Wiersze, bajki i satyry - Urszula Gątkiewicz - ebook

Wiersze, bajki i satyry ebook

Urszula Gątkiewicz

0,0

Opis

Szukasz książki, która bawi, wzrusza i skłania do myślenia? Wiersze, bajki i satyry Urszuli Gątkiewicz to wyjątkowy, pełen ciepła i trafnych spostrzeżeń zbiór, po który z przyjemnością sięgną zarówno najmłodsi, jak i dorośli czytelnicy.

 

Wkraczając do świata autorki, odkryjesz mądre i wartościowe bajki, które nie tylko rozbudzają wyobraźnię i dostarczają emocji, ale też budują empatię i pomagają kształtować ważne postawy społeczne u dzieci. Poznasz osobistą i pełną wrażliwości poezję – stanowiącą szczere odzwierciedlenie najgłębszych ludzkich uczuć i refleksji. A na koniec uśmiechniesz się, czytając błyskotliwą satyrę – z przymrużeniem oka punktującą nieodpowiednie zachowania i ludzkie słabości, które wszyscy znamy z codziennego życia.
To niezwykła i wszechstronna lektura, która pokazuje, że literatura może jednocześnie uczyć wartości, poruszać serce i skłaniać do refleksji nad otaczającym nas światem. Otwórz tę książkę i daj się porwać sile słowa!
 

Urszula Gątkiewicz

ur w 1964 roku. Z zawodu jest pedagogiem i pracownikiem socjalnym. Obecnie jest już na emeryturze. Interesuje się głównie literaturą, poezją i historią. Pasjonuje się również w pisaniu bajek a jej twórczość skierowana jest do najmłodszych odbiorców,

Pisze także wiersze i krótkie opowiadania.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 26

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



 

Urszula Gątkiewicz

WIERSZE,BAJKI I SATYRY

zbiór utworów

 

© Copyright by Urszula Gątkiewicz 

Skład: Katarzyna Krzan 

Projekt okładki: Maciej Klimek + AI 

ISBN e-book: 978-83-982831-0-6

ISBN druk: 978-83-982831-1-3 

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione. 

Wydanie I 2026

Książkę dedykuję Zenonowi z nadzieją,

że wiersze moje dadzą Ci tyle radości,

ile mnie dało ich napisanie.

 

Urszula

 

 

CZĘŚĆ INatura, czas i pamięć

 

MOTTO ADAMA

2011

(wg S. Jesienina)

 

Odchodzimy sobie pomalutku

w tę krainę gdzie cisza i błogość.

Może czas już i mnie zbywszy smutku

Zabrać marny dobytek i w drogę.

Ukochane brzozowe zagaje!

Ziemio Ty! I Wy równinne piachy

wobec tych, co idą w wieczne kraje

trudno smutek skryć uśmiechem błahym.

Nazbyt mocno kochałem na świecie

wszystko to, co duszę w ciało stroi.

Pokój wam osiki, co szepczecie

liść rozplótłszy nad odbiciem swoim.

Wiele myśli przemyślałem w ciszy

wiele pieśni o sobie złożyłem.

Na tej ziemi, co jęk zewsząd słyszy

Jam szczęśliwy po prostu że żyłem.

Że kobiece całowałem piersi,

gniotłem kwiaty i trawy w parowie

i że zwierząt braci naszych mniejszych

nigdy pałką nie biłem po głowie.

Wiem że tam nie rozkwitają gaje

że nie dzwoni kłos łabędzią szyją,

więc przed tłumem idącym w te kraje

zawsze czuję dreszcz, nim w mrok się skryją.

Wiem że w kraju tym wiatr nie obudzi

pól stojących w złotej mgle promieni.

To dla tego ukochałem ludzi,

którzy żyją tu ze mną na ziemi.

 

 

Sergiusz Jesienin

 

MOJE MOTTO

6.06.2011

(Jako odpowiedź na słowa S Jesienina)

 

 

Też odchodzę droga którą każdy

pomalutku w tę krainę zmierza

w wieczne kraje i puste równiny,

gdzie ni kwiatów, ni ptaków, ni zwierza.

Lecz cóż na to poradzić możemy,

czas umyka jak strumień wezbrany,

ale zanim w nicość odejdziemy

jeszcze nie raz, razem zaśpiewamy.

Wierszem pisać to nie prosta sprawa.

Trza mieć serce!

Trza mieć ducha bracie!

My poeci znamy się na słowach

i wy także, co słowa czytacie.

 

ODCHODZI LATO

16.08.2014

 

Już pachnie jesieniami

rosą, mgłą i deszczem...

a jeszcze się kroplami

słońca zmierzchów pieszczę.

Jeszcze koń polny skacze,

świerszcz cyka radośnie.

Poprzez zimy marzenie

serce mknie ku wiośnie.

Gdzieś tam żaba rechocze,

może kumka?

Nie wiem...

Bociany na południe kierują się niebem.

Trawy żółkną i żniwne pola stoją puste,

czekamy na śliwy, jabłka i kapustę.

Słonecznik nieśmiało chyli głowę złotą.

Już wszyscy na powidła czekają z ochotą!

Ogórki zielone lecą do słoika!

Cukinie dostojne, dynie i papryka!

Rozsiewa swe nasiona kopru kwiat przestrojny

i zapach malin słodki wokół czuć upojny...

Powoli odchodzi lato w dary hojne

dni nie są już upalne, lecz ciepłe, spokojne.

Przechodzą nocami ciężkie, gromne burze,

przynosząc strugi wody spragnionej naturze.

A rankiem?

Mgły się srebrzą, tkane kroplą rosy

i słychać nieco cichsze leśnych ptaków głosy.

Świty są już ciemniejsze i dni krótsze nieco.

Po niebie gnane wiatrem ciemne chmury lecą.

Kłęk ziemniaków usycha, niedługo wykopki

i rżyska stoją gładkie, ustrojone w snopki.

Cebula wyczekuje złocistej koszuli,

by strojnie wyglądała na Świętej Urszuli.

A przed nią kapusta, rośnie na wyścigi!

by zdążyła zejść z pola na Świętej Jadwigi.

A potem?

Tylko szrony i zamieć nad nami

i mrozy pod drzwiami skrzypiące nocami.

I bielą puszystą wymoszczone drogi,

by nimi wędrować w nowej wiosny progi.

 

KOLEJNA ZIMA...

25.01.2015

 

Która to zima już na nas spogląda?

W sercu czas jeszcze słońcem rozświetlony

a wokół szarość chmury jako ołów.

A wokół trawy uschnięte i szrony.

Dalej jak spojrzysz puste wokół pola

i las poszarzał…

Tęskni za zielenią.

Nie ma już zmierzchów słońc jak pomarańcza,

zima już stoi u progu, pod sienią.

Jeszcze raz tylko, dnia tego okruchem

zobaczę szarość co w mgłach zmierzchu wstaje,

spojrzę na pole traw snem otulone

gdy mrozu skrawek czai się za gajem.

I będę czekać bieli roziskrzonej,

gdy rankiem zejdzie na świata rozstaje

i będę czekać bieli z igieł lodu,

skrzypiącej niczym konar wierzby starej…

Która otuli świat ciszy spragniony

i pójdzie styczniem, krok po kroku dalej,

puszysta drogą w zamieci muzyce,

jak grajek który skrzypiec nie dosięga.

Aż wreszcie stanie na krawędzi marca,

gdzie młodej wiosny falująca wstęga

skona w płomieniach złotej pomarańczy,

i odda pokłon przylaszczce i w końcu….

Świat się okryje tęczami kolorów

A my pod rękę pójdziemy ku słońcu.