Drohobycz - Serhij Żadan - ebook + książka

Drohobycz ebook

Żadan Serhij

4,3

Opis

 

Drohobycz to nowy tom wierszy znanego w Polsce ukraińskiego poety Serhija Żadana. Jest to również miasto dobrze znane każdemu czytelnikowi w Polsce – to w nim urodził się Bruno Schulz. Autor tomu we wstępie tak oddaje aurę tego wyjątkowego miejsca: „Natomiast DrohobyczDrohobycz to miasto, które było miastem, kiedy miast prawie nie było. Ma ono miejską zabudowę. Czyli chaotyczną i nieuporządkowaną. Czyli najwygodniejszą dla mieszkańców. Czyli taką, która pozwala zabłądzić między dwiema ulicami i trzema kościołami. Bo jeśli w mieście nie można zabłądzić — no to w ogóle nie jest to miasto”. Ta magia towarzyszy lekturze wierszy w przekładzie Jacka Podsiadły. W skład tomu wchodzi 15 kolorowych grafik ukraińskiej artystki Olgi Czyhryk.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 36

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (57 ocen)
32
15
7
3
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
annazet5

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo wzruszający tomik, szczególnie teraz, w obliczu wojny toczącej się na oczach całego świata w Ukrainie...
10
undula
(edytowany)

Nie oderwiesz się od lektury

nie znam się na poezji i nie umiem jej czytać, ale Żadan nie wymaga od nas znajomości środków, figur, kontekstów. Wymaga jedynie empatii i to właśnie na jej strunach gra, malując obraz codzienności ludzi na zawsze już naznaczonej przez wojnę. Rzecz piękna, wzruszająca, przystępna i szalenie dobra. Nad klimatem tego zbioru unosi się cień Schulza, widoczny może nie w stylu czy temacie, ale pewnej wrażliwości, czy wreszcie w losach samego Żadana - poety okupowanego miasta i kraju. Pięknym pomostem między Drohobyczem, Schulzem i Zadanem są ilustracje drohobyckiej graficzki, które równie dobrze moglyby pochodzić ze Sklepów Cynamonowych.
00
Warszamamka

Nie oderwiesz się od lektury

Na mnie największe wrażenie zrobił ostatni rozdzial z sylwetkami mieszkańców podbitych ukraińskich miast.
00
dreszczyk

Nie oderwiesz się od lektury

Niestety bardzo aktualna i zasmucającą poezja
00

Popularność




redaktor tomu

Paweł Orzeł

redakcja przekładów i nota

Paweł Próchniak

korekta

Adam Buszek

Wyboru dokonano z tomów:

Життя Марії (2015) iТамплієри (2016);

część wierszy nie była wcześniej drukowana.

Rozmieszczenie ilustracji w tomie

według koncepcji autora.

© Copyright for the Polish edition

by Państwowy Instytut Wydawniczy, 2018

© Copyright for the Polish translation

by Jacek Podsiadło

Księgarnia internetowawww.piw.pl

www.fb.com/panstwowyinstytutwydawniczy

ISBN 978-83-06-03494-3

Skład wersji elektronicznej:

Kamil Raczyński

konwersja.virtualo.pl

DROHOBYCZ I OKOLICE

1

Cień Schulza przemknął zaraz, jak tylko zapadł zmrok. Letnie noce nie skąpią cieni, więc nic dziwnego, że pojawił się wśród nich i cień Schulza. O letniej nocy pisał tak: „Głucha, gęsta ciemność tłoczyła ziemię, cielska jej leżały zabite jak czarne, bezwładne bydlęta z wywalonymi ozorami, lejąc ślinę z bezsilnych pysków. Ale jakaś inna woń, jakiś inny kolor ciemności zwiastował dalekie zbliżanie się świtu (…). To jest chwila, kiedy na najtrzeźwiejszą, na bezsenną głowę spływa przez moment zamroka senna. Chorzy, bardzo smutni i rozdarci, mają wtedy chwilę ulgi”. My byliśmy chorzy, bardzo smutni i rozdarci. A do tego pierwszy raz byliśmy w Drohobyczu. A kiedy pierwszy raz znajdziesz się w mieście, próbujesz się uczepić czegoś znajomego, czegoś, co możesz sobie jeśli nie przypomnieć, to przynajmniej wyobrazić. W Drohobyczu wszyscy mieliśmy jednego i tego samego znajomego. Nazywał się Schulz. Spróbuj go sobie przypomnieć. Albo wyobrazić.

Oto stoi za rogiem, rozmawia z kimś, coś objaśnia. Oblicze o ostrych, ptasich rysach, ubranie robocze, znoszone buty – jest tu u siebie, może zanurkować do byle bramy i rozpuścić się w zmierzchu, on też jest bardzo smutny i rozdarty, rozdarty od kilku dekad, od dnia, kiedy zastrzelono go tutaj – w środku jego rodzinnego miasta, w środku jego literatury. I tak chodzi do teraz – rozdarty, bardzo smutny. Trudno nie poznać.

Czerwiec był deszczowy i rzeźwy. Za dnia między deszczami pojawiało się słońce, oświetlało wzgórza wokół miasta, osuszało kałuże na starych podwórkach, sprawiało, że trawa między kamieniami stawała się szmaragdowa i twarda. Pod wieczór robiło się chłodno, jakby wracała wczesna wiosna, i kawałki ciemności rzeczywiście leżały na chodnikach i w parkach jak czarne, bezwładne bydlęta z wywalonymi językami. Czyli szedłeś i bałeś się, że na nie nadepniesz. Znaczy się, na języki. Drohobycz przypominał wielką dekorację z wystawy historycznej. Czyli było go za mało jak na miasto, ale na dużą dekorację wystarczał w zupełności. Ja jestem z Ukrainy Wschodniej, a u nas rozumienie natury miasta jest całkiem inne, dla nas miasto to kupa wypaczonego przez ludzki geniusz żelazobetonu, miasto zaczyna się dla nas tam, gdzie w procesie produkcji niszczy się zdrowie od stu tysięcy ludzi wzwyż, wszystko inne to nie jest tak naprawdę miasto, tylko wieś, czy też – mówiąc suchym językiem urzędowym – osiedle typu miejskiego. Czyli sioło, ale typu miejskiego. A co to takiego typ miejski? Infrastruktura i branża niewyszukanych rozrywek. Cała reszta – smutny sektor prywatny i beznadziejne mieszkania spółdzielcze.

Natomiast Drohobycz… Drohobycz to miasto, które było miastem, kiedy miast prawie nie było. Ma ono miejską zabudowę. Czyli chaotyczną i nieuporządkowaną. Czyli najwygodniejszą dla mieszkańców. Czyli taką, która pozwala zabłądzić między dwiema ulicami i trzema kościołami. Bo jeśli w mieście nie można zabłądzić – no to w ogóle nie jest to miasto. Tak – miejski typ, osiedle. I jeszcze, rzecz jasna, cienie. Cienie tych, którzy tu żyli przez setki lat, którzy na tych ulicach zakochiwali się, bogacili, tracili wiarę, starzeli się, umierali. A jeszcze cienie tych, co umierali nie swoją śmiercią. Ich cienie są szczególnie niepokojące i niespokojne. To jak z miejskimi ptakami na wiosnę – niby wszystko na swoim miejscu, ale jakieś zmarznięte po zimie, zlodowaciałe. Więc są zaniepokojone. I cienie zmarłych podobnie – kręcą się wokół miejsc, gdzie zginęli, niepokoją się. Najwyraźniej na miejsce zbrodni ciągnie nie tylko zbrodniarzy. Tak samo ciągnie tu ofiary zbrodni. Miejsca zbrodni w ogóle przyciągają. Jakoś łamie się tam struktura przestrzeni, i struktura czasu tak samo, i możesz tam zastygnąć, czując, jak historia podąża dalej, obchodząc cię, omijając, nieświadoma twojej obecności. Bo czym jest twoja obecność w obcym mieście? Zbędnym skrzepem w ciemności, który leży jak czarne, bezwładne bydlęta, cudzym głosem, na którego dźwięk odwracają się chyba tylko ptaki, postacią, po której nic nie zostaje na tych chodnikach. Przybywamy do obcych miast ze swoimi wyobrażeniami, odczytujemy złożoną mechanikę ulic i adresów, patrzymy w cudze okna, przekonujemy się ostatecznie, że nikt tu na nas nie czekał i z czystym sumieniem ruszamy dalej. Na dworzec odprowadzają nas chyba tylko cienie. W Drohobyczu może to być cień Schulza.