Historia alternatywna - Andrzej Pilipiuk, Andrzej Dolniak - ebook + audiobook

Historia alternatywna ebook i audiobook

Andrzej Pilipiuk, Andrzej Dolniak

5,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

„Historia alternatywna” to podręcznik z rzeczywistości, która nigdy nie zaistniała. Polska ma superbroń, kolonie i potęgę, o jakiej nawet nie śniliśmy.

Bez opowieści. Bez beletrystyki. Sama wersja wydarzeń, której nigdy nie uczono w szkołach.

Ze wszystkich historii które się nie wydarzyły, te nie wydarzyły się najbardziej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 124

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 4 godz. 4 min

Lektor: Wojciech Stagenalski

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



 

Wszystkie wydarzenia opisane w tej książce i niemal każde zdjęcie, które zobaczysz na jej stronach, tworzą historię alternatywną, a więc, jak sama nazwa wskazuje, są wytworem wyobraźni Autorów. Momentami niestety, a chwilami na szczęście.

 

Podziękowanie dla Jana Dolniaka za pomysł i wkład naukowy z zakresu historii wojskowości

 

Drodzy uczniowie!  

Oddajemy w Wasze ręce kolejne wydanie znanego i cenionego podręcznika do historii naszej Ojczyzny. To ta sama książka, z której przed laty uczyli się Wasi rodzice, a czasem nawet dziadkowie, i zarazem nie ta sama. Postęp badań historycznych, odtajnienie wielu zasobów archiwalnych, w szczególności dokumentów wywiadu i kontrwywiadu oraz kancelarii wodza naczelnego, sprawiły, że historia okresu od połowy lat 20. XX wieku do końca II wojny światowej wymaga pewnego przedefiniowania i uzupełnienia. Odnalezione dokumenty rzucają pełniejsze światło na decyzje i działania zarówno naszej dyplomacji, jak i armii. Dlatego też znajdziecie w tej książce szereg rozdziałów i informacji, których próżno by szukać w wydaniach poprzednich. W obecnym wydaniu zamieściliśmy także bogaty wybór tekstów źródłowych. Życzymy Wam przyjemnej lektury i owocnej nauki.

Zespół redakcyjny

 

Rozdział 1 W przededniu wojen wschodnich

Józef Piłsudski

 

1.1 Wobec rosnącego zagrożenia – powołanie Instytutu Strategii Wschodniej

Pod koniec lat 20. XX wieku agresywna polityka Związku Sowieckiego nie budziła już żadnych wątpliwości. Analizy sytuacji nie pozostawiały złudzeń – forsowana industrializacja prowadzona w Sowietach nastawiona była niemal wyłącznie na rozwój przemysłu zbrojeniowego. Polski wywiad, infiltrując sowiecki Sztab Generalny, wykradł lub skopiował szereg dokumentów pozwalających rozpoznać sowiecką doktrynę wojenną. Politbiuro WKP(b) podporządkowane Józefowi Stalinowi pracowało nad rozbudową sił zbrojnych Sowdepii oraz budową zaplecza technicznego i materiałowego przyszłej wojny napastniczej.

Zagrożenie to było ignorowane przez większość polskich sztabowców. Oficerowie kampanii 1920 roku żyli przeszłym zwycięstwem. Nie przyjmowali do wiadomości, że dawny przeciwnik rośnie w siłę i że w polu spotkają zupełnie inną armię.

Wiosną 1926 roku w Warszawie spotkali się weteran wojny z bolszewikami generał Stanisław Bułak-Bałachowicz oraz literat i podróżnik Ferdynand Antoni Ossendowski. Wobec inercji czynników państwowych powołali w domu generała Instytut Strategii Wschodniej. Ich celem było stworzenie prywatnej siatki wywiadowczo-analitycznej, platformy dyskusyjnej, a z czasem rady ekspertów wspierającej społecznie działania wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Od strony ideologicznej instytut opierał się na myśli prometeistów – uznaniu, że Rosja jest wielkim więzieniem narodów, a rolą Polski jest ich uwolnienie i nadanie im praw samostanowienia.

Generał Stanisław Bułak-Bałachowicz, jeden z najsłynniejszych dowódców rosyjskiej wojny domowej, i jego podkomendni (fot. DP)

Pierwsze analizy instytut przekazał „Dwójce” na początku roku 1927. Ich dokładność zwróciła uwagę sztabowców na tę prywatną inicjatywę. Ze strony naczelnego wodza nadzór nad pracami objęli Wacław Kostek-Biernacki i Mieczysław Lepecki. Zapewniono finansowanie. W szybkim tempie powstało kilka oddziałów terenowych. Instytut, opierając się na dawnych podkomendnych generała Bułaka-Bałachowicza, zbudował siatkę wywiadowczą na terenie ZSRS. Szczególnie aktywna była na sowieckiej Białorusi i północnej Ukrainie. Przekazywane informacje pozwoliły na rozbicie wielu komórek KPZU, KPZB i KPP działających na terenie II Rzeczypospolitej. Polscy agenci zdołali przeniknąć także do fabryk zbrojeniowych oraz zakładów zajmujących się produkcją cywilną, ale posiadających tajne wydziały badawczo-wdrożeniowe podporządkowane OGPU.

Po zamachu majowym dokonano zmian w Konstytucji, na podstawie których powierzono Józefowi Piłsudskiemu dożywotnio stanowisko naczelnika państwa. Wybór prezydenta miał zostać przeprowadzony dopiero po śmierci bądź zrzeczeniu się stanowiska przez naczelnika państwa.

Ogniwa centralne siatek zakładały konieczność dublowania informacji. Obraz składany z dziesiątek spływających meldunków wraz z danymi wywiadu i białego wywiadu pozwolił oszacować tempo zbrojenia się Sowietów, potencjalną wydajność fabryk zbrojeniowych, jakość i rodzaj produkowanego w nich sprzętu. Biorąc pod uwagę stan wyposażenia technicznego Armii Czerwonej oraz znając rozmach zakładanej skali przezbrojenia, analitycy instytutu przyjęli, że atak na Europę Środkową nastąpi nie wcześniej niż w 1935 roku. Większość skłaniała się ku teorii, że wojna wybuchnie w 1938 lub nawet w 1940 roku. Z analizy publikacji prasowych we Francji, Wielkiej Brytanii oraz USA wynikało wyraźnie, że w przypadku konfliktu zbrojnego opinia publiczna tych państw będzie po stronie ZSRS. Większość zachodnich dziennikarzy, jak i polityków nie chciała dostrzegać zbrodniczego i agresywnego oblicza Sowietów. Nieliczne doniesienia prasowe pokazujące prawdę o komunistycznym państwie były ignorowane i przemilczane. Wniosek był oczywisty, Polska w razie ataku na żadną realną pomoc ze strony tych krajów nie mogła liczyć.

Znany literat i podróżnik Ferdynand Antoni Ossendowski, jeden z twórców Instytutu Strategii Wschodniej (fot. DP)

Wobec tak alarmujących raportów naczelnik państwa marszałek Józef Piłsudski podjął decyzję o niezwłocznym rozpoczęciu przygotowań do odparcia agresji – najlepiej na drodze przeniesienia teatrum wojny na terytorium przeciwnika.

Konstytucyjne prerogatywy naczelnika państwa były bardzo szerokie i znacznie wykraczały poza zakres uprawnień przewidzianych dla prezydenta RP.

„Wiek Nowy”, Lwów, R. 25, 8 II 1925, nr 7087; 11 II 1925, nr 7089

GPU – Obrazki z czerwonej Rosji

Dnia 6 lutego 1922 r. została dekretem Sownarkonu rozwiązana Czrezwyczajka, a na miejsce jej powołano do życia „państwowy zarząd polityczny” – „Gosudarstwiennoje Politiczeskoje Uprawlenije”, które też odtąd żyje w wyobraźni ludu rosyjskiego i działa wśród niego z niesłabnącą energią pod mianem tych trzech liter GPU nie mniej strasznych niż poprzedzające je „Cz. K.”.

Zniesienie Czrezwyczajki i zastąpienie jej przez GPU oznaczało zaniechanie terroru administracyjnego i przejście do zasad pewnej praworządności w rozwinięciu konsekwencyj tzw. Nepu, czyli nowej polityki ekonomicznej, która, oparta na zasadzie kapitalistycznej, swobodnej wymiany towarów i płatności wszelkich usług, musiała mieć za podstawę nie samowolę administracji, moderowaną tylko tzw. sumieniem rewolucyjnem, lecz pewne prawa i ich gwarancje.

Feliks Dzierżyński, 1923 rok

Zaniechano więc terroru, czyli tracenia ludzi bez jakiegokolwiek sądu, ale zatrzymano wszystkie inne środki represyj administracyjnych, przede wszystkiem prawo zsyłania ludzi bez sądu i terminu do najdalszych okolic Syberii, do okropnego klasztoru na Wyspie Sołowieckiej, o 250 wiorst od Archangielska itd. Jakkolwiek więc GPU w przeciwstawieniu do poprzedniczki swojej – Czrezwyczajki nie może już bez sądu stawiać ludzi „pod ścianą”, to jednak zachowało ono jeszcze dość środków, aby być tą instytucją bolszewicką, której ludzie boją się najbardziej, z którą bliższe zetknięcie rzadko komu uchodzi bezkarnie.

*

Właśnie przed bramę zajechał wielki czarny Cadillac. Warty w bramie wyprężyły się jeszcze bardziej i znieruchomiały do reszty. Z bocznych drzwi szklanych wyszedł człowiek bardzo wysoki, bardzo chudy i bardzo wyprostowany, w płaszczu sięgającym po kostki i w brązowym kaszkiecie na głowie. Przeszedł tak prędko, że tylko mignął długi, chudy nos na bladej jak papier twarzy z krótką rudawą bródką. Szybko wskoczył do auta, którego motor warczy już od chwili zajadle. Szofer przerzucił przenośnię, skręcił kierownicą i maszyna z chudym i długim człowiekiem pomknęła jak wiatr.

To Feliks Dzierżyński – prawdziwy szlachcic polski, którego majątek rodzinny w postaci folwarku Dzierżynów znajduje się do dzisiaj w ziemi wileńskiej. Mogą na czele czerwonej Rosji zjawiać się różni ludzie – Żydzi, Gruzini, Tatarzy, czasem także nawet i sami Rosjanie, mogą nazywać się Stalinami, Trockimi, Zinowiewami, Rykowami itd. Wszystko to nie zmienia faktu, że Rosją rządzi Dzierżyński. Ma on bowiem największą władzę praktyczną. Od niego zależy życie i śmierć wszystkich w Rosji, i to nie tylko burżujów, kryjących się jeszcze po kątach, lecz także robotników, nie tylko kontrrewolucjonistów, którzy jeżeli istnieją jeszcze, to tylko w sferze własnej wyobraźni, lecz także wszystkich bezpartyjnych, a nawet wszystkich komunistów.

Reżim sowiecki posiadał specjalne oddziały wojskowe podległe Komisariatowi (Ministerstwu) Spraw Wewnętrznych – powołane do tłumienia strajków, demonstracji i buntów zniewolonych narodów

Wszystko, co o tym człowieku powiedziano i napisano – a było jednego i drugiego bez miary – nie daje dostatecznego pojęcia o tym fenomenie pełnej tajemnic niezgłębionych ludzkiej natury. Kombinacja świętego z katem, tkliwości i serca z okrucieństwem, całkowitej bezinteresowności osobistej z naturą władczą, nieznającą granic ani miary.

Gdy Dzierżyński żegna swoją ofiarę serdecznem uściśnieniem dłoni i łzawem spojrzeniem dobroci i współczucia, to pożegnany jest gotów. Los jego jest przesądzony. Za godzinę czy za dzień rozebrany do naga w „hali maszyn” stanie obrócony tyłem pod wylotem pistoletu kata Żukowa. Jeżeli jednak Dzierżyński nie żegna się, lecz niechętnie odwróci od więźnia i coś tam groźnego mruknie pod nosem, to więzień może sobie pogratulować. Odprowadzony do celi, nie będzie długo czekał chrzęstu klucza w zamku więziennym i pojawienia się żołnierza, który krzyknie – taki to a taki „z wieszczami w gorod!” – z rzeczami do miasta.

Fragment sowieckiego plakatu propagandowego

Na jeden z dziedzińców gmachu GPU przywieźli furę chleba dla żołnierzy. Był to czas, kiedy transport taki budził zdumienie i nieprzezwyciężony apetyt. Jeden z żołnierzy, nie czekając rozdziału, ściągnął bochenek z wozu i na miejscu zaczął go żarliwie obrabiać. Dowodzący konwojem podoficer przyłożył mu pistolet do skroni i położył na miejscu trupem. Inni przerażeni odskoczyli. Zrobił się hałas i zamieszanie. Właśnie przechodził tamtędy Dzierżyński. „Co się tu stało, towarzysze?” Pokazano mu trupa. Podoficer z dymiącym jeszcze naganem w ręce wystąpił i zdał raport z tego, co zrobił. Dzierżyński uśmiechnął się słodko. „To źle, towarzyszu, to bardzo źle! Z proletariuszem sałdatem potrzeba obchodzić się łagodniej!” Po tych słowach spokojnym, naturalnym ruchem, jak gdyby wyjmował chustkę z kieszeni, wydobył z futerału przy boku swój pistolet, przyłożył go do skroni stojącego na baczność podoficera i strzelił. Obok żołnierza padł podoficer. Dzierżyński, chowając pistolet do futerału, odszedł równym, miarowym krokiem do siebie.

Takim jest człowiek, który od siedmiu lat czuwa nad bezpieczeństwem komunizmu w Rosji i trwałością jego zdobyczy. Zaczął od małego, kiedy fortyfikował w jesieni r. 1917 Smolny Instytut w Piotrogrodzie i organizował jego obronę, jako siedziby centralnego komitetu partii bolszewickiej. Dzisiaj ma do dyspozycji największy aparat, jakim kiedykolwiek rozporządzała jakakolwiek policja państwowa, dziesiątki tysięcy urzędników, tyleż przeróżnych najchytrzejszych szpiegów, wszystkie wymysły najnowszej techniki, sto pięćdziesiąt tysięcy ludzi własnego wojska tworzącego tzw. „korpus osobawo naznaczenja” z własną kawalerią, artylerią, samolotami i tankami. Ma przede wszystkiem nieograniczoną władzę, przed którą drżą wszyscy, najbardziej prawowiernych komunistów nie wyjmując. Jeżeli bolszewicy dotąd utrzymywali się przy władzy, jeżeli się w niej dalej utrwalają, to jest to dziełem przede wszystkiem jego – Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego.

*

Przechodząc na końcu Miasnickiej między setkami przechodniów, obok mnóstwa dorożek, automobilów i raźno pędzących tramwai elektrycznych w tem centrum ogromnej Moskwy, ani się domyśla cudzoziemiec, że poza ścianami tych domów, mających wygląd tak doskonale burżujski, kupiecki i filisterski, mieści się właśnie centrala GPU, czyli dawnej Czrezwyczajki. Cały ogromny kwartał między placem Łubianką, Miasnicką i ulicą Małą Łubianką, obejmujący jakichś dziesięć czy więcej dużych, dawniej czynszowych i kupieckich domów, połączono teraz w jedną całość, tworząc to właśnie więzienie, które w całej Rosji i daleko poza nią budzi największą grozę i najbardziej podnieca wyobraźnię, która szybko zaludnia je niezliczonemi ofiarami terroru bolszewickiego, zapełnia obrazami cierpień najstraszniejszych.

Oto typowe wejście do sklepu czy kantoru handlowego. Szklane drzwi, obok niewielkie okno wystawowe, co prawda próżne. Niewtajemniczony przechodzień gotów tam wstąpić dla zakupna pudełka papierosów czy papieru listowego. Drzwi otwierają się łatwo i chętnie. Za niemi jednak po obu stronach siedzą i stoją grupy młodych żołnierzy. Wybierano ich widać starannie, bo chłopy wszystko jak dęby, po dwa metry wzrostu bez mała każdy, a plecy jak brama. Ciemnofiołkowe obcisłe mundury, na głowach płaskie, z denkami czapki czerwone, na rękawach gwiazdy czerwone, u boku w drewnianych futerałach ogromne pistolety repetierowe. To jedni z tych stu pięćdziesięciu tysięcy wojsk szczególnego przeznaczenia, które stoją do dyspozycji GPU na przestrzeni całej federacji republik sowieckich.

Ale nie ma w Moskwie człowieka, który by w te drzwi mimo ich tak gościnnego wyglądu wszedł dobrowolnie. Wchodzi się tu z reguły tylko w towarzystwie albo jednego takiego żołnierza, albo cywilnego agenta GPU. Kiedy się tu weszło, to się wie; kiedy się wyjdzie, nie wie się nigdy. Dawniej znany moskiewski kupiec zbożowy miał tu swój kantor miejski. Nazywał się Owaniesow. Stąd dwa pokoje, do których owe szklane drzwi wprost z ulicy prowadzą, nazywają się i dzisiaj „kantora Owaniesowa”. Dzisiaj jednak nie robi się tam transakcyj na żyto i pszenicę, nie podejmuje zaliczek i reszty gotówki za już dostarczone ziarenka. Dzisiaj wchodzi się tam do wnętrza bloku tych gmachów jako ofiara Czrezwyczajki, jako jej więzień i delikwent. Tutaj bowiem znajduje się tzw. „prijom arestowannych”. Tu żołnierz czy agent, który aresztowanego doprowadził, otrzymuje pokwitowanie na niego, a sam aresztowany tutaj zaczyna swą kalwaryjską drogę, której nigdy nie wiadomo, jak długo potrwa i gdzie zaprowadzi.

Służbowy podoficer, nie spiesząc się i papierosa z ust nie wyjmując, spojrzy w leżący przed nim arkusz. To spis wolnych pomieszkań w tym wielkim pensjonacie. Potem zażąda od gościa wydania zegarka, papierów, pieniędzy, scyzoryka itp. Rzuci obok stojącemu żołnerzowi numer celi i procedura skończona. Bez zbytecznej delikatności żołnierz pociągnie ogłupiałego przybysza za rękaw i burknie tonem nie tyle złości, ile znudzenia – „pajdiom!”.

Plac Łubiański w Moskwie – prawdopodobnie początek lat 20. XX wieku. Na pierwszym planie siedziba GPU (przed 1917 rokiem gmach Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Rosja”), potocznie zwana Łubianką (fot. DP)

Jak tam komu Opatrzność napisała, jeden przejdzie z żołnierzem dwa wysoko obmurowane dziedzińce, mijając między jednym a drugim ciężkie bramy żelazne, które otwierają się przed nim i zamykają za nim szybko i bez hałasu, drugiemu wypadnie wędrować przez sześć i siedm takich dziedzińców, ale ostatecznie zawsze wejdzie w jakiś ciemny korytarz w suterenie lub na parterze, stanie przed jakiemiś niskiemi, ciężko okutemi drzwiami, które nadbiegły klucznik otworzy, i wejdzie albo sam, albo niegrzecznie zostanie do środka wtrącony. Drzwi się zatrzasną, klucz zazgrzyta w zamku. Tak więc jesteś w saku, obywatelu ludowej socjalistycznej republiki sowieckiej.

Przybysza powitają obojętne spojrzenia kilku par oczu, które należą do starszych mieszkańców celi, tudzież silna, mocno dławiąca, a wiele skombinowana woń – pluskiew, karbolu, dawno niemytych ciał ludzkich i brudnej odzieży tudzież w kącie stojącej pękatej paraszy.

Ceremonia zaznajamiania się przybysza z zastanymi jest krótka i prosta. Towarzystwo z reguły mieszane. Bandyci, złodzieje kieszonkowi, kupcy znajdujący się w śledztwie z powodu zbyt wysokich dochodów, jakie z handlu osiągnęli, kontrrewolucjoniści i zwyczajni szpiedzy Czrezwyczajki, którzy w charakterze więźniów jednej z wymienionych kategoryj przebywają w celach, aby od ważniejszych rzeczywistych więźniów wydobywać nieostrożne słówka lub zgoła niewczesne wyznania. Ci są najuprzejmiejsi. Chętnie służą radami ludzi doświadczonych. Nie skąpią też pociechy i otuchy, której im samym nie brakuje. Instytucja ta jednak mimo to na wymarciu, ponieważ znają ją już najnaiwniejsze wróble i każdy wie, że cela więzienna w Czrezwyczajce jest miejscem namniej odpowiedniem do „cichej przyjaciół rozmowy”. Jeżeli milczenie wszędzie jest złotem, to tutaj jest ono nieraz samem życiem…

Zmrok nie zapada tu nigdy, ponieważ zawsze panuje. O czasie wnoszą starsi i doświadczeńsi z odgłosów różnych kroków, które rozlegają się na korytarzach. Właśnie zapowiedzieli, że nadchodzi „sup karje głazki”, czyli po polsku zupa z czarnemi oczyma. Jakoż istotnie po chwili otwierają się drzwi i dwaj dozorcy wnoszą za uszy drewniane wiadro – napełnione mętną cieczą o woni wysoce złowieszczej. Obok kładą na najbliższej pryczy odpowiednią ilość kawałów czarnego, na pół surowego chleba. Wiadro przyszło widocznie świeżo z lazaretu więziennego, gdzie wrzucano do niego watę odjętą z ropiących ran i zlewano wszelkie inne mało użyteczne płyny. Kawałek takiej waty przyczepiony wisi jeszcze u boku. Zupa koloru wodą rozrobionej gliny pachnie, jak się rzekło – straszliwie. Jest to zupa rybna. Aby zaś goście Czrezwyczajki nie mieli co do tego wątpliwości, to uprzejmy zarząd pospieszył równocześnie z dowodami swej solidności. Oto na powierzchni zupy pływają jakieś ziarnka czarne, ni to dziwne grochy, soczewica lub coś w tym guście. Wyłowiwszy ich kilka, widzi się, że są to oczy rybie, czarne i szkliste. One to dały zupie dziwną na pozór nazwę ,,potage aux yeux gris”…

Lecz oto za oknem rozległ się głuchy łomot ciężkiego motoru automobilowego. Zasiedziali przestają maczać chleb w zupie i żuć spokojnie. Oglądają się na drzwi. Bo oto „czornyj woron”, czarny kruk, zajechał na dziedziniec, nie wiadomo po kogo. Czarnym krukiem nazywa się automobil więzienny, wielka czarna skrzynia, bez okien, na kołach. Tam pakuje się po kilkunastu więźni i jedzie. Dokąd, po co, tego oni nigdy nie wiedzą. Czasem jadą w ten sposób do wielkiego więzienia na Butyrkach, nierzadko na któryś z dworców kolejowych, aby stamtąd jechać dalej, na miejsce wygnania. Czasem jednak jazda kończy się szybko, w drugiem lub trzeciem podwórzu. Była widocznie nakazana tylko jakiemiś szczególniej subtelnymi względami śledztwa… ●

Ćwiczenia oddziału SOD z zakresu niszczenia linii kolejowych

 

1.2 Powołanie SOD

Latem 1928 roku tajnym rozporządzeniem naczelnika państwa powołano zupełnie nowy rodzaj sił zbrojnych – Samodzielne Oddziały Dywersyjne (SOD). Ich pomysłodawcą był generał Stanisław Bułak-Bałachowicz, ale główny ciężar organizacji i wyszkolenia przyjął na siebie wojewoda stanisławowski Wacław Kostek-Biernacki. W pierwszych tygodniach 1929 roku przystąpiono do wieloetapowego programu selekcji kandydatów. Z morza uchodźców różnych narodowości, którzy osiedli w Polsce po traktacie ryskim lub zbiegli z Sowdepii, wybierano ludzi w miarę młodych, sprawnych fizycznie, nieobarczonych rodzinami oraz posiadających niewyrównane rachunki z komunistami. Kandydatów zgrupowano w piętnastu tajnych ośrodkach szkoleniowych. Szkolenie obejmowało wszechstronny trening strzelecki, walkę wręcz, sabotaż, podstawy łączności i mechaniki. Dzięki pracy wywiadu zdobyto podstawowe samochody i inne pojazdy używane w Sowietach, a kandydatów przeszkolono w ich użytkowaniu.

Grigorij Michajłowicz Siemionow (fot. DP)

Zakładano, że w planowanych operacjach użyte zostaną dziesięcioosobowe plutony lub pięcioosobowe półplutony, a w razie konieczności każdy członek SOD będzie w stanie prowadzić przez wiele miesięcy indywidualne operacje sabotażowe wedle ustalonego planu generalnego, w sposób autonomiczny, bez kontaktu z resztą oddziału i z centralą.

Dla dokładniejszego opracowania taktyki działań Ferdynand Antoni Ossendowski udał się przez USA i Japonię do Mandżurii, gdzie spotkał się ze starym towarzyszem broni barona Romana Ungerna von Sternberga – hetmanem Grigorijem Siemionowem, oraz odbył kilkutygodniową wycieczkę w głąb ZSRS, by nawiązać kontakt z generałem Iwanem Nazarowem – ostatnim białym generałem, który od 1921 prowadził roku nieprzerwaną wojnę partyzancką na Dalekim Wschodzie.

Należy przypuszczać, że sowiecki wywiad na tym etapie działań przynajmniej częściowo odkrył plan oraz zidentyfikował niektórych przedstawicieli rady instytutu, w drugiej połowie roku 1929 doszło bowiem do serii nieudanych zamachów na jej członków.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

COPYRIGHT © BY Andrzej Pilipiuk, Andrzej DolniakCOPYRIGHT © BY Fabryka Słów sp. z o.o., 2026

WYDANIE I

ISBN 978-83-8375-180-1

Kod produktu: 4000662

Wszelkie prawa zastrzeżoneAll rights reserved

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

REDAKCJAMarta Brzozowska-Smolańska

KOREKTAMarta Bozowska

KONSULTACJA HISTORYCZNAJan Dolniak

GRAFIKA ORAZ PROJEKT OKŁADKISzymon Wójciak

FOTOEDYCJARobert Łakuta

SKŁAD WERSJI [email protected]

PRODUCENTFabryka Słów sp. z o.o.ul. Poznańska 9105-850 Ożarów [email protected]

DANE DO KONTAKTUFabryka Słów sp. z o.o.ul. Chmielna 28B/400-020 Warszawawww.fabrykaslow.com.plbiuro@fabrykaslow.com.plwww.facebook.com/fabrykainstagram.com/fabrykaslow/

WYDAWCARobert Łakuta

DYREKTORKA WYDAWNICZAIzabela Milanowska

MARKETINGAleksandra KowalskaLuiza Kwiatkowska Urszula Słonecka

SPRZEDAŻ INTERNETOWA swiatksiazki.plczytam.plksiazki.pl

ZAMÓWIENIA HURTOWEDressler Dublin sp. z o.o.ul. Poznańska 9105-850 Ożarów Mazowiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32www.dressler.com.pl [email protected]