Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Co się dzieje, gdy ktoś zaczyna grać cudzymi uczuciami? Maria Kosiewicz próbuje wrócić do normalności po trudnym spotkaniu z przeszłością. Stare urazy nie znikają jednak tak łatwo, a jedna rozmowa potrafi obudzić emocje, które dawno miały zostać pogrzebane.
Hotel Safona znów tętni życiem. Goście przyjeżdżają, wyjeżdżają, codzienność układa się w znajomy rytm. Nie wszyscy jednak pojawiają się tu wyłącznie po to, by odpocząć. Wśród uśmiechów i uprzejmości zaczynają się drobne gierki – takie, w których stawką bywają czyjeś uczucia, reputacja, a czasem coś znacznie więcej.
Gdy w grę wchodzą ambicja, pożądanie i dawne historie, granica między szczerością a manipulacją zaczyna się zacierać.
"Hotel Safona. Gierki" to ósma część cyklu queerowego, w którym codzienność splata się z pożądaniem, relacjami pełnymi niedopowiedzeń i humorem potrafiącym zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 31
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Roman dokładał właśnie świeże bułeczki do wiklinowego koszyka i nie zauważył, że do sali śniadaniowej weszła znajoma kobieta. Mężczyzna zaciągnął się zapachem pieczywa i prawie zamruczał na myśl o tej chrupkości. Sam nie jadł jeszcze śniadania, bo zawsze czekał do dziewiątej, kiedy ostatni gość opuści pomieszczenie, a on będzie mógł usiąść i zjeść w ciszy.
– Cześć Baryłka! – usłyszał za plecami i mało nie podskoczył.
Nie musiał się odwracać, żeby rozpoznać ten głos, ale zrobił to. Skrzyżował spojrzenie z Ewą Sobieraj, ale nie zdążył się przywitać. Przez ułamek sekundy patrzyli na siebie w milczeniu, jak ludzie, którzy wiedzą o sobie za dużo.
– A ty dalej przyklejony jak rzep do Marysi? – zażartowała, ale dało się w tym wyczuć złośliwość.
– Witaj Ewa – odparł sucho – A ty nadal zero klasy, co? Wdzianko masz piękne, niestety słoma w butach zawsze zostaje.
Ewa roześmiała się serdecznie, jakby wcale ją to nie ruszyło.
– Ach ten twój humorek, kiepsko spałeś pewnie.
Roman nie zamierzał być uprzejmy.
– Ludzie z czystym sumieniem sypiają doskonale – odpowiedział i zmierzył ją spojrzeniem, które znaczyło dokładnie to, co miało znaczyć.
– Cięty jęzorek – odparła i sięgnęła po bułeczkę, którą z uwagą nałożyła sobie na talerz – Widzę, że branżę nawet zmieniłeś? Jak to się teraz nazywa? Pan pieczywko? Catering master?
– Możesz się wyzłośliwiać cały dzień. Mam to w dupie – uśmiechnął się.
– Baryłka, oj, Baryłka – zarechotała – Zupełnie nie interesuje mnie co masz w swojej dupie. Kulturalni ludzie o tych sprawach nie mówią przy jedzeniu.
– Kulturalni ludzie nie pojawiają się w miejscach, w których nie są mile widziani. – Zauważył.
– To wolny kraj, płacę i jestem gdzie chcę – odparowała.
Roman prychnął pod nosem.
– I to jest właśnie brak kultury, moja droga.
Ewa minęła go i podeszła do półmisków. Rzuciła okiem na sery, sałatki i wędlinę, a potem nałożyła sobie nieco dżemu i wzięła jednorazowe masełko.
– Macie jakieś soki? – zapytała, jakby temat się skończył – Pomarańczowy, jabłko?
Baryła kiwnął głową, wskazując kierunek.
– Tam są. – powiedział.
– Tobie pewnie takie soczki ciężko dziś wchodzą, co? – parsknęła i nie mogąc się powstrzymać, dopowiedziała: – Nie ma w nich ani grama procentów, jak to znosisz?
– Nie twój interes.
Ewa wiedziała, że trafiła w czuły punkt.
– Ale powiem ci, że wyglądasz całkiem trzeźwo – zasymulowała komplement – Nawet żadna ślina nie cieknie ci kącikiem ust.
– Niektórzy się zmieniają, Ewa – odparł sucho – Ale ty pewnie nie znasz tego stanu, co?
– Och – rzuciła lekko i położyła dłoń nad mostkiem, zupełnie jakby ją to dotknęło. Przewróciła oczami i wycedziła: – Brak alkoholu osłabił ci ripostę, jestem taka rozczarowana.
Zaśmiała się z własnego żartu, a później odwróciła się plecami do Romana i ruszyła w stronę postawionych nieco dalej karafek z sokami.
Baryła popatrzył za nią ze złością. Miał jeszcze na języku kilka zdań, którymi bardzo chciałby jej dopiec, ale policzył do pięciu i odpuścił sobie. Wiedział, że z idiotami się nie rozmawia. A jeśli do tego są to zdradzieccy idioci, to tym bardziej powinno się ich omijać szerokim łukiem. Cofnął się na małe zaplecze, żeby donieść jeszcze ciepłe parówki z podgrzewanego na tyłach pojemnika i ucieszył się w duchu, że Maria poszła już do domu i nie będzie musiał tej kobiety oglądać. Z dwojga złego wolał sam mierzyć się z docinkami jej eks partnerki niż patrzeć na to, jak przyjaciółka walczy ze sobą, żeby nie wyjść przy niej z ramek.
Na zapleczu spędził dwie minuty, a później wyszedł na salę, niosąc w ręku półmisek z parówkami. Wyłożył je w odpowiednich miejscach, a potem poczuł na sobie wzrok Ewy. Odwrócił się i licząc na to, że ją speszy, spojrzał wprost na nią i rzeczywiście złapał ją na tym, że się w niego wpatrywała. Kobieta siedząca już przy stoliku nie spuściła jednak wzroku.
– Baryłko! – zawołała na tyle donośnie, że kilka osób z sąsiednich stolików spojrzało na nią – Czy ten sok jest na pewno świeży?
Roman zacisnął zęby i podszedł do niej.
– Na pewno – odparł. – Chcesz coś czy po prostu się nudzisz?
– Chcę wiedzieć, o której Maria będzie dzisiaj na recepcji.
Roman przez chwilę milczał. Szczęka napięła mu się tak, że aż zabolała.
– Będzie jak będzie – odpowiedział.
– Służysz tu i nawet nie wiesz, kiedy twoja szefowa pracuje? – zakpiła.
– Nie interesuj się kiedy, nie dla psa kiełbasa – mruknął na tyle cicho, żeby tylko ona to usłyszała.
Ewa zaśmiała się tak serdecznie, że gdyby jej nie znał, nie wyczułby w tym fałszu. Na szczęście Roman znał ją doskonale.
– Chcę z nią pogadać – wyjaśniła, a on lekko się uśmiechnął.
– Doprawdy? A ja chcę pokoju na świecie i koronę Miss Polski.
