37,90 zł
Powrót do Czterech Mostów na pełne emocji święta
„Cuda z piernika” Joanny Szarańskiej to bożonarodzeniowa powieść obyczajowa, która ponownie zabiera czytelników do Czterech Mostów i pensjonatu Bajka. To kontynuacja „Cudów na śniegu”, ale historię można czytać bez znajomości poprzedniej części.
Kluczowe informacje: bożonarodzeniowa powieść obyczajowa · kontynuacja „Cudów na śniegu” · można czytać bez znajomości poprzedniej części · akcja rozgrywa się w Czterech Mostach · ważnymi miejscami są pensjonat Bajka i Kawiarnia u Klary · wśród bohaterów są Aleksander i Klara · świąteczny konkurs wypieków wprowadza do historii rywalizację i zazdrość
Dla kogo i czego spodziewać się po „Cudach z piernika”?
O czym są „Cuda z piernika”?
Pensjonat Bajka przygotowuje się do pierwszego od dłuższego czasu turnusu świątecznego. Mieszkańcy Czterech Mostów z radością czekają na Gwiazdkę, ale Aleksander ma poważne wątpliwości. Zastanawia się, czy na ponowne otwarcie Bajki nie jest jeszcze za wcześnie. Wkrótce jednak mają pojawić się pierwsi goście — również ci, których nikt się nie spodziewał.
Tymczasem całe miasteczko stroi się na święta. Na placu pod ratuszem pojawia się choinka, sklepowe witryny rozbłyskują światełkami, a w Kawiarni u Klary trwa zabawa z Nochalkiem. Kiedy mikołaj niespodziewanie znika, Klara wykorzystuje okazję, by rozpocząć nową świąteczną tradycję: konkurs wypieków. A tam, gdzie pojawia się rywalizacja, szybko mogą pojawić się także silniejsze uczucia i zazdrość.
Czy „Cuda z piernika” są kontynuacją „Cudów na śniegu”?
Tak. „Cuda z piernika” kontynuują historię rozpoczętą w „Cudach na śniegu” i ponownie przenoszą akcję do Czterech Mostów. Poprzednią część można więc przeczytać przed powrotem do tego świata, ale nie jest to konieczne — „Cuda z piernika” można czytać bez znajomości „Cudów na śniegu”.
Co tworzy świąteczny klimat tej powieści?
Joanna Szarańska buduje bożonarodzeniową scenerię z konkretnych szczegółów: śniegu otulającego Cztery Mosty, żywicznego zapachu igliwia, choinki ustawionej pod ratuszem i migoczących światełkami witryn. Święta nie są jednak wyłącznie dekoracją — przygotowania w pensjonacie Bajka oraz konkurs wypieków wprowadzają wydarzenia, wokół których rozwijają się relacje bohaterów.
Obok radosnego oczekiwania pojawiają się obawy Aleksandra, niespodziewani goście, tajemnicze zniknięcie Nochalka, rywalizacja i zazdrość. Dzięki temu przygotowania do Gwiazdki stają się tłem dla kolejnych emocji i spotkań mieszkańców Czterech Mostów.
Kim jest Joanna Szarańska?
Joanna Szarańska jest autorką komedii i powieści obyczajowych, które — jak podaje nota autorska — czytelnicy określają jako kojące i otulające. Autorka wierzy w magię Gwiazdki i chętnie wraca do bohaterów swoich świątecznych historii. Do pisania potrzebuje spokoju, kawy i kociego mruczenia. Prywatnie jest mamą i żoną, a wraz z rodziną mieszka pod Krakowem.
Często zadawane pytania FAQ
O czym jest książka „Cuda z piernika”? To bożonarodzeniowa powieść obyczajowa rozgrywająca się w Czterech Mostach. Pensjonat Bajka przygotowuje się do pierwszego po długiej przerwie turnusu świątecznego, a w Kawiarni u Klary zniknięcie Nochalka prowadzi do zorganizowania konkursu wypieków.
Czy „Cuda z piernika” są kontynuacją „Cudów na śniegu”? Tak. „Cuda z piernika” są kontynuacją „Cudów na śniegu”.
Czy trzeba przeczytać „Cuda na śniegu” przed „Cudami z piernika”? Nie. „Cuda z piernika” można czytać bez znajomości „Cudów na śniegu”.
Gdzie rozgrywa się akcja „Cudów z piernika”? Akcja rozgrywa się w przygotowującym się do Gwiazdki miasteczku Cztery Mosty. Ważnymi miejscami wydarzeń są pensjonat Bajka oraz Kawiarnia u Klary.
Kim są bohaterowie „Cudów z piernika”? W dostarczonym opisie na pierwszy plan wysuwają się Aleksander, który martwi się ponownym otwarciem pensjonatu Bajka, oraz Klara, inicjatorka świątecznego konkursu wypieków.
Jakie motywy pojawiają się w książce? W powieści pojawiają się przygotowania do Bożego Narodzenia, powrót gości do pensjonatu, niespodziewane wizyty, konkurs wypieków, rywalizacja oraz zazdrość.
Czy w „Cudach z piernika” pojawia się świąteczny konkurs? Tak. Po zniknięciu Nochalka Klara inauguruje nową tradycję — konkurs wypieków, który wprowadza do historii element rywalizacji.
Czy „Cuda z piernika” to książka Joanny Szarańskiej o Bożym Narodzeniu? Tak. Fabuła rozgrywa się podczas przygotowań Czterech Mostów i pensjonatu Bajka do nadchodzącej Gwiazdki. Materiał wydawniczy przedstawia Joannę Szarańską jako autorkę szczególnie dobrze czującą się w świecie świątecznych historii.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 355
Data ważności licencji: 10/14/2031
Projekt okładki i stron tytułowychNATALIA TWARDY
IlustracjeFarida/Adobe StockZenina-Lembrik/Adobe Stock Елена Бегужинова/Adobe Stock MD/Adobe Stock
Koordynacja projektuALEKSANDRA CHYTROŃ-KOCHANIEC
Opieka redakcyjnaANNA JACKOWSKA
RedakcjaALICJA RUDZKA-SIECZKOWSKA
KorektaBOGUSŁAWA OTFINOWSKA
Redakcja technicznaLOREM IPSUM – RADOSŁAW FIEDOSICHIN
Polish edition © Joanna Szarańska, Publicat S.A. MMXXVI (wydanie elektroniczne) All rights reserved.
Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.
Utwór nie może być wykorzystywany do szkolenia sztucznej inteligencji, w tym do tworzenia treści naśladujących jego styl. Nieprzestrzeganie tego zakazu jest naruszeniem praw autorskich i grozi konsekwencjami prawnymi.
ISBN 978-83-271-7128-3
jest znakiem towarowym Publicat S.A.
PUBLICAT S.A.
61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24 tel. 601 167 313 e-mail: [email protected], www.publicat.pl
Oddział we Wrocławiu 50-010 Wrocław, ul. Podwale 62 tel. 71 785 90 40 e-mail: [email protected]
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Dla Grzesia
(na wspomnienie pewnego sernika,
który dokonał żywota na kuchennej podłodze...)
Cztery Mosty, początek grudnia 2025 roku
Jak co roku w pierwszych dniach grudnia Kawiarnia u Klary rozbłysnęła setkami kolorowych lampek. Właścicielka lokalu, Klara Bartoś, osobiście dekorowała witrynę, drzwi, ladę, a także parawan zajmujący niemal połowę ściany. Poza światełkami znalazło się na nim miejsce również dla świerkowej girlandy oraz kartek świątecznych przesyłanych przez klientów z całego świata. Prezentowały się one nad wyraz uroczo, nie były jednak w stanie przyćmić największej ozdoby parawanu.
Nochalek, jowialny mikołaj w jaskrawym celofanowym kubraczku, zajmował honorowe miejsce. Klara własnoręcznie wycięła go z brystolu i ozdobiła gęstą brodą z waty. Później domalowała przyjazny uśmiech oraz krągłe jaskrawe rumieńce, przez co święty sprawiał wrażenie, jakby dopiero co oddawał się harcom na śniegu. Zapomniała tylko o nosie. Widząc to, jej córka, Malina, nie była w stanie powstrzymać śmiechu. Śmiała się głośno, niemal do łez, a kiedy już jako tako zdołała się opanować, sięgnęła po resztki kartonu i wycięła perkaty nos.
Nos? Raczej nochal!
Przypięła go szpilkami, ale te chyba musiały być trefne, bo wystarczył byle podmuch wiatru, by kinol fruwał po całej kawiarni. Klarę okropnie to denerwowało, trzymała go więc w wiklinowym koszyczku pod ladą. A ponieważ brak nosa wyraźnie ciekawił klientów i prowokował ich do żartów, właścicielka lokalu wręczała go dowcipnisiom wraz ze szpilką i zachęcała do przypięcia brakującego elementu. Zazwyczaj wzbudzało to kolejną falę śmiechów i komentarzy. Mieszkańcy Czterech Mostów szybko przywykli do nowego zwyczaju.
I tak narodziła się grudniowa zabawa, która stała się lokalną tradycją. Nochalek na parawanie dumnie prezentował swe brodate, pozbawione nosa oblicze, oczekując, aż jakiś owładnięty duchem rywalizacji bywalec kawiarni pozwoli zasłonić sobie oczy i podejmie próbę wbicia mu szpileczki.
Udawało się to z rozmaitym skutkiem...
Burmistrzyni Czterech Mostów Urszula Pajda (z racji krągłej sylwetki znana w mieście jako Kulka) przypięła nos pośrodku mikołajowego czoła. Miejscowy weterynarz, Jerzy Gawryłowicz, celował w dolne partie kubraczka i nakłuł mikołajowi klejnoty. A mały huncwot od Bednarzów wbił szpilkę w tyłek stojącej przy ladzie nauczycielki matematyki. Klara była święcie przekonana, że wcale nie przez przypadek!
Zdarzało się oczywiście, że nos trafiał we właściwe miejsce. Szczęśliwiec, który dokonał tej sztuki, mógł zamówić dowolny deser na koszt firmy. Nie brakowało chętnych do podjęcia próby, więc twarz nieszczęsnego Nochalka coraz bardziej upodobniała się do kuchennego sita!
Mimo to Klarze nie przyszło na myśl, by zastąpić Nochalka nową ozdobą. Mikołaj był częścią kawiarni, podobnie jak ona sama. Nieraz myślała sobie w głębi ducha, że gdy nadejdzie czas, odejdą z niej razem. Naturalnie zakładała, że nie nastąpi to szybko. Co to, to nie!
Tego dnia w kawiarni panował radosny rozgardiasz. W południe przed wejściem do lokalu zatrzymał się mikrobus wiozący uczniów podstawówki na międzyszkolny koncert kolęd i pastorałek. Dzieciarnia rozpełzła się po całym lokalu, a ich nauczycielka z wyrazem obłędu w oczach usiłowała zapobiec demontażowi migoczącej girlandy, równocześnie składając zamówienie na kilkanaście deserów i napojów. Stojąca za ladą Klara próbowała ją uświadomić, że pompując w żyły dzieci taką ilość cukru, sama zakłada sobie pętlę na szyję, jednak jej głos nie przebił się przez ścianę śmiechów, wrzasków i potępieńczego wycia. Pokazała tylko na migi, by opiekunka zbliżyła kartę do terminalu, wydrukowała niezbędne kwitki i zajęła się przygotowywaniem zamówionych specjałów.
Chwilę później do lokalu zajrzały członkinie miejscowego klubu czytelniczego. Jak zwykle zaścieliły stolik w rogu taką ilością książek, że Klara nie miała gdzie poustawiać talerzyków i filiżanek. Tego dnia dyskusja toczyła się wokół Dziadka do orzechów, a przewodnicząca kółka usiłowała przekonać swoje towarzyszki, że mają do czynienia z klasyczną powieścią grozy, która czytana w zbyt młodym wieku może znacząco wpływać na umysł czytelnika. Klara, która wprost nieprzyzwoicie się bała i brzydziła myszy, była skłonna się z nią zgodzić.
Po miłośniczkach literatury do kawiarni zajrzały panie z komitetu do spraw organizacji świątecznego spotkania pod ratuszem. Wprowadziło to trochę zamieszania, bo kilka członkiń klubu literackiego działało równocześnie w tymże komitecie, w efekcie czego nastąpiło błyskawiczne przetasowanie przy stolikach. Nie spotkało się to z aprobatą przewodniczącej kółka czytelniczego, która ostentacyjnie zatrzasnęła Dziadka do orzechów i głęboko urażona nie zająknęła się więcej ani słówkiem na temat jego zgubnego wpływu na chłonne młode umysły. W tym samym czasie pobudzonej cukrem dzieciarni udało się w końcu zerwać girlandę, a przy okazji przewrócić także parawan. Upadając, dekoracyjna drewniana ścianka przygniotła nauczycielkę. Klara uważała, że kobieta sama była sobie winna, bo kto przy zdrowych zmysłach zamawia dzieciom babeczki z czekoladą i żurawiną, a potem pozwala im je popić gorącą czekoladą z bitą śmietaną? Mimo to pomogła nieszczęśnicy wygrzebać się z pułapki i doprowadzić ubranie do porządku. Później ustawiła parawan pod ścianą i owinęła jego górną krawędź sznurem poskręcanych i nieco splątanych światełek. Nauczycielka zaganiała podopiecznych ku drzwiom:
– Szybciutko, szybciutko! Zakładamy czapki, okręcamy szyje szalikami! Nie ociągamy się! Wsiadamy do mikrobusa! Konkurs rozpoczyna się za godzinę!
Po wyjściu dzieci w kawiarni zapanował błogi spokój. Członkinie klubu czytelniczego powróciły do omawiania lektury. Ich przewodnicząca dała się udobruchać i nawet przyznała, że pomimo pewnych niepokojących elementów Dziadkowi do orzechów nie sposób odmówić świątecznego ducha. Panie z komitetu do spraw organizacji spotkania pod ratuszem urządziły głosowanie mające na celu wyłonienie utworu muzycznego towarzyszącego zapaleniu światełek na choince. Z ustawionego na ladzie radyjka dobiegły pierwsze takty świątecznego szlagieru Bryana Adamsa.
Nucąc wesoło pod nosem, Klara Bartoś zbierała talerzyki i kubki pozostałe po młodszych gościach, po czym z pełną tacą odwróciła się w kierunku okienka do zwrotu naczyń. Przechodząc obok parawanu, przystanęła zaskoczona.
– Gdzie jest Nochalek? – zapytała.
Siedząca najbliżej członkini komitetu do spraw organizacji spotkania pod ratuszem nachyliła się ku niej z uprzejmym uśmiechem.
– Co takiego, Klarciu?
– Pytam, gdzie jest Nochalek?! – powtórzyła głośniej Klara i z impetem odstawiła wypełnioną brudnymi naczyniami tacę na najbliższy stolik. – Gdzie on się podział?!
W następnej chwili ku zaskoczeniu zebranych rzuciła się na kolana. Przemieszczając się na czworaka, obeszła całą kawiarnię, zajrzała w każdy kąt, przesunęła wszystkie wolne krzesła, a później te zajęte również, uniosła rogi obrusów, a na koniec bezceremonialnie oderwała listwę przypodłogową w bezpośrednim sąsiedztwie parawanu. Wszystko na nic. Nochalka nigdzie nie było!
– Nie, nie, nie! Nie mógł zniknąć! – jęczała w panice Klara. – Przecież to nasza gwiazdkowa tradycja! Nie wyobrażam sobie świąt w kawiarni bez Nochalka!
Pełne współczucia klientki pomagały, jak mogły, ale i one nie natrafiły na ślad zaginionego mikołaja. Zdenerwowana Klara wyszła na zaplecze, aby przynieść mocną latarkę i podświetlić szpary w podłodze. Wkładała właśnie nowe baterie, gdy dobiegł ją szmer kobiecych głosów. Wydawało jej się, że słyszy swoje imię, nadstawiła więc ucha.
– Klara zdecydowanie przesadza, to przecież tylko kawałek kartonu... – stwierdziła jedna z kobiet.
– Na dodatek mocno już sfatygowany – dopowiedziała druga. – Nie mówiłam nic wcześniej, bo nie chciałam sprawić Klarci przykrości, ale ten cały Nochalek przyprawiał mnie o dreszcze!
– Może to i dobrze, że zniknął! Klara będzie zmuszona zaprojektować nową dekorację, ładniejszą i bardziej na czasie. Może coś z oświetleniem LED? Jestem przekonana, że zyska na tym nie tylko kawiarnia, ale również wizerunek miasta. Trafiają tu przecież turyści...
– A mikołaj wisiał tyle lat! Może to i było miłe, ale tak przestarzałe, że aż żenujące...
– Och, to zbyt mocne słowa, jednak chyba macie rację. Nowe dekoracje sprawią, że wnętrze kawiarni nabierze świeżości. A może dyskretnie zaproponujemy Klarze pomoc w zmianie wystroju?
– Świetny pomysł! Podczas kolejnego spotkania naszego komitetu mogłybyśmy wykonać stroiki na stoły! Co wy na to?
– Pytanie: co na to Klara? Wydaje się poruszona zniknięciem mikołaja...
– A kojarzycie tę uroczą kafejkę za ratuszem? Tę założoną przez młode małżeństwo, które przeprowadziło się do nas z Krakowa? Tam jest tak przytuuuulnie!
– O tak! Za każdym razem, gdy tam jestem, mam ochotę zrzucić buty i owinąć się jednym z tych pasiastych koców, które przewieszają przez oparcie każdego fotela! Przysięgam, gdybym była dwadzieścia lat młodsza i nie miała takich haluksów, naprawdę bym to zrobiła!
Stojąca na zapleczu Klara zwiesiła ze smutkiem głowę. Powtarzane w myślach słowa klientek boleśnie godziły w jej serce. Jakże była naiwna! Wierzyła, że stworzyła piękną tradycję, bliską mieszkańcom Czterech Mostów, napawającą ich świąteczną radością. Nie wyobrażała sobie świąt bez mikołaja zawieszonego na parawanie i zabawy polegającej na przyczepianiu mu nosa. Tymczasem dla innych Nochalek nic nie znaczył. Był tylko kawałkiem kartonu, starym, zniszczonym, żenującym! Nikt nie będzie za nim tęsknił? Doprawdy, to takie smutne!
Z sali dobiegło nawoływanie, więc Klara otarła kciukami wzbierające w kącikach oczu łzy, uśmiechnęła się dzielnie i powróciła do klientek.
– Znalazłaś tę latarkę, Klarciu? – zapytała przewodnicząca klubu czytelniczego.
– Och, nie. Nie znalazłam. Ale nie przejmujcie się tym, moje drogie. Nochalek... To nie ma znaczenia. Był już stary, zniszczony. Właściwie już dawno powinnam wysłać go na emeryturę. – Machnęła ręką z udawaną beztroską. – Ale wiecie, jak to jest. Człowiek i te jego sentymenty...
– Wszyscy będziemy tęsknić za Nochalkiem... – zapewniła członkini komitetu do spraw organizacji spotkania pod ratuszem. Klara poznała po głosie, że właśnie od niej wyszła propozycja wykonania stroików na stoły. Obdarzyła kobietę krzywym uśmiechem i pokiwała głową.
– Z pewnością...
– To była piękna tradycja – orzekła inna klientka, tuląc do piersi sfatygowane wydanie Dziadka do orzechów.
– Owszem! – potwierdziła Klara z bolącym sercem. – Ale to pewnie znak, że trzeba stworzyć nową tradycję.
– Nowa tradycja! – Przewodnicząca kółka czytelniczego klasnęła w dłonie. – Brzmi znakomicie, Klarciu. Masz już jakiś pomysł?
– Nie. – Klara powoli pokręciła głową. – Ale na pewno coś wkrótce wymyślę. Nie ma czasu do stracenia, przecież Gwiazdka za pasem, prawda?
Po wyjściu przedstawicielek klubu czytelniczego i komitetu do spraw organizacji przedświątecznego spotkania pod ratuszem Klara Bartoś przysiadła przy stoliku i opierając brodę na dłoni, zapatrzyła się na ustawiony pod ścianą parawan. Bez wizerunku brodatego mikołaja wydał jej się nagle przygnębiająco pusty. Czy równie pusta stanie się jej ukochana kawiarnia? Przegra z jasną, przytulną konkurencją za ratuszem? Właścicielka lokalu potrząsnęła głową. Nie może na to pozwolić! Musi coś wymyślić. Coś, co zatrzyma gości w kawiarni, a może nawet przyciągnie innych. Musi stworzyć nową tradycję!
Główkowała całe popołudnie, które niepostrzeżenie zmieniło się w wieczór. Nawet kładąc się do łóżka i tuląc się do męża, dalej rozmyślała, jak sprawić, by jej kawiarnia zyskała na atrakcyjności. Już przysypiała, gdy do jej głowy wdarła się jedna ulotna myśl. Serce Klary Bartoś fiknęło radosnego koziołka, ona sama zaś usiadła w pościeli z szeroko otwartymi oczami.
– Tak, to może się udać! – oświadczyła wyrwanemu ze snu i bardzo zirytowanemu mężowi.
Klara niezwłocznie przystąpiła do realizacji planu. Z samego rana, jeszcze przed otwarciem kawiarni, udała się do siedziby „Nowin Miejskich”, przez mieszkańców Czterech Mostów potocznie zwanych „Gazetką”. Na łamach tego lokalnego pisemka nie tylko poruszano wszystkie kwestie istotne dla miasteczka, ale także publikowano całą masę drobnych ogłoszeń informujących o: sklepowych promocjach, oferowanych usługach, zaginionych i odnalezionych przedmiotach, poszukujących domów zwierzętach oraz innych ważnych dla mieszkańców sprawach. Klara nie wyobrażała sobie lepszego sposobu na poinformowanie społeczności o swoim nowym pomyśle. Przygotowała odpowiedni anons i wręczyła go Zycie Brockiej.
Dziennikarka przebiegła wzrokiem treść ogłoszenia.
– O, to coś zupełnie nowego! – wykrzyknęła podekscytowana.
– Tak, coś nowego. – Klara uśmiechnęła się cierpko.
– Zdążyłaś w ostatniej chwili! Właśnie puszczamy do druku ostatni tegoroczny numer „Gazetki”.
I tym właśnie sposobem tuż przed mikołajkami w „Nowinach Miejskich” ukazało się ogłoszenie, które natychmiast zelektryzowało całe miasteczko. Brzmiało ono tak:
Uwaga, uwaga, uwaga!
Mistrz Piernika poszukiwany!
Kawiarnia u Klary zaprasza na konkurs świątecznych wypieków. Zgłoś się już dziś, zaprezentuj swój kunszt i zdobądź tytuł najlepszego cukiernika w Czterech Mostach! Uroczyste ogłoszenie zwycięzcy połączone z charytatywnym kiermaszem wypieków nastąpi podczas przedświątecznego spotkania pod ratuszem. Zgłoś się już dziś w Kawiarni u Klary!
PS1 Liczą się inwencja, pomysłowość oraz składniki najlepszej jakości.
Razem stwórzmy NOWĄ tradycję.
PS2 Osoby posiadające jakiekolwiek informacje o zaginionym Nochalku proszone są o niezwłoczne zgłoszenie się w kawiarni.
Przewidziana słodka nagroda!
Rysopis zaginionego: postura pękata, kartonowa, kubrak czerwony, z celofanu, mocno szeleszczący. Twarz rumiana, naznaczona nakłuciami, raczej dobroduszna. Broda z waty, lekko skołtuniona, sfatygowana. Znaki szczególne: brak nosa.
Zapewniamy anonimowość!
Ogłoszenie prezentowało się nad wyraz sympatycznie i przykuwało wzrok czytających, ponieważ podekscytowana Zyta nie umieściła go w dziale drobnych anonsów, jak robiła to zwykle, tylko na pierwszej stronie. Do tego na fali zachwytu wersją próbną nowego programu graficznego stworzyła mu uroczą obwódkę z piernikowych ludków. Widząc to, naczelna „Nowin Miejskich”, Julia Grzelak, chwyciła się za głowę.
– Myślałby kto, że ogłoszenie o konkursie na najlepszy piernik zyska tak wielką rangę, że wyprze z pierwszej strony artykuły opisujące lokalne wydarzenia! – kpiła.
Zyta nie dała się zbić z tropu.
– No cóż, Julciu! Czasami małe ogłoszenia czynią wielkie cuda! Przekonaliśmy się o tym w ubiegłym roku, kiedy za pośrednictwem „Gazetki” poszukiwaliśmy spadkobiercy Bajki. Swoją drogą... – Zamyśliła się. – Nadal mnie nurtuje, kto je zamieścił. Pan Aleksander zarzeka się, że to nie on. Ciotka Emilia podobnie. Może to ten huncwot, Jerzy?
– Doprawdy, słyszałam już różne określenia doktora Gawryłowicza, ale nazywać go huncwotem? Czym ci tak podpadł, Zytko?
– Przede wszystkim rachunkiem za ostatnią wizytę – mruknęła dziennikarka.
– Nieważne, kto zamieścił ogłoszenie, liczą się zmiany, które zaszły w Bajce i w samym Aleksandrze – orzekła Julia. Zyta uważniej przyjrzała się przyjaciółce, więc naczelna odchrząknęła, wskazując szpaltę. – Za to tutaj czarno na białym mamy nadawcę ogłoszenia. I wiesz, co ci powiem, Zytko?
– Hm? – Dziennikarka przygryzła końcówkę długopisu.
– Mam wrażenie, że to nie jest zwyczajny anons. To rozpaczliwe wołanie o pomoc. Trzeba mieć nadzieję, że mieszkańcy naszego miasteczka nie pozostawią go bez odpowiedzi.
– Och, jestem pewna, że nie! Wiesz, jak żywiołowo reagują na ogłoszenia w „Gazetce”.
– Jak na razie widzę, że ty reagujesz bardzo żywiołowo. Czyżbyś zamierzała zawalczyć o tytuł Mistrza Piernika? – Julia uniosła brwi.
Brocka się zaśmiała.
– Skąd. Ale Klara zaprosiła mnie do jury konkursu, a przecież wiesz, jak lubię świąteczne wypieki...
– Zajadać – uściśliła Julia, a Zyta potrząsnęła głową.
– To też, nie ukrywam! Ale jestem bardzo ciekawa, jakie specjały zaprezentują nam mieszkańcy. Poza tym liczę, że ten konkurs wypełni pustkę w sercu Klary powstałą po zniknięciu Nochalka. Biedaczka, była z nim bardzo zżyta... – dodała z ubolewaniem.
– Dobrze wiesz, Zytko, że to niejedyna dziura w sercu naszej Klarci. Ale ty zawsze powtarzasz, że mieliśmy już cuda na śniegu, teraz czas na cuda z piernika! Kto to powiedział, że nie ma lepszego sposobu na zgryzoty niż filiżanka herbaty i kawałek dobrego domowego ciasta?
– Ty, Julciu! – Zyta błysnęła zębami w uśmiechu. – Ty!
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Są miejsca – także książkowe – budzące tęsknotę, jeszcze zanim się je opuści. Cztery Mosty i pensjonat Bajka to jedno z nich. Wiedziałam, że będę chciała tu powrócić, w głębi serca miałam nadzieję, że i Wy powrócicie tu z radością, by ponownie spotkać naszych przyjaciół. Dziękuję za kolejną świąteczno-literacką przygodę!
Serdeczne podziękowania kieruję także do Milenki, która z entuzjazmem biegała do biblioteczki po egzemplarz Cudów na śniegu, gdy musiałam coś zweryfikować. Grzesiowi dziękuję za nieustanne wsparcie i miłość, a mojej redaktorskiej ekipie w futrze za pomoc na cztery łapy – choć chyba powinnam napisać na szesnaście łap...
Dziękuję ekipie Wydawnictwa Książnica za ciepłe przyjęcie Bajki, szczególnie zaś osobom pracującym przy tym tytule: redaktorce Aleksandrze, redaktorce Ani, redaktorce Alicji oraz Marcie z marketingu. Praca z Wami to czysta przyjemność.
Dziękuję Basi Sackiej, która z przenikliwością godną detektywa tropi literówki. Mojej kochanej Marcie dziękuję za pierwsze spojrzenie na tekst i wyłuskiwanie niedociągnięć. Postaram się częściej pisać bzdury, byś czuła się potrzebna, ha, ha!
Ekipie Fabryki Dobrego Humoru dziękuję za codzienną obecność i tworzenie tak wspaniałej społeczności. Sylwii i Agatce za wsparcie przy prowadzeniu grupy, a babci Kruszynkowej za nalewkę natchnienia :-)
Mocno ściskam koleżanki po piórze, nie wymieniam ich z imienia i nazwiska, by nikogo nie zgubić, ale przecież wiadomo, kto mnie odrywa od pisania, prawda? ;-)
A na koniec te najważniejsze podziękowania: dla Ciebie, kochana Czytelniczko, kochany Czytelniku! Bez Ciebie nie ma Szarańskiej-pisarki i za to jestem Ci bardzo, bardzo wdzięczna!
Do zaczytania!
