Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
ur w 1964 roku. Z zawodu jest pedagogiem i pracownikiem socjalnym. Obecnie jest już na emeryturze. Interesuje się głównie literaturą, poezją i historią. Pasjonuje się również w pisaniu bajek a jej twórczość skierowana jest do najmłodszych odbiorców,
Pisze także wiersze i krótkie opowiadania.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 26
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Urszula Gątkiewicz
WIERSZE,BAJKI I SATYRY
zbiór utworów
© Copyright by Urszula Gątkiewicz
Skład: Katarzyna Krzan
Projekt okładki: Maciej Klimek + AI
ISBN e-book: 978-83-982831-0-6
ISBN druk: 978-83-982831-1-3
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości
bez zgody wydawcy zabronione.
Wydanie I 2026
Książkę dedykuję Zenonowi z nadzieją,
że wiersze moje dadzą Ci tyle radości,
ile mnie dało ich napisanie.
Urszula
Odchodzimy sobie pomalutku
w tę krainę gdzie cisza i błogość.
Może czas już i mnie zbywszy smutku
Zabrać marny dobytek i w drogę.
Ukochane brzozowe zagaje!
Ziemio Ty! I Wy równinne piachy
wobec tych, co idą w wieczne kraje
trudno smutek skryć uśmiechem błahym.
Nazbyt mocno kochałem na świecie
wszystko to, co duszę w ciało stroi.
Pokój wam osiki, co szepczecie
liść rozplótłszy nad odbiciem swoim.
Wiele myśli przemyślałem w ciszy
wiele pieśni o sobie złożyłem.
Na tej ziemi, co jęk zewsząd słyszy
Jam szczęśliwy po prostu że żyłem.
Że kobiece całowałem piersi,
gniotłem kwiaty i trawy w parowie
i że zwierząt braci naszych mniejszych
nigdy pałką nie biłem po głowie.
Wiem że tam nie rozkwitają gaje
że nie dzwoni kłos łabędzią szyją,
więc przed tłumem idącym w te kraje
zawsze czuję dreszcz, nim w mrok się skryją.
Wiem że w kraju tym wiatr nie obudzi
pól stojących w złotej mgle promieni.
To dla tego ukochałem ludzi,
którzy żyją tu ze mną na ziemi.
Sergiusz Jesienin
Też odchodzę droga którą każdy
pomalutku w tę krainę zmierza
w wieczne kraje i puste równiny,
gdzie ni kwiatów, ni ptaków, ni zwierza.
Lecz cóż na to poradzić możemy,
czas umyka jak strumień wezbrany,
ale zanim w nicość odejdziemy
jeszcze nie raz, razem zaśpiewamy.
Wierszem pisać to nie prosta sprawa.
Trza mieć serce!
Trza mieć ducha bracie!
My poeci znamy się na słowach
i wy także, co słowa czytacie.
Już pachnie jesieniami
rosą, mgłą i deszczem...
a jeszcze się kroplami
słońca zmierzchów pieszczę.
Jeszcze koń polny skacze,
świerszcz cyka radośnie.
Poprzez zimy marzenie
serce mknie ku wiośnie.
Gdzieś tam żaba rechocze,
może kumka?
Nie wiem...
Bociany na południe kierują się niebem.
Trawy żółkną i żniwne pola stoją puste,
czekamy na śliwy, jabłka i kapustę.
Słonecznik nieśmiało chyli głowę złotą.
Już wszyscy na powidła czekają z ochotą!
Ogórki zielone lecą do słoika!
Cukinie dostojne, dynie i papryka!
Rozsiewa swe nasiona kopru kwiat przestrojny
i zapach malin słodki wokół czuć upojny...
Powoli odchodzi lato w dary hojne
dni nie są już upalne, lecz ciepłe, spokojne.
Przechodzą nocami ciężkie, gromne burze,
przynosząc strugi wody spragnionej naturze.
A rankiem?
Mgły się srebrzą, tkane kroplą rosy
i słychać nieco cichsze leśnych ptaków głosy.
Świty są już ciemniejsze i dni krótsze nieco.
Po niebie gnane wiatrem ciemne chmury lecą.
Kłęk ziemniaków usycha, niedługo wykopki
i rżyska stoją gładkie, ustrojone w snopki.
Cebula wyczekuje złocistej koszuli,
by strojnie wyglądała na Świętej Urszuli.
A przed nią kapusta, rośnie na wyścigi!
by zdążyła zejść z pola na Świętej Jadwigi.
A potem?
Tylko szrony i zamieć nad nami
i mrozy pod drzwiami skrzypiące nocami.
I bielą puszystą wymoszczone drogi,
by nimi wędrować w nowej wiosny progi.
Która to zima już na nas spogląda?
W sercu czas jeszcze słońcem rozświetlony
a wokół szarość chmury jako ołów.
A wokół trawy uschnięte i szrony.
Dalej jak spojrzysz puste wokół pola
i las poszarzał…
Tęskni za zielenią.
Nie ma już zmierzchów słońc jak pomarańcza,
zima już stoi u progu, pod sienią.
Jeszcze raz tylko, dnia tego okruchem
zobaczę szarość co w mgłach zmierzchu wstaje,
spojrzę na pole traw snem otulone
gdy mrozu skrawek czai się za gajem.
I będę czekać bieli roziskrzonej,
gdy rankiem zejdzie na świata rozstaje
i będę czekać bieli z igieł lodu,
skrzypiącej niczym konar wierzby starej…
Która otuli świat ciszy spragniony
i pójdzie styczniem, krok po kroku dalej,
puszysta drogą w zamieci muzyce,
jak grajek który skrzypiec nie dosięga.
Aż wreszcie stanie na krawędzi marca,
gdzie młodej wiosny falująca wstęga
skona w płomieniach złotej pomarańczy,
i odda pokłon przylaszczce i w końcu….
Świat się okryje tęczami kolorów
A my pod rękę pójdziemy ku słońcu.
