Dom Pełen Łotrów - Robert E. Howard - ebook + audiobook

Dom Pełen Łotrów ebook i audiobook

Robert E. Howard

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

W mieście, którym rządzi nie król, lecz jego kapłan, władza ma kolor krwi. Nabonidus, zwany Czerwonym Kapłanem, pociąga za sznurki, na których tańczą lud, kanclerz i sam monarcha. Gdy młody arystokrata Murilo dostaje od niego w prezencie złotą szkatułkę z odciętym ludzkim uchem, wie, że wyrok już zapadł.

 

Postanawia uderzyć pierwszy. Narzędziem ma być barbarzyńca z dalekiej Cymmerii, zakuty w kajdany w najsilniej strzeżonym lochu miasta, który czeka na stryczek. Wolność za jedno zabójstwo to uczciwa zapłata. Conan nie zna jednak ani strachu, ani pośpiechu, a w mrocznym domu Czerwonego Kapłana czyha coś, czego nie przewidział żaden z zamachowców.

 

Tej nocy w domu pełnym pułapek spotkają się złodziej, szpieg, intrygant i kilku spiskowców. Tylko jedno jest pewne: nikt z nich nie jest niewinny.

 

Jedno z najbardziej przewrotnych opowiadań Roberta E. Howarda, pełne mroku, ironii i grozy, w nowym przekładzie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 48

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 1 godz. 5 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Sebastian Kumor

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Conan Barbarzyńca

Dom Pełen Łotrów

Robert E. Howard

Przetłumaczył Marcin Gołda

WROTA WYOBRAŹNI · 2026

Dom Pełen Łotrów

Autor: Robert E. Howard

Tytuł oryginału: Rogues in the House

Tłumaczenie: Marcin Gołda

Okładka: Marcin Gołda

Wydanie I

ISBN: 978-83-68914-87-0

Copyright

© 2026 by Wrota Wyobraźni

Wszelkie prawa zastrzeżone

Rozdział I

Podczas dworskiej uroczystości Nabonidus, Czerwony Kapłan, prawdziwy władca miasta, uprzejmie dotknął ramienia Murila, młodego arystokraty. Murilo odwrócił się, napotkał zagadkowe spojrzenie kapłana izadumał się nad ukrytym wnim znaczeniem. Nie zamienili ani słowa, lecz Nabonidus skłonił się iwręczył Murilowi małą złotą szkatułkę. Młody szlachcic, wiedząc, że Nabonidus niczego nie czyni bez powodu, przeprosił towarzystwo przy pierwszej sposobności ipospieszył do swej komnaty. Tam otworzył szkatułkę iznalazł wniej ludzkie ucho, które rozpoznał po szczególnej bliźnie. Zlał go pot inie miał już wątpliwości, co znaczyło spojrzenie Czerwonego Kapłana.

Lecz Murilo, mimo wonnych czarnych loków ifircykowatego stroju, nie był słabeuszem, który bez walki pochyli kark pod nóż. Nie wiedział, czy Nabonidus tylko się znim bawi, czy też daje mu sposobność, by sam udał się na wygnanie; jednak to, że wciąż żył ibył na wolności, dowodziło, iż darowano mu przynajmniej kilka godzin – zapewne na rozmyślania. Do podjęcia decyzji nie trzeba mu było wszakże rozmyślań; trzeba mu było narzędzia. ILos podsunął mu je, działając wśród spelunek izamtuzów nędznych dzielnic, podczas gdy młody szlachcic drżał idumał wtej części miasta, gdzie wznosiły się pałace arystokracji, marmurowe iz kości słoniowej, zwieńczone purpurowymi wieżami.

Był wmieście pewien kapłan Anu, którego świątynia, wznosząca się na skraju dzielnicy nędzy, była widownią nie tylko nabożeństw. Kapłan ów był tłusty isyty, aparał się zarazem paserstwem iszpiclowaniem dla straży miejskiej. Na obu tych polach interes kwitł mu wnajlepsze, sąsiadował bowiem zLabiryntem – plątaniną błotnistych, krętych zaułków iplugawych nor, gdzie zbierali się najzuchwalsi złodzieje królestwa. Zuchwałością przewyższali wszystkich dwaj: Gunderlandczyk, dezerter zoddziałów najemnych, ibarbarzyńca zCymmerii. Za sprawą kapłana Anu Gunderlandczyka pojmano ipowieszono na placu targowym. Lecz Cymmeryjczyk zbiegł, adowiedziawszy się okrężną drogą ozdradzie kapłana, wszedł nocą do świątyni Anu iuciął kapłanowi głowę. Wmieście zawrzało, ale poszukiwania zabójcy okazały się bezowocne, póki pewna kobieta nie wydała go władzom inie zaprowadziła kapitana straży zjego oddziałem do ukrytej izby, gdzie barbarzyńca leżał pijany.

Gdy go pochwycono, ocknął się – otępiały, lecz rozjuszony – rozpruł kapitanowi brzuch, przedarł się przez napastników ibyłby umknął, gdyby nie trunek, który wciąż mącił mu zmysły. Oszołomiony ina wpół oślepły, wszaleńczym pędzie minął otwarte drzwi itak straszliwie grzmotnął głową wkamienną ścianę, że stracił przytomność. Gdy przyszedł do siebie, leżał wnajsilniej strzeżonym lochu miasta, przykuty do ściany łańcuchami, których nie zdołałyby zerwać nawet jego barbarzyńskie muskuły.

Do tej celi przybył Murilo, zamaskowany iotulony szerokim czarnym płaszczem. Cymmeryjczyk przyjrzał mu się zzaciekawieniem, biorąc go za kata przysłanego, by znim skończyć. Murilo wyprowadził go zbłędu isam przyglądał mu się znie mniejszym zainteresowaniem. Nawet wmdłym świetle lochu, mimo skuwających go łańcuchów, pierwotna siła tego człowieka rzucała się woczy. Potężne ciało igrube, umięśnione kończyny łączyły siłę niedźwiedzia ze zwinnością pantery. Spod splątanej czarnej grzywy niebieskie oczy płonęły nieposkromioną dzikością.

– Chciałbyś żyć? – spytał Murilo.

Barbarzyńca mruknął coś, aw jego oczach błysnęło nowe zainteresowanie.

– Jeśli urządzę ci ucieczkę, wyświadczysz mi przysługę? – zapytał arystokrata.

Cymmeryjczyk nie odezwał się, lecz jego natężone spojrzenie wystarczyło za odpowiedź.

– Chcę, byś zabił dla mnie pewnego człowieka.

– Kogo?

Głos Murila zniżył się do szeptu.

– Nabonidusa, królewskiego kapłana!

Cymmeryjczyk nie okazał ani zdziwienia, ani niepokoju. Nie znał ani lęku przed władzą, ani czci dla niej, jakie cywilizacja wpaja ludziom. Król czy żebrak – dla niego wszystko jedno. Nie spytał też, czemu Murilo przyszedł właśnie do niego, skoro poza murami więzień dzielnice roiły się od rzezimieszków.

– Kiedy mam uciec? – zapytał.

– W ciągu godziny. Nocą wtej części lochów jest tylko jeden strażnik. Można go przekupić – ijuż go przekupiono. Patrz, oto klucze do twoich łańcuchów. Zdejmę je, aw godzinę po moim odejściu strażnik Athicus otworzy drzwi twojej celi. Zwiążesz go pasami materiału oddartymi od tuniki; gdy go znajdą, władze pomyślą, że ktoś zzewnątrz cię odbił, inie będą go podejrzewać. Idź prosto do domu Czerwonego Kapłana izabij go. Potem udaj się do Szczurzej Nory, gdzie będzie na ciebie czekał człowiek zsakiewką złota ikoniem. Znimi wymkniesz się zmiasta iuciekniesz zkraju.

– Zdejmij te przeklęte łańcuchy, ito zaraz – zażądał Cymmeryjczyk. – Ikaż strażnikowi przynieść mi jedzenia. Na Croma, cały dzień żyję ospleśniałym chlebie iwodzie ikonam zgłodu.

– Tak się stanie; ale pamiętaj – nie wolno ci uciec, póki nie zdążę dotrzeć do domu.

Uwolniony złańcuchów barbarzyńca wstał iprzeciągnął się, prężąc ciężkie ramiona, które wmroku lochu wydawały się olbrzymie. Murilo znów poczuł, że jeśli jakikolwiek człowiek na świecie zdoła wykonać zadanie, które mu wyznaczył, to właśnie ten Cymmeryjczyk. Powtórzywszy mu pokrótce wskazówki, opuścił więzienie, nakazawszy wpierw Athicusowi zanieść więźniowi półmisek wołowiny ipiwo. Był pewien, że może ufać strażnikowi – nie tylko zracji zapłaconych pieniędzy, lecz także dlatego, że wiedział onim to iowo.

Gdy wrócił do swej komnaty, Murilo całkowicie panował już nad lękiem. Nabonidus uderzy rękami króla – tego był pewien. Askoro królewscy gwardziści nie dobijali się do jego drzwi, znaczyło to, że kapłan nic jeszcze królowi nie powiedział. Jutro zpewnością przemówi – oile dożyje jutra.

Murilo wierzył, że Cymmeryjczyk dotrzyma mu słowa. Czy zdoła dopiąć swego – to się dopiero okaże. Już wcześniej próbowano zgładzić Czerwonego Kapłana, azamachowcy ginęli śmiercią ohydną iniepojętą. Byli to jednak wychowankowie ludzkich miast, pozbawieni wilczych instynktów barbarzyńcy. Wchwili gdy Murilo, obracając wdłoniach złotą szkatułkę zodciętym uchem, dowiedział się tajnymi kanałami opojmaniu Cymmeryjczyka, od razu dostrzegł wtym wyjście zkłopotu.

W zaciszu komnaty wzniósł toast za owego człowieka, któremu na imię było Conan, iza to, by tej nocy mu się powiodło. Agdy pił, jeden zjego szpiegów przyniósł mu wieść, że Athicus został pojmany iwtrącony do lochu. Cymmeryjczyk nie uciekł.

Murilo poczuł, jak krew znów lodowacieje mu wżyłach. Wtym zrządzeniu losu widział jedynie złowrogą rękę Nabonidusa icoraz mocniej opanowywało go upiorne przeświadczenie, że Czerwony Kapłan jest kimś więcej niż człowiekiem – czarnoksiężnikiem, który czyta wmyślach swych ofiar i