Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Kamil ma niebywałe szczęście – znajduje na śmietniku lampę Aladyna! Mieszkający wewnątrz dżin spełnia życzenie chłopca, a potem kolejne niezbyt fortunne życzenia jego kolegów i rodziny.
Szybko okazuje się, że powiedzenie „Uważaj, o czym marzysz, bo może się spełnić” jest boleśnie prawdziwe. Spełnione życzenia powodują mnóstwo bardzo niemiłych zdarzeń.
Czy uda się odwrócić bieg zdarzeń, gdy lampa trafi w ręce rozsądnej Darii?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 156
Katarzyna Majgier
Abrakadabra...Mamy problem!
© by Katarzyna Majgier
© by Wydawnictwo Literatura
Książka wyróżniona w V Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren zorganizowanym przez Fundację ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom
Okładka i ilustracje:
Katarzyna Kołodziej
Korekta i redakcja:
Lidia Kowalczyk, Joanna Pijewska
Wydanie elektroniczne I w Wydawnictwie Literatura
Łódź 2026
ISBN 978-83-8208-752-9
91-334 Łódź, ul. Srebrna 41
tel. (42) 630-23-81
www.wydawnictwoliteratura.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotowała Katarzyna Błaszczyk
W życiu nigdy nic nie wiadomo. Nigdy nie wiesz, co cię spotka. Nie wiesz nawet, czy to, co wydaje się dobre, naprawdę jest dobre, a to, co wydaje się złe, naprawdę jest złe.
Czasem bardzo się na coś cieszysz, bo myślisz, że to coś będzie fantastyczne, a potem okazuje się, że wcale nie jest. Na dodatek wynikają z tego problemy i w końcu żałujesz, że to się w ogóle zdarzyło. A czasem jest odwrotnie: bardzo nie chcesz czegoś zrobić i starasz się z tego wykręcić, ale potem się cieszysz, że jednak nie udało ci się wykręcić, bo to okazało się wspaniałe.
Gdybym tylko wiedział, że kiedy pójdę wyrzucić te śmieci, przeżyję taką niesamowitą przygodę – poszedłbym bez gadania. Ale nie wiedziałem, więc próbowałem się wykręcić. Rozgrywałem właśnie mecz Barcelony z Realem na komputerze, ale mama tego nie rozumiała. Kilka razy wysyłała mnie do śmietnika, aż w końcu się zniecierpliwiła i zrobiła to, co zawsze robią rodzice, kiedy chcą zepsuć zabawę dzieciom.
– Lekcje odrobione? – spytała.
To mi przypomniało, że lepiej, żeby mama nie interesowała się moją nauką, bo właśnie dostałem jedynkę z matmy. Tydzień temu, gdy dostałem poprzednią jedynkę z matmy, rodzice zapowiedzieli mi, że jeśli dostanę jeszcze jedną, nie będę grać w piłkę, dopóki nie odrobię wszystkich lekcji, a oni tego nie sprawdzą. Dopiero zaczął się maj, więc nie mógłbym porządnie trenować prawie przez dwa miesiące i spadłaby mi forma.
Postraszyli mnie jeszcze, że jeśli nie zacznę się lepiej uczyć, to może nawet wypiszą mnie z klubu, a to byłby problem. Cieszę się, że dostałem się do tego klubu, bo to nie jest łatwe, a ja chcę zostać zawodowym piłkarzem. Najlepiej w FC Barcelonie. Moi najlepsi koledzy, Antek i Patryk, też grają w klubie i kiedy tylko możemy, trenujemy na osiedlowym boisku. Uwielbiamy to!
Postanowiłem więc, że nie dostanę już więcej jedynek w tym roku, ale skąd miałem wiedzieć, że Cyfra zrobi niezapowiedzianą kartkówkę tydzień po poprzedniej?
Wolałem nie ryzykować, że mama pociągnie temat mojej nauki i zajrzy do dziennika elektronicznego. Wyłączyłem grę, wziąłem te nieszczęsne śmieci i powlokłem się do przedpokoju.
– Idę, chociaż może zacząć padać – powiedziałem mamie, żeby doceniła moje poświęcenie.
– Nie będzie padać, a ty nie jesteś z cukru – uśmiechnęła się.
Nie miałem pojęcia, że dzięki tym śmieciom przeżyję największą przygodę w życiu. Gdyby częściej zdarzały mi się takie rzeczy, kiedy wykonuję nielubiane obowiązki, to chętniej bym je wykonywał. Może nawet zacząłbym je lubić przez to oczekiwanie, czy i tym razem spotka mnie coś ciekawego.
Przeszedłem przez podwórko pod sąsiedni blok, gdzie jest śmietnik, i zobaczyłem, że piętrzą się przed nim stare meble, które ktoś musiał właśnie wyrzucić. Wszedłem do środka i zobaczyłem, że leży tam pełno starych książek. Pomyślałem, że ktoś robi remont w mieszkaniu po babci i dziadku. Starsi ludzie mają takie meble i książki.
I wtedy przy stosach książek zobaczyłem tę lampę…
Najpierw myślałem, że to stary dzbanek. Przyszło mi do głowy, że wygląda jak te rupiecie, które w programach telewizyjnych okazują się warte dużo pieniędzy, bo są zabytkowe i pochodzą sprzed wojny albo jeszcze wcześniejszych, dawnych czasów.
Podniosłem go, żeby się lepiej przyjrzeć, i dopiero wtedy zobaczyłem, że wygląda podobnie do lampy Aladyna z serialu, z której wychodził dżin i spełniał życzenia.
Oczywiście nie wierzyłem, że takie rzeczy mogą dziać się naprawdę, i wcale nie po to potarłem lampę, żeby wyszedł z niej dżin. Zrobiłem to przypadkowo…
Chciałem ją wytrzeć z kurzu i zastanowić się, czy nie można byłoby oddać jej do któregoś z tych sklepów, w których przyjmują takie rupiecie i płacą za nie, a potem wystawiają je na aukcjach, gdzie bogaci ludzie wydają na nie dużo kasy, bo akurat takie stare graty zbierają.
Ale kiedy potarłem lampę, stało się to, co w serialu: pojawił się dżin.
W ogóle nie wyglądał na dżina! W serialu o lampie Aladyna dżin był olbrzymem – miał chyba z pięć metrów wzrostu, niebieską skórę i przypominał ducha. Ten dżin wyglądał jak starszy ode mnie chłopak z czarnymi włosami, ubrany w jakieś stare łachy.
– Oto jestem na twoje rozkazy, panie – powiedział i ukłonił mi się.
Właśnie dlatego przyszło mi do głowy, że to dżin. W serialu dżin mówił takie rzeczy i spełniał jedno życzenie każdego, kto go wywołał z lampy. Gdy to oglądałem, miałem wiele pomysłów, jak wykorzystałbym swoje życzenie, ale to było w zeszłym roku, kiedy miałem nogę w gipsie. Teraz dużo się zmieniło i sam nie wiedziałem, na co się zdecydować.
No i wyrzucając te śmieci, ciągle myślałem o jedynce z matmy. Obawiałem się, że mama zajrzy do dziennika. Często to robiła. Cyfra od razu wpisuje tam oceny, więc mama jeszcze dziś mogła zobaczyć jedynkę, a to z pewnością zniszczyłoby moją piłkarską karierę!
Dżin zupełnie mnie zaskoczył, ale to nikogo chyba nie dziwi. Spodziewalibyście się dżina spełniającego życzenia w śmietniku? Na takim zwykłym, normalnym osiedlu i w prawdziwym życiu? Na pewno nie. Ja też się nie spodziewałem.
Dlatego zamiast poprosić o parę milionów złotych, własną wyspę z luksusową willą albo o to, żebym został lepszym piłkarzem niż Ronaldo i Messi razem wzięci, poprosiłem o pierwsze, co przyszło mi do głowy.
– Chciałbym, żeby znikła moja dzisiejsza jedynka z matmy – wypowiedziałem życzenie.
– Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, panie. – Chłopak-dżin znowu się ukłonił z poważną miną. Powiedział jeszcze coś w obcym języku, co brzmiało podobnie do „abrakadabra”, po czym znikł.
Sam nie wiedziałem, czy to się naprawdę zdarzyło, czy tylko tak mi się wydawało. Strasznie dziwne to było…
Przyjrzałem się lampie i zacząłem żałować, że nie poprosiłem o coś lepszego…
Wtedy do śmietnika weszła Daria – starsza ode mnie dziewczyna z sąsiedniej klatki – i od razu stanęła jak wryta. Aż się obejrzałem, czy nadal nie ma tam dżina albo jeszcze czegoś magicznego, ale zobaczyłem, że ona patrzy na te rozsypane stare książki.
Wrzuciła worek ze śmieciami do kontenera i zaczęła grzebać w tych książkach, co wydało mi się dziwne. Zabrałem lampę i wyszedłem.
Zastanawiałem się, czy mama nie będzie się złościć, że przyniosłem coś ze śmietnika, i nie każe mi się pozbyć tej lampy, ale nawet jej nie zauważyła. Siedziała przed komputerem i wyglądało na to, że sprawdza moje oceny w tym koszmarnym dzienniku. Kiedy ona i tato byli w moim wieku, nie było takich wynalazków. Rodzice nie wiedzieli o ocenach dzieci, dopóki nie poszli na wywiadówkę. Zazdroszczę im tego.
– Kamil, chodź no tu! – zawołała.
Struchlałem. Na pewno zobaczyła nową jedynkę z matmy.
– Za co ta trója z polskiego? – spytała mama.
Ani słowa o jedynce!
– Trójka plus – poprawiłem.
Mama popatrzyła spod oka.
– Niewielka różnica – powiedziała. – Stać cię na same piątki, gdybyś tylko wziął się do nauki. Straszny z ciebie leń.
– Uczę się – zapewniłem ją. – Tylko w naszej szkole jest bardzo wysoki poziom. No i dostałem piątkę z plastyki – przypomniałem jej, ciągle zdenerwowany, że zauważy tę jedynkę. – I jeszcze szóstkę z wuefu.
– A z matematyki? Nie poprawiłeś tej jedynki z zeszłego tygodnia? – spytała.
Ani słowa o tej nowej!
Zajrzałem mamie przez ramię i zobaczyłem, że tej jedynki w ogóle nie ma w dzienniku. Jest tylko poprzednia. A to oznaczało, że albo Cyfra jeszcze mi nie wpisała oceny do dziennika, albo to naprawdę był dżin i spełnił moje życzenie.
Nie wiem, jak długo nie byłbym pewien, co właściwie się stało, gdyby nie zadzwonił Antek. Pytał, co było zadane z matmy.
– Zaraz sprawdzę – mruknąłem, szukając zeszytu.
Nie miałem tam zapisanego żadnego zadania.
– Chyba nic nie było – powiedziałem, choć aż mi się to dziwne wydało, bo Cyfra zawsze coś zadaje.
– Niemożliwe – stwierdził Antek. – Cyfra zawsze coś zadaje. Ale skoro obaj nie mamy nic zapisanego, to może zapomniała?
– Może? – zastanowiłem się.
– Zadzwonię jeszcze do Patryka – zdecydował Antek. – Muszę mieć pewność, bo wykorzystałem już brak zadania, a rodzice właśnie zobaczyli w dzienniku dzisiejszą jedynkę z kartkówki…
– Masz jedynkę w dzienniku? – zdziwiłem się.
– Mam. A ty nie?
– Chyba nie… – Trudno było mi w to uwierzyć.
– To masz fuksa, gościu – westchnął Antek.
Potem się okazało, że Patryk też nie ma zapisanego żadnego zadania na jutro, a jego rodzice też już wiedzieli o jedynce. Wszyscy trzej dostaliśmy jedynki, bo kartkówka była niezapowiedziana i tylko tydzień po poprzedniej, skąd mieliśmy wiedzieć, że będzie? Zaskoczyła nas, jak wiele rzeczy w życiu.
Mnie jednak dodatkowo zaskoczył brak jedynki w dzienniku i ta sytuacja z dżinem. Wyglądało na to, że to naprawdę mógł być dżin. I że to zadziałało – spełnił moje życzenie. Jedynka znikła. Nie było jej w dzienniku, choć Antek i Patryk mieli swoje.
Oczywiście mogło jeszcze być tak, że Cyfra przez pomyłkę nie wpisała mi jedynki, ale to było do niej niepodobne. Ona jest skrupulatna. I wredna. Piątkę może i zapomniałaby wpisać, ale jedynkę – nigdy.
Do wieczora nie mogłem się na niczym skupić, bo bez przerwy o tym myślałem. Że chyba znalazłem lampę Aladyna i wywołałem dżina. A on spełnił moje życzenie.
Ale skoro tak, to głupek ze mnie. Bo jeśli to był dżin i mógł spełnić każde moje życzenie, dać mi wszystko, czego bym sobie zażyczył, to zawaliłem sprawę. Wybrałem taką głupotę jak zniknięcie jedynki!
A przecież mogłem dostać, co tylko chciałem… Wielki dom dla mojej rodziny. Mnóstwo pieniędzy, za które moglibyśmy sobie kupić nawet kilka takich domów. Albo własną wyspę jak facet z tego serialu o dżinie. Najbardziej chciałbym taką wyspę, tylko rodzice pewnie nie pozwoliliby mi tam samemu mieszkać…
Przypominałem sobie kolejne odcinki tego serialu, a prawie w każdym z nich ktoś chciał coś, co potem sprawiało mu problemy. I w końcu żałował, że wyrażając swoje życzenie, nie wybrał czegoś innego. Niektórzy żałowali, że w ogóle wywołali dżina…
Ja nie żałowałem, ale rozumiałem tych, co żałowali życzeń. Też żałowałem.
Zmarnowałem swoje życzenie na bzdurę…
Szkoda, że miałem tylko jedno…
Wieczorem długo nie mogłem zasnąć, bo ciągle myślałem o tym, jaki ze mnie głupek. Tak zmarnować życzenie!
Ale rano przypomniało mi się, że dżin z lampy Aladyna może spełnić codziennie jakieś życzenie. I że chociaż ja już nie mogę wypowiedzieć życzenia, bo każdy może to zrobić tylko raz, to przecież są jeszcze inni. Na przykład Antek i Patryk.
Ich było dwóch, więc mieliśmy jeszcze dwa życzenia. Jedno na dziś i jedno na jutro.
Niełatwo było opowiedzieć chłopakom o lampie Aladyna. Wiedziałem, że mi nie uwierzą i będą się śmiać. Przez całą pierwszą lekcję o tym myślałem i dopiero na przerwie powiedziałem im, że zdarzyło mi się coś, w co może nie uwierzą, ale udowodnię im, że to prawda.
Oczywiście od razu przyszło mi do głowy, że jeśli dżin już więcej się nie pojawi, to wyjdę na głupka. Ale wtedy mogłem udać, że to był tylko taki żart. Że ich wkręcałem.
Poszliśmy z Antkiem i Patrykiem na półpiętro, żeby nikt nas nie podsłuchał, i opowiedziałem im wszystko. Nie chcieli uwierzyć.
– Mam tę lampę. Po lekcjach możemy pójść do mnie i się przekonacie. Któryś z was może wywołać dżina i wypowiedzieć życzenie.
– No tak, można tylko jedno. – Patryk przypomniał sobie serial.
– A może po prostu Cyfra zapomniała ci wpisać tę jedynkę? – zastanawiał się Antek.
Patryk się z nim zgodził.
– Ona by zapomniała wpisać jedynkę? – spytałem. – Przecież ona uwielbia wpisywać jedynki!
– Rzeczywiście – zgodzili się.
– Piątkę mogłaby zapomnieć wpisać, ale jedynkę – nigdy! – westchnął Antek.
Ale i tak mi nie wierzyli. Mimo to zaczęliśmy wymyślać życzenia. Chłopaki przyznały, że to moje było głupie.
– Tylko jedną jedynkę kazałeś sobie skasować? – dziwił się Patryk. – Ja bym skasował wszystkie. I jeszcze wszystkie dwóje. Albo nie… ze dwie bym zostawił dla niepoznaki.
– Ja też – zgodził się Antek. – I jeszcze chciałbym, żeby mi dopisał trochę piątek i szóstek.
– No i konsolę do gier! – dodał Patryk.
– Nie mógłbyś chcieć w jednym życzeniu ocen i konsoli – przypomniałem mu. – Pamiętasz, w serialu każdy mógł prosić tylko o jedną rzecz!
– Pewnie nawet nie mógłbyś w jednym życzeniu prosić o skasowanie jedynek i dopisanie szóstek – dodał Antek. – Musiałbyś coś wybrać.
– Sam nie wiem… – zastanawiał się Patryk. – Chyba wolałbym konsolę…
– A może lepiej kasę? – zaproponowałem. – Dużo kasy, a wtedy moglibyśmy sobie kupować najlepsze buty na treningi, nowe konsole, gry, rolki i co tylko zechcemy!
– O tak! – Chłopakom aż się oczy zaświeciły. – Najlepiej, żeby tej kasy było tyle, żeby nam wystarczyło na parę lat.
Na kolejnych przerwach liczyliśmy, ile kasy musimy mieć, żeby wystarczyło nam na co najmniej piętnaście lat. Bo za piętnaście lat będziemy mieli po dwadzieścia pięć i sami sobie zarobimy na swoje potrzebne rzeczy.
Zastanawialiśmy się też nad drugim życzeniem. Kusiło nas, żeby zrobić coś z ocenami. Wszyscy nasi rodzice chcą, żebyśmy się dobrze uczyli, a to wcale nie jest takie proste. Choćby przez te niezapowiedziane kartkówki albo wyrywanie do odpowiedzi, kiedy człowiek się tego nie spodziewa.
Na ostatniej lekcji był wuef i wtedy życie zaskoczyło Antka.
Dostał jedynkę.
Tak, z wuefu.
Skakaliśmy wzwyż, a on jest najniższy w klasie i ta poprzeczka, przez którą trzeba było przeskoczyć, żeby dostać choćby dwóję, sięgała mu tak wysoko, że ciągle ją zrzucał.
Kiedy Kamil opowiedział mnie i Patrykowi, że znalazł na śmietniku lampę Aladyna i wywołał dżina, który spełnił jego życzenie, nie wierzyłem mu. Patryk też mu nie wierzył. Ale bardzo chciałem, żeby to była prawda, i Patryk chyba też bardzo tego chciał.
Lampa Aladyna z dżinem, który spełni nasze życzenia – to byłoby genialne!
Przez cały dzień świetnie się bawiliśmy w szkole, wymyślając te życzenia, ale na ostatniej lekcji skończyła się dobra zabawa. Dostałem jedynkę z wuefu.
Jedynka z wuefu to porażka dla każdego, a dla mnie jeszcze większa, bo pochodzę z rodziny sportowców.
Moi rodzice byli na olimpiadzie. Prawdziwej, międzynarodowej. Co prawda nie zdobyli medali i nie są sławni, ale brali udział w olimpiadzie, a to się mało komu udaje. Nie było mnie wtedy na świecie, rodzice nawet się nie znali, spotkali się właśnie na tej olimpiadzie.
Teraz oboje są trenerami w klubach sportowych. Oczywiście ja też od małego zajmuję się sportem. Podobnie jak moja siostra.
Szybko biegam, gram w piłkę w klubie i chcę zostać napastnikiem w FC Barcelonie. Normalnie bardzo lubię wuef, a ta jedynka była niesprawiedliwa, bo dostałem ją przez mój wzrost. Jestem najniższy w klasie i niektórzy (na przykład ten głąb Kulfon) ciągle mi dokuczają z tego powodu. Kulfon mówi na mnie Konus, więc ja nazywam go Kulfonem, a wtedy on chce mnie stłuc, ale ja zawsze mu ucieknę, bo jestem szybki, a jemu się plączą te długie nogi…
To nie moja wina, że mam taki wzrost, tylko moich genów. Co na to poradzę?
Ta poprzeczka sięgała mi niemal do pasa, a na przykład Kulfonowi, który jest najwyższy w klasie (i najstarszy, bo powtarza rok) nie sięgała nawet do tyłka, więc dostał szóstkę. Puszył się jak paw, bo rzadko dostaje szóstki, i zaczął się ze mnie wyśmiewać. Mówił takie wredne rzeczy, że nie wytrzymałem i go kopnąłem. To było głupie, pan od wuefu też tak uważał i wstawił mi jedynkę.
– Kiedy moi rodzice się dowiedzą, że ich dziecko dostało jedynkę z wuefu, to się załamią – powiedziałem Patrykowi i Kamilowi, gdy wracaliśmy do domu.
– Nie muszą się dowiedzieć, jeśli zrobisz to, co Kamil – próbował mnie pocieszyć Patryk. – Wywołasz dżina z lampy Aladyna i on spełni twoje życzenie.
– Wierzysz w tego dżina? – mruknąłem i Patryk powiedział, że nie, a Kamil jakby się zawstydził i obiecał, że przyniesie mi lampę Aladyna i sami zobaczymy.
Naprawdę bardzo chciałem, żeby ta lampa działała.
Nie wyobrażałem sobie, co będzie, jak rodzice się dowiedzą, że dostałem jedynkę z wuefu. Choć miałem nadzieję, że zrozumieją, że to nie moja wina. To bardziej ich wina, że mam taki wzrost, bo od nich mam geny, choć to też nie ich wina, bo mają je po różnych starodawnych przodkach i nic się na to nie poradzi.
Tylko znając moich rodziców, na pewno stwierdzą, że mogę się nauczyć skakać tak, żeby mieć przynajmniej czwórkę, i będę musiał ćwiczyć te głupie skoki zamiast grać w piłkę. I jeszcze Miśka będzie się ze mnie wyśmiewać…
W domu były mama i oczywiście Miśka.
Mama spytała, jak było w szkole, ale wolałem nie poruszać tego tematu.
– Przyjdą dziś do mnie Kamil i Patryk – powiedziałem.
– No to posprzątaj swój pokój! – Mama zawsze tak mówi, kiedy ma do mnie przyjść jakiś kolega. Chyba myśli, że oni sami mają posprzątane pokoje.
Wracając ze szkoły, ustaliliśmy, jakie dwa życzenia będziemy mieli. Jedno wypowiem ja, a drugie Patryk, bo Kamil swoje już wykorzystał (i zmarnował).
Nasze życzenia wyglądały tak:
Pierwsze: żeby znikły wszystkie nasze jedynki i żebyśmy nigdy nie dostali nowych.
Trochę się baliśmy, że dżin może to uznać za dwa życzenia. No ale wtedy spełniłby tylko jedno, bo tak robił dżin w serialu. Patryk chciał, żebyśmy spróbowali powiedzieć, żeby przybyło nam trochę piątek i szóstek, ale my z Kamilem baliśmy się, że to już będzie jakby trzecie życzenie i dżin może się na nas zdenerwować, jak ten w serialu w ostatnim odcinku, i przestać spełniać życzenia. To byłoby kompletnie beznadziejne: mieć lampę z dżinem i ją zepsuć.
Drugie: milion złotych.
Mamy nadzieję, że to nam wystarczy do czasu, aż dorośniemy i sami zaczniemy dobrze zarabiać, i będziemy mogli sobie kupić wszystko, co chcemy. Próbowaliśmy policzyć, ile dokładnie będziemy potrzebować, ale nie da się tego wyliczyć, bo nie wiadomo, ile co będzie kosztować za kilka lat. I czy nie pojawi się wtedy jeszcze coś, co też będziemy chcieli mieć. Uznaliśmy, że poprosimy o milion. Podzielimy ten milion i pochowamy w różnych miejscach, żeby dorośli się nie zorientowali, że mamy tyle kasy, i będziemy sobie brać po trochę na różne nasze potrzeby i drobne wydatki.
Po obiedzie przyszły chłopaki i zamknęliśmy się w moim pokoju. Kamil przyniósł lampę i nie mogliśmy się z Patrykiem doczekać, aż ją zobaczymy i przekonamy się, czy naprawdę działa. Trochę to trwało, bo Miśka się nudziła i chciała się z nami bawić, więc musieliśmy się jej pozbyć, a to nigdy nie jest łatwe, bo ona jest jak bumerang – wyrzucasz ją, a ona zaraz wraca.
W końcu powiedzieliśmy jej, że mamy swoje sprawy, na które jest za mała i których nie zrozumie. Obraziła się i sobie poszła.
Kamil wyciągnął lampę i już miałem wywołać dżina, ale przypomniało nam się, że chyba trzeba być wtedy samemu, tak jak w serialu. Nie pamiętaliśmy, co się działo, kiedy ktoś wywoływał dżina przy innych osobach, ale woleliśmy nie ryzykować.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Kamil
Antek
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Meritum publikacji
