Dziewczynka, której nie było - Joanna Jagiełło - ebook + książka

Dziewczynka, której nie było ebook

Joanna Jagiełło

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Wczasy nad morzem z rodzicami i dwoma nastolatkami to nie jest coś, o czym marzy Ignacy. Woli szkicować i mieć czas dla siebie. Pewnego dnia poznaje na plaży mówiącą po niemiecku pływaczkę w staroświeckim kostiumie kąpielowym, która chwali jego rysunek. Od tego czasu nie może zapomnieć o błękitnookiej Almie. Szybko okazuje się też, że tylko on ją widzi… Dla innych jest „dziewczynką, której nie było”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 79

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Joanna Jagiełło

Dziewczynka, której nie było

© by Joanna Jagiełło

© by Wydawnictwo Literatura

Ilustracje:

Paulina Wyrt

Korekta:

Lidia Kowalczyk, Joanna Pijewska

Wydanie elektroniczne I, Łódź 2026

ISBN 978-83-8208-753-6

Wydawnictwo Literatura

91-334 Łódź, ul. Srebrna [email protected] tel. (42) 630-23-81www.wydawnictwoliteratura.pl

Plik przygotował Woblink

woblink.com

Dla Piotrusia, dzięki któremu udało mi się zrealizować marzenie o pieszej podróży wzdłuż wybrzeża Bałtyku, i wszystkich, którzy podobnie jak my kochają morze

Morze jest potężnym duchem, pogrążonym w wiecznym lamencie, przepełnionym niedającym się ukoić smutkiem, obecnym w nim na wieczność. Nigdy nie uda nam się przebić powłoki jego tajemnicy, możemy jedynie krążyć, oczarowani i ogarnięci bojaźnią, po jej skraju.

Lucy Maud Montgomery

Wymarzony dom Ani

tłum. Stefan Fedyński

Dwa lata wcześniej

W kościele było duszno. Powietrze gęstniało, strużki potu spływały mi po plecach pod białą koszulą. Jednak mama, tata i Dominika nie wyglądali, jakby im było gorąco, mama nie zdjęła nawet szala.

– Idą. – Obróciła się, żeby lepiej widzieć moją kuzynkę Tonię i jej narzeczonego.

– Boska sukienka! – skomentowała Dominika.

– Cii… Zaczyna się.

Młoda para stanęła przed ołtarzem. Ksiądz otworzył usta, ale widziałem tylko jego poruszające się wargi jak przez szybę. Zamiast słów dobiegały do mnie trzaski jakby z zepsutego radia, w którym nie można znaleźć żadnej stacji. Nagle przez poszum przebił się wyraźniejszy i głośniejszy głos:

– Zgromadziliśmy się, aby pożegnać naszą siostrę. Wierzymy, że śmierć jest początkiem lepszego życia, a nasza rozłąka ze zmarłymi jest przejściowa.

Wzdrygnąłem się i teraz poczułem na plecach już nie strużki, lecz prawdziwy wodospad potu. Co ten ksiądz mówi? Czyżby pomyliły mu się ceremonie? Kręciło mi się w głowie. Ktoś zaczął strasznie szlochać.

– Już dobrze. Nie płacz. Och, kochany Augustynie, wszystko minie, minie, minie – zanucił głos, a potem pojawiły się następne.

– Przynajmniej nie cierpiała. Tu jest dobrze, jest lepiej, nie płacz już.

– Jesteś strasznie blady. Dobrze się czujesz? – szepnęła mi do ucha mama.

– Nie bardzo. Duszno mi – odparłem. – Muszę… muszę wyjść.

– Iść z tobą?

– Nie, nie. Przewietrzę się – szepnąłem i wyszedłem z kościoła. Odetchnąłem głęboko. Nie miałem zamiaru wracać. Poczekam, aż msza się skończy.

Nagle spostrzegłem, że na schodkach przed kościołem siedzi staruszka. Miała opuszczoną głowę i przymknięte oczy, jakby spała albo źle się poczuła. Gdy podszedłem, by zapytać ją, czy nie potrzebuje pomocy, zorientowałem się, że to żebraczka. Obszukałem kieszenie w poszukiwaniu drobnych i wrzuciłem do tekturowego pudełka kilka monet.

– Dziękuję – powiedziała chrapliwym głosem. – Dobry chłopiec z ciebie. Daj, coś ci powiem. – Chwyciła moją dłoń i zaczęła przesuwać po niej kościstymi palcami. Chciała mi wróżyć? Nie wyglądała na Cygankę. – Przyszłość cię czeka wspaniała.

Uśmiechnąłem się pod nosem. Co za bzdury. Każdemu można coś takiego powiedzieć.

– Będziesz tworzył piękne rzeczy. Jesteś urodzonym artystą – dodała, a ja uznałem, że zobaczyła resztki farby akrylowej za moimi paznokciami. Wczoraj malowałem i nie chciała się domyć. – Kochliwy będziesz. Tak, w twoim życiu dwie rzeczy będą ważne, piękno i miłość. A życie cię czeka długie. Chyba że… – Nagle zmarszczyła brwi i podniosła głowę.

Dopiero wtedy zrozumiałem, że jest niewidoma. Jej oczy były zasnute mgłą, a obok tekturowego pudełka leżała biała laska, której wcześniej nie zauważyłem. Nagle objęła dłońmi moją twarz.

– Ty widzisz, słyszysz i czujesz więcej.

– Co to znaczy?

– Potrafisz… usunąć blokady… odkryć warstwy czasu… To się niedługo przydarzy. Ale… Widzę niebezpieczeństwo, wyspę na linii życia… Będziesz musiał podjąć dobrą decyzję, mądrą, pamiętaj.

Nic z tego nie zrozumiałem. „Usunąć blokady? Odkryć warstwy czasu? Wyspa na linii życia?” Z drugiej strony… skąd mogła wiedzieć, że lubię rysować? Albo… skąd w ogóle wiedziała, że jestem chłopcem? Była jasnowidzką?

– Ale jaką decyzję? – Przełknąłem ślinę.

– Pamiętaj o żywych – odparła i oderwała ode mnie dłonie. W samą porę, bo państwo młodzi właśnie wychodzili z kościoła.

Wymamrotałem pod nosem słowa pożegnania i ruszyłem w ich stronę.

– Już ci lepiej? – zapytała z troską mama i podała mi bukiet dla nowożeńców.

– Tak. Tam po prostu… było duszno – odparłem.

– Już gdy byłeś mały, nie przepadałeś za kościołami. Ale nie tylko… Źle się czułeś w niektórych budynkach, na przykład na dworcach, w szpitalach…

– Idziemy do kolejki? – przerwała nam Domi.

Kiwnąłem głową. Nie chciałem już o tym rozmawiać. Ani myśleć o słowach staruszki.

Spojrzałem na schody, ale jej już tam nie było. Może tylko ją sobie wyobraziłem? Tak jak i to, że w kościele odbywał się obok ślubu jednocześnie pogrzeb.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Dwa lata wcześniej

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie