strofuje ją pani Agnieszka. – I… i co to w ogóle za strój? Ubrałaś się jak na pogrzeb!
– Och, mamo! Powinnaś się już przyzwyczaić, że noszę tylko czarne ubrania! – odpowiada Inka. – Trudno, żebym ubierała się w ciuchy dla staruszków! – Patrzy wymownie na mamę.
Pani Agnieszka marszczy brwi i obrzuca wzrokiem swoją spódnicę do kolan i elegancką bluzkę. Ciuchy dla staruszków. Coś podobnego!
– Jak ty się odzywasz do mamy? – wtrąca pan Zenon.
– Przepraszam. – Inka wyszczerza zęby w uśmiechu i zmienia ton. – Przecież wiecie, że was kocham nad życie. Ale co tu się w ogóle dzieje?
– Próbujemy przybić szyld! – wyjaśnia drugi mężczyzna i chwieje się na stołku, na którym ustawił kilka grubych powieści kryminalnych. Przyciska tablicę do ściany, a pan Zenon próbuje trafić w gwóźdź młotkiem.
– Ty też uważaj, tato! – krzyczy Filip, bo buty pana Alfreda w rozmiarze czterdzieści siedem niebezpiecznie kołyszą się na książkowej piramidzie. Pan Alfred jest jak zawsze elegancki. Ma na sobie błękitną koszulę, a na wietrze powiewa krawat. Wzór, który z daleka można by wziąć za kropeczki, to w rzeczywistości soczyste, czerwone truskawki.
Nagle mężczyzna traci równowagę i puszcza szyld, a ten z hukiem spada na ziemię. Wszystko dzieje się tak błyskawicznie, że stojący obok nie zdążają zareagować. Szary charcik Filipa, Chmura, ledwo unika tragicznej śmierci. O mały włos! Psu udaje się na szczęście odskoczyć na bok. Warczy na szyld, który wpadł prosto w kałużę.
I to nadrukiem do dołu, więc nawet nie wiadomo, co jest na nim napisane!
Apka rzuca się do Chmury, żeby sprawdzić, czy nic jej się nie stało.
Zwabiona hałasem, przybiega babcia Filipa.
– Cały się pochlapałeś, Fredziu! – Starsza pani wyjmuje ze skórzanej torebki chusteczkę i zaczyna wycierać spodnie pana Alfreda.
– Mamo! – wścieka się pan Alfred i rozgląda się nieco zawstydzony. Jego rodzicielka nadal traktuje go, jakby miał pięć lat, choć jest już po czterdziestce. To go czasem złości, co nie znaczy, że nie docenia jej pomocy. Odkąd jego żona wyjechała za granicę, to babcia Krystyna trzyma stery w domu.
– Dzień dobry, pani Krystyno – wita się uprzejmie Inka. – Ładnie pani dzisiaj wygląda!
– Och, naprawdę? – odpowiada zadowolona pani Krystyna i mruga pomalowanymi na zielono powiekami, przeczesuje palcami jasne loki i poprawia perełki na szyi.
Pani Agnieszka patrzy na córkę ze zdumieniem.
– Dobrze się czujesz? – pyta.
– Wspaniale! Czy ja też nie mogę być czasem po prostu miła? – Inka znów się szczerzy.
Kamienica, przy której wszyscy stoją, zastanawiając się, jak przymocować tajemniczy szyld, to najwęższa, a zarazem najładniejsza z kamienic okalających rynek. Elewację pomalowano na piękny chabrowy kolor. Każde mieszkanie ma balkon wsparty na masywnych zwierzęcych łapach wykutych z marmuru. Pomiędzy oknami jaśnieją okrągłe płaskorzeźby przedstawiające głowy lwów. Kiedy wyjdzie się na balkon, można takiej głowy dotknąć. Na ostatnim piętrze, gdzie mieszka rodzina Kosów, nos lwa jest utrącony. Inka uważa, że to niesprawiedliwe. Nie dość, że musi wdrapywać się na trzecie piętro bez windy, to jeszcze dostał jej się lew bez nosa!
Filip mieszka na drugim piętrze i zazdrości Ince. Po pierwsze, z trzeciego piętra dziewczynka ma lepszy widok. A po drugie, ma stamtąd najbliżej na strych. Zwieńczone śliczną białą wieżyczką najwyższe pomieszczenie kamienicy jest co prawda maleńkie, ale za to jakie przytulne! Chłopiec chętnie by tam zamieszkał.
Na strychu na razie jednak nie mieszka nikt prócz starego krawieckiego manekina, suszarki na pranie i kilku plastikowych skrzynek po napojach. Dzieci zdążyły się przekonać, że skrzynki świetnie sprawdzają się w charakterze siedzisk. Strych to doskonałe miejsce, gdzie można porozmawiać z dala od uszu rodziców.
Dalsza część w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Bohaterowie
Prolog
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Meritum publikacji
