Daj mi pić - Józef Augustyn SJ - ebook

Daj mi pić ebook

Józef Augustyn SJ

0,0

Opis

W drugim tygodniu Ćwiczeń duchownych św. Ignacy Loyola wprowadza nas w szukanie intymnego spotkania z Jezusem i rozważanie Jego nauki, byśmy mogli Go lepiej poznać, pokochać i naśladować. Dzięki ewangelicznej kontemplacji ziemskie życie Chrystusa staje się dla nas sakramentem, który umożliwia nam poznanie tajemnicy samego Boga. Patrząc na człowieczeństwo Jezusa oczami ciała, poznajemy Jego Bóstwo oczami duszy. Całe Jego życie, które kontemplujemy, mówi nam o miłości Boga do nas i zaprasza nas do udzielenia na nią hojnej odpowiedzi. To pełnia Bóstwa, która jest w Jezusie, uświęca każde Jego słowo i czyn. Cała ludzka rzeczywistość doznaje w Nim uświęcenia. Dlatego też wszystko, co opisują Ewangelie, stanowi dla nas pouczenie także o tym, kim my jesteśmy, kim mamy się stawać i jak mamy żyć. Dla tych, którzy stają przed ważnymi wyborami życiowymi, rozważania drugiego tygodnia Ćwiczeń mogą być wielką pomocą w szukaniu i odnajdywaniu woli Bożej.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 355

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0

Popularność




WPROWADZENIE DO METODY KONTEMPLACJI EWANGELICZNEJ

I. ISTOTA I CEL KONTEMPLACJI

W drugim tygodniu Ćwiczeń duchownych1 św. Ignacy Loyola wprowadza nas w nowy sposób modlitwy – w kontemplację. Obok modlitwy ustnej i medytacji należy ona do jednej z trzech głównych form modlitwy, które w ciągu wieków wypracowała tradycja chrześcijańska.

1. Czym jest kontemplacja ewangeliczna?

Kontemplacja jest przede wszystkim szukaniem intymnego spotkania z Bogiem Człowiekiem. Jest miłosnym, intuicyjnym poznaniem miłości Boga do człowieka, która objawiła się w Jezusie Chrystusie. Św. Teresa Wielka, hiszpańska karmelitanka i mistyczka, pisze, że „kontemplacja jest […] głębokim związkiem przyjaźni, w którym rozmawiamy sam na sam z Bogiem, w przekonaniu, że On nas kocha”. Przez kontemplację szukamy Jezusa, którego miłuje dusza moja (Pnp 1, 7).

„Kontemplacja – mówi Thomas Merton, amerykański mnich i pisarz – jest fuzją życia, poznania, wolności i miłości w doskonale prostej intuicji jedności wszelkiej miłości, wolności, prawdy i życia u ich źródła, którym jest Bóg. Kontemplacja jest jednocześnie egzystencjalnym poznaniem swej własnej «nicości» i Boskiej rzeczywistości, której doświadczamy jako niemożliwe do opisania spotkanie w głębi naszego bytu. […] Kontemplacja jest uczestnictwem w konkretnym działaniu Boga w czasie, w kulminacji Boskiego wtargnięcia w ludzką historię, które – będąc aktem człowieka, jak i Boga – może być komunikowane duchowo i wciąż na nowo powtarzane w życiu poszczególnych ludzi”.

Miejscem kontemplatywnego spotkania człowieka z Bogiem Człowiekiem jest ewangeliczny opis Jego życia w czterech Ewangeliach. Właśnie dlatego mówimy o kontemplacji ewangelicznej. Cztery Ewangelie opowiadają nam o całym życiu Jezusa: o Jego Wcieleniu, życiu ukrytym, życiu publicznym, o Jego nauczaniu oraz o Jego śmierci i Zmartwychwstaniu. Ziemskie życie Jezusa, Jego człowieczeństwo jest „znakiem”, „sakramentem”, który umożliwia nam poznanie tajemnicy samego Boga. Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca (J 14, 9) – powie Jezus. Patrząc na człowieczeństwo Jezusa oczami ciała, możemy widzieć Jego Bóstwo oczami duszy. Całe życie Jezusa, każde Jego słowo i każdy Jego gest, opowiada nam Dobrą Nowinę. Jej istotną treść stanowi nieskończona miłość Boga do nas.

Jezus objawia nam tajemnicę miłości Boga nie tylko wtedy, gdy mówi o niej wprost. Objawia nam ją także wówczas, kiedy przebywa z ludźmi, uzdrawia, pracuje. Jezus objawia nam miłość Boga, gdy odpoczywa, modli się, spożywa posiłki. Najwyraźniej przemawia do nas jednak wówczas, kiedy dla nas cierpi, umiera i zmartwychwstaje. Pełnia Bóstwa obecna w życiu Jezusa uświęca każde Jego słowo, każdy czyn, każdy gest. Cała ludzka rzeczywistość doznała w Jezusie uświęcenia. I dlatego wszystko, co opisują Ewangelie, stanowi dla nas pouczenie o tym, kim jesteśmy, kim mamy się stawać i jak mamy żyć. Dzięki Ewangelii odkrywamy cel i sens naszego życia, odkrywamy naszą ludzką tożsamość.

2. Tradycja duchowości chrześcijańskiej o kontemplacji

Dla przybliżenia, czym jest kontemplacja, sięgnijmy do Katechizmu Kościoła Katolickiego2, który odwołując się do bardzo bogatej tradycji duchowości chrześcijańskiej, daje przepiękną syntezę kontemplacji.

„Kontemplacja jest modlitwą dziecka Bożego, grzesznika, któremu przebaczono, który zgadza się na przyjęcie miłości, jaką jest kochany, i chce na nią odpowiedzieć jeszcze bardziej kochając (por. Łk 7, 36-50; 19, 1-10). Jest on jednak świadomy, że jego odwzajemniająca miłość jest tą miłością, którą Duch Święty rozlewa w jego sercu, albowiem wszystko jest łaską od Boga. Kontemplacja jest pokornym i ubogim powierzeniem się miłującej woli Ojca w coraz głębszym zjednoczeniu z Jego umiłowanym Synem. […]

Kontemplacja […] jest darem, łaską; nie można przyjąć jej inaczej jak tylko w pokorze i ubóstwie. Kontemplacja jest związkiem przymierza ustanowionym przez Boga w głębi naszego serca (por. Jr 31, 33). Kontemplacja jest komunią: Trójca Święta kształtuje w niej człowieka – obraz Boży – «na swoje podobieństwo».

Kontemplacja jest także najbardziej intensywnym czasem modlitwy. W niej Ojciec sprawia w nas przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka, by Chrystus zamieszkał przez wiarę w naszych sercach i abyśmy zostali wkorzenieni i ugruntowani w miłości (por. Ef 3, 16-17).

Kontemplacja jest spojrzeniem wiary utkwionym w Jezusa. Ja «wpatruję się w Niego, a On wpatruje się we mnie» – mówił w czasach swego świętego proboszcza wieśniak z Ars modlący się przed tabernakulum. Ta uwaga zwrócona na Niego jest wyrzeczeniem się własnego «ja». Jego spojrzenie oczyszcza serce. Światło spojrzenia Jezusa oświeca oczy naszego serca; uczy nas widzieć wszystko w świetle Jego prawdy i Jego współczucia dla wszystkich ludzi. Kontemplacja kieruje również wzrok na tajemnice życia Chrystusa. […]

Kontemplacja jest słuchaniem słowa Bożego. Słuchanie to, dalekie od bierności, jest posłuszeństwem wiary, bezwarunkowym przyjęciem go przez sługę i miłującym przylgnięciem dziecka. Uczestniczy ono w «tak» Syna, który stał się Sługą, i w Fiat Jego pokornej Służebnicy. […]

Kontemplacja jest zjednoczeniem z modlitwą Jezusa w takim stopniu, w jakim pozwala uczestniczyć w Jego misterium. Misterium Chrystusa jest sprawowane przez Kościół w Eucharystii, a Duch Święty ożywia je w kontemplacji, aby zostało ukazane przez czynną miłość.

Kontemplacja jest komunią miłości przynoszącej życie dla wielu w takiej mierze, w jakiej jest ona zgodą na trwanie w nocy wiary. Paschalna Noc Zmartwychwstania przechodzi przez noc agonii i grobu. Są to trzy szczególne chwile Godziny Jezusa, które Jego Duch (a nie słabe ciało) ożywia w kontemplacji. Trzeba zgodzić się, by czuwać z Nim jedną godzinę (por. Mt 26, 40-41)” (KKK 2712-2719).

3. Cel kontemplacji ewangelicznej

Głównym celem kontemplacji – jak pisze św. Ignacy Loyola w Ćwiczeniach duchownych – jest „dogłębne poznanie Pana, który dla mnie stał się człowiekiem, abym Go więcej kochał i więcej szedł w Jego ślady” (Ćd 104). „Poznać Pana Jezusa”, to poznać Syna Bożego, który stał się człowiekiem – z miłości do człowieka. Poznanie Pana Jezusa ma prowadzić do miłowania Go. Poznana Miłość zaprasza nas do udzielenia odpowiedzi miłością na miłość. Miłowanie Jezusa ma prowadzić zaś do naśladowania Go w całym Jego życiu.

Dzięki poznaniu, miłowaniu i naśladowaniu Jezusa stajemy się podobni do Niego. Stajemy się obrazem Syna Bożego (por. Rz 8, 29). Odzyskujemy w ten sposób pierwotne podobieństwo, które zaszczepił w nas Pan Bóg w ogrodzie Eden w chwili stworzenia. W poznawaniu, miłowaniu i naśladowaniu Jezusa nie chodzi jednak o zewnętrzne upodobnienie się do Niego. Nie chodzi też o jakieś widoczne dla oka efekty ludzkiej przemiany. Chodzi raczej o przebóstwienie naszego życia. Przebóstwienie życia rozpoczyna się zaś od przebóstwienia serca. Dzięki przebóstwionemu sercu zaczynamy stopniowo tak jak Jezus myśleć, decydować, mówić i działać.

Kształtowanie siebie na wzór Jezusa jest owocem wpatrywania się w Niego, słuchania Jego słowa, wiernego towarzyszenia Mu w całym Jego życiu – od Narodzenia aż po Wniebowstąpienie. Wytrwała kontemplacja ewangeliczna powoli, ale dogłębnie i skutecznie, przenika całego człowieka. Dając mu poznanie Jezusa, rozbudza w nim pragnienie Jego miłości. Płonące zaś miłością serce człowieka popycha go do całkowitego oddania się kochanej osobie i postępowania według jej pragnień. Przemiana zewnętrzna człowieka rodzi się więc jako owoc przemienionego serca i umysłu kształtowanego na wzór Serca Jezusa.

4. Kontemplacja domaga się trudu

Jezus nie obiecywał swoim uczniom łatwego życia. Z naciskiem podkreślał, że kto chce iść za Nim, winien się zaprzeć samego siebie, wziąć swój krzyż i iść w Jego ślady (por. Mt 16, 24).

Przebóstwianie serca ludzkiego oznacza bolesne umieranie dawnego człowieka (Ef 4, 22) w nas. Katechizm podkreśla, że owocem kontemplacji winno być „zrzucenie wszelkich masek i zwrócenie serca do kochającego nas Pana, aby oddać się Mu jako ofiara, która ma być oczyszczona i przekształcona” (KKK 2711). Owo „zrzucenie masek” bywa bardzo bolesne, szczególnie kiedy nasze życie zrosło się z nimi i nie umiemy wyobrazić sobie innego sposobu codziennego zachowania i funkcjonowania.

Trud kontemplacji nie ogranicza się bynajmniej do wysiłku związanego z nawróceniem. Począwszy od drugiego tygodnia Ćwiczeń,jesteśmy zachęcani do znacznie głębszego zjednoczenia z Jezusem. Nasz Pan zaprasza nas, byśmy nie tylko trwali z Nim w obecności Ojca, pracowali, pokonywali małe codzienne trudności, modlili się, lecz także byśmy razem z Nim cierpieli. Nasza wierność Jezusowi będzie sprawdzać się przede wszystkim w chwilach cierpienia, w szczególności zaś „w znoszeniu wszystkich krzywd i wszelkiej zniewagi i we wszelkim ubóstwie, tak zewnętrznym, jak i duchowym, jeśli tylko najświętszy Majestat Twój zechce mię wybrać i przyjąć do takiego rodzaju i stanu życia” (Ćd 98).

Historia uczniów Jezusa opisana w Ewangeliach pokazuje, jak wielkie opory towarzyszyły przemianie ich serc. Jezus był jednak bardzo cierpliwy i wyrozumiały. Wierne kontemplowanie wszystkich słów, gestów i czynów Jezusa pozwala nam doświadczyć ewangelicznego paradoksu, że Jezusowe jarzmo zapierania się siebie i dźwigania Jego krzyża jest słodkie, lekkie i daje głęboki pokój serca.

5. Zaproszenie do milczenia

Kontemplacja ewangeliczna jest niemożliwa bez postawy głębokiego milczenia, wyciszenia i skupienia. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi wprost, że „kontemplacja jest milczeniem, […] «milczącą miłością» (św. Jan od Krzyża). Słowa w kontemplacji nie mają charakteru rozmowy, lecz są niczym gałązki, które podtrzymują ogień miłości. W tym milczeniu […] Ojciec wypowiada do nas swoje Słowo, które przyjmuje ciało, cierpi, umiera i zmartwychwstaje, a Duch czyni nas uczestnikami synowskiej modlitwy Jezusa” (KKK 2717).

Jak pokazuje doświadczenie – milczenie nie przestaje być trudne po kilkakrotnym nawet odprawieniu rekolekcji ignacjańskich. Trudność tę odczuwamy, szczególnie kiedy na co dzień żyjemy w atmosferze hałasu, zabiegania, zapracowania, ulegamy zbytnim lękom o siebie i swoich bliskich, wiecznie zajmujemy się jedynie własnymi sprawami. Milczenie jest „nieznośne dla człowieka «zewnętrznego»” (KKK 2717) – stwierdzi Katechizm.

I mimo że nasz chaotyczny i nieuporządkowany styl życia męczy nas i przyprawia o ból głowy, to jednak nie umiemy się od niego oderwać. Dla wielu z nas bywa to pewną formą narkotyku, który codziennie zażywamy i bez którego nie możemy tak naprawdę żyć. Często – także w kolejnych już rekolekcjach ignacjańskich – wyciszenie wewnętrzne i milczenie zewnętrzne domagają się szczególnej mobilizacji duchowej, ofiarności i hojności wobec słowa Bożego. Trzeba nam uczyć się cierpliwie słuchać Boga, bliźnich i własnego serca, jeżeli pragniemy zaspokoić nasz głód Boga i Jego miłości.

6. Twórcza cisza

Atmosfery wyciszenia i skupienia nie ułatwia nam bynajmniej nasza cywilizacja. Zwraca na to uwagę Thomas Merton: „Musimy wyznać otwarcie – pisze w artykule Twórcza cisza – że nasza kultura jest na wiele sposobów ukierunkowana na to, by umożliwić nam uchylanie się od potrzeby stanięcia wobec swego wewnętrznego cichego «ja». Żyjemy w stanie ciągłej pseudouwagi skierowanej na głosy, muzykę, ruch uliczny lub ogólnie na hałas tego wszystkiego, co wokół nas się dzieje. To sprawia, że jesteśmy wciąż pogrążeni w powodzi dźwięków i słów rozproszonego środowiska, w którym nasza świadomość jest na wpół odurzona; myślimy, lecz niezupełnie, odpowiadamy, lecz nie całkiem. […] Nie jesteśmy w pełni obecni ani całkiem nieobecni, nie całkiem odeszliśmy i nie całkiem jesteśmy dostępni. Nie można powiedzieć, że prawdziwie w czymś uczestniczymy. […] Po prostu dryfujemy pośród ogólnego hałasu. Zrezygnowani i obojętni partycypujemy w bezmyślności”.

Kontemplacja ewangeliczna w atmosferze ciszy i skupienia może więc stać się dla nas skutecznym lekarstwem, by uzdrowić nasze życie: przezwyciężyć bezmyślność i otępienie, odzyskać wrażliwość serca, otworzyć się na Boga i bliźnich. Thomas Merton podkreśla: „Jest bardzo ważną rzeczą dla naszego wieku przemocy i niepokoju ponownie odkryć medytację – wewnętrzną, jednoczącą modlitwę oraz twórczą chrześcijańską ciszę”. Te same słowa można odnieść do kontemplacji.

Do podjęcia trudu pełnego zewnętrznego milczenia i szukania wewnętrznego wyciszenia niech w tych rekolekcjach zmobilizuje nas potrzeba stawienia czoła naszym rozlicznym słabościom i naszej – jak mówi Merton – „ludzkiej nicości”. Możemy bowiem być pewni, że wpatrując się w Jezusa i słuchając Jego nauki, doznamy umocnienia, wsparcia i pocieszenia, gdyż Bogiem miłosiernym jest Pan, Bóg wasz, nie opuści was, nie zgładzi i nie zapomni o przymierzu, które przysiągł waszym przodkom (Pwt 4, 31). Jedynym prawdziwym ratunkiem na nasze rozliczne życiowe bezradności oraz zagubienia ludzkie i duchowe może być miłosierdzie Boga, które objawiło się w Jezusie Chrystusie: w Jego życiu, nauczaniu, męce, śmierci i Zmartwychwstaniu.

W naszej modlitwie rekolekcyjnej będziemy naśladować Jezusa modlącego się do swojego Ojca. „Czyż to nie z kontemplacji modlącego się Nauczyciela rodzi się w uczniu Chrystusa pragnienie modlitwy? Może więc nauczyć się jej od Nauczyciela modlitwy. Właśnie kontemplując i słuchając Syna, dzieci uczą się modlić do Ojca” (KKK 2601). Jezus, przebywając w jakimś miejscu, modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: „Panie, naucz nas modlić się” (Łk 11, 1).

Na samym początku rekolekcji chciejmy więc prosić Boga o głębokie pragnienie wejścia w wewnętrzne milczenie i samotność serca, której domaga się kontemplacja. Prośmy też, abyśmy pozwolili Jezusowi wyprowadzić się na pustynię, gdzie z większą owocnością i hojnością serca będziemy mogli kontemplować Jego życie i słuchać Jego nauki. „Temu, który przyjmuje i odprawia Ćwiczenia – mówi św. Ignacy – wielce pomoże, jeśli wejdzie w nie wielkodusznie i z hojnością względem swego Stwórcy i Pana i złoży Mu w ofierze całą swą wolę i wolność, aby Boski Jego Majestat tak jego osobą, jak i wszystkim, co posiada, posługiwał się wedle najświętszej woli swojej” (Ćd 5).

II. METODA KONTEMPLACJI EWANGELICZNEJ

Niezwykłą zasługą św. Ignacego Loyoli było wypracowanie konkretnej metody kontemplacji. I chociaż św. Ignacy znał tradycje duchowości chrześcijańskiej, to jednak w wypracowaniu metody kontemplacji ewangelicznej odwołuje się przede wszystkim do osobistego doświadczenia wewnętrznego oraz do wieloletniego „duszpasterstwa” Ćwiczeń duchownych. Metoda kontemplacji jest co prawda opisana w Ćwiczeniach, ale może być stosowana także i poza czasem rekolekcji. Jednak każda forma wejścia w kontemplację domaga się konkretnych warunków: atmosfery skupienia i ciszy, czasu, odpowiedniego miejsca, korzystania z kierownictwa duchowego, osobistego zaangażowania duchowego oraz bezpośredniego przygotowania.

1. Bezpośrednie przygotowanie do kontemplacji

Bezpośrednio przed kontemplacją, lub też w dniu poprzedzającym ją, zechciejmy poświęcić około kwadransa na przygotowanie modlitwy. Wybrany fragment Ewangelii (w rekolekcjach ignacjańskich jest nam on proponowany) czytamy wówczas kilka razy różnymi metodami, podobnie jak czyniliśmy to w przygotowaniu do medytacji w rekolekcjach fundamentu i pierwszego tygodnia Ćwiczeń.

Oto proponowana metoda czytania. Najpierw wybraną perykopę ewangeliczną czytamy w sposób ciągły, zdanie po zdaniu. Warto w ten sposób przeczytać tekst dwa – trzy razy. Dzięki tej lekturze możemy lepiej poznać tekst ewangeliczny: jego treść, „historię” i duchowe przesłanie.

Za drugim razem czytamy tekst znacznie wolniej, zatrzymując się krótko po każdym zdaniu lub fragmencie zdania. W tej lekturze nie chodzi już tylko o poznawanie treści, ale także o smakowanie Dobrej Nowiny. Koncentrujemy się tu przede wszystkim na duchowym wymiarze ewangelicznej perykopy.

Wreszcie za trzecim razem tekst czytamy, zatrzymując się dowolną ilość czasu na dowolnie wybranym zdaniu, słowie, myśli i trwamy tak długo, jak tego potrzebujemy. Próbujemy uchwycić to, co nas najbardziej uderza, co przyciąga naszą uwagę, fascynuje nas lub też wydaje nam się szczególnie trudne. W tym sposobie czytania spontanicznie „narzucają się” nam te sytuacje i doświadczenia naszego życia, do których głębiej dociera Boże słowo. Pomocą w przygotowaniu się do kontemplacji może być korzystanie z odpowiednich wprowadzeń do modlitwy, z dobrego komentarza biblijnego oraz notowanie podczas przygotowania pewnych osobistych myśli, odczuć, natchnień i pragnień.

Kontemplacja wymaga skupienia i wewnętrznego wyciszenia. Stąd też św. Ignacy radzi nam tuż przed modlitwą „uspokoić swego ducha, siedząc lub chodząc, jak uznam za lepsze, i rozważać, dokąd się udaję i po co” (Ćd 239). Zachęca nas także, aby odłączyć się „od wszelkiej troski doczesnej” (Ćd 20). Przygotowanie do kontemplacji nie jest jedynie wejściem w treści kontemplowanej Ewangelii, ale także przygotowaniem ducha. W czasie przygotowania rodzi się w nas bowiem pragnienie większej otwartości, hojności i ofiarności wobec Jezusa i Jego słowa. Dzięki tej postawie możemy złożyć Mu w ofierze całą naszą wolność, aby On sam „posługiwał się nią wedle najświętszej woli swojej” (Ćd 5).

2. Początek kontemplacji

Kontemplację ewangeliczną, podobnie zresztą jak medytację, rozpoczynamy od modlitwy przygotowawczej oraz dwóch wprowadzeń: przedstawienia sobie obrazu do kontemplacji oraz prośby o owoc modlitwy.

Modlitwa przygotowawcza

Po pierwsze, „prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały Jego Boskiego Majestatu” (Ćd 46). To w gruncie rzeczy prośba o doświadczenie wielkiej miłości, do której wzywa pierwsze przykazanie. Tylko człowiek, który czuje się przez Boga kochany i jednocześnie sam pragnie kochać Go całym sercem i całą duszą, może kierować wszystkie zamiary, decyzje i czyny w sposób czysty do służby i chwały Jezusa. Może oddać Mu życie, ponieważ doświadcza Jego nieskończonej miłości.

Wprowadzenie pierwsze: obraz do kontemplacji

We wprowadzeniu pierwszym wyobrażamy sobie konkretną scenę ewangeliczną, którą mamy kontemplować. Dla poszczególnych kontemplacji otrzymujemy w tych rekolekcjach propozycje konkretnych obrazów, które wynikają z rozważanej Ewangelii.

Ponieważ Syn Boży stał się Człowiekiem, możemy Go widzieć naszymi oczyma, słyszeć naszymi uszami, dotykać naszymi rękoma. Możemy Go poznawać wszystkimi zmysłami. Jesteśmy też zaproszeni, by Jezusa „smakować wewnętrznie”. Możemy to czynić, gdyż On sam ofiarował się nam jako pokarm i napój.

Wszystkie podane w Ewangeliach fakty i wydarzenia mają swoje materialne miejsca, swój czas, przebieg, własną historię. To opisy konkretnych historycznych zdarzeń. Przywołanie danego obrazu jest pracą naszej wyobraźni. Jeżeli w modlitwę nie włączymy naszej wyobraźni, będzie nam ona przeszkadzać, „rodząc” własne obrazy. W tradycji duchowości chrześcijańskiej obrazy odgrywały ważną rolę w kontemplacji. „Piękno i kolor obrazów pobudzają moją modlitwę” – wyznaje św. Jan Damasceński, mnich i doktor Kościoła, i dodaje: „Jest to święto dla moich oczu, podobnie jak widok natury pobudza me serce do oddawania chwały Bogu”.

Wprowadzenie drugie: prośba o owoc kontemplacji

„Prosić o to, czego chcę. Tutaj prosić o dogłębne poznanie Pana, który dla mnie stał się człowiekiem, abym Go więcej kochał i więcej szedł w Jego ślady” (Ćd 104) – oto wprowadzenie drugie do kontemplacji, o którym mówi św. Ignacy.

Do poznawania, miłowania i naśladowania Jezusa prowadzą nas przede wszystkim nasze wewnętrzne pragnienia. „Powoli, w wewnętrznym milczeniu, możliwie najgłębszym, przyciągaj Chrystusa do siebie gwałtownością pragnienia. Ze wzrokiem utkwionym w dobroć Boga mów: «chcę»” – pisze Lucien Chenevière OCR. W kontemplacji ewangelicznej przyciągamy Jezusa gwałtownością naszych pragnień i tęsknot. Tylko gwałtownicy zdobywają królestwo Boże (por. Mt 11, 12). Od wielkości naszych pragnień poznania, pokochania i naśladowania Jezusa w znacznym stopniu zależy owoc ewangelicznej kontemplacji.

3. Krótkie przedstawienie metody

Spróbujmy krótko opisać metodę kontemplacji ewangelicznej, zestawiając ją z medytacją, którą odprawialiśmy w fundamencie i pierwszym tygodniu Ćwiczeń.

Medytacja a kontemplacja

Czym różni się kontemplacja ewangeliczna od medytacji? W medytacji podkreśla się przede wszystkim pracę pamięci i rozumu. Przeważają w niej elementy myślenia i refleksji. Stąd też medytacja oparta na słowie Bożym bywa nazywana również „rozmyślaniem”. „Rozmyślanie polega przede wszystkim na poszukiwaniu. Duch szuka rozumienia pytań «dlaczego» i «jak» życia chrześcijańskiego, aby przylgnąć do tego, o co Bóg prosi, i udzielić na to odpowiedzi. Potrzebna jest do tego trudna do osiągnięcia uwaga” (KKK 2705).

Pewnym niebezpieczeństwem rozmyślania jest intelektualizacja. Zamiast konfrontować własne życie ze słowem Bożym i przemieniać serce pod jego wpływem, osoba medytująca może usiłować prowadzić „teologiczne” rozważania intelektualne. „Pracując” zbyt głęboko rozumem i pamięcią, możemy pomijać nieco „pracę” serca. Modlitwa medytacyjna szukająca inspiracji w słowie Bożym nie jest uprawianiem teologii. To przede wszystkim intymne spotkanie, dialog dwu serc: serca człowieka z Bożym Sercem.

W kontemplacji ewangelicznej w owo intymne spotkanie i dialog serc włączamy wszystkie sfery naszej osobowości. Obok „pracy” pamięci i rozumu angażujemy również „prace” zmysłów: wzroku, słuchu, wewnętrznego dotyku, wewnętrznego smaku. W kontemplacji ewangelicznej modlimy się całą ludzką osobą. W kontemplacji o Wcieleniu św. Ignacy zachęca nas, by widzieć osoby, jedne po drugich; słuchać, co one mówią; a potem patrzeć na to, co one czynią. I zastanowić się nad tym wszystkim, aby jakiś pożytek wyciągnąć dla siebie (por. Ćd 106-108). „W czasie kontemplacji można jeszcze rozmyślać, jednak spojrzenie kieruje się na Pana” (KKK 2709). W kontemplacji ewangelicznej „rozmyślanie”, czyli praca pamięci i rozumu, zostaje nieco wyciszone, by do głosu mogły dojść wszystkie zmysły: wzrok, słuch, wewnętrzny dotyk i smak.

Szczególną rolę w kontemplacji odgrywa intuicja i wyobraźnia. Odwołując się właśnie do wyobraźni i intuicji wchodzimy w stan pewnej kontemplatywnej pasywności. Pasywności tej nie należy jednak mylić z biernością i brakiem wewnętrznego zaangażowania.

Kontemplatywna pasywność

Kontemplatywna pasywność polega na spokojnym oglądaniu osób biorących udział w rozważanej tajemnicy; na modlitewnym wsłuchiwaniu się w to, co one mówią; na wpatrywaniu się w gesty, które czynią. Jest to więc pewna forma uobecnienia sobie kontemplowanej sceny ewangelicznej. „Modlitwa, podobnie jak miłość, nie polega w pierwszym rzędzie na robieniu czegoś. Polega na tym, by na różny sposób być tak z Bogiem jak dwie osoby, które nawzajem troszczą się bardzo o siebie, są dla siebie wzajemnie obecne” – mówi znawca Ćwiczeń duchownych Parmananda Divarkar SJ.

Osobowa więź z Jezusem, w której posługujemy się wszystkimi zmysłami, nie polega jedynie na kontakcie zewnętrznym i zmysłowym. Zmysły zewnętrzne: wzrok, słuch, dotyk, służą zmysłom wewnętrznym: duszy i sercu. Odwołanie się do zmysłów w kontakcie z Jezusem ma nam pomóc włączyć całą naszą osobowość w nawiązywanie intymnej jedności z Nim. W kontemplacji o Narodzeniu Jezusa św. Ignacy podpowiada: „Ja zaś sam stanę się służką ubożuchnym i niegodnym, patrząc na [Jezusa, Maryję i Józefa], kontemplując ich i służąc im w ich potrzebach tak, jakbym tam znalazł się obecny, z całym, jakie tylko jest możliwe, uszanowaniem i ze czcią” (Ćd 114).

A potem wejść w siebie…

Od kontemplowanej sceny ewangelicznej trzeba nam następnie przejść do osobistego życia: „A potem wejść w siebie samego, aby jakiś pożytek [duchowy] wyciągnąć” (Ćd 114) – mówi św. Ignacy. Patrząc na święte osoby – Jezusa, Maryję, Apostołów, słuchając wypowiadanych przez nich słów, obserwując kontemplowaną scenę, będziemy pytać siebie: Kim jest Jezus Chrystus? Jaka jest najgłębsza prawda o Nim? Co w moim życiu przeszkadza Mu zamieszkać we mnie? Do czego On mnie zaprasza? Jak winno się zmieniać moje życie pod wpływem Jego Osoby, Jego nauki, a zwłaszcza Jego śmierci i Zmartwychwstania? Spotkanie z Jezusem winno odbywać się w serdecznym dialogu, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela, jakby dziecko mówiło do ojca (por. Ćd 54).

Podobnie jak nasza miłość do Jezusa i naśladowanie Go są możliwe tylko wówczas, jeżeli „najświętszy Majestat zechce nas wybrać do takiego rodzaju życia” (por. Ćd 98), tak również sama kontemplacja Osoby Chrystusa i Jego nauczania staje się możliwa tylko dzięki Jego łasce. „Z powodu swej transcendencji Bóg nie może być widziany takim, jaki jest, dopóki On sam nie ukaże swojej tajemnicy dla bezpośredniej kontemplacji ze strony człowieka i nie uzdolni go do niej” (KKK 1028). Stąd też rozpoczynając kontemplację, trzeba nam prosić, byśmy poczuli się wewnętrznie zaproszeni przez Jezusa i uzdolnieni do niej Jego łaską.

4. Potrójna rozmowa

Na zakończenie kontemplacji ewangelicznej należy przeprowadzić potrójną rozmowę: „Na końcu przeprowadzić rozmowę, myśląc o tym, co powinienem powiedzieć trzem Osobom Boskim albo Słowu Odwiecznemu i Wcielonemu, albo Matce Jego i Pani naszej. Prosić wedle wewnętrznego odczucia o to, co pomaga więcej do wstępowania w ślady i do większego naśladowania Pana naszego tylko co wcielonego. Odmówić Ojcze nasz” (Ćd 109). Rozmowa ta – jak mówi św. Ignacy – winna mieć bardzo osobisty i intymny charakter. Rozmowę końcową, „ujmując trafnie, należy odbyć tak, jakby przyjaciel mówił do przyjaciela, albo sługa do pana swego, już to prosząc o jaką łaskę, już to oskarżając się przed nim o jakiś zły uczynek, już to zwierzając mu się ufnie ze swoich spraw i prosząc go w nich o radę” (Ćd 54).

Najpierw winniśmy przedstawić Matce Najświętszej wszystkie dobre natchnienia, myśli i pragnienia, które zrodziły się w czasie odprawianej kontemplacji. Następnie cały owoc modlitwy powierzyć Jezusowi, a przez Jezusa Bogu Ojcu – możemy prosić, uwielbiać, dziękować, przepraszać według naszych wewnętrznych odczuć, pragnień i potrzeb. Wszystko zaś czynić w tym celu, aby głębiej zjednoczyć się z Jezusem, a w Jezusie z Ojcem.

Na początku korzystania z metody kontemplacji ewangelicznej możemy czuć się nieco skrępowani. Możemy też mieć wrażenie pewnej sztuczności i sztywności. Jednak w miarę korzystania z niej będziemy uwalniać się stopniowo od tych odczuć. Będziemy też tworzyć sobie własną metodę kontemplacji, dostosowaną bardziej do naszych osobistych potrzeb i pragnień ludzkich i duchowych. Tak naprawdę bowiem metody rozmyślania, medytacji i kontemplacji są tak zróżnicowane, jak zróżnicowane są osoby, które z nich korzystają.

5. Refleksja po kontemplacji

Podobnie jak w fundamencie i pierwszym tygodniu Ćwiczeń, tak również w każdym kolejnym tygodniu jesteśmy zaproszeni do zrobienia tak zwanej refleksji po medytacji lub kontemplacji: „Po skończonym ćwiczeniu, przez kwadrans – pisze św. Ignacy – siedząc lub chodząc, zbadam, jak mi się powiodła ta kontemplacja. […] Jeśli źle, zbadam przyczynę tego, a tak poznawszy przyczynę, będę żałował za to, chcąc poprawić się w przyszłości. A jeśli dobrze, podziękuję Bogu, Panu naszemu, i następnym razem będę się trzymał tego samego sposobu” (Ćd 77).

W czasie trwania spotkania z Bogiem nie przyglądamy się naszej modlitwie. Nie wartościujemy jej i nie oceniamy. W czasie kontemplacji potrzebujemy bowiem dużej spontaniczności, „wewnętrznej swobody” i duchowej przejrzystości. Przyglądanie się sobie, ocenianie wszystkich swoich odczuć, natchnień czy gestów może stać się przeszkodą w intymnym dialogu z Bogiem. Dopiero po modlitwie zadajemy sobie pytanie: Co mi pomaga w modlitwie? Co sprawia, że jestem zadowolony z odbytej kontemplacji? Co mi w niej przeszkadza? Dlaczego nie jestem z niej zadowolony?

Analizując swoją modlitwę, nie trzeba szukać w niej jedynie braków i błędów. Winniśmy się raczej uczyć dostrzegać pozytywne doświadczenia naszego spotkania z Bogiem: Czym Pan Jezus obdarzył mnie w tej kontemplacji? Co było mi dane pełniej zrozumieć lub przeżyć? Na ile pogłębiło się moje pragnienie poznawania, miłowania i naśladowania Jezusa? Dostrzeganie tego, co jest dobre w modlitwie, winno spontanicznie przeradzać się w dziękczynienie. Dopiero po dziękczynieniu możemy przejść do analizy braków i błędów naszej modlitwy: Jakie były zaniedbania mojej modlitwy? W czym się one wyrażały? Jak mogę im zapobiec w przyszłości? Jakie było moje przygotowanie do kontemplacji, moje zaangażowanie, hojność i ofiarność w niej? Dostrzeganie zaniedbań, słabości i błędów winno spontanicznie przerodzić się w modlitwę przeproszenia oraz prośbę o łaskę większej wierności.

Jedną z najważniejszych rzeczy na modlitwie jest hojność, otwartość oraz szczerość przed sobą samym i Bogiem. W refleksji winniśmy więc pytać o naszą postawę otwartości i szczerości, o głębię naszych pragnień i naszą wielkoduszność. Bóg okazuje się wielkoduszny wobec wielkodusznych, hojny wobec hojnych. Nie może być szczodry wobec skąpców. Radosnego, hojnego i szczodrego dawcę Bóg miłuje (por. 2 Kor 9, 7).

6. Czas trwania kontemplacji

W czasie Ćwiczeń duchownych św. Ignacy określa dokładnie czas trwania medytacji lub kontemplacji: „Dający Ćwiczenia powinien bardzo kłaść na serce odprawiającemu je, żeby przez godzinę [razem z osobistym przygotowaniem] oddawał się […] kontemplacji, które co dzień się odprawia, i żeby starał się mieć zadowolenie w duszy, płynące ze świadomości, iż wytrwał w danym ćwiczeniu przez całą godzinę, a nawet raczej nieco dłużej niż krócej. Nieprzyjaciel bowiem zwykł niemało zabiegać o to, żeby nas doprowadzić do skrócenia godziny kontemplacji” (Ćd 12).

Zachęca się więc, aby odprawiający Ćwiczenia trzymał się wskazówki św. Ignacego i poświęcał na każdą kontemplację godzinę. Po kontemplacji zaś w czasie odprawiania rekolekcji ignacjańskich – jak mówiliśmy powyżej – odprawiamy piętnastominutową refleksję. Kiedy są w nas głębokie pragnienia duchowe – podkreśla Katechizm Kościoła Katolickiego – „znajdujemy czas, by być dla Pana, z mocnym postanowieniem, aby Mu go później nie odbierać, niezależnie od doświadczeń czy oschłości spotkania” (KKK 2710).

7. Postawa ciała

Jaką winniśmy przyjmować postawę ciała na kontemplacji? Św. Ignacy zachęca, aby rozpocząć kontemplację w dowolnej postawie ciała: „już to klęcząco, już to leżąc krzyżem, już to leżąc na wznak, już to siedząc lub stojąc” (Ćd 76). Zawsze jednak należy starać się znaleźć postawę, która najbardziej odpowiada naszym wewnętrznym potrzebom i pragnieniom. Jeśli znajdziemy odpowiednią postawę ciała, nie należy jej zbyt łatwo zmieniać (por. Ćd 76).

Modlimy się całą naszą osobą; nie tylko umysłem, pamięcią, sercem i wszystkimi zmysłami, ale także postawą ciała. Człowiek modlący się ofiaruje Bogu na ofiarę żywą, świętą, Bogu miłą (Rz 12, 1) nie tylko swoją duszę, lecz także ciało. To naturalna konsekwencja faktu, iż ciało stanowi integralną część człowieczeństwa. Skoro żyjemy „w ciele”, winniśmy również włączyć nasze ciało w spotkanie i dialog z Bogiem. „Do fundamentalnych błędów zachodniej duchowości należy przesadne podkreślanie «momentu duchowego» przy równoczesnym gardzeniu «bratem ciałem». Pismo Święte zna całego człowieka i nie jest wrogie ciału” – mówi Hans Waldenfels SJ, profesor teologii fundamentalnej. Winniśmy więc modlić się także postawą ciała.

Za pomocą postawy ciała możemy wyrażać w modlitwie nasze potrzeby i pragnienia: możemy przepraszać, dziękować, uwielbiać, prosić. Trzeba nam jednak dobierać właściwą postawę ciała do naszej konkretnej modlitwy i treści, które zawiera. Postawą ciała możemy z jednej strony wyrazić nasze wewnętrzne odczucia, pragnienia i potrzeby. Ciało bowiem jest „językiem”, którym duch wypowiada się przed Bogiem. Jednak z drugiej strony, samym ciałem możemy też wpływać na naszą postawę serca i przebieg modlitwy. W modlitwie nie tylko duch, serce i umysł mogą oddziaływać na ciało, ale także ciało może wpływać na postawę naszego serca i umysłu. Ciało może pobudzać ducha do intymnego i szczerego dialogu z Bogiem.

Postawa ciała nie powinna jednak koncentrować na sobie naszej uwagi, by nie przeszkadzać nam w spotkaniu z Bogiem. Ciało winno pokornie służyć w czasie naszego dialogowania z Nim. Winno przyjąć taką postawę wobec duszy, jaką dusza przyjmuje wobec Stwórcy.

8. Powtórzenia kontemplacji

W powtórzeniach kontemplacji nie powracamy do wszystkich treści i obrazów z poprzednich kontemplacji, ale tylko do tych, które miały dla nas szczególne znaczenie. Autor Ćwiczeń pisze: „Powtórzyć ćwiczenie […], zwracając uwagę i dłużej się zatrzymując nad tymi punktami, w których odczułem większe pocieszenie lub strapienie, albo też w ogóle miałem jakieś większe przeżycie duchowe” (Ćd 62). W kontemplacjach powtórkowych wracamy do konkretnych pojedynczych obrazów, słów, gestów, myśli, odczuć i natchnień szczegól-nie ważnych w poprzedniej modlitwie. Przez częste powtórzenia kontemplowane tajemnice zstępują z pamięci i rozumu do serca.

Podając wskazówki do odprawienia kolejnych tygodni, Ojciec Ignacy powtarza wielokrotnie tę samą uwagę: „Po modlitwie przygotowawczej i […] wprowadzeniach dokona się powtórzenia ćwiczenia pierwszego i drugiego, zwracając zawsze uwagę na pewne bardziej ważne części, w których doznało się pewnego poznania, pocieszenia lub strapienia. Zakończyć także rozmową i odmówić Ojcze nasz” (Ćd 118, por. Ćd 129, 132, 148).

Ignacjańskie powtórzenia zbiegają się w przedziwny sposób z doświadczeniem modlitwy chrześcijańskiego Wschodu, które określa się chrześcijańskim hesychazmem. Mnisi na Wschodzie od pierwszych wieków korzystali z krótkich medytacyjnych wersetów, nierzadko zaczerpniętych z Psalmów, które powtarzali bez ustanku nieraz wiele lat. Szczytem tej modlitwy jest tak zwana „Modlitwa Jezusa” polegająca na wielokrotnym powtarzaniu w rytm oddechu słów: „Panie, Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną”.

„W tym rodzaju «medytacyjnego» modlenia się stosowali Ojcowie całkiem prostą zasadę psychologiczną: im bardziej modlący się, przez powtarzanie wciąż tego samego słowa, wnika w głębię jego sensu, tym lepiej przyswaja sobie wyrażoną w nim wewnętrzną postawę, tym milsze staje mu się to słowo i tym częściej i łatwiej przechodzi ono przez jego wargi. Nieprzerwanie powtarzane słowo modlitwy staje się czymś więcej niż dźwiękiem, który przebrzmiewa. Staje się wewnętrzną postawą, która pozostaje i wpływa na życie, nawet gdy nie wymawia się już aktualnie modlitwy. Dążenie mnichów do trwałej postawy modlitewnej, niezależnie od tego, czy ktoś się aktualnie modli, czy nie, osiąga w ten sposób swój cel” – pisze Rainer Scherschel w książce Różaniec. Modlitwa Jezusowa Zachodu.

Zbieżności ignacjańskich powtórzeń z doświadczeniem modlitwy chrześcijańskiego Wschodu nie należy upatrywać we wpływach chrześcijańskiego Wschodu na Autora Ćwiczeń duchownych, ale raczej w fakcie, iż oba te doświadczenia modlitwy nie szukały najpierw rozumienia intelektualnego i obfitości wiedzy, a „wewnętrznego odczuwania i smakowania rzeczy, które zadowala i nasyca duszę” (por. Ćd 2).

WPROWADZENIA DO KONTEMPLACJI EWANGELICZNYCH

III. RABBI, GDZIE MIESZKASZ?

Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: „Oto Baranek Boży”. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: „Czego szukacie?” Oni powiedzieli do Niego: „Rabbi – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?” Odpowiedział im: „Chodźcie, a zobaczycie”. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego (J 1, 35-39).

Modlitwa przygotowawcza: „Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały Jego Boskiego Majestatu” (Ćd 46).

Obraz do kontemplacji: Przedstawmy sobie dwóch uczniów idących w milczeniu za Jezusem w pewnej odległości. Wsłuchajmy się w tę pełną oczekiwania ciszę.

Prośba o owoc kontemplacji: Prośmy o głębokie pragnienie związania naszego życia z Jezusem. Módlmy się, abyśmy pragnęli nie tylko z Nim za dnia pracować i czuwać na modlitwie nocą, ale także uczestniczyć w Jego trudach, cierpieniach i upokorzeniach (por. Ćd 93).

1. Spotkanie w milczeniu

Milczenie dwóch uczniów idących za Jezusem wyraża ich delikatność, nieśmiałość i oczekiwanie. Brak im odwagi, by zbliżyć się do Mesjasza, na którego wskazał Jan Chrzciciel. Czekają na inicjatywę Jezusa.

Milczenie uczniów przygotowuje ich serca na spotkanie i dialog z Mistrzem. To właśnie dzięki wewnętrznemu skupieniu i zewnętrznemu milczeniu możemy doświadczyć głębi usłyszanego słowa oraz udzielić na nie właściwej odpowiedzi. W milczeniu rodzi się rozumienie usłyszanych słów; pośród milczenia rodzi się także właściwa odpowiedź. Bez milczenia, ciszy i wewnętrznego skupienia nie jesteśmy w stanie zrozumieć znaczenia słowa Bożego. Nie jesteśmy też w stanie właściwie na nie odpowiedzieć.

Nasz dialog z Jezusem nie musi zawsze być wypełniony treściami i obrazami. Może być również wypełniony ciszą, wewnętrznym skupieniem i oczekiwaniem. Jezus przemawia do nas nie tylko słowami, ale także milczeniem. Jeżeli nasze słowa będą poprzedzone wewnętrznym skupieniem i ciszą, będą bardziej wiarygodne i prawdziwe.

Sam Jezus często trwał i modlił się w milczeniu. W obecnej kontemplacji przywołajmy milczenie Jezusa w różnych okolicznościach Jego życia: milczenie bezbronnego Dzieciątka w żłóbku betlejemskim, milczenie w ramionach Matki, milczenie przy pracy, milczenie na modlitwie, milczenie pośród Apostołów, milczenie w czasie procesu sądowego przed Sanhedrynem, Piłatem i Herodem, milczenie Jezusa na krzyżu, milczenie Ciała zdjętego z krzyża, milczenie Jezusa Zmartwychwstałego.

Milczenie Jezusa odnajdujemy dziś w Jego Mistycznym Ciele – w Kościele: w sakramentach świętych, szczególnie zaś w Eucharystii; w osobach chorych i cierpiących; w ludziach mordowanych i krzywdzonych przez okrucieństwo wojen; w prześladowanych za wiarę i sprawiedliwość; w męczennikach wszystkich czasów. Kontemplujmy to milczenie Jezusa i dziękujmy Mu za nie. Wyraża ono bowiem Jego obecność, otwartość oraz Jego delikatną i dyskretną miłość.

Prośmy również o pragnienie towarzyszenia Jezusowi w Jego milczeniu poprzez naszą ciszę i wewnętrzne skupienie. Najwyższym sposobem kontemplacji Boga jest właśnie nasze milczenie razem z milczącym Jezusem. Módlmy się, abyśmy w chwilach zagubienia i słabości szukali nie tylko trafnych słów dla wyrażenia naszych trudności, problemów i przeżyć, ale także milczenia, ciszy i skupienia. Trwanie w milczeniu i ciszy może być dla nas miejscem ukojenia w chwilach niepokoju, w wewnętrznych udrękach, w smutku. Trwanie w milczeniu przed Jezusem może stać się dla nas przygotowaniem do przyjęcia Jego słowa.

2. Pytanie Jezusa: Czego szukacie?

W pewnym momencie sam Jezus odwraca się i widząc wytrwale podążających za Nim uczniów, zadaje im pytanie: Czego szukacie? To pierwsze słowa, które Ewangelista Jan wkłada w usta Jezusa. Czego szukacie? – to centralne pytanie, które Jezus zadaje każdemu uczniowi, kiedy ten decyduje się, aby pójść za Nim i naśladować Go. W tej kontemplacji wsłuchajmy się w te słowa Jezusa – pełne troski i miłości, a także jasności i prawdy. To swoisty egzamin dla uczniów przed przyjęciem ich do „szkoły Jezusa”.

I nas Jezus poddaje podobnej próbie. Każdego z nas również pyta: Czego szukasz? Czy jesteś świadom, dlaczego za Mną idziesz? Czego ode Mnie naprawdę oczekujesz? Jakie pragnienia wiążesz z moim życiem, z moją nauką, a zwłaszcza z moją śmiercią i Zmartwychwstaniem? Dokąd chcesz dojść razem ze Mną? Co może ci przeszkadzać w konsekwentnym pójściu za Mną?

Odkrycie najgłębszej motywacji w pójściu za Jezusem jest jednym z najważniejszych zadań ucznia. W życiu duchowym liczą się bowiem nie tylko same słowa, gesty i czyny, ale związane z nimi najgłębsze motywacje serca. To serce nadaje sens i znaczenie wszystkim działaniom człowieka.

Jednym z podstawowych niebezpieczeństw życia duchowego jest iluzja. Sprawia bowiem, iż szukanie Jezusa miesza się z szukaniem siebie i własnych spraw. Może ono przybierać różne formy: ucieczki od odpowiedzialności za siebie i bliskich, hołdowania własnym namiętnościom, zaspokajania własnych ludzkich potrzeb. Możemy szukać Jezusa jak ci, którzy jedli do sytości cudownie rozmnożony chleb. Albo jak bogaty młodzieniec, który nosił w sobie wielkie ideały, ale zbyt cenił własne bogactwo, by wyrzec się go dla Jezusa. Odszedł smutny, ponieważ zrozumiał, że nie można być z Jezusem i jednocześnie prowadzić wygodnego i pełnego sytości życia bogacza. Możemy się łudzić, że szukamy i pragniemy Boga, a w rzeczywistości tak naprawdę szukać tylko siebie samych. Nasze pójście za Jezusem winno być budowane jedynie na prawdzie.

Jezus pyta swoich uczniów: Czego szukacie? nie po to, by ich zdemaskować, zawstydzić czy potępić z powodu niedoskonałości ich motywacji pójścia za Nim. Pragnie im pomóc dotrzeć do głębi ich serc: głębi duchowych pragnień, tęsknot i oczekiwań, jak też obaw, lęków i namiętności. Kto idzie za Jezusem, musi być świadom siebie. Jezus nie oczekuje od nas natychmiastowej przemiany serc. Jest ona bowiem niemożliwa. Oczekuje natomiast postawy jasności, prawdy i przejrzystości. W postawie zakłamania i dwuznaczności wewnętrznej nie można poznać, kochać i naśladować Jezusa.

Wielu młodych ludzi, analizując motywy swojego powołania do małżeństwa, kapłaństwa czy życia zakonnego, doświadcza głębokiego niepokoju, gdy odkrywają, że jest ono uwikłane w ich ludzkie słabości, zranienia i grzechy. Pytają wówczas z niepokojem: Czy mam powołanie? Czy mogę być mu wierny? Czy mogę kochać Boga i ludzi, skoro zostałem tak głęboko zraniony w miłości? Czy mogę założyć dobrą rodzinę, skoro pochodzę z rozbitej rodziny? Czy mogę być dobrym księdzem, zakonnikiem, jeżeli jest we mnie tyle ludzkiej ułomności?

Ludzkie ograniczenia, grzechy i słabości nie muszą przekreślać autentyczności naszego powołania, jeżeli uznajemy je z całą szczerością, jeśli wyznajemy je przed Bogiem i Kościołem i pragniemy je przezwyciężać. Każde powołanie Boga jest darem, który uwzględnia nasze ubóstwo i grzech. Powołany winien jednak liczyć się ze swoją słabością i pragnąć ją szczerze przezwyciężyć.

W niniejszej kontemplacji prośmy Jezusa, aby rekolekcje pomogły nam w zdobyciu większej jasności, szczerości i wewnętrznej przejrzystości tak wobec Jezusa, siebie samych, jak też wobec bliźnich. Prośmy o głębokie pragnienie przekraczania różnorakich iluzji i wewnętrznych uwikłań. Módlmy się także, abyśmy nie obawiali się naszych ludzkich ułomności, które objawiają wprawdzie niedoskonałość duchowych motywacji, ale są jednocześnie trudną okazją do głębszego zawierzenia naszego życia Jezusowi. Tylko On bowiem może pomóc nam przezwyciężyć ludzką słabość.

3. Pytanie uczniów: Rabbi, gdzie mieszkasz?

Na pytanie Jezusa: Czego szukacie? – uczniowie, zgodnie ze swoją semicką mentalnością, odpowiadają pytaniem: Rabbi, gdzie mieszkasz? Pytanie uczniów jest wyrazem głębokiego zainteresowania ich nowym Mistrzem, na którego wskazał im ich pierwszy mistrz – Jan Chrzciciel. Przechodząc od Jana do Jezusa, chcą wiedzieć, kim jest Ten, któremu mają powierzyć całe swoje życie. Gdzie mieszka? Do czego dąży? Dokąd mo-że ich doprowadzić? Pytanie uczniów jest więc głęboko uzasadnione.

I choć uczniowie pytają, to jednak zwracając się do Jezusa: Rabbi – wyrażają swoje zaufanie i oczekiwania. To jedno słowo oddaje ich nadzieje, tęsknoty, najgłębsze duchowe pragnienia i potrzeby. Uczniowie pytając, dają w jakimś sensie odpowiedź, skoro nadają Jezusowi tytuł nauczyciela. Jakby chcieli powiedzieć: „Szukamy Nauczyciela, Mistrza, Pana, Przewodnika. Szukamy Tego, który objawi nam, kim jesteśmy, jak mamy żyć, jak mamy kochać, dokąd mamy dążyć”.

Szukanie Jezusa oznacza zawsze de facto szukanie całościowej wizji własnego życia, własnej tożsamości, swojego miejsca na świecie. Stąd też nasze szukanie Chrystusa staje się tym bardziej wytrwałe i wierne, im bardziej jesteśmy świadomi potrzeby w naszym życiu Nauczyciela, Przewodnika, Lekarza.

Rabbi, gdzie mieszkasz? Tym pytaniem uczniowie w sposób niezwykle delikatny wyrażają pragnienie nie tylko poznania Jezusa jako Mistrza i Nauczyciela, lecz także pozostania razem z Nim „na stałe”. Uczniowie dyskretnie proszą Jezusa, aby razem z Nim mogli stworzyć nie tylko „jedną szkołę”, lecz także „jeden dom”. Chcą uczyć się żyć, nie tylko słuchając Jego nauki, lecz także uczestnicząc w Jego „życiu osobistym”. Pragną Jezusowi powierzyć całe swoje życie. Uczniowie chcą zintegrować swoje życie wokół jednego celu i wokół jednej Osoby.

Czego ja pragnę od Jezusa? Czy moje pragnienia związane z Osobą Jezusa są rzeczywiście przejrzyste i jasno określone? Czy Jezus naprawdę jest wzorem mojej osobowej tożsamości? Czy chcę ukształtować moje życie, odwołując się do Jego życia? Czy Ewangelia jest dla mnie punktem odniesienia w rozwiązywaniu wszystkich najważniejszych spraw mojego życia?

Powierzmy Jezusowi owoc naszych refleksji i modlitwy. Dziękujmy Mu za rodzące się w nas pragnienia pełniejszego poznawania Go, ściślejszego związania się z Nim oraz wierniejszego naśladowania Jego życia. Prośmy, aby świadomość naszej słabości nie tylko nie rodziła w nas zniechęcenia, ale wprost przeciwnie – przynaglała nas do wierniejszego szukania Jezusa.

4. Chodźcie, a zobaczycie

Jezus nie pozostaje nieczuły na najgłębsze tęsknoty, pragnienia i oczekiwania ludzkiego serca. Zawsze na nie odpowiada. Stąd też w relacji z Jezusem tak wiele znaczy samo zainteresowanie Jego Osobą i Jego życiem, samo pragnienie poznawania Go, miłowania i naśladowania. Prośmy w tej kontemplacji raz jeszcze, byśmy doceniali, pielęgnowali i rozwijali w nas pragnienia związane z Osobą i życiem Jezusa.

Jezus przyjmując i realizując pragnienia uczniów, nie odsłania jednak przed nimi przyszłości i drogi, którą mają przejść. Zaprasza ich jedynie do wspólnej wędrówki: Chodźcie, a zobaczycie. Jezus utwierdza uczniów w ich pierwszym zaufaniu, które okazali Mu, nazywając go Rabbi. „Idąc za Mną wiernie, zobaczycie, gdzie mieszkam, do jakich celów dążę; doświadczycie mojej obecności, mojej przyjaźni, mojej miłości. Idąc za Mną, zrozumiecie wszystko: kim Ja jestem, kim wy jesteście, jaki jest najważniejszy cel waszego życia”.

W rozważanej scenie powołania uczniów Jezus nie wspomina jeszcze o misji, którą później im powierzy. Pragnie bowiem, by na początku całą swoją miłosną uwagę skoncentrowali tylko na Jego Osobie; aby z wielką uwagą wsłuchiwali się w Jego słowa, wpatrywali się w Jego czyny, nasycali się Jego obecnością. Uczeń nie poświęci się z oddaniem misji Jezusa, jeżeli nie przyjmie najpierw całym sercem Jego Osoby, Jego słów i czynów. Istotę misji, jaką Jezus powierza uczniom, wypełnia właśnie Jego Osoba: Jego życie, nauka, śmierć i Zmartwychwstanie.

Podstawą życia chrześcijańskiego nie jest praca apostolska i misyjna, choćby była podejmowana na bardzo odpowiedzialnych stanowiskach. Istotą życia chrześcijańskiego jest związanie się z Jezusem i całkowite powierzenie się Mu. W tej kontemplacji prośmy gorąco o jasną i głęboką świadomość pierwszeństwa naszego bycia z Jezusem, „mieszkania” u Jezusa, przed działaniem dla Niego. Jezusowi nie chodzi o to, byśmy oddawali Mu owoce naszego życia, ale byśmy oddali Mu całe nasze życie.

Gdyby w naszym życiu było więcej troski o pracę dla Jezusa niż o mieszkanie z Jezusem, łatwo ryzykowalibyśmy popadnięcie w – jak mówił Pius XII – „herezję czynu”. Istotą „herezji czynu” jest zaspokajanie własnych ludzkich potrzeb z pomocą „pracy apostolskiej”. Jest to wówczas praca dla siebie, a nie dla Jezusa. Jeżeli nie szukalibyśmy najpierw samego Jezusa, to działanie dla Niego łatwo mogłoby stać się parawanem dla szukania siebie. Intensywność i szczerość naszej osobowej więzi z Jezusem gwarantuje „czystość intencji” w naszej posłudze bliźnim.

5. Jezus, który nas prowadzi

„Trudności i niepokoje trapiące człowieka codziennie z powodu jego samolubstwa, niedołęstwa, nieumiejętności i pychy wytwarzają w nim pragnienie, żeby ktoś inny mógł go prowadzić i wspomagać swoją radą” – zauważa Thomas Merton. Jezus swoim zaproszeniem: Chodźcie, a zobaczycie – wzywa uczniów, aby odkryli przed Nim swoje „samolubstwo, niedołęstwo, nieumiejętność i pychę” i powierzyli Mu z zaufaniem całe swoje życie. Nasza potrzeba Przewodnika, Mistrza, Pasterza i Lekarza wypływa z sytuacji egzystencjalnej, w jakiej się znajdujemy. Stąd też słowa Jezusa: Chodźcie, a zobaczycie trzeba nam odkryć jako odpowiedź na nasze najgłębsze potrzeby, pragnienia i tęsknoty. Jezus nie przychodzi do nas jako „Ktoś z zewnątrz”. Potrzeba Jezusa „mieszka” głęboko w nas. Jest częścią ludzkiego serca.

W zakończeniu kontemplacji dziękujmy Jezusowi za Jego zaproszenie do pójścia za Nim. Wyraźmy głębokie pragnienie poznawania Go, miłowania i naśladowania w całym Jego życiu: nie tylko w Jego codziennej pracy, modlitwie, wypoczynku, służbie bliźnim, ale także w Jego życiu ubogim, czystym i posłusznym Ojcu. W sposób szczególny prośmy o odwagę wewnętrzną, aby wyrazić gotowość naśladowania Go w Jego cierpieniu i krzyżu.

IV. MODLITWA OFIAROWANIA SIEBIE JEZUSOWI

„Ci zaś, co chcieliby więcej kochać Jezusa i odznaczyć się we wszelkiej służbie swego Króla wiecznego i Pana wszech rzeczy, nie tylko ofiarują się całkowicie na trud, ale nadto działając przeciw własnej zmysłowości i przeciw swej miłości cielesnej i światowej, złożą z siebie ofiarę tak mówiąc: Odwieczny Panie wszystkich rzeczy! Oto przy Twej łaskawej pomocy składam ofiarowanie swoje w obliczu nieskończonej Dobroci Twojej i przed oczami chwalebnej Matki Twojej i wszystkich świętych dworu niebieskiego, oświadczając, że chcę i pragnę i taka jest moja dobrze rozważona decyzja, jeśli to tylko jest ku Twojej większej służbie i chwale, naśladować Cię w znoszeniu wszystkich krzywd i wszelkiej zniewagi i we wszelkim ubóstwie tak zewnętrznym, jak i duchowym, jeżeli tylko najświętszy Majestat Twój zechce mię wybrać i przyjąć do takiego rodzaju i stanu życia” (Ćd 97-98).

Modlitwa przygotowawcza: „Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały Jego Boskiego Majestatu” (Ćd 46).

Obraz do kontemplacji: Przedstawmy sobie samych siebie stojących przed „całym dworem niebieskim”: przed obliczem Boga Ojca, Syna Bożego oraz Ducha Świętego, wobec Matki Najświętszej, aniołów i wszystkich świętych (por. Ćd 232).

Prośba o owoc kontemplacji: „Prosić o łaskę, której pragnę. Tu prosić Pana naszego o tę łaskę, żebym nie był głuchy na Jego wezwanie, lecz skory i pilny do wypełnienia Jego najświętszej woli” (Ćd 91).

1. Więcej kochać

W kontemplacji o Wezwaniu króla doczesnego św. Ignacy zaprasza nas do złożenia aktu całkowitego ofiarowania się Jezusowi. Modlitwę ofiarowania mogą przyjąć jako własną tylko ci, którzy chcieliby więcej kochać Jezusa i odznaczyć się w Jego służbie. Pragnienie miłowania Jezusa staje się warunkiem pójścia za Nim i naśladowania Go we wszystkim. Jezus pragnie bowiem budować ze swoimi uczniami „partnerskie” więzi oparte na pełnej wolności wewnętrznej. Nie chce On uległości opartej wyłącznie na lęku i niewolniczym poddaństwie. Jezus, powołując swoich uczniów, nie przymuszał ich do pójścia za sobą. Zawsze odwoływał się do ich pragnień i wewnętrznej wolności.

Tym, do których kierował swoje zaproszenie, mówił: Jeżeli chcesz…Jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowuj przykazania (Mt 19, 17) – powiedział bogatemu młodzieńcowi, kiedy ten pytał Go, w jaki sposób mógłby osiągnąć życie wieczne. Na dalsze pytania młodzieńca Jezus odpowiada: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i daj ubogim […]. Potem przyjdź i chodź za Mną! (Mt 19, 21).

Postawa naśladowania Jezusa jest możliwa tylko w klimacie dobrowolnego zaangażowania i osobistej wolności. Istotą naszego ofiarowania się Jezusowi jest oddanie naszej wolności do Jego pełnej dyspozycji. Wymuszanie decyzji służenia Jezusowi na sobie samym czy tym bardziej przymuszanie do niej innych pozostaje sprzeczne z istotą życia duchowego. Ludzka wolność to podstawa wszelkiego prawdziwie „ludzkiego działania”. To wolność człowieka decyduje o jego szczęściu i nieszczęściu. Jednym z największych nieszczęść będzie zawsze dla człowieka utrata wolności: zarówno wolności wewnętrznej, jak i wolności zewnętrznej.

Stąd też pierwszą naszą troską w przygotowaniu się do pójścia za Jezusem winno być zdobywanie coraz pełniejszej wolności wewnętrznej. Wolność, o której mówi Jezus, nie oznacza jednak niezależności od wszystkiego i wszystkich. Najwyższą formą wolności wewnętrznej jest całkowite powierzenie się Bogu. Nasza wolność realizuje się najpełniej w całkowitym oddaniu się Temu, który kocha nas miłością pełną. Naśladujemy w tym Jezusa, który jako pierwszy – będąc absolutnie wolny – najpełniej związał się z człowiekiem, a także wydał się „w jego ręce”, ponieważ ukochał go odwieczną, Boską miłością.

2. Zaprzeć się samego siebie

Oddanie się Jezusowi w miłości i naśladowanie Go domaga się nie tylko ludzkiej pracy, wysiłku i trudu, ale także działania „przeciw własnej zmysłowości i przeciw swej miłości cielesnej i światowej” (Ćd 97). Tylko dzięki takiej postawie możemy zdobyć się na ofiarowanie swego życia Jezusowi i dążyć do naśladowania Go w całym Jego życiu.

Jezus zawsze w realistyczny sposób ukazywał uczniom, iż pójście za Nim domaga się trudu, zaparcia się siebie, cierpienia i krzyża. Obraz niesienia krzyża i krzyżowania był Żydom bliski już od czasów prześladowania machabejskiego. „Dramatycznie bliski” – jak mówi Joachim Gnilka, niemiecki egzegeta – stał się za czasów panowania w Palestynie rzymskich namiestników. Jezus, posługując się tym bolesnym obrazem, objawia swoim uczniom paradoksalną logikę królestwa niebieskiego, które domaga się utraty „swego życia” przez ukrzyżowanie, aby móc zyskać nowe życie z Chrystusem: Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je (Mt 16, 25).

Cierpienie i krzyż wynikają nie tylko z pokonywania zewnętrznych trudności czy prześladowań wrogów, ale także z potrzeby pokonywania „własnej zmysłowości” oraz „miłości cielesnej i światowej”. Każda ludzka pożądliwość jest wrogiem podążania za Jezusem i życia wyłącznie dla Niego. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia, pochodzi nie od Ojca, lecz od świata (1 J 2, 16). I właśnie dlatego, że „pożądliwość ludzka” nie pochodzi od Ojca, ale od świata, nie można jej pogodzić z pójściem za Jezusem i kroczeniem Jego śladami.

Oto ćwiczenie, które może nam pomóc z większym realizmem spojrzeć na siebie samych i całe nasze życie, by dzięki temu lepiej przygotować się do świadomego oraz pełnego hojności i ofiarności powierzenia się Jezusowi z pomocą modlitwy ofiarowania.

Przypomnę sobie wszystkie najważniejsze „sprawy mojego życia”, które wypełniają moją pamięć, serce, umysł. Wypiszę je sobie na kartce. Następnie zastanowię się, jakie miejsce wśród nich zajmują „sprawy Jezusa”. Czy mógłbym szczerze powiedzieć, że „więcej Go kocham” oraz że Jemu właśnie poświęcam więcej pamięci, serca, życiowych sił?

Czy mógłbym powiedzieć Jezusowi, iż pragnienie życia z Nim i dla Niego przewyższa wszystkie inne moje pragnienia? Czy noszę w sobie pragnienie, aby „odznaczyć się” w służbie Chrystusa? Jakie uczucia, myśli i pragnienia rodzą we mnie te pytania? Co chciałbym Jezusowi powiedzieć o moim oddaniu się Mu?

Na ile jestem świadom istnienia we mnie odruchów „własnej zmysłowości” oraz „miłości cielesnej i światowej”? Na ile przyznaję się do nich w moich przygotowaniach do spowiedzi, w codziennych rachunkach sumienia? W czym one się wyrażają: w jakich postawach, skłonnościach, zachowaniach, pragnieniach?

W jaki sposób doświadczam oporu skłonności dawnego człowieka (Ef 4, 22) wobec oddania się Jezusowi i życia wyłącznie dla Niego? W jakiej formie opór ten się wyraża? Jakie uczucia i myśli mu towarzyszą? Co z nim robię? Czy nie budzi on moich obaw? Czy nie uciekam od niego? Czy pod jego wpływem nie poddaję się zwątpieniu lub zniechęceniu? Przywołam chwile mojego życia, kiedy w sposób szczególny doświadczałem takich właśnie oporów dawnego człowieka. Spróbuję je nazwać, wypowiedzieć przed sobą i przed Bogiem. Oddam Jezusowi wszystkie uczucia, myśli i natchnienia, które zrodzą się w czasie tej modlitwy.

3. Modlitwa ofiarowania

Ofiarowanie się Jezusowi może być dokonane tylko przy „Jego łaskawej pomocy”. Jezus jest krzewem winnym, a my jesteśmy Jego latoroślami (por. J 15, 1-11). Możemy więc przynosić owoc tylko wówczas, kiedy w Nim trwamy. Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15, 5) – powie Jezus bardzo wyraźnie. Ofiarowanie się Jezusowi na służbę jest więc aktem Jego łaski, Jego bezinteresownym darem. Trzeba nam mieć głęboką świadomość tego faktu szczególnie wówczas, gdy rodzi się w nas wewnętrzny sprzeciw wobec pełnego oddania się Chrystusowi i służenia Mu.

Nie powinien przygnębiać nas fakt, że służba Jezusowi nie budzi w nas emocjonalnego zachwytu i entuzjazmu, ale właśnie uczucia zniechęcenia, oporu i smutku. Bł. Stefan Wincenty Frelichowski, młody kapłan, który oddał życie w posłudze umierającym w obozie koncentracyjnym w Dachau, podejmując decyzję o przyjęciu święceń kapłańskich, pisze: „Niemądrze uważa ten, który przypuszcza, że taka decyzja o powołaniu kapłańskim musi pochodzić z serca radosnego tylko […], a nie żalu. Przeciwnie – można głęboko odczuć rezygnację z rodziny, od krewnych, od pewnych dozwolonych ludziom świeckim rzeczy i wolności. Chociaż mimo tego musimy mieć na dnie serca […] to poczucie, że jednak to jest ta droga moja. Mimo uczucia, jakie odczuwam, wybieram tedy tę drogę i idę”.

I choć w miłości nie stosuje się nigdy przymusu, bo przymus zabija miłość, to jednak decyzja ofiarnego służenia Jezusowi wymaga od nas walki, nieraz zaciętej. Kiedy doświadczamy oporu wobec oddania naszego życia Jezusowi, nie trzeba nam stosować wobec siebie jakiejś przemocy i przymusu, ale raczej prosić o wewnętrzne pragnienie służby Jezusowi. Nic więcej. Wraz z modlitwą zrodzi się w nas „z Jego łaskawą pomocą” głębsze pragnienie oddania się Mu, a z nim odwaga i siła do przekroczenia wewnętrznych oporów.

Jeżeli aktualnie nie ma w nas pragnienia służenia Jezusowi, możemy prosić o „pragnienie pragnienia”. Wówczas, pod wpływem łaski przerodzi się ono, bez żadnej zasługi z naszej strony, w bezpośrednie pragnienie poznawania, miłowania i naśladowania Jezusa. Bezpośrednie pragnienie obejmie nie tylko nasz rozum, ale także nasze serce i naszą emocjonalność.

W ofiarowaniu się Jezusowi na służbę nie chodzi najpierw o działalność dla Niego, ale o miłość do Niego. Modlitwa ofiarowania ma być wyrazem wewnętrznego miłosnego pragnienia, a nie duszpasterskiej aktywności. Z miłości do Jezusa zrodzą się dopiero apostolskie dzieła. Nie będą to jednak dzieła, które sami sobie wybierzemy, ale te, które wskaże nam miłość Jezusa.

Apostołka Miłosierdzia, św. Siostra Faustyna Kowalska, w swoim Dzienniczku notuje: „Jezu mój, ja rozumiem dobrze, że moja doskonałość nie polega na tym, że polecasz mi przeprowadzać te wielkie dzieła, ale na wielkiej miłości ku Tobie. Pragnę Ci być wierną i spełniać Twoje życzenia i przykładem siły i rozumu, aby wszystko spełnić, co mi polecasz, o Panie, ale ani cienia nie mam do tego przywiązania. Pełnię to wszystko, bo taka jest Twoja wola”.

4. Akt ofiarowania się Jezusowi ważnym wydarzeniem

Ofiarowanie się Jezusowi na służbę jest bardzo ważnym wydarzeniem życiowym i winno stać się dla nas prawdziwym świętem. Stąd też św. Ignacy Loyola, wzorując się na średniowiecznym zwyczaju pasowania na rycerza, które dokonywało się w obecności całego królewskiego dworu, zachęca nas, aby oddania się Jezusowi dokonać w obecności całego dworu niebieskiego: w obliczu nieskończonej Dobroci Bożej, przed oczami chwalebnej Matki Jezusa i wszystkich świętych w niebie. Św. Ignacy, jeszcze przed swoim nawróceniem, sam przeżył uroczystą chwilę pasowania na rycerza. Po nawróceniu, wzorując się na tamtym wydarzeniu, dokonał uroczystego poświęcenia się służbie Królowi Wiecznemu.

Przywołanie całego dworu niebieskiego w ofiarowaniu się Jezusowi nie jest bogatą dekoracją. Decyzja życia dla Jezusa i naśladowania Go w Jego krzyżu przekracza nasze ludzkie siły; stąd przywołanie Matki Najświętszej i wszystkich świętych staje się jednocześnie prośbą o wstawiennictwo i pomoc w wykonaniu wielkiego dzieła, które postanawiamy wobec Króla Wiecznego. W obecnej kontemplacji prośmy więc Matkę Najświętszą i naszych świętych patronów, aby w czasie całych rekolekcji towarzyszyli nam w szukaniu obecności Jezusa, w przyjmowaniu Jego miłości i w naszym rozpalaniu się w miłości do Niego.

5. Chcę i pragnę

To radykalne oddanie się Jezusowi nie może być jakimś nierozważnym emocjonalnym odruchem. Winno być podjęte po długim namyśle i dobrze przygotowane. Dopiero wtedy możemy powiedzieć jasno i wyraźnie, że „chcę i pragnę” ofiarować się w pełni Jezusowi i „taka jest moja dobrze rozważona decyzja”. „Nie jakimś mglistym uczuciem, ale stanowczym wyborem kocham Ciebie, Panie – wyzna św. Augustyn, biskup Hippony i doktor Kościoła. – Swoim słowem ugodziłeś moje serce i pokochałem Cię. Zresztą i niebo, i ziemia, i wszystko, co one zawierają, ze wszystkich stron wołają do mnie, abym Cię miłował”.

Oddanie się Chrystusowi na służbę winno być też aktem pełnym wolności. Św. Siostra Faustyna o swoim oddaniu się Jezusowi pisze w Dzienniczku:„Cała tajemnica ode mnie zależy, od mojego dobrowolnego zgodzenia się na tę ofiarę z całą świadomością umysłu”.

Wolność w oddaniu się Jezusowi winna łączyć się z realizmem, który przejawia się zarówno w świadomości własnej ludzkiej słabości, jak też w zdolności przewidzenia pewnych przeszkód, jakie możemy spotkać w życiu. Codzienny wysiłek, praca i cierpienie sprawiają, iż nasze służenie Jezusowi przestaje być „uroczystym świętem”, a staje się szarą i monotonną rzeczywistością.

6. Naśladowanie w znoszeniu krzywd

W dalszej części modlitwy ofiarowania wyrażamy gotowość naśladowania Jezusa „w znoszeniu wszystkich krzywd i wszelkiej zniewagi i we wszelkim ubóstwie tak zewnętrznym, jak i duchowym, jeżeli tylko najświętszy Majestat Twój zechce mię wybrać i przyjąć do takiego rodzaju i stanu życia”. Zauważmy, iż w modlitwie tej nie wspomina się o trudzie codziennej pracy i modlitwy, o potrzebie wewnętrznego skupienia, o wysiłku rozwiązywania ludzkich problemów. Taki trud i wysiłek jest bowiem oczywisty.

Zresztą nasze „trudzenie się” w pracy, na modlitwie, w służbie innym ma nieraz „posmak ludzkiej przygody”. Może być ono też nierzadko „po ludzku” bardzo przyjemne. I właśnie dlatego nie może stanowić dla nas najważniejszego i jedynego kryterium oddania się Jezusowi. Ważnym kryterium tego oddania się jest przede wszystkim stosunek do niezasłużonej krzywdy i zniewagi, stosunek do krzyża. Takie cierpienia są jednak przeciwne naszej „cielesnej i zmysłowej” naturze. Jezus, choć w swej ludzkiej naturze nie był skażony „miłością cielesną i światową”, sam doświadczał oporu ludzkiej natury przed przyjęciem krzywd i zniewag, które miały spaść na Niego podczas okrutnej męki i śmierci krzyżowej.

Powiedzmy wyraźnie, iż nie należy samemu szukać krzywd i zniewag. Nie byłoby to zgodne z wolą Jezusa, gdybyśmy sami bezmyślnie prowokowali upokorzenia i krzywdy ze strony innych ludzi. Modlitwa ofiarowania ma nas prowadzić do przyjęcia postawy wewnętrznej gotowości do znoszenia krzywd i upokorzeń, które spadną na nas niezależnie od naszej woli, a nawet wbrew niej.

Kiedy jednak myślimy o wyrażeniu takiej zgody, nierzadko rodzi się w nas – gdzieś na dnie serca – podejrzliwość, iż po akcie ofiarowania się Bogu, On sam spuści na nas całą serię hiobowych nieszczęść. Obawiamy się, iż Pan Bóg zechce sprawdzić prawdziwość naszego oddania. To jeden spośród wielu naszych lęków. Nie wykluczamy, iż Jezus rzeczywiście może nas kiedyś zaprosić do szczególnego upodobnienia się do Niego przez znoszenie krzywd i upokorzeń. Jednak jako „pierwszy dar” naszego ofiarowania się Mu przychodzi zwykle pełniejsza wewnętrzna wolność.

Przez ofiarowanie się Jezusowi uwalniamy się od lęku przed tymi krzywdami i upokorzeniami, które przynosi nam codzienne życie. Gotowości znoszenia krzywd i zniewag domaga się nie tylko pójście za Jezusem i naśladowanie Go, ale także codzienna miłość bliźniego. We współżyciu z innymi – w każdym stanie życia – potrzeba choćby minimalnej zdolności znoszenia różnorakich niesprawiedliwości. Krzywdy, jakich doświadczamy w relacjach międzyludzkich, wypływają najczęściej nie tyle z ludzkiej złości i przewrotności (choć tej nie można wykluczać), ile raczej z ludzkiej bezradności, ubóstwa i słabości. Często ranimy siebie nawzajem wbrew naszym najlepszym zamiarom. Paradoksalnie najczęściej i najgłębiej ranimy i krzywdzimy tych, których najbardziej kochamy. Decyzja znoszenia „wszelkich krzywd i wszelkiej zniewagi” dla Jezusa sprawia, iż nasze życie z innymi staje się spokojniejsze, bardziej harmonijne, szczęśliwsze.

W modlitwie ofiarowania Jezus prosi nas, abyśmy oddali Mu to, czym moglibyśmy zranić i skrzywdzić siebie samych i naszych najbliższych. Jezus więc nie tyle ofiaruje nam najpierw „specjalne krzywdy i zniewagi”, ile raczej zabiera nam te, które stają na naszej drodze.

Piękną zachętę do znoszenia „wszelkiej zniewagi” daje św. Franciszek z Asyżu jednemu ze swoich współbraci. Kiedy Święty uczynił go przełożonym pewnej wspólnoty, ten zniechęcony krnąbrnością powierzonych jego pieczy braci chciał zrezygnować z funkcji i odejść do pustelni. Biedaczyna z Asyżu napisał wówczas do niego list, w którym ukazuje mu szczyt prawdziwej doskonałości: „Tak, jak umiem, mówię ci o sprawach twej duszy, że to wszystko, co przeszkadza ci kochać Pana Boga, i jakikolwiek człowiek czyniłby ci przeszkody, albo bracia, albo inni, także gdyby cię bili – to wszystko powinieneś uważać za łaskę. I tego właśnie pragnij, a nie czego innego. I to przez prawdziwe posłuszeństwo wobec Pana Boga i wobec mnie, bo wiem na pewno, że to jest prawdziwe posłuszeństwo. I kochaj tych, którzy sprawiają ci te trudności. I nie żądaj od nich niczego innego, tylko tego, co Bóg ci da. I kochaj ich za to; i nie pragnij, aby byli lepszymi chrześcijanami. I niech to ma dla ciebie większą wartość niż życie w pustelni”.

7. Naśladowanie w ubóstwie

W modlitwie ofiarowania zostajemy zaproszeni, aby wyrazić także gotowość naśladowania Jezusa „we wszelkim ubóstwie tak zewnętrznym, jak i duchowym”. Taki jednak sposób naśladowania Jezusa jest uzależniony od Jego powołania: „jeżeli tylko najświętszy Majestat Twój zechce mię wybrać i przyjąć do takiego rodzaju i stanu życia”. Jeżeli nasze upokorzenia, cierpienia i ubóstwo nie pochodziłyby z powołania Jezusa, a jedynie z naszego wyboru, traciłyby jakiekolwiek znaczenie dla naszego życia duchowego. Św. Paweł w hymnie o miłości powie: I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże (1 Kor 13, 3).

W rozważanej modlitwie ofiarowania zostały wyróżnione dwa rodzaje ubóstwa: zewnętrzne i duchowe. Z pewnością nie możemy zacieśniać ubóstwa ewangelicznego do ubóstwa materialnego. Ubóstwo jest pewnym ogołoceniem się człowieka z tych ludzkich zabezpieczeń, które bronią jego życia doczesnego. Ubóstwo nie oznacza więc tylko „braku posiadania zewnętrznego”, chociaż ubóstwo materialne może być dla człowieka doświadczeniem bardzo trudnym i może odgrywać ważną rolę w doświadczeniu duchowym. Jednak to nie my sami decydujemy, jaki rodzaj ubóstwa praktykujemy. Przyjmujemy jedynie to, które ofiaruje nam Jezus.

W historii Kościoła odnajdujemy świętych, którzy opuścili wszystko i w całkowitym ogołoceniu materialnym poszli za Jezusem; jednak Kościół wynosił na ołtarze także królów i innych możnych tego świata, którzy – choć dysponowali wielkimi dobrami materialnymi – byli wobec nich całkowicie wolni. Ci „bogaci święci” prowadzili nieraz bardzo ubogi sposób życia. Swoich dóbr używali w służbie innym. W życiu duchowym liczą się bowiem najpierw nie materialne czyny, choćby najszlachetniejsze w swej zewnętrznej formie, ale przede wszystkim postawa serca.

Ten sposób życia, nacechowany gotowością do znoszenia wszelkich krzywd i zniewag oraz ubóstwa, pochodzi z łaski i wybrania samego Jezusa. Nasze dokonywanie wyboru w tym zakresie jest de facto przyjęciem przez nas wyboru przygotowanego nam przez Jezusa. Wewnętrzna zgodność naszej woli z wolą Jezusa sprawia, że przestają istnieć dwa wybory: Jezusa i mój. Pozostaje jeden zasadniczy wybór, który jest wspólny. Dzięki takiej postawie serca jednoczę się z Chrystusem tak ściśle, iż teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus (Ga 2, 20).

8. Rachunek sumienia z powierzania się Jezusowi

W zakończeniu medytacji poświęconej modlitwie ofiarowania się Jezusowi chciejmy zrobić sobie swoisty rachunek sumienia z naszego powierzania się Jezusowi na służbę.

Czy doświadczam wewnętrznej potrzeby powierzenia się Jezusowi? Czy mógłbym powiedzieć, że „chcę i pragnę” takiego oddania i jest to „moja dobrze rozważona decyzja”?

Czy dokonałem kiedyś w moim życiu uroczystego oddania się Jezusowi na Jego służbę? Jeżeli tak, przypomnę sobie tę chwilę oraz całą atmosferę duchową, która temu oddaniu towarzyszyła. Co było treścią tego oddania? Co natchnęło mnie do takiej modlitwy? Co chciałbym Jezusowi powiedzieć o moich obecnych pragnieniach oddania się Mu?

Przypomnę sobie kilka sytuacji, w których doznałem od kogoś krzywdy lub jakiegoś upokorzenia. Jaka była moja pierwsza reakcja? Jak reaguję na ogół na skrzywdzenie lub upokorzenie przez innych? Czy mam skłonność do zamykania się w sobie, obrażania się na innych, czy też przeciwnie, natychmiast reaguję zgodnie z zasadą ząb za ząb, upokorzenie za upokorzenie, krzywda za krzywdę (por. Wj 21, 24)?

Czy przywołuję na modlitwie codzienne upokorzenia, jakich doświadczam? Jeżeli tak, jak wygląda moja modlitwa ofiarowania Jezusowi codziennych krzywd i upokorzeń? Czy z takiej modlitwy wychodzę bardziej pogodzony z sobą i moimi braćmi, czy też może raczej bardziej rozżalony? Czy nie domagam się od Jezusa egzekwowania „sprawiedliwości” wobec moich krzywdzicieli? Czy nie próbuję zmuszać Jezusa, by stanął po mojej stronie przeciwko mojemu krzywdzicielowi?

Co chciałbym powiedzieć Jezusowi o moim włączaniu krzywd i upokorzeń w moją miłość do Niego i naśladowa-nie Go?

9. Radość cierpienia dla Chrystusa

Doświadczenie wielu ludzi głęboko zaangażowanych w miłość do Jezusa daje nam piękne świadectwo cierpienia z Jezusem i dla Niego. Ich dźwiganie krzyża nie tylko nie rodzi rozpaczy, lecz staje się dla nich źródłem prawdziwej radości. Św. Paweł, przewidując swoją męczeńską śmierć, pisze do Filipian: A jeśli nawet krew moja ma być wylana przy ofiarniczej posłudze około waszej wiary, cieszę się i dzielę radość z wami wszystkimi; tak samo i wy się cieszcie i dzielcie radość ze mną! (Flp 2, 17-18).

Bardzo obrazowy, poetycki opis prawdziwej chrześcijańskiej radości pozostawił nam św. Franciszek z Asyżu: „Lecz co to jest prawdziwa radość? Wracam z Perugii i późną nocą przychodzę tu, jest zima i słota, i tak zimno, że u dołu tuniki zwisają zmarznięte sople i ranią wciąż nogi, i krew płynie z tych ran. I cały zabłocony, zziębnięty i zlodowaciały przychodzę do bramy; i gdy długo pukam i wołam, przyszedł brat i pyta: «Kto jest?». Odpowiedziałem: «Brat Franciszek». A ten mówi: «Wynoś się; to nie jest pora stosowna do chodzenia; nie wejdziesz». A gdy ja znowu nalegam, odpowiada: «Wynoś się; ty jesteś [człowiek] prosty i niewykształcony. Jesteś teraz zupełnie zbyteczny. Jest nas tu tylu, że nie potrzebujemy ciebie». A ja znowu stoję przy bramie i mówię: «Na miłość Bożą, przyjmijcie mnie na tę noc». A on odpowiada: «Nic z tego. Idź tam, gdzie są trędowaci, i proś». Powiadam ci: jeśli zachowam cierpliwość i nie rozgniewam się, na tym polega prawdziwa radość i prawdziwa cnota, i zbawienie duszy”.

Wam bowiem z łaski dane jest dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć, skoro toczycie taką samą walkę, jaką u mnie widzieliście i jaką teraz prowadzę (Flp 1, 29-30). I nam – wzorem św. Pawła – dane jest często cierpieć dla Jezusa. Prośmy, byśmy tej „trudnej łaski” nie marnowali, ale korzystając z niej, szukali pełniejszego zbliżenia się do Jezusa cierpiącego i naśladowali Go w dźwiganiu Jego krzyża.

V. WCIELENIE SYNA BOŻEGO

W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Wszedłszy do Niej, [anioł] rzekł: „Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”.