Wenecka noc - Lynn Raye Harris - ebook
Opis

Po balu maskowym w Wenecji Valentina spędziła cudowną noc z nieznajomym mężczyzną. Nad ranem uchyla jego maskę i widzi, że to markiz Niccolo Gavretti, dawny przyjaciel jej brata, a obecnie jego największy rywal. Przerażona ucieka bez pożegnania. Jednak wkrótce będzie musiała go odszukać…

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 142

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Lynn Raye Harris

Wenecka noc

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Ciąża nie wchodziła w rachubę. Valentina D’Angeli wzięła test w drżące palce i spojrzała na niebieską linię świadczącą o tym, że istotnie spodziewa się dziecka. To niemożliwe, a jednak…

Przeszedł ją dreszcz niepokoju. W noc balu maskowego postanowiła zaszaleć, rozpuścić włosy i wreszcie stać się osobą, jaką zawsze pragnęła być. Kobietą wyzwoloną, która może się przespać z mężczyzną i opuścić go rankiem bez żalu i wyrzutów sumienia. W tę jedną noc pragnęła być uwodzicielska i pewna siebie. Doświadczyć żaru namiętności i raz na zawsze pokonać chorobliwą nieśmiałość, na którą cierpiała od dziecka.

Odłożyła test i wyjęła z opakowania następny. Poprzedni musiał być zapewne wadliwy, ten natomiast poda prawdziwą informację.

Uwzględniając nawet anonimowość, jaką zapewniała maska, Tina nie odważyłaby się pójść na całość, gdyby nie namowy jej przyjaciółki Lucii.

– Musisz się w końcu z kimś bzyknąć – orzekła stanowczo.

Czerwona jak burak Tina wymamrotała, że tak, oczywiście, sama ma już dość bycia dwudziestoczteroletnią dziewicą, w skrytości ducha jednak powątpiewała, czy do tego dojdzie. Starała się tańczyć i flirtować, lecz kiedy partner przyciągnął ją bliżej, zionąc w twarz mieszaniną czosnku i mięty, wyrwała mu się i wybiegła z zabytkowego palazzo na balsamicznie świeże weneckie powietrze.

Właśnie tam pojawił się on, mężczyzna, któremu miała się oddać, nim przeminie noc. Był wysoki, świetnie zbudowany, ubrany na czarno, z oczami zasłoniętymi zgodnie z tradycją jedwabną maską.

Wystarczyło kilka chwil, by całkowicie poddała się jego czarowi. Kochał się z nią tak pięknie, tak czule, że na koniec uroniła nawet parę łez.

– Żadnych imion – ucho Tiny owionął gorący szept – ani pokazywania twarzy.

Zgodziła się chętnie, na tym bowiem polegała magia balowej nocy, ale potem zapragnęła się jednak dowiedzieć, kim jest nieznajomy.

Na wspomnienie tamtej chwili poczuła, jak lęk chwyta ją za gardło. Niewiedza była znacznie lepsza. Żałowała tamtego pochopnego uczynku.

Lecz kiedy blask księżyca w pełni przesączył się przez szparę w zasłonach, odważyła się odsunąć z oczu śpiącego kochanka jedwabną maskę. Nawet teraz zachłysnęła się powietrzem, przypomniawszy sobie, kogo wtedy ujrzała. Zerwała się z królewskiego łoża i stała pośrodku eleganckiego apartamentu w hotelu, do którego ją zabrał. Serce trzepotało jej w piersi jak spłoszony ptak.

Zareagowała instynktownie i możliwie jak najciszej wymknęła się z pokoju.

Czekając teraz, aż nowy test przyniesie pożądaną odpowiedź, czyniła sobie w duchu wyrzuty za tę noc beztroskiej rozwiązłości z człowiekiem, którego nie powinna była poznać.

Lecz w gruncie rzeczy go znałaś, podpowiadał cichy głos w głowie, mało tego, zawsze ci się podobał.

Sekundy płynęły nieubłaganie, serce Tiny biło coraz szybciej. Wreszcie spojrzała na test.

Wynik pozytywny. Ciąża.

– Przyszła jakaś kobieta, milordzie – rzekł menedżer przepraszającym tonem.

Niccolo Gavretti, markiz di Casari, oderwał wzrok od widoku za oknem restauracji ekskluzywnego rzymskiego hotelu. Kobiety zawsze się koło niego kręciły, były bowiem jego ulubioną rozrywką. Oczywiście poza tymi, którym się wydawało, że skoro się z nimi przespał, to jest im coś winien.

Niccolo kochał kobiety – ale na swoich warunkach.

– Nie chce wejść do środka – ciągnął z dezaprobatą menedżer.

– Cóż, trudno. – Nico odprawił mężczyznę i wrócił do lektury prasy.

Po spotkaniu w interesach został dłużej, żeby napić się jeszcze kawy i w spokoju przejrzeć gazetę. Nie oczekiwał damskiego towarzystwa, ale i nie był mu nieprzychylny. Czasami takie spotkanie mogło się zakończyć całkiem przyjemnie.

Menedżer wrócił po chwili wyraźnie speszony. Nico złożył gazetę z lekkim na razie zniecierpliwieniem.

– Proszę wybaczyć, milordzie, ale ta dama twierdzi, że koniecznie musi się z panem rozmówić na osobności i zaprasza do swego pokoju.

Nico z trudem powstrzymał gest lekceważenia. Przed śmiercią ojca był czempionem motocyklowym, niedawno zdobył nawet mistrzostwo świata. Kobiety imały się najróżniejszych sztuczek, żeby wzbudzić w nim zainteresowanie. Jeśli był w odpowiednim nastroju, szedł im czasem na rękę.

Ale nie dzisiaj.

– Przekaż tej pani, że się mnie nie doczeka. Niedługo mam ważne spotkanie – dodał, zerkając na kosztowny zegarek.

– Jeśli milord odmówi, kazała mi przekazać to – ciągnął menedżer z widocznym skrępowaniem, podając mu na srebrnej tacce kopertę.

Czując złość pomieszaną z zaciekawieniem, Nico rozerwał ją i wyjął ze środka skromną białą wizytówkę ze stylizowaną literą D w rogu.

Znieruchomiał na widok nazwiska.

„Valentina D’Angeli”.

Przeszył go dobrze mu znany dreszcz gniewu. Brat Valentiny, Renzo D’Angeli, z dawien dawna był jego zaprzysięgłym rywalem, zarówno na torze motocyklowym, jak i obecnie w interesach. Choć kiedyś byli najlepszymi przyjaciółmi i zamierzali razem podbić świat, to jednak potem rozeszli się w gniewie, miotając wzajemne oskarżenia o kłamstwa i zdradę.

Próbował przypomnieć sobie dziewczynę, którą widział ostatnio, kiedy była jeszcze podlotkiem. Obliczył, że powinna mieć teraz dwadzieścia cztery lata. Od dnia, w którym po raz ostatni odwiedził rezydencję D’Angelich, upłynął już spory szmat czasu.

Valentina była prześliczna, ale okropnie nieśmiała, czym martwił się nawet jej brat. Planował wysłać ją do szkoły z internatem w nadziei, że to ją uleczy. Nico próbował wybić mu to z głowy. Dobrze wiedział, jakie to uczucie przebywać z dala od bliskich. Nie cierpiał na nieśmiałość, mimo to czuł się niepotrzebny i osamotniony, gryząc się tym, że rodzicom jest lepiej bez niego. Okazało się to nieprawdą, ale dowiedział się o tym dopiero po latach.

Obrócił wizytówkę w palcach i zobaczył napis „Pokój 386”. Powinien teraz wstać i wyjść, i jak najszybciej zapomnieć, że w ogóle miał ją w rękach. Zanadto paliła go jednak ciekawość, czego może chcieć od niego Valentina. Najpewniej przysłał ją Renzo, ale w jakim celu? Nie widział go od czasu wyścigu w Dubaju. Po jego zakończeniu Renzo zrezygnował z dalszej kariery, ożenił się ze swoją ponętną sekretarką i ponoć siedział na prowincji, płodząc dzieci. On i Nico nie przestali jednak rywalizować w interesach. Kumplowi musiało na czymś strasznie zależeć, skoro wysłał po to swoją piękną siostrę.

Tina w napięciu obserwowała ulicę. Co będzie, jeśli on jednak nie przyjdzie? Czy znajdzie w sobie dość odwagi, żeby pójść do jego firmy i stanowczo domagać się spotkania? A może powinna się udać do którejś wiejskiej posiadłości Gavrettich? Kłopot w tym, że posiadał ich kilka. Od pamiętnego balu w Wenecji upłynęły blisko dwa miesiące, a w tym krótkim okresie zmarł ojciec Nica i Nico przejął po nim rodzinną schedę i tytuł markiza. Czy człowiek o takiej pozycji skorzysta z jej zaproszenia? Nico prawdopodobnie jej nie pamiętał, gdyż wrogość między nim a jej bratem trwała już dłużej niż przyjaźń. Dawno zapomniał o cichej, nieśmiałej dziewczynie, która zakradała się do garażu i obserwowała chłopaków grzebiących przy motorach.

A teraz nosiła w łonie jego dziecko. Na tę myśl łzy zalśniły w oczach Tiny. Jedna namiętna noc, podczas której postanowiła odrzucić krępujące więzy nieśmiałości, przyniosła tak poważne konsekwencje. Gdyby wiedziała, kim jest tajemniczy nieznajomy, uciekłaby znacznie wcześniej. Nie umiałaby się poddać jego cudownym pieszczotom ze świadomością, że przez całe życie marzyła tylko o nim. W wieku czternastu lat durzyła się w nim na zabój. On był o sześć lat starszy i tak piekielnie przystojny, że brakowało jej tchu. Mimo że zawsze był dla niej miły, nie umiała się przy nim pozbyć skrępowania. Uśmiechał się do niej, a ona milkła i gwałtownie się czerwieniła. Kiedy pewnego dnia wśliznęła się do garażu, żeby ukradkiem zerkać na jego piękną twarz, nie było go tam i nigdy więcej go nie zobaczyła, a brat odmówił rozmowy na ten temat. Co noc leżąc bezsennie w łóżku, na próżno modliła się, żeby powrócił.

Rozległo się stukanie do drzwi, a Tina podskoczyła przestraszona. Ogarnęły ją spóźnione wątpliwości, czy powinna ujawnić swój sekret, narażając się na gniew i niezadowolenie Nica. Choć przecież miał prawo wiedzieć, że będzie ojcem, i poznać swoje dziecko. Ona nie znała swego ojca, matka wyjawiła jej tylko, że był Anglikiem. Znając związane z tym cierpienie, wiedziała, że nie zafunduje tego samego swojemu maleństwu.

Nim zdążyła zmienić zdanie, szybkim krokiem poszła otworzyć drzwi. Stał przed nią wysoki, ciemnowłosy mężczyzna nieziemskiej urody, starsza wersja jej platonicznego ukochanego sprzed lat. Omiótł jej postać wzrokiem, przyprawiając o gorący rumieniec.

Postarała się, by wyglądać elegancko. Założyła wąską ciemną spódnicę z żakietem, jedwabną bluzkę i pantofle na niebotycznym obcasie, lecz pod wpływem tego spojrzenia na moment powróciła chorobliwie nieśmiała nastolatka.

– Valentina? – spytał uwodzicielskim tonem, który tak na nią podziałał w Wenecji.

– Tak. Miło mi cię widzieć, Niccolo. – Po jego minie poznała, że nie ma pojęcia, z kim spędził upojną noc. Poczuła lekkie rozczarowanie, jakby w głębi ducha oczekiwała, że kiedy ją tylko zobaczy, domyśli się tego jakimś szóstym zmysłem. Co było głupie, bo przecież nie był jasnowidzem. – Proszę, wejdź.

Przestąpił próg, a Tinę ogarnął paraliżujący strach. Co jej przyszło do głowy, żeby stawić czoło temu aroganckiemu mężczyźnie? Pamiętnej nocy robiła wszystko, czego od niej zażądał, chętnie, z zapałem, niepomna swej nieśmiałości. Co Nico o niej pomyśli, kiedy w końcu dowie się prawdy?

Zaproponowała mu herbatę, ale odmówił, więc nalała sobie filiżankę. Nico nie przestawał świdrować jej wzrokiem z zaciekawioną miną. Tina spociła się z zakłopotania.

– Nie zaprosiłaś mnie tu na herbatę – przemówił oschłym tonem. – Powiedz mi, czego chce twój brat, i miejmy to już za sobą.

– Ależ Renzo nie ma o niczym pojęcia… – wyjąkała. Boże, gdyby o tym wiedział, rozgniewałby się tak, że na pewno by ją wydziedziczył.

Właśnie dlatego musiała najpierw poinformować Nica. Kiedy brat dowie się o ciąży, będzie chciał wiedzieć, kim jest ojciec dziecka. Czekała ją poważna przeprawa. Nieświadomie przycisnęła dłoń do czoła. Ponure myśli zdawały się rozsadzać jej czaszkę. Jak zdoła naprawić swój błąd?

– Wyrosłaś na piękną kobietę, Valentino – mruknął niezbyt przyjaznym tonem Nico. – Twój brat ma z ciebie pociechę.

Zachciało jej się śmiać. Brat uważał opiekę nad nią za uciążliwy obowiązek. Kochał ją oczywiście, ale nie dopuszczał do rodzinnych interesów, jakby nie cenił zbyt wysoko jej inteligencji. „Jesteś D’Angeli – powtarzał. – Nie musisz pracować”. To prawda, nie musiała, ale bardzo jej na tym zależało, a jeśli brat nie zechce jej w końcu zatrudnić w D’Angeli Motors, to zamierzała znaleźć posadę w innej firmie. Dyplom ukończenia z wyróżnieniem wydziału finansów mógłby się przydać do czegoś więcej, niż tylko do zarządzania własnym kontem w banku. Choć trzeba przyznać, że na tym polu odnosiła znaczące sukcesy.

– Raczej niewiele wiesz na ten temat, prawda? – spytała jadowicie, czym wyraźnie go zaskoczyła.

– Dość już tych gierek – uciął niezbyt przyjaznym tonem. – Mów, po co chciałaś się ze mną spotkać, albo kończymy rozmowę.

Urażona Tina usiadła z gracją na kanapie i upiła łyczek herbaty w nadziei, że ukoi ona zbuntowany żołądek. Żałowała, że nie zjadła dzisiaj śniadania, ale jedno spojrzenie na jajka, bekon i sery wywołało gwałtowne nudności i nie była w stanie przełknąć ani kęsa.

– Nie bawię się w żadne gierki – odparła z godnością. – Po prostu nie wiem, od czego mam zacząć. Minęło tyle czasu… Życie było wtedy znacznie prostsze.

Po jego smagłym obliczu przemknął cień, a może tylko jej się wydawało.

– Życie nigdy nie jest proste, cara. Takie się tylko wydaje we wspomnieniach.

– Co zaszło między tobą a Renzem? – zapytała bez zastanowienia, choć nie miała zamiaru wracać do starych dziejów.

– Przestaliśmy się przyjaźnić, i tyle.

Tina westchnęła głucho. Brat także unikał rozmów na ten przykry temat, choć nieraz chciała go pociągnąć za język. Była wtedy za młoda, żeby to zrozumieć, ale przypuszczała, że to zwykłe niesnaski, jakie zdarzają się między kumplami. Pomyliła się.

Czując przypływ nudności, dotknęła dłonią brzucha. Nico nagle przykląkł przed nią, wpatrując się w nią posępnym wzrokiem. Zaraz rozpęta się piekło, pomyślała.

– Co się dzieje? Zbladłaś… – rzekł zaniepokojony.

Przełknęła napływającą do gardła żółć i popiła herbatą.

– Jestem w ciąży – odparła, słysząc szum krwi w uszach.

– Gratulacje – powiedział ze szczerością w głosie.

– Dzięki. – Ledwie udało jej się zdusić nerwowy chichot. Było jej upiornie gorąco, pot zrosił wargi i czoło. Zdjęła żakiet, a Nico usłużnie odłożył go na oparcie fotela.

Patrzył na nią łagodniejszym wzrokiem, chociaż nadal przypominał uwięzionego w klatce lwa. Za moment zaryczy, pokaże kły i pazury.

– Czy podać ci coś? – spytał niespokojnie.

– Na stoliku leżą herbatniki. – Tina nakazała sobie w duchu opanowanie. Musi zachować jasność myśli. Przełknęła kawałek herbatnika i popiła herbatą.

– Powiedz mi, o co chodzi – powtórzył. – Załatwimy sprawę i każde z nas pójdzie w swoją stronę.

Czy Nico zechce uznać dziecko, czy też raczej umyje ręce i odżegna się od wszystkiego? W razie czego Tina samotnie je wychowa; jest na to dostatecznie silna i dobrze sytuowana. Nikt nie może jej niczego nakazać.

Mdłości ustały i Tina poczuła się trochę lepiej. Powinna później zjeść przyzwoity posiłek.

– Nie wiedziałem, że wyszłaś za mąż – mruknął Nico.

– Bo nie wyszłam – odparła ze spokojem. Czując na sobie jego znaczące spojrzenie, dorzuciła: – Nie planowałam ciąży, ale nie będę się wstydziła panieńskiego dziecka, to pewne.

– Nie powiedziałem, że powinnaś się wstydzić – oznajmił, ale mu nie uwierzyła. Ludzie pochodzący z licznych, osadzonych w tradycji rodzin mieli dość konserwatywne życiowe poglądy. Przekonała się o tym w internacie, kiedy koleżanki traktowały ją z góry, bo nie miała ojca, a jej matka była kiedyś kelnerką i nigdy nie wyszła za mąż, chociaż urodziła dzieci.

Jej życie w szkole było piekłem, ponieważ nie pochodziła ze starej nobliwej familii, a chorobliwa nieśmiałość czyniła ją łatwym celem ataków. Zepsute snobki. Wszystkie, poza Lucią.

Nico także był potomkiem szlachetnego i majętnego rodu, dlatego na pewno uzurpował sobie prawo, żeby ją oceniać. Pragnęła zapaść się pod ziemię, co wprawiło ją w słuszny gniew.

– Nie powiedziałeś, ale tak pomyślałeś.

– Myślę przede wszystkim o tym, co to ma wspólnego ze mną? Dlaczego mnie tu ściągnęłaś? – odparł oschle.

Teraz albo nigdy, pomyślała, wpatrując się w niego, raptem spłoszona. Ułatwił jej odpowiedź, musi jej tylko udzielić. Było to tak trudne, jak powstrzymanie płatków śniegu przed stopieniem się na języku.

– Bo to dotyczy ciebie – wyszeptała chropawym głosem.

Usłyszał ją i najwyraźniej zrozumiał, bo twarz mu się zmieniła, przybrała lodowaty wyraz. Był arystokratą, ona zaś nieznającym ojca mieszańcem.

– Nie rozumiem. Widzę cię po raz pierwszy od dziesięciu lat. I wierz mi – znowu to taksujące spojrzenie – pamiętałbym, gdyby było inaczej.

Uwodził ją głosem aksamitnym jak płynny miód, lecz tym razem nie poddała się urokowi.

– Niekoniecznie. Było ciemno, a my… mieliśmy maski.

Tytuł oryginału: Revelations of the Night Before

Pierwsze wydanie: Mills & Boon Limited, 2012

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Łucja Dubrawska-Anczarska

© 2012 by Lynn Raye Harris

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2014, 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-1913-6

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.