Wydawca: Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2016

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 203

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Życie podziemne Julii - Patrycja Koza


Życie podziemne Julii Patrycji Kozy to literatura kobieca, kontrowersyjna, przepełniona erotyzmem i brutalnością otaczającej nas rzeczywistości. Książka szczera do bólu, wywołująca w czytelniku szereg sprzecznych uczuć. Dzieło, które szokuje i zmienia postrzeganie kobiet.

Podziemne życie bohaterki dzieje się za kulisami teatru jakim jest życie publiczne. Julia to inteligentna, młoda dziewczyna mieszkająca w dużym polskim mieście. W momencie, kiedy wydaje jej się, że ułożyła sobie wygodnie życie ze swoim wybrankiem, ten okazuje się totalnym draniem. Bohaterka przeżywa jego zdradę i bolesne rozstanie i radzi sobie z tym na różne sposoby. Decyduje się czerpać z życia garściami i traktować mężczyzn tak samo, jak oni kobiety – jak zabawki. Pierwsza okazja do odreagowania emocji trafia się szybko.

Opisy romansów, ale także przemyśleń i wniosków, do jakich Julia dochodzi są brutalnie szczere. Niejednokrotnie mogą być szokujące, trochę wulgarne, ale takie właśnie jest życie podziemne kobiety. Książka dedykowana jest osobom pełnoletnim, które są gotowe poznać kulisy życia erotycznego i emocjonalnego Julii. Bohaterka przekracza wiele granic, nie tylko przyzwoitości. Robi rzeczy, na które każda kobieta miała lub ma ochotę, ale jej nie wypada. Życie podziemne kobiety to tabu, którego się nie porusza. Niektórych sekretów nie mówi się nawet przyjaciółce, ale teraz możesz poznać je wszystkie. Zrozumieć co siedzi w głowie kobiety, co ją pociąga, czego tak naprawdę pragnie i co myśli o innych.

Opinie o ebooku Życie podziemne Julii - Patrycja Koza

Fragment ebooka Życie podziemne Julii - Patrycja Koza

Patrycja Koza
Wydawnictwo Psychoskok

Patrycja Koza „Życie podziemne Julii”

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2016 Copyright © by Patrycja Koza, 2016

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład: Wydawnictwo Psychoskok

Projekt okładki: Wydawnictwo Psychoskok

Zdjęcie okładki © Fotolia - Maksim Šmeljov

Autor zrezygnował z korekty profesjonalnej wydawnictwa

Tylko dla dorosłych czytelników

ISBN: 978-83-7900-549-9

Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

wydawnictwo.psychoskok.pl e-mail:wydawnictwo@psychoskok.pl

Rozdział 1

- Kurwa mać! - Julia wychyliła zawartość ostatniego kieliszka i trzasnęła nim o stół. – Pierdolony złamas, kutas i frajer!

- Totalny sukinsyn Julka, nie rozumiem tego - odpowiedziała Marta, potrząsając głową. Grzywka przylepiła się jej do czoła, dziewczyna zaczynała mrużyć oczy. Butelka, którą wypiły razem wprowadziła już je w mocny stan zamroczenia.

- Ja tego też nigdy nie zrozumiem. Nawet nie chcę! W dupie go mam i cały pieprzony, kurwa, męski świat. Nie ma na tym świecie uczciwych mężczyzn. Założę się, że nawet nasi ojcowie tak naprawdę są złamasami.

- Nie przesadzaj, nie mów tak - protestowała Marta.

- O, przepraszam, ty swojego przynajmniej znasz. Hyk! - Julię dopadła już pijacka czkawka i zaczęła coraz bardziej męczyć, więc zrezygnowała z dalszych wypowiedzi.

- Chyba nam już starczy, co? Chodź Julka, możesz spać u mnie na kanapie, albo ze mną, Konrad dzisiaj nie wraca. - wstała z trudem z kanapy i podała przyjaciółce rękę, żeby  pomóc jej także się podnieść.

- Nie chcę spać, nie mogę. Kurwa nie mogę. Przez tego dupka nawet nie zmrużę powieki. Powiedz mi, jak on mógł? Tyle czasu na boku posuwać tę rudą wywłokę? Nie kochana, ja nie dam rady. - Julia zatoczyła się nad stołem.

- No chodź, proszę. - Marta pociągnęła ją delikatnie.

Julia jednak poddała się przyjaciółce. Wiedziała, że nie można opierać się jej matczynym odruchom. Zawsze tak było, że Marta, jej wspaniała przyjaciółka opiekowała się nią w najgorszych chwilach. I w najlepszych też. Cudowna babeczka. Tylko, że Julia była już mocno nabuzowana, nie wiedziała sama, czy silniej targały nią emocje, czy wódka. W całym zamroczeniu postanowiła udać, że się kładzie, ale jak tylko usłyszała chrapanie Marty z sypialni, wstała, ubrała z wielkim wysiłkiem buty i wypadła na klatkę schodową.

- Dobra, dobra. - mruknęła do siebie, kiedy zatoczyła się nad wycieraczką. Oparła rękę o ścianę i gdy na chwilę odzyskała równowagę ruszyła szybko przed siebie.

Jeszcze wczoraj rano wydawało jej się, że jest szczęśliwa. Że ma najlepszego faceta pod słońcem. Przeznaczenie, motylki w brzuchu. Trzy lata dobrego związku, pełnego uniesień i kilku drobnych upadków... Z czego ostatni z nich nie był taki drobny. To był upadek porcelanowej lalki z najwyższego wieżowca w tym kraju. Człowiek, któremu ufała bezgranicznie i z którym chciała spędzić resztę życia okazał się największym kłamcą i oszustem. Pokruszył i podeptał całe jej delikatne, wrażliwe serce. Jak mogła być tak naiwna? Jak mogła oddać mu tyle z siebie?

                Wyszła z budynku i opuściła osiedle. Szła pijana przez ciemny park. Normalnie nigdy by się tu nie wybrała o tej porze, ale tej nocy wszystko jej było obojętne. Próbowała kolejny raz odtworzyć moment, kiedy zobaczyła Marka z tamtą kobietą. W głowie zachował jej się tylko krótki obraz tego, jak jej ukochany mężczyzna przerzucił zgrabnie kochankę przez oparcie ICH wspólnej kanapy i posuwał ją od tyłu. Ukochany? I ten krótki moment, kiedy zobaczył Julię i nie przestawał poruszać się, nie przestał pieprzyć tej małej ladacznicy. A potem już tylko czarna dziura. Jedna, wielka, czarna dziura, jakby mózg Julii chciał wyprzeć wszystkie wydarzenia. Może zaczęła krzyczeć? Może płakała? Rzucała przedmiotami? Co powiedziała? Co on powiedział? Czarna dziura...Tak, chyba płakała, a może nawet dostała jakiegoś ataku paniki, bo pamięta już tylko moment, gdy wybiega z jego mieszkania i trzęsącą się ręką wykręcała numer Marty.

Nagle, nie wiadomo skąd, na ścieżce pojawił się jakiś zakapturzony facet. Szedł szybko z rękoma w kieszeniach. Zamyślona Julia nie zdążyła przesunąć mu się z drogi i zderzyli się silnie ramionami. Oboje zatoczyli się. Ona mocniej i musiała kolejny raz podeprzeć się, tym razem praktycznie na ziemi.

- Patrz Pani jak idziesz. - burknął mężczyzna. Zatrzymał się i przyglądał jej spod kaptura zatrzymując wzrok na rozpiętym płaszczyku.

- A pierdol się złamasie! Pojawiasz się nie wiadomo skąd, leziesz środkiem drogi, wpadasz na mnie i jeszcze pouczasz?! - krzyczała wstając i otrzepując dłonie z ziemi.

Stali sami w środku nocy, w ciemnym parku, w jednej z bocznych alejek. Ani przez moment nie pomyślała o jakimś niebezpieczeństwie. Alkohol i furia, która ją tu doprowadziły dodawały jej odwagi.

- Pardon madam. - odparł krótko facet. Chyba nie spodziewał się takiej agresji u kobiety. Znów zawiesił na niej wzrok, a konkretniej na jej nogach i spódnicy. - Tylko wie Pani, o tej porze samotna kobieta musi uważać w tej okolicy... Różnie to bywa. - Juli wydało się, że widzi jak pod tym kapturem facet zaciska mocno usta.

- Dziękuję za podpowiedź, ale świetnie sobie radzę sama. - wściekła ruszyła dalej. Nie obejrzała się nawet za siebie i spróbowała skierować swoje myśli z powrotem na wczorajszą sytuację. Na to jak jej Marek bzykał inną laskę. Świetnie sobie radzili? Co za absurd. Kiedy doszła do końca alejki obróciła się gwałtownie, jakby słowa przypadkowego mężczyzny dopiero do niej dotarły, ale jego już nie było. Pewnie zniknął w mroku. I dobrze.

- W dupie tam. - mruknęła do siebie i skierowała swoje kroki w stronę stawu.

Siadła na małym molo, ściągnęła buty i zamoczyła stopy w wodzie. Przyjemny chłód nieco ją orzeźwił. Wokół nie było nikogo. Nad wodą unosiła się delikatna mgła. Tak, to chyba jest jej magiczny moment. Poruszyła delikatnie stopami i obserwowała powstające na tafli wody kręgi. Powiększały się i odpływały coraz dalej.

„Co za dupek. Zmarnował mi trzy lata życia. Wierzyłam, że jest tym jedynym.” - myślała Julia. „Marzyłam o pierścionku, ślubie i założeniu rodziny. Czułam, że to ostatni uczciwy facet na tym świecie, ale jak widać nie ma takich i nigdy nie było. Lepiej będzie jak sobie to uświadomię teraz, raz na zawsze. Nie mam już serca, zostało zniszczone i podeptane. Nie pozwolę już nigdy nikomu go dotknąć. Teraz to ja będę się bawić męskimi uczuciami i fiutami. Proszę bardzo! Czegoś mi brakuje? Nie. Mam dobrą pracę, kasę, cudowny charakter i świetne cycki. Tyle wystarczy do sukcesu. Chociaż nie... Teraz marzę jeszcze o zemście. Robić tym świniom to samo, co oni kobietom. Zdradzać, wykorzystywać. Traktować ich wszystkich jako niesympatyczny, ale jednak konieczny dodatek do penisa. Właściwie to zawsze miałam ochotę korzystać z życia. Marek tylko mnie ograniczał. Ja sama ograniczałam siebie wierząc w miłość. Miłość? Chyba tylko w tanich lekturach i radiowych piosenkach. Wszyscy jesteśmy zwierzętami i mamy potrzeby. Marek był przeciętny w łóżku, ale kochałam go i wydawało mi się to nie tak istotne, jak nasze uczucie. Byłam w błędzie. Każdy ma potrzeby, każdy chce próbować i eksperymentować. Jeśli nie mówi o tym głośno, to tym gorzej, bo trzymając swoje potrzeby głęboko na uwięzi - dusi się. Ale ja już nigdy nie będę się dusić. Będę teraz korzystać z życia na maksa. Przecież tylko o to chodzi...”

Z rozmyślań wyrwało ją na chwilę kołysanie mola. Kręgi na wodzie były większe i nie zaczynały się tylko przy jej stopach. Odwróciła się powoli i zobaczyła postać stojącą na początku drewnianego pomostu. Gdy jej oczy drażnione światłem odbitym od tafli wody przyzwyczaiły się do ciemności, jakie panowały na końcu mola, rozpoznała sylwetkę faceta, którego mijała wcześniej w alejce. Szybko oceniła sytuację – jedyna ewentualna droga ucieczki została właśnie przez niego zastawiona. Postać stała nieruchomo, jakby analizując swoje możliwości i zamiary. Julka chodziła kiedyś na kurs samoobrony, oczywiście szybko z niego zrezygnowała, ale jedną maksymę pamiętała doskonale - „być zawsze krok do przodu przed oprawcą”. Silne emocje, które targały nią tego wieczoru oraz spore ilości alkoholu, który w siebie wlała dodały jej odwagi. Odezwała się pierwsza:

- Więc jednak wróciłeś za mną. . .

Facet poruszył się, ale nie podszedł bliżej.

- Wieczór się nie udał? - usłyszała niski głos mężczyzny.

Wzruszyła ramionami i mruknęła:

- Nieudany nie znaczy, że nie wyjątkowy. A Twój?

- Słaba domówka. Wracałem już do siebie, kiedy na mnie wpadłaś. - odpowiedział. - To znaczy wpadliśmy na siebie. - zrobił dwa kroki w jej stronę. Zauważyła, jak gładko przeszedł z poprzedniego „Pani” na „Ty”. I dobrze.

- Hmm... w każdej chwili ten wieczór może zmienić się na lepszy. Chodź, usiądź koło mnie. - pogłaskała kusząco miejsce tuż obok niej.

Facet, najwidoczniej zaskoczony jej zachowaniem bez słowa podszedł bliżej i usiadł. Chyba spodziewał się nieśmiałej wystraszonej dziewczynki. O nie, koniec z wrażliwymi dziewczynkami. Wyczuł woń jej perfum i alkoholu, to pewne.

Julka poczuła dreszcz podniecenia, kiedy obcy mężczyzna posłuchał jej i zbliżył się tak szybko. Musi być stale krok przed nim. Proszę, dopiero co zdecydowała się korzystać z życia i wszystkich jego fizycznych pokus, a okazja już się zjawiła. Albo teraz albo wcale. Choćby był jakimś psycholem. Zresztą... nie miała już niczego do stracenia.

- Skąd jesteś? - zapytał facet.

- Cicho... Nie zadawaj zbędnych pytań. - odwróciła twarz w jego stronę i uśmiechnęła się zalotnie. Odpowiedział uśmiechem. - Dlaczego tu za mną przyszedłeś?

- Chcesz szczerze, czy tanią bajerę, że martwiłem się o obcą kobietę?

- Chcę tylko szczerze.- zaczęła uważnie przyglądać się jego twarzy przysłoniętej kapturem. Miał około trzydziestu lat, choć w tym świetle mogła się mylić. Mocno zarysowana szczęka, lekki zarost. Duże, kształtne usta. Ciekawe jak smakują? Z pewnością muszą być miękkie i pyszne... Zbliżyła nieco twarz w ich kierunku.

- Twój płaszczyk i spódniczka. To dlatego wróciłem. Masz boskie nogi. Nie mogłem się oprzeć, żeby za tobą nie zawrócić. - położył dłoń na jej kolanie i zaczął je powoli głaskać.

Julia poczuła, że z każdą chwilą wzrasta jej chęć na tego faceta. Ten ciemny park, cisza. Dwie obce osoby na molo i to, co przed chwilą powiedział. Wysunęła jedną stopę z wody i zaczęła nią pocierać o jeansy mężczyzny.

- A cóż takiego podoba ci się w moim płaszczyku? - spojrzała mu głęboko w oczy i zaczęła kusząco rozpinać swoje guziki.

Facet obserwował ją. Oblizał usta. Jego dłoń przesunęła się wyżej po udzie i zacisnęła mocniej w połowie. Na tę pieszczotę Julia odpowiedziała cichym jękiem. Jej oddech przyśpieszył. Czuła jak jej bielizna zaczyna robić się wilgotna z podniecenia.

- Te guziczki... i to pod spodem. - podniósł rękę z jej uda i zanurzył pod płaszczykiem.

Chłód nocy i jego dłonie sprawiły, że piersi Julii natychmiast zareagowały. - Mmm... tutaj też schowałaś dorodne guziczki. - chwycił mocniej jej sutek.

Kobieta westchnęła z rozkoszy i położyła swoją dłoń na jego rozporku. Czuła jak pod jej ręką wypukłość spodni rosła. Spodobało jej się to. Zaczęła powoli masować jego penisa przez jeansy, a on w tym czasie złapał łapczywie jej pierś i pieścił okrężnymi ruchami. Kręciło jej się w głowie od wypitego alkoholu, ale czuła, że nie może się zatrzymać. „Tyle wystarczy” – pomyślała i popchnęła faceta. Leżał na molo, a ona wstała.

- Co robisz? - spytał zdezorientowany i podniecony.

Lekko zachwiała się kołysana wypitą wódką.

Zamknij się i leż. - dyrygowała nim.

- Podniosła spódniczkę. Ściągnęła majtki i rzuciła je na deski. Stanęła w rozkroku nad jego głową. Facet chwycił ją za łydki i nie spuszczał wzroku z jej krocza.

Patrzył na nią tak łapczywie. . .

- O tak. - wydyszała i opuściła się powoli na jego twarz.

Klęczała na molo z jego głową między kolanami, a ona zaczął lizać ją jak opętany. Ssał mocno, jakby chciał ją wessać całą. Julia pochyliła się, rozpięła jego rozporek. Kutas momentalnie wyślizgnął się na wierzch. Napluła sobie soczyście na dłoń i nasmarowała śliną członka. W blasku nocy wyglądał imponująco. Wszystko wokół wydawało się jakieś magiczne i niewyobrażalne. Jak sen. Kołysała biodrami nad twarzą nieznajomego, powoli doprowadzając się do ekstazy. Gdy była już blisko, uniosła się gwałtownie. Przesunęła nad nim do przodu. Złapała penisa mocno w rękę i opuściła na niego gwałtownie i głęboko.

- Aaaach! - krzyknęła. Zaczęła poruszać się w górę i dół jęcząc coraz głośniej.

Chwycił ją za pośladki i zaciskał silnie dłonie. Idealnie, tego potrzebowała. Posuwała go coraz szybciej. Nagle nabiła się głęboko, usiadła na nim i przestała na chwilę oddychać. Obezwładniająca fala rozkoszy sprawiła, że zrobiło jej się ciemno przed oczami. Całe jej ciało pulsowało orgazmem jak szalone. W mroku nocy, w opustoszałym i cichym parku, przetoczył się głośny, niesamowity jęk rozkoszy, wydobyty z głębi kobiecego ciała.

Podniosła się powoli. Kiedy to robiła, facet też eksplodował. Ochlapał jej łydkę i kawałek spódniczki. Odwróciła się, uśmiechnęła krótko, bardziej do siebie niż do niego. Opuściła spódniczkę niżej, wygładziła materiał jak gdyby nigdy nic. Przeszła bezpardonowo nad jego głową i ruszyła przez molo. Nie podniosła leżących obok majteczek.

- Ale zaraz, zaraz, czekaj... Może mi chociaż zostawisz swój numer? - wychrypiał facet, jeszcze w lekkim szoku.

- Nie pierdol kochany. - odpowiedziała i odwróciła się. Jeszcze mocno pijana, ale zadowolona, wróciła do swojego mieszkania.

Rozdział 2

- Julia, kurwa! Gdzieś ty zniknęła? - usłyszała wrzask przyjaciółki w słuchawce telefonu, kiedy wreszcie zdecydowała się odebrać dzwoniącą od pół godziny komórkę.

-  Marta... nie krzycz. Łeb mi pęka. - wyjęczała z wysiłkiem do słuchawki.

- Łeb ci może pęknąć jeśli zaraz mi nie powiesz, gdzie jesteś!

- U siebie... - wymamrotała Julia.

- W swoim mieszkaniu? Ale jak? Kiedy wyszłaś? - martwiła się Marta.

- Nie pamiętam... czekaj. Jak zasnęłaś chyba. Tak mi się zdaje.

- Najwidoczniej, bo gdybym nie spała, to raczej bym cię nie wypuściła samej z mieszkania we wczorajszym stanie. Jak dotarłaś do domu? Jak się czujesz?

- Umieram na ból głowy i suchoty. Na piechotę wracałam chyba... Czekaj.

- Co?

- Przypomniałam sobie coś fajnego. - zaśmiała się nerwowo Julka.

- Że cię ktoś zgwałcił po drodze? - Marta zażartowała. Strach o przyjaciółkę już opadał.

- Ha, ha! Można tak powiedzieć, chociaż... w sumie to prędzej ja kogoś zgwałciłam. I uciekłam z miejsca zbrodni, ha, ha.

- Ty poważnie mówisz? - przyjaciółka była mocno zaskoczona.

- No, bzykałam się na molo z jakimś przypadkowym gościem. Pamiętam jak przez mgłę.

- No to pięknie! - Marta zaczęła się chichrać do słuchawki. - Ale wszystko w porządku?

- Patrząc na zwłoki mojej spódnicy lepiej niż w porządku. Powiem ci... nic tak nie leczy złamanego serca jak seks z przypadkowym, nic nieznaczącym byle kim z bylekąd. Od rana nie uroniłam ani jednej łzy i czuję, że mam wyjebane do potęgi. Oby na stałe.

- Oby. Przyjadę do ciebie jak sama uporam się z kacem, to opowiesz mi co zapamiętałaś i czy ten kloszard był dobry, ha, ha! - Marta śmiała się szczerze do słuchawki.

- To do później kochana, cześć. - Julka rozłączyła się i poszła po tabletki przeciwbólowe, żeby choć trochę ulżyć swojej ciężkiej głowie.

Rozdział 3

W biurze nie było tego dnia wiele pracy. Julka do dwunastej zdążyła już właściwie wszystko ogarnąć.

- Jak tam? Masz chwilkę? Może kawa? - pochylił się nad jej biurkiem Piotrek.

- Bardzo chętnie, akurat mam luz. - uśmiechnęła się.

- Wpadnij do mojego gabinetu, najlepiej zaraz.

Piotrek jest dobrym kumplem z pracy, z którym Julka flirtuje od miesięcy. Do tej pory przeszkodą w czymś więcej niż tylko flircie był jej eks, Marek. Ale były to były. Przeszłość, która już praktycznie nic nie znaczy. Odkąd Piotr dowiedział się o jej rozstaniu z facetem nie traci czasu. Ich flirt wszedł na wyższy level. Jakieś podszczypywania, klapsy w pośladki, kiedy zostawali sami, stały się porządkiem dziennym. Otwarcie ją podrywał i zaczepiał. Cała ta zabawa wydawała się Julii szalenie ciekawa i przyjemna. Poprawiała jej samopoczucie i samoocenę. I jakaż to miła odmiana w papierkowej pracy.

Skończyła pisać ostatnie zdanie na komputerze, zapisała plik. Wstała zza biurka, obciągając niżej ciasną, elegancką spódnicę. Weszła do gabinetu Piotrka i zauważyła opuszczone żaluzje. Mężczyzna zalewał właśnie wrzątkiem dwie kawy.

- U, jaki klimacik panuje w tym gabinecie, no proszę. - powiedziała lekko skrępowana panującą tam intymnością.

- Nie podoba się? Bo ja nie mam nic przeciwko temu, żebyśmy zostali sam na sam.

- Ja też nie, Piotrze. Jak tam dzisiaj, niewiele roboty? - sięgnęła po kubek z kawą i dolała sobie mleka.

- Nie wiele, nie wiele. - przysunął się. Stali oparci o blat stołu. Jego dłoń zbliżyła się do spódnicy i delikatnie zaczęła muskać materiał. - Moglibyśmy spędzać ten czas produktywniej.

- Produktywniej? Co masz na myśli? - Julka flirtowała coraz chętniej.

Piotrek tylko uśmiechnął się zalotnie i korzystając z braku protestów dziewczyny powoli podwijał jej spódnicę.

- Nieładnie zakładać taką bieliznę do pracy... Nie wstyd ci tak kusić kolegów? - zaczął pieścić jej udo tuż nad pończochą. Zahaczył palcem o majteczki. Julka rozsunęła uda patrząc na niego znacząco.

- Nieładnie to ty się zachowujesz właśnie. - udała, że go karci.

- Nie podoba się?

- Podoba. - pochyliła się i polizała wolno jego usta.

Piotr natychmiast zareagował. Przycisnął się kroczem do jej podbrzusza, tak, że czuła jaki jest na nią napalony. Rękę z uda przesunął wyżej, na majtki i pieścił jej muszelkę pocierając dłonią w przód i tył. Drugą ręką złapał za jej krótkie włosy i pocałował mocno. Podnieciło ją to bardzo. Wpychał język coraz głębiej i posuwał dłonią ostrzej. Jednym palcem przesunął cienki materiał majteczek. Poczuł jak śliska i gładka jest jej cipka. Prawie całkiem odpłynęli, gdy do pokoju ktoś zapukał.

Odsunęli się gwałtownie od siebie, Julka sięgnęła po kubek, a Piotrek odwrócił tyłem do drzwi, żeby ukryć tak sporą erekcję.

- Panie Piotrze bardzo proszę, żeby Pan podpisał jak najszybciej te dokumenty. Czekam już od rana. - do gabinetu wślizgnęła się sekretarka, nie zwracając nawet uwagi na to, co się w nim dzieje.

- Jestem trochę zajęty Małgoniu. - powiedział zakłopotany. Delikatnie kamuflował się.

- Tak, wiem, wiem, ale to nie może czekać. - kobieta stanęła uparcie przy biurku i widać było, że łatwo nie ustąpi.

Piotrek chwycił szybko teczkę i zasłaniając nią dyskretnie krocze siadł przy biurku.

- W takim razie nie będę przeszkadzać. Pa. - stwierdziła Julka i wyszła z gabinetu obrzucając sekretarkę pogardliwym spojrzeniem.

Jebana suka – pomyślała – że też musiała się przypierdolić w takim momencie. Sfrustrowana siadła do komputera, i jako że i tak nie miała pracy na najbliższe godziny (ani też perspektywy pikantnej zabawy z kolegą) włączyła czat. Nie mając czasu na zbędne gadki - szmatki, wybrała pokój „sex”. Po rozstaniu z Markiem odnajdywała na czacie dobra zabawę. Nie zawsze, ale często. Zauważyła, że pojawiają się tam głównie dwa typy facetów. Brzydcy, samotni, których nikt nie chce, tacy, którzy liczą na to, że w Internecie znajdą prawdziwą miłość. Typ skrzywdzonego romantyka. Żenada. Zdolni są stworzyć udany związek tylko z taką samą pokaleczoną pokraką, jak oni sami. I drugi rodzaj facetów – napaleni, wiecznie głodni, ścigający każdą możliwą cipkę, chętni do spotkań w jedynym, przyjemnym celu. Tego drugiego typu szukała dzisiaj. Po czterdziestu minutach segregacji Internetowych, męskich odpadów wydawało jej się, że trafiła na kogoś odpowiedniego. „Szatyn Śródmieście”. Rozmowa toczyła się nieskrępowanie, flirtowali ostro i bez przynudzania.

Facet był napalony i podtrzymywał podniecenie, które wywołał w niej wcześniej Piotrek. Do tego był chętny na spotkanie. Umówili się od razu po pracy w pobliskiej knajpie.

Koleś przyszedł punktualnie, na przywitanie pocałował Julkę w policzek. Wyglądał trochę przeciętnie, ale generalnie miała to w dupie. Była nakręcona i miała nadzieję, że wreszcie sobie ulży. Nie był szczególnie wysoki, włosy miał koloru ciemny blond. Jasne, pogodne oczy, łagodne rysy twarzy.

Zamówili po piwie. Żartowali. Facet wciągnął ją na kolano i zaczął miziać nosem po szyi. Czuła jak twardnieją jej piersi i sutki. Wreszcie. Szybko zaczęli się całować i było nawet przyjemnie. Próbowanie czyichś ust po raz pierwszy jest zawsze przyjemne. Adrenalina nakręcała ją coraz bardziej. W końcu szepnęła mu do ucha „Może przeniesiemy się w jakieś spokojniejsze miejsce?”. W taksówce obściskiwali się już jak nastolatkowie. Nagle zadzwonił jego telefon. Oderwał się od Julii i odebrał.

- Tak Kochanie? Ojejku, naprawdę? Ale jak to? Chyba żartujesz? Czy to może poczekać do jutra? No oczywiście słoneczko, zaraz będę. - rozłączył się i spojrzał ze smutkiem na swoją towarzyszkę.

- Kurwa, przepraszam Cię, ale wypadło mi coś okropnie ważnego. Może przeniesiemy randkę na jakiś inny dzień? Bardzo chcę Cię poczuć, wiesz... - i znowu wsunął ręce za jej bluzkę.

Rzucił taksówkarzowi jakiś adres, potem stówę wraz z prośbą „odwiezienia tej damy gdzie sobie tego zażyczy”.

Drugi raz dzisiaj była na skraju totalnego podniecenia i drugi raz ją ostudzono. No nie. Wysiadła pod sklepem niedaleko swojego bloku. Kupiła wino i wróciła sfrustrowana i wściekła do mieszkania. Trzasnęła drzwiami. Otworzyła butelkę, pociągnęła najpierw spory łyk prosto z gwinta, a dopiero potem nalała pełny kieliszek. Zrzuciła spódnicę i koszulę. Pończochy i majteczki wciąż wilgotne zostawiła na sobie. Siadła przed komputerem i odpaliła ulubioną stronę porno. Przeleciała kategorie, które zwykle ogląda i stwierdziła, że dzisiaj hardcore jej chyba nie zadowoli. Dotarła do zakładki gangbang, włączyła pierwszy lepszy film. Odchyliła się na krześle i wsadziła dłoń za koronkę majtek. Na filmie czterech kolesi obracało jakąś blondynkę. Julia była tak nakręcona po całym dniu, że już po minucie szczytowała boleśnie. Czuła jak śliska i nabrzmiała jest jej cipeczka. Pulsowanie orgazmu nie ustawało, a ona dalej posuwała się palcami. Wpychała je w siebie coraz mocniej i szybciej, obserwując film. Kiedy zaczęła wyobrażać sobie, że aktorzy to Piotr, a drugi to ten facet z czatu, ciemny blondyn o przekornej ksywie „Szatyn”, poczuła drugą falę rozkoszy. Nieco zmęczona wyciągnęła dłoń z siebie i spojrzała na mokre palce. Taka strata panowie, taka strata. Sięgnęła po wino, upiła pół kieliszka i gdy odstawiła szkło uśmiechnęła się na widok lepkich śladów na naczyniu.

- A mogłam tak oblepić wasze penisy. - mruknęła do siebie, upiła jeszcze trochę i oglądała dalej film.

Aktorka miała teraz świetną zabawę. Jeden członek w ręce, pozostałe trzy w każdym możliwym otworze – ustach, tyłku i cipce. Nie zmieniając pozycji wróciła do masturbacji, którą przerwała po dwóch kolejnych orgazmach. Nie miała już siły. Wyłączyła film w połowie, wychyliła jeszcze jeden kieliszek wina i poszła spać... odrobinę mniej sfrustrowana i zła.

Rozdział 4

Nie ma gorszego uczucia niż to, kiedy ktoś cię zawiedzie. Nic tak nie rozpierdala twojego naturalnego stanu. Sama sobie jesteś winna. Po chuj robisz sobie nadzieje? Czym bardziej zależy Ci na kimś, czym bardziej go lubisz, tym twoje oczekiwania stają się większe. Liczysz na coś. Na to, że dotrzyma obietnicy. Na to, że zrobi ci niespodziankę, zaskoczy cię miło. Czekasz, aż się postara, zrobi wrażanie, którego oczekujesz. Twój mózg oszukuje cię. Przestań liczyć na cokolwiek i wierzyć w jakiekolwiek obietnice. Nie ma na świecie takiej osoby, której możesz być stuprocentowo pewna. Nie ma nikogo, na kim możesz polegać – prędzej czy później rozczarujesz się. Czym twoje nadzieje większe, tym szybciej i boleśniej się zawiedziesz. Nie możesz polegać nawet na sobie samej. To po prostu niemożliwe.

Całe życie i relacje z ludźmi polegają na tym, że robisz sobie te pierdolone nadzieje i oczekujesz czegoś, a potem jeb! Zawiodłam się na tobie. I tak w kółko. Gorycz jest tak okropna, że nie można sobie z nią radzić jak z innymi uczuciami. To nie jest smutek, na którego pozbycie się znasz już milion sposobów. To nie jest złość, którą wykrzyczysz i wyrzucisz z siebie w ataku szału. „Zawiodłam się na tobie” to najgorsze co możesz powiedzieć i usłyszeć. Od kogoś najbliższego. Nie pieprzonej polonistki, która gani cię za oceny. Nie od głupiego szefa. Nie od trenera, któremu obiecałaś schudnąć te dwa kilo. To też kiepskie, bo przypomina ci o twoim grubym tyłku. Ale najgorzej jest usłyszeć lub powiedzieć to osobie, o której myślisz, że jest tą drugą częścią ciebie. Nie chodzi mi o idealne połówki. Chodzi mi o to, że spotykasz na swojej drodze anioła. Twoim aniołem może być twoja matka, dla której chcesz zrobić i dać wszystko, co najlepsze. Może być nim twoje dziecko, przyjaciel, partner. Każdy ma lub miał kogoś takiego.

Zawiodłam się na tobie. Nie chcesz tego powiedzieć głośno, ale to jedyne co może podsumować pewne słabe akcje. Masz wieloletniego przyjaciela, najlepszy człowiek na świecie. Tak fenomenalny człowiek, że aż idealny. Skoro idealny, to i twoje nadzieje są wygórowane? Tylko czekać, kiedy się coś zjebie w waszej relacji. Kiedy twoje poważne nadzieje będą tylko śmiesznym „zawiodłam się”. Myślisz, że kiedykolwiek wróci przyjaźń jak tamta? Nie. Żadna już nie będzie wystarczająco dobra. Nie licz na kogokolwiek.

Zawiodłam się na tobie. Kobiety są takie naiwne. Milion oczekiwań wobec mężczyzn. Wyrzuci śmieci, posprząta po sobie skarpetki, kupi mi kwiaty, nie pójdzie na mecz, nie będzie pił, nie będzie wciągał, oświadczy się, będzie mnie nosił na rękach. Jeszcze więcej nadziei z każdym dniem. Zrobi to, tego nie zrobi. A potem gorycz porażki, nierealności twoich mrzonek. Frustracja. Są takie kobiety, które prośbą i groźbą (tudzież dupą) osiągną to, czego chcą, wpierdolą faceta tak głęboko pod pantofel, że czasem zastanawiam się, czy to jeszcze resztki mężczyzny, czy jej kukiełka z wypchanym portfelem? To też jest „zawiodłam się”. Ale to myśli sobie on, po cichu, byleby despotka nie domyśliła się, że może być niezadowolony z bycia sługusem. Nie będzie pił? Po chuj robisz takie obietnice, skoro oboje wiemy, cały świat wie, że ich nie dotrzymasz? OK, chcesz być fajnym facetem, czarować słówkami, czaruj. Kobieta wie swoje, nie uda się. To dlaczego kiedy się nie udaje ogarnia ją to beznadziejne uczucie? Czysta głupota i naiwność.

Jedyna prawda jest taka – nie można stuprocentowo na kimś polegać. Nie ma wśród twoich bliskich osoby, która cię nigdy nie zawiodła. Jeśli wydaje ci się, że jest taki wyjątek – poczekaj, zawiedziesz się prędzej niż myślisz. Z biegiem czasu nauczysz się patrzeć na ludzi pustymi oczami, nie mieć oczekiwań, nie przywiązywać się. Pogódź się z faktem, że każdy cię zawiedzie. Zbuduj sobie otoczkę cynizmu świadomie, bo nieświadomie będzie budowała się wokół ciebie bardzo boleśnie i długo.

Rozdział 5

- Hej Marta. Masz czas chwilę pogadać? - Julka dodzwoniła się dopiero za drugim razem do swojej przyjaciółki.

- Dla Ciebie zawsze znajdę czas. Jak się czujesz?

- Nie odbierałaś, więc myślałam, że może jesteś zajęta... A co ci będę pierdolić. Spotkałam się wczoraj z jednym gościem.

- O proszę, kto to? - zapytała Marta.

- Pamiętasz jak jakiś tydzień temu ustawiłam się po pracy z jednym gościem z Internetu? „Szatyn Śródmieście”? - zapytała Julia.

- Aaa, ten burak, do którego zadzwoniła w taksie dziewczyna? Nie mów, że się z nim znowu spotkałaś?

- No wiesz, każdy działa zgodnie ze swoim sumieniem. Zdradza kogoś, czy nie, co mnie to obchodzi. Ważne, że ja się dobrze bawiłam.

- Racja. Mam nadzieję, że najlepiej. Opowiadaj na szybko co i jak, bo mam zaraz wizytę u dentysty. - ponaglała Marta.

- Po tamtej akcji pisał do mnie kilka razy. Chciałam w sumie go już olać... ale pojawiła się perspektywa kolejnego piątkowego wieczoru w samotności. Lepiej pić wino samej czy z penisem, powiedz sama?

- Oczywiście, że z penisem. - Podsumowała Marta. Ludzie w poczekalni spojrzeli na nią zdziwieni. No tak, słowo tabu w miejscu publicznym. Penis. - No i co? Gdzie się spotkaliście?

- Powiem Ci, że cudownie ten wieczór wypadł. Pojechaliśmy najpierw na zakupy. Łazimy po markecie, wrzucamy do koszyka jakiś makaron i tak dalej. On podchodzi do stoiska z warzywami, patrzy na mnie i starannie dobiera zielone ogórki. Jakby chciał dobrać rozmiar do mnie. Cały czas szły jakieś podteksty, cały czas mnie nakręcał. W samochodzie dorwał się do mojej szyi i jebany, zrobił mi kilka malinek. Siedzę dzisiaj w golfie i jaram się wczorajszą nocą.

- Gdzie pojechaliście? - Marta chciała wiedzieć więcej.