Dowód życia - Piotr Semla - ebook
Wydawca: E-bookowo Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 74 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Dowód życia - Piotr Semla

Jednych interesuje astrologia, więc pośród gwiazd szukają swych mentorów.

Inni są malarzami i kolorami swojej duszy ożywiają płótna.

Jeszcze inni sprzedają kwiaty, by ich pięknem przyozdabiać świat.



Ktoś tworzy historię i zmienia losy świata.

Ktoś inny jest badaczem i karmi ludzkość geniuszem swego umysłu.



Istnieją ludzie szczęśliwi, żyjący w domach zbudowanych z miłości.

I ludzie samotni – którym noc zwierza się ze swych tajemnic.



Wszyscy kimś są i dokądś zmierzają…



A ja?



Ja tylko piszę wiersze…



Tym właśnie jestem. Wspomnieniami. Pragnieniami. Bólem i chwilami szczęścia…

I o tym właśnie piszę. O sobie. Bo muszę pokazać, że istnieję. To ja. Mój Dowód życia.

Opinie o ebooku Dowód życia - Piotr Semla

Fragment ebooka Dowód życia - Piotr Semla





Wstęp

 

Jednych interesuje astrologia, więc pośród gwiazd szukają swych mentorów. Inni są malarzami i kolorami swojej duszy ożywiają płótna. Jeszcze inni sprzedają kwiaty, by ich pięknem przyozdabiać świat.

 

Ktoś tworzy historię i zmienia losy świata. Ktoś inny jest badaczem i karmi ludzkość geniuszem swego umysłu.

 

Istnieją ludzie szczęśliwi, żyjący w domach zbudowanych z miłości. I ludzie samotni – którym noc zwierza się ze swych tajemnic.

 

Wszyscy kimś są i dokądś zmierzają…

A ja?

 

Ja tylko piszę wiersze…

 

Tym właśnie jestem. Wspomnieniami. Pragnieniami. Bólem i chwilami szczęścia…

I o tym właśnie piszę. O sobie. Bo muszę pokazać, że istnieję. To ja. Mój dowód życia.

 

 


Ostatni powiew wiatru

 

 

 

Czerwona łza

 

Powiedz, gdzie ukryłeś swoją siłę,

chyba, że nie wierzysz już w szczęście…

Gdzie jest Twój dom i ogród ze snów…?

 

Żyć tylko powietrzem

karmić się wspomnieniem

walczyć o krople deszczu

i płakać tylko z nudów

 

Być ciągle zły

bo grzechem jest samotność

Nie otwierać ust

by nie zadawać bólu

 

Nie szukać ideału

nie żądać odpowiedzi

nie wiedzieć dlaczego

Zasłonić oczy uciec daleko

 

 

Nie wchodzić w drogę

nie zagradzać ścieżek

Niech idą prosto

prosto do nieba

 

Nie krzyczeć

ktoś może usłyszeć

potem pobiec za głosem

i zgubić się na zawsze

 

Być niewidzialną mgłą

Niech ludzie idą

tam gdzie im kazano

tam gdzie będą szczęśliwi

 

Nie mieć prawdziwych marzeń

mieć tylko takie jak oni

takie które można zawsze zmienić

przez które nie zgasisz słońca z tęsknoty.

 

Cel ostateczny

 

Pragnę kochać pragnę śnić

chcę mieć to o czym marzę

Każdego dnia mieć w oczach łzy

by tylko wiedzieć że czuję

 

Tak wielu ludzi ranić w oczy

by przyjąć wyzwanie i wygrać

Tak wielkie przestrzenie mieć za sobą

by z nimi walczyć i je pokonać

 

Pokonałem słabości by mieć swój ideał

wyzwałem świat, by być panem losu

zdobyłem przyjaciół by nie mieć wrogów

spełniłem marzenia bo świat się uchylił

 

Jestem już tak daleko lecz gdy mam zwyciężyć

staję w miejscu i muszę walczyć ze sobą

Tyle przeszedłem i już nie mogę przegrać

lecz jeśli wygram to co po mnie zostanie?

 

 

Cena bycia sobą

 

Mówili nie dotykaj – dotknąłem

mówili nie patrz – patrzyłem

mówili nie idź – poszedłem

mówili słuchaj – uciekłem

 

Kazali mi się poddać – walczyłem

kazali umrzeć – przeżyłem

kazali się śmiać – płakałem

kazali nienawidzić – kochałem

 

Odebrali mi głos – nie mówiłem

odebrali mi słuch – nie słyszę

odebrali mi wzrok – już nic nie widzę

odebrali mi życie – umarłem

 

Wszystko robiłem inaczej

by nie być jak oni

Nie można ich było przekupić miłością

utopili mnie w moich łzach

 

.... a ja chciałem tylko być sobą.

Gdzieś słyszałem

 

Ojciec powiedział mi

że gdzieś wschodzi słońce

Potem go znienawidziłem

i nigdy już nie widziałem

 

Matka powiedziała mi

że bardzo mnie kocha

Potem ją zraniłem

nawet nie wie jak mocno

 

Ktoś mi powiedział

że życie jest piękne

Potem je zmarnowałem

zboczyłem do samego dna

 

Mówiono mi kiedyś

że dam radę do końca

Potem nikt nie zauważył moich łez

kiedy w nich tonąłem 

 

 

Ludzie powiedzieli mi

że nigdy nie będę sam

Potem wszyscy poznikali

nawet nie wiem gdzie poszli

 

Ktoś mi powiedział

że można latać

Potem stał się kimś innym

a mnie przykuto do ziemi.

 

 

Tam gdzie idę

 

Każdy krok przed tysiąc oceanów

krwawego horyzontu prowadzi

na wieczorny wschód

i nocny zachód

 

Wiele miejsc na nietrwałej platformie

stłumionych myśli

uparcie dążących do mrocznego dna

pustej doskonałości

 

Okruchy słońca chłodzą każdy liść

zwracając upadłe wspomnienia

gdzieś

na końcu nieustannego bólu milczenia

 

Jak kły tygrysa gryzą rodzący się dzień

a mur miłości bezradnie maleje

pozostawiając krawędź

nad niebem straconym.

 

 

Tęsknota

 

Nieogarnięta tęsknota

dalekich mi rzeczy cnota

dalekiej przyjaźni domu

jak ja mam się zwierzyć komu

Bo ona ciągnie w inny ląd

gdzieś w inny świat daleko stąd

 

Najpiękniejszymi myślami

kierujesz się tak latami

może być dobrze i będzie

nikt się marzeń nie pozbędzie

Bo właśnie z marzeń pochodzisz

powracasz a tam się rodzisz

 

Trzeba już wrócić do życia

i tamtej przeszłości zmycia

przeszkodziło przeznaczenie

zniszczyło nasze marzenie

Zanosi już w odległy czas

a tęsknota zostaje w nas.

 

Smutek

 

Lepszy wybór niż iść w te strony

Lepiej pomyśleć niż iść tam…

Zabłąkany już bez marzeń

zagubiony...

 

Jak wyjść z tej mgły?

Żałość smutek lęk przed jutrem…

Ja przegrałem ja wygrałem

ostatecznie...

 

Lecz w mrokach dnia

Gdzieś w mgle codziennych dni

Jasność nocy radość smutku

Jest jeszcze nadzieja...

 

Gdzieś na końcu świata

Widzę Cię w sukni tej...

Jak mam dojść w życiu tym

nieskończonym...?

 

 

Przyszedł czas odnalazł mnie

Trzeba wstać dalej iść

Będę szedł wciąż do Ciebie

tak bez końca...

 

 

Kolejny niewłaściwy krok

 

Jak długo będę uczył się żyć

by w końcu się nauczyć?

Ile popełnię błędów

zanim doczekam się tego ostatniego?

 

Po co w ogóle stać na szczycie?

i tak spadnę niżej niż kiedykolwiek…

Czy jest sens walczyć o marzenia

gdy nawet nie potrafię w nie wierzyć?

 

Dlaczego Bóg dał mi wolną wolę

skoro zawsze wybiorę złą ścieżkę?

Więc dlaczego cierpienie jest tak gorzkie

skoro i tak nie potrafi odebrać mi życia?

 

Kogo mam dziś spytać o drogę

jeśli nikt nie zna jej lepiej ode mnie?

Czy postawię ten jeden właściwy krok

gdy nawet świat może się pomylić…?

 

 

To świat mnie zabił

 

To on trzymał mnie w więzieniu

kiedy byłem nikim

Zabrał moją miłość

gdy już ją wygrałem

Wskazał złą drogę

kiedy miałem w sobie siłę

 

To on zasłonił mi oczy

i nie widzę przeznaczenia

Ukradł mi moje serce

bym był obojętny

Wyrzucił na pustynię

gdy zabrakło mi wody

 

Ten świat tak już zawsze

stwarza mi wyrzuty

za błędy których nie mogłem uniknąć

To on mną kieruje

podnosi słońce gdy dzień

zabiera je gdy noc.

 

Prawda

 

Uczono nas jak być ludźmi

kim teraz jesteśmy?

Uczono nas jak kochać

co teraz czujemy?

 

Wybaczmy marzeniom

to całe ich zło

Wybaczmy światu

ten jego największy grzech

 

Ludzkie serca kłamią

bardziej fałszywe niż prawda

Dowiedziałem się że chcą mi pomóc

dlatego muszą łżeć

 

Nauczono mnie walczyć

bronić się i niszczyć

Zniszczyłem wszystko wokół siebie

spaliłem mój jedyny dom

 

Chciałem wygrać z losem

odzyskać to co mi zabrał

mieć wszystko nie patrząc na cenę

Cena była bardzo wysoka...

Pragnąłem cofnąć czas

i się nie narodzić

Bym nikogo nigdy nie zranił

bym nie poznał gniewu i płaczu

 

Myślałem że kiedyś przeproszę

za wszystko co zniszczyłem

To ‚kiedyś’ może nie nadejść

nienawiść mu nie pozwoli

 

Życzyłem komuś śmierci

teraz jestem gorszy niż on

Okłamywałem się całe życie

całe zmarnowałem...

 

Kazali mi się zmienić

myśleli że potrafię

Walczyłem z ludźmi których kocham

ale zostałem sobą

 

Pokornie złym sobą

pragnącym kochać i żyć

pragnącym szczęścia jak inni...

Pragnącym szczęścia…

 

Cichy szept

 

I gdzieś odejdę

ale Ty będziesz mnie pamiętać

 

Pewnego razu zabraknie mi siły

pomożesz mi

 

Zabłądzę – podasz mi rękę

 

Pokażesz gdzie świat

w którą stronę patrzeć

 

Będę patrzył tam gdzie Ty

tam gdzie zawsze patrzyłaś

Będę szedł i się nie poddam

 

Nie płacze – nie warto

„Nas” nie zapomnij

bo nie będziemy żyli druga raz

 

Czeka długa droga

nieznany ląd daleko stąd

Obce twarze, nowy świat

Znów kochać i odejść w inną stronę

 

Zostawić w sercu to co najcenniejsze…

 

Pamiętaj mnie

bo drugi raz się nie spotkamy

 

i jeśli kiedyś nie będzie Cię obok

słońce zaświeci Twoim blaskiem.

 

Nieczuły

 

Pamiętam ten spacer w parku pośród drzew

mówiłeś mi Boże że też będę mógł

Poczułem słońce na twarzy

a liście nuciły mi pieśń

 

Dużo czasu minęło zanim zrozumiałem

czemu sprawiłeś że się urodziłem

Dałeś mi serce dłonie i skrzydła

i najcenniejszy dar życie

 

Pamiętam ten deszcze w parku pośród drzew

kiedy nie mogłem Cię Boże usłyszeć

Było znowu tak ciemno jak zawsze

i drzewa nie miały liści

 

Biegałem po trawie zimniejszej niż szkło

w wietrze pustym jak pusty jest strach

wierząc że moje stopy tuli zieleń

a niebo oddycha nade mną

 

 

Dzisiaj kiedy idę przez park pośród drzew

próbuję przypomnieć sobie jaki masz głos

Szept swój wznoszę w bezbłękit nieba

dziękuję za piękny sen.

 

 

Powiedz

 

Powiedz co się z nami stanie

kiedy pamięć o nas straci swój blask

i żadne z wypowiedzianych słów

nie przypomni nikomu

 

Powiedz bo kiedyś zgaśnie słońce

i nasze ślady na nieprzebytych

poza nami ścieżkach

znikną jak mgła

 

Powiedz bo kiedy zamknę oczy

i nie zobaczę już niczego

chcę wiedzieć chociaż tyle

czy to wszystko miało sens.

 

 

 


Tam

 

 

Ikar

 

Bóg dał mi skrzydła

nikt nie był wyżej niż słońce

Ja pragnąłem go dotknąć

tylko na chwilę

 

Gdzieś zabrakło wiatru

w sercu zgasł mój płomień

Umarłem tam w marzeniach

martwy spadłem na dno

 

Zapłaciłem wszystkim

za jedną chwilę

za jeden krótki sen

Najpiękniejszy sen

 

Widząc świat z nieba

nie miałem po co się zatrzymywać

Widząc go z ziemi zapragnąłem żyć

zapragnąłem ponad wszystko

 

 

Poczułem ból

przez który nie warto się urodzić

Spełniłem marzenia

dla których warto jest umrzeć

 

Na chwilę byłem szczęśliwy

szczęśliwszy niż dziecko

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.