Zaopiekuj się mną. Tygrysek czeka na pomoc! - Holly Webb - ebook

Zaopiekuj się mną. Tygrysek czeka na pomoc! ebook

Holly Webb

4,6

Opis

Kotek Oli być może jest malutki, ale ma za to wielką osobowość i zew do przygody. Tygrysek co i rusz wpada w jakieś tarapaty, a Ola go z nich wyciąga.  Jednak pewnego dnia kociak znika, a dziewczynka zupełnie nie wie, gdzie ma go szukać. Czy i tym razem uda się jej uratować małego przyjaciela, który czeka gdzieś, samotny i zmarznięty?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 55

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (66 ocen)
48
12
6
0
0

Popularność




Tytuł oryginału: A KITTEN CALLED TIGER
Przekład: PATRYK DOBROWOLSKI
Redaktor prowadzący: AGNIESZKA SKÓRZEWSKA-SKOWRON, ANETTA RADZISZEWSKA
Redakcja: TERESA ZIELIŃSKA
Korekta: KATARZYNA MALINOWSKA
DTP: Studio 3 Kolory
First published in Great Britain in 2017 by Stripes Publishing LIMITED An imprint of the Little Tiger Group 1 Coda Studios, 189 Munster Road, London SW6 6AW Text copyright © Holly Webb, 2017 Illustrations copyright © Sophy Williams, 2017 Author photograph copyright © Nigel Bird
© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o., Warszawa 2019 All rights reserved
Wydanie I
Wszystkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie całości albo fragmentów książki możliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody wydawcy.
ISBN 978-83-8154-446-7
Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o. 00-807 Warszawa, Al. Jerozolimskie 94 tel. 22 379 85 50, fax 22 379 85 51 e-mail:[email protected]
Konwersja:eLitera s.c.

Dla Angel i Poppy – dwóch odważnych kotków!

.

– Olu, szybko, obudź się. Popatrz na to! – Mama zbliżyła telefon do twarzy córki, a zaspana dziewczynka wytężyła wzrok i przyjrzała się zdjęciu na ekranie.

Od kiedy rodzice zgodzili się na przygarnięcie kotka, regularnie sprawdzała stronę okolicznego schroniska oraz tablicę ogłoszeń w supermarkecie. Jednak wyglądało na to, że akurat nie było bezdomnych kotów – aż do dzisiaj.

– Ojej, mamo! Ale cudowne! Naprawdę są na sprzedaż? Możemy pojechać je obejrzeć?

Zdjęcie przedstawiało kilka kociąt wtulonych w siebie wewnątrz kartonowego pudełka. Nie miały tam wiele miejsca, ale wszystkie zwierzaki niewątpliwie uważały pudełko za najlepszy dom z możliwych. Ola była niemal pewna, że są cztery kocięta, ale policzenie ich nie było łatwe.

– Tak, naprawdę, możemy je obejrzeć. Pani Róża, ich właścicielka, umieściła to zdjęcie na Facebooku i napisała, że jeśli ktoś ma ochotę ją odwiedzić, będzie miała czas w ten weekend. Wysłałam jej wiadomość z pytaniem, czy możemy przyjechać dzisiaj. Zdjęcie przysłała mi twoja ciocia Jania. Pani Róża jest jej koleżanką. Ciocia powiedziała, że gdy tylko zobaczyła te kotki, pomyślała o tobie!

– Są takie małe i puszyste... – zachwycała się Ola, przesuwając palcem po ekranie. Po chwili zdjęcie zniknęło, a dziewczynka westchnęła. – Ups, przepraszam, mamo, jeszcze nie do końca się obudziłam. Chciałam po prostu je pogłaskać!

Mama uśmiechnęła się, biorąc telefon od dziewczynki.

– Mnie najbardziej podoba się ten rudo-biały, ale ten w paski też jest śliczny. Obawiam się, że czeka nas trudny wybór. Ojej, spójrz! Pani Róża odpisała i zaprosiła nas na godzinę dziesiątą. Zieeew. Sama nie wiem... Olu, co ty o tym sądzisz? Jest trochę wcześnie jak na sobotę, prawda?

Po chwili mama roześmiała się, widząc, jak Ola wyskakuje z łóżka, zrzucając z siebie kołdrę.

– Czyli jednak uważasz, że możemy jechać? Musimy tylko obudzić Laurę i Basię. Tata też jeszcze śpi.

– Mamy tylko dwie godziny! – pisnęła Ola. – Obudź go natychmiast, mamo! I powiedz Laurze i Basi, że jedziemy obejrzeć kotki. Jestem pewna, że wyskoczą z łóżek w rekordowym tempie!

– Pospieszcie się – jęknęła Ola. – Zobaczcie, to jest ten dom, numer dwadzieścia dwa. Lauro, nie musisz brać ze sobą pluszowego kotka, skoro jedziemy obejrzeć prawdziwe...

– Mój kotek im się spodoba – oznajmiła stanowczo Laura, szykując zabawkę, torebkę i wszystkie kocie ubranka, po czym zaczęła wysiadać z samochodu.

Miała tylko trzy lata, a rodzice postanowili, że zastanowią się nad zwierzakiem dopiero wtedy, gdy mała będzie w odpowiednim wieku, żeby zrozumieć, że żywy kotek to nie kolejna zabawka. Dlatego Ola nie mogła się doczekać urodzin siostrzyczki bardziej niż swoich.

Druga siostra Oli, pięcioletnia Basia, pobiegła szybko do przodu i sama próbowała otworzyć zasuwę ogrodowej bramy. Była równie podekscytowana jak jej starsza siostra. Żadna z nich nie była w stanie zjeść śniadania i z niedowierzaniem patrzyły na tatę i Laurę pałaszujących płatki.

– No dobrze... – Tata zamknął samochód i zaprowadził Laurę do bramy. – Chodźmy!

Basia zdołała w końcu się uporać z bramą i gdy po chwili szli ścieżką w stronę domu, otworzyły się przed nimi frontowe drzwi. Stała w nich kobieta ubrana w koszulkę w paski i machała do nich.

– Widziałam, że nadjeżdżacie. Jestem Róża – powiedziała, podnosząc srebrzystą kocicę, która próbowała wymknąć się między jej nogami. – A to Milka, mama kociąt.

– Jest śliczna – stwierdziła mama Oli.

– To prawda – przyznała pani Róża. – Wejdźcie do środka. Szczerze mówiąc, Milka jest za młoda na własne dzieci. Była przybłędą. Ciągle przychodziła na mój balkon i wreszcie ją przygarnęłam. Nie wiedziałam wtedy, że to oznacza dla mnie opiekę nad pięcioma kotami, a nie jednym!

– O rany! – westchnęła Ola.

Spotkanie takiego stadka było spełnieniem jej marzeń.

– W każdym razie możecie obejrzeć kotki. Są w kuchni.

Wchodząc do przedpokoju, Ola poczuła, jak mocno bije jej serce. Kuchenne drzwi były zamknięte i pani Róża musiała je ostrożnie otworzyć, żeby nie uderzyć żadnego kotka buszującego po drugiej stronie.

– Ach! Kotek! – zawołała Basia na widok wyłaniającego się zza drzwi kociego pyszczka.

Zwierzątko natychmiast zniknęło i mama delikatnie skarciła Basię:

– Kochanie, pamiętaj, o czym rozmawiałyśmy. Musicie być cicho przy kotkach. Krzyki mogą je wystraszyć.

Basia pokiwała głową, ale Ola widziała, że jej siostra jest tak podekscytowana, że niczego nie słyszy. Przełknęła głośno ślinę, a pani Róża otworzyła kuchenne drzwi na oścież. Dziewczynka czuła się tak, jakby ze zdenerwowania zaschło jej w gardle. Od dawna marzyła o tej chwili!

Kuchnia pani Róży wyglądała, jakby została opanowana przez kociaki. Wszędzie leżały porozrzucane kocie zabawki, przy kaloryferze stał koszyk, a przy kuchennym stole ustawiono ogromną konstrukcję do wspinania, ze słupkami do drapania i z dziuplami, w których leżały koce. Kiedy wszyscy weszli do środka, mały rudy kotek przestał zlizywać masło z tosta i podniósł na nich wzrok.

Pani Róża postawiła na podłodze Milkę i westchnęła.

– To było moje śniadanie – powiedziała do kotka, zdejmując go ze stołu. – Swoje już zjadłeś. – Następnie zwróciła się do Oli i jej rodziny: – Są słodkie, ale wszędzie ich pełno. – Skrzywiła się. – Zaraz, zaraz. Ile kociąt widzicie?

Ola się zaśmiała. Kiedy już zobaczyła kociaki, to dziwne uczucie zniknęło.

– Trzy – odpowiedziała. – Ten, który lizał pani tosta...

– I jeszcze jeden rudy, na ściance wspinaczkowej – zauważyła Basia.

– I mała kotka przy drzwiach – dodała Ola, wyglądając zza stołu.

Kotka bawiła się pluszowym króliczkiem, który był prawie takiej samej wielkości jak ona, tarzając się bez końca po podłodze.

– A powinny być cztery – wyjaśniła kobieta, rozglądając się po kuchni. – Jednego brakuje. Jest jeszcze jeden kotek i uwierzcie mi, on zawsze płata figle!

Ola przykucnęła, żeby sprawdzić pod stołem, ale był tam tylko ten rudy, który nadal oblizywał umorusane masłem wąsiki. Nagle podnosząc się, dziewczynka dostrzegła na szczycie regału z książkami końcówkę ogona w paski.

– Czy to on? – spytała, wskazując go palcem. – Za tymi zdjęciami?

– Jak on tam wszedł? – roześmiał się tata. – To gigantyczny skok dla takiego malca.

Pani Róża pokręciła głową z uśmiechem.

– Nie sądziłam, że któreś z nich się tam dostanie. Zgaduję, że wskoczył na stół z drapaka, stamtąd na zlew, a potem wspiął się po zasłonie... Ta kuchnia jest jak wielki koci plac zabaw. Ale zdecydowanie ten jest najbardziej żądny przygód!

– Witaj – wyszeptała Ola