Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Gdzie kończy się troska, a zaczyna wchodzenie z butami w cudze życie?
W Hotelu Safona kolejny spokojny dzień szybko nabiera tempa. Pokój Atramentowy z huśtawką niespodziewanie staje się internetowym hitem, a telefon na recepcji nie przestaje dzwonić.
Baryłę czeka niespodziewana wizyta, a Maria Kosiewicz musi podjąć decyzję, która wcale nie jest łatwa. Lokalna dziennikarka nie przestaje jej pociągać, ale pożądanie nie oznacza jeszcze gotowości na przekroczenie własnych granic.
W Safonie dochodzi też do spotkania, którego jedna z kobiet wyraźnie sobie nie życzyła. Czy dobre intencje usprawiedliwiają ingerowanie w cudze decyzje?
"Hotel Safona. Granice" to jedenasta część cyklu queerowego, w którym codzienność splata się z pożądaniem, humorem i nieoczywistymi relacjami. Bohaterowie przekonują się, że granice mają sens tylko wtedy, gdy inni potrafią je uszanować.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 37
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Janka dopiero od kilkunastu minut siedziała za recepcyjnym kontuarem, a już zdążyła wymeldować trzy osoby. Teraz stała przed nią para na oko czterdziestolatek, która właśnie położyła na blacie klucz do pokoju.
– I to wszystko – powiedziała dziewczyna, zerkając ostatni raz na ekran komputera. – Pobyt mają panie w całości opłacony. Mam nadzieję, że dobrze się u nas spało?
– Bardzo dobrze – odpowiedziała pierwsza z kobiet i uśmiechnęła się szeroko. – Nawet za dobrze. Już słyszę marudzenie, że w domu nie mamy takiego materaca.
– Bo nie mamy – wtrąciła jej partnerka. – I po dwóch nocach tutaj zamierzam naciskać na wymianę.
Janka parsknęła śmiechem.
– W takim razie pozostaje mi zaprosić panie do nas ponownie.
– Na pewno wrócimy.
– Tak, ale w domu materac musimy mieć nowy – dorzuciła druga gościni. – Nie ma opcji!
– No już tam, już – śmiała się jej towarzyszka.
Chwilę później panie pożegnały się, zabrały stojące przy nogach walizki i ruszyły do wyjścia. Janka odprowadziła je wzrokiem, a potem zaznaczyła zwolniony pokój w systemie.
Z sali śniadaniowej wysunęła się łysa głowa Baryły.
– Janeczka!
– Tak? – Dziewczyna spojrzała w jego stronę.
– Chcesz coś zjeść?
– Jadłam już, dzięki.
– Kiedy?
– Przed pracą.
Roman zmrużył oczy.
– Czyli dawno.
– Jakie dawno? – zaśmiała się. – Normalnie rano.
Baryła zignorował protest i wychylił się nieco bardziej.
– Chodź sobie coś nałóż. Dzisiaj goście jedli jak wróbelki, a zostało tego tyle, że mnie serce boli. Nie lubię wyrzucać jedzenia.
– Ale naprawdę nie jestem głodna.
– A o to akurat cię nie pytałem.
Janka popatrzyła na niego z rozbawieniem.
– To o co pytałeś?
– Czy chcesz coś zjeść. To zupełnie inne pytanie – mrugnął.
– Roman, przecież ja dopiero zaczęłam pracę.
– No i co z tego? – Wzruszył ramionami. – Praca nie ucieknie, a naleśniki wystygną. Takie pyszne są dzisiaj, no mówię ci.
Dziewczyna zerknęła na puste lobby, później na ekran komputera i w końcu skapitulowała.
– Dobra. Jednego.
– Jasne. Jednego – zgodził się Baryła tonem człowieka, który kompletnie jej nie wierzył.
Janka wstała i przeszła do pustej sali śniadaniowej. Na szwedzkim stole rzeczywiście zostało zaskakująco dużo jedzenia. Wzięła talerzyk, położyła na nim naleśnika, dorzuciła kawałek pleśniowego sera – bo tak ładnie się prezentował – i przez chwilę zastanawiała się nad małą kiełbaską.
– No bierz, bierz – odezwał się zza jej pleców Roman.
Obejrzała się.
– Ty mnie pilnujesz?
– Pilnuję kiełbasek. Bierz, bo się zmarnują.
– Jezu, dobra.
Dołożyła jedną na talerz.
– No. Teraz jestem trochę bardziej spokojny – oznajmił z zadowoleniem. – Poza tym jesteś za chuda.
– Wcale nie! – zaprotestowała.
– Mam dobry wzrok, wiem co mówię.
Janka przewróciła oczami.
– Idę, zanim zaczniesz mi dokładać.
– Smacznego!
– Dzięki.
Wróciła za kontuar i postawiła talerzyk obok klawiatury. Nadziała na widelec kawałek naleśnika i wsunęła go do ust. Był jeszcze ciepły.
– Chorobcia, faktycznie dobry – mruknęła do siebie.
Z sali śniadaniowej natychmiast dobiegł ją głos Romana.
– Słyszałem!
Janka roześmiała się z pełnymi ustami i pokręciła głową. Usiadła wygodniej, przesunęła talerzyk bliżej siebie i zabrała się za jedzenie, zerkając jednocześnie na recepcyjny monitor.
Nie zdążyła zjeść nawet połowy naleśnika, kiedy zadzwonił telefon.
Szybko przełknęła to, co miała w ustach i sięgnęła po słuchawkę.
– Hotel Safona, dzień dobry. W czym mogę pomóc?
– Dzień dobry. Chciałabym zarezerwować pokój Atramentowy z huśtawką – odezwała się kobieta. – Najlepiej na najbliższą sobotę, na jedną noc.
– Oczywiście, już sprawdzam dostępność.
Przytrzymała słuchawkę ramieniem i szybko odnalazła właściwy pokój w systemie. Sobota była wolna.
– Tak, mamy dostępny termin. Rezerwacja dla jednej osoby?
– Nie, dla dwóch.
Kobieta podała swoje dane, a Janka sprawnie wprowadziła je do systemu. Po chwili potwierdziła jeszcze cenę, termin i godzinę rozpoczęcia doby hotelowej. Przypomniała też o bezzwrotnej zaliczce w wysokości dwudziestu procent i poinformowała klientkę, że zaraz wyśle do niej e-mail z danymi do przelewu.
– Super, bardzo pani dziękuję.
– Również dziękujemy i zapraszamy w sobotę.
Odłożyła słuchawkę i sięgnęła po widelec.
– No chodź tu naleśniczku… – mruknęła do pozostawionego na talerzyku ostatniego kawałka.
Telefon zadzwonił ponownie, a ona zatrzymała widelec w połowie drogi do ust.
– Serio? – mruknęła z niedowierzaniem.
Odłożyła go z powrotem na talerz i odebrała.
– Hotel Safona, dzień dobry. W czym mogę pomóc?
