Jakie piękne samobójstwo - Rafał A. Ziemkiewicz - ebook
Wydawca: Fabryka Słów Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Przeczytaj fragment w darmowej aplikacji Legimi na:

Liczba stron: 393 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka dostępny w abonamencie „Legimi bez limitu+” w aplikacji Legimi z:

Androida
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Czas: 11 godz. 22 min

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Jakie piękne samobójstwo - Rafał A. Ziemkiewicz

Dlaczego Polacy walczyli o swoje zniewolenie?

Wielka klęska może być początkiem wielkiego sukcesu. Wielki sukces może poprowadzić wprost do wielkiej klęski.

Rafał A. Ziemkiewicz otwiera nowy rozdział swojej twórczości, do którego dojrzewał w trakcie ostatniej dekady. To już nie jest zwyczajna publicystyka, to błyskotliwa analiza powodów, dla których na przestrzeni dziejów nasze bohaterstwo obracało się przeciw nam.

Świetnie zaobserwowane i znajdujące potwierdzenie w dokumentach źródłowych analogie i procesy nieuchronnie prowadzące do niepotrzebnego rozlewu polskiej krwi na frontach całego świata.

Siedemdziesiąt lat od zakończenia II Wojny Światowej można już bez kompleksów obalać mity i bajki, którymi karmiono nas z pokolenia na pokolenie.

Opinie o ebooku Jakie piękne samobójstwo - Rafał A. Ziemkiewicz

Cytaty z ebooka Jakie piękne samobójstwo - Rafał A. Ziemkiewicz

Jak celnie zauważył Cat-Mackiewicz, polityka brytyjska wobec nas ograniczała się zawsze właściwie do jednego tylko postulatu: aby nas nie było. Dodatkowe państwo w tym punkcie mapy zupełnie nie pasowało do „niezmiennych” politycznych interesów Wielkiej Brytanii, tym bardziej że obliczając jego potencjał, uznali brytyjscy dyplomaci, że nie będzie ono w stanie odgrywać roli samodzielnej,
na dodatek, jako się rzekło, Polska, która zeszła do grobu jako twór głęboko anachroniczny, niewydolny, nieumiejący przez całe dziesięciolecia rozwiązać żadnego z palących problemów politycznych i społecznych, odradza się jako państwo nowoczesne, republikańskie, z pełnią praw obywatelskich dla wszystkich, niezależnie od płci, majątku i tożsamości etnicznej,
Państwa silne, zwycięskie piszą swoją historię na miarę odniesionych sukcesów, niewiele patrząc na to, co faktycznie miało miejsce. Co więcej, tak samo piszą też historię słabym, biednym i przegranym. I to, co było kiedyś, dopasowują do potrzeb dzisiejszej sytuacji. Historia tych bogatych i silnych musi być historią bohaterstwa, prawości i poświęcenia. Historia przegranych – historią nikczemności i głupoty. Inaczej opinia publiczna pomyślałaby, że podłość i cynizm popłacają, a szlachetność jest karana. A przyjęcie tego do wiadomości wprawiałoby ją w dyskomfort, przez psychologię zwany „dysonansem poznawczym”.
Mit. Dawniej powiedziano by „bajka”, „fabuła” – dziś mówi się na to „narracja”. Opowieść przykrojona do potrzeb tych, dla których jest przeznaczona, mająca coś uzasadnić, coś zilustrować. W świecie masowej komunikacji wszystko opędza się narracjami. Także historię wojny, która ukształtowała współczesny świat.
Polacy zaś, postawiwszy wszystko od razu na jedną kartę, wszystko z punktu stracili na samym początku wojny. Od tego momentu liczyć mogli ze strony świata – i liczyli, i wciąż to robią – co najwyżej na wdzięczność i współczucie. Ani jedno, ani drugie nie jest zaś, niestety, w światowej polityce walutą wymienialną. Jako w czasie wojny światowej, tak i dziś.
Narracja, mit, bajka, polityka historyczna – jakkolwiek to nazwiemy – jest elementem wizerunku państwa, wizerunek przekłada się na wymierne korzyści polityczne, dostarcza uzasadnień i usprawiedliwień. Więc jest normalną częścią państwowego pijaru. Wszędzie. Poza Polską.
Po pierwsze – nie wypominać Niemcom tego, że nas napadli, wymordowali i zrujnowali, by nie narażać świeżej przyjaźni z naszym najlepszym przyjacielem i adwokatem w Europie. Po drugie – nie wypominać tego samego Rosjanom, bo Niemcom i Europie bardzo zależy na tym, żebyśmy mieli z nimi przyjazne stosunki. Po trzecie – nie protestować, kiedy Żydzi dla podkreślenia wyjątkowości i spotęgowania blasku swego męczeństwa fałszują wspólną historię, negując cierpienia nieżydowskie i oczerniając naszych przodków, bo z Żydami po holocauście po prostu nie można się w żaden sposób spierać. Po czwarte wreszcie – nie wypominać Ukraińcom zbrodni na Wołyniu ani Litwinom wymordowania polskich lokalnych elit w Ponarach i nie prostować, gdy zakłamują oni i tę część naszej historii, bo to by zaszkodziło naszym jagiellońsko-giedroyciowym rojeniom o braterstwie z narodami, które odkąd zyskały narodową świadomość, nigdy do bratania się z nami nie przejawiły najmniejszej chęci.
jej nikczemnej roli i o polityce Churchilla. Tak jak wystarczająco – o równie nikczemnej, a potem przyziemnie tchórzliwej polityce Francji. Ale i te nacje musiały przecież dopisać swoje rozdziały do heroicznej narracji sowiecko-amerykańskiej. Rozdziały,
Niczym byśmy zresztą psychiatry narodów nie zaskoczyli – jak pisałem już w „Myślach nowoczesnego endeka”, ten syndrom traumy po przeżytym gwałcie i chorobliwie zaniżonej samooceny, graniczącej z napadami żywiołowego wstrętu do samych siebie, jest dość typowy dla wszystkich krajów postkolonialnych. Typowy jest też jego skutek: dojmująca potrzeba zasłużenia na cudze pochwały, dowartościowania się nimi, sprawiająca, że dotknięta nią zbiorowość skupia się na zadowalaniu oczekiwań cudzych, przedkładając je ponad potrzeby własne.
Albo dyktatura, albo procedura. Jednego z drugim pogodzić się nie da, podobnie jak ruchu lewostronnego z prawostronnym. Dyktatura nieuchronnie uruchamia mechanizmy społecznej destrukcji, i to zarówno po stronie tych, których promuje, jak i tych, których odpycha, przymuszając automatycznie do buntu. Dyktator nieuchronnie wyjaławia swoje otoczenie, a potem wyjałowienie rozprzestrzenia się dalej, coraz szerzej. Zamiast kompetencji, rzutkości, skuteczności mechanizmem awansu jest wierność i zaufanie. Naiwnym