ART. Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe - Michał Leśniewski - ebook

ART. Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe ebook

Leśniewski Michał

4,8
7,99 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

O tym, jak ważny jest samochód, wie każdy. Rodzice zawożą nim dzieci do szkoły, wspólnie podróżujemy nim na wakacje albo w odwiedziny do bliskich. Samochód dostarcza towary do sklepów i materiały na budowę... Specjalnymi autami jeżdżą policjanci, lekarze i strażacy.

Kiedyś samochody wyglądały inaczej niż dzisiaj. Ich twórcy przeżyli wiele przygód, czasem groźnych, czasem zabawnych. Gdyby nie oni i ich przygody, samochód nie wyglądałby tak jak dzisiaj.

"Ale auta!" to pełne humoru opowieści Michała Leśniewskiego, które prowadzą i młodych, i starszych przez świat samochodów. Odjazdowe historie samochodowe przybliżają kolejne dekady rozwoju motoryzacji. Czytelnicy dowiedzą się, jak wyglądał pierwszy samochód oraz poznają kultowe modele z różnych lat.

Rekordy prędkości, historia polskiej motoryzacji i współczesne supersamochody – to tylko niektóre z ciekawostek zawartych w książce. Fascynujące opowieści mistrzowsko zilustrował Maciej Szymanowicz.

"Ale auta!" to doskonały pomysł na wzbogacenie dziecięcej biblioteczki o tematykę motoryzacji!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 56

Oceny
4,8 (21 ocen)
17
4
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Audrey_

Nie oderwiesz się od lektury

Fantastyczna opowieść o autach. Bardzo ciekawe historie o tym jak powstawały pierwsze wehikuły na kółkach aż do czasów współczesnych. I do tego te świetne rysunki :)
10
Master89wt

Nie oderwiesz się od lektury

Ciekawe opowiadania dla małych fanów motoryzacji. Piękne ilustracje Szymanowicza dopełniają tę książkę.
00



Michał Leśniewski

Ale auta!

Odjazdowe historie samochodowe

Ilustracje: Maciej Szymanowicz

Saga

Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe

Copyright © 2017, 2019 Michał Leśniewski i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726128673

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Na początek

O tym, jak ważny jest samochód, wie każdy z Was. Dzieci jeżdżą nim do szkoły, na wakacje albo w odwiedziny do rodziny. Samochód dostarcza też towary do sklepów, materiały na budowę albo... przewozi inne samochody.

Gdy ludzie mają do czynienia z niebezpieczeństwem – specjalnymi samochodami przyjeżdżają policjanci, lekarze i strażacy. To chyba najważniejsze auta, jakie istnieją. Służą do ratowania ludzkiego zdrowia i życia.

Kiedyś samochody wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiaj. Ich twórcy przeżyli wiele różnych przygód, czasem groźnych, czasem zabawnych. Gdyby nie oni i ich perypetie, samochód nie wyglądałby tak jak dzisiaj.

A może nie byłoby go wcale? KTO WIE?!

Życzę miłej lektury

AutoR

Słowniczek

Bardzo dawno temu, kiedy motoryzacja była jeszcze młoda, mniej więcej tak młoda jak wy, samochód i jego części nazywano inaczej niż obecnie. Inaczej też mówiono na kierowcę.

Pojazd Josepha Cugnota 1769

Coś strasznie sapało i stukało. Nie wiadomo dokładnie co, bo dźwięki dochodziły z wielkiej chmury pary. Chmura przemieszczała się powoli. Kiedy podjechała na kilkanaście metrów, wyłonił się z niej ogromny błyszczący czajnik. To z niego wydobywała się para.

Za czajnikiem znajdowało się potężne drewniane koło i równie potężna rama zbudowana z grubych drewnianych belek. Na końcu ramy umieszczone były jeszcze dwa wielkie koła. Na szczycie siedział dziwnie ubrany pan w białej peruce. W rękach trzymał korbę.

Tak wyglądał pierwszy pojazd, który poruszał się o własnych siłach. To przodek dzisiejszych samochodów. Zbudował go w 1769 roku francuski oficer Joseph Cugnot. Pojazd napędzany był silnikiem parowym.

Ten wielki błyszczący czajnik, który znajdował się z przodu maszyny, to kocioł parowy. Wypełniała go woda, którą podgrzewał ogień rozpalony w dolnej części kotła. Woda gotowała się i tak powstawała para. W czajniku nadmiar pary ucieka przez gwizdek. W pojeździe pana Cugnota nadmiar pary poruszał wielkie drewniane koło umieszczone z przodu.

Maszyna jeździła z prędkością 4 kilometrów na godzinę. Tak idzie dziecko, gdy spieszy się do szkoły albo przedszkola.

Pojazd został zbudowany dla wojska. Miał ciągnąć armaty. Cugnot musiał pokazać swój wynalazek ważnym generałom. I właśnie wtedy, kiedy wszyscy patrzyli na ogromny pojazd, zaciął się mechanizm, który skręcał koła. Maszyna powoli, ale nieubłaganie jechała w stronę wielkiego muru!

Pan Cugnot, który kierował pojazdem, próbował skręcić, ale mu się nie udawało. Przednie koło wciąż było skierowane na wprost. Maszyna, sapiąc i stukając, podjeżdżała coraz bliżej muru...

TRACH! BUM! Z wielkim hukiem blaszane palenisko uderzyło w ścianę! Na pojazd posypały się cegły, a wszystko dookoła pokrył szary pył. Pan Cugnot mało się nie rozpłakał ze wstydu. Generałowie bardzo się zdenerwowali i powiedzieli, że nie chcą takiej maszyny.

Pan Cugnot zrezygnował z prac nad swoim pojazdem. Przeszedł jednak do historii jako konstruktor pierwszego samochodu.

Mały wypadek początkiem wielkiej historii 1885

Dziwny powóz bez koni o własnych siłach wyjechał z podwórka na ulicę. Ludzie oglądający tę scenę nagle zaczęli krzyczeć: – Uwaga! Ostrożnie! Wolniej!

Zaraz potem pojazd wpadł na ogrodzenie i złamał kilka desek. ŁUP! TRACH! A to pech! Tym powozem bez koni był pojazd Karla Benza. Jeden z pierwszych samochodów w historii.

Inżynier Karl Benz sam zbudował pojazd napędzany silnikiem spalinowym. Ów wehikuł wcale nie wyglądał jak dzisiejsze samochody. Miał trzy duże koła ze szprychami jak rower. Kierowca siedział na drewnianej ławeczce jak w powozie. Zamiast okrągłej kierownicy miał specjalną rączkę, która nazywała się rumpel, jak w jachcie.

Po uderzeniu w ogrodzenie należało naprawić szkody. Kilka dni później pan Benz zaprezentował swój wynalazek setkom zaciekawionych mieszkańców niemieckiego miasta Mannheim. Gdy jeden z nich zobaczył pojazd z Karlem Benzem za kierownicą, tak się wystraszył, że zaczął uciekać gdzie pieprz rośnie! Zupełnie jakby ujrzał najstraszniejszego potwora. Taki wynalazek jak samochód przeraził niejednego w tamtych czasach!

Trzeba dodać, że pan Benz jechał swoim automobilem z prędkością wynoszącą aż 12 kilometrów na godzinę. Tak szybko jeździmy rowerem.

Nie macie pojęcia, jak chętnie gapie oglądali pojazd Karla Benza! Traktowali go niczym ciekawostkę z wesołego miasteczka.

W 1886 roku Karl Benz opatentował swój pojazd. Oznacza to, że poszedł do urzędu patentowego i zapisał tam, jak pojazd jest skonstruowany. Oświadczył też, że nie chce, żeby ktoś go skopiował bez jego wiedzy. Zrobił to, żeby móc sprzedawać swój wynalazek.

Jednak nikt nie chciał kupić auta od pana Benza. Ludzie nie wierzyli, że patentwagen potrafi jeździć bez koni. Poza tym mówili, że jest brzydki. Powozy konne miały dużo kolorowych ozdób, a nawet pozłacane części i... cztery koła. Pojazd pana Benza był cały czarny i jeździł tylko na trzech kołach. A na dodatek ten dziwny hałaśliwy silnik z tyłu. Nikomu się nie podobał.

Karlowi Benzowi zrobiło się bardzo smutno, już myślał, że będzie musiał odstawić go do szopy na zawsze. Na szczęście z pomocą przyszła jego żona, pani Bertha Benz.

Wycieczka pani Benz 1887

Świtało, gdy Bertha Benz wypchnęła z szopy trójkołowy pojazd. Pomagały jej w tym dzieci: 15-letni Eugen (to imię czytamy „ojgen”) oraz o kilka lat młodszy Richard. Kiedy wszyscy wraz z patentwagenem znaleźli się na ulicy w pewnej odległości od domu, Richard szarpnął za duże koło zamachowe, uruchamiając silnik. Wszyscy troje usiedli na drewnianej ławeczce pojazdu. Powoli ruszyli w pierwszą w historii samochodową, czyli automobilową podróż. Liczyła ona prawie 100 kilometrów!

Richard kierował pojazdem zbudowanym przez swego tatę Karla Benza, a Eugen co chwila sprawdzał silnik, czy wszystko z nim w porządku. Patrzył, czy kabel nie dotyka chłodnicy, oraz bardzo ostrożnie sprawdzał ręką, czy silnik nie rozgrzewa się za mocno. Bertha Benz pilnowała dwójki młodych kierowców. Żaden z nich nie miał prawa jazdy. Ale to nikogo nie dziwiło. W tamtych czasach nawet dorosły kierowca nie miał prawa jazdy, bo po prostu jeszcze go nie wymyślono!

Pyrkający silnikiem patentwagen toczył się raźno ulicami rodzinnego miasta pomysłowej rodziny Benzów. Po kilkunastu minutach wyjechali z Mannheim i znaleźli się na drodze prowadzącej do Pforzheim. Tam mieszkała mama pani Benz, babcia Eugena i Richarda.

Dla wielu ludzi to był niesamowity widok! Drogą jechał trójkołowy powóz bez koni, w którym siedziała kobieta i dwóch chłopców. W tamtych czasach prawie nie spotykano automobili, a jeśli już jakiś pojawił się na drodze, to prowadził go wyłącznie mężczyzna. Ludzie zatrzymywali się, słysząc z daleka pyrkotanie silnika. Kiedy zza wzgórza wyjeżdżał przedziwny pojazd z trojgiem pasażerów, rozdziawiali buzie ze zdziwienia.

Automobil dzielnie wjeżdżał na wzgórza i przyspieszał na drodze w dół. Lecz nagle patentwagen zwolnił, mimo że droga nie prowadziła pod górkę! Co się stało? Richard i Eugen zeskoczyli z ławeczki i uważnie obejrzeli silnik. Znali go bardzo dobrze – wiele razy przyglądali się, jak tata go naprawia.