Wieczny Pasażer. Humoreska - Stefan Grabiński - ebook + audiobook

Wieczny Pasażer. Humoreska ebook i audiobook

Grabinski Stefan

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

W zatłoczonej hali dworcowej w Snowiu pan Agapit Kluczka – z zawodu skromny pisarz sądowy – co dnia odgrywa ten sam osobliwy rytuał. Kupuje symboliczne bilety, szturmem zdobywa wagony, by w ostatniej chwili wymknąć się tylnymi drzwiami. Nigdy nigdzie nie jedzie. A jednak dla niego dworzec, zapach dymu i gwar pasażerów to najprawdziwsza podróż, na jaką pozwala mu chudy portfel i jeszcze chudsze zdrowie.

 

Stefan Grabiński, zwany polskim Poem, mistrz kolejowej grozy, kreśli tu portret tkliwy, lekko absurdalny i podszyty smutkiem – opowieść o tęsknocie i o tym, dokąd potrafi zawędrować wyobraźnia, gdy ciało musi zostać na peronie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 16

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 25 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Łukasz Borowiec

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wieczny Pasażer

Humoreska

Stefan Grabiński

Przez tłum zalegający halę wejściową dworca wSnowiu przeciskał się gorączkowo zwalizą podróżną mały, nerwowy, wwyszarzałej narzutce człowiek. Spieszyło mu się widocznie ogromnie, bo rozpychał gwałtownie gromady chłopów irzucał się jak nurek wodmęt ludzkich ciał, od czasu do czasu wbijając niespokojne spojrzenie wtarczę zegara, królującego ponad morzem głów.

Było już kwadrans na czwartą po południu; za 10 minut odjeżdżał pociąg wkierunku Kostrzan. Czas najwyższy, by kupić bilet iznaleźć miejsce.

Wreszcie po nadludzkich wysiłkach p. Agapit Kluczka przedostał się wokolicę kasy, by tu stanąć wogonku iczekać cierpliwie, aż przyjdzie nań kolej. Lecz powolne posuwanie się naprzód, okrok na minutę, znać go mocno niecierpliwiło, bo wkrótce zauważyli sąsiedzi widoczną utowarzysza niedoli tendencję do przyspieszenia pielgrzymki. Wreszcie zziajany, czerwony jak upiór, zkroplami potu na twarzy dotarł pan Agapit do upragnionego okienka. Lecz teraz zaszło coś niezwykłego. Zamiast zażądać biletu, pan Kluczka otworzył pulares, zajrzał badawczo do jego wnętrza, mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem, iodszedł drugim, „odpływowym” przejściem od kasy.

Jeden zpodróżnych, któremu pan Agapit wczasie swej wędrówki do okna nastąpił dość silnie na nagniotek, zauważył ku niemałemu oburzeniu cały ten zagadkowy manewr inie omieszkał zgromić go na odchodnym:

– Ciśniesz się pan ipchasz naprzód jak opętany, myślałby kto, że Bóg wie jak pilno ci odjechać... atu odchodzisz od kasy bez biletu. Fi! Bzik, bzik! Amoże wybrałeś się pan wdrogę bez pieniędzy?

Lecz pan Agapit już nie słyszał. „Zdobywszy” symbolicznie bilet, pospieszył nerwowym krokiem przez poczekalnię na peron. Tu już oczekiwał tłum pasażerów przybycia pociągu. Pan Kluczka przeszedł się parę razy niespokojnie po peronie ipodając otwartą papierośnicę portierowi, zagadnął:

– Czy pociąg spóźniony?

– Tylko okwadrans – objaśnił kolejarz, wyciągając zuśmiechem zprzegródki papierosa. – Za dwie minuty będziemy go mieli na dworcu. Ałaskawy pan dzisiaj na odmianę rozpoczyna turę jazdą do Kostrzan? – zapytał, filuternie przymykając oko.

Pan Kluczka zmieszał się jakoś, zaczerwienił iobróciwszy się na pięcie, podbiegł truchcikiem poza drugi tor. Portier, znać dobry znajomy, pokiwał tylko za gościem pobłażliwie głową, machnął ręką i