Bogowie przybyli z gwiazd. O pozaziemskim pochodzeniu dawnych bogów - Erich von Däniken - ebook

Bogowie przybyli z gwiazd. O pozaziemskim pochodzeniu dawnych bogów ebook

Erich von Daniken

0,0

Opis

Na pewno widziałeś memy o starożytnych kosmitach. Czy jednak znasz ich genezę?

Erich von Däniken, jeden z najbardziej kontrowersyjnych badaczy XX i XXI wieku, nie ustaje w rzucaniu wyzwań temu, co uznajemy za pewnik. Skąd wzięli się bogowie i aniołowie czczeni przez różne kultury oraz religie? I jaki jest ich związek z przybyszami z kosmosu?

Od starożytnych ksiąg po objawienia w portugalskiej Fatimie – Däniken wskazuje na zdumiewające podobieństwa w opisach „świetlistych istot” i „latających dysków”. Analizuje biblijne historie Henocha, któremu „aniołowie” przekazali wiedzę o fazach Księżyca i ruchu planet, oraz dowodzi, że tak zaawansowane informacje nie mogły pochodzić z opisywanych czasów.

Dziś, po dziesięcioleciach badań, autor przedstawia logiczne i przekonujące odpowiedzi na pytania, które od lat nurtują naukowców i teologów:

  • Czy bogowie z mitów byli tak naprawdę przybyszami z kosmosu?

  • Co widziały tysiące świadków „cudu słońca” w Fatimie w 1917 roku?

  • I czy współczesne religie po dziś dzień ukrywają przed nami prawdę o powrocie kosmicznych istot na Ziemię?

Z typową dla siebie pasją i odwagą von Däniken łączy naukę, historię i wiarę, tworząc fascynującą opowieść o odwiedzinach z gwiazd, które zmieniły bieg ludzkiej cywilizacji. Jego książka to zaproszenie do samodzielnych poszukiwań odpowiedzi na pytania, które od tysięcy lat pozostają bez jednoznacznych odpowiedzi: Kim naprawdę byli starożytni bogowie? I kiedy znów się pojawią?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 272

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



TYTUŁ ORYGINAŁU:

The Gods Were Astronauts:

The Extraterrestrial Identity of the Old Gods Revealed

Redaktorka prowadząca: Marta Budnik

Wydawczyni: Agnieszka Fiedorowicz

Redakcja: Jolanta Olejniczak-Kulan

Korekta: Kinga Dąbrowicz

Grafiki na stronach rozdziałowych: © vmotion studio, © ika, © Mooam / Stock.Adobe.com

Projekt okładki: Sky Peck Design

Okładka na podstawie dzieła Dantego: Paradiso, Gustave Dore, 1870

Opracowanie graficzne okładki: Adelina Sandecka

Copyright © 2001, 2002, 2023 by Erich von Däniken

Copyright © 2026 for the Polish edition by ILLUMINATIO an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.

Copyright © for the Polish translation by Zbigniew Kościuk, 2026

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2026

ISBN 978-83-8417-610-8

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Jan Żaborowski

WSTĘP DO NOWEGO WYDANIA

Czy wszystko zaczęło się od książki Wspomnienia z przyszłości wydanej w 1966 roku? W tamtym czasie uważałem, że bogowie z mitów i starożytnych religii byli w rzeczywistości astronautami pochodzącymi z odległych układów słonecznych. Moi krytycy zadali wtedy uprawnione pytania: Czy w ogóle istnieją jakieś istoty pozaziemskie? Jak miałyby one wyglądać? Jak pokonały lata świetlne dzielące jedną gwiazdę od drugiej? I bardziej ogólne: Dlaczego w ogóle miałyby odwiedzić Ziemię?

Od tamtego czasu upłynęło ponad pięćdziesiąt lat. Dzisiaj istnieją logiczne, przekonujące odpowiedzi na większość pytań. Przetłumaczono i zinterpretowano na nowo całe mnóstwo starożytnych tekstów. Dawni „aniołowie” stali się istotami pozaziemskimi, „niebo” – wszechświatem, a bitwy na firmamencie – bitwami w kosmosie. Pięćdziesiąt lat temu „bogów” uważano za postaci fantastyczne. Uważano, że nasi przodkowie z epoki kamienia ubóstwiali siły natury – grzmoty, błyskawice, trzęsienia ziemi – i tak powstały religie naturalne. To z pewnością prawda, ale nie wystarczy, by wyjaśnić doświadczenia opisane w starych, świętych księgach. Na przykład: człowiek imieniem Henoch został wzięty do nieba przed potopem. Obcy nauczyli go swojego języka i pisma, przekazali wiedzę z dziedziny geologii, inżynierii i astronomii. Jeden z owych nauczycieli rzekł do Henocha: „Spójrz, synu człowieczy. Czy widzisz to małe światło? Wy, «ludzie», nazywacie je «Księżycem», ale Księżyc nie świeci własnym światłem, lecz czerpie je ze Słońca…”. Później wyjaśnili mu fazy Księżyca i ziemski kalendarz. Dowiedział się też, że Ziemia okrąża Słońce w ciągu 365 dni.

Dawne wyjaśnienia przestały już wystarczać. W końcu Henoch żył przed potopem – był człowiekiem z epoki kamienia. Nie mógł wiedzieć o fazach Księżyca, a co dopiero o orbicie planetarnej Ziemi wokół Słońca. Informacje zaczęły stopniowo napływać. Informacje naukowe. Ich źródłem nie mogły być siły przyrody, takie jak trzęsienie ziemi, wybuch wulkanu lub grzmot. Starożytni bogowie byli realni.

Temu właśnie jest poświęcona moja książka. Analizuję w niej starożytne święte (i nie do końca święte) księgi, poszukując sprzeczności oraz doświadczeń wyraźnie wskazujących na odwiedziny dziwnych astronautów. Badam również wierzenia w powrót zbawiciela, które do dziś funkcjonują w różnych kulturach i religiach. Tysiące lat temu bogowie obiecali, że pewnego dnia powrócą na naszą planetę. Oczekiwanie na ich powrót do dnia dzisiejszego prześladuje wszystkie religie. A tymczasem bogowie przybyli ponownie.

W mojej książce sięgam po przykład tzw. objawień fatimskich. W 1917 roku w Fatimie w Portugalii roku trójka dzieci pasących owce ujrzała rzekome objawienie Matki Boskiej, a osiemdziesiąt tysięcy ludzi było świadkami tzw. cudu słonecznego. Spostrzegli świetlisty dysk, który zmieniał barwę i był widoczny na niebie przez pełnych osiem minut. Na tej podstawie Kościół katolicki stworzył podanie o objawieniu Matki Boskiej. Mogę udowodnić, że żadna z tych rzeczy nie jest prawdziwa oraz że wszyscy papieże od 1917 roku wiedzieli o istotach pozaziemskich, a wierzącym nie mówiono prawdy o wydarzeniach w Fatimie.

Celem mojej książki jest zafascynowanie czytelników i podsunięcie im tematu do własnych przemyśleń. W większości przypadków wystarczy do tego tekst Biblii.

– Erich von Däniken

15 kwietnia 2022 roku

WPROWADZENIE

Było to jakieś siedemdziesiąt pięć lat temu. W szkole podstawowej, w szwajcarskim miasteczku Schaffhausen. Miałem około dziesięciu lat i przysłuchiwałem się naszemu szkolnemu katechecie opowiadającemu o bitwie, która dawno temu rozegrała się w niebie. Pewnego dnia archanioł Lucyfer stanął przed tronem Boga wraz ze swoimi zastępami aniołów i oświadczył: „Nie będziemy ci dłużej służyć!”. W odpowiedzi Bóg nakazał archaniołowi Michałowi strącić Lucyfera i jego zbuntowanych naśladowców z nieba. Michał posłusznie wykonał rozkaz, posługując się swoim ognistym mieczem. Od tego czasu – według naszego szkolnego katechety – Lucyfer stał się diabłem, a wszyscy jego naśladowcy smażą się w piekle.

Tamtego wieczoru, po raz pierwszy w moim młodym życiu, popadłem w zadumę. Nam, dzieciom, mówiono, że niebo jest miejscem doskonałej szczęśliwości – miejscem, do którego po śmierci trafiają wszyscy dobrzy ludzie. Miejscem, w którym wszystkie dusze w osobisty sposób łączą się z Bogiem. Jak mogło dojść do konfliktu w takiej rajskiej krainie? W krainie, w której panuje doskonała radość i doskonałe zjednoczenie z Bogiem? Gdzie nie mogłaby istnieć żadna wrogość i spory. Dlaczego, no właśnie, dlaczego, Lucyfer i wszyscy jego aniołowie mieliby się nagle zbuntować przeciwko wszechmogącemu, kochającemu Bogu?

Mama, którą poprosiłem o wyjaśnienie, nie była w stanie mi pomóc. U Boga, powiedziała z zatroskaniem na twarzy, wszystko jest możliwe. Widać tak już musiało być. Nawet jeśli wydawało się to niemożliwe.

Później, w szkole średniej, gdzie nauczano nas łaciny, zrozumiałem, że imię Lucifer powstało z połączenia dwóch wyrazów: lux (światło) i ferre (czynić, nieść). Oznaczało Czyniącego lub Niosącego Światło. Dlaczego ze wszystkich stworzeń akurat diabeł miał być Niosącym Światło? Moje odkrycie, oparte na łacinie, czyniło całą sprawę jeszcze bardziej zagmatwaną.

Dwadzieścia lat później wnikliwie analizowałem Stary Testament (chrześcijanie nazywają tak starożytne tradycje) i w księdze żydowskiego proroka Izajasza (ok. 740 przed Chr.) przeczytałem słowa:

Jakże to spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki? Jakże runąłeś na ziemię, ty, który podbijałeś narody? Ty, który mówiłeś w swym sercu: Wstąpię na niebiosa; powyżej gwiazd Bożych postawię mój tron. Zasiądę na Górze Obrad, na krańcach północy… (Iz 14,12–13)1.

Przytoczone wersety z Księgi Izajasza mogły ulec zmianie w ciągu tysiącleci, dlatego trzeba ustalić, co prorok miał na myśli. W księdze nazywanej Apokalipsą Świętego Jana (autora apokaliptycznego proroctwa) znajduje się inna wyraźna aluzja do bitwy w niebie:

I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło (Ap 12,7–8).

Ciekawe. Wielkie tradycje innych ludów potwierdzają, że owe bitwy w niebie nie były całkowicie zmyślone. Egipska Księga umarłych (zbiór tekstów, które umieszczano w grobowcu razem ze zmumifikowanym ciałem, aby zmarły wiedział, jak postępować w zaświatach) opowiada o tym, jak Ra, wszechmogący bóg słońca, walczył ze swoimi zbuntowanymi dziećmi w niebie. Czytamy, że bóg Ra podczas bitwy nigdy nie pozostawił swojego „jajka”2.

Bitwy w niebie? W przestrzeni kosmicznej? A może nasi ciemni przodkowie mieli na myśli zmagania dobra ze złem, które toczą się w ludzkim wnętrzu? Może podczas burzy wyobrażali sobie „bitwę w niebie” i przenosili ją na zmagania rozgrywające się w kosmosie? Walkę czarnych chmur ze Słońcem? A może źródłem takiego myślenia było zaćmienie słoneczne, podczas którego coś przerażającego próbowało połknąć Słońce? Wkrótce dowiodę, że wszystkie naturalne wyjaśnienia nie posuwają nas naprzód. Gdyby zmagania Lucyfera i Michała występowały jedynie w starożytnej tradycji żydowskiej, można by je łatwo zbagatelizować. Nie jest to jednak jedyny przykład, a bardzo stare podania zbyt często zawierają zdumiewające podobieństwa.

W tybetańskich klasztorach znajdują się liczące tysiące lat teksty nazywane Księgą Dzyan. Jakiś oryginalny dokument, który mógł przetrwać do naszych czasów, musiał być źródłem licznych fragmentów Dzyan zachowanych w bibliotekach hinduskich świątyń. Mówimy tu o setkach kart zapisanych sanskrytem, umieszczonych pomiędzy dwoma kawałkami drewna. Można w nich przeczytać o tym, jak w „czwartym wieku świata” synom kazano wykonać własne podobizny. Trzeci odmówił wykonania polecenia:

Starsze koła obróciły się w dół i w górę, a energia Matki wypełniła Wszystko. Stwórcy i Niszczyciele zmagali się ze sobą, tocząc bitwy w Przestrzeni […] Policz to sobie, Lanoo, jeśli pragniesz poznać prawdziwy wiek twojego kola3.

W mojej ostatniej książce analizowałem fragmenty mitologii greckiej4. Ona także rozpoczyna się opisem bitwy w niebie. Dzieci Uranosa buntują się przeciwko stwórcy i porządkowi niebieskiemu. Dochodzi do zażartych zmagań, a Zeus, ojciec bogów, jest tylko jednym ze zwycięzców. Jednym z tych, którzy toczyli w „niebie” bój z Zeusem, był Prometeusz, który wykradł z nieba ogień i przyniósł go na Ziemię. Prometeusz – Lucyfer. Niosący Światło?

Po drugiej stronie kuli ziemskiej, daleko od Grecji, znajduje się Nowa Zelandia. Sto trzydzieści pięć lat temu etnolog John White wypytywał sędziwych kapłanów Maorysów o legendy ich ludu. Także maoryskie podania rozpoczynają się od bitwy w niebie5. Niektórzy z synów Boga buntują się przeciwko ojcu. Przywódcą podniebnych wojowników jest Ronga-mai, który po zwycięskiej bitwie pozwala, by fetowano go na Ziemi.

Przypominał roziskrzoną gwiazdę, był jak płomień, jak słońce. Wszędzie, gdzie wylądował, Ziemia była zwęglona, obłoki kurzu przesłaniały widok, a hałas był podobny grzmotowi, z oddali przypominając szum wydobywający się z wnętrza morskiej muszli.

Nie można po prostu pominąć tych relacji, wrzucając je do worka psychologii. W Drona Parva6, należącej do najstarszej hinduskiej tradycji, bitwy toczone w przestrzeni kosmicznej zostały opisane w taki sam sposób, jak w starożytnych żydowskich legendach niebędących częścią Starego Testamentu7. Także tam pojawiają się wzmianki o „świętych kołach”, „w których zasiadają cherubiny”. Oczywiście, nie znajdują się one w dowolnym miejscu, ale „w niebie” i „pomiędzy gwiazdami”.

Etymologowie tłumaczą nam, że należy rozumieć to wszystko w sposób symboliczny8. Przecież te dziwne opowieści są jedynie mitami9. Jedynie? Czy niezależnie od tego, jakie drzewo genealogiczne zbadamy, mity przodków zawierają jedynie symbole? A jeśli są symbolami, co właściwie symbolizują? Słowo symbol pochodzi od greckiego symballein oznaczającego „łączyć razem”. Jeśli mity mają być rozumiane jedynie symbolicznie, chciałbym się dowiedzieć, z czym dokładnie się „łączą”. Próba opowiedzenia się po stronie mglistości i niejednoznaczności mitów w niczym nam nie pomoże. Musimy stać się społeczeństwem, które po prostu akceptuje i wierzy najbardziej sprzecznym tradycjom, okazując taką wiarę, jaką religie chciałyby w nas wzbudzić. Ewidentnie jednak nie jesteśmy przygotowani do przyjęcia kilku faktów. Kiedy mówię, że Pismo Święte, a szczególnie Stary Testament, są pełne sprzeczności i przerażających opowieści oraz że Bóg, który mówił do Mojżesza, nie mógłby być nigdy uważany za prawdziwego Boga stworzenia, ludzie czują się obrażeni i z oburzeniem domagają się dowodu. Kiedy przedstawiam dowody, jestem publicznie atakowany za mój trud. Dlaczego? Bo panuje przekonanie, że nie powinniśmy kwestionować wierzeń i wiary. Oczywiście dotyczy to jedynie wierzeń większych grup. Jeśli atakuje się wierzenia mniejszej grupy, zasada ta już nie obowiązuje.

Ludzkość wkroczyła w nowe tysiąclecie. Osobiście uważam, że bardziej odpowiedzialne jest analizowanie starożytnych opowieści i wyznaczanie nowych celów.

ROZDZIAŁ 1

Nietypowa lekcja religii

Nauka jest jedynym lekarstwem na przesądy

– HENRY T. BUCKLE

Nikt nie zaprzeczy, że ludzie wątpią, a nawet tracą wiarę w istnienie Boga. Wszyscy słyszeli pytanie: Jak Bóg mógł pozwolić, aby do tego doszło? Pytanie to może dotyczyć milionów Żydów prześladowanych i mordowanych w latach II wojny światowej lub ofiar tortur wszystkich dyktatorskich rządów. Jak Bóg mógł pozwolić na dręczenie i zabijanie niewinnych dzieci? Jak może dopuszczać katastrofy naturalne powodujące cierpienie i głód tylu ludzi? Jak może pozwalać na torturowanie chrześcijan z powodu swojego imienia? Na straszne mordy i rzezie? Na to, aby chrześcijańscy fanatycy poddawali niewyobrażalnym, potwornym torturom innych wierzących, rzekome czarownice i osoby opętane przez diabła? Lista pytań w rodzaju, „jak Bóg mógł pozwolić na takie rzeczy”, nie ma końca, a odpowiedzi, które przełykamy wraz z tym, co niepojęte, pozostają zawsze takie same. Nauczono nas wierzyć, że Bóg przygotował specjalne miejsce w niebie dla tych maltretowanych ofiar. Tam, w przyszłym królestwie, czeka ich sowita nagroda. Człowiek myśli, ale to Bóg wszystkim kieruje. Naiwni teologowie pouczają nas, że nie powinniśmy zadawać pytań typu „dlaczego”, bo tylko Bóg zna na nie odpowiedź.

Być może, ale ten sam Bóg – jak uczy chrześcijańska, żydowska i muzułmańska tradycja – miał nas stworzyć „na swoje podobieństwo”. Czytamy o tym w Księdze Rodzaju i jest to ważne w trzech wielkich religiach świata:

A wreszcie rzekł Bóg: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!”. Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. (Rdz 1,26–27).

Jeśli człowiek jest obrazem lub podobieństwem Boga, powinien być inteligentny jak On. Nikt nie zaprzeczy, że istota, którą uważamy za Boga, posiada najwyższą inteligencję, jaką można sobie wyobrazić. Tak się składa, że inteligentne formy życia mają nawyk zadawania pytań i poszukiwania odpowiedzi. Istoty inteligentne nie wierzą w żadne stare banały. A jeśli nie zostaliśmy stworzeni na obraz Boga, nadal pozostaje faktem, że jesteśmy istotami inteligentnymi, czy to pozbawionymi „podobieństwa do Boga”, czy to je posiadającymi. W tej książce przez inteligencję rozumiem kulturę w najszerszym możliwym sensie, coś, co odróżnia nas od zwierząt. Jest jeszcze jedna sprawa: Bóg powinien być nie tylko istotą o najwyższej inteligencji, ale też być z natury nieomylny. Jednak Bóg, którego spotykamy na kartach Starego Testamentu, nie jest nieomylny. Po stworzeniu mężczyzny i kobiety widział, że „wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,31). Dokładnie tego spodziewalibyśmy się po Bożych dziełach. Ten sam Pan, który stworzył człowieka, wkrótce tego jednak pożałował:

[Pan] żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się. Wreszcie Pan rzekł: „Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem” (Rdz 6,6).

To niepojęte! Najpierw nieomylny Bóg stwarza zwierzęta i człowieka, widzi, że Jego stworzenie jest dobre, a później żałuje tego, co uczynił. Czy to jest Boskie?

Innym atrybutem przypisywanym Bogu jest ponadczasowość. Prawdziwy Bóg istnieje poza czasem. Taki Bóg nigdy nie przeprowadzałby eksperymentów i nie czekał na ich wynik. W Starym Tes­tamencie jednak kilkakrotnie właśnie tak się dzieje. Po stworzeniu człowieka Bóg umieścił go w ogrodzie Eden. Adam i Ewa mogli robić tam wszystko, co się im podobało, z wyjątkiem jednej rzeczy: nie wolno im było zjeść jabłka. Nie ma znaczenia, czy jabłko jest symbolem czegoś innego: grzechu czy pierwszego aktu seksualnego. Istnieje zakaz. Bóg istniejący poza czasem powinien wiedzieć od początku, że Jego stworzenie go obejdzie – i dokładnie tak się stało. Wówczas głęboko oburzony Bóg wypędził naszych prarodziców z Raju. Chrześcijański kościół zdołał dodać do tego inną nielogiczną koncepcję: wszyscy potomkowie Adama i Ewy są skażeni złowrogim „grzechem pierworodnym”, który może zmazać jedynie krwawa ofiara jedynego Syna Bożego. To naprawdę przerażająca myśl.

Wierzę w istnienie Boga i mam w sercu bojaźń Bożą – powtarzam to w każdej z moich książek. Codziennie się modlę. Mój biedny mózg nie jest zdolny do zdefiniowania Boga. Próbowało tego dokonać wielu ludzi mądrzejszych ode mnie – mimo to Bóg pozostaje dla mnie istotą niezwykłą i unikalną. Zgadzam się z nauką wielkich światowych religii: Bóg może być tylko jeden, a istota, którą nazywamy Bogiem, musi być nieomylna, ponadczasowa, wszechobecna i wszechmocna. To minimalna liczba atrybutów, które z głębokim szacunkiem musimy przypisać Bogu. Opisanie lub uchwycenie natury Boga i Ducha Świętego nie jest możliwe w żadnym punkcie na osi czasu.

Nauka głosi, że na początku był tylko wodór lub Wielki Wybuch. Co doprowadziło do Wielkiego Wybuchu? Co było przed nim? Superinteligentni astrofizycy mówią nam, że do Wielkiego Wybuchu doszło około piętnastu miliardów lat temu oraz że trwał on zaledwie ułamek sekundy. Nie potrafimy jednak wyjaśnić tego ułamka sekundy. Nic nie powstaje z niczego – nie usuną tej przeszkody nawet najbardziej skomplikowane matematyczne wzory.

Albert Einstein (1879–1955) oprócz teorii względności sformułował również mniej znaną teorię grawitacji. Obie wyjaśniają makrokosmos, nasz „większy wszechświat”. Niedługo po nim pojawił się inny genialny fizyk, Werner Heisenberg (1901–1976), twórca fizyki kwantowej, którą do dziś rozumie jedynie garstka specjalistów. Fizyka kwantowa wyjaśnia działanie mikrokosmosu. Co się kryje za cząstkami subatomowymi? Dla ścisłości należy dodać, że obydwa pojęcia – teoria grawitacji i fizyka kwantowa – powinny się spotkać w teorii Wielkiego Wybuchu. Ale matematyczne teorie, które próbowały połączyć ze sobą obie koncepcje, okazały się jedynie absurdalnymi liczbami i wzorami pozbawionymi sensu. Wydaje się, że nic do siebie nie pasuje. Przekonująca teoria, którą można nazwać „grawitacją kwantową”, nie istnieje. Komnata, w której doszło do powstania życia, pozostaje zamknięta. Przestrzeń i czas, które miały nie istnieć przed Wielkim Wybuchem, pojawiły się w tym samym czasie co on. Ale co istniało przed pojawieniem się przestrzeni i czasu?

Przestrzeń i czas powstały jednocześnie, informują nas obdarzeni przenikliwym umysłem analitycznym astrofizycy. Aby dokonać tego epokowego odkrycia, przeprowadzono niemal niezliczoną liczbę obliczeń i nafaszerowano komputery ogromną liczbą danych. Organizowano międzynarodowe konferencje naukowe i analizowano poważne artykuły. Naukowcy mogli jednak uzyskać odpowiedź w znacznie łatwiejszy sposób. W dialogu Platona Timajos, powstałym około 2500 lat temu, czytamy:

Zatem czas powstał razem ze światem, aby razem zrodzone razem też ustały, jeżeli kiedyś przyjdzie koniec świata i czasu… 1

Zaczęliśmy od pytania „Kim jest Bóg?”, ale równie dobrze mog­libyśmy zapytać: „Kto (lub co) stworzył Boga?”. Koniec nie istnieje – albo lepiej, nie istnieje początek. Ludzie uczynili z Boga postać ojcowską – osobę, która wydaje polecenia i karze, chwali i gani. Z pewnością nie o to chodzi w stworzeniu. Teolodzy spierają się o to, czy powinniśmy przypisać takiemu stwórcy zdolność przemiany w osobę i przybrania ludzkiej postaci. To możliwe. Nawet wtedy jednak ten Bóg-Osoba powinien zachować swoje boskie atrybuty. Naturalnie, znam koncepcje Boga z różnych religii i szkół filozofii, bo wszystkie one sprowadzają się ostatecznie do tej samej postaci. Niezależnie od tego, jaki jest, „Bóg” powinien być wieczny, ponadczasowy, doskonały i wszechobecny. Albert Einstein powiedział kiedyś: „Bóg nie gra w kości z wszechświatem”.

Bóg ze Starego Testamentu to czyni. W kilku niepodważalnych przypadkach nie przewidział przyszłości, np. w odniesieniu do proroka Ezdrasza (hebr. pomoc). Ezdrasz był jednym z nielicznych proroków, którzy w 458 roku przed Chr. wrócili do Jerozolimy z babilońskiej niewoli.

W Starym Testamencie poświęcono mu tylko jeden rozdział, ale teksty apokryficzne zawierają znacznie więcej informacji na jego temat. W apokryfach Ezdrasz pyta Boga – lub Jego posłańców – o znaki, które otrzyma, oraz o własne życie. Otrzymuje następującą odpowiedź:

Mogę ci rzec tylko o niektórych znakach, o które pytasz. Nie potrafię ci powiedzieć niczego o twoim przyszłym życiu, bo sam tego nie wiem2.

Ezdrasz nie żył w tym samym okresie, co Mojżesz. Jest też możliwe, że prorok rozmawiał z kimś innym, nie z Bogiem. Jednak Bóg Adama i Ewy też, jak się wydaje, nie wie, co się wydarzy. Kiedy Ewa daje mężowi jabłko do zjedzenia, ten „ze strachu” chowa się w zaroślach, a Bóg nie zna jego kryjówki:

Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: „Gdzie jesteś?” (Rdz 3,9).

Adam zapewnia Pana, że Go usłyszał, ale się ukrył, bo „się przestraszył”. Następnie Pan pyta Adama, kto mu powiedział, że jest nagi. Czy jadł z zakazanego drzewa? Adam odpowiada:

Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem (Rdz 3,12).

Według tej wersji Bóg zdecydowanie nie wiedział o zaistniałej sytuacji. Nie wiedział, gdzie był Adam, i nie miał pojęcia, że Ewa skusiła go do zjedzenia jabłka. Ludzie, którzy wierzą w Biblię, mówią, że takie fragmenty nie powinny być rozumiane dosłownie. Że wszystko należy interpretować w sposób symboliczny. Przekonamy się jednak, że nawet taki „symboliczny brak logiki” nie ma sensu.

Kiedy Adam się zorientował, jak uprawiać seks, Ewa urodziła mu synów Kaina i Abla. Abel został pasterzem, a Kain uprawiał rolę – dwie dotowane profesje odporne na kryzys. Kiedy młodzieńcy złożyli ofiarę Panu, co zrobił nieomylny Bóg? Przyjął Abla i jego ofiarę, ale odrzucił Kaina i jego dar (Rdz 4,4–5).

Do tamtej chwili ani Kain, ani Abel nie doświadczyli podwójnych standardów. Nic dziwnego, że Kain zareagował z oburzeniem na stronnicze podejście Boga:

Pan zapytał Kaina: „Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura?” (Rdz 4,60).

Wszechwiedzący Bóg powinien znać przyczynę. Nie odwiodło to jednak Kaina od zabicia jego niewinnego brata, Abla. Bóg musiał nawet zapytać:

Wtedy Bóg zapytał Kaina: „Gdzie jest brat twój, Abel?”. On odpowiedział: „Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4,9).

Chociaż skończyło się na tym, że „Bóg” ukarał Kaina, ten miał zostać założycielem niezwykle długiej linii, której dzieje złożyły się na historię biblijną. Kain jednak nie był w oczach Boga jedynie zabójcą, podobnie jak później Mojżesz, który nosił ten sam stygmat. Do Mojżesza powrócimy w dalszej części książki.

W rozdziale szóstym w narracji biblijnej dokonuje się dramatyczny zwrot:

A kiedy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi, rodziły im się córki. Synowie Boga, widząc, że córki człowiecze są piękne, brali je sobie za żony, wszystkie, jakie im się tylko podobały. […]

A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych czasach (Rdz 6,1–2.4).

Nie będę się wdawał w rozważania na temat owych „gigantów”, bo uczyniłem to w poprzedniej książce3. Pytanie o „synów Boga” pojawiło się zresztą już wcześniej4. Nie rozumiem ludzi, którzy wierzą w Biblię i przytaczają różne fragmenty z Pisma Świętego, ale zawsze pomijają te kluczowe wersety. Mimo to wydaje się jasne, kim są owi „synowie Boga”. Dzisiaj mogę się zdobyć jedynie na zmęczony uśmiech, gdy słyszę o uczonych debatach, które toczono w ich sprawie na przestrzeni wieków – debatach, które doprowadziły do tylu sprzecznych komentarzy. W tym fragmencie określenie synowie Boży zostało przetłumaczone jako „upadłe anioły”, co ma oznaczać „zbuntowane duchowe istoty” lub „strażników niebios”. To wystarczy, żeby zacząć wyrywać sobie włosy z głowy! Trzy małe słowa zmieniły wiarę w jej przeciwieństwo. Specjaliści rozumiejący język hebrajski znają jednak dokładne znaczenie tych trzech słów i wiedzą, że oznaczają one „tych, którzy zstąpili z góry”.

W końcu jednak spór teologów o znaczenie słów „synowie Boga” jest pozbawiony znaczenia. Niezależnie od tego, czy będziemy ich rozumieć jako „zbuntowane anioły”, czy „strażników niebios”, Bóg powinien wiedzieć, co uczynią. Najwyraźniej nie miał o tym jednak pojęcia. A ci, którzy chcieliby uczynić „duchowe istoty” z „synów Boga”, powinni sięgnąć do Pisma Świętego. Wspomniane „duchowe istoty” współżyły z ludźmi. Duchowe istoty tego nie czynią.

W Księdze Rodzaju króluje niepodzielnie atmosfera konsternacji. Smuci mnie to, że miliony ludzi wierzą, iż ten pełen sprzeczności Bóg, o którym czytamy w Księdze Rodzaju, jest tożsamy z majestatycznym Duchem, który stworzył wszechświat. I nie jest to jedynie popularny pogląd – można go znaleźć nawet w specjalistycznej literaturze teologicznej, przekręcającej i usprawiedliwiającej każdą sprzeczność z pomocą niewiarygodnej sofistyki, która ukazuje Boga Starego Testamentu jako uniwersalnego jedynego Boga posiadającego wszystkie boskie atrybuty. Słynny jezuita i profesor teologii Karl Rahner, nauczyciel całych zastępów młodych księży, zapewnia nas, że opowieść Starego Testamentu „rozpoczyna się od Boga, który ostatecznie objawił się w Jezusie Chrystusie”5. Zdaniem Rahnera księgi Starego i Nowego Testamentu pochodzą z tego samego źródła. „Wyjątkowe przymierze”, które Bóg zawarł z ludem Izraela, było od „niepamiętnych czasów” zaplanowane jako zapowiedź przyjścia Chrystusa. Stary Testament został zaplanowany od początku jako „ruch wzbudzony przez Boga, prowadzący do ostatecznego zbawienia”.

Bardzo pomysłowi i elokwentni profesorowie teologii zgadzają się, że Stary Testament powstał z rozmaitych tekstów pochodzących z różnych okresów i od różnych autorów. Opowieści o patriarchach, sięgające mrocznej, zamierzchłej przeszłości, zostały później zebrane. Różne szkoły teologiczne zgadzają się nawet na „licencję poetycką”, zależnie od zapotrzebowania. Na przykład, wyrażono przypuszczenie, że dzieje Izraela, spisane przez Jahwistę lub potomków króla Dawida, miały na celu uzasadnienie objęcia tronu przez Salomona lub zajęcia Palestyny przez Izrael. W obliczu takich twierdzeń nie dziwi, że żydzi i chrześcijanie mają trudności z ułożeniem wzajemnych stosunków. Pomimo poczynionych ustępstw i pokrętnych interpretacji, w kręgach teologicznych dominuje rodzaj zawiłej wszechwiedzącej postawy, głoszącej pogląd, że historyczne narracje biblijne są „bez wyjątku opowieściami o wypełnieniu się Słowa Bożego. Formuła ta ma powszechne zastosowanie”. Ostatnie stwierdzenie pochodzi od profesora teologii Jacques’a Guilleta6.

Jak więc przedstawia się sytuacja? Stary Testament ma być „ruchem kierowanym przez Boga, zmierzającym ku ostatecznemu zbawieniu” (Rahner). Ten plan ma „uniwersalne zastosowanie” (Guillet). Nie ma zatem żadnych wątpliwości, że Stary i Nowy Testament pochodzą od jednego Boga, który objawił się w Chrystusie, „a teksty Starego i Nowego Testamentu wypływają z tego samego źródła” (Rahner). Podobnie wiele podań o patriarchach ma pochodzić „z odległej, zamierzchłej przeszłości”, a mimo to być „bez wyjątku opowieścią o wypełnieniu się Słowa Bożego”.

Jedynym lekarstwem na te przeintelektualizowane teologiczne nonsensy jest przypuszczalnie edukacja. Nikt nie powinien mi mówić, co powinienem myśleć. Potrafię czytać.

Opowieści o potopie i arce Noego są powszechnie znane, zajmowałem się też nimi w poprzednich książkach. Dla tych, którzy ich nie znają, ograniczę się do powtórzenia: to, o czym czytamy w Księdze Rodzaju, w rozdziale szóstym i wersecie dziewiątym, ma źródło w znacznie starszych tekstach babilońskich i sumeryjskich7,8. Ktoś żyjący w zamierzchłej przeszłości wstawił tę opowieść do Biblii, Pisma Świętego, a także wymyślił imię „Noe”. Wszystkie te podania pochodzą z zupełnie innych źródeł. Pomimo tego jednak – według teologii – Stary Testament zajmuje się „wyłącznie podaniami o wypełnieniu się Słowa Bożego” (Jacques Guillet).

Po wielkiej powodzi, kiedy arka osiadła na wierzchołku góry, Noe złożył ofiarę Panu. Księga Rodzaju 8,21 podaje: „Gdy Pan poczuł miłą woń”. Nie odbiega to znacznie od tego, co czytamy w Eposie o Gilgameszu. Utnapiszti, który ocalał z potopu, złożył na górze ofiarę z baranka, zboża, drewna cedrowego i mirry: „Bogowie dobrą woń poczuli, przyjemny zapach bogowie poczuli, jak muchy bogowie mnie ofiarę czyniącego obiegli”9. [Epos o Gilgameszu (Epos starożytnego Dwurzecza), https://docer.pl/doc/81se05s (dostęp 5 czerwca 2025)].

Dziwni to bogowie, którzy potrafią wyczuć woń pieczonego mięsa!

Po wyczuciu przyjemnej woni mięsa starotestamentowy Bóg postanawia: „Już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem” (Rdz 8,21) oraz „Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi”. Następnie przypomina Noemu i jego synom, żeby byli płodni i mnożyli się, by zaludnić ziemię. Bóg mówi też wyraźnie, że wszystkie zwierzęta powinny być poddane człowiekowi:

Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi, i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie (Rdz 9,2).

Miłośnicy zwierząt pewnie nigdy nie będą w stanie ze spokojem ducha wypełnić tego boskiego nakazu. W starszej paralelnej opowieści z Eposu o Gilgameszu kilku bogów czuje woń pieczonego mięsa i gromadzi się nad arką. Po chwili zaczynają się kłócić i wołają do boga Enlila, który sprowadził potop: „Tyś mędrzec śród bogów, tyś jest bohater, jakże mogłeś nierozważnie potop uczynić?”10.

Na koniec „Bóg Ziemi i wszystkich krain” wchodzi „do korabia”, wyprowadza Utnapiszti i jego żonę z arki, kładzie na nich ręce i wypowiada błogosławieństwo. (Inna opowieść o potopie, podobnej treści, pochodzi z eposu Enuma elisz, babilońskiego „poematu opiekuńczego o stworzeniu”11).

Kimkolwiek był ten, którego w tych źródłach nazwano Bogiem, zdecydowanie nie był Stwórcą wszechświata. Stary Testament i Epos o Gilgameszu opisują te same wydarzenia, z tą różnicą, że w tym drugim pojawia się naoczny świadek, który spisuje relację w pierwszej osobie. Utnapiszti przeżył potop, podobnie jak biblijny Noe, ale druga z opowieści została napisana w trzeciej osobie.

Starotestamentowy Bóg też pobłogosławił swoich protegowanych i zawarł „wieczne przymierze” z nimi i ich potomkami:

[…] nie będzie już nigdy wód potopu na zniszczenie żadnego jestestwa (Rdz 9,15).

To naprawdę pocieszające zapewnienie, jeśli faktycznie pochodzi z ust Boga. Mieszkańcy ziemi nie muszą się po wszystkie czasy lękać skutków uderzenia meteorytu w morskie wody. Współcześni astronomowie zdają sobie sprawę, że takie uderzenie jest całkiem możliwe wraz ze wszystkimi przerażającymi niszczycielskimi skutkami dla ludzkości. Obietnica ta nie pochodzi jednak od Stworzyciela wszechświata, od niepojętej inteligencji będącej pierwszym źródłem. Starożytne teksty, Epos o Gilgameszu i Stary Testament, mówią o innych bogach. Jakich bogach? Przecież Stary Testament opowiada tylko o jednym Bogu? Już obaliłem tę iluzję w moich poprzednich książkach. Hebrajski wyraz odpowiadający słowu „Bóg” to elohim – w liczbie mnogiej, nie posiadający formy liczby pojedynczej. Chodzi zatem o „bogów”. Może się to wydać szokujące, ale to prawda.

Światowe religie, żydowska, islamska i chrześcijańska, opierają się na Księdze Rodzaju. Islam traktuje dawne opowieści o Mojżeszu i Salomonie (Sulejmanie) jako tradycje zasługujące na szacunek. Badacze Tory nie tylko zawsze wierzyli, ale również badali własne tradycje, co doprowadziło do powstania wielu tomów komentarzy. Te utwory literackie, znane jako midrasze, zawierają dociekania wybitnych żydowskich uczonych zebrane w ciągu wieków. Midrasz to czynność interpretacyjna, poszukiwanie znaczenia12, 13. Religia chrześcijańska jako jedyna wydobywa „Słowo Boże” z tekstów Starego Testamentu – słowo, które „ma powszechne zastosowanie i bez wyjątku opowiada o wypełnieniu się Słowa Bożego” (Rahner).

Żadna religia nie „pojawia się” ot tak. Każda religia ma historię, rodzaj religii-Ur, bowiem ludzie mają przestrzegać nakazów i żyć zgodnie z nauką swoich przodków. Nie istnieją spisane dowody najstarszej religii. Przypuszczalnie musiały upłynąć wieki, aby różne opowieści stopiły się w jedną Opowieść. Każda z tych opowieści zawiera ziarenko prawdy, ale nazwanie ich wszystkich „Słowem Bożym” graniczy z bluźnierstwem, ze znieważeniem Nieskończonej Potęgi Stworzenia (jeśli inteligencję ukrytą za stworzeniem mogą obrazić takie mikroskopijne stworzenia jak ludzie). Tradycje zebrane w Starym Testamencie mówią o bogach, którzy kiedyś gdzieś działali, ale nie pasują do opisu inteligentnego pierwotnego ducha.

Bóg ze Starego Testamentu zawarł kilka „wiecznych przymierzy” z Abrahamem (Rdz 13,15; Rdz 15,5; Rdz 15,18). Jedno naprawdę boskie przymierze całkowicie by wystarczyło. Raz za razem bóstwo domaga się całopalnych ofiar i danin. Nie mogę pojąć, jak mógłby się ich domagać metafizyczny Bóg. Oprócz tego mamy bardzo podejrzaną opowieść o Sodomie i Gomorze. Wydaje się bluźnierstwem przypisywanie tamtych wydarzeń inteligentnej i stwórczej Boskiej mocy.

Historia rozpoczyna się od tego, że do Boga dochodzą słuchy o tym, iż mieszkańcy Sodomy i Gomory dopuszczają się potwornych grzechów. Nie ma jednak pewności w tej sprawie, bowiem Bóg powiada: „Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się” (Rdz 18,21). Bóg nie posiadał żadnej wiedzy na ten temat. To bardzo smutne. Następnie Bóg informuje Abrahama o swoich zamiarach, a ten zaczyna Go błagać, by tego nie czynił. I to ma być boskie? Na koniec Bóg posyła do Sodomy i Gomory dwóch aniołów, aby ocalili Lota i jego rodzinę (Rdz 19,1n). Początkowo Boży posłańcy zamierzają przenocować w miejscu publicznym (czy aniołowie potrzebują snu?), ale Lot błaga, żeby tego nie czynili i przenocowali w jego domu. Najwyraźniej nie odpowiada to lubieżnej gawiedzi z Sodomy, bo natychmiast otaczają dom Lota, domagając się wydania dwóch przybyszów („abyśmy mogli z nimi poswawolić!”). Nacisk musiał być ogromny, bo Lot zaofiarował rozwiązłej zgrai dwie swoje córki, dziewice, mówiąc: „postąpicie z nimi, jak się wam podoba”. Sodomici jednak nie byli zainteresowani. Zaczęli napierać na dom Lota, próbując wyłamać drzwi. W końcu aniołowie interweniowali. Z pomocą jakiejś sekretnej broni „mężczyzn u drzwi domu, młodych i starych porazili ślepotą. Toteż na próżno usiłowali oni odnaleźć wejście” (Rdz 19,11n). Sytuacja stała się dramatyczna. Dwaj aniołowie nakłaniali Lota i jego rodzinę do natychmiastowego opuszczenia miasta. Kiedy Lot się nadal wzbraniał, Aniołowie użyli siły. Wywlekli Lota, jego żonę i dwie córki z domu, mówiąc:

Uchodź, abyś ocalił swe życie. Nie oglądaj się za siebie i nie zatrzymuj się nigdzie w tej okolicy, ale szukaj schronienia w górach, bo inaczej zginiesz! (Rdz 19,17).

Rodzina Lota zostaje zmuszona do opuszczenia Sodomy.

Pomimo tego pilnego apelu, Lot nadal narzeka. Zamiast uciec na wzgórza, nalega na ukrycie się w małym miasteczku Soar, bo czułby się w nim bezpieczniej. Zrezygnowani jego uporem aniołowie mówią:

Szybko zatem schroń się w nim, bo nie mogę dokonać zniszczenia, dopóki tam nie wejdziesz (Rdz 19,22).

Następnie Pan – dobry Pan – spuszcza na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia. „Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana <z nieba>. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność”.

Najwyraźniej Sodomę i Gomorę zamieszkiwała bardzo krnąbrna zgraja. Czy jednak wszechwiedzący Bóg nie powinien wiedzieć od początku, co się tam święci? I skąd ten nagły pośpiech i ekstremalne napięcie? Czyżby trwało odliczanie, którego ani Bóg, ani aniołowie nie mogli zatrzymać? Z jakim Bogiem mamy tutaj do czynienia?

Moja krótka lekcja biblijna ma na celu zwrócenie uwagi, że opisany tutaj Bóg się myli, błądzi, odczuwa żal, jest zdolny do krwawych aktów zniszczenia. Wszystkie te cechy nie pasują do Boga, który jest ponad wszystkim. Nie ma także sensu doszukiwanie się tutaj definicji Boga, bo Stary Testament snuje swoją narrację w taki, a nie inny sposób. Ludzi zachęca się do wierzenia, że wymienione narracje są Słowem Bożym.

Nawiasem dodam, że zniszczenie Sodomy i Gomory nie jest jedynym przypadkiem zagłady grzesznych miast. W hinduskim eposie Mahabharata znajdujemy podobną opowieść z kilkoma charakterystycznymi dodatkami14: z rozczarowaniem czytamy o broni, która spowodowała, że miasto i jego otoczenie całkowicie spłonęły. Naszym oczom ukazuje się przerażający obraz: ciała zabitych nie przypominają już ludzkich szczątków, są kompletnie nierozpoznawalne. Cała żywność zostaje skażona. Ludzie nigdy wcześniej nie widzieli takiej strasznej broni ani o niej nie słyszeli.

Zniszczenie Sodomy i Gomory zostało opisane w dwóch zdaniach, ale relacja z ósmej księgi Mahabharaty jest bardziej szczegółowa. W obydwu przypadkach Bóg jest odpowiedzialny za przerażające zniszczenie. Bóg wszystkich religii? Nie chodzi mi o dokładne zrozumienie dawnych relacji, zdanie po zdaniu, słowo po słowie. Mamy tutaj do czynienia z koncepcjami pochodzącymi z bardzo zamierzchłej przeszłości. Taki lub inny bóg (albo bogowie) wpada w gniew i przerywa nieudany eksperyment lub udziela wsparcia wybranej grupie ludzi, posługując się swoją zaawansowaną bronią.

Owi bogowie zawsze przybywają z nieba lub niebiosów. Standardowe założenie głoszące, że nasi przodkowie umieścili swoich bogów w niebie, bo niebo i gwiazdy oznaczały to, co wieczne lub nieosiągalne, nie wytrzyma żadnej krytycznej analizy, bo istnieje mnóstwo postaci wywodzących się z mroków krainy cieni. Opisów bitew toczonych przez bogów w niebiosach oraz postępowania tych niebiańskich postaci na Ziemi nie sposób wytłumaczyć ani w poetycki, ani psychologiczny sposób. W dodatku opisy te są zbyt szczegółowe i jakby tego było mało, niebiańskie postaci przemawiają. Udzielają rad, wydają rozkazy i często przekazują instrukcje natury technicznej.

Dalsza część w wersji pełnej

PRZYPISY

Wprowadzenie

1 Cytaty z Pisma Świętego wg: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, wyd. V na nowo opracowane i poprawione, Pallottinum, Poznań 2009 (przyp. tłum.).

2 Roeder, Günther (wstęp i tłumaczenie), Die Ägyptische Götterwelt (Egipski świat bogów), Zurich i Stuttgart 1959.

3 Blavatsky, Helena P., The Secret Doctrine (Tajemna nauka), Vol. 1, London 1888.

4 Von Däniken, Erich, W imieniu Zeusa, tłum.R. Wojnakowski, Bertelsmann Media, Warszawa 2000.

5 White, John, Ancient History of the Maori (Historia starożytna Maorysów), Vol. I–II, Wellington 1887.

6 Roy, Potrap Chandra, The Mahabharata, Drona Parva, Calcutta 1888.

7 Berdyczewski, M.J. (Bin Gorion), Die Sagen der Juden von der Urzeit (Starożytne legendy żydowskie), Frankfurt a. M. 1913.

8 Gundert, Wilhelm, Japanische Religionsgeschichte (Dzieje religii japońskiej), Stuttgart 1936.

9 Von Däniken, Erich, Szok po przybyciu bogów, tłum. G. Prokop, Wydawnictwo Prokop, Warszawa 1994.

ROZDZIAŁ 1. Nietypowa lekcja religii

1 Platon, Timajos, tłum. W. Witwicki, Fundacja Wolne Lektury, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/platon-timajos/ [dostęp: 4 czerwca 2025].

2 Kautzsch, Emil, Die Apokryphen und Pseudepigraphen des Alten Testaments (Apokryfy i pseudoepigrafy Starego Testamentu, IV Księga Ezdrasza), Hildesheim 1962.

3 Von Däniken, Erich,W imieniu Zeusa, dz. cyt.

4 Von Däniken, Erich, Szok po przybyciu bogów, dz. cyt.

5 Rahner, Karl, Herders Theologisches Lexicon (Encyclopedia teologiczna dla duszpasterzy, Vol. I), Freiburg, Basel, Vienna 1972.

6 Rahner, tamże.

7 Pritchard, James B., Near Eastern Texts Relating to the Old Testament (Teksty z Bliskiego Wschodu i Stary Testament), London 1972.

8 Burckhardt, Georg, Gilgamesch. Eine Erzählung aus dem alten Orient, Wiesbaden 1958; inny przekład: Temple, Robert, He Who Saw Everything. A Verse Translation of the Epic of Gilgamesh (Ten, który widział wszystko. Wierszowany przekład Eposu o Gilgameszu), Rider, London 1991.

9 Tamże.

10 Tamże.

11 Lambert, Wilfried G. i Millard, Alan R., Atra Hasis. The Babylonian Story of the Flood (Atra Hasis – babilońska opowieść o potopie), Oxford 1970.

12Der Midrasch Bereschit Rabba, übersetzt von A. Wünsche (Midrash Bereshit Rabba, przekł. niem. A. Wünsche), Leipzig 1881.

13Der Midrasch Schemit Rabba, tamże

14 Roy, Chandra Protap, The Mahabharata, Musala Parva, Vol. IX, Calcutta 1896.

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Spis treści

Wstęp do nowego wydania

Wprowadzenie

ROZDZIAŁ 1. Nietypowa lekcja religii

Przypisy

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Spis treści

Meritum publikacji