Game on 1: Zemsta jest słodka - Frederik Hansen, Andreas Nederland - ebook

Game on 1: Zemsta jest słodka ebook

Frederik Hansen, Andreas Nederland

5,0
19,99 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Lucas uwielbia gry komputerowe, niestety mama nie pozwala mu grać. Pewnego dnia łamie jednak zakaz, ale jego komputer zaczyna się dziwnie zachowywać. Bucha z niego dym, a przed Lucasem pojawiają się cztery postacie z gier: MegaMonkey, Jumpkidd, generał Major Powers i jego córka Pixie. Nie przybyli tu jednak dla rozrywki: do świata Lucasa przedostał się Potwór Cienia, który jest w posiadaniu groźnej bomby - Lucas jest wybrańcem, który musi pomóc grupie przyjaciół.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 94

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Frederik Hansen

Andreas Nederland

Game on 1: Zemsta jest słodka

Z języka duńskiego przełożyła Joanna Gwizdalska-Mentel

Saga

Game on 1: Zemsta jest słodka

Tłumaczenie Joanna Gwizdalska-Mentel

Tytuł oryginału Game on 1: Hævnen er sjød

Język oryginału duński

Copyright © 2016, 2023 Andreas Nederland, Frederik Michael Hansen i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788728278192

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

www.sagaegmont.com

Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 13,4 miliona euro.

Rozdział 1

Zapach kapusty

Lucas ściskał kurczowo maczetę, którą wycinał sobie przejście pomiędzy potężnymi roślinami, rosnącymi w poszyciu gęstej dżungli. Zbliżał się już chyba do skraju lasu, bo świergot ptaków w głośnikach powoli cichnął. Śledziło go siedmiu, ośmiu slasherów, którzy skradali się za nim ciężkimi krokami, a druga spora grupa wrogów nadchodziła także z przodu. Lucas przykucnął i schował się za drzewem. Żałośni slasherzy. Myślą, że już go dorwali. Nie wiedzą jednak, że ma pod kamizelką smartbombę. Przewinął swoją kolekcję broni, a kiedy pokazała się bomba, nacisnął lewy przycisk myszy, detonując ładunek.

BUUUM!

Ekran zalało białe światło, a kiedy zniknęło, wszyscy slasherzy leżeli martwi na ziemi wśród trzasku płonących liści palmowych. Lucas podczołgał się do przodu, pozbierał broń wroga i rzucił się biegiem w kierunku skraju dżungli.

Rozpłatał ogromny liść palmowy i wyszedł na piasek. Słońce paliło niemiłosiernie i musiał przyciemnić ekran, żeby lepiej widzieć. Wskoczył w swój egzoszkielet i odpalił rakiety. Takiej pustyni nie należy pokonywać pieszo. Świadczyły o tym wyraźnie szkielety porozrzucane wszędzie dookoła w tej gigantycznej piaskownicy. Jeśli chcesz się dostać do zamku, nie możesz iść – musisz mknąć w naładowanym do pełna egzoszkielecie.

Na horyzoncie pojawiły się wieże, a po chwili przed oczami Lucasa ukazało się całe ponure zamczysko. To tutaj mieszka Lord Darkrobe. Nie miał za dużej wiedzy o ostatnim bossie gry. Jeszcze nikt nie wrzucił na YouTube’a filmów z jego postacią. Na myśl, że to właśnie on może być jedną z pierwszych osób, którym uda się zajść tak daleko w tej grze, Lucasa załaskotało w brzuchu. Zwolnił, wylądował w pewnym oddaleniu od zamku i pokonał ostatni odcinek biegiem. Kiedy zbliżał się do wrót budowli, w słońcu zalśniły ogromne głazy. Rozejrzał się dookoła. Tam! Chwycił za duży drewniany uchwyt i pociągnął. Wrota otwierały się ze skrzypieniem. Początkowo powoli, ale nagle grzmotnęły w dół i Lucas musiał uskoczyć w bok, żeby nie stracić życia. Kiedy ogromna drewniana brama huknęła w pustynny piasek, rozległ się potężny łoskot.

Lucas wszedł do środka. Znowu rozjaśnił ekran i teraz widział, gdzie się znajduje. Szereg pochodni w narożniku ośmiokątnego pomieszczenia z ledwością oświetlał przestrzeń. Wzdłuż ścian stało kilka zakurzonych drewnianych skrzyń, a pośrodku podłogi znajdował się krzyżyk.

Kiedy wszedł na kamienną posadzkę, odpowiedziało mu donośne echo, prawie jak w kościele. Podchodził właśnie do krzyżyka, gdy nagle rozległ się huk.

ŁUP! Odskoczył na bok i w tej samej chwili na posadzce wylądował Lord Darkrobe. Wielka postać zamaskowanego złoczyńcy stała nad nim i patrzyła na niego złowrogo swoimi czerwonymi oczami. Lucasowi waliło serce. Cofnął się biegiem, wyciągnął pistolet i oddał z niego salwę. Lord Darkrobe kompletnie nic sobie z tego nie robił. Wielki złoczyńca podskoczył wysoko w powietrze i wylądował dokładnie w miejscu, w którym stał Lucas, z taką siłą, że popękała posadzka.

ŁUP!

Zdążył w ostatnim momencie rzucić się na bok.

PAF! PAF! PAF!

Lucas próbował zadać obrażenia Lordowi Darkrobe’owi ze swojego karabinu bojowego, ale kule odbijały się od ciemnego płaszcza bossa. Lord Darkrobe znowu odbił się od ziemi i wylądował ciężko na posadzce w miejscu, gdzie przed chwilą stał Lucas, który znowu musiał uskoczyć w bok. Po ponownym lądowaniu olbrzymiego bossa w posadzce pojawiły się kolejne pęknięcia.

ŁUP!

Lucas popędził do drewnianej skrzyni, rozbił ją pięściami i odetchnął z ulgą na widok zawartości: granatnik. Chwycił broń, przybliżył widok za pomocą zoomu, wycelował prosto w gębę Lorda Darkrobe’a i nacisnął lewy przycisk myszy.

Pocisk przeciął powietrze i trafił bossa prosto między czerwone oczy. Lucas wiwatował, lecz kiedy chmura dymu po eksplozji trochę opadła, zobaczył, że nic się nie stało. Lord Darkrobe znowu skoczył w jego kierunku, więc musiał szybko wiać.

ŁUP!

Lucas nic z tego nie rozumiał. Przecież wszyscy bossowie mają jakiś słaby punkt? Domyślił się schematu działania Lorda Darkrobe’a: olbrzymi łotr odbijał się, wyskakiwał w górę i lądował dokładnie w miejscu, w którym stał Lucas. Raz za razem. Ale jego czuły punkt? Gdzie Lord Darkrobe ma swój słaby punkt?

– Lucas! – zawołał jakiś głos.

– Lo-lord Da-Da-Darkrobe? – wyjąkał w odpowiedzi.

– Lucaaas!

Lucas zmarszczył czoło i przyłożył ucho do głośników w laptopie.

– Lucaaas, kochanie, zejdź na jedzenie!

Do nozdrzy Lucasa przedarł się zapach kapusty. Spojrzał na drzwi wychodzące na korytarz. Większość ich powierzchni zajmował plakat z Darkrobe Rises.

ŁUP! – rozległo się w tej samej sekundzie z gry.

Lord Darkrobe wylądował dokładnie na postaci Lucasa, która leżała teraz na posadzce w kałuży krwi.

GAME OVER – pojawił się napis na ekranie.

Lucas westchnął. Wstał z krzesła i zbiegł po schodach.

Rozdział 2

Rysy na powierzchni

Pac!

Na talerzu Lucasa wylądował kleks białej kapusty. Od jej zapachu aż zmarszczył nos.

– Jedz, kochanie, kapusta zawiera mnóstwo błonnika! A także witaminy B i C – wyjaśniała mama z uśmiechem.

Lucas siedział na końcu białego stołu. Na ścianie wisiało rodzinne zdjęcie, na którym Lucas był wtłoczony w białą koszulę, a jego tata próbował się uśmiechać. Lucas starał się nie patrzeć na zdjęcie. Na kuchennym stole stało pudełko z napisem: „Strefa bez telefonów”, do którego każdy musiał włożyć swój telefon od razu po przekroczeniu progu pomieszczenia.

Jego rodzina sprawiła sobie niedawno nową kuchnię. Kuchnię, w której drzwiczki szafek niemal lśniły, a jedzenie przygotowywało się pośrodku pomieszczenia. Była to tak zwana kuchnia otwarta, przyjazna rozmowom, co mama Lucasa traktowała bardzo dosłownie.

– Jesper? – zawołała mama.

– Oczywiście, kochanie! – odpowiedział tata Lucasa ze swojego gabinetu.

– Zapraszam na pyszne jedzenie – powiedziała mama, siadając przy drugim końcu stołu.

Tata Lucasa przyczłapał z gabinetu, usiadł i bez słowa zabrał się za jedzenie. Tata zajmował się księgowością w firmie PhoneBizz, która była jednym z wiodących przedsiębiorstw w branży technologii mobilnych.

– Wierzyć się nie chce, że musisz tyle harować w tej pracy – stwierdziła mama, kładąc dłoń na ramieniu męża. – Dzisiaj wieczorem znowu musisz iść do biura? Ale tym razem tylko na krótko, prawda?

– Oczywiście, kochanie – odpowiedział tata, dziabiąc kapustę widelcem.

W tle grało radio nastawione na stację P4. Radio grało zawsze, chociaż nikt tak naprawdę nie słuchał, co w nim mówią.

– I jak, smakuje wam? – zapytała mama Lucasa, uśmiechając się do pozostałych.

– Oczywiście, kochanie – padła szybka odpowiedź taty. Lucas wpatrywał się w swój talerz.

– Lucasie? – ponowiła pytanie mama.

Wydawało mu się, że biała plama na talerzu rośnie, kiedy na nią patrzy.

– Ziemia do Lucasa! Jesteś tu?

– Tak, no przecież, że jestem! Wyluzuj.

– Wyglądasz na zestresowanego – stwierdziła mama. – Znowu grałeś? Te wszystkie gry są strasznie stresujące!

– Mamo, nie jestem zestresowany! – krzyknął Lucas.

– Ale wyglądasz na zestresowanego! – powtórzyła mama. – Wszystko przez to granie. Przecież od tego można normalnie zwariować. Mogę ci pokazać wyniki badania, o którym czytałam. Gdzie są moje okulary? Widzieliście gdzieś moje okulary? – Lucas wskazał na okulary w wąskich oprawkach leżące tuż przed nią. – No tak! No dobrze, badanie… gdzie ja położyłam mojego iPad’a? Widzieliście mojego iPad’a? Ojej! Dymi się z garnka! Boże, czyżbym zapomniała wyłączyć płytę?

Mama Lucasa poderwała się na równe nogi i spojrzała zrezygnowanym wzrokiem na dymiący się garnek.

– Jesper! Jesper, gdzie się przykładało kciuk?

Tata wstał i położył palec na szklanej płycie. Wydała z siebie dźwięk piknięcia. Rodzice znowu usiedli przy stole.

– Zrozum, że się martwię, kiedy chodzisz taki zestresowany! Jeśli nic się nie zmieni, będę po prostu zmuszona zabrać ci na jakiś czas komputer. I koniec grania na dzisiaj! – zapowiedziała mama. – Kochanie, zgadzasz się ze mną, prawda? – zapytała, spoglądając na tatę Lucasa. – Jesper? Zgadzasz się ze mną?

Tata dźgał kapustę widelcem.

– JESPER!

Tata Lucasa podskoczył na krześle, odchrząknął i odpowiedział żonie:

– Oczywiście, kochanie!

– A może pójdziemy sprawdzić, czy mają jakąś ciekawą ofertę zajęć z piłki ręcznej? – zapytała mama, patrząc Lucasowi w oczy.

– Nie – odpowiedział.

– Piłka nożna?

– Mamo! – krzyknął Lucas.

– Hokej na lodzie – nie poddawała się mama.

– Przestań! – krzyknął Lucas. – Ile razy mam ci powtarzać? NIE MAM OCHOTY!

W otwartej kuchni zapadła cisza. Prezenter w radiu był jedyną osobą, która nie zrozumiała aluzji: „Policja nadal nie ma żadnych śladów w sprawie zamaskowanego człowieka, który dopuszcza się aktów wandalizmu w mieście” – relacjonował głos. „Widywano go w różnych miejscach, ale nikt nie wie, gdzie on lub ona obecnie przebywa”.

Mama przerwała głosowi w radiu: – Kochanie, dobrze wiem, że jesteś już zmęczony tym, że w szkole zawsze wybierają cię jako ostatniego do drużyny. Ale nigdy nie staniemy się lepsi w jakiejś dziedzinie, jeśli się poddamy. Kiedy człowiek doznaje porażki, może zrobić dwie rzeczy: poddać się albo wstać, otrzepać się i pójść dalej.

– Tak, tak. Znam doskonale to powiedzenie. Tylko że u mnie to tak nie działa – powiedział Lucas, przełykając szybko porcję kapusty.

Tata Lucasa zerwał się nagle zza stołu i chwycił się za brzuch.

– O Boże. Znowu masz te problemy z żołądkiem? – zapytała mama. – Ale pozmywasz naczynia, kiedy wrócisz z toalety?

– Oczywiście, kochanie – zgodził się tata Lucasa i pognał do ubikacji.

Lucas wpatrywał się pustym wzrokiem w talerz. Na jego dnie dostrzegł rysy. Rysy w miejscach, gdzie w talerz trafiała niezliczona ilość dziabnięć widelcem. Raz za razem, aż w końcu jego powierzchnia uległa uszkodzeniu. Wpadł na pomysł. Był prosty, ale możliwe, że genialny, a jeśli pomysł wypali, będzie pierwszą osobą, która pokonała Lorda Darkrobe’a.

Rozdział 3

Nowa taktyka

„Wygląda na to, że celem przestępcy nie jest kradzież. Zadowala się porywaniem telefonów komórkowych przypadkowych osób i ciskaniem ich o ziemię. Potem znika”.

Prezenter telewizyjnych wiadomości mówił o zamaskowanej osobie. Przestępca nadal przebywał na wolności gdzieś w mieście. „A teraz czas na prognozę pogody. Z zachodu nadciągają burze. Szczyt niepogody przypadnie w okolicy północy. Wystąpi wtedy ryzyko deszczu i burz z piorunami” – kontynuował prezenter.

Mama Lucasa zasiadła przed telewizorem i Lucas dostrzegł w tym swoją szansę na ucieczkę do swojego pokoju i powrót do gry. Przekradł się obok toalety, w której tata nadal przesiadywał z bolącym brzuchem.

– O mój Boże, zapłacisz mi za to! – usłyszał głos z toalety.

Lucas zatrzymał się i nasłuchiwał.

– Ty głupia świnio! Ja ci pokażę, kto tu rządzi!

– Ta… tato? – zaczął Lucas. – Wszystko w porządku?

– Nie! Przestań! Puszczaj mnie! Puszczaj mnie! – zaryczał tata z ubikacji.

Lucas usiłował zajrzeć przez dziurkę, ale przeszkadzał mu w tym tkwiący w niej klucz.

– Taak! Ha ha haaa! Tak jest! Na ziemię! Ha ha ha, na ziemię! – wiwatował tata.

Lucas popędził na górę. Zatrzasnął za sobą drzwi, oparł się o nie plecami i ciężko westchnął. Nareszcie sam. To znaczy, nie całkiem sam. Teraz są tu on i Lord Darkrobe.

Tym razem miał pomysł. Nacisnął „Kontynuuj” i znalazł się z powrotem w dżungli. Przedarł się przez grube liście, włożył swój egzoszkielet i przeleciał przez pustynię.

Wylądował w pobliżu zamku. Odszukał gruby, drewniany uchwyt i szarpnął za niego, aż stare drewno zatrzeszczało. Brama uderzyła z hukiem w pustynny piasek, wzbijając w powietrze tumany pyłu. Lucas wszedł do środka, zaczekał na Lorda Darkrobe’a i wtedy…

ŁUP!