Akademia Tańca. Rywal w koronie - Aniela Cholewińska-Szkolik - ebook + audiobook + książka
NOWOŚĆ

Akademia Tańca. Rywal w koronie ebook i audiobook

Aniela Cholewińska-Szkolik

3,8

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Przyjaźń, pasja, taniec!

Robert ma wrażenie, że nic mu ostatnio nie wychodzi. Po kontuzji ręki nie może wykonywać wszystkich ćwiczeń, ma też zaległości w szkole. Do tego Ela nie ma dla niego czasu. Gdy do Akademii Tańca dołącza Marcin – utalentowany, pewny siebie i uwielbiany przez wszystkich chłopak – sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje. Marcin od wielu lat trenuje akrobatykę, świetnie tańczy i na zajęciach tworzy duet z Elą! Czy Robert poradzi sobie z zazdrością? A może przez nowego rywala zrezygnuje z zajęć akrobatyki?

„Akademia Tańca” to wciągająca seria, w której motywem przewodnim są taniec i przyjaźń. Książki zainspirują młodego czytelnika do wiary w siebie, rozwijania talentów i wytrwałego dążenia do celu. Pokażą też, jak ważne są w życiu przyjaźń i wsparcie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 83

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 2 godz. 7 min

Lektor: Julia Borkowska

Oceny
3,8 (4 oceny)
2
1
0
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
LUPI77

Nie oderwiesz się od lektury

Super książka polecam każdemu, a ten kto to oceniał chyba się nie zna na, ta książka jest najlepszą książką jaką czytałam w całym swoim życiu



Redaktor prowadząca: Agnieszka Trzebska-Cwalina

Redakcja: Katarzyna Malinowska

Korekta: Aleksandra Dąbała

Ilustracje: Aleksandra Giemza

element graficzny Alona Khadzhyoglo / Shutterstock.com

Opracowanie graficzne okładki i skład: Monika Nowicka

© Copyright for text by Aniela Cholewińska-Szkolik, 2025 © Copyright by Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o., Warszawa 2026

All rights reserved. Wydanie I

ISBN 978-83-8388-589-6

Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o. 00-807 Warszawa, Al. Jerozolimskie 94 tel. 22 379 85 50, fax 22 379 85 [email protected]

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

W parku panował spokój. Zimny wiatr i zachmurzone niebo nie zachęcały do spacerów, a brudny śnieg roztapiający się pod nogami bardziej straszył, niż kusił do wędrówek. Tylko Wichrowi pogoda zdawała się nie przeszkadzać. Od dobrych kilku minut niestrudzenie biegał po brunatnej brei, aby łapać kij rzucany przez Roberta. Właśnie czekał na kolejny rzut, śledząc uważnie opiekuna. Doskonale znał jego zwyczaje, dlatego nie pobiegł za kijem przy pierwszym zamachu. Tym razem też nie da się zmylić. Poczekał cierpliwie i dopiero wtedy, gdy usłyszał charakterystyczny świst, ruszył za zdobyczą. Chwilę później z satysfakcją położył kij przy nogach Roberta.

– Hau! Hau! Hau! – oznajmił bardzo z siebie zadowolony.

– Świetnie! Dobry Wicher! – Chłopak pochwalił psa, a potem sięgnął do kieszeni po smycz i przypiął mu ją do obroży ku rozczarowaniu owczarka. – Na dziś koniec aportowania – oznajmił, zerkając na smartwatch. – Jeśli mamy zdążyć, musimy się pospieszyć.

– Mmm – mruknął rozczarowany pies.

Wolałby jeszcze zostać w parku i się pobawić. Nie zamierzał jednak stawiać oporu. I tak był szczęśliwy, bo po dwóch tygodniach króciutkich przechadzek z innymi członkami rodziny wreszcie mógł się wybiegać ze swoim ulubionym opiekunem.

Tymczasem chłopak przyspieszył kroku. Zajęcia z akrobatyki kończyły się za pięć minut, a do przejścia został spory kawałek. Jeśli się spóźni, nie zdąży się spotkać z kolegami i z nimi pogadać. A przecież tyle czasu się nie widzieli. Najpierw miał ten nieprzyjemny wypadek na WF-ie. Skręcił nadgarstek i o treningach w Pasji chwilowo nie było mowy. Mało tego, musiał zapomnieć o spacerach z Wichrem. Na kilka pierwszych dni po wypadku mama zamknęła go w domu. Na pewno przyczynił się do tego śnieg, który w tym roku zaczął intensywnie padać już od początku listopada, zamieniając niektóre drogi i chodniki w prawdziwe lodowiska. Mamę najwidoczniej prześladowała wizja syna przewracającego się na każdym kroku i łamiącego wszystkie kończyny po kolei. Do spacerów z Wichrem zaangażowała więc męża i starszego syna, a sama postanowiła zawozić Roberta do szkoły i go odbierać. Chłopak nie marudził, bo wiedział, że na dłuższą metę ten system się nie sprawdzi: każdy miał zbyt dużo obowiązków, aby dokładać sobie kolejne. I kiedy rzeczywiście okazało się, że pani Beata nie mogła wciąż zwalniać się z pracy, Robert się rozchorował. Kolejny tydzień musiał siedzieć w domu. Dopiero dziś, w piątkowe popołudnie udało mu się przekonać mamę, że nie umrze od krótkiego spaceru, a jeśli się trochę przewietrzy, na pewno łatwiej potem przyswoi zaległy materiał ze szkoły.

– Niech idzie, mamo – poparł go brat, który po powrocie z lekcji wcale nie miał ochoty na spacer z psem. – Musi się przyzwyczajać, bo zupełnie straci odporność.

– Właśnie – dodał tata, również niezainteresowany wychodzeniem na dwór. – Nie ma gorączki, już nie kaszle, a świeże powietrze jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Robert wybiegł z domu jak na skrzydłach. Od razu wiedział, że wykorzysta spacer na spotkanie z kolegami. Chciał choć chwilę z nimi pogadać. Poza tym musiał dopytać Maksa o temat na kolejne kółko fotograficzne. Przez telefon nie dało się przecież wszystkiego dowiedzieć.

Wpadł na plac przed domem kultury parę minut po siedemnastej. Idealnie, sam zawsze o tej godzinie wychodził z zajęć. Kilka razy obszedł fontannę, przemierzył wzdłuż i wszerz cały skwer, ale w drzwiach nikt się nie pojawił.

– Chyba zajęcia się przeciągnęły... – szepnął, zerkając na psa, który z zainteresowaniem obwąchiwał śmietnik. – Razem nie wejdziemy, ale możemy zajrzeć przez okna. Chodź, Wicher! – Energicznie pociągnął psa w stronę budynku.

Właśnie zbliżał się do parkingu, gdy drzwi domu kultury gwałtownie się otworzyły i wybiegła z nich gromada dziewcząt.

– O, Robert! Wreszcie się zjawiłeś! – Od hałaśliwej grupy odłączyła się wiotka, wysoka dziewczyna i pociągnęła w jego stronę dwie koleżanki.

Robert od razu rozpoznał Kaję i towarzyszące jej Olę z Hanią. Pomachał im bez większego entuzjazmu. Dziwne. Z Kają powinna wyjść Ela. Były przecież nierozłączne. Dlaczego więc...

– Ale trochę za późno! Zobaczcie, dziewczyny, godzina spóźnienia! A my się bałyśmy wejść do sali dwie po czwartej. – Kaja już była blisko i chichotała, nie pozwalając zebrać mu myśli. – A! To ty jednak tylko na spacer? – Zauważyła Wichra i zaraz wyciągnęła dłoń, żeby go pogłaskać. – Dobrze ci. Ty się relaksujesz, a my ciężko trenujemy. – Westchnęła teatralnie. – Pani Maria dała nam dziś taki wycisk, że ledwo żyjemy. Ale zamierzamy to sobie wynagrodzić... – Tajemniczo zawiesiła głos i dokończyła: – Właśnie wybieramy się na pizzę. Tylko cicho sza! Pani Maria padłaby trupem, gdyby się o tym dowiedziała. Według niej powinnyśmy się żywić samą sałatą.

– Idziecie całą grupą? – Robertowi udało się wreszcie wtrącić słowo. Zerknął w kierunku drzwi, pod którymi wciąż stała grupka dziewcząt i żywiołowo debatowała. – Czy jeszcze czekacie na kogoś?

– Na kogo? – zapytała wesoło Ola. – Chyba nie myślisz o pani Marii?

– A chłopaki? – Robert nie odrywał wzroku od grupy dziewcząt oczekujących pod drzwiami. Nela, Nina, Magda, Zuza, Lilka... Ale ani śladu Eli. – Nie było jej? – wyrwało mu się i zaraz poprawił się zmieszany: – Nie było dziś akrobatyki? Chłopaki nie wychodzą, a chciałem pogadać z Maksem.

– Maks ma dziś dentystę – odezwała się Hania i zawstydzona swoją szybką odpowiedzią natychmiast oznajmiła: – Muszę rozliczyć się z Niną za spinki.

Odwróciła się w stronę koleżanek. Robert zdążył jednak dojrzeć rumieniec na jej twarzy. No tak, nie było tajemnicą, że Hania i Maks bardzo się lubili.

– Ale i tak byś się z nim nie spotkał – wtrąciła Ola. – Pan Igor miał jakieś zebranie i odwołał zajęcia.

– Dla ciebie to nawet lepiej, stracisz mniej treningów i łatwej ci będzie dorównać innym po powrocie – zauważyła Kaja.

– E tam! – Robert lekceważąco machnął ręką. – Bez przesady, nie było mnie jedynie trzy tygodnie, a poziom mamy wyrównany.

– Mieliście – zauważyła Ola, szturchając żartobliwie koleżankę i uśmiechając się tajemniczo. – Zanim przyszedł Książę.

– Książę? – powtórzył zdezorientowany Robert. – Jaki znów Książę?

– No nie! Czy to możliwe?! On nic nie wie! – zapiszczała Kaja i natychmiast żarliwie zapewniła: – Książę to najprzystojniejszy chłopak w całej Pasji! Wszystkie dziewczyny oszalały na jego punkcie. Wysoki, silny, a jakie ma oczy! – Westchnęła rozanielona. – Można by się w nich utopić... Ola, a słyszałaś jego głos? Kiedy mówi...

– Czy ona zwariowała? – Robert przerwał Kai, zerkając na nią z wymownym grymasem.

– Chyba Książę rzucił na nią urok – zachichotała Ola i zaraz dodała wyjaśniająco: – W tym tygodniu dołączył do waszej grupy nowy chłopak. Występował gdzieś tam jako książę i od tej pory tak na niego wołają. Swoją drogą ja bym się raczej nie przyznawała w nowej grupie do takiego pseudo, chyba że w przedszkolu. – Dziewczyna wzruszyła ramionami. – Chociaż to nawet do niego pasuje. Jakiś taki jest... No nie wiem... W każdym razie pan Igor twierdzi, że na akrobatyce radzi sobie rewelacyjnie. Podobno jest świetny.

– Jest boski! – dodała Kaja. – Robi salto bez żadnego wysiłku. Ale co tam salto. Olka, widziałaś, jakie on ma dłonie?

– Dłonie? – zdziwił się Robert i ledwo się powstrzymał przed spojrzeniem na swoje ręce. To dziewczyny zwracają uwagę na takie szczegóły? Hm... No cóż, jego zazwyczaj są wymazane klejem modelarskim i pokaleczone od gwoździ.

– Ma takie długie i szczupłe place i kiedy...

– Tak, tak, wiemy. – Ola przerwała Kai, słysząc nawoływania koleżanek dobiegające spod domu kultury. – W każdym razie macie wszyscy konkurenta na akrobatyce – zwróciła się do Roberta. – Zresztą sam zobaczysz. Wracasz w przyszłym tygodniu?

– Zależy, co powie lekarz. – Chłopak wskazał na swoją rękę. – W poniedziałek mam kontrolę.

– Hej, Kaja, Olka! Idziecie? – Nawoływanie spod domu kultury się powtórzyło.

– Idziemy! – odkrzyknęła Ola i pożegnała się z Robertem. – No to do zobaczenia! Hej, Kaja! – Szturchnęła koleżankę w bok. – Obudź się! Idziesz na pizzę czy będziesz czekać na swojego księcia z bajki?

– Idę, idę. – Kaja natychmiast oprzytomniała. – Książę księciem, ale jestem głodna jak wilk. Cześć! – Skinęła Robertowi głową i dołączyła do koleżanki. Zaraz jednak odwróciła się i mrugając do niego porozumiewawczo, powiedziała: – A Ela ma teraz w piątki dodatkowe zajęcia z panią Marią. Skończy za pół godziny.

– Ale ja... – próbował zaprzeczyć Robert, jednak Kaja już nie słuchała.

Pobiegła do koleżanek i zaraz zaczęła o czymś opowiadać, żywo gestykulując i śmiejąc się najgłośniej ze wszystkich. Jak zawsze. Nawet teraz Robert doskonale ją słyszał, choć razem z koleżankami zniknęła za rogiem. O tak, Kaja potrafiła być naprawdę nieznośna. Ale nie jej hałaśliwość była najgorsza. Do szału doprowadzała go jej bezmyślna gadanina. Jak teraz. Po co mu ta informacja o Eli? Owszem, zdziwił się początkowo jej nieobecnością, ale przecież wcale na nią nie czeka. Prawdopodobnie zobaczą się we wtorek, gdy ona jak zawsze zostanie po gimnastyce w pracowni pani Gabrieli, a on akurat skończy trening i razem wrócą do domu. Być może przy okazji zabiorą Wichra do parku. Chodzili na te wspólne spacery już prawie od roku, kiedy poznali się lepiej podczas przygotowań do świątecznego występu. Owszem, Robert bardzo lubił Elę, cenił ją za spokój, umiejętność milczenia i uważał ją za najlepszą tancerkę w Pasji, ale przecież nie przyszedł tu specjalnie dla niej. Bez przesady. Co ta Kaja sobie wyobraża? Po co tak gada?

– Wicher, chodź! Wracamy do domu. – Zdenerwowany odwrócił się i pociągnął za sobą psa. Ten jednak wcale nie okazywał chęci do dalszej wędrówki. Rozsiadł się wygodnie i spoglądając w kierunku okien domu kultury, popiskiwał żałośnie. – No co ty, zwariowałeś? – Chłopak przyjrzał mu się uważniej, a potem zerknął w tę samą stronę.

Wtedy w oknie na drugim piętrze mignęła mu sylwetka Eli. Trwało to sekundę, ale od razu ją rozpoznał. Natychmiast poczuł, że wcale nie ma ochoty wracać do domu. Dotarło do niego, że on po prostu musi poczekać, mimo że za piętnaście minut powinien zabierać się za lekcje. Tylko że lekcje jakoś przestały być ważne. I nawet już nie było mu szkoda, że nie spotkał się z kolegami. A o złości na Kaję zupełnie zapomniał. Hm... dziwne... Nie zamierzał jednak tego wszystkiego roztrząsać.

Poklepał psa po grzbiecie i oznajmił:

– Dobra, jeśli chcesz, to możemy poczekać. Ale nie na głodniaka. Wstąpimy do sklepu po jakąś bułkę.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Ela dowiaduje się o festiwalu tańca. Jej przyjaciółka Kaja namawia ją, aby wystartowały w duecie w kategorii gimnastyki artystycznej. Jednak podczas prób Ela nie jest w stanie dorównać przyjaciółce w tańcu.

Ela wymyśla własny układ inspirowany znanym baletem, ale brakuje jej odwagi, aby wystąpić w solówce. Czy będzie miała okazję wykonać swój układ? Czy zrezygnuje z duetu z przyjaciółką? Na finałowy występ wszyscy już czekają!

W szkole tańca zajęcia z baletu coraz częściej prowadzi wymagająca pani Maria. Kaja, która nie przepada za baletem, jest coraz bardziej zniechęcona. Poza tym obawia się, że tata bardziej niż jej treningi taneczne docenia sukcesy jej brata w pływaniu. Postanawia udowodnić, że może być dobra zarówno w pływaniu, jak i w tańcu. Zapisuje się na zajęcia na basenie. Szybko jednak okazuje się, że nie nadąża za pozostałymi kursantami. Ma też coraz mniej czasu i siły na taniec... Czy Kaja zrezygnuje z marzeń o tańcu?

Po przeprowadzce Zuzia liczy na to, że dzięki Akademii Tańca łatwiej się przystosuje do nowego otoczenia. Balet bardzo jej się podoba, choć jako początkującej uczennicy sprawia też mnóstwo problemów. Zuzia ma nadzieję, że przynajmniej podczas gimnastyki artystycznej pokaże, na co ją stać. Okazuje się jednak, że poziom zajęć w poprzedniej szkole był dużo niższy i dziewczynka musi się bardzo postarać, aby dorównać koleżankom. Czy jej się to uda?

W Akademii Tańca „Pasja” rozpoczyna się nowy rok szkolny i przygotowania do Jesiennego Festiwalu Sztuki. Dziewczęta mają wymyślić choreografie. Wpadają na pomysł, aby podzielić się na grupy związane z porami roku. Hania dochodzi do wniosku, że nie pasuje do żadnej z tych grup. Bardzo martwi ją też to, że w czasie wakacji przytyła. Poza tym choć jest lubiana, nie ma żadnej bliskiej koleżanki. Lubi tańczyć, ale stwierdza, że nie ma do tego zdolności. Pociechy szuka w fotografowaniu. Czy Hania przełamie niepewność i pokaże swoje prace? Czy jednak weźmie udział w festiwalu i zdobędzie przyjaciółkę?