Przyjęcie na Manhattanie - Lynn Raye Harris - ebook
Opis

Milioner Lorenzo D’Angeli prosi swoją asystentkę Faith Black, by towarzyszyła mu podczas przyjęcia wydanego dla nowojorskiej elity. Dla Faith to bardzo niezręczna sytuacja. Publiczne pojawienie się u boku Lorenza, sławnego mistrza rajdowego, oznacza zdjęcia na pierwszych stronach gazet. A Faith ma powody, by unikać rozgłosu…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 149

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Lynn Raye Harris

Przyjęcie na Manhattanie

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Panno Black, dzisiaj wieczorem dotrzymasz mi towarzystwa.

Faith gwałtownie podniosła głowę. Lorenzo D’Angeli stał w progu swojego gabinetu, wpatrując się w nią intensywnie. Jej serce na chwilę zamarło, gdy przebiegła wzrokiem po jego przystojnej twarzy: regularne, męskie rysy, oliwkowa karnacja, oczy błękitne jak wiosenne niebo, ale niezwykle przenikliwe, często wręcz deprymujące. Jej serce znowu zaczęło bić, lecz teraz ze zdwojoną prędkością. Nie po raz pierwszy – i zapewne nie ostatni – poczuła irytację, że w taki sposób reaguje na swojego szefa.

Dobrze znała ten typ mężczyzn. Bogatych, atrakcyjnych, zakochanych w sobie oraz traktujących kobiety jak przelotną rozrywkę. Faith musiała jednak przyznać, że dla niej był zawsze miły. A przynajmniej uprzejmy.

– Obowiązują stroje wieczorowe – dodał. – Jeśli potrzebujesz czegoś do ubrania, weź sobie wolne popołudnie i zrób zakupy na mój rachunek.

Odkąd pół roku temu zaczęła dla niego pracę, często wysyłał ją do sklepów. Kupowała mu jedwabne krawaty, złote spinki i inne drobiazgi, ale też prezenty dla kobiety, z którą aktualnie się spotykał, lub podarunki „na otarcie łez” dla kochanki, z którą miał zamiar się rozstać. Nigdy jednak nie kazał jej kupić czegoś dla siebie. To była sytuacja bez precedensu.

A może po prostu się przesłyszała?

– Przepraszam, panie D’Angeli – odrzekła tak uprzejmie, jak tylko potrafiła – ale chyba pana nie zrozumiałam.

– Panna Palmer nie idzie ze mną. Potrzebuję więc osoby towarzyszącej.

Faith zmarszczyła brwi. Robiła dla swojego szefa różne rzeczy, ale nie spodziewała się takiego zadania. Pewnie pokłócił się ze swoją obecną kochanką i szukał kogoś, kto ją zastąpi. Dlaczego jednak prosił o to swoją asystentkę?

– Panie D’Angeli…

– Faith, potrzebuję ciebie – przerwał jej stanowczym tonem.

Trzy słowa. Trzy proste słowa, od których zaparło jej dech w piersi, od których przeszedł ją dreszcz. Sama myśl o tym, że miałaby pokazać się publicznie u boku tego znanego, zabójczo przystojnego mężczyzny, przyprawiła ją o nerwowe, ale przyjemne trzepotanie serca. Zmusiła się jednak do logicznego myślenia. Przecież tu nie chodzi o mnie jako o kobietę, tłumaczyła sobie przytomnie. Była po prostu jego osobistą asystentką, której potrzebował u swojego boku na jakiejś imprezie, tak jak jej potrzebuje na co dzień w godzinach pracy w roli chodzącego notatnika, kalendarza, komputera, chłopca na posyłki, kelnerki… A jeśli chodziło mu o to, aby poszła z nim w charakterze partnerki, a nie asystentki? Nie mogła się przecież zgodzić na udawanie jego dziewczyny!

– To jest… niestosowne, panie D’Angeli. Nie mogę się zgodzić.

– Faith, jesteś jedyną kobietą, na którą mogę liczyć. Jedyną, która nie gra ze mną w żadne gierki.

– To dlatego, że jestem pana asystentką, a nie… – nie dokończyła. Oboje wiedzieli, co miała na myśli.

– Zgadza się. Stąd moja uprzejma prośba – odrzekł z lekkim uśmiechem.

Jej serce zaczęło pędzić niczym jeden z motocykli, które produkowała firma D’Angeli Motors. Nie mogła nic poradzić na to, co wyprawiało jej ciało. Nadal jednak nie wyobrażała sobie tego wspólnego wyjścia.

– Czy mam zadzwonić do panny Zachetti? A może panny Price? Jestem pewna, że chętnie dotrzymają panu towarzystwa.

Lorenzo wolnym krokiem podszedł do jej biurka. Położył dłonie na blacie i nachylił się tak bardzo, aż ich oczy znalazły się na tej samej wysokości. Faith poczuła w nozdrzach jego wodę kolońską, przyjemny, luksusowy zapach, w którym tkwiła jednak jakaś ostra nuta. Choć zawsze był elegancko ubrany, idealnie zadbany, Faith wyczuwała w nim coś dzikiego, pierwotnego. To była dziwaczna myśl, ale przypominał jej trochę maszyny, które produkował – piękne, potężne, ale też będące próbą odtworzenia drapieżnej natury tygrysa bądź innego dzikiego kota.

Lorenzo D’Angeli był słynnym na całym świecie rajdowcem. Zaglądał w oczy śmierci, pędząc po torze z obłędną prędkością ponad trzystu kilometrów na godzinę. W spektakularnym stylu pięciokrotnie zdobył tytuł mistrza świata. Pewnego dnia uległ jednak poważnemu wypadkowi. Lekarze prognozowali, że już zawsze będzie musiał chodzić o lasce.

On oczywiście nawet nie chciał tym słyszeć. Pracował ciężko nad tym, aby poruszać się o własnych siłach, a potem wrócić do świata sportu. I, rzecz jasna, dopiął swego. Znowu czterokrotnie został mistrzem świata. Zyskał przydomek Żelazny Książę, ponieważ nic nie potrafiło go złamać oraz nikt nie potrafił go pokonać i zdetronizować.

Teraz ten obdarzony żelazną wolą mężczyzna patrzył na Faith swoimi przenikliwymi, błękitnymi oczami z takim natężeniem, że odruchowo spuściła wzrok i przygryzła nerwowo wargę. Sięgnęła po telefon z sercem tłukącym o żebra.

– Zatem do której z pań uśmiechnie się dzisiaj szczęście? – zapytała nieco piskliwym głosem, który zdradził jej zdenerwowanie.

Jego ręka błyskawicznie wylądowała na jej dłoni. Poczuła, jak całe jej ciało przechodzi dreszcz, silny ładunek elektryczności. Nigdy w życiu na nic tak nie zareagowała, a już na pewno nie na dotyk – jak by nie było – obcego faceta.

– To jest bardziej atrakcyjna propozycja, niż myślisz, panno Black – odezwał się aksamitnym głosem. – Będziesz mogła zachować ubrania, które sobie kupisz. Co więcej, otrzymasz dodatkową miesięczną pensję za spełnienie mojej prostej prośby. To chyba dobra oferta, si?

Faith przymknęła powieki. Nie pogardziłaby dodatkowymi pieniędzmi. Może dzięki temu byłaby w stanie pewnego dnia wreszcie kupić sobie kawalerkę, o której marzyła. Gdyby miała własne mieszkanie, poczułaby, że coś w życiu osiągnęła, do czegoś doszła – wbrew temu, co zawsze powtarzał jej ojciec.

Nie, musiała jednak odmówić. Gdziekolwiek pojawiał się jej szef, tam również zbierali się tłumnie fotoreporterzy i przedstawiciele mediów, a ona nie chciała tracić anonimowości. Zrobiliby im zdjęcia. Trafiłaby na pierwszą stronę jakiegoś brukowca…

Po chwili jednak przemknęło jej przez myśl, że nawet gdyby tak się stało, jutro już nikt nie pamiętałby ani o tym zdjęciu, ani o niej. Przecież wczorajsze gazety lądują w kubłach na śmieci. Poza tym kto by skojarzył, że Faith Black to w rzeczywistości Faith Louise Winston?

Zadrżała w środku. Nie, nie miała zamiaru żyć w cieniu tego jednego, straszliwego błędu. Była teraz dorosłą, rozsądną kobietą, a nie naiwną nastolatką.

– Gdzie odbędzie się ta impreza? – zaskoczyła samą siebie, zadając to pytanie.

Lorenzo poluźnił uścisk, ale jego spojrzenie stało się jeszcze bardziej intensywne.

– Piąta Aleja na Mahnattanie – odparł rzeczowo. Wyprostował się, a Faith zadarła głowę, aby na niego spojrzeć. Uśmiechnął się z satysfakcją. – Bądź gotowa o siódmej. Przyślę po ciebie auto.

– Przecież się nie zgodziłam! – zaprotestowała.

Nie, nie zgodziła się, ale wiedziała, że już prawie się poddała. On najwyraźniej też to wyczuł. Coś w niej się obudziło i zbuntowało. Ten Włoch żył w przeświadczeniu, że cały świat istnieje tylko po to, aby spełniać jego zachcianki. Nie chciała utwierdzać go w tym przekonaniu. Poza tym źle się jej to wszystko kojarzyło. Już kiedyś uległa mężczyźnie. Skończyło się to katastrofą.

Znowu jednak do głosu doszedł jej rozsądek. Po pierwsze, tu przecież chodziło o jej szefa, a nie kogoś, kto rzekomo coś do niej czuje. Po drugie, czy konsekwencje wspólnego pojawienia się na jakimś głupim przyjęciu mogłyby być katastrofalne?

– Nie masz nic do stracenia, Faith. – Sposób, w jaki wypowiedział jej imię, był niczym nagła, nieznana pieszczota. – Ale możesz dużo zyskać.

– To nie należy do zakresu moich obowiązków – wyrecytowała sztywno, jak robot.

– Nie, nie należy.

Patrzyli na siebie bez słowa, po czym Lorenzo znowu nachylił się do niej.

– Wyświadczysz mi ogromną przysługę – wyjaśnił. – A przy okazji bardzo pomożesz całej firmie D’Angeli Motors.

Na deser posłał jej swój zabójczy uśmieszek – ten, od którego niemal mdlały modelki, aktorki i inne piękności. Faith zdała sobie sprawę, że niestety nie jest tak odporna na jego czar, jak myślała.

– Możesz oczywiście odmówić, ale byłbym ci bardzo wdzięczny, gdybyś się zgodziła – perswadował aksamitnym tonem.

– To nie jest randka… prawda?

Z przerażeniem odkryła, że wypowiedziała tę myśl na głos. Lorenzo zaśmiał się, a ona poczuła, jak czerwieni się ze wstydu. To oczywiste, że nie postrzegał jej w taki sposób. Była zbyt pospolita. Nie umywała się do kobiet, z którymi się spotykał.

– Assolutamente, cara – odparł z lekkim rozbawieniem. – A teraz weź sobie wolne popołudnie i zrób zakupy w centrum miasta. Mój szofer cię tam zawiezie. A potem odwiezie do domu.

– Na pewno znajdę coś odpowiedniego we własnej szafie.

Spojrzał na nią z powątpiewaniem.

– Masz jakąś kreację od słynnego projektanta, w której mogłabyś się stawić na imprezie dla nowojorskiej elity?

Zrobiło jej się głupio. Zarabiała całkiem nieźle, ale w przeciwieństwie do wielu współczesnych kobiet nie miała obsesji na punkcie mody. Zresztą wszystkie pieniądze odkładała na zakup lokum, a nie trwoniła na drogie ciuchy.

– Nie, chyba nie mam – wymamrotała.

– W takim razie pójdź za moją radą, panno Black.

Wypowiedziawszy te słowa, odwrócił się i zniknął za drzwiami swojego gabinetu. Faith chciała za nim zawołać, zaprotestować, lecz zamiast tego wydała z siebie rozdzierające westchnie. Wyłączyła komputer, zgarnęła z biurka torebkę i wyszła z biura.

Bolała go dzisiaj noga. Odstawił na bok laptop i rozmasował ją mocno, podczas gdy jego limuzyna przedzierała się przez ulice Brooklynu w stronę mieszkania jego asystentki. Ból z każdym miesiącem się nasilał, a nie zmniejszał. Zaklął pod nosem. Lekarze uprzedzali go, że tak właśnie może się stać, ale zbyt ciężko pracował, aby wszystko nagle stracić. Już raz pokonał ból, który chciał zniszczyć mu życie. Zamierzał znowu z nim wygrać.

Zacisnął dłoń w pięść i pomyślał: Nie, do diabła, nie poddam się!

Jego największym rywalem był Niccolo Gavretti, właściciel firmy Gavretti Manufacturing. Na pewno marzył o tym, aby wysunąć się na prowadzenie na rynku. Lorenzo ujrzał oczami wyobraźni jego triumfalny uśmieszek. Dawniej byli przyjaciółmi. A raczej tylko tak mu się wydawało…

Nie, nie mógł przegrać: ani w biznesie, ani na torze. Miał zamiar sam wsiąść na stworzonego przez siebie vipera i udowodnić, że jego maszyna jest najlepsza na świecie, a on nadal jest najlepszym rajdowcem motocyklowym na ziemi. Wystarczyło ją dopracować. Kiedy wszystko ułoży się po jego myśli, inwestorzy będą szczęśliwi, jego firma zarobi ogromne pieniądze, i dopiero wtedy Lorenzo pożegna się z wyścigami – ale jego wspaniała drużyna dalej będzie rządzić na torze.

Dio, per favore – ostatni wyścig, ostatnie zwycięstwo, i naprawdę da już sobie spokój.

Dzisiejszy wieczór był bardzo ważnym punktem jego planu. Miał nadzieję, że nie popełnił błędu, umawiając się ze swoją mało efektowną, ale kompetentną i skuteczną asystentką. Nie miał wyboru. Czuł wzbierającą w nim desperację. Idiotyczne uczucie, którego nie umiał opanować.

Rzecz jasna, mógł się pojawić sam na przyjęciu Roberta Steina i może wszystko byłoby w porządku. Nie chciał jednak przez cały wieczór unikać córki Steina. Lissa była zbyt młoda i zbyt zepsuta, żeby się z nią spotykać. Aby się przed nią obronić, potrzebował przy sobie żywej tarczy. Uznał, że Faith Black świetnie się do tego nadaje.

Właściwie wszystko idealnie się układało aż do dzisiejszego poranka, gdy wypowiedział do Katie Palmer słowa, które zazwyczaj padały z jego ust, gdy czuł się znużony towarzystwem jakiejś kobiety. Spotykał się z nią od miesiąca, ale ostatnio wyczuł, że pewna granica zażyłości, dla niego święta, została przekroczona. Nie irytowała go jej szczoteczka do zębów w łazience ani kosmetyczka w szafce, ale na widok różowej maszynki do golenia pod prysznicem – z zapasem kilku ostrzy – pomyślał: dość tego!

Lubił zapraszać do siebie kobiety, aby zostawały z nim na całą noc. Problem w tym, że Katie już po kilku wspólnych nocach zaczęła się do niego wprowadzać – malutkimi, prawie niewidocznymi kroczkami. Owszem, seks był ważnym elementem jego życia. Był przecież zdrowym, wciąż młodym mężczyzną. Ale przecież miał żelazne zasady. Z kobietami lubił dzielić łóżko, ale nie mieszkanie! Zawsze już na początku znajomości informował każdą, jakie są jego oczekiwania i warunki. Gdy któraś z kochanek nagle przestawała przestrzegać zasad, wylatywała z jego życia. Brutalne, ale niezbędne.

Katie Palmer była piękną kobietą, ale przestała na niego działać – jeszcze zanim z przerażeniem ujrzał jej różową maszynkę pod prysznicem. Nawet nie wiedział, dlaczego tak się działo. Przecież była idealnym ucieleśnieniem jego preferencji – piękna, seksowna, nieco powierzchowna, nieprzesadnie inteligentna. A jednak coś się wypaliło. I to bardzo szybko.

Jego myśli zaczęły krążyć wokół Faith. Była cichą, miłą dziewczyną. Być może nie była nieatrakcyjna, ale nigdy tak naprawdę nie przyglądał się jej urodzie, nie patrzył na nią w taki sposób jak na inne kobiety. Po co miałby to robić? Przecież była jego asystentką. I to bardzo dobrą. Właściwie doskonałą. Jaka była jako osoba? W to nigdy nie wnikał. Dziewczyna trochę w typie szarej myszki. Zawsze nosiła ciemne, obszerne garnitury, które ukrywały jej figurę, a złote włosy związywała w kucyk lub upinała w kok. Do tego na nosie miała okulary w ciemnych oprawkach.

Wiedział jednak, że ma zielone oczy, które skrzą się inteligencją. Nie ciemnoszmaragdowe, tylko złotozielone jak wiosenny liść. Ładnie też pachniała, jak poranny deszcz zmieszany z wonią egzotycznych kwiatów. Zmarszczył brwi. Skąd wzięły się w jego głowie te poetyckie porównania? Prawdę mówiąc, najczęściej była dla niego właściwie niewidzialną istotą, niemalże kolejnym elementem wyposażenia biura. Kiedy jednak dzisiaj nachylił się do niej i ujrzał na jej policzkach uroczy rumieniec, przez jedną sekundę poczuł niedorzeczną pokusę, aby nachylić się jeszcze bardziej i… pocałować ją.

Co za absurdalna myśl! Faith Black była doskonałą asystentką, idealną pracownicą i miłą dziewczyną z ładnymi oczami, ale nie była w jego typie. To, co dzisiaj przy niej poczuł, było anomalią. Symptomem nadmiernego stresu, którym cechowały się ostatnie miesiące. Z niecierpliwością i niepokojem obserwował pracę swoich inżynierów konstruujących najnowszy motocykl ze stajni D’Angeli Motors. Viper nie był jeszcze gotowy. Pojawiło się kilka trudności, które należało jak najszybciej pokonać, w przeciwnym razie motor nie zda egzaminu na torze.

Renzo nawet nie chciał brać pod uwagę takiego scenariusza. Wyraz „fiasko” nie figurował w jego słowniku. W konstrukcję vipera zainwestował tyle pieniędzy i czasu, że najdrobniejsze niepowodzenie byłoby kompletną katastrofą. A on pragnął totalnego sukcesu i triumfu. Od wielu lat napędzała go niezwykle silna determinacja. Mówiąc dokładniej, od momentu, gdy jako nastolatek dowiedział się, że jego ojciec jednak żyje… ale nie chce go znać. Hrabia de Lucano wstydził się swojego syna, który był niepożądanym skutkiem ubocznym romansu z kelnerką.

Limuzyna zatrzymała się przed pospolitym budynkiem w mało prestiżowej okolicy. Renzo poruszył nogą i skrzywił się z bólu. Powinien wysłać kierowcę po Faith, ale nie chciał pozwolić, aby ból choćby przez sekundę dyktował mu to, co może, a czego nie może robić.

Wysiadł z auta i rozejrzał się dookoła, omiatając wzrokiem otoczenie i tutejszych mieszkańców. Nic nie obudziło w nim niepokoju. Okolica nie wydawała się niebezpieczna, była po prostu mało elegancka. Przypomniały mu się dawne czasy. Przeniósł się myślami do przeszłości, do poprzedniego życia, w którym musiał troszczyć się o byt matki i młodszej siostry. Był wtedy wściekły, cholernie wściekły. Zawsze uważał, że gdyby jego matka była odrobinę bardziej stanowcza, mogłaby przynajmniej załatwić, żeby wielmożny i odrażający conte Lucano łożył na ich jedzenie i mieszkanie. Ale ona była taka słaba. Zbyt słaba, żeby walczyć, żeby się czegokolwiek domagać od życia, od ludzi, od świata…

Te wspomnienia obudziły w nim znienawidzone uczucie bezradności, które natychmiast w sobie zdusił. Przemaszerował do budynku i wszedł do środka. Faith mieszkała na drugim piętrze, lecz nie było windy. Wszedł po schodach, każdy stopień przypłacając ostrym bólem w nodze. Gdy dotarł pod drzwi Faith, musiał odczekać kilka sekund, aby dojść do siebie.

Zapukał głośno. Otworzyła prawie od razu. Gdyby był postacią z kreskówki, w tej chwili szczęka opadłaby mu z wrażenia. Faith Black wyglądała jak zupełnie inna osoba. Nie przeistoczyła się w ponętną boginię, ale zaszła w niej zdumiewająca przemiana. Z jej twarzy zniknęły okulary, za to pojawił się makijaż. Być może do pracy również przychodziła w makijażu, ale niewidocznym. Na pewno jej usta nigdy nie były takie czerwone i lśniące. Tak… apetyczne.

– Panie D’Angeli? – zapytała z nieco zdziwioną miną.

– Spodziewałaś się kogoś innego?

– Tak. Nie. To znaczy, myślałam, że przyśle pan po mnie auto i spotkamy się na miejscu.

– Jak widzisz, stało się inaczej.

Zanim spuściła wzrok, w jej oczach rozbłysła irytacja. A może tylko mu się wydawało? W pracy nigdy nie okazywała emocji. Czyżby w rzeczywistości czuła do niego antypatię?

Nie, to niemożliwe. Na pewno go lubiła. Tak jak wszystkie inne kobiety. Obdarzył Faith czarującym uśmiechem.

– Wyglądasz prześlicznie, panno Black.

Włosy miała upięte w kok, ale na jej policzek opadał jeden złoty kosmyk. Jej bladolawendowa sukienka była skromna, z niewielkim dekoltem, ale za to bez rękawów. Materiał opinał pełne piersi i kobiece biodra, a następnie spływał po zgrabnych nogach.

Dopiero teraz odkrył, że Faith ma ładne, kształtne ciało, w odpowiednich miejscach wypukłe lub wklęsłe. Był zdezorientowany. Nie odrywał od niej wzroku, jakby lada moment miała się z powrotem zamienić w tamtą nieciekawą dziewczynę z biura.

Jej policzki zabarwił wyraźny rumieniec. Renzo poczuł przypływ satysfakcji. A jednak nie była na niego tak odporna, jak chciała, aby myślał.

– Dz-dziękuję – wydukała. – Właśnie szukałam zapinki do kolczyka. Upadła mi gdzieś i nie mogę jej znaleźć.

Faktycznie, w uchu miała tylko jeden diamentowy kolczyk.

– Pozwól, że ci pomogę – rzekł, otwierając szerzej drzwi.

Faith z lekką, lecz wyraźną niechęcią zrobiła krok w bok, żeby wpuścić go do środka.

Mieszkanie było małe, ale ładne i zadbane. Z rozbawieniem dostrzegł kilka magazynów o motoryzacji leżących na stoliku. Okładkę jednego z nich zdobiło jego zdjęcie, na którym pozował w skórzanym kombinezonie obok prototypu vipera. Miał ponurą minę, co było zrozumiałe, zważywszy na to, że prace nad maszyną nie przebiegały tak gładko, jak się tego spodziewał. Oczywiście nie wspomniał o tym ani słowem w wywiadzie. To byłoby samobójstwo.

Rozejrzał się dookoła. Ściany były pomalowane w odcieniu chłodnej bieli, ale Faith próbowała ocieplić wnętrze kolorowymi meblami i dodatkami, przez co nie ulegało wątpliwości, że lokatorem jest kobieta.

Przypomniał sobie, jak jego matka zawsze przyozdabiała ich malutkie lokum w Positano świeżymi kwiatami. Zacisnął zęby, wspominając tamte czasy. Czy Faith również sprowadzała tu tabuny mężczyzn w nadziei, że któryś z nich zakocha się w niej? Czy płakała całymi nocami, załamana faktem, że kolejny facet ją porzucił i już nigdy nie wróci?

– Tędy proszę – odezwała się Faith, wskazując drogę do maciupeńkiej kuchni, w której ledwie się mieściły dwie dorosłe osoby.

Owionął go obłoczek jej perfum, gdy stanął obok niej. Ten sam świeży, wiosenny zapach, który czuł również w pracy, gdy znajdował się w jej pobliżu. Coś w środku niego drgnęło.

– Upuściłam gdzieś tutaj – powiedziała. – Ale nie wiem gdzie dokładnie.

Przez chwilę nie mógł zrozumieć, o czym Faith mówi, ponieważ zawładnęła nim ochota, aby przyprzeć ją do ściany i wyjąć spinki z jej włosów, aby spłynęły kaskadą na jej plecy i ramiona. Opamiętał się, potrząsnął głową i wbił wzrok w podłogę.

– Chwileczkę. – Wyłowił z kieszeni komórkę i włączył funkcję latarki.

Faith wyszła z kuchni, aby mu nie przeszkadzać, ale otarła się o niego ramieniem, przyprawiając go o przyjemny dreszcz. To tylko stres, tłumaczył sobie. Tylko stres.

– Czy mogę wiedzieć, dlaczego zakładałaś kolczyki w kuchni, panno Black? – zapytał, kucając. Jego nogę przeszyła błyskawica bólu. Skrzywił się, mając nadzieję, że niczego nie zauważyła.

– Spieszyłam się – wyjaśniła. – Chciałam poczekać na zewnątrz na samochód, który miał pan przysłać.

Zerknął na nią zdziwiony.

– Chciałaś w takim stroju czekać na chodniku?

Wzruszyła ramionami.

– Czekałabym w budynku, wyglądając co chwila na ulicę.

Snop światła komórki podświetlił coś małego i błyszczącego. Wziął do ręki zapinkę i wstał. Jego nogę znowu przebiło ostrze bólu.

– Panno Black, może nie jestem najprzyjemniejszym człowiekiem na ziemi, ale nie pozwoliłbym żadnej kobiecie czekać na mnie na ciemnej, wilgotnej klatce schodowej.

– Tak, rozumiem – bąknęła.

Po jej minie poznał, że uznała jego słowa za reprymendę. Z łagodnym uśmiechem wyciągnął dłoń, podając zapinkę. Czekał, aż ją weźmie. Chciał sprawdzić, czy znowu przejdzie go przyjemny dreszcz. Ona jednak stała w bezruchu. Po chwili chwycił jej nadgarstek. Wciągnęła głośno powietrze i poczuł, że cała zesztywniała. Powoli położył zapinkę na jej dłoni. Jej skóra była miękka, ciepła i gładka. Zastanawiał się, czy reszta jej ciała również jest taka w dotyku. Tak, z przyjemnością by to sprawdził…

Nagle puścił jej dłoń, jakby była trędowata.

Dio… Co w niego wstąpiło? Czy naprawdę nadmiar stresu spowodował aż takie zaćmienie umysłu? Przecież to jego osobista sekretarka, z definicji istota aseksualna, jak robot lub zakonnica!

Widział, że Faith również była zmieszana i zdumiona. Drżącymi palcami włożyła brakujący kolczyk i oświadczyła:

– Jestem już gotowa.

– W takim razie chodźmy.

Gdy wyszli na ulicę, kierowca stał przy otwartych drzwiach auta. Renzo podał rękę Faith, aby pomóc jej wsiąść, lecz ona go zignorowała i sama ulokowała się w limuzynie. Renzo usiadł obok niej na obitym białą skórą siedzeniu i zamknął miękko drzwi.

Przez kilka minut jechali w milczeniu. Wreszcie Faith zapytała:

– Co to dokładnie za impreza, panie D’Angeli?

Patrzyła na niego skupionym wzrokiem, takim, jak każdego ranka w pracy, gdy słuchała jego poleceń i życzeń. Odetchnął z ulgą. Chciał znowu myśleć o niej jako o swojej pracownicy, a nie kobiecie, która ładnie pachnie, ślicznie wygląda i jest tak przyjemna w dotyku.

– Przyjęcie wydawane przez Roberta Steina w jego rezydencji – wyjaśnił. – Na pewno się domyślasz, dlaczego to dla mnie tak ważne wydarzenie.

Skinęła głową.

– Firma Stein Engineering opatentowała nowy model opon rajdowych – wyrecytowała bez zająknięcia. – Chce pan, aby opracowali nowe opony specjalnie dla vipera, który pan projektuje. Zależy panu na współpracy.

– Brawo – pochwalił ją. – Jesteś we wszystko wtajemniczona.

– Oczywiście – odparła niemal urażonym tonem. – Przecież właśnie za to mi pan płaci, panie D’Angeli.

Miała rację. Dzisiaj jednak zapłaci jej za co innego – za udawanie, że są razem. Rzecz jasna, to było niedorzeczne. Ale również w jakiś dziwny sposób ekscytujące. Gdyby teraz siedziała obok niego Katie Palmer, nie czułby zapewne nic z wyjątkiem znużenia lub irytacji. Faith nie przypominała w niczym kobiet, z którymi zwykł się spotykać. Nie przypominała mu też jego słodkiej, kruchej matki, wiecznie szukającej miłości, której nigdy nie znalazła – może dlatego, że miłość po prostu nie istnieje?

Zerknął na Faith. Siedziała sztywno, z nieruchomą twarzą, na której jednak malowała się chyba starannie maskowana odraza. Czyżby potajemnie nim gardziła? Ta dziewczyna zaczynała go naprawdę intrygować. Stanowiła wyzwanie, a on uwielbiał- wyzwania.

Po chwili zrobił coś, przed czym nie mógł – ani nie chciał – się powstrzymać. Sięgnął po jej rękę i zaczął zataczać kciukiem kółka na jej skórze. Wciągnęła gwałtownie powietrze przez rozchylone ze zdumienia usta. Poczuł, że zadrżała. Uśmiechnął się pod nosem. Być może była wrogo do niego nastawiona, ale nie pozostawała obojętna.

– Cara mia, co powiesz na to, żebyś mówiła do mnie Renzo?

Tytuł oryginału: Unnoticed and Untouched

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2011

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2012 by Lynn Raye Harris

© for the Polish edition by Arlekin – Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Znak firmowy wydawnictwa Harlequin i znak serii Harlequin Światowe Życie są zastrzeżone.

Wyłącznym właścicielem nazwy i znaku firmowego wydawnictwa Harlequin jest Harlequin Enterprises Limited. Nazwa i znak firmowy nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Harlequin Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-0574-0

ŚŻ EKS – 523

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o. | www.legimi.com