Życie to namiętność - Joss Wood - ebook
Opis

„Unikała związków. Prościej jest ślizgać się po powierzchni, w nic nie angażować. Obecny stan wcale jej się nie podobał. Miała wrażenie, jakby… żyła. A życie to oczekiwanie, to ekscytacja, namiętność, pożądanie. Nie interesowały jej te rzeczy, nie interesował świat uczuć i doznań. Najlepszy jest pozbawiony wszelkich uczuć seks...”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 159

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Joss Wood

Życie to namiętność

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Zabawny, dobrze zbudowany, seksowny, inteligentny… tak, bardzo inteligentny, kulturalny, pewny siebie… Ma wszystkie cechy, jakich kobieta szuka u mężczyzny, z którym chce spędzić wieczór, góra tydzień.

– Brodie? Pójdziemy do sypialni? – Ręka Kade’a spoczywała na jej żebrach, kciuk delikatnie gładził dolną krawędź piersi.

Brodie Stewart oblizała wargi i przechyliła głowę, nadstawiając szyję do pocałunków. Chryste, co ten człowiek wyprawia ustami! Powinna kazać mu przestać…

Powinna, nie powinna… Powtarzała to sobie każdego ranka od trzech tygodni. Nie powinna czekać na Kade’a w parku Stanleya, nie powinna cieszyć się, widząc, jak biegnie w jej stronę. Nie powinna śmiać się z jego dowcipów. I powinna odrzucić jego zaproszenie na kawę/seks.

Sądziła, że sobie poradzi. Od czasu wypadku, w którym dziesięć lat temu zginął Jay, czasem szła z kimś do łóżka. Była z kilkoma facetami… właściwie z dwoma. Kade wydawał się idealny: kiedyś zawodowy hokeista, obecnie prezes drużyny Vancouver Mavericks, był zatwardziałym kawalerem. Ona, w przeciwieństwie do większości kobiet, nie chciała zmieniać jego stanu cywilnego. Zgodziła się na kawę, bo wiedziała, że Kade’owi nie chodzi o związek.

Zgodziła się, a zarazem… Okej, dawno z nikim nie była i na pewno wyszła z wprawy, ale skąd opory?

Może stąd, że Kade Webb był kimś więcej niż typowym przystojniakiem? Może stąd, że od jego pocałunków serce biło szybciej? Może stąd, że będąc z nim, myślała o miłości, uczuciach, przywiązaniu? A nie chciała myśleć o takich rzeczach.

Odsuwając się od jego piersi, pocałowała Kade’a w brodę, po czym wstała i przeszła do drzwi balkonowych. Przytknęła dłoń do szyby. Z apartamentu na najwyższym piętrze rozciągał się widok na malowniczą zatokę False Creek oraz mosty Granville i Burrard. Spoglądając na nie, zastanawiała się, jak odpowiedzieć na zadane pytanie.

Po chwili obróciła się. Jej serce i libido wołały, by zajęła ponownie miejsce u boku leżącego na kanapie mężczyzny, by zaczęła znów gładzić to cudowne ciało, całować je, zanurzać ręce w potarganych jasnych włosach, patrzeć, jak w brązowych oczach narasta pożądanie. Ale rządził nią rozum i ten kazał jej rzucić się do ucieczki, a potem biec, biec jak najszybciej i jak najdalej, zanim będzie za późno.

Cholera, Kade uzna ją za osobę niepoważną, która sama nie wie, czego chce. A ona po prostu chroniła siebie przed cierpieniem. Fizycznym, emocjonalnym, każdym.

Czuła na sobie jego wzrok. Wiedziała, że Kade czeka na wyjaśnienie, że nie rozumie jej decyzji najpierw na „tak”, potem na „nie”. Ale nie mogła mu powiedzieć, że chociaż jest na niego napalona, to jednak nie może się z nim kochać, bo obudził w niej uczucia, o których dawno zapomniała i których bardzo się bała. W Vancouver mieszka tylu mężczyzn, dlaczego musi to być akurat on, przystojny, bogaty, czarujący Kade Webb?

Westchnęła. Wszyscy wiedzieli, że Kade ma bzika na punkcie sprawności fizycznej, że uwielbia jogging, że zwykle biega rankami w parku Stanleya. Zamiast trzymać się z daleka, Brodie postanowiła sprawdzić, czy dotrzyma mu tempa. Bardzo go to rozbawiło, ale skąd miał wiedzieć, że na studiach uprawiała lekkoatletykę?

Podczas joggingu rozmawiali. Zapominała, że biega z jedną z najlepszych partii w mieście. Dla niej Kade był facetem obdarzonym dużym poczuciem humoru, sporą inteligencją i… seksownym ciałem.

Po paru tygodniach zaprosił ją na kawę/seks. Uznała, że jest dostatecznie silna i odważna, aby przyjąć zaproszenie.

Nie była.

– Rozmyśliłaś się? – Ciszę przerwał niski męski głos.

Uniosła wzrok i odetchnęła z ulgą. W oczach Kade’a nie było złości, jedynie żal.

– Przepraszam. Wydawało mi się… Nie mogę. – Rozłożyła bezradnie ręce.

– Zrobiłem coś nie tak?

– Nie. – Zaczerwieniła się. – Całujesz fantastycznie. Podejrzewam, że… że wszystko robisz fantastycznie.

Kade zmienił pozycję z horyzontalnej na siedzącą, oparł prawą nogę na lewym kolanie, po czym przeciągnął się. Pod cienką koszulką zobaczyła zarys umięśnionego brzucha.

– Przyrzekam, że będziesz miała kontrolę – powiedział. – Możesz w dowolnym momencie sprzeciwić się, a ja natychmiast się odsunę.

Między innymi dlatego tak bardzo się jej podobał. Pod seksowną czarującą powierzchownością krył się człowiek, którego inni nie znali; uprzejmy, troskliwy, zainteresowany tym, aby się dobrze czuła.

Przypominał się jej Jay, a także osoba, którą była, zanim jej życie wywróciło się do góry nogami – pogodna szczęśliwa dziewczyna, która miała cały świat u stóp.

To ją najbardziej przerażało: że pamiętała siebie taką, jaką była dawniej. Jaką już nigdy nie będzie.

Z seksem by sobie poradziła, ale nie z emocjami, z uczuciem zadowolenia, z radością. Bo nikt tak dobrze jak ona nie wiedział, że szczęście może zniknąć w ułamku sekundy. Przygryzła wargę. Na twarzy Kade’a ujrzała cień frustracji.

– Nie rozumiem. Wydawało mi się, że chcesz.

– Chcę, ale… To skomplikowane. Nie chodzi o ciebie. To wszystko moja wina.

Kade pokiwał głową.

– Gdyby chodziło o mnie, byłabyś już naga.

– Przepraszam. – Odsunęła się od okna. – Nie powinnam była…

– Nie przejmuj się. – Wstał z kanapy, przeczesał palcami włosy. – To nie koniec świata.

Dla niego nie. Odkąd skończył osiemnaście lat i został zawodnikiem Mavericksów, nie mógł opędzić się od adoratorek. Od tej pory minęło szesnaście lat; sporo kobiet przewinęło się przez jego życie.

Plusem tej sytuacji, pomyślała Brodie, jest to, że nigdy nie będzie jedną z „dziewczyn Webba”. Ruszyła ku drzwiom, kiedy zabrzęczała komórka Kade’a. Przeciągnął palcem po ekranie i zmarszczył czoło.

– Quinn i Mac są w drodze na górę.

Quinn Rayne i Mac McCaskill, najlepsi przyjaciele Kade’a, jego kumple z drużyny, a obecnie wspólnicy… Tak, wszystko o nich wiedziała, czytała o ich podbojach miłosnych, przygodach i skandalach, choć głównie to wyczyny Quinna dostarczały tematu dziennikarzom. Spojrzała na zegarek. Była 7:36 w sobotni poranek.

– Tak wcześnie?

– Też mnie to dziwi – odparł Kade, ruszając do kuchni. Z ogromnej lodówki wyjął dwie butelki wody. – Masz ochotę? – Pomachał jedną. – Na drogę…?

– Dzięki. – Złapała ją w locie. – Jeszcze raz przepraszam cię za… no wiesz. – Wskazała na kanapę.

– Może kiedyś wyjaśnisz mi swoje powody. – Za drzwiami rozległy się kroki. – Oho, już są.

Brodie otworzyła usta, by się przywitać, ale zamknęła je na widok napięcia na twarzach przybyszy. Mężczyźni, obaj bladzi, obaj z zaczerwienionymi oczami, minęli ją bez słowa i stanęli obok Kade’a.

– Co się stało? – spytał zaniepokojony.

Jeden i drugi położył rękę na ramieniu przyjaciela. Brodie poczuła bolesny ucisk w sercu: znała to spojrzenie. Zamierzali powiedzieć Kade’owi o jakiejś tragedii.

Takie spojrzenie miała jej cioteczna babka Poppy, kiedy przekazywała informację o koszmarnym wypadku drogowym, w którym śmierć poniosło dziesięć osób, między innymi rodzice Brodie, jej najbliższa przyjaciółka Chelsea i przyjaciel, a zarazem narzeczony Jay. Postanowili wybrać się na kolację z okazji jej dwudziestych urodzin. Ona jedna ocalała.

– No, mówcie! – warknął Kade.

– Vernon miał zawał – odrzekł Quinn. – Nie przeżył.

Zobaczyła na twarzy Kade’a wyraz niedowierzania. Wymknęła się cicho na schody. Rozpacz to uczucie prywatne. Obca osoba przeszkadza. Zresztą ona sama wciąż nie pogodziła się z własną stratą, z bólem po zgonie rodziców, przyjaciółki, mężczyzny, którego chciała poślubić. Miała nadzieję, że wiadomość o śmierci przyjaciela nie wywróci życia Kade’a do góry nogami, tak jak to się zdarzyło w jej przypadku.

Pół roku później

Brodie wpisała do tabletu odpowiedź, po czym podniosła wzrok. Zaklęła w duchu, widząc błysk zainteresowania w oczach mężczyzny. Nie miała ochoty odpierać zalotów.

Specjalizowała się w szukaniu partnerek dla mężczyzn i to był jeden z minusów jej pracy. Ponieważ sama była dość atrakcyjna, niektórzy klienci uważali, że nie ma sensu tracić czasu na żmudny proces szukania odpowiedniej kandydatki, skoro takowa siedzi naprzeciwko nich.

– Czy może mi pan opisać swój typ kobiety? – poprosiła, bawiąc się pierścionkiem ze sztucznym szmaragdem i brylantami.

– Lubię drobne zgrabne blondynki, ale jestem otwarty na inne propozycje. Podoba mi się na przykład ktoś, kto wygląda tak jak pani. Mam dwa bilety do opery. Lubi pani operę?

Nienawidziła opery i nie umawiała się z klientami. Nigdy. Z przyklejonym do twarzy uśmiechem podniosła rękę i wskazała na pierścionek.

– Jestem zaręczona. Tom jest komandosem, chwilowo przebywającym za granicą.

W zeszłym tygodniu Tom był Mikiem, właścicielem agencji detektywistycznej. Dwa tygodnie temu była zaręczona z Jace’em, miłośnikiem kajakarstwa górskiego. Jeśli chodzi o narzeczonych, lubiła różnorodność.

Zapisała resztę informacji, ignorując zaczepki klienta, który mimo pierścionka zaręczynowego nadal usiłował ją poderwać. Potem odprowadziła go wzrokiem do zaparkowanego na wprost kawiarni drogiego sportowego auta. Kiedy w końcu znikł, pochyliła się i kilka razy uderzyła czołem w blat stolika.

– Kolejny usiłował zaprosić cię na randkę? – Jan, właścicielka kawiarni, pogładziła Brodie po głowie.

Brodie wcale nie chciała zaprzyjaźniać się z pełną życia starsza kobietą. Rzadko się komukolwiek zwierzała – rozmowy o przeszłości niczego nie zmieniały, więc po co tracić na nie czas? – ale Jan to nie przeszkadzało.

Śmieszne, ale podczas trzech tygodni biegania po parku więcej rozmawiała z Kade’em niż z Jan i Poppy w ciągu dziesięciu lat. Skąd taka myśl przyszła jej do głowy?

Za dnia skupiała się na pracy. O pocałunkach Kade’a i jego twardym ciele myślała dopiero wieczorem, w ciemności, gdy już leżała w łóżku.

– Odpieranie awansów to nieodłączna część mojej pracy. – Brodie przeciągnęła się i zaczęła powoli kręcić głową, próbując pozbyć się napięcia w szyi.

Jan postawiła na stoliku talerzyk z ciastkiem pełnym kawałków czekolady.

– Może to ci poprawi humor.

Brodie czuła, że coś więcej się za tym kryje.

– Śmiało, Jan, o co chodzi?

– Moja trzydziestokilkuletnia kuzynka w końcu dojrzała do myśli o skorzystaniu z usług swatki. Wspomniałam jej o tobie.

Brodie odłamała kawałek ciastka. Zamknęła oczy, delektując się smakiem.

– Mm, to lepsze od seksu, słowo daję.

– Jeśli moje ciastka są lepsze od seksu, to coś, kochana, robisz nie tak. – Jan zmrużyła oczy. – Przyznaj się, zaczęłaś się z kimś spotykać?

Niestety, nie zaczęła. A seks? Pomijając namiętny pocałunek z Kade’em sprzed pół roku, to ostatni raz uprawiała seks… Hm, trzy lata temu, może cztery.

Odłamawszy kolejny kawałek ciastka, zmusiła się, by przestać myśleć o prezesie drużyny hokejowej i popatrzyła na przyjaciółkę.

– Jan, przecież wiesz, że moimi klientami są mężczyźni.

– To bez sensu. Sama siebie ograniczasz.

Może i tak, ale Brodie to odpowiadało. Ona reprezentowała mężczyzn, a jej wspólnik, Colin, kobiety. Dzielili się bazą danych i w sumie nieźle sobie radzili. W dzisiejszych czasach – internetu, chorób, hejterów i kretynów – osoby samotne potrzebowały pomocy przy szukaniu partnera.

– Kobiety są zbyt emocjonalne, zbyt wybredne i zbyt mało samodzielne. Za dużo z nimi zachodu.

Kolejny kawałek ciastka wylądował w ustach Brodie. Po chwili skrzywiła się, uświadomiwszy sobie, że zjadła prawie całe. Chryste, uwielbiała czekoladę, zwłaszcza w kruchych ciasteczkach. Na szczęście miała szybką przemianę materii. Poza tym biegała, ale już nie rano.

– A mężczyznom wcale nie zależy na randkach ze mną. Po prostu podoba im się, że skupiam na nich uwagę. Zapominają, że płacą mi za to.

Rozległ się dźwięk w tablecie oznaczający nadejście nowego mejla. Jan wstała od stolika.

– Nie przeszkadzam, wracaj do pracy. Przynieść ci jeszcze jedną kawę?

– Poproszę. – Brodie przesunęła palcem po ekranie i otworzyła pocztę. Kiedy była zajęta klientem, otrzymała sporo wiadomości, ale tylko jedna sprawiła, że serce zabiło jej mocniej.

W temacie zobaczyła: Twój dar na aukcję charytatywną Mavericksów. Chryste, minęło już tyle miesięcy od jej wizyty w apartamencie Kade’a. Czas o nim zapomnieć!

Niestety Kade nie był typem mężczyzny, który daje się zapomnieć. Prawdę mówiąc, tęskniła za porannym joggingiem, kiedy mieli park wyłącznie dla siebie. Na widok zbliżającego się Kade’a zawsze czuła podniecenie. Lubiła, kiedy nie pozwalał jej zwalniać, kiedy namawiał ją do większego wysiłku, kiedy…

Potarła twarz. Dobra, starczy tego. Ma prawie trzydzieści lat, prowadzi własny biznes, najprzystojniejszym i najbogatszym kawalerom w mieście z powodzeniem znajduje partnerki. Nie powinna ciągle myśleć o tym jednym, od którego uciekła…

Oj, ty żałosna babo! Otworzyła mejla.

Szanowna Panno Stewart!

W imieniu prezesa Vancouver Mavericks, pana Kade’a Webba, pragnę serdecznie podziękować za Pani dar na organizowaną przez nas aukcję, która odbędzie się w dniu 19 czerwca. W załączniku znajdzie Pani zaproszenie na lunch, jaki wcześniej tego dnia organizujemy dla naszych miłych darczyńców. Zapraszamy Panią również na bal oraz aukcję; wszystkie szczegóły zamieszczone są w drugim załączniku.

Z poważaniem,

Wren Bayliss, dyrektor Działu PR

Vancouver Mavericks

Co to, to nie. Pomysł wsparcia aukcji wyszedł od Colina i to on powinien reprezentować firmę na lunchu i na balu. Zresztą nie bardzo wierzyła, że znajdą się chętni, by skorzystać z ich usług. Kto by chciał się przyznać przed tłumem przyjaciół, znajomych i współpracowników, że nie potrafi znaleźć swojej drugiej połowy? Oczywiście Wren i Colin wyśmiali jej obawy. Twierdzili, że siostry, bracia i przyjaciele będą licytować w imieniu swojego rodzeństwa czy znajomych. Poza tym goście mogą licytować przez telefon, a więc poniekąd anonimowo.

Z uwagi na ilość portali randkowo-małżeńskich w sieci Colin uznał, że warto umocnić pozycję firmy wśród elity Vancouveru. Udział w aukcji organizowanej przez Mavericksów był nie lada osiągnięciem. Ponieważ Colin zajmował się marketingiem i reklamą, Brodie postanowiła odstąpić mu swoje zaproszenie.

Owszem, bała się spotkania z Kade’em. Wprawdzie minęło wiele miesięcy od ich ostatniego joggingu, ale nadal czerwieniła się na myśl o tym, jak zerwała się z kanapy. Zachowała się jak dziewica, która zgadza się na coś, czego nie chce. Nie chce? Chryste, wciąż miała erotyczne sny i fantazje z Kade’em w roli głównej!

W tablecie ponownie rozległa się melodyjka. Brodie otworzyła kolejną wiadomość.

Hej, Bro!

Pewnie też dostałaś zaproszenie na lunch dla sponsorów organizowany przez Mavericksów? Ja niestety nie mogę pójść. Tego dnia jesteśmy z Kay umówieni na wizytę u speca od niepłodności, więc będziesz musiała sama reprezentować naszą firmę.

Uściski, Col

Jęknęła w duchu. Boże, spraw, żeby Kade’a tam nie było.

Tytuł oryginału: Pregnant by the Maverick Millionaire

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2016

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2016 by Joss Wood

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-3193-0

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.