Dary Ziemi. Czego przyroda uczy nas o wzajemności - Robin Wall Kimmerer - ebook + audiobook

Dary Ziemi. Czego przyroda uczy nas o wzajemności ebook

Robin Wall Kimmerer

0,0
44,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

MAŁA KSIĄŻKA, WIELKI PRZEKAZ

*

A co, jeśli największą rewolucjonistką naszych czasów jest… roślina? Taka, która dba o dobrostan wszystkich wokół siebie. Wiosną rozkwita i przyciąga owady, latem zaprasza na ucztę, a jesienią oddaje ziemi to, czego sama nie wykorzystała.

Robin Wall Kimmerer – autorkabestsellerowej Pieśni Ziemi – śledzi rytm życia świdośliwy i przekuwa tę obserwacje w poruszającąlekcję płynącą z głębi natury. Profesorka botaniki i członkini plemienia Potawatomi pokazuje, że odwrót od konsumpcjonizmu zaczyna się od drobnych decyzji: tego, jak robimy zakupy, czy dzielimy się nadmiarem i w jaki sposób dbamy o sąsiedztwo. Uczy, że codzienna troska i wdzięczność mogą się stać prawdziwą strategią przetrwania.

Niewielka książka, a uderza z wielką siłą. Po lekturze chce się ją podarować bliskim, przyjaciołom – każdemu, kto czuje, że zmiana może się zacząć od jednego drzewa.

*

Książka roku według „Scientific American”, „Forbes” i „Library Journal”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 62

Data ważności licencji: 11/29/2029

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginałuThe Serviceberry: Abundance and Reciprocity in the Natural World

Copyright © 2024 by Robin Wall Kimmerer All rights reserved

Copyright © for the illustrations John Burgoyne

Copyright © for the translation by Monika Bukowska

Projekt okładki Daniele Roa

Zdjęcia na okładce © Boston Athenaeum/Gift of Isaac Sprague, Jr. Photo: Bridgeman Images; Mary Vaux Walcott. Smithsonian American Art Museum, Gift of the artist, 1970.355.455

Adaptacja okładki Karolina Korbut

Redaktorka nabywająca Milena Rachid Chehab

Redaktorka prowadząca Paulina Jóźwik

Korekta Anna Skóra, Beata Stefaniak-Maślanka

Koordynator produkcji Jakub Kornacki

Opieka promocyjna Małgorzata Augustyniak

ISBN 978-83-8427-257-2

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: [email protected]

Wydanie I, Kraków 2026

Plik przygotował Woblink

woblink.com

Moim wspaniałym sąsiadom, Paulie i Edowi Drexlerom

Wszystko rozkwita dzięki wzajemności

Z lesistych wzgórz spływa chłodny oddech wieczoru i zastępuje spiekotę dnia. Wraz z nim przybywają ptaki, równie mocno jak ja łaknące orzeźwienia. Przybywają wśród krzyków, które brzmią jak śmiech, a ja odpowiadam im śmiechem z podobną radością. Otaczają mnie jemiołuszki cedrowe i przedrzeźniacze, przed oczami miga mi opalizujące upierzenie błękitnika. Nigdy nie czułam takiej wspólnoty z drozdem wędrownym, moim imiennikiem1, jak w tym momencie, kiedy oboje delektujemy się tą słodyczą i świergoczemy radośnie. Krzewy uginają się pod grubymi kiściami czerwieni, granatu i fioletu w każdym stadium dojrzałości — owoców jest tak wiele, że można je zrywać garściami. Cieszę się, że mam ze sobą wiaderko, które z każdą chwilą jest coraz cięższe. Ptaki gromadzą te smakołyki w swoich brzuszkach, a ja zastanawiam się, czy nie będą zbyt ociężałe, by latać.

Ta obfitość to prawdziwy dar od natury. Nie zapłaciłam za te owoce ani nie zapracowałam na nie. Nie istnieje żaden rachunek, według którego jestem ich godna. A mimo to są dla mnie dostępne — tak samo jak słońce i powietrze, ptaki i deszcz zbierający się w piętrowych cumulonimbusach, odległych burzowych konstrukcjach. Można nazwać je zasobami naturalnymi albo usługami ekosystemowymi, ale drozdy i ja traktujemy je jako dary. I one, i ja z pełnymi ustami śpiewamy hymn wdzięczności.

Moja radość po części bierze się z niespodziewanej obecności tych darów. To niesamowite, że mogę je tu zrywać. Miejscowa świdośliwa drzewia­sta ­ma drobne, twarde, zwykle niezbyt soczyste owoce. Jednak dzisiaj moje wiaderko wypełnia plon odmiany zachodniej, świdośliwy olcho­listnej, zasadzonej przez moich sąsiadów farmerów — Paulie i Eda. To pierwszy rok, kiedy ich krzewy wydają owoce i robią to z entuzjazmem równym mojemu.

Popularne angielskie określenie na świdośliwę to service­berry — co można przetłumaczyć jako „owoc służby” albo „owoc posługi” — ale jest ono jednym z wielu. Etno­botanicy wiedzą, że roślina ma tym więcej nazw, im większe jest jej kulturowe znaczenie. Te drzewa i krzewy są uwielbiane ze względu na swoje owoce, zastosowanie lecznicze i puszyste kwiecie, które wraz z pierwszym tchnieniem wiosny zaczyna się bielić na skraju lasu. Świdośliwa należy do roślin, które dawniej wyznaczały rytm pór roku. Gdy kwitła, oznaczało to, że ziemia odtajała. Wtedy górskie drogi stawały się przejezdne dla przybywających z duszpasterską posługą wędrownych kaznodziejów. Był to także sygnał dla rybaków, że alozy, ryby z rodziny śledziowatych, płyną w górę rzeki — przynajmniej w czasach, kiedy rzeki były czyste i wolne na tyle, że odbywało się w nich tarło.

Rośliny wyznaczające rytm pór roku, takie jak śwido­śliwa, odgrywały ważną rolę w synchronizowaniu wędrówek dawnych plemion, które migrowały do miejsc, gdzie było dostępne pożywienie. Zamiast podporządkowywać sobie Ziemię, same się jej podporządkowywały. Jedzenie tego, co jest dostępne w danej porze roku, jest wyrazem celebrowania obfitości, wychodzimy jej bowiem na spotkanie wtedy, kiedy się pojawia, i tam, gdzie się pojawia. Świat pełen magazynów żywności i sklepów przyzwyczaił nas, że wszystko mamy na wyciągnięcie ręki. Sprawiamy, że pożywienie samo do nas przychodzi — co wiąże się ze sporymi kosztami finansowymi i obciążeniem środowiska naturalnego — zamiast brać to, co zostało nam ofiarowane we właściwym dla tego czasie. Te świdośliwy nie zostały do niczego zmuszone i nie pozostawiają śladu węglowego. Może właśnie dlatego ich owoce — które pojawiają się tylko o tej porze roku — smakują tak wybornie: czuć, że nie wyrosły na niczyjej krzywdzie.

Nazwa serviceberry nie pochodzi jednak od służby ani usług świadczonych nam przez tę roślinę; wyewoluowała ona z dawnego określenia rodziny różowatych, do której świdośliwa należy — sorbus. Przekształciło się ono z czasem w sarvis, a potem service. I choć nazwa nie jest związana z użytecznością tej rośliny, to świdośliwa dostarcza nie­zliczonych pożytków nie tylko ludziom, ale i wielu innym istotom: wspiera bioróżnorodność, jej liście są ulubioną przekąską jeleni i łosi, żerują na nich gąsienice licznych gatunków motyli — w tym paziowatych, pokłonników czy ogończyków — kwiaty są istotnym źród­łem wczesnowiosennych pyłków dla nowo pojawiających się owadów, a owocami żywią się ptaki, które czerpią z nich kalorie potrzebne im w sezonie lęgowym.

Również ludziom ich spożywanie przynosi pożytek, świdośliwa bowiem, jako ważny składnik pemikanu, stanowiła istotny element diety rdzennych ludów Ameryki. Suszone owoce i mięso jelenia albo bizona rozdrabniano na proszek, mieszano z wytopionym tłuszczem i w ten sposób powstawały swojego rodzaju batony energetyczne. Ta wysoce skondensowana, zakonserwowana żywność zapewniała wszystkie niezbędne wartości odżywcze w okresach głodu, a do tego można ją było długo przechowywać i łatwo transportować. Pemikan zaczął odgrywać ważną rolę w tradycyjnej gospodarce handlowej, opartej na misternie utkanej lokalnej i transkontynentalnej sieci, którą rozprowadzano kluczowe surowce między ekosystemami i kulturami. Nadwyżkę żywności można było wymieniać na inne dobra, do których dana grupa nie miała dostępu.

Świdośliwa stała się częścią tradycji kulinar­nych wszędzie, gdzie rośnie. Jestem członkinią plemienia Potawatomi, które należy do grupy ludów Anishinaabe zamieszkujących region Wielkich Jezior. Na tradycyjnych ucztach miałam zaszczyt jeść słodkie i gęste fioletowe desery z owoców świdośliwy, które pobudzały moje kubki smakowe i ożywiały wspomnienia prastarych potraw.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

1 Drozd wędrowny to po angielsku robin (przyp. tłum.).

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Dary Ziemi. Czego przyroda uczy nas o wzajemności

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie