VIOLA TRICOLOR Macoszki - Theodor Storm - ebook

VIOLA TRICOLOR Macoszki ebook

Theodor Storm

0,0

Opis

W wielkim domu, gdzie cisza kryje wspomnienia, młoda macocha Ines próbuje odnaleźć swoje miejsce w cieniu zmarłej żony Rudolfa. Między portretem, który wciąż zdaje się żyć, a zdziczałym ogrodem pełnym tajemnic, rodzi się dramat o miłości, żałobie i pragnieniu akceptacji. Viola tricolor. Macoszki to subtelna, psychologiczna opowieść Theodora Storma o kobiecie rozdartej między przeszłością a teraźniejszością, o dziecku szukającym matki i o domu, w którym każdy przedmiot przypomina dawną miłość. W nowoczesnym, płynnym przekładzie klasyka niemieckiego realizmu nabiera świeżego, emocjonalnego tonu, przyciągając współczesnych czytelników literatury psychologicznej i gotyckiej melancholii.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 28

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



THEODOR STORM

VIOLA TRICOLOR

Macoszki

Tytuł oryginalny: VIOLA TRICOLOR

Przekład: Maciej Niewiadomski

Redakcja: Maciej Niewiadomski

Korekta: Maciej Niewiadomski

Projekt okładki: Maciej Niewiadomski

Copyright © Theodor Storm– utwór w domenie publicznej

Copyright © 2026 Maciej Niewiadomski – prawa do tłumaczenia zastrzeżone

Lusina 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-981718-8-5

Spis treści

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 1

W wielkim domu panowała głęboka cisza. Na korytarzu wciąż jednak unosił się zapach świeżych kwiatów. Drzwi naprzeciwko szerokich schodów otworzyły się cicho. Wyszła z nich starsza, porządnie ubrana służąca. Zamknęła drzwi z powagą i uroczystą miną. Przejechała szarymi oczami po ścianach, sprawdzając, czy nigdzie nie ma kurzu. Skinęła głową z aprobatą. Potem spojrzała na stary, stojący zegar w angielskim stylu. Kurant właśnie po raz drugi odegrał swoją melodię.

– Już wpół do ósmej! – mruknęła staruszka. – A pan profesor pisał przecież, że będą punktualnie o ósmej.

Wyciągnęła z kieszeni ciężki pęk kluczy i poszła w głąb domu. W przestronnym holu znowu zapadła cisza. Słychać było tylko miarowe, monotonne tykanie wahadła, które niosło się po klatce schodowej. Przez okno nad drzwiami wejściowymi wpadał ostatni promień wieczornego słońca. Oświetlał trzy mosiężne gałki na górze obudowy zegara.

Po chwili z góry dobiegły lekkie, szybkie kroki. Na półpiętrze pojawiła się około dziesięcioletnia dziewczynka. Ona również miała na sobie odświętną, czystą sukienkę. Biało-czerwone paski materiału pasowały do jej śniadej cery i czarnych, błyszczących warkoczy. Oparła się o poręcz i zaczęła powoli zsuwać się w dół. Przez cały czas patrzyła rozmarzonym wzrokiem na drzwi pokoju po drugiej stronie. Zatrzymała się na korytarzu i zaczęła nasłuchiwać. Potem delikatnie pchnęła drzwi i wślizgnęła się do środka przez ciężkie, wygłuszające zasłony.

W pokoju robiło się już ciemno. Oba okna wychodziły na ciasną ulicę z wysokimi kamienicami. Jedynie nad sofą, na ciemnozielonej, aksamitnej tapecie, lśniło srebrzyste, weneckie lustro. W tym pustym pokoju odbijało tylko świeży bukiet róż, który stał w marmurowym wazonie na stoliku. Wkrótce jednak w odbiciu pojawiła się twarz dziecka. Dziewczynka podeszła cicho na palcach po miękkim dywanie. Szybko chwyciła łodygi kwiatów, co chwilę zerkając na drzwi. W końcu wyciągnęła z bukietu na wpół rozkwitłą różę. Działała w takim pośpiechu, że ukłuła się w palec. Po jej ramieniu spłynęła mała kropla krwi. Szybko zsunęła ją ustami, zanim krew zdążyła spaść na drogi, wzorzysty obrus. Potem, tak samo cicho jak weszła, wymknęła się z kwiatem na korytarz. Znów chwilę nasłuchiwała, po czym wbiegła po schodach i ruszyła korytarzem na piętrze aż do ostatnich drzwi. Spojrzała krótko przez okno, za którym latały jaskółki, i nacisnęła klamkę.

Był to gabinet jej ojca. Pod jego nieobecność zazwyczaj tu nie wchodziła. Teraz stała sama wśród wysokich regałów pełnych książek, które otaczały ją z poważną godnością. Gdy z wahaniem przymknęła drzwi, pod oknem po lewej stronie głośno zaszczekał pies. Dziewczynka uśmiechnęła się. Podeszła szybko do okna i wyjrzała na zewnątrz. W dole ciągnął się wielki ogród z trawnikami i krzewami. Jej pies musiał jednak już gdzieś biec, bo nigdzie go nie widziała. Na twarz dziewczynki znowu wrócił smutek. Przecież przyszła tu w innym celu, co ją teraz obchodził pies!