Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Biedny Henryk to dramat Gerharta Hauptmanna, laureata Literackiej Nagrody Nobla, oparty na jednym z najważniejszych dzieł niemieckiego średniowiecza – poemacie Hartmanna von Aue, zaliczanym do kanonu obok Pieśni o Nibelungach, liryki Walthera von der Vogelweide i Parzivala Wolframa von Eschenbacha. Przekształcając średniowieczną legendę w pięcioaktowy dramat, Hauptmann nie tylko pogłębił psychologię postaci, lecz także nadał im indywidualną tożsamość i osadził ich losy w realiach wypraw krzyżowych.
Historia rycerza Henryka, dotkniętego trądem i pogodzonego z nieuchronną śmiercią, oraz wiernej Ottegebe, gotowej poświęcić własne życie, staje się przejmującą opowieścią o miłości, wierze, cierpieniu i odkupieniu. Czerpiąc z dawnej legendy, Hauptmann stworzył dramat o ponadczasowej sile, w którym średniowieczny mit przemienia się w głęboką refleksję nad ludzkim losem, godnością i ceną ocalenia.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 133
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Gerhart Hauptmann
BIEDNY HENRYK
Baśń niemiecka
PrzekładJan Kasprowicz
OSTROGI
Kraków 2026
HENRYK VON AUE
HARTMANN VON DER AUE
BRYGITA
OTTEGEBA
OJCIEC BENEDYKT, mnich
OTTAKER
RYCERZE, służba zamkowa
Ogródek dzierżawcy Gotfryda. Dom zwrócony szczytem do sceny z drzwiami i schodami po lewej. Opodal stary cis, pod nim stół kamienny z ławką darniową. Spod cisu widać rozległe pola zielone. Na przedzie łany zżęte, na horyzoncie wzgórza leśne. Tu i ówdzie pojedyncze grupy sosen.
GOTFRYD
Zmiata liście z kamiennego stołu.
OTTAKER
Pachołek w zbroi, lat około czterdziestu, gotów do wsiadania na koń, wchodzi po cichu do ogrodu, starając się jak najmniej czynić hałasu ostrogami i szyszakiem; zobaczywszy Gotfryda, staje zmieszany; blada jego twarz, czarną okolona brodą, mieni się1 wskutek zaambarasowania2.
GOTFRYD
Pochwalon Jezus Chrystus.
OTTAKER
Na wiek wieków.
GOTFRYD
A dokądże wy tak wczesną godziną?
OTTAKER
Ot! Przejechać się, abo3 i na łowy –
GOTFRYD
A pan się bez was obędzie… co?…
OTTAKER
Drapie się w głowę zaambarasowany.
Z biedą –
A zresztą – może… Wiecie – mam – zlecenie… Pomyślcie tylko o… to niby znaczy, jeśli Bóg zechce i jakoś się uda, ba – a i wówczas, choćby i najgorzej miało się wszystko stać, to juścić wrócę – jednak…
GOTFRYD
Ja waści wcale nie rozumiem – Czyżby się komu z waszych miało zdarzyć jakie nieszczęście?
OTTAKER
Sza, sza! Nie inaczej – muszę pojechać… matka – a i siostra – tak – trudna rada… Pojmiecie. A zresztą zmierzę się z diabłem! Gdybyć4 jeszcze żyli ci, com ich ubił5 w krainie pogańskiej, łatwo by mogli to poświadczyć…
GOTFRYD
Cóż to z wami się dzieje? Czyście chorzy? –
Mówcie!
OTTAKER
Nie! Chroń nas Boże od wszelkiej zarazy, od złych upławów i grzesznych zakażeń. Jeszczemcić6 zdrowy i w krwie7 swojej czysty, i mam nadzieję, że taki zostanę. Świat ten zepsuty i pełen szatanów, ale mą tarczą i opieką Chrystus. Krwią niejednego Turczyna kupiłem odpust dla siebie – niejedną szmacinę rzuciłem klechom, a zasię8 me piersi chroni kawałek krzyżowego drzewa ze Ziemi Świętej: ale jakaś groza
przychodzi na mnie – tak! Muszę odjechać – jakieś złe znaki widziałem dziś we śnie – a człek śmiertelny strzeże swego skórska.
Odchodzi.
GOTFRYD
Patrząc za odchodzącym.
Przebóg! Srokosza wyprowadza z stajni –
już go i dosiadł i już –
w cwał pogonił.
Z domu wychodzi Brygita, a za nią Ottegeba. Brygita, poważna, nie bardzo po chłopsku wyglądająca matrona, Ottegeba zaś – to blade, bezkrwiste dziecko, prawie dziewica o wielkich, ciemnych oczach, popielatych włosach z czerwono- i żółto-złotymi połyskami.
Matka i córka niosą bieliznę stołową i naczynia.
BRYGITA
Gdzież ja mam nakryć dla jego miłości?
Gotfrydzie!… Słuchaj!…
GOTFRYD
Budząc się z zadumy.
Co? Czyś mnie wołała?
BRYGITA
Juści9, wołałam: piwo już zagrzane, ryba gotowa, śmietana ubita…
Gdzieżby to nakryć dla jego miłości?…
GOTFRYD
Wskazując na stół kamienny.
O – tu jest miejsce od pradawnych czasów…
Prawda, dziecino? – Tu rad on siadywał?…
OTTEGEBA
Tak, ojcze… warto może trochę miodu…
Miałeś natopić…
GOTFRYD
Zdziwiony.
Któż ci to we włosy wplótł tę wstążeczkę?…
OTTEGEBA
Wstążeczkę?
GOTFRYD
Tak, dziecko – tę – ot! – Czerwoną wstążeczkę…
OTTEGEBA
Zarumieniona, zmieszana. Gdzie, ojcze!?
GOTFRYD
Niecierpliwie.
W włosach…!…?
OTTEGEBA
Milczy.
BRYGITA
A widzisz! Czym ci nie mówiła, że się na ciebie zgniewa, gdy to ujrzy!?
OTTEGEBA
Blednie, walczy z płaczem, zrywa wstążeczkę z włosów, rzuca ją na ziemię i ucieka.
BRYGITA
Chciała tym uczcić jego miłość… Teraz wstydzi się tego.
GOTFRYD
Uważaj na dziecko, takie natręctwo może mu się sprzykrzyć. To już nie chłopiec, jak
wówczas – przed laty, kiedy się lubił bawić z nią – z dziewczynką…
BRYGITA
Niewesołego, zda mi się, umysłu nasz miłościwy…
GOTFRYD
Nie wiem. Kto go wczoraj widział o świcie, jak jeźdźcom, zebranym na łów, wskazywał rękojeścią szabli, z uśmiechem w oczach, na naszą sadybę i jak ich potem żegnał przewesoło, mógł był pomyśleć10 sobie, że wspaniały, szlachetny młodzian wzdyć11 nie wie, co znaczy choćby cień troski. Za tom dziś zobaczył12 męża, któregom nie znał13…
BRYGITA
Mnieć14 to dziwno,
że o tym czasie przybył w ten zapadły kąt nasz – mówiono przecie, że się żeni…
GOTFRYD
Wielcy tej ziemi mają swe humory. Co nam do tego.
BRYGITA
Juści15… Tylko, widzisz, wczorajszej nocy przebrał nieco miarę jego pachołek i między czeladzią tajemnym słowem dziwne stroił żarty i o Mojżesza rozprawiał zakonie16, według którego myją chore domy, by je uzdrowić od jadu i trądu.
GOTFRYD
Któż to ci mówił?
BRYGITA
Nasza Ottegeba.
GOTFRYD
Słuchaj, Brygito, zamknij uszy swoje dla wstrętnych plotek. Pan nasz miłościwy w wielkich dotychczas łaskach i honorach, sługa cesarza17, a zatem nie bardzo przez Piotrowego lubian18 namiestnika19 – : klechy zakonne roznoszą po ludziach przeróżne kłamstwa, a nie ma tak płaskich, by u motłochu nie znalazły wiary.
BRYGITA
Zda mi się, idzie aleją olchową.
GOTFRYD
On…
BRYGITA
Pochylony idzie, nie jak zwykle.
GOTFRYD
Nie wpatruj się tak – możeć to wziąć20 za złe.
BRYGITA
O! Spójrz! – Jak wryty, w zorzę wlepił oczy.
GOTFRYD
On… Ja się teraz oddalę; a ty go poproś do stołu, wielce obyczajnie, lecz krótko, potem zwolnij się i odejdź.
BRYGITA
Nie troszcz się, stary.
Henryk Von Aue wchodzi powoli i zamyślony; postać to wspaniała, rycerska; włosy spadające w swobodnych kędziorach, broda rudawa, ścieka wskos; wielkie, błękitne, niespokojne oczy w bladym nieco obliczu.
BRYGITA
Bóg z waszą miłością.
HENRYK
Podnosi ku niej oczy, zdaje się, jakby ją dopiero teraz zauważył, mówi prędko i od
niechcenia.
Bóg z wami, matko.
BRYGITA
Stół waszej miłości…
Małoć21 jest na nim – tyle, co dać może nasz kąt zapadły.
HENRYK
Zda się, wczoraj wieczór słyszałem dzwonki mułów na folwarku.
BRYGITA
Nie, wasza miłość…
HENRYK
Nie? Tak o północy?
BRYGITA
Potrząsając głową.
HENRYK
Szkoda, otukno22 mi do moich książek.
BRYGITA
Czy wasza miłość ma jakie życzenie?
HENRYK
O tak… niejedno!
BRYGITA
Takie, które zdołam spełnić?
HENRYK
Brygito, które spełnić zdołasz?
Nie!… Może później – zobaczym – tak! – Może… dobrze… dziękuję…
BRYGITA
Obyć smakowało23!…
HENRYK
Sam, kładzie dłoń na pień wiązu, spogląda ku jego koronie i mówi do siebie z tłumionym wzruszeniem.
W koronie jeszcze stoi wiąz i, jakby ulany z spiżu, strzela nieruchomie24 w chłodne powietrze jasnego poranku; bliskiego mrozu ostre, srebrne tchnienia już może jutro obedrą go z liści – on się nie ruszy: – wszystko, na czym tylko spocznie twe oko, zdaje się w pokorze na wolę Stwórcy – wyjąwszy człowieka, tak, tak – wyjąwszy mnie!… O wróć, spokoju, wszak niedalekoś25… Na cichych, zielonych leżysz murawach, tchy twe zawiewają ku moim skroniom od ciemnego runa jodeł – od czarnych, snać26 odwiecznych jodeł mego dzieciństwa… tak, w dziedzinie mojej, śród gór tych moich i ty przemieszkujesz – przeto mi bratem bądź i przyjacielem!
GOTFRYD
Zjawia się we drzwiach swego domu.
Witamy u nas waszą miłość, panie –
HENRYK
Dzień dobry, stary.
GOTFRYD
Lepszegom nie zaznał27 w całym mym życiu, niźli28 ten, o panie! Wszakże na pierwszym spotyka się kroku z najmilszym gościem i mym godnym panem. Lecz wasza miłość wielce nas zawstydza, a przedsię29, panie, mnie – bo juścić30 przy was tom ci ja31 śpiochem i złym gospodarzem.
HENRYK
Zaczyna śniadać32.
Nie troszcz się o mnie, przyjacielu! – Usiądź, umiałem sypiać wśród najdzikszej wrzawy – w obozie, w polu, na dworach książęcych, gdzie dzień i nocą skrzypiały w zawiasach wrótnie33 zamkowe… przy tętencie kopyt, przy knechtów34 krzykach jak pień takem leżał35 i spał… Tu cisza, a przecież w tej ciszy głośno obzywa36 się me wnętrze… Widzisz – gdy tam, na łąki i na trzęsawiska księżyc rozlewa swe umarłe światło i gdy z nim razem chyba jaki świerszczyk czuwa pod miedzą, tutaj w mojej głowie wciąż wre i huczy od harców rycerskich, od zbrojnych pląsów, od haseł wojennych, obcych języków i szeptów, i gruchań, których nie zdołam przemóc. –
GOTFRYD
Wasza miłość niedobrze spali tej nocy?
HENRYK
Przytułkiem jest sen, a gorze37 tym, co bez przytułku! Żaliż38 nie prawda?…
GOTFRYD
Prawda mocna, panie.
HENRYK
Nie, nie! Bez żartów: od dawnych już czasów przyzwyczajenie wypędza mnie z łoża zwykle przed świtem, często o północy… A jeśli tutaj doświadczycie tego, proszę, niech was to nie dziwi, przebaczcie!
GOTFRYD
Waszej miłości dom ten, gdzie mieszkamy, i waszym grunt ten, na którym on stoi – czyż przeto godzi się mówić: „przebaczcie” – raczej nas zbudźcie, gdy czuwać raczycie.
HENRYK
Śpijcie w spokoju – wy, co na ten spokój zasłużyliście dnia przeciężkim znojem.
Na co wam moje czuwanie? Dziękuję! Z wdzięcznością dzisiaj poznaję znów w tobie, com jako chłopiec dobrze znał – twe serce! Alem nie przyszedł, aby kraść to serce ani rabować jego ustroń złotą – proszę cię tylko, zechciej mi pozwolić, bym przy ognisku twoim mógł zostawać samli39 ze sobą.
GODFRYD
Po chwili milczenia.
Może wasza miłość chce, abym odszedł?
HENRYK
Siadaj! Źle tłumaczysz, com ci powiedział. Chodź tu! Jest mi błogo na twoje siwe znów poglądać włosy i znów, po tylu, tylu długich latach – słyszeć ten miły, luby głos ojcowski. Nie troszcz się o to, jeśli ci się wydam człowiekiem obcym – na lichym zagonie, który uprawiasz: tak, jam się powłoszczył40, przecież za uścisk – jeśli mi go twoja dłoń nie poskąpi – niemiecka uściskiem zapłaci ręka.
GOTFRYD
Chce na klęczkach obiema rękami chwycić prawicę Henryka, którą ten gwałtownym cofa ruchem.
Co? Tyś się powłoszczył, panie mój miły? Brońże41 słodki Chryste! Jeśli nie wyście42 wzorem niemieckiego dziś obyczaju, zwierciadłem niemieckiej cnoty rycerskiej, to gdzież nam się godzi w krajach niemieckich szukać dziś dworskości, męstwa i dumy, i tej niewzruszonej naszej wiernoty?43 Was mi zwać niemieckim, was zwać mi czystym, jak czystą zostanie ta wzrosła z czystej krwi niemieckiej jodła. Źreniczne gwiazdy namiestnika Rzymu nie płoną jaśniej od waszych i Frydryk z nie mniejszą dumą stałby ponad lnianą przędzą tej waszej głowy niż nad jego.
HENRYK
Pochmurniawszy44.
Ha… to być może! Brylant, jak powiadasz, będzie brylantem, choćby nawet Łazarz nosił tę obręcz, śród której on płonie.
prędko odbiega od tego
Dać cesarzowi, co jest cesarskiego! Lecz dosyć na tym… Usiądź, opowiadaj o innych sprawach. O tym, co tam gdacze kogut z kurami pomiędzy stodołą i stajnią – dla mnie słodsza to biesiada, niżeli pienia królewskie Waltera. Ile masz koni? Krów? Czy się odpłaca ten łan za ciężki twój mozół? Odpowiedz! Jakieś miał żniwa? Jakieś zebrał ziarna, owoce, wino? To, widzisz, są wieście45, których dziś łaknę, stary: – o Turczynie,
o chrześcijaństwie, Gwelfach, Ghibelinach46 i namiestniku rzymskim ty mi nie mów…
GOTFRYD
Nieobyczajną wzdyć47 jest moja mowa – sam ci48 to widzę. Lecz gdy was niegodna, proszę też bardzo – niechże wasza łaska raczy rozważyć, czy chodząc w tym kole powszednich zajęć, mogłem się zaprawić w dworski obyczaj?
HENRYK
Tam, ten kraj najwyższy, gdzie się uprawny zagon styka z lasem – czyż to nie pola wyki49?
GOTFRYD
Tak jest, panie!
HENRYK
Gdyśmy się wczoraj – ja wraz z mym konikiem – spuszczali na dół tuż przy owym skraju, słyszałem ciche Zdrowaś bądź Maryja, nucone chórem przez głosy dziecięce, a równocześniem ujrzał nieopodal, śród zwału głazów, maleńki pożarek. Pozostawiwszy konia, zbliżyłem się ostrożnie k’miejscu50 – i oto com spostrzegł51: gromadkę chłopców spostrzegłem i dziewcząt, jak się sprawiali naokoło ognia – wydało mi się to wszystko czarownym jakimś widziadłem. I mówię: a cóż to, moje panięta małe, tak prażycie, co gotujecie tak po ciemku? Naraz, ledwiem to wyrzekł52 – zgrajka się rozpierzchła –
przy ogniu tylko została dzieweczka, wyprostowana, niepewna, milcząca, spoglądająca mi w oczy. „Ty – pytam – takeś nuciła?” Lecz ona milczała.
GOTFRYD
Wybaczcie dziecku, miłościwy panie – To była córka moja, Ottegeba, dziwne stworzonko, które mnie i matce bezsenną noc już sprawiło niejedną.
HENRYK
Dziwne stworzonko… masz słuszność!…
GOTFRYD
I, panie,
wyście ją znali, na koń ją braliście nie po raz jeden – o, za dawnych czasów – bo choć już wtedy lubiła się płoszyć, jak ta przepiórka, gnieżdżąca się w życie, wy ją umieli wywabić i przy was swojsko jej było od razu.
HENRYK
Tak!… Wówczas. –
Wówczas – pamiętam dobrze, gdym wieczorem z wesołych wracał łowów, przemęczony, jednak rozbawion53, zawsze ta dziewica pierwsza mi w oko wpadała – radośniem54 witał ją wówczas jako moją żonkę. Tak! Wówczas, wówczas! Jak mi biło serce, jakie mi muszki latały po głowie. – Wiem, wiem! A teraz takem się oddalił55 od owej chwili promiennej młodości, że Ottegeba, moja żonka drobna, kiedym ją ujrzał, tak mi była obcą, jakby jej nigdy nie lizała twarzy i miłych rączek Dyjana, ma suczka, jakbym ja nigdy nie gładził jej włosów, jakbym jej nigdy dla miłej rozrywki nie grał na rogu piosenek myśliwskich, jakem to przecież czynił56 nie raz jeden!…
OTTEGEBA
Przynosi plaster miodu.
GOTFRYD
Otóż i ona, panie.
HENRYK
Cóż to niesiesz?
OTTEGEBA
Trochę świeżego miodu.
HENRYK
Patrzcie tylko –
Umie przemawiać – umie, nie jest niema! Miło mi bardzo, a gdy wiem już o tym, więc, moje dziecko drogie, musisz usiąść tam na tej ławie – musisz się tłumaczyć. Znów zamyślona? Czybyś mnie się bała? O nie bójże57 się, jestem tak łagodny – snać58 nie uwierzysz, jakim ja łagodny59! Jak ci się wiedzie?
OTTEGEBA
Nie wie, co z sobą począć.
Dobrze.
HENRYK
Zawsze dobrze?
OTTEGEBA
Prawie ginie z zakłopotania.
Tak, panie.
HENRYK
Tobie wciąż się dobrze wiedzie, a cesarz Frydryk w złocistej koronie nad trud i walkę nie zna nic innego. Bogatszą jesteś niźli on, me dziecię, nie mówiąc o mnie. Nigdy ci się tutaj, na tym pustkowiu nie dłuży?
OTTEGEBA
Zaprzecza potrząśnieniem60 głowy.
HENRYK
Co robisz, aby odegnać nudy? Powiedzże61 mi!
OTTEGEBA
Nie odpowiada – odwraca się w wielkim zakłopotaniu, a w końcu mówi.
Modlę się, panie…
HENRYK
Modlisz?… Bardzo pięknie –
Do której z świętych modlisz się najchętniej?
OTTEGEBA
Jw.
Przyprowadziła już mię raz do zdrowia nasza Najświętsza Panienka…
HENRYK
Do zdrowia
przyprowadziła cię już raz? Mnie rani – zadawa62 rany! Wierzaj mi, że umie zadawać rany.
OTTEGEBA
Nie, panie.
HENRYK
Nie – mówisz?
Nie?… Pragnieszli63 mnie pouczyć, więc poucz…
OTTEGEBA
Czyni głową gwałtowny ruch zaprzeczający.
GOTFRYD
Niech wasza miłość wybaczy. Niedawno powstała z ciężkiej choroby…
HENRYK
Dlaczego chowa swą prawą rękę?
GOTFRYD
Jak to, panie?…
HENRYK
Czemu ją chowasz?
GOTFRYD
Pokaż!
OTTEGEBA
Nie, mój ojcze!
GOTFRYD
Ej, uporczywa panienko! Pan każe, więc – proszę – pokaż prawą dłoń…
BRYGITA
Poza nim.
Gotfrydzie!
OTTEGEBA
Matka was woła! Chce się oddalić.
BRYGITA
Poza nim.
Gotfrydzie!
GOTFRYD
Wybaczcie!
HENRYK
I owszem, zwalniam.
GOTFRYD
Odchodzi.
HENRYK
Powiedzże64 mi jeszcze: znasz mnie?
OTTEGEBA
Kiwa przesadnie głową.
HENRYK
Kim jestem?
OTTEGEBA
Naszym panem.
HENRYK
Żmija
ma swoją dziurę, ptak ma gniazdo swoje, i lisy mają swe jamy, a człowiek, którego pragniesz uważać za pana, jest bez przytułku – ziem65 się pod nim pali, gdziekolwiek tylko postawi swe stopy, niby piekielny ogień. – Przecz66 się śmiejesz?
OTTEGEBA
Która wybuchnęła krótkim, chorobliwym śmiechem, opanowuje się i znowu blada i zalękniona pyta się z bojaźliwymi oczy67. Ja?…
HENRYK
Powiedzże mi, jak ja się nazywam?
OTTEGEBA
Drżąco.
Henryk.
HENRYK
