Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Wielka opowieść o czasach heroizmu i okrucieństwa
„W 1945 roku nie zakończyła się tylko druga wojna światowa. W istocie dobiegła końca wojna trzydziestoletnia, jaką świat toczył od 1914 roku” – pisze Sławomir Leśniewski. Rzeź lat 1914–1918 i krwawy koszmar lat 1939–1945 są w jego ujęciu przejawami wielkiego globalnego konfliktu pierwszej połowy XX wieku – przedzielonego jedynie dwoma dekadami kruchego pokoju. Te dramatyczne wydarzenia są połączone gęstą siecią współzależności i stanowią związaną ściśle ze sobą całość.
Nie tak miała się potoczyć historia świata. W wiek XX Europa wchodziła jako bogaty i szczęśliwy kontynent, który zdążył niemal zapomnieć o wielkich konfliktach zbrojnych z poprzedniego stulecia. Jak to możliwe, że wiek wielkiego rozwoju cywilizacyjnego, wynalazków i kultury przyniósł również bestialstwo godne najciemniejszych czasów ludzkiej historii?
Zimno okopowego błota, szmer gabinetowych gier podczas zatrutego pokoju, chrzęst gąsienic pancernych starć i oskarżycielskie milczenie tysięcy ofiar. Ta książka jest podróżą przez 31 lat, które z pierwszej połowy XX stulecia uczyniły najstraszniejszym okres w dziejach ludzkości.
Historia obu wojen światowych jest rodzajem współczesnej mitologii. To przypowieść o złu, dobru, ale i odcieniach szarości. O bohaterstwie i nikczemności, o wielkich czynach i strasznym okrucieństwie. Sławomir Leśniewski opowiada o niej z szacunkiem dla faktów, ale i odwagą w ich interpretacji, stosując nieszablonową perspektywę.
Ta książka przypomina, że największe katastrofy rodzą się z pychy i przekonania, że „tym razem będzie inaczej”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 610
Opieka redakcyjna: MAŁGORZATA DUDZIAK
Redakcja: MATEUSZ CZARNECKI
Korekta: ALEKSANDRA KALINOWSKA, EWA KOCHANOWICZ, ANETA TKACZYK
Projekt okładki i stron tytułowych: KIRA PIETREK
Fotoedycja: MIRON KOKOSIŃSKI
Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ
Fotografia na okładce: © Daxus/E+/Getty Images
© Copyright by Wydawnictwo Literackie, 2026
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-09367-2
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).
Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
„[Z]askakująco wczesne nadejście surowej zimy na wschodzie [zmusza armię – przyp. S.L.] do natychmiastowego wstrzymania wszystkich większych operacji natarcia i przejścia do obrony”.
Fragmenty instrukcji Hitlera nr 39 z 8 grudnia 1941 roku
W 1610 roku do Moskwy weszły polsko-litewskie pułki hetmana Żółkiewskiego, w 1812 roku wkroczyły do starej rosyjskiej stolicy wielonarodowe wojska Napoleona. Armii Hitlera nie było to pisane. W końcu listopada 1941 roku jej czołowe oddziały znalazły się na przedpolach metropolii, widocznej w szkłach lornetek, ale nie zdołały zrobić ostatniego kroku. Führer na darmo zacierał ręce z radości. Zabrakło odrobinę, aby poczuł atmosferę Kremla, ale zamiast tego musiał nakazać przejście do obrony.
Operacja „Tajfun” ruszyła na całego 2 października. Już w pierwszym tygodniu jej trwania do niemieckiej niewoli powędrowało 600 tysięcy radzieckich żołnierzy okrążonych pod Wiaźmą i Briańskiem. Powróciło wspomnienie z pierwszych dni wojny. Obok niego jednak delikatny zrazu niepokój, gdyż pogoda zaczęła się wyraźnie zmieniać. Pod wpływem masywnych opadów deszczu rozmiękłe drogi stały się trudną przeszkodą dla ciężkiego sprzętu kołowego i gąsienicowego. Czołgi niezdarnie taplały się we wszechobecnym błocie, a ciężarówki z zaopatrzeniem zapadały się po osie kół. Innego sposobu jego dostarczenia na bezpośrednie zaplecze i pierwszą linię frontu nie było. Nie mogły tego załatwić zrzuty lotnicze ani zbyt słabo rozwinięta sieć kolejowa. Dodatkowy problem wiązał się z faktem, że główny węzeł przeładunkowy mający obsługiwać Grupy Armii „Północ” i „Środek” znajdowały się w odległej o setki kilometrów Warszawie. W konsekwencji tych wszystkich czynników świetnie rozwijająca się operacja utknęła – należało poczekać, aż drogi staną się przejezdne. Oczekiwanie na przymrozki, które miały to sprawić, oznaczało, że po ich nadejściu pozostanie już bardzo niewiele czasu na zdobycie Moskwy jeszcze w 1941 roku.
Czołgi PzKpfw IV podczas przeprawy przez rzekę na froncie moskiewskim, październik 1941 roku.Z perspektywy Londynu i Waszyngtonu już po kilku dniach trwania niemieckiej ofensywy na Moskwę pesymizm co do możliwości powstrzymania Niemców przez Rosjan zdecydowanie wzrósł. Także oni sami, pomimo heroicznego oporu, zaczynali mieć wątpliwości, czy im się to powiedzie. W „Izwiestiach” pojawiły się charakterystyczne słowa: „Nad Moskwą i naszym krajem wisi groźba”. Ich wymowy nie potrafiły przykryć żadne krzepiące wywody o dumie, bohaterstwie i woli walki ludzi radzieckich, szczególnie Moskwian, którzy już niebawem mieli stanąć w obliczu zbliżającego się wroga. W połowie miesiąca z Moskwy ewakuowano dyplomatów i zagranicznych korespondentów, co potwierdzało powagę sytuacji i bezpośrednie zagrożenie. Nie tylko oni opuścili stolicę. Wyjechało wielu dygnitarzy partyjnych i urzędników państwowych, również członkowie rządu, których skierowano do Kujbyszewa. W długich konwojach ciężarówek i taborem kolejowym wywożono sprzęt fabryczny i instalacje o wojskowym znaczeniu. Podobnie działo się w wielu innych miastach. Stalin zdał sobie sprawę, że tylko w ten sposób da się uratować potencjał produkcyjny państwa i prowadzić nadal walkę. Punktem docelowym dla zdemontowanych zakładów stała się azjatycka część Związku Radzieckiego. Przeniesiono tam również ogromną rzeszę inżynierów i robotników, w tym wiele kobiet – niemal 25 milionów ludzi! Za Uralem zastali straszliwe warunki: śnieżne zaspy, mróz, brak jedzenia, puste pola, na których miały zostać odtworzone fabryki zbrojeniowe. Dziesiątki tysięcy osób zmarły, pozostali byli traktowani niczym niewolnicy, uczestnicząc w katorżniczej pracy, dzięki której armia mogła podtrzymać obronę.
To jednocześnie był sygnał dla ludności, wśród której pojawiły się oznaki paniki. Nikt nad nią nie potrafił zapanować i miasto z dnia na dzień zaczęło pustoszeć. O ile we wrześniu zamieszkiwało je ponad 4,2 miliona ludzi, to kilka tygodni później ich liczba spadła o ponad milion, a w styczniu miała być już tylko niewiele wyższa od 2 milionów. Doszło do bandyckich napadów i rozkradania mienia. Po ulicach pod osłoną nocy kręciły się bandy oprychów, bezwzględnych w działaniu i czujących się coraz bardziej bezkarnie.
Stalin także zaczął poważnie rozważać wyjazd z miasta. Miał zamiar przenieść się do Kujbyszewa i stamtąd organizować obronę Moskwy. W pogotowiu czekały na niego specjalny pociąg oraz kilka samolotów, w tym ulubiona maszyna przywódcy – Douglas DC-3. Kiedy jednak został powiadomiony o zaminowaniu podmoskiewskiej daczy, do której często jeździł i wyśmienicie się w niej czuł, zażądał natychmiastowego rozbrojenia min. Później był na dworcu i chodził wzdłuż wagonów przyszykowanego dla niego pociągu. Działo się to 18 października. Możliwe, że w tamtym właśnie momencie podjął decyzję o pozostaniu w stolicy. Wbrew przeżywanym lękom i depresji, jakby na przekór narzucającej się logice wydarzeń i otoczeniu namawiającemu go do ucieczki. Zapewne zdał sobie sprawę, że pozostawienie Moskwy na pastwę Niemców i jej upadek pociągnie za sobą krach jego władzy. Rosjanie byli w stanie wybaczyć mu terror, gułagi, morze wytoczonej krwi przy tropieniu wyimaginowanych najczęściej wrogów ludu, ale nie darowaliby tchórzostwa i nędznej rejterady z miejsca drogiego każdemu z nich. Rozchodząca się szybko wieść o jego decyzji spowodowała nagły wzrost morale. Następnego dnia, 19 października, Stalin ogłosił stan wojenny w mieście, a na jego ulicach pokazały się uzbrojone po zęby oddziały NKWD. Wahanie i strach ustąpiły zdecydowaniu i brutalności. Szabrownicy i gwałciciele mieli stawać przed specjalnymi, doraźnymi trybunałami, a każdy podejrzany o szpiegostwo mógł być bez żadnych ceregieli zabity przez enkawudzistów. Stolicę uchwycił w żelazne szpony terror przypominający barbarzyńskie czasy opryczników Iwana IV Groźnego. Odniósł skutek. Wraz z salwami karabinowymi i strzałami z pistoletów kończących życie pospolitych złodziei i bandytów, a czasem jedynie pechowców uznanych za zdrajców, nastroje paniki i kapitulanctwa ustały. W ich miejsce powróciły determinacja i zamiar obronienia stolicy za wszelką cenę. A wraz z nią ojczyzny. I bynajmniej nie dla Stalina, jak przekonywała wszechogarniająca propaganda czasu wojny i długo jeszcze po jej zakończeniu (wystarczy obejrzeć kilka „dzieł” poświęconych wojennej tematyce wyprodukowanych w słynnym Mosfilmie).
W Londynie i Moskwie zdawano sobie sprawę, że bez włączenia się Stanów Zjednoczonych do wojny wszystko może przepaść. Tym bardziej że z Japonii nadchodziły niepokojące wieści o wzmożonych zbrojeniach i mobilizacji armii. Pochodziły od działającego tam szpiega Richarda Sorgego ps. „Ramsay”, niemieckiego dziennikarza i politologa. Stalin nie cenił go najwyżej, a nawet żywił do niego pewnego rodzaju niechęć. Może dlatego, że to właśnie Sorge przekazał informacje o dacie niemieckiego ataku, Józef Wissarionowicz zaś, który nie zwykł się przyznawać do błędów, pogardliwie ją zlekceważył. Teraz jednak potwierdzenie lub wykluczenie tego, czy Japonia szykuje się do ataku na Związek Radziecki, było na wagę złota. Niepewność w tym względzie oddalała możliwość ściągnięcia dywizji z Syberii do obrony Moskwy. Stalin nie bez racji obawiał się, że wkrótce po ich dyslokacji i ogołoceniu radzieckiej Azji z wojsk Japonia dokona inwazji. Było to tym bardziej realne, że począwszy od starć nadgranicznych w 1932 roku, przez kolejnych siedem lat trwał zaciekły sowiecko-japoński konflikt. W 1938 roku toczono krwawe walki w rejonie jeziora Chasan, a rok później pomiędzy majem a wrześniem doszło do wielkiej, zakończonej klęską Japończyków bitwy pod Chałchin-Goł (Rosjan wspierały w niej wojska mongolskie), po której zawarto pokój. W sprzyjającej dla siebie sytuacji Japonia mogła go złamać.
Podtrzymać opór Rosji w walce z Hitlerem i jednocześnie odstraszyć Japończyków mogły jedynie Stany Zjednoczone. Ale one nie kwapiły się do walki w Europie. Izolacjoniści ciągle mieli się dobrze i stopowali zapał zwolenników włączenia się do wojny. Doszło do tego, że nawet po zatopieniu przez niemieckiego U-Boota niszczyciela USS „Reuben James” Amerykanie nie zdecydowali się na stanowczy krok, a jedynie znowelizowali ustawę o neutralności przy niewielkiej większości tych drugich. Prezydent Roosevelt był bezsilny. Twórca jego przemówień, Robert Sherwood, zniszczenie okrętu podsumował gorzkim zdaniem: „osierocone rodziny cierpiały, ale opinia publiczna zdawała się bardziej interesować meczem footballowym pomiędzy reprezentacją armii i Uniwersytetu Notre Dame”. Potrzebny był o wiele większy wstrząs, aby Stany Zjednoczone w końcu się obudziły. Na szczęście dla Związku Radzieckiego i Moskwy Sorge dostarczył informacji, które przekonały Stalina, że do japońskiego uderzenia nie dojdzie – wojska tworzące Armię Mandżurską otrzymały letnie mundury, co świadczyło o planie wykorzystania ich w walkach w południowo-wschodniej części kontynentu. Syberia ożyła – z użyciem całego dostępnego taboru kolejowego zaczęto przewozić żołnierzy w rejon stolicy. Chodziło o niebagatelne siły – około 20 dywizji. Niemców czekała zatrważająca niespodzianka.
W połowie listopada, kiedy nawierzchnia dróg stężała, Niemcy wznowili ofensywę i pod koniec miesiąca znaleźli się na przedpolach Moskwy. Sytuacja zdawała się w najwyższym stopniu dramatyczna. Wyrazem jej oceny w Londynie jest wypowiedź posła torysów Harolda Nicolsona, cytowana przez Andrew Nagorskiego: „Może czekać nas bardzo ponury tydzień. Moskwa może upaść. Japonia może stanąć przeciw nam. Francja może dołączyć do Osi. Możemy zostać pobici w Libii. Lękam się, że wszystko to może bardzo źle wpłynąć na prestiż Winstona”. Na szczęście jego czarnowidztwo nie w pełni się sprawdziło. Wspomniany zaś prestiż premiera Wielkiej Brytanii był najmniej cennym dobrem, jakie mogło ucierpieć. Pod Moskwą decydowały się bowiem losy wojny.
6 grudnia słupek rtęci na termometrach spadł do minus 45 stopni Celsjusza. Temperatura stała się nieludzka i wydawało się, że wszelkie działania na froncie muszą ustać. Tak się jednak nie stało. Właśnie wówczas, jakby nic sobie nie robiąc z potwornego mrozu, zdającego się jedyną, ale w zupełności wystarczającą tarczą dla Rosjan, przeszli oni do zaskakującego, potężnego kontruderzenia. Dowodził nim Gieorgij Żukow, mający do dyspozycji dywizje wycofane z Syberii, dobrze wyszkolone i odpowiednio wyekwipowane, również w zimową odzież. Jego żołnierze poruszali się na nartach, co oznaczało, że bolesna nauczka z pierwszej wojny fińskiej nie poszła na marne.
Na wieść o rosyjskim ataku Führer wpadł w szał i zakazał cofania się, co zdaniem wielu dowódców było nieodzowne, aby uniknąć poważnej porażki. Niemiecki przywódca popełniał ten sam błąd, co wcześniej Stalin, oczekując, że żołnierze będą trwali na pozycjach za wszelką cenę. Wedle feldmarszałka Ericha von Mansteina: „Ten sposób prowadzenia wojny przez sowieckie dowództwo w roku 1941 omal nie doprowadził Rosji do katastrofy”. Teraz miał przynieść bolesny wstrząs Niemcom, gdyż ich wódz żądał, aby „wryć się pazurami w ziemię i bronić każdego metra kwadratowego terenu”. Ale ziemia na metr lub głębiej skuta mrozem była niczym skała i żądanie to nie mogło być spełnione. Kapral Hitler, pamiętający rozmiękłe okopy we Francji, w których przyszło mu spędzić część wojny, nie zdawał sobie chyba sprawy z absurdu wypowiedzianych słów. Nie miał pojęcia, jakie katusze cierpią jego żołnierze pozbawieni ubrań dostosowanych do warunków pogodowych. Intendentura nie zapewniła ich dostaw, a ogłoszona w Niemczech powszechna zbiórka ciepłej odzieży dla wojska okazała się mocno spóźniona i już nie mogła wpłynąć na bieg wydarzeń w końcu 1941 roku.
Dopiero 8 grudnia Hitler doszedł do ściany i wydał dyrektywę o uznaniu marszu na Moskwę za niewykonalny. Winowajcą, co wynikało z jej treści, okazała się wyjątkowo surowa zima, z czego musiał zdać sobie sprawę nawet Führer. Ruch do przodu był niemożliwy, ale w tył – wymuszony przez wroga – już tak. W ciągu zaledwie pięciu następnych dni śmiertelnie wyczerpane niemieckie wojska zostały odrzucone o niemal 100 kilometrów i pozostawiły za sobą tysiące zamrożonych na kość trupów i ogromne ilości sprzętu. Dodatkowo w linii frontu pomiędzy niemieckimi wojskami stworzyła się luka, w którą mógł się wlać nieprzyjaciel. Straty w ludziach i materiale wojennym, mimo że dotkliwe, nie były jednak najważniejsze. Nastąpiła zmiana w świadomości walczących. Znamiennie ujął to w swoich wspomnieniach Guderian: „Rosjanie silnie naciskają na nas i trzeba być przygotowanym na jeszcze niejeden przykry incydent”. A kilka zdań dalej dodał: „Nigdy bym nie uwierzył, że można w ciągu dwóch miesięcy tak dalece za... [tu tłumacz oszczędził czytelnikom siarczystego przekleństwa – przyp. S.L.] wprost świetną sytuację wojenną. Gdyby zawczasu zdecydowano się przerwać ofensywę i przejść na okres zimy do obrony na odpowiedniej linii, gdzie można by się wygodnie urządzić, wówczas nic groźnego nie mogłoby się zdarzyć”. Kontestujący zachowanie Sztabu Generalnego oficer jeszcze przed końcem roku stracił dowództwo swojej 2. Armii Pancernej. Nie był ani pierwszy, ani ostatni – zdolni dowódcy mający swoje zdanie przez cały okres wojny, od czasu pierwszych niepowodzeń, byli przez Hitlera szykanowani i popadali w niełaskę.
Odwrót był czymś nowym i zaskakującym, toteż uciekający spod Moskwy żołnierze niemieccy po raz pierwszy zaczęli zadawać sobie pytanie o dalszy przebieg kampanii i wojny. Rosjanie, przez kilka miesięcy jedynie cofający się i płacący morzem krwi za chwilami paniczny odwrót, wreszcie poczuli, że wróg nie jest niezwyciężony. Tytuły w sowieckiej prasie tym razem nie okazały się wymysłem, gdy głosiły wielkie zwycięstwo pod Moskwą. Jeszcze może nie przełomowe, ale swoimi konsekwencjami do przełomu prowadzące.
Armia Hitlera straciła swój nimb niezwyciężoności.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
