Wojna Czerwonej Chmury 1866 - 1868 - Jarosław Wojtczak - ebook

Wojna Czerwonej Chmury 1866 - 1868 ebook

Wojtczak Jarosław

0,0

Opis

W czasie wojny secesyjnej regularne wojsko amerykańskie przerzucono z fortu Laramie i innych zachodnich posterunków na Wschód, a miejsce żołnierzy federalnych zajęli słabo wyszkoleni i niedoświadczeni ochotnicy, którzy byli chętni do walki z Indianami. W listopadzie 1864 roku niczym nie sprowokowana masakra pokojowego obozu Południowych Czejenów i Arapahów wodza Czarnego Kotła „rozpaliła ogień na preriach”.

W tym czasie Kraina rzeki Powder, przecięta niedawno wytyczonym Szlakiem Bozemana, pierwszą drogą przez dziewicze tereny Indian na północ od słynnego Szlaku Oregońskiego w dzisiejszych stanach Wyoming i Montana, stanowiła ostatni bogaty teren łowiecki Siuksów Lakota i ich sprzymierzeńców, Czejenów i Arapahów. Dlatego byli oni gotowi trzymać białych z dala od swego kraju za wszelką cenę.

Na wiosnę 1866 roku zaczęła się pierwsza wielka powojenna migracja ludności na Zachód. Dla bezpieczeństwa podróżnych rząd wyznaczył drogi pozostające pod ochroną wojska. Jedną z nich był Szlak Bozemana, na którym wybudowano forty, mające chronić korzystających z niego wędrowców. Wojskowa okupacja Szlaku wywołała gniew Indian, którzy postanowili zamknąć drogę dla wszystkich białych. W odpowiedzi na działania armii, wojowniczy Siuksowie Lakota, Czejenowie i Arapahowie zgromadzili się w obozie wodza plemienia Oglala Czerwonej Chmury, rozpoczynając wojnę nazwaną później od jego imienia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 473

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



© Copyright

Jarosław Wojtczak

Wydawnictwo Napoleon V

Oświęcim 2026

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Redakcja:

Rafał Mazur

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Projekt okładki:

Witold Klapper

Pełna lista wydanych publikacji i sprzedaż detaliczna:

www.napoleonv.pl

Numer ISBN: 978-83-8418-777-7

WSTĘP

W czasie wojny secesyjnej regularne wojsko amerykańskie przerzucono z ważnego dla amerykańskiego osadnictwa na północnych Równinach fortu Laramie i innych zachodnich posterunków na Wschód, a miejsce żołnierzy federalnej kawalerii i piechoty zajęli słabo wyszkoleni i niedoświadczeni ochotnicy, którzy byli chętni do walki z Indianami. W listopadzie 1864 roku niczym nie sprowokowana masakra pokojowego obozu Południowych Czejenów i Arapahów wodza Czarnego Kotła, dokonana przez ochotników z Kolorado pod komendą pułkownika Johna M. Chivingtona nad Sand Creek, „rozpaliła ogień na preriach”. W rezultacie Siuksowie Brulé i Oglala przyłączyli się do Czejenów i Arapahów, gotowi oczyścić swoje ziemie z białych ludzi.

W grudniu w wielkim obozie połączonych plemion nad strumieniem Cherry w północno-zachodnim Kansas rozbito 800 lub 900 namiotów tipi. Stanęło w nich około 1500 wojowników, gotowych pomścić swoich współbraci pomordowanych nad Sand Creek. Na ich czele stali słynni wodzowie Czejenów Mała Szata, Noga w Wodzie i Wysoki Byk z wojowniczego Stowarzyszenia Żołnierzy Psów, oraz Zabójca Paunisów i Zła Rana z plemienia Siuksów Oglala, a także Mały Piorun i Cętkowany Ogon przewodzący południowym Siuksom Brulé. W krótkim czasie dolina rzeki Platte „zapłonęła blaskiem palących się rancz i stacji dyliżansów”. Liczby wszystkich ofiar odwetowych napadów Indian w dolinie Platte nigdy nie udało się ustalić, ale jest niemal pewne, że straty osadników i emigrantów znacznie przekroczyły liczbę Indian zabitych nad Sand Creek. Po spaleniu stacji dyliżansowych na drodze biegnącej wzdłuż rzeki Platte i dwukrotnym splądrowaniu miejscowości Julesburg zimą 1865 roku, większość sprzymierzonych Indian wycofała się na północ, na terytorium leżące pomiędzy Czarnymi Wzgórzami (Black Hills) oraz Górami Bighorn (Bighorn Mountains) i rzeką Yellowstone, zwane Krainą rzeki Powder (Powder River Country), w dzisiejszych stanach Wyoming, Montana i Dakota Południowa.

Po ustąpieniu pierwszej furii przywódcy połączonych plemion postanowili opuścić środkowe Równiny i dołączyć do swych północnych braci i sojuszników z doliny Powder i Czarnych Wzgórz. Wodzowie indiańscy zdawali sobie sprawę, że armia otrząsnęła się już z szoku i wysłała posiłki przeciwko wrogim Indianom. Było pewne, że wojsko zechce pomścić poniesione straty i odzyskać utraconą twarz. Dalsze pozostawanie na terenach pomiędzy rzekami Platte i Arkansas stanowiło zbyt wielką groźbę dla zjednoczonych Indian, postanowili zatem poszukać azylu tam, gdzie wciąż było mnóstwo bizonów, a ekspansja białych na razie nie była jeszcze tak dokuczliwa. Sprzymierzone plemiona zostały dodatkowo wzmocnione przez Siuksów znad górnej Missouri, żyjących na północ od Czarnych Wzgórz, rozjuszonych niszczycielską kampanią generała Alfreda Sully’ego, która przetoczyła się przez ich ziemie w lipcu 1864 roku. Wspólnie Indianie utworzyli potężny sojusz, który kontrolował cały region pomiędzy Północną Platte i rzeką Yellowstone.

Podczas gdy wśród Indian na obszarze między rzekami Platte i Arkansas tliło się niezadowolenie, biali amatorzy złota rozszerzyli swoje poszukiwania bogactw mineralnych na obszary leżące dalej na północ wzdłuż Gór Skalistych. Na początku lat 60. XIX wieku rozwinęło się szeroko górnictwo na obszarze w pobliżu Przełęczy Południowej (South Pass) w południowo-zachodnim Wyoming, a w 1862 roku inne grupy poszukiwaczy odkryły obiecujące złoża złota na obszarze znanym jako Kotlina Boise (Boise Basin) w Idaho. Nieco później w tym samym roku górnicy zbadali kraj po wschodniej stronie pasma Gór Bitterroot (Bitterroot Range) i zapowiedzieli kolejne eksploracje wzdłuż rzeki Beaverhead w południowo-zachodniej Montanie. Gdy wieść o tych odkryciach rozeszła się po Zachodzie, wielu poszukiwaczy niezadowolonych z owoców swojej pracy w Kolorado, Nevadzie i innych miejscach, zaczęło wyjeżdżać do nowych stanowisk, napływając wartką falą na wschód z Terytoriów Waszyngton i Oregon. Pomimo toczącej się w kraju wojny secesyjnej (1861-1865), a może właśnie dlatego, inni poszukiwacze wyruszyli zarówno z miasta St. Joseph w Missouri, jak i z Omaha w Nebrasce. Ci, którzy wędrowali ze wschodu, wybierali wytyczony przed laty przez handlarzy futer i traperów, a potem sprawdzony przez rzesze migrantów Szlak Oregoński (Oregon Trail), wiodący przez fort Hall w Idaho, gdzie schodzili ze starej drogi emigracyjnej i podążali nowym szlakiem na północ do Montany. Jeszcze inni decydowali się na drogę wzdłuż południowego ramienia Platte i dalej transkontynentalnym Szlakiem Overland (Overland Trail) do skrzyżowania ze Szlakiem Oregońskim w forcie Bridger w południowo-zachodnim rogu Wyoming. W ciągu zaledwie dwóch lat obozy poszukiwaczy złota w nowo powstałych górniczych miastach Bannack, Alder Gulch i Virginia City mogły już się pochwalić populacją liczącą tysiące.

W tym czasie Kraina rzeki Powder, przecięta niedawno wytyczonym Szlakiem Bozemana (Bozeman Trail), znanym także jako Droga do Virginia City (Virginia City Road), Droga Bighorn (Bighorn Road) albo Droga Powder River (Powder River Road), pierwszą drogą furmańską przez dziewicze tereny Indian na północ od słynnego Szlaku Oregońskiego w dzisiejszych stanach Wyoming i Montana, stanowiła ostatni bogaty teren łowiecki Siuksów Lakota i ich sprzymierzeńców, Czejenów i Arapahów. Dlatego Indianie byli gotowi trzymać białych z dala od swego kraju za wszelką cenę.

Na wiosnę 1865 roku strach przed atakami Indian na Szlaku Bozemana był tak wielki, że rząd amerykański zamknął tę drogę dla ruchu taborów z emigrantami. Była to akcja bez precedensu, ale groźba napadów ze strony wrogich plemion nie pozwalała osłabionemu wojną domową krajowi na inne rozwiązanie. Wolny od troski o cywilów rząd późnym latem zorganizował ekspedycję karną, która miała uwolnić region od ataków Indian. Chociaż żołnierze zniszczyli jedną wioskę Arapahów i założyli fort Connor, aby chronić górników na Szlaku Bozemana, przeprowadzona wielkim nakładem sił i środków dwumiesięczna kampania generała Patricka E. Connora nad rzekami Powder i Tongue (Powder River Expedition) zakończyła się niepowodzeniem.

Wojna prowadzona przez armię z Siuksami, Czejenami i Arapahami nie powstrzymała poszukiwaczy złota przed wkraczaniem na ziemie, które były areną walk. Na wiosnę 1866 roku zaczęła się pierwsza wielka powojenna migracja ludności na Zachód. Dla bezpieczeństwa podróżnych rząd amerykański wyznaczył drogi pozostające pod ochroną wojska. Jedną z nich był niedawno wytyczony Szlak Bozemana, mający częściowo odciągnąć uwagę północnych plemion od Szlaku Overland, głównej drogi amerykańskich osadników wiodącej w poprzek kontynentu przez Wielkie Równiny na terytorium Nebraski oraz południową część Wyoming i pogórze aż do Przełęczy Południowej w Górach Skalistych. Konsekwencją tej decyzji było wybudowanie na Szlaku Bozemana trzech posterunków wojskowych, mających za zadanie chronić wędrowców korzystających ze skróconej drogi do Montany biegnącej przez tereny łowieckie Indian. Przewidywano, że lato 1866 roku będzie szczytowym sezonem migracji na szlaku, dlatego do doliny rzeki Powder skierowano znaczne siły wojskowe. Rozpoczęta w lipcu wojskowa okupacja Szlaku Bozemana wywołała gniew Indian, którzy postanowili zamknąć drogę dla wszystkich białych, cywilów i wojskowych. W odpowiedzi na działania armii, wojowniczy Siuksowie Lakota, Czejenowie i Arapahowie zgromadzili się nad rzeką Tongue w obozie wodza plemienia Oglala Czerwonej Chmury, rozpoczynając wojnę nazwaną później Wojną Czerwonej Chmury (Red Cloud’s War).

ROZDZIAŁ I SZLAK BOZEMANA

JOHN BOZEMAN I JEGO PARTNER JOHN JACOBS

Odkrycie złota w dolinie Deer Lodge w Montanie przez metyskiego trapera zwanego Benetsee (jego prawdziwe nazwisko brzmiało François Finlay) w 1852 roku sprowadziło tam niewielką liczbę poszukiwaczy, ale przez dziesięć lat żaden nie zdobył większego bogactwa. Dopiero w lipcu 1862 roku John White i kilku innych górników odkryli większe ilości złota nad strumieniem Grasshopper, dopływem rzeki Beaverhead1. Tak rozpoczęła się słynna „gorączka złota” w Montanie, która pierwszego lata przyciągnęła 400 górników z całego regionu. Wkrótce na brzegach Grasshopper Creek wyrosło górnicze osiedle Bannack City, nazwane tak od żyjącego w sąsiedztwie indiańskiego plemienia Bannoków (Bannock). W kwietniu 1863 roku mieszkało w nim już ponad tysiąc ludzi, a wartość wydobytego w pierwszym roku kruszcu wyniosła 5 mln dolarów. Oddzielone od legendarnego Szlaku Oregońskiego skalistymi górami i pustynią, Bannack nie miało jednak bezpośredniego kontaktu z cywilizacją i z trudem radziło sobie z zaopatrzeniem.

W tym czasie na Północny Zachód Stanów Zjednoczonych prowadziły tylko dwie uciążliwe i trudne do przebycia drogi. Chcąc się dostać pierwszą z nich, podróżni musieli popłynąć parostatkiem w górę rzeki Missouri do fortu Benton, a potem pokonać konno 400 km do kopalni w południowo-zachodniej Montanie. Druga droga była jeszcze trudniejsza. Prowadziła słynnym Szlakiem Oregońskim doliną rzeki Platte przez Nebraskę do fortu Caspar w Wyoming2. Następnie podróżni wędrowali na zachód, pokonywali rozgraniczający zlewnie Oceanu Spokojnego i Oceanu Atlantyckiego kontynentalny dział wód na Przełęczy Południowej i skręcali na południowy wschód do fortu Bridger. Potem czekało ich jeszcze więcej gór i pustkowi, zanim dotarli do fortu Hall w Idaho. Tam kończyła się wędrówka Szlakiem Oregońskim. Droga skręcała znowu na północ, ponownie przekraczała kontynentalny dział wód na Przełęczy Monida i dalej wiodła przez kilkaset kilometrów ziemi pozbawionej wody i tereny należące do Indian, aż do samego Bannack i Grasshopper Creek.

W 1861 roku do fortu Benton nie przypłynął ani jeden statek z dolnego biegu Missouri i zdesperowani poszukiwacze z Bannack znaleźli się w tragicznym położeniu. W tej kłopotliwej sytuacji byli też dwaj ludzie, którzy postanowili znaleźć krótszą i wygodniejszą drogę ze Szlaku Oregońskiego, którą mogłyby wędrować tabory wozów z ludźmi i zaopatrzeniem dla złaknionych wszelkich zapasów górników z Montany. Jeden z nich, John Bozeman, był niedawno przybyłym na Zachód śmiałym, choć niezbyt fortunnym górnikiem, który wcześnie zareagował na odkrycie złota w Idaho, drugi – John Jacobs, starym traperem i handlarzem skórami, który żył w tym regionie od ponad dwudziestu lat. Obaj nie tylko chcieli, ale i potrafili wykorzystać potrzeby przyszłych górników w tej najnowszej z zachodnich „gorączek złota”.

Liczący sobie około dwudziestu pięciu lat John Merin Bozeman z hrabstwa Pickens na północy Georgii dorastał w cieniu Pasma Gór Błękitnych (Blue Ridge Mountains), gdzie płukanie złotego piasku z koryta rzek i strumieni było dość powszechne. Pierwsze lata jego życia pozostają tajemnicą, nie wiadomo nawet dokładnie, kiedy się urodził. Według jednych źródeł w 1835, według innych w 1837 roku. Tak było aż do roku 1849, kiedy to jego ojca Williama ogarnęła chorobliwa gorączka – „gorączka złota” (gold fever). Nic nie mogło jej wyleczyć, tylko daleka wędrówka na Zachód. Jak wielu innych, podobnych mu mężczyzn, dwa lata później zostawił żonę i pięcioro dzieci, każąc im radzić sobie samym, po czym wyruszył na poszukiwanie fortuny do Kalifornii. Żegnając swoich bliskich, powiedział: „Wrócę, zanim zdążycie pomyśleć o moim wyjeździe”, i tak dołączył do wyścigu bohaterów sławnego roku „Czterdziestego dziewiątego” (forty-niners) do wymarzonych gór złota. Rodzina nigdy więcej go nie zobaczyła. Podobno zdołał dotrzeć do Ameryki Środkowej i przebył szczęśliwie Przesmyk Panamski, ale 12 maja 1852 roku umarł (jako jeden z czternastu pasażerów) na pokładzie pasażerskiego parowca „Clarissa Andrews” w drodze do San Francisco. Ponieważ podróż na zachodnie wybrzeże trwała średnio czterdzieści dni, ciało Williama Bozemana zawinięte w kawałek płótna żaglowego po prostu wyrzucono za burtę. Jego żona z pięciorgiem dzieci jakoś sobie poradzili, a John, gdy tylko dorósł, zdążył się ożenić z dziewczyną z sąsiedztwa i dochować trojga własnych dzieci. Na pewno wiele myślał o swoim ojcu i motywach, które skłoniły go do opuszczenia rodziny i pogoni za złotem. A im dłużej myślał, tym bardziej był przekonany o słuszności tej decyzji. I wkrótce zrobił to samo, co wcześniej jego ojciec.

Rozważając wyprawę na Zachód, młody Bozeman doszedł do właściwego wniosku, że złotonośne pola Kalifornii zostały solidnie przekopane i fortuny należy szukać w innym miejscu. Po długim namyśle, postanowił wyruszyć do Kolorado, gdzie już od lata 1858 roku pracowała dobrze wyposażona grupa poszukiwaczy z Georgii prowadzona przez doświadczonego górnika i weterana „gorączki złota” z 1849 roku, Williama G. Russella. Na początku 1860 John Bozeman zostawił dom, żonę oraz trzy małe córeczki i owładnięty żądzą złota wyruszył wraz z piętnastoma innymi śmiałkami do obozu Russella w Georgia Gulch nad strumieniem Cherry, w regionie wydobycia złota zwanym Szczytem Pike’a (Pike’s Peak), u podnóża Gór Skalistych (tam, gdzie dziś leży miasto Denver). Niestety, zanim tam przybył, wszystkie najlepsze działki zostały pozajmowane przez hordy osadników, poszukiwaczy złota i różnej maści awanturników, którzy zawitali tu już wiosną poprzedniego roku. „To jest do kitu, trzeba jechać dalej na zachód!” – pomyślał. Jak postanowił, tak zrobił i w czerwcu 1862 roku wylądował w Montanie.

Kalifornia i Kolorado nie były jedynymi miejscami, gdzie w połowie XIX wieku odkryto złoto i inne metale szlachetne. Jeszcze większe znaczenie niż dla Kalifornii i Kolorado odkrycie bogactw mineralnych miało dla odległych górskich obszarów, na które do tej pory nie zwracano większej uwagi. Nowe terytoria Idaho, Montany, Dakoty, Utah i Nevady, które miały trudności w rozwoju ze względu na ciężkie warunki geograficzne, rozwinęły swoją ekonomię, handel, technologię i osiągnęły wzrost populacji głównie dzięki kopalniom i pracującym w nich górnikom. Bogatym rezerwuarem cennych minerałów okazały się Góry Skaliste, od jednego końca do drugiego. Rzadko trafiał się rok, w którym nie dochodziło do nowego odkrycia. Na wieść o tym ludzie rzucali swoje dotychczasowe zajęcia i pędzili w najbardziej odludne miejsca, gotowi zmierzyć się z dziką naturą i przeznaczeniem.

Nie inaczej było z Johnem Bozemanem. Wędrując za szczęściem, znalazł swoją nową przystań niedaleko dzisiejszego Bannack w południowej Montanie, gdzie kilku weteranów z regionu Pike’s Peak latem 1862 roku odkryło złoto nad strumieniem Grasshopper. Pech go jednak nie opuszczał. Znowu przybył za późno, a okres prosperity nad Grasshopper Creek wkrótce się skończył. Nie tracąc nadziei, 24 czerwca razem z piętnastoma swoimi towarzyszami z Kolorado ruszył dalej na północ, do doliny Deer Lodge, gdzie też płukano złoto na polach odkrytych jesienią 1860 roku przez braci Jamesa i Granville’a Stuartów. Wzgórza otaczające mały obóz poszukiwaczy w osadzie Granville nad strumieniem Gold, w okolicy współczesnego Deer Lodge, były rzeczywiście pełne złotego kruszcu i nasz bohater mógł wreszcie dobrać się do zazdrośnie strzeżonego przez naturę bogactwa. Jednak im dłużej kopał w skalistym dnie strumienia i płukał ciężko wydobyty urobek, tym mniej mu się to podobało. Wypłukiwanie złota nie jest takie łatwe, jak może się wydawać, a stanie całymi dniami w zimnej wodzie z pochylonymi plecami i machanie „przysłowiową” patelnią czy cynową miską to żadna przyjemność. „To też jest do kitu” – stwierdził nasz bohater i zaczął kombinować, jak tu znaleźć lżejsze zajęcie.

Na początku 1863 roku Bozeman znalazł się po raz pierwszy w dolinie potoku Gallatin, 150 km na południowy wschód od Deer Lodge. Tam nad jednym z trzech źródeł rzeki Missouri (dwa pozostałe to Jefferson i Madison), niedaleko miejsca, które w lipcu 1806 roku spenetrowali uczestnicy słynnej wyprawy badawczej Lewisa i Clarka, wyrosła mała osada górnicza, gdzie Bozeman wytyczył sobie 160-akrową (ok. 65 ha) działkę. Obserwując dziesiątki wozów przejeżdżających obok jego działki w drodze do Bannack i innych obozów górników, Bozeman szybko pojął, że nęcąca bogactwem Montana może stać się celem pielgrzymek tysięcy poszukiwaczy złota i ich rodzin wędrujących ze Wschodu na Zachód. Gdyby tak się udało znaleźć jakąś inną, krótszą i wygodniejszą drogę, nowi przybysze mogliby z niej korzystać w dużo większej liczbie, a jej odkrywca miałby szansę czerpać z tego profity, skubiąc ich z pieniędzy jako przewodnik, bez konieczności wykonywania ciężkiej pracy przy płukaniu złota.

Gdy tak rozmyślał, zastanawiając się nad sposobem wprowadzenia w życie swojego planu, przypadkiem trafił na upartego typa nazwiskiem John Jacobs, dawnego trapera i handlarza futer, który mieszkał w dolinie Beaverhead niedaleko Bannack razem ze swoją indiańską żoną z plemienia Płaskich Głów (Flathead) i kilkorgiem mieszanych dzieci. Jacobs, opisywany we współczesnych relacjach jako stary „Człowiek z gór” (Mountain Man), dostrzegł możliwości finansowe w wytyczeniu szlaku i poprowadzeniu niespokojnych emigrantów wędrujących w poszukiwaniu złota na północ do Montany.

Jeszcze przed rokiem 1860 Jacobs wraz z kilkoma traperami, Robertem Herefordem, Joem Meekerem i paroma innymi, porzucili myślistwo z powodu zmniejszenia się populacji bobrów i malejącego zapotrzebowania na skóry. Szczęśliwie, gdy żegnali się z polowaniem na bobry, na Zachód zaczęli przybywać w rekordowej liczbie emigranci ze Wschodu szukający swego szczęścia w nowej krainie. Jacobs i jego koledzy dostrzegli nie tylko stały ruch wozów jadących w kierunku zachodnim, ale także możliwość nowego interesu. Szlaki emigracyjne były długie i oferowały niewiele usług. Istniały punkty etapowe, takie jak fort Laramie we wschodnim Wyoming, gdzie tabory emigrantów mogły uzupełnić swoje zapasy, ale od fortu Laramie do innych miejsc zaopatrzenia, takich jak fort Hall w Idaho, prowadziła długa i wyczerpująca droga. To przysparzało wielu problemów, szczególnie wtedy, gdy rodziny emigrantów potrzebowały świeżych zwierząt pociągowych do zaprzęgu wozów. Często, gdy osłabione woły lub krowy nie nadążały z ciągnięciem ciężkich wozów, ich właściciele pozostawiali je na szlaku. Jacobs, Hereford i Meeker zrobili interes polegający na kupowaniu tanich, osłabionych wołów lub zbieraniu bezpańskich zwierząt i przewożeniu ich na północ, do doliny Beaverhead, Bitterroot lub Deer Lodge w zachodniej Montanie, gdzie przez zimowe miesiące bydło mogło odzyskać siły, tucząc się na bujnej trawie. Tak odpasione zwierzęta zabierali z powrotem na Szlak Oregoński i sprzedawali kolejnego lata nowym emigrantom, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji, co ich poprzednicy. Jacobs i jego towarzysze handlowali także odzieżą, na przykład koszulami i spodniami ze skór jeleni, mokasynami zdobionymi koralikami i podobnymi artykułami, wykonanymi prawdopodobnie przez indiańskie żony traperów.

Kolejnym zyskownym sposobem na zarabianie pieniędzy przez Jacobsa było prowadzenie taborów emigrantów, które wędrowały na zachód różnymi trasami lądowymi. Kiedy letni interes zwalniał, zwykle w obliczu groźby pierwszego śniegu, Jacobs wycofywał się do leżących między górami dolin w Montanie, gdzie rodziny składające się z białych handlarzy futer, indiańskich kobiet i dzieci mieszanej krwi mogły przetrwać stosunkowo łagodne zimy w swoich namiotach pokrytych skórami łosi, których tu było pod dostatkiem.

Właśnie u progu jednej z takich zim, pod koniec 1862 roku, John Jacobs spotkał w Bannack Johna Bozemana, który akurat dał sobie spokój z wydobyciem złota w dolinie Deer Lodge i rozglądał się za innym lukratywnym zajęciem. Jacobs właśnie skończył prowadzić kolejny tabor emigrantów składający się z czterdziestu wozów do fortu Walla Walla w dzisiejszym stanie Waszyngton. Miał niemałe doświadczenie i wiedzę na temat zachodnich szlaków i zdawał się rozumieć znaczenie krótszej trasy, stwarzającej duże możliwości finansowe dla tego, kto potrafi otworzyć ją w praktyce. Spryt handlowy i doświadczenie Jacobsa w prowadzeniu karawan do Oregonu i Kalifornii sprawiły, że od razu znalazł miejsce w planach Bozemana. Obaj przypadli sobie do gustu i razem zaczęli kombinować, jak otworzyć nowy i szybszy szlak prowadzący z Wyoming do złotonośnych pól Montany. Obowiązki podzielili w ten sposób, że Bozeman, chociaż miał tylko cztery lata doświadczenia na Zachodzie, zajął się promocją i stroną organizacyjną całego przedsięwzięcia, a lepiej znający okoliczne ziemie, góry, rzeki i ujęcia wody Jacobs pełnił rolę doświadczonego przewodnika. Razem przeczesali bliższą i dalszą okolicę w poszukiwaniu skrótu, który mógłby łatwiej doprowadzić do złotonośnych regionów Montany ludzi podróżujących na zachód starym Szlakiem Oregońskim przez tereny, które stanowią dzisiaj północno-wschodnią część stanu Wyoming.

Planując swoje przedsięwzięcie, Bozeman i Jacobs wcale nie zamierzali rzucać się na ślepo w głąb całkiem nieznanej krainy. Chociaż brakowało map tego regionu, wielu ludzi, którzy spędzili zimę 1862/1863 w Bannack, wiedziało o możliwych drogach wiodących znad Północnej Platte na północ do doliny Yellowstone po obu stronach Gór Bighorn. W rzeczywistości to angielski podróżnik i myśliwy Edward Shelley i jego towarzysz William Orcutt z trzema lekkimi wozami i kilkoma ludźmi jako pierwsi przebyli trasę, która ostatecznie stała się Szlakiem Bozemana. Wbrew wszystkiemu, po wyjściu z fortu Laramie mała grupa Shelleya ruszyła po zachodniej stronie Gór Bighorn na północ w kierunku rzeki Yellowstone i wędrując przez krainę Czarnych Stóp, dotarła do fortu Benton w Montanie w listopadzie 1862 roku. William Orcutt wrócił przed nastaniem zimy do Bannack, gdzie spotkał Jacobsa i Bozemana, przekazując im praktyczne wiadomości o krótszej trasie wiodącej ze Szlaku Oregońskiego wzdłuż pasma Gór Bighorn do złotonośnych pól Montany. Wykorzystując informacje uzyskane od Orcutta oraz pogłoski i wiadomości na temat różnych dróg wiodących na wschód i zachód od Gór Bighorn, Bozeman i Jacobs czekali do wiosny, aby sprawdzić nową trasę emigrancką wzdłuż północnego ramienia rzeki Platte i dalej na północ po wschodniej stronie Gór Bighorn, aż do rzeki Yellowstone i regionu wydobycia złota w południowo-zachodniej Montanie.

Obszar, który Bozeman i Jacobs wybrali do sprawdzenia, był szerokim korytarzem, wykorzystywanym od wieków przez różne plemiona Indian i do lat 60. XIX stulecia nieźle poznanym także przez białych odkrywców, traperów i handlarzy. W latach 1859-1860 kapitan William F. Raynolds z Korpusu Topograficzno-Inżynieryjnego armii Stanów Zjednoczonych poprowadził do górnego biegu rzeki Yellowstone ekspedycję badawczą, mającą na celu wytypowanie czterech możliwych dróg nadających się do wykorzystania przez podróżnych wędrujących przez północną część Wyoming i południową Montanę. Urzędnicy Ministerstwa Wojny w Waszyngtonie mieli nadzieję wybudować na tej podstawie sieć dróg, które ułatwiłyby proces zasiedlenia okolicznych terenów przez białych osadników. Przewodnikiem Reynoldsa był legendarny traper i handlarz futer Jim Bridger (1804-1881), który żył w Górach Skalistych od czterdziestu lat i świetnie znał topografię Zachodu.

Kiedy pod koniec lat trzydziestych XIX wieku skończył się popyt na futra bobrów i dotychczasowe zajęcie przestało się opłacać, Bridger wzorem wielu innych „Ludzi z gór” zajął się zyskownym handlem z Indianami. Razem ze swoim wspólnikiem Louisem Vásquezem wybudował za Przełęczą Południową nad jednym z dopływów rzeki Green, w południowo-zachodnim rogu Wyoming, umocnioną placówkę handlową, którą nazwał Fort Bridger. Stała się ona z czasem ważnym punktem etapowym w wędrówce pionierów na Zachód, oferując emigrantom miejsce odpoczynku, kuźnię, stolarnię i możliwość uzupełnienia zapasów. Tutaj kończył się pierwszy odcinek Szlaku Oregońskiego i tu rozpoczynał się nie mniej znany Szlak Kalifornijski (California Trail). Wkrótce jednak Jim Bridger skłócił się z mormonami z Salt Lake City, którzy chcąc ograniczyć ruch obcych osadników na swoich terenach, oskarżyli go o podburzanie Indian i sprzedawanie im alkoholu oraz amunicji, co było naruszeniem prawa federalnego. W czerwcu 1853 roku mormoni wysłani przez ich religijnego przywódcę Brighama Younga wygonili Bridgera, zajęli jego faktorię i zniszczyli znalezione w niej zapasy alkoholu. Do 1855 roku kontrolowali fort Bridger, przekształcając go w bazę zaopatrzeniową dla emigrantów mormońskich zdążających do Utah. Po powrocie Bridgera w 1855 roku zmusili go do sprzedaży fortu. Po tym zdarzeniu Bridger zrezygnował z handlu i wstąpił do służby rządowej jako zwiadowca wojskowy i przewodnik wypraw badawczych oraz karawan imigrantów jadących w poprzek kontynentu.

Po powrocie z wyprawy do Yellowstone, kapitan Raynolds zameldował, że znalazł pas ziemi o szerokości około 35 km, nadający się do wybudowania nowej drogi. „Nie mam wątpliwości, że stanie się on wielkim szlakiem wędrownym prowadzącym do doliny Rozwidlenia Trzech Rzek [Three Forks] w Montanie. Biegnąc bezpośrednio wzdłuż podstawy gór, pas ten jest nawadniany przez liczne strumienie, które płyną pośród wzgórz, ale szybko znikają na otwartym, niżej położonym terenie, podczas gdy przebieg łancucha gór jest tego rodzaju, że możliwe jest wybudowanie u ich podnóża relatywnie prostej drogi”. Wytypowany w ten sposób przez Raynoldsa 800-kilometrowy korytarz omijał góry i pustynie, skracając dotychczasową drogę przez znacznie trudniejszy teren o prawie sześć tygodni. Jednocześnie zapewniał dobrą trawę i wodę dla zwierząt pociągowych oraz dostatek dzikiej zwierzyny i opału dla podróżnych.

PIERWSZY TRAKTAT Z FORTU LARAMIE

Od 1846 roku handlarze futrami, agenci indiańscy, Ludzie z gór, misjonarze i były amerykański komisarz do spraw Indian Thomas Harvey nawoływali do zwołania narady w celu negocjacji praw do przejścia przez ziemie Indian dla emigrantów zmierzających na zachód. Rosnąca liczba białych ludzi szukających nowego miejsca do życia na zachodnich rubieżach Stanów Zjednoczonych wywoływała gniew plemion indiańskich i powodowała niebezpieczne konflikty. Harvey argumentował, że „niewielkie odszkodowanie za to prawo przejazdu” zapewni pokój między białymi emigrantami a Indianami.

W 1849 roku Thomas „Złamana Ręka” Fitzpatrick (1799-1854), dawny traper z Gór Skalistych, przewodnik wojskowy i pierwszy agent do spraw Indian ze środkowych Równin (znad górnej Platte i Arkansas), zwrócił się do rządu z propozycją zawarcia traktatu z Indianami z Wielkich Równin, którego głównym celem było zapewnienie bezpieczeństwa emigrantom podróżujących Szlakiem Oregońskim przez ich tereny łowieckie. Z jego długiego doświadczenia jako trapera i handlarza futrami, a później jako agenta do spraw Indian, wynikało, że Indianie żyjący w regionie wokół fortu Laramie, przez który wiodły główne szlaki emigranckie na zachód, byli o wiele groźniejsi, niż się powszechnie przypuszczało. Zdając sobie sprawę z siły różnych plemion, Fitzpatrick był przekonany, że można wypracować wszechstronny traktat z bardziej przyjaznymi, a nawet mniej przyjaznymi plemionami z Równin, jeśli uda się zwołać wielką radę z udziałem przedstawicieli rządu. Chociaż regionalny inspektor do spraw Indian z St. Louis David D. Mitchell popierał plan, oświadczył, że jego uprawnienia są ograniczone, ale nalegał, aby Fitzpatrick osobiście przedstawił tę sprawę odpowiednim władzom w Waszyngtonie. Tak też się stało i agent powrócił w ciągu miesiąca z obietnicą zaliczki w wysokości 5 tysięcy dolarów na zakup prezentów dla Indian, przywożąc jednocześnie instrukcje, aby zorganizować naradę traktatową latem 1850 roku.

Pomimo tego, że komisarz do spraw Indian i sekretarz spraw wewnętrznych uznali sprawę zawarcia traktatu za bardzo ważną i nalegali, aby szybko trafiła pod obrady Kongresu, przygotowania do narady zostały zatrzymane z powodów politycznych. W marcu 1850 roku senator David Atchison z Missouri przedstawił Senatowi projekt ustawy upoważniający rząd do wydania 200 tysięcy dolarów na cele związane z traktatem, jednak nie został on przyjęty przez Izbę Reprezentantów. Kolejne miesiące nie przyniosły przełomu i dopiero kiedy Fitzpatrick wraz z delegacją z Missouri przedstawili sprawę w Kongresie, udało się osiągnąć zwycięstwo. Ustawą z 27 lutego 1851 roku Kongres zatwierdził sumę 100 tysięcy dolarów na wydatki związane z planem narady. Inspektor Mitchell i agent Fitzpatrick zostali mianowani komisarzami do rozmów traktatowych z Indianami z Wielkich Równin, aby zapewnić pokojowe warunki wzdłuż głównych szlaków wiodących na zachód.

Jako miejsce spotkania wybrano fort Laramie, a różne plemiona z Równin zostały wezwane do przybycia na naradę przed 1 września. Chcąc lepiej wypełnić swoją misję, Fitzpatrick zakupił trochę towarów na prezenty i opuścił St. Louis 22 kwietnia. W podróży towarzyszyła mu jego żona Margaret (córka francusko-kanadyjskiego trapera Johna Poisala i Wężowej Kobiety, Indianki z plemienia Północnych Arapahów) oraz mały synek, Andrew Jackson. Fitzpatrick z rodziną przybyli do fortu Laramie 25 lipca, ale grupa inspektora Mitchella, eskortowana przez oddział dragonów pod dowództwem kapitana Roberta H. Chiltona, pojawiła się dopiero 1 września3. Do tego czasu w pobliżu fortu Laramie wzniesiono setki indiańskich tipi, a tabuny koni pokryły gęstą ruchliwą masą okoliczne łąki. Ogromna liczba przybyłych Indian (mężczyzn, kobiet i dzieci) sprawiła, że fort nie mógł pomieścić tylu ludzi, a pastwiska nie były w stanie wyżywić ich koni. Podjęto więc decyzję o przeniesieniu spotkania w dół Platte, do ujścia Horse Creek, 48 km na wschód od fortu Laramie, w pobliżu obecnej granicy Wyoming i Nebraski.

Wieści o planowanej przeprowadzce rozeszły się szybko po obozach Indian i równie szybko poczyniono przygotowania do gigantycznego marszu. Komisarze mieli pełne ręce roboty, ponieważ trzeba było zgromadzić i przetransportować zapasy, żeby wystarczyły na dwa lub trzy tygodnie. Co więcej, prezenty przeznaczone dla Indian musiały być dostępne w nowym miejscu tak, aby można je było łatwo rozdzielić wśród plemion. Wiedziano, że bez prezentów Indianie nie zbiorą się na radzie, a bez rady wielkie spotkanie byłoby porażką. Musiało być dużo tytoniu do palenia, cukru i kawy na poczęstunek, a także koców, koralików i innych drobiazgów do rozdawania. Gdy wszystkie te trudności zostały przezwyciężone, 4 września ogromna kawalkada ruszyła w dół Platte wzdłuż często uczęszczanego i pokrytego kurzem Szlaku Oregońskiego.

Na czele szły dwie kompanie wojska, za nimi jechali biali dygnitarze w powozach przygotowanych na tę okazję. Następnie skrzypiąc wolno, sunęły ciężkie wozy załadowane po brzegi zaopatrzeniem, a tymczasem dookoła w indiańskich obozach panował nieopisany ruch: kobiety składały tipi i zaprzęgały swoje konie do włóków, na których umieszczano skórzane poszycia namiotów, ubrania i resztę dobytku. Wodzowie jechali pełni powagi i spokoju, podczas gdy młodzi wojownicy i chłopcy pędzili konno wzdłuż kolumny, prezentując swoje jeździeckie umiejętności i pozbywając się tak nadmiaru energii. Poruszając się w ten sposób, kawalkada ciągnęła się na przestrzeni kilku kilometrów, czasami niemal ukryta w tumanach gęstego i duszącego kurzu.

W sobotę 6 września na wielkiej łące nad Horse Creek zgromadziło się ponad 10 000 Indian należących do różnych plemion z Równin: Siuksów Brulé, Oglala i Miniconjou (reprezentowanych przez sześciu wodzów), Czejenów (czterech wodzów), Arapahów (trzech wodzów), Wron (dwóch wodzów), Assiniboinów (dwóch wodzów), Arikarów (dwóch wodzów) oraz Gros Ventre i Mandanów (łącznie reprezentowanych przez dwóch wodzów). Nigdy wcześniej tak wielu Indian nie zebrało się, aby pertraktować z białymi ludźmi i demonstrować pragnienie życia w pokoju. Zabrakło tylko Indian z konfederacji Czarnych Stóp, którzy zbyt późno otrzymali zaproszenie na obrady i nie zdążyli przybyć na czas, a Szoszoni, chociaż przebyli blisko 650 km (ponad 400 mil), nie zostali dopuszczeni do obrad, ponieważ nie byli plemieniem pochodzącym z Wielkich Równin. Nie było także Komanczów, Kiowów i Apaczów z południa, którzy twierdzili, że tak daleka podróż z udziałem tysięcy koni i mułów byłaby zbyt ryzykowna w razie spotkania z Siuksami i Wronami, uważanymi przez nich za zdolnych złodziei koni. Z kolei Paunisi odmówili przybycia, gdy zostali zagrożeni atakiem ze strony swoich śmiertelnych wrogów, Siuksów Lakota.

Wiele z zebranych plemion spotykało się ze sobą po raz pierwszy poza polem walki. Napięcia wśród uczestników były wysokie, głównie z powodu obaw przed wybuchem walk międzyplemiennych. Wysiłki szanowanego przez Indian misjonarza jezuity Pierre-Jeana De Smeta, towarzyszącego mu rządowego agenta specjalnego i tłumacza (dawnego handlarza futer i założyciela fortu Benton w Montanie) Alexandra Culbertsona oraz innych zdołały uspokoić sytuację, ale nieufność wśród plemion doprowadziła do powstania wydzielonych obozów, w których Indianie używali amerykańskich urzędników i żołnierzy jako bufora bezpieczeństwa4.

W niedzielę 7 września Indianie zostali poinformowani przez tłumaczy, że jest to dla białych „dzień świąteczny” (Medicine Day) i że rada zbierze się następnego ranka. Jednak kobiety z plemion Czejenów i Siuksów wykorzystały przerwę, aby przygotować arenę jako miejsce spotkań rady. Z niezwykłą wprawą wzniosły w centrum obozowiska duży namiot, osłaniając skórami słupy, na których zawieszono improwizowany dach okrywający miejsce przeznaczone dla komisarzy, tłumaczy i wodzów Indian. O świcie w poniedziałek cały obóz był pełen gorączkowych przygotowań. Przed namiotem inspektora Mitchella stanął maszt flagowy, na którym rozwinięto gwiaździsty sztandar powiewający na powitanie porannego słońca. O godzinie dziewiątej armata dała wystrzałem sygnał do otwarcia zgromadzenia, a ze wszystkich stron nadciągnęli Indianie z różnych plemion, kierując się do kręgu rady.

Inspektor Mitchell otworzył spotkanie przesłaniem dobrej woli, które zostało starannie przełożone przez tłumaczy. Powiedział, że przybył tu załatwić ważne sprawy i chce, aby wszystko odbywało się jak najlepiej. Na dowód dobrej woli zaproponował wspólne wypalenie fajki pokoju, „pozwalając dotykać jej tylko tym, których serca są wolne od oszustwa”. Na zakończenie ceremonii Mitchell zwrócił się do Rady. Wyraził zadowolenie z przejawów dobrej wiary i wyjaśnił, że on i agent Fitzpatrick zostali wysłani przez Wielkiego Ojca z Waszyngtonu, aby zawrzeć pokój ze zgromadzonymi plemionami. „To prawda – powiedział – że bizony stają się rzadkością, a konie i bydło emigrantów zjadają trawę, ale spodziewam się, że za te szkody Wielki Ojciec da Wam odpowiednią rekompensatę”.

Ponadto oświadczył, że biali ludzie chcą niezakłóconego przejścia drogami prowadzącymi na zachód i prawa do budowania posterunków wojskowych dla ich ochrony. Wielki Ojciec, wyjaśnił, pragnie, aby każde plemię wybrało wodza, który będzie za nie odpowiedzialny. Ponadto obiecał, że jeśli Indianie zgodzą się na te warunki, zostanie im zapewniona renta w wysokości 50 tysięcy dolarów w postaci różnorakich dóbr, towarów i żywności, a okres ten będzie trwał pięćdziesiąt lat. Aby sprawiedliwości stało się zadość, zaproponował, by kraj Indian został podzielony na terytoria ograniczone takimi rzekami, górami i liniami, które pokazywałyby, do jakiego obszaru każdy naród indiański może rościć sobie prawa. Podkreślił przy tym, że nie jest intencją rządu pozbawienie Indian ziemi, odebranie im prawa do polowań i połowów lub bezprawne przechodzenie przez ich kraj. Równocześnie ostrzegł, że Wielki Ojciec i jego żołnierze mają możliwość ukarania osób postępujących niewłaściwie.

Po wielu dniach rozmów i narad z udziałem Fitzpatricka, ojca de Smeta oraz inspektora Mitchella, 17 września podpisano porozumienie, znane jako pierwszy Traktat z fortu Laramie (Fort Laramie Treaty of 1851)5. Pod naciskiem komisarzy rządowych Indianie zgodzili się zaprzestać walk między sobą, wybrać głównych wodzów, którzy mieli ich reprezentować w kontaktach z władzami i dali sobie narzucić umowne granice terytoriów plemiennych (z wyjątkiem Północnych Czejenów i Arapahów. których rząd nie uznał za oddzielne plemiona). Zgodzili się również zostawić w spokoju emigrantów na Szlaku Oregońskim oraz uznali prawo rządu do zbudowania drogi i posterunków wojskowych wzdłuż wytyczonego szlaku. W zamian rząd obiecał bronić Indian przed wrogością białych i miał im wypłacać co roku ze środków federalnych rentę w towarach o wartości 50 tysięcy dolarów przez okres 50 lat, jako rekompensatę za szkody wyrządzone przez emigrantów zmierzających do Oregonu, Utah i Kalifornii6. W forcie Laramie powstała wtedy rządowa Agencja Platte (Platte Agency) dla Siuksów i Północnych Czejenów.

Ratyfikując traktat 24 lutego 1852 roku, Senat w wyniku burzliwej debaty politycznej jednostronnie ograniczył okres wypłaty renty dla Indian do 10 lat, z możliwością jego przedłużenia o dalsze pięć. Przywódcy plemion (z wyjątkiem Wron) zgodzili się na zmianę wkrótce po ratyfikacji. Oznaczało to, że pierwszy Traktat z fortu Laramie wygasł oficjalnie w 1866 roku. W ciągu piętnastu lat obowiązywania traktatu każde z plemion sygnatariuszy realizowało strategie i kierunki działania, które były najlepsze dla jego własnych ludzi. Najważniejszym celem dla wszystkich było przeżycie.

W miarę napływu coraz większej liczby osadników na Zachód, rząd amerykański nasilił presję na Indian, domagając się sprzedaży coraz to nowych terytoriów plemiennych. W latach 50. XIX wieku wynegocjowano jeszcze dwa inne traktaty z plemionami indiańskimi zamieszkującymi dzisiejszą Montanę. W 1855 roku Isaac Stevens, gubernator Terytorium Waszyngton, które w tym czasie obejmowało większość ziem obecnej Montany, odbył szereg spotkań z wodzami tamtejszych plemion (Saliszami, Kutenajami, Pend O’reille i Płaskimi Głowami) i 16 lipca doprowadził do zawarcia traktatu w Council Groves (Treaty of Hellgate), na zachód od dzisiejszego miasta Missoula. W jego wyniku Indianie zgodzili się odsprzedać Stanom Zjednoczonym dużą część swoich tradycyjnych ziem i zamieszkać we wspólnym rezerwacie w Dolinie Jocko nad rzeką Flathead w zachodniej Montanie, zwanym Rezerwatem Jocko. W zamian rząd zgodził się wypłacać im 120 tysięcy dolarów rocznie przez okres 20 lat w formie żywności, towarów przemysłowych, bydła i narzędzi rolniczych. Wszystkie negocjacje toczyły się za pośrednictwem tłumaczy i wiele ustaleń stało się przedmiotem mylnych interpretacji z obu stron, co później doprowadziło do wielu kontrowersji i konfliktów.

Jesienią 1855 roku Stevens spotkał się z przedstawicielami potężnej konfederacji Czarnych Stóp (Pieganów, Czarnych Stóp Właściwych i Krwawych) oraz wodzami plemion Pend O’reille, Kutenajów, Nez Perce i Kri. Podpisany 17 października u ujścia rzeki Judith w Montanie traktat w zamian za coroczne przydziały żywności i różnych towarów o wartości 20 tysięcy dolarów, nakazywał Indianom zakończenie waśni plemiennych i zezwalał białym na wolny przejazd przez ich terytoria plemienne, budowę dróg, linii telegraficznych i posterunków wojskowych, oraz dokonanie pomiarów pod budowę przyszłej linii kolejowej ze Wschodu do zachodniego wybrzeża. Traktat ten nosi nazwę Traktatu Kulawego Byka (Lame Bull’s Treaty), od imienia wodza Pieganów, który pierwszy się pod nim podpisał. Wielu Indian z północy nie przybyło na spotkanie ze Stevensem, gdyż żyjąc na terenie Kanady, nie widzieli sensu w układaniu się z Amerykanami. Przestrzegania traktatu miał od tej pory pilnować specjalny agent rządowy z siedzibą w forcie Benton nad rzeką Missouri.

1 John White był członkiem grupy poszukiwaczy złota, która pod przywództwem Williama Eadsa przybyła do Montany z Kolorado. Został zamordowany na początku 1864 r. podczas płukania złota w dorzeczu rzeki Boulder. Jego zabójcy nigdy nie schwytano.

2 Szlak Oregoński (Oregon Trail) zaczynał się w Independence albo pobliskim St. Joseph nad rzeką Missouri i wiódł przez dzisiejsze stany: Missouri, Kansas, Nebraska, Wyoming, Idaho do Oregonu. Przecinał Wielkie Równiny wzdłuż rzeki Platte, a później Północnej Platte (ta część nosiła nazwę Szlaku Platte), przekraczał Góry Skaliste na Przełęczy Południowej (2260 m n.p.m.) i docierał do rzeki Snake w Idaho. Dalej prowadził wzdłuż Snake River do doliny rzeki Kolumbii. Główny szlak kończył się nad rzeką Willamette i w forcie Vancouver nad Kolumbią.

3 W grupie tej byli m.in.: pułkownik Samuel Cooper, szef administracji wojskowej armii USA (Adjutant general), Adam B. Chambers, wydawca gazety „Missouri Republican”, któremu powierzono funkcję sekretarza narady, oraz dziennikarz Benjamin Gratz Brown, który miał relacjonować przebieg obrad dla gazety „Republican” i pełnić rolę zastępcy sekretarza.

4 Miejsce narady zabezpieczało 270 żołnierzy pod dowództwem kpt. Roberta H. Chiltona z 1. Pułku Dragonów USA i kpt. Thomasa Duncana z Pułku Strzelców Konnych (Regiment of Mounted Riflemen).

5 Siuksowie Lakota nazwali traktat „Umową na długiej łące”, a Czejenowie „Umową z zakola rzeki”, chociaż najczęściej pojawiało się określenie „Wielki Dym” (ang. The Great Smoke).

6 Prawie natychmiast po zakończeniu narady artykuły traktatu zostały złamane. Podczas gdy rząd federalny obiecał chronić zasoby plemienne i tereny łowieckie Indian przed grabieżami dokonywanymi przez białych osadników, brakowało mu środków na egzekwowanie tego zobowiązania. Ponadto dokonano tylko jednej z obiecanych wypłat rentowych. Z niewieloma wyjątkami plemiona honorowały traktat aż do 1864 r., kiedy to żądania białych dotyczące ziemi skłoniły Siuksów, Czejenów i Arapahów do wszczęcia wojny, kładąc kres nadziejom na pokój, które zapoczątkował „Wielki Dym”.