Lucja Słotka. Wróżka, która widziała za dużo - Marta Guzowska, Leszek Talko - ebook

Lucja Słotka. Wróżka, która widziała za dużo ebook

Marta Guzowska, Leszek Talko

4,3

Opis

„Lucja Słotka. Wróżka, która widziała za dużo” to czwarty odcinek serialu literackiego Marty Guzowskiej i Leszka Talko. W nim – tarot, czarodziejskie kule, wizje i przepowiednie, które kończą się zbrodnią.

Nowym zleceniodawcą Lucji zostaje rekin biznesu – Pan Kowalski. Jest po pięćdziesiątce, z sumiastymi wąsami, w szortach i przyciasnej koszuli, której guziki rozchodzą się na brzuchu, z nieodłączną foliową torbą w ręku. Na nogach nosi sandały i nieskazitelnie białe skarpetki. Kowalski zatrudnia Lucję – Home Disaster Manager – aby zajęła się wielkim kryzysem w jego firmie – call center „Magia Kowalski sp. z o.o.”.

A naprawiać jest co – zanim powstało tu centrum wróżenia, firma nazywała się „Girls Kowalski” i dorobiła się nawet kanału w telewizji kablowej. Ludzie szaleli, dzwonili bez ustanku. Niestety złote czasy minęły, a Kowalskiego gnębi konkurencja: „Magia Twardowski. Prócz braku funduszy na metamorfozę centrum erotyki w centrum wróżenia, sytuację pogarszają kłótnie między pracownikami, którzy przy okazji nakładają na siebie klątwy.  Tarocistka Eulalia jest skonfliktowana z jasnowidzem Eugeniuszem. Swoje niezadowolenie okazują pozostałe wróżki: Eufemia, która widzi całe życie w szklanej kuli i Eurydyka – była pielęgniarka – teraz wróżąca z linii papilarnych. Wróżka od numerologii Eudokia – była nauczycielka matematyki – dopiero w „Magii Kowalski” znalazła szansę, żeby w pełni rozwinąć swój potencjał, ale otoczenie pracy wytrąca ją z równowagi.

Kryzys pogłębia nagła śmierć jednej z wróżek. Kto padł ofiarą mordercy? Jakie były motywy zbrodni?  W rozwiązaniu zagadki towarzyszą Lucji aspirant Konieczny i podkomendny Waldek, którzy jak zawsze pojawiają się na miejscu zbrodni dziwnym zbiegiem okoliczności badając inną sprawę.

Ale to nie wszystko! W tym odcinku Lucja wyjawi tajemnice swojego imienia!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 132

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (30 ocen)
15
11
3
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Sengatime

Dobrze spędzony czas

Przyjemna z lekka absurdalna seria.
00
Azurelight

Nie oderwiesz się od lektury

fajna książka
00
magierakokot

Dobrze spędzony czas

Przyjemnie się czyta
00
elicea

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam 🙂
00
Solind

Nie oderwiesz się od lektury

Najlepsza część z dotychczas wydanych :) Seria idzie w świetnym kierunku :)
00

Popularność




Roz­dział 1

Nie wiem, jak wy­obra­ża­cie so­bie ma­gię. Być może ko­ja­rzy wam się z fa­ta­mor­ga­ną, pu­sty­nią i dżi­nem wy­my­ka­jącym się z lam­py Ala­dy­na. Może z na­stro­jo­wy­mi wrzo­so­wi­ska­mi, na któ­rych ta­ńczą wró­żki i elfy. A może ze sta­ry­mi do­mo­stwa­mi, w któ­rych skrzy­pią trzy­stu­let­nie podło­gi, a po ko­ry­ta­rzach prze­my­ka­ją zja­wy daw­no zma­rłych słu­żących.

W ka­żdym ra­zie by­li­by­ście roz­cza­ro­wa­ni oto­cze­niem ma­gii, z któ­rą ja mia­łam wła­śnie do czy­nie­nia.

Po wy­je­ździe z mia­sta trze­ba było mi­nąć ostat­nie osie­dla sto­jące wśród szcze­rych pól, prze­je­chać obok hur­tow­ni ma­te­ria­łów bu­dow­la­nych i hy­drau­licz­nych, by w ko­ńcu do­trzeć do ogród­ków dzia­łko­wych z jed­nej stro­ny i ci­ągu warsz­ta­ci­ków prze­ży­wa­jących okres świet­no­ści pół wie­ku temu z dru­giej. Po­środ­ku tego wszyst­kie­go stał pi­ętro­wy bu­dy­nek biu­ro­wy z za­cie­ka­mi na tyn­ku i re­kla­ma­mi biz­ne­sów, któ­re mia­ły swo­je pięć mi­nut całe de­ka­dy temu. „Naj­trwal­sze dys­kiet­ki do two­je­go kom­pu­te­ra” – za­chęca­ła jed­na z nich, wci­ąż czy­tel­na. Wy­szczer­bio­ne schod­ki pro­wa­dzi­ły do me­ta­lo­wych drzwi we­jścio­wych z pęk­ni­ętą szy­bą, a przed nimi stał Jan Ko­wal­ski.

Mój nowy zle­ce­nio­daw­ca nie tyl­ko na­zy­wał się jak ty­po­wy Po­lak, ale i tak wy­glądał. Przy­naj­mniej taki Po­lak z me­mów. Po pi­ęćdzie­si­ąt­ce, z su­mia­sty­mi wąsa­mi i si­wie­jący­mi blond wło­sa­mi za­cze­sa­ny­mi na bok z ele­ganc­kim prze­dzia­łkiem, w szor­tach i przy­cia­snej ko­szu­li, któ­rej gu­zi­ki roz­cho­dzi­ły się na brzu­chu, z fo­lio­wą tor­bą w ręce. Na no­gach miał, oczy­wi­ście, san­da­ły i nie­ska­zi­tel­nie bia­łe skar­pet­ki. Za­pew­ne pod ko­lor naj­now­sze­go mer­ce­de­sa, obok któ­re­go za­par­ko­wa­łam swo­je­go for­da mu­stan­ga.

– Za­pra­szam w moje skrom­ne pro­gi – uśmiech­nął się Ko­wal­ski i szarp­nął za drzwi, któ­re jed­nak tak ła­two się nie pod­da­ły. Szarp­nął zno­wu. Po dru­giej stro­nie po­ja­wił się wątły, łysy sta­ru­szek i pró­bo­wał pchnąć je w na­szą stro­nę. W ko­ńcu uda­ło się i drzwi sta­nęły otwo­rem.

– Nie­dłu­go się na­pra­wi – wes­tchnął Ko­wal­ski i klep­nął star­sze­go pana w ra­mię. – To jest pani Łu­cja Słot­ka, będzie tu pra­co­wać, pro­szę wpi­sać ją na li­stę – po­le­cił.

Sta­ru­szek znik­nął w mi­kro­sko­pij­nej dy­żur­ce i wy­chy­nął z niej z an­tycz­nie wy­gląda­jącym ze­szy­tem. Na okład­ce wy­ka­li­gra­fo­wa­no sta­ran­nie sło­wa: „Ksi­ęga we­jść i ze­jść”. Mężczy­zna ją otwo­rzył i wpi­sał: „Łu­cja Słod­ka”.

Zaj­rza­łam mu przez ra­mię.

– Lu­cja – po­pra­wi­łam. – I Słot­ka, przez „t”.

– Za­pi­sa­łem. – Spoj­rzał na mnie, a wła­ści­wie gdzieś obok, bo naj­wy­ra­źniej nie tyl­ko nie­do­sły­szał, ale rów­nież nie­do­wi­dział.

– Pan Zdzi­sław jest od­da­nym pra­cow­ni­kiem od wie­lu lat – tłu­ma­czył Ko­wal­ski, kie­dy szli­śmy ko­ry­ta­rzem w ko­lo­rze yel­low ba­ha­ma, bar­dzo mod­nym w la­tach sie­dem­dzie­si­ątych, dziś okre­śla­nym częściej jako sracz­ko­wa­ty. – Ale on i tak pani nie za­pa­mi­ęta. Dwa lata za­jęło mu za­ko­do­wa­nie so­bie, kim je­stem. Nie­mniej bar­dzo przy­kła­da się do pra­cy.

We­szli­śmy po scho­dach z la­stry­ko na czwar­te pi­ętro. Ba­rier­ka za­czy­na­ła rdze­wieć, far­ba olej­na od­pa­da­ła ze ścian. Pod yel­low ba­ha­ma była wście­kła zie­leń. Do­szłam do wnio­sku, że w tym ze­sta­wie­niu sracz­ko­wa­ty nie jest taki zły.

– Nie­dłu­go się od­ma­lu­je. – Ko­wal­ski mach­nął ręką, ła­pi­ąc moje spoj­rze­nie. – Pew­nie jest pani za­sko­czo­na. Za­pew­ne ina­czej wy­obra­ża­ła so­bie pani cen­trum ma­gii. No, ale je­ste­śmy na miej­scu.

Sta­nęli­śmy przed drzwia­mi ze sklej­ki. Lata temu ja­kiś in­te­re­sant naj­wy­ra­źniej po­sta­no­wił sfor­so­wać je za po­mo­cą sto­py roz­mia­ru czter­dzie­ści pięć lub wi­ęk­szej, po któ­rej zo­sta­ły dwie ma­low­ni­cze dziu­ry nie­mal na wy­lot.

– Nie­dłu­go się wy­mie­ni – za­pew­nił Ko­wal­ski.

Na­ci­snął klam­kę i otwo­rzył drzwi. Dwie­ma pi­nez­ka­mi przy­pi­ęto do nich kart­kę o tre­ści: „Ma­gia Ko­wal­ski sp. z o.o.”.

– Wi­ta­my w na­szym skrom­nym call cen­ter – oznaj­mił wła­ści­ciel.

Za­pra­sza­my do za­ku­pu pe­łnej wer­sji ksi­ążki
Pro­jekt gra­ficz­ny okład­ki Po­ry­sun­ki/Mag­da Da­naj
Re­dak­tor pro­wa­dzącaMo­ni­ka Koch
Re­dak­cjaBe­re­ni­ka Wil­czy­ńska
Ko­rek­taAnna Bur­ger Te­re­sa Zie­li­ńska
Co­py­ri­ght © by Mar­ta Gu­zow­ska i Le­szek Tal­ko, 2022 Co­py­ri­ght © by Wiel­ka Li­te­ra Sp. z o.o., War­sza­wa 2022
ISBN 978-83-8032-828-0
Wiel­ka Li­te­ra Sp. z o.o. ul. Ko­sia­rzy 37/53 02-953 War­sza­wa
Kon­wer­sja: eLi­te­ra s.c.