Biedny Henryk - Gerhart Hauptmann - ebook
NOWOŚĆ

Biedny Henryk ebook

Hauptmann Gerhart

0,0

Opis

Biedny Henryk to dramat Gerharta Hauptmanna, laureata Literackiej Nagrody Nobla, oparty na jednym z najważniejszych dzieł niemieckiego średniowiecza – poemacie Hartmanna von Aue, zaliczanym do kanonu obok Pieśni o Nibelungach, liryki Walthera von der Vogelweide i Parzivala Wolframa von Eschenbacha. Przekształcając średniowieczną legendę w pięcioaktowy dramat, Hauptmann nie tylko pogłębił psychologię postaci, lecz także nadał im indywidualną tożsamość i osadził ich losy w realiach wypraw krzyżowych.

Historia rycerza Henryka, dotkniętego trądem i pogodzonego z nieuchronną śmiercią, oraz wiernej Ottegebe, gotowej poświęcić własne życie, staje się przejmującą opowieścią o miłości, wierze, cierpieniu i odkupieniu. Czerpiąc z dawnej legendy, Hauptmann stworzył dramat o ponadczasowej sile, w którym średniowieczny mit przemienia się w głęboką refleksję nad ludzkim losem, godnością i ceną ocalenia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 133

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Pebibep

Nie polecam

Dziwna...
00



Gerhart Hauptmann

BIEDNY HENRYK

Baśń niemiecka

PrzekładJan Kasprowicz

OSTROGI

Kraków 2026

OSOBY:

HENRYK VON AUE

HARTMANN VON DER AUE

BRYGITA

OTTEGEBA

OJCIEC BENEDYKT, mnich

OTTAKER

RYCERZE, służba zamkowa

AKT PIERWSZY

Ogródek dzierżawcy Gotfryda. Dom zwrócony szczytem do sceny z drzwiami i schodami po lewej. Opodal stary cis, pod nim stół kamienny z ławką darniową. Spod cisu widać rozległe pola zielone. Na przedzie łany zżęte, na horyzoncie wzgórza leśne. Tu i ówdzie pojedyncze grupy sosen.

SCENA PIERWSZA

GOTFRYD

Zmiata liście z kamiennego stołu.

OTTAKER

Pachołek w zbroi, lat około czterdziestu, gotów do wsiadania na koń, wchodzi po cichu do ogrodu, starając się jak najmniej czynić hałasu ostrogami i szyszakiem; zobaczywszy Gotfryda, staje zmieszany; blada jego twarz, czarną okolona brodą, mieni się1 wskutek zaambarasowania2.

GOTFRYD

Pochwalon Jezus Chrystus.

OTTAKER

Na wiek wieków.

GOTFRYD

A dokądże wy tak wczesną godziną?

OTTAKER

Ot! Przejechać się, abo3 i na łowy –

GOTFRYD

A pan się bez was obędzie… co?…

OTTAKER

Drapie się w głowę zaambarasowany.

Z biedą –

A zresztą – może… Wiecie – mam – zlecenie… Pomyślcie tylko o… to niby znaczy, jeśli Bóg zechce i jakoś się uda, ba – a i wówczas, choćby i najgorzej miało się wszystko stać, to juścić wrócę – jednak…

GOTFRYD

Ja waści wcale nie rozumiem – Czyżby się komu z waszych miało zdarzyć jakie nieszczęście?

OTTAKER

Sza, sza! Nie inaczej – muszę pojechać… matka – a i siostra – tak – trudna rada… Pojmiecie. A zresztą zmierzę się z diabłem! Gdybyć4 jeszcze żyli ci, com ich ubił5 w krainie pogańskiej, łatwo by mogli to poświadczyć…

GOTFRYD

Cóż to z wami się dzieje? Czyście chorzy? –

Mówcie!

OTTAKER

Nie! Chroń nas Boże od wszelkiej zarazy, od złych upławów i grzesznych zakażeń. Jeszczemcić6 zdrowy i w krwie7 swojej czysty, i mam nadzieję, że taki zostanę. Świat ten zepsuty i pełen szatanów, ale mą tarczą i opieką Chrystus. Krwią niejednego Turczyna kupiłem odpust dla siebie – niejedną szmacinę rzuciłem klechom, a zasię8 me piersi chroni kawałek krzyżowego drzewa ze Ziemi Świętej: ale jakaś groza

przychodzi na mnie – tak! Muszę odjechać – jakieś złe znaki widziałem dziś we śnie – a człek śmiertelny strzeże swego skórska.

Odchodzi.

GOTFRYD

Patrząc za odchodzącym.

Przebóg! Srokosza wyprowadza z stajni –

już go i dosiadł i już –

w cwał pogonił.

SCENA DRUGA

Z domu wychodzi Brygita, a za nią Ottegeba. Brygita, poważna, nie bardzo po chłopsku wyglądająca matrona, Ottegeba zaś – to blade, bezkrwiste dziecko, prawie dziewica o wielkich, ciemnych oczach, popielatych włosach z czerwono- i żółto-złotymi połyskami.

Matka i córka niosą bieliznę stołową i naczynia.

BRYGITA

Gdzież ja mam nakryć dla jego miłości?

Gotfrydzie!… Słuchaj!…

GOTFRYD

Budząc się z zadumy.

Co? Czyś mnie wołała?

BRYGITA

Juści9, wołałam: piwo już zagrzane, ryba gotowa, śmietana ubita…

Gdzieżby to nakryć dla jego miłości?…

GOTFRYD

Wskazując na stół kamienny.

O – tu jest miejsce od pradawnych czasów…

Prawda, dziecino? – Tu rad on siadywał?…

OTTEGEBA

Tak, ojcze… warto może trochę miodu…

Miałeś natopić…

GOTFRYD

Zdziwiony.

Któż ci to we włosy wplótł tę wstążeczkę?…

OTTEGEBA

Wstążeczkę?

GOTFRYD

Tak, dziecko – tę – ot! – Czerwoną wstążeczkę…

OTTEGEBA

Zarumieniona, zmieszana. Gdzie, ojcze!?

GOTFRYD

Niecierpliwie.

W włosach…!…?

OTTEGEBA

Milczy.

BRYGITA

A widzisz! Czym ci nie mówiła, że się na ciebie zgniewa, gdy to ujrzy!?

OTTEGEBA

Blednie, walczy z płaczem, zrywa wstążeczkę z włosów, rzuca ją na ziemię i ucieka.

SCENA TRZECIA

BRYGITA

Chciała tym uczcić jego miłość… Teraz wstydzi się tego.

GOTFRYD

Uważaj na dziecko, takie natręctwo może mu się sprzykrzyć. To już nie chłopiec, jak

wówczas – przed laty, kiedy się lubił bawić z nią – z dziewczynką…

BRYGITA

Niewesołego, zda mi się, umysłu nasz miłościwy…

GOTFRYD

Nie wiem. Kto go wczoraj widział o świcie, jak jeźdźcom, zebranym na łów, wskazywał rękojeścią szabli, z uśmiechem w oczach, na naszą sadybę i jak ich potem żegnał przewesoło, mógł był pomyśleć10 sobie, że wspaniały, szlachetny młodzian wzdyć11 nie wie, co znaczy choćby cień troski. Za tom dziś zobaczył12 męża, któregom nie znał13…

BRYGITA

Mnieć14 to dziwno,

że o tym czasie przybył w ten zapadły kąt nasz – mówiono przecie, że się żeni…

GOTFRYD

Wielcy tej ziemi mają swe humory. Co nam do tego.

BRYGITA

Juści15… Tylko, widzisz, wczorajszej nocy przebrał nieco miarę jego pachołek i między czeladzią tajemnym słowem dziwne stroił żarty i o Mojżesza rozprawiał zakonie16, według którego myją chore domy, by je uzdrowić od jadu i trądu.

GOTFRYD

Któż to ci mówił?

BRYGITA

Nasza Ottegeba.

GOTFRYD

Słuchaj, Brygito, zamknij uszy swoje dla wstrętnych plotek. Pan nasz miłościwy w wielkich dotychczas łaskach i honorach, sługa cesarza17, a zatem nie bardzo przez Piotrowego lubian18 namiestnika19 – : klechy zakonne roznoszą po ludziach przeróżne kłamstwa, a nie ma tak płaskich, by u motłochu nie znalazły wiary.

BRYGITA

Zda mi się, idzie aleją olchową.

GOTFRYD

On…

BRYGITA

Pochylony idzie, nie jak zwykle.

GOTFRYD

Nie wpatruj się tak – możeć to wziąć20 za złe.

BRYGITA

O! Spójrz! – Jak wryty, w zorzę wlepił oczy.

GOTFRYD

On… Ja się teraz oddalę; a ty go poproś do stołu, wielce obyczajnie, lecz krótko, potem zwolnij się i odejdź.

BRYGITA

Nie troszcz się, stary.

SCENA CZWARTA

Henryk Von Aue wchodzi powoli i zamyślony; postać to wspaniała, rycerska; włosy spadające w swobodnych kędziorach, broda rudawa, ścieka wskos; wielkie, błękitne, niespokojne oczy w bladym nieco obliczu.

BRYGITA

Bóg z waszą miłością.

HENRYK

Podnosi ku niej oczy, zdaje się, jakby ją dopiero teraz zauważył, mówi prędko i od

niechcenia.

Bóg z wami, matko.

BRYGITA

Stół waszej miłości…

Małoć21 jest na nim – tyle, co dać może nasz kąt zapadły.

HENRYK

Zda się, wczoraj wieczór słyszałem dzwonki mułów na folwarku.

BRYGITA

Nie, wasza miłość…

HENRYK

Nie? Tak o północy?

BRYGITA

Potrząsając głową.

HENRYK

Szkoda, otukno22 mi do moich książek.

BRYGITA

Czy wasza miłość ma jakie życzenie?

HENRYK

O tak… niejedno!

BRYGITA

Takie, które zdołam spełnić?

HENRYK

Brygito, które spełnić zdołasz?

Nie!… Może później – zobaczym – tak! – Może… dobrze… dziękuję…

BRYGITA

Obyć smakowało23!…

SCENA PIĄTA

HENRYK

Sam, kładzie dłoń na pień wiązu, spogląda ku jego koronie i mówi do siebie z tłumionym wzruszeniem.

W koronie jeszcze stoi wiąz i, jakby ulany z spiżu, strzela nieruchomie24 w chłodne powietrze jasnego poranku; bliskiego mrozu ostre, srebrne tchnienia już może jutro obedrą go z liści – on się nie ruszy: – wszystko, na czym tylko spocznie twe oko, zdaje się w pokorze na wolę Stwórcy – wyjąwszy człowieka, tak, tak – wyjąwszy mnie!… O wróć, spokoju, wszak niedalekoś25… Na cichych, zielonych leżysz murawach, tchy twe zawiewają ku moim skroniom od ciemnego runa jodeł – od czarnych, snać26 odwiecznych jodeł mego dzieciństwa… tak, w dziedzinie mojej, śród gór tych moich i ty przemieszkujesz – przeto mi bratem bądź i przyjacielem!

SCENA SZÓSTA

GOTFRYD

Zjawia się we drzwiach swego domu.

Witamy u nas waszą miłość, panie –

HENRYK

Dzień dobry, stary.

GOTFRYD

Lepszegom nie zaznał27 w całym mym życiu, niźli28 ten, o panie! Wszakże na pierwszym spotyka się kroku z najmilszym gościem i mym godnym panem. Lecz wasza miłość wielce nas zawstydza, a przedsię29, panie, mnie – bo juścić30 przy was tom ci ja31 śpiochem i złym gospodarzem.

HENRYK

Zaczyna śniadać32.

Nie troszcz się o mnie, przyjacielu! – Usiądź, umiałem sypiać wśród najdzikszej wrzawy – w obozie, w polu, na dworach książęcych, gdzie dzień i nocą skrzypiały w zawiasach wrótnie33 zamkowe… przy tętencie kopyt, przy knechtów34 krzykach jak pień takem leżał35 i spał… Tu cisza, a przecież w tej ciszy głośno obzywa36 się me wnętrze… Widzisz – gdy tam, na łąki i na trzęsawiska księżyc rozlewa swe umarłe światło i gdy z nim razem chyba jaki świerszczyk czuwa pod miedzą, tutaj w mojej głowie wciąż wre i huczy od harców rycerskich, od zbrojnych pląsów, od haseł wojennych, obcych języków i szeptów, i gruchań, których nie zdołam przemóc. –

GOTFRYD

Wasza miłość niedobrze spali tej nocy?

HENRYK

Przytułkiem jest sen, a gorze37 tym, co bez przytułku! Żaliż38 nie prawda?…

GOTFRYD

Prawda mocna, panie.

HENRYK

Nie, nie! Bez żartów: od dawnych już czasów przyzwyczajenie wypędza mnie z łoża zwykle przed świtem, często o północy… A jeśli tutaj doświadczycie tego, proszę, niech was to nie dziwi, przebaczcie!

GOTFRYD

Waszej miłości dom ten, gdzie mieszkamy, i waszym grunt ten, na którym on stoi – czyż przeto godzi się mówić: „przebaczcie” – raczej nas zbudźcie, gdy czuwać raczycie.

HENRYK

Śpijcie w spokoju – wy, co na ten spokój zasłużyliście dnia przeciężkim znojem.

Na co wam moje czuwanie? Dziękuję! Z wdzięcznością dzisiaj poznaję znów w tobie, com jako chłopiec dobrze znał – twe serce! Alem nie przyszedł, aby kraść to serce ani rabować jego ustroń złotą – proszę cię tylko, zechciej mi pozwolić, bym przy ognisku twoim mógł zostawać samli39 ze sobą.

GODFRYD

Po chwili milczenia.

Może wasza miłość chce, abym odszedł?

HENRYK

Siadaj! Źle tłumaczysz, com ci powiedział. Chodź tu! Jest mi błogo na twoje siwe znów poglądać włosy i znów, po tylu, tylu długich latach – słyszeć ten miły, luby głos ojcowski. Nie troszcz się o to, jeśli ci się wydam człowiekiem obcym – na lichym zagonie, który uprawiasz: tak, jam się powłoszczył40, przecież za uścisk – jeśli mi go twoja dłoń nie poskąpi – niemiecka uściskiem zapłaci ręka.

GOTFRYD

Chce na klęczkach obiema rękami chwycić prawicę Henryka, którą ten gwałtownym cofa ruchem.

Co? Tyś się powłoszczył, panie mój miły? Brońże41 słodki Chryste! Jeśli nie wyście42 wzorem niemieckiego dziś obyczaju, zwierciadłem niemieckiej cnoty rycerskiej, to gdzież nam się godzi w krajach niemieckich szukać dziś dworskości, męstwa i dumy, i tej niewzruszonej naszej wiernoty?43 Was mi zwać niemieckim, was zwać mi czystym, jak czystą zostanie ta wzrosła z czystej krwi niemieckiej jodła. Źreniczne gwiazdy namiestnika Rzymu nie płoną jaśniej od waszych i Frydryk z nie mniejszą dumą stałby ponad lnianą przędzą tej waszej głowy niż nad jego.

HENRYK

Pochmurniawszy44.

Ha… to być może! Brylant, jak powiadasz, będzie brylantem, choćby nawet Łazarz nosił tę obręcz, śród której on płonie.

prędko odbiega od tego

Dać cesarzowi, co jest cesarskiego! Lecz dosyć na tym… Usiądź, opowiadaj o innych sprawach. O tym, co tam gdacze kogut z kurami pomiędzy stodołą i stajnią – dla mnie słodsza to biesiada, niżeli pienia królewskie Waltera. Ile masz koni? Krów? Czy się odpłaca ten łan za ciężki twój mozół? Odpowiedz! Jakieś miał żniwa? Jakieś zebrał ziarna, owoce, wino? To, widzisz, są wieście45, których dziś łaknę, stary: – o Turczynie,

o chrześcijaństwie, Gwelfach, Ghibelinach46 i namiestniku rzymskim ty mi nie mów…

GOTFRYD

Nieobyczajną wzdyć47 jest moja mowa – sam ci48 to widzę. Lecz gdy was niegodna, proszę też bardzo – niechże wasza łaska raczy rozważyć, czy chodząc w tym kole powszednich zajęć, mogłem się zaprawić w dworski obyczaj?

HENRYK

Tam, ten kraj najwyższy, gdzie się uprawny zagon styka z lasem – czyż to nie pola wyki49?

GOTFRYD

Tak jest, panie!

HENRYK

Gdyśmy się wczoraj – ja wraz z mym konikiem – spuszczali na dół tuż przy owym skraju, słyszałem ciche Zdrowaś bądź Maryja, nucone chórem przez głosy dziecięce, a równocześniem ujrzał nieopodal, śród zwału głazów, maleńki pożarek. Pozostawiwszy konia, zbliżyłem się ostrożnie k’miejscu50 – i oto com spostrzegł51: gromadkę chłopców spostrzegłem i dziewcząt, jak się sprawiali naokoło ognia – wydało mi się to wszystko czarownym jakimś widziadłem. I mówię: a cóż to, moje panięta małe, tak prażycie, co gotujecie tak po ciemku? Naraz, ledwiem to wyrzekł52 – zgrajka się rozpierzchła –

przy ogniu tylko została dzieweczka, wyprostowana, niepewna, milcząca, spoglądająca mi w oczy. „Ty – pytam – takeś nuciła?” Lecz ona milczała.

GOTFRYD

Wybaczcie dziecku, miłościwy panie – To była córka moja, Ottegeba, dziwne stworzonko, które mnie i matce bezsenną noc już sprawiło niejedną.

HENRYK

Dziwne stworzonko… masz słuszność!…

GOTFRYD

I, panie,

wyście ją znali, na koń ją braliście nie po raz jeden – o, za dawnych czasów – bo choć już wtedy lubiła się płoszyć, jak ta przepiórka, gnieżdżąca się w życie, wy ją umieli wywabić i przy was swojsko jej było od razu.

HENRYK

Tak!… Wówczas. –

Wówczas – pamiętam dobrze, gdym wieczorem z wesołych wracał łowów, przemęczony, jednak rozbawion53, zawsze ta dziewica pierwsza mi w oko wpadała – radośniem54 witał ją wówczas jako moją żonkę. Tak! Wówczas, wówczas! Jak mi biło serce, jakie mi muszki latały po głowie. – Wiem, wiem! A teraz takem się oddalił55 od owej chwili promiennej młodości, że Ottegeba, moja żonka drobna, kiedym ją ujrzał, tak mi była obcą, jakby jej nigdy nie lizała twarzy i miłych rączek Dyjana, ma suczka, jakbym ja nigdy nie gładził jej włosów, jakbym jej nigdy dla miłej rozrywki nie grał na rogu piosenek myśliwskich, jakem to przecież czynił56 nie raz jeden!…

SCENA SIÓDMA

OTTEGEBA

Przynosi plaster miodu.

GOTFRYD

Otóż i ona, panie.

HENRYK

Cóż to niesiesz?

OTTEGEBA

Trochę świeżego miodu.

HENRYK

Patrzcie tylko –

Umie przemawiać – umie, nie jest niema! Miło mi bardzo, a gdy wiem już o tym, więc, moje dziecko drogie, musisz usiąść tam na tej ławie – musisz się tłumaczyć. Znów zamyślona? Czybyś mnie się bała? O nie bójże57 się, jestem tak łagodny – snać58 nie uwierzysz, jakim ja łagodny59! Jak ci się wiedzie?

OTTEGEBA

Nie wie, co z sobą począć.

Dobrze.

HENRYK

Zawsze dobrze?

OTTEGEBA

Prawie ginie z zakłopotania.

Tak, panie.

HENRYK

Tobie wciąż się dobrze wiedzie, a cesarz Frydryk w złocistej koronie nad trud i walkę nie zna nic innego. Bogatszą jesteś niźli on, me dziecię, nie mówiąc o mnie. Nigdy ci się tutaj, na tym pustkowiu nie dłuży?

OTTEGEBA

Zaprzecza potrząśnieniem60 głowy.

HENRYK

Co robisz, aby odegnać nudy? Powiedzże61 mi!

OTTEGEBA

Nie odpowiada – odwraca się w wielkim zakłopotaniu, a w końcu mówi.

Modlę się, panie…

HENRYK

Modlisz?… Bardzo pięknie –

Do której z świętych modlisz się najchętniej?

OTTEGEBA

Jw.

Przyprowadziła już mię raz do zdrowia nasza Najświętsza Panienka…

HENRYK

Do zdrowia

przyprowadziła cię już raz? Mnie rani – zadawa62 rany! Wierzaj mi, że umie zadawać rany.

OTTEGEBA

Nie, panie.

HENRYK

Nie – mówisz?

Nie?… Pragnieszli63 mnie pouczyć, więc poucz…

OTTEGEBA

Czyni głową gwałtowny ruch zaprzeczający.

GOTFRYD

Niech wasza miłość wybaczy. Niedawno powstała z ciężkiej choroby…

HENRYK

Dlaczego chowa swą prawą rękę?

GOTFRYD

Jak to, panie?…

HENRYK

Czemu ją chowasz?

GOTFRYD

Pokaż!

OTTEGEBA

Nie, mój ojcze!

GOTFRYD

Ej, uporczywa panienko! Pan każe, więc – proszę – pokaż prawą dłoń…

BRYGITA

Poza nim.

Gotfrydzie!

OTTEGEBA

Matka was woła! Chce się oddalić.

BRYGITA

Poza nim.

Gotfrydzie!

GOTFRYD

Wybaczcie!

HENRYK

I owszem, zwalniam.

GOTFRYD

Odchodzi.

HENRYK

Powiedzże64 mi jeszcze: znasz mnie?

OTTEGEBA

Kiwa przesadnie głową.

HENRYK

Kim jestem?

OTTEGEBA

Naszym panem.

HENRYK

Żmija

ma swoją dziurę, ptak ma gniazdo swoje, i lisy mają swe jamy, a człowiek, którego pragniesz uważać za pana, jest bez przytułku – ziem65 się pod nim pali, gdziekolwiek tylko postawi swe stopy, niby piekielny ogień. – Przecz66 się śmiejesz?

OTTEGEBA

Która wybuchnęła krótkim, chorobliwym śmiechem, opanowuje się i znowu blada i zalękniona pyta się z bojaźliwymi oczy67. Ja?…

HENRYK

Powiedzże mi, jak ja się nazywam?

OTTEGEBA

Drżąco.

Henryk.

HENRYK