Hotel Safona. Wbrew zasadom - Ola Maj - ebook

Hotel Safona. Wbrew zasadom ebook

Ola Maj

0,0

Opis

Zasady, które miały wszystko porządkować, nagle zaczynają przeszkadzać.

W Hotelu Safona reguły znów okazują się bardziej umowne, niż mogłoby się wydawać. Dla jednych mieszanie pracy z pożądaniem staje się początkiem kłopotów. Dla innych przekroczenie własnych zasad może być szansą na coś, czego do tej pory sobie odmawiali. 

Maria Kosiewicz próbuje chłodno przeanalizować propozycję Hanny Pręgowskiej. Kolejni goście Safony trafiają do pokoju, którego nazwa brzmi jak ostrzeżenie albo... obietnica. Szybko okazuje się, że czasem właśnie tam, gdzie kończy się kontrola i utarte schematy, można odkryć coś zupełnie niespodziewanego. Bo zasady można ustalać, naginać i łamać. Trudniej za to zdecydować, które z nich są naprawdę nasze.

„Hotel Safona. Wbrew zasadom” to dziesiąta część cyklu queerowego, w którym codzienność splata się z pożądaniem, nieoczywistymi relacjami i humorem, a bohaterki coraz częściej odkrywają, że życie nie zawsze daje się zamknąć w ustalonych ramach.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 29

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Punktualnie o szóstej czterdzieści Baryła otworzył szklane drzwi sali śniadaniowej i zostawił je lekko uchylone. Wrócił do pomieszczenia i z uwagą nalał sobie filiżankę kawy. Pociągnął pierwszy łyk i zamruczał.

– Dzień dobry, można?

Do sali wsunął głowę mężczyzna z fryzurą na piłkarza.

– Tak, zapraszam – odpowiedział i hotelowy gość wraz ze stojącym za nim towarzyszem wszedł do środka.

Panowie nalali sobie po szklance wody i zajęli miejsce przy stoliku pod ścianą. Baryła cofnął się w stronę tylnych drzwi prowadzących na zaplecze, skąd później uzupełniano śniadaniowy bufet, i spokojnie dopił kawę. Odniósł filiżankę, a następnie przeciągnął wzrokiem po szwedzkim stole, upewniając się, że wszystko leży równo i jak należy.

Hotelowi goście nałożyli już sobie na talerze posiłki i wrócili do wcześniej wybranego stolika. Młodszy z mężczyzn przekroił bułkę, posmarował ją cienko masłem i ułożył na połówce wędlinę i ser.

– Wiesz, Adam – zwrócił się do swojego towarzysza – myślę, że jednak trochę za mało u ciebie zarabiam.

Siedzący naprzeciwko dwudziestoośmiolatek zmarszczył czoło i podniósł na niego wzrok.

– Za mało?

– Pięć tysięcy na rękę w obecnych czasach tyłka nie urywa.

Adam Urbek mało się nie zapowietrzył, ale zapanował nad sobą.

– No wiesz – żachnął się – dolicz do tego pełne ubezpieczenie, firmowe auto, darmowe paliwo. To wszystko kosztuje.

Młody blondyn machnął ręką i przełknął spory kęs bułki.

– Życie też, inflacja, koszty rosną, czynsze, opłaty.

– Czekaj, czekaj – Urbek przerwał mu, a na jego czole pojawiła się bruzda – czy ty mnie prosisz o podwyżkę?

Młody parsknął i pokręcił głową.

– Nie, skąd. Sugeruję tylko, że mógłbym jednak zarabiać więcej.

W tej samej chwili wysunął do przodu wolną dłoń i położył ją na ręce swojego partnera, lekko gładząc jego skórę palcami.

– Jesteśmy razem, więc chyba wypadałoby, żebym jako twój partner miał w firmie trochę więcej do powiedzenia, co?

Urbek aż się wyprostował.

– Darek, my nie jesteśmy parą – powiedział, a w jego głosie pobrzmiała suchość – Spotykamy się od dwóch tygodni i spaliśmy ze sobą raptem dwa razy. Czy ty trochę nie przesadzasz?

Blondyn aż otworzył usta z zaskoczenia.

– Co proszę? – jęknął.

– No tak wygląda sytuacja, bądźmy realistami.

Zapadła napięta cisza, a Baryła, który wciąż kręcił się przy głównym stole z posiłkami, nadstawił ucha.

Towarzysz Adama Urbka przez dłuższy moment milczał, potem upił łyk kawy, a jego twarz stwardniała. Najpierw zniknęła z niej niepewność, a zaraz potem uprzejmość.

– Ja jestem realistą, Adam – rzucił cierpko – mam rozumieć, że jestem tylko twoim pracownikiem, którego w wolne dni ruchasz, tak?

– Jezus, Darek…

– No co? Nie jest tak?

– Fajnie nam było te dwa ostatnie tygodnie, ale jeśli z tego powodu naciskasz na podwyżkę albo jakieś wpływy w mojej firmie, to za daleko lecisz.

Oczy blondyna się zwęziły i ładny dotąd chłopak jakby się zmienił.

– Nie sądzę – powiedział.

Mężczyźni mierzyli się spojrzeniami.

– Mam ci więcej płacić, bo jesteśmy kochankami? – zapytał wprost Urbek.

– Tak.

Krótka, oschła, i co gorsza twierdząca odpowiedź zmroziła mężczyznę.

– Jaja sobie robisz?

– A wyglądam?

– Darek… – westchnął brunet – Nie rób tego, naprawdę.

– Bo co? Bo myślisz, że jestem jakimś zerem? Do wyruchania i po sprawie?

– Darek…

– No do chuja. Chcę zarabiać osiem kafli na rękę i mam w dupie te twoje westchnienia. Jasne?

Adam Urbek mało nie zakrztusił się kawą, a potem przez kilka dziwnie długich sekund myślał nad odpowiedzią.

– Słuchaj – zaczął wreszcie – Nie przynosisz firmie takich pieniędzy, żebym miał ci płacić osiem tysięcy na rękę. Cenię twoją pracę i ciebie, ale nie będę ci płacił za to, że dwa razy uprawialiśmy seks.

– Będziesz – odparł blondyn i zacisnął usta.

– Szantażujesz mnie?

– Nie, informuję tylko, jakie są moje warunki.

– W takim razie to był nasz ostatni seks – odparł zdecydowanie Urbek.

Blondyn wzruszył tylko ramionami.

– Wisi mi to – powiedział – twój tyłek nie jest aż tak boski, jak ci się wydaje, ale z pewnością nie chciałbyś, żeby pozostali w firmie o tym wiedzieli.

Przez twarz Adama Urbka przemknął cień, a zaraz potem na jego policzki uwidoczniły się wypieki.

– Nawet mnie nie wkurwiaj – syknął.

– Osiem tysięcy, Adam – powtórzył blondyn – od kolejnego miesiąca.

– Pierdol się.

– Z tobą nie zamierzam, ale hajs mi się należy.

– Za co, człowieku?! – Urbek podniósł głos.

– No cóż, za lizanie twojego rowa.

Kręcący się po sali Baryła ledwo wytrzymał i zacisnął usta, zanim parsknął. Chwilę później zaczął się krztusić i musiał wyjść na zaplecze. Wykaszlał się porządnie, otarł łzę, która napłynęła mu do oka, i dopiero gdy się uspokoił, wrócił na swoje miejsce pracy.

Do pomieszczenia zdążyły wejść dwie kobiety, które właśnie sięgały po talerze, a przy stoliku pod ścianą siedział już tylko blondyn. Mężczyzna wyglądał na zadowolonego z siebie i z werwą pałaszował jajecznicę.

Baryła w duchu ucieszył się, że sam jest już poza tym całym gejowskim światkiem i jego dramami. Zamiast aktywnego uczestnictwa w gierkach i układach mógł wreszcie wszystko obserwować z boku. Bez alkoholu pulsującego w żyłach te obserwacje były nawet interesujące.

Sala zaczęła się powoli zapełniać, a on zajął się pracą.

W międzyczasie przez szklane drzwi zauważył też wchodzącą do hotelu Jankę. Dziewczyna spojrzała w jego kierunku, więc kiwnął głową na powitanie, a ona mu pomachała.