Wydawca: Armoryka Kategoria: Religia i duchowość Język: polski Rok wydania: 2013

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 358 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Traktat o piekle - Andrzej Sarwa

Piekło jest stanem i miejscem wiecznej kary szatanów i dusz tych ludzi, którzy umierają w grzechu ciężkim. Pismo święte nazywa piekło również miejscem ciemności zewnętrznym, a to dlatego, że znajduje się ono poza niebem - miejscem wiekuistej światłości, wesela i życia. A zatem, piekło jest przede wszystkim stanem. Stanem wiecznej kary, rozpaczy i smutku. Ale... przecież definicja teologiczna mówi też o nim jako o miejscu. Być może, iż piekło jest jakimś konkretnym miejscem w materialnej rzeczywistości niewyobrażalnie wprost rozległego Kosmosu, a być może istnieje w innym niż postrzegany naszymi niedoskonałymi zmysłami wymiarze tutaj gdzie i my się znajdujemy? Ponieważ nie sposób rozstrzygnąć - zadowalająco i ostatecznie - tę kwestię, zostawmy ją na boku. Reasumując: jest piekło, lecz gdzie jest, tego niestety nie wiadomo. Wiadomo tylko czym jest: stanem nieustającej nigdy rozpaczy. Z niniejszego opracowania czytelnik dowie się jak nauczają o piekle różne religie

1. Piekło katolickie [co to jest piekło?, piekło - miejsce wieczystych katuszy, „idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny...”, piekło - miejsce i stan, wieczność piekielna, ogień piekielny, opowieści o piekle niektórych świętych, wizjonerów i kapłanów katolickich, kazanie o piekle o. Pawła Segneri SI, św. Teresa od Jezusa, wizja piekła w objawieniach bł. Katarzyny Emmerich, sw. Alfons Maria de Liguori o wieczności piekła, dzieci z Fatimy, do piekła i z powrotem - wizje piekła św. Jana Bosko, sługa boża Józefa Menendez, św. Faustyna Kowalska, wyznania duszy potępionej, list zza świata];

2. Piekło prawosławne [piekło - śmierć druga, kary piekielne, czy piekło jest wieczne?, Wędrówka Bogarodzicy po miejscach męki, stopnie kar].

3. piekło koptyjskie [ostateczny stan człowieka, Biblia mówi o „piecu ognistym”, Biblia mówi o „ognistym jeziorze”, Biblia mówi o więzieniu, będą różne stopnie kary, kara będzie wieczna].

4. Piekło palmariańskie [planeta Lucyfera].

5. Piekło Swedenborga.

6. Piekło w islamie [Piekło – Dżahannam].

7. Piekło zaratusztriańskie [Dušaxw (Duúzak, Dozakh) – Piekło, Księga Arda Wiraz namag i jej autor.

8. Piekło dr. Moody'ego

Opinie o ebooku Traktat o piekle - Andrzej Sarwa

Fragment ebooka Traktat o piekle - Andrzej Sarwa

Traktat o piekle

opracował Andrzej Sarwa

Projekt okładki: Juliusz Susak

Redaktor: Elżbieta Sarwa

Copyright © 2013 by Andrzej J. Sarwa

Wydawnictwo ARMORYKA

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

tel +48 15 833 21 41

e-mail:wydawnictwo.armoryka@interia.pl

http://www.armoryka.pl/

ISBN 978-83-64145-58-2

Piekło katolickie

Co to jest piekło?

„Piekło jest stanem i miejscem wiecznej kary szatanów i dusz tych ludzi, którzy umierają w grzechu ciężkim (…) Pismo święte nazywa piekło również miejscem ciemności zewnętrznym, a to dlatego, że znajduje się ono poza niebem - miejscem wiekuistej światłości, wesela i życia.” (Ks. M. Ziółkowski, „Eschatologia”, Sandomierz 1963, s. 247-248).

A zatem, jak z powyższego zdania wynika, piekło jest przede wszystkim stanem. Stanem wiecznej kary, rozpaczy i smutku. Ale... przecież definicja teologiczna mówi też o nim jako o miejscu. Tak, to prawda, lecz niestety nigdzie, ani na kartach Ksiąg Pisma Świętego, ani w katolickiej Tradycji nie ma wyraźnego wskazania: oto tu lub oto tam to piekło się znajduje. Ponieważ nadprzyrodzone nie da się porównać z przyrodzonym, po prostu nie można w taki sposób rozumować. Być może, iż piekło jest jakimś konkretnym miejscem w materialnej rzeczywistości niewyobrażalnie wprost rozległego Kosmosu, a być może istnieje w innym niż postrzegany naszymi niedoskonałymi zmysłami wymiarze tutaj gdzie i my się znajdujemy?

Ponieważ nie sposób rozstrzygnąć - zadowalająco i ostatecznie - tę kwestię, zostawmy ją na boku. Reasumując: jest niebo, lecz gdzie jest, tego niestety nie wiadomo. Wiadomo tylko czym jest: stanem nieustającej nigdy rozpaczy.

Piekło - miejsce wieczystych katuszy

W piekle przebywają po śmierci dusze wszystkich tych ludzi, którzy zmarli w grzechu ciężkim. W piekle wreszcie - prócz nich - przebywają Szatan i demony, czyli ci aniołowie, którzy na początku czasów wzięli udział w buncie archanioła Lucyfera przeciwko Bogu.

Piekło jest absolutnym przeciwieństwem nieba. Tak jak to ostatnie jest pełne światła, radości i niczym nie skrępowanej wolności, tak piekło jest miejscem ciemności, bólu, smutku, rozpaczy, nienawiści i zniewolenia dusz.

Chociaż Biblia niejednokrotnie i w wielu miejscach informuje nas o istnieniu piekła, to jednak ani razu nie podaje, gdzież się ono znajduje. Cóż zatem można z całą pewnością wiedzieć? Tylko jedno - że poza niebem.

Dogmat o piekle wśród chrześcijan różnych wyznań ma wielu przeciwników i to już od starożytności poczynając, aż na czasach współczesnych kończąc.

Jednym z koronnych argumentów, przemawiających przeciwko istnieniu piekła jest ten, że Bóg będący miłością, żadną miarą nie mógłby się zgodzić na nigdy nie kończącą się mękę potępionych grzeszników.

Według teologów katolickich nieporozumienie wynika chyba z tego, że gdy przeciwnicy piekła mówią o miłości Bożej i o Bożym miłosierdziu, zapominają jeszcze o dwu rzeczach: mianowicie o Bożej sprawiedliwości i o Bożym poszanowaniu wolnej woli człowieka.

Oto bowiem, przez cały okres życia w ciele, człowiek który by i po tysiąckroć upadł, może być pewny i tysiąckrotnego darowania mu przewinień przez Boga, o ile sam tego zapragnie, będzie żałował i zadośćuczyni popełnionemu złu.

Z chwilą śmierci jednak, gdy ustaje jakakolwiek możliwość działania, nadchodzi kres zarówno zasługi, jak i winy, dusza staje przed Sędzią z tym tylko, co wyniosła z doczesności i wedle tego będzie zakwalifikowana do jednego z trzech miejsc pośmiertnej egzystencji - nieba, czyśćca bądź piekła.

Po śmierci bowiem kończy się czas miłosierdzia, a zaczyna czas sprawiedliwości.

To przecież człowiek sam, za życia w ciele, świadomie i dobrowolnie, wybrał pośmiertne obcowanie z Bogiem lub bez Boga. I Bóg tę jego decyzję szanuje.

I wówczas, gdy po sądzie szczegółowym dusza uświadomi sobie, iż źle wybrała, że z drogi, którą podążała za życia nie ma już odwrotu, a droga ta prowadzi wprost w „ciemności zewnętrzne, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów”, zaczyna cierpieć.

O spowodowanie cierpień duszy osoby potępionej nie można oskarżać Stwórcy, nazywając go tyranem. Ponieważ cierpienia te biorą początek w samym potępionym.

A na czymże to one polegają?

Pamiętamy, iż najwyższą nagrodą w raju jest możność ustawicznego obcowania z Bogiem (praźródłem wszelkiego dobra) i wynikające stąd nieopisywalne szczęście i rozkosz. Dusza potępionego wie o tym doskonale i wie co przez własne postępowanie straciła. Mało tego, wie iż nigdy, przez wieczność całą, nie będzie miała możności naprawienia błędów i zmiany swego losu.

Świadomość utraty rozkoszy i szczęścia powoduje niebywałą wprost rozpacz i nienawiść. Potępiony najpierw i przede wszystkim nienawidzi samego siebie, ale nienawidzi też szatanów, innych ludzi - współtowarzyszy niedoli, zbawionych i aniołów w raju, wreszcie i samego Boga.

Lecz przecież kara pozbawienia oglądania Boga i współuczestnictwa w chwale Bożej nie jest jedyną - chociaż najcięższą - z kar piekielnych. Prócz niej bowiem, jak poucza Pismo Święte, istnieją też kary zmysłów. Sam Jezus Chrystus mówił o karze ognia, któremu w piekle podlegać będą grzesznicy.

Opinii na temat natury tego ognia jest wiele. Różni teologowie różnie o tym mówią. Nie będę ich tutaj przytaczał, pozwolę sobie jedynie zacytować jeden krótki ustęp na temat tejże kwestii:

„Trudno jest (...) z całą pewnością, albo przynajmniej z wielkim prawdopodobieństwem odpowiedzieć na pytania, w jaki sposób ogień fizyczny w piekle czy w czyśćcu może zadawać ból duszy, która przecież z natury swej jest substancją duchową. 

Nie znamy bowiem właściwości tego ognia, jak również nie znamy dokładnie natury duszy rozłączonej z ciałem i jej zdolności do odbierania wpływów działania ognia. 

Bóg nam tych tajemniczych prawd nie objawił. Musimy jednak powiedzieć, że skoro Stwórca rozpalił ogień w piekle i w czyśćcu i posługuje się nim jako narzędziem do ukarania zła zagnieżdżonego w duszy, to na pewno dał mu takie właściwości, przy pomocy których ten ogień doskonale spełnia funkcję mściciela grzechu.” (Ks. M. Ziółkowski, „Eschatologia”, s. 114).

Kościół jednak prócz tego, by ludzie wierzyli w istnienie kary ognia piekielnego, nie wymaga od nich, iżby roztrząsali jaki jest ów ogień i w jaki sposób może oddziaływać na bezcielesne istoty ludzkie.

Wreszcie niemniej dotkliwą karą, jest zupełny brak w piekle miłości i wolności, i - jak wspomniałem - świadomość, nieustanny wyrzut sumienia - iż to samemu sobie zawdzięcza się popadnięcie w takowy stan.

„Idźcie precz ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny...” (Mat. 25, 41)

Od starożytności już sprawą kontrowersyjną była - o czym wspomniałem już wyżej - kwestia wieczności kar piekielnych. Głównie powoływano się na dobroć, miłość i na miłosierdzie Boże, które zdaje się być nie do pogodzenia z nieustannym, nieskończonym doznawaniem katuszy przez potępionych.

Jednakże zarówno Pismo Święte, jak i starochrześcijańska Tradycja informują nas o wieczności piekła. Oczywiście są i inne poglądy, przez Kościół rzymskokatolicki uznawane za heretyckie, bowiem Kościół ten wieczność piekła ogłosił jako dogmat.

„Dogmat o piekle mówi zatem: życiu człowieka zagraża realna możliwość wiecznego niespełnienia, które polega na tym, że może on w sposób wolny decydować o samym sobie i dlatego w wolności wyrzec się również Boga.” (K. Rahner, H. Vorgrimler, „Mały słownik teologiczny”, przełożył Tadeusz Mieszkowski, Paweł Pachciarek Warszawa 1987, s. 325).

Oprócz tego, o czym był wyżej, z nauki kościelnej dowiadujemy się dwóch rzeczy: mianowicie tego, iż stopnie kar piekielnych są różne, adekwatne do ciężkości popełnionych przewinień.

Trudno bowiem byłoby mówić o sprawiedliwości Bożej, gdyby ta w jednakowy sposób nagradzała wszystkie zasługi i w jednakowy sposób karała wszystkie winy, bez względu na ich ciężar gatunkowy.

Niektórzy teologowie prócz tego są zdania, iż Bóg może łagodzić kary, na jakie zasłużyli ci, którzy wybrali obcowanie w wieczności nie ze swym Stworzycielem, ale z Szatanem.

Wreszcie na koniec sprawa dość istotna: jaki los czeka te osoby, które zmarły obciążone jedynie grzechem pierworodnym, same innego grzechu nie popełniwszy. Jak nietrudno się domyślić, rzecz tyczy się nieochrzczonych przed śmiercią niemowląt oraz dzieci, które nie doszły jeszcze do pełnego używania rozumu i wolnej woli.

Otóż, ponieważ Biblia nie wypowiada się na ich temat powstało pole do spekulacji teologicznych. Niektórzy teologowie są zdania, iż takie osoby mogą osiągnąć całkowitą szczęśliwość wiekuistą, inne zaś że absolutnie nie.

Chociaż w Ewangelii św. Jana Ap. znajdujemy takie oto zdanie wypowiedziane przez Jezusa:

„Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli kto się nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego.” (J 3, 5 – np. - tzw. Nowy Przekład.)

Na temat piekła, ognia piekielnego, kar piekielnych, a nawet możliwości porwania żywego człowieka w to przerażające miejsce szeroko rozpisywała się literatura pobożnościowa, a także znane są relacje z objawiania się bądź to dusz potępionych, bądź samych demonów, świątobliwym osobom. Jedną z najciekawszych opowieści, są relacje s. Józefy Menendez, która za życia była porywana do piekła i doświadczała mąk piekielnych. Ale o tym będzie niżej. Teraz warto zapoznać się z bardzo wyczerpującymi informacjami na temat piekła jakie można znaleźć w „Słowniku apologetycznym wiary katolickiej”:

„Piekło - miejsce i stan

PIEKŁO. I. - Wyraz ten w języku biblijnym i teologicznym oznacza 1-o w ogólności miejsce pobytu dusz, nie dopuszczonych jeszcze do błogosławionego oglądania Boga, jak również tych, które nigdy Go oglądać nie będą; takimi są dusze sprawiedliwych przed Chrystusem, dusze czyśćcowe, dusze niemowląt zmarłe przed przyjęciem Chrztu Św., a zwłaszcza dusze potępionych. 2-o w szczególności wyraz ten oznacza miejsce pobytu dusz skazanych na wieczne męki. O tym drugim znaczeniu wyrazu mówić tu będziemy. 

II. - Odnośnie do tak pojętego piekła stają przed oczyma teologa a nawet każdego rozsądnego człowieka cztery następujące pytania: 1-o Czy jest piekło, to znaczy, miejsce kar wiecznych dla pewnych dusz? 2-o Na czym polegają kary piekielne? 3-o Jakie będzie naprawdę ich trwanie? 4-o Gdzie jest położone piekło?

1-o. Co do istnienia piekła, to rzecz pewna, że szatani i ludzie umierający w stanie grzechu śmiertelnego bywają potępieni, to znaczy skazani przez Boga na kary odpowiednie do ich złości. Że tak być powinno, dowodzi nam zdrowy rozum i zdrowa filozofia. Nauka Pisma św. na tym punkcie jest najzupełniej wyraźna, a każdy wie, że punkt ten stanowi dogmat wiary katolickiej; szczegółowe dowody byłyby tu zbyteczne. 

2-o. Główną karą piekła jest utrata celu ostatecznego, szczęśliwości nadprzyrodzonej, chwały i olbrzymiego szczęścia, zawartego w bezpośrednim intuitywnym oglądaniu Boga, który jest najwyższym dobrem. To zaś jest najstraszniejszą męczarnią rozumu ostatecznie potępionego i woli nieubłagalnie oddanej złemu. Z kary tego rodzaju wynika koniecznie rozpacz, nienawiść Boga i wszelkiego dobra, jakie odeń pochodzi. Z tą karą główną i istotną, którą nazywają karą odrzucenia, gdyż na niej właściwie polega samo potępienie, łączy się kara zmysłów, tak zwana od zmysłowej przyczyny, która ją spowodowywa, a którą jest ogień łącznie z całym spustoszeniem, jakiego dokonywać on będzie na ciałach zmartwychwstałych, które męczyć będzie, nie mogąc ich nigdy zniszczyć, i z analogicznymi skutkami na samych umysłach szatanów i ludzi. Że karą piekła jest przede wszystkim ogień, tak często i tak wyraźnie świadczy Biblia, iż wątpić o tym żadną miarą nie wolno. (Por. np. Mat. XXV, 41). Chrystus Pan także wspomina robaka, który toczy sumienie a nigdy nie umiera (Mar. IX, 43 nst.), co wszyscy lub prawie wszyscy rozumieją metaforycznie czyli w znaczeniu przenośnym. Czy zaś w tym samym znaczeniu można pojmować ów ogień piekielny, jęki, łzy i zgrzytanie zębów, o których także wspomina Chrystus, czy jest to ogień czysto idealny i moralny, sprowadzający podobneż skutki niematerialne, czy też raczej ogień ten jest rzeczywisty, fizyczny, zdolny cudownym sposobem działać na dusze a naturalnym sposobem na ciała, pod tym względem wolno nam przyjąć to lub inne zdanie, gdyż Kościół katolicki nic stanowczego pod tym względem nie orzekł. Zwróćmy jednak uwagę na to, że prawie powszechnie przyjęte jest zdanie, iż ogień ten jest rzeczywisty i fizyczny, jakkolwiek bardzo różny od tego, jaki znamy, i że zdanie to zdaje się bardziej zgadzać z natchnionymi słowami Biblii; zdanie to zresztą ma za sobą całą tradycję chrześcijańską; jedyną zaś trudność, jaką ono przedstawia odnośnie do sposobu działania takiego ognia fizycznego na substancje niematerialne, wyjaśnimy poniżej. 

3-o. K a r y piekielne wiecznymi nazywa Biblia, V i VII Sobór Ekumeniczny, symbol Św. Atanazego, wreszcie teoretyczna i praktyczna tradycja całego Kościoła. Szatani i potępieńcy, których tamci męczą swą obecnością a prawdopodobnie także swymi czynami, nie nawrócą się nigdy i nigdy nie będą wyzwoleni, robak ich nie umiera, ogień nie gaśnie, istnienie się nie wyczerpuje, złość nie poprawia; są oni skazani na ogień wieczny. Ale czy kary ich złagodnieją przynajmniej i czy jakaś chwila uspokojenia przerwie je kiedy? Przypuszczali to niektórzy ale bardzo nieliczni pisarze, zda nie ich wszakże, jakkolwiek przez Stolicę Apostolską nie potępione, nie bardzo się podoba Kościołowi. 

4-o. Niepodobna oznaczyć - a i bezużyteczna pytać o dokładne oznaczenie miejsca położenia piekła. Znajduje się ono oczywiście po przeciwnej stronie nieba, a Pismo św. oznacza je jako niżej położone od obecnego pobytu rodzaju ludzkiego, a prawdopodobnie nawet od całego widzialnego świata. Niebo zatem byłoby pośrodku gwiazd, ku którym my ciążymy, piekło zaś znajdowałoby się zdała od wszelkiego światła, od wszelkiego ciepła, od wszelkiego życia. 

Na tym punkcie każdy może dać swobodny bieg swej wyobraźni, byleby ta była rozumna. 

III. - Odnośnie do całej nauki katolickiej o piekle zarzucają nam 1-o że jest ona pełna mitów, legend, ludowych lub teologicznych wyobraźni, i że zatem nie ma żadnej rzeczywistej wartości; 2-o że z tak okrutnym, jak je przedstawiają, piekłem nie może się zgodzić miłosierdzie boże, nieskończona miłość Stwórcy dla najlepszych swych stworzeń; 3-o że wieczność kar piekielnych jest przede wszystkim niezgodna z dobrocią, a nawet ze sprawiedliwością boską; 4-o że ogień, jak również i robak, jęki, zgrzytanie zębów nie odpowiadają istotom duchowym, jakimi są szatani i dusze potępionych; 5-o że jedynym dogmatem, jaki oświecony rozum i czułe serce przyjąć mogą, jest stopniowe złagodzenie tych męczarni, póki takowe całkowicie nie ustaną; 6-o że zgodność a nawet sprzeczność opinii, dotyczących miejsca i warunków piekła, jest najlepszym dowodem, że ono w rzeczywistości wcale nie istnieje; 7-o że wreszcie rozumowi trudno się zgodzić z Kościołem na to, iżby piekło zaludnione było przez niezliczone rzesze niemowląt, zmarłych bez przyjęcia Chrztu Św., nie licząc już pogan i heretyków również niezliczonych, których wyrok tej opinii odrzuca. 

IV. - Na pierwszy z powyższych zarzutów przyznajemy, że wyobraźnia ludów, poetów, artystów, a nawet, jeśli kto chce, i samych teologów, wynalazła dużo szczegółów, nie mających w sobie często nic zasadniczego, prawdopodobnego, właściwego. Ale za to ani Kościół nie jest odpowiedzialny, ani dogmatyka jego, poważna a ścisła, cierpieć na tym nie powinna. I owszem, przyznać to trzeba, że ta mnogość imaginacyjnych opisów piekła we wszystkich czasach i we wszystkich krajach świata jest bardzo poważnym świadectwem wiary w ten zasadniczy dogmat i, co za tym idzie, w jego prawdziwość. 

Na drugi zarzut odpowiadamy, że jeśli miłość i miłosierdzie Boga są nieskończone, to nie mniej nieskończoną jest Jego sprawiedliwość, której nie należy uważać za pierwiastek nic nie znaczący przy ogólnym rachunku kar i nagród przyszłego życia. Bóg bez sprawiedliwości, który by nie mścił ani czci swej obrażonej, ani silnie pogwałconego porządku, nie byłby prawdziwym Bogiem; zawnioskujmy przeto razem z Pismem Św., że straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żyjącego. Prawda, że anioł i człowiek są stworzeniami najbardziej umiłowanymi przez Boga, ale też doskonałość ich i ogrom łask, jakie otrzymali, wymaga, aby byli o tyle surowiej karani, o ile bardziej nadużyli dobroci bożej. 

Na trzeci zarzut zrobimy uwagę, że sankcja praw boskich, tłumienie zbrodni i namiętności, istotowa różnica dobrego i złego, byłyby znacznie zmniejszone i do nicości prawie sprowadzone, gdyby ostatecznie potępieńcy mieli być unicestwieni, albo też ze sprawiedliwymi, z błogosławionymi zrównani. Bóg i dobro nie miałoby ostatniego słowa, a ostateczne zwycięstwo byłoby po stronie szatana i złego. Zresztą, objawienie jest na tym punkcie wyraźne: piekło jest wieczne zupełnie tak samo jak niebo. (...)

Co się tyczy czwartego zarzutu, to czyni on źle, że nie rozróżnia pomiędzy duchowymi a cielesnymi karami piekła. Rzecz pewna, że łzy, zgrzytanie zębów, robak szatanów i poszczególnych dusz mają znaczenie tylko przenośne, bardzo zresztą przerażające. 

Rzecz pewna również, że nie sprzeciwia się wierze objawionej uważanie ognia piekielnego za karę porządku moralnego, pozbawioną rzeczywistości fizycznej. Ale skoro aniołowie mogą oddziaływać na materię i takową w ruch wprawiać, skoro dusza ludzka może urabiać i ożywiać ciało, przezeń czuć i cierpieć, to jakież może być niepodobieństwo metafizyczne w tym wpływie, jaki by na szatanów i na dusze potępieńców udzielił Bóg płomieniom, analogicznym jeśli nie podobnym do tych, jakie tu na ziemi mamy? Jakież bezwzględne niepodobieństwo widzieć można w tym, że wszechmoc boża oddaje ciała zmartwychwstałe na pastwę ognia mściciela, nie mogącego ani zagasnąć ani się nasycić? 

Odnośnie do piątego zarzutu jużeśmy powiedzieli, że Kościół nie potępił dotychczas wyraźnie zdania tych, którzy marzą o możliwości chwil wypoczynku, złagodzenie i uspokojenia okropnych boleści potępieńców. Jednakże są to wszystko tylko senne marzenia, niezbyt skuteczne w sprawie pojednania racjonalistów i światowców z katolickim dogmatem o piekle; dla nich należałoby po prostu znieść całkowicie wieczność piekła, a na to ani Bóg ani Kościół Jego zgodzić się nie może. Nic tu nie pomoże uczuciowość albo raczej zmysłowość, rozum czy też raczej nierozum; złagodzone czy nie złagodzone, piekło nigdy się nie skończy. Próżno narzekać na brak równomierności pomiędzy chwilowym grzechem a karą wieczną. Trzeba aby ta kara była wieczna, iżby mogła być dostateczną sankcją prawa bożego, skuteczną ochroną przeciw pokusom do jego łamania, karą przez wzgląd na obrażoną przez grzech śmiertelny świętość i nieskończony majestat boży; nie trzeba zapominać, że Bóg nie jest obowiązany do nieskończoności odkładać godzinę śmierci grzesznika, ani też do nieskończoności mu udzielać możliwości rozpoczynania nowych prób i nowych doświadczeń, a zrozumie się wówczas, co mówi Ewangelia, że drzewo ma upaść na tę stronę, na którą się przechyla, i nigdy nie podnieść się z ziemi, na którą upadło. A zresztą, potępieniec sobie samemu tylko przypisuje winę swego przerażającego nieszczęścia; nie zgrzeszył on śmiertelnie bez świadomości, bez woli, bez możności postąpienia inaczej. 

Nie zmniejszajmy ani Boga ani grzechu, a wówczas łatwo zrozumiemy wieczność piekła. 

W szóstym zarzucie przebija myśl, że nie można być pewnym istnienia jakiejś rzeczy, jeśli się jej nie zna pod każdym względem i w najmniejszych nawet szczegółach. Tymczasem, cóż bardziej od tego sprzeciwia się logice a sprzyja sceptycyzmowi? O niczym przecież wszystkiego nie wiemy, ale to nie dowód, aby nic nie istniało. Nie zgadzają się zdania co do miejsca na świecie, gdzie jest położone piekło, co do drugorzędnych szczegółów stanu dusz i ciał potępieńców, co do przypadkowych cech mąk piekielnych, ale do istoty dogmatu objawienie katolickie jest kategoryczne; Kościół zaś nic nam po nad to do wierzenia nie podaje.

Siódmy i ostatni zarzut niesłusznie przypuszcza, że Kościół skazuje na ogień piekielny dusze niedobrowolnie pozostające poza katolicyzmem, a skądinąd strzegące niewinności i sprawiedliwości przyrodzonej. Każdy, kto by używał władz umysłowych a nie zgrzeszył śmiertelnie, będzie na pewno zbawiony, gdyż Bóg powoła go do wiary w razie potrzeby nawet przez cuda. Potępienie niewiernych dobrej wiary jest karą nie za ich niewiedzę, lecz za ich grzechy śmiertelne: za nieludzkie okrucieństwo, za wszeteczeństwo itd.

Kara odrzucenia jest koniecznym następstwem niezgładzonego grzechu pierworodnego; ale nie tak się rzecz ma z karą zmysłów, która zdaje się być zastrzeżona dla grzechu śmiertelnego osobistego, dobrowolnego. Bardzo są nieliczni ci Ojcowie Kościoła i teologowie, którzy na podwójną tę karę skazują sam tylko grzech pierworodny u dzieci zmarłych bez chrztu Św., i można powiedzieć, że ogólny duch Kościoła coraz bardziej i bardziej przeciw nim się oświadcza. Zresztą, nawet sami ci teologowie zaznaczają wielką różnicę pomiędzy karami tych, co się potępiają dobrowolnie, a karami niemowląt. Piekło zatem, takie, w jakie wierzyć trzeba, wcale nie jest zaludnione ofiarami, okrutnie i niesprawiedliwie skaranymi; sprawiedliwość wieczna jest zarazem sprawiedliwością najdokładniejszą i najbardziej, jak tylko być może, subtelną. (Ob. Hurter, Theol. dogm. t. I I I ; Bougaud, Le Christian, et les temps presents. t. V. (Dr. J. D.). X. I V. S.” („Słownik Apologetyczny Wiary katolickiej” podług D-ra Jana Jaugey'a, opracowany i wydany staraniem X. Władysława Szczęśniaka, Mag. Teol. i grona współpracowników, tom III, Warszawa 1896, s. 114-118).

Wieczność piekielna

„Dogmat o wieczności kar piekielnych jest z pewnością, najstraszniejszy z tych, jakie Kościół katolicki do wierzenia podaje, jak również jest jednym z tych, które zamykają, w sobie najbardziej niezgłębione trudności i wzbudzają najgwałtowniejsze oburzenie niekiedy nawet w niektórych duszach chrześcijańskich. Trzeba nam zatem szczegółowo zbadać wszystkie zarzuty, jakie się wytaczają przeciw tej głównej prawdzie katolickiej. Zarzuty te sprowadzić się dają do siedmiu następujących: 

Pierwszy zarzut: Kara wieczna nie zgadza się z dobrocią boską. 

Zarzut ten najzwyklej przedstawia się w takich wyrazach: piekło wieczne nie istnieje, albowiem sprzeciwia się ono miłości, dobroci i nieskończonemu miłosierdziu bożemu. Ze strony Ojca tak nieskończenie dobrego niepodobna przypuścić tyle okrucieństw przeciw własnym dzieciom, których ułomność otacza tylu rozlicznymi niebezpieczeństwami i zdaje się wymawiać ich od błędu. Wszak większa część grzechów jest prawie koniecznym następstwem temperamentu, wychowania, nędzy i innych słabości, wrodzonych naturze naszej. Wszak człowiek nawet powinien przebaczać błędy swemu bliźniemu. Czyż my sami bylibyśmy zdolni do wydania tak okropnego wyroku na całe wieki, choćbyśmy nawet stali wobec najdzikszej zbrodni? Nikt by nie śmiał skazać na karę tysiąca lat najzatwardzialszego nawet zbrodniarza. Skoro zaś ta kara wieczna sprzeciwia się uczuciom ludzkim, to jakże ją pogodzić z nieskończoną miłością Boga? Czyżby ten Bóg, który rozlał nieprzebrane skarby swej miłości na wszystko stworzenie, który każdemu stworzeniu dostarcza radości i szczęścia, który swą potęgę uświetnił obfitością dobrodziejstw, który ma litość nad robakiem w pyle ziemnym i daje mu cząstkę właściwego mu szczęścia, czyżby ten Bóg, powiadam, mógł skazywać człowieka na wieczne nieszczęście? 

Takie przypuszczenie obraża zdrowy rozum człowieka. Jeśli jakie rozporządzenie Opatrzności przedstawia ograniczonemu i w materii pogrążonemu umysłowi naszemu niezgłębioną, trudność, to szczególnie dogmat o wieczności kar piekielnych. Tu przeto, bardziej aniżeli gdziekolwiek, trzeba nam mieć się na ostrożności, usunąć na bok wyobraźnię, stłumić pragnienia serca i podniety namiętności, słowem, usunąć trzeba to wszystko, coby mogło przyćmić jasność rozumu naszego i obniżyć siłę dowodów. 

Nie trzeba tu gonić za frazesami; przeciwnie, trzeba koniecznie obedrzeć zarzut z jego formy napuszystej, by odsłonić jego tło i podstawę. 

Tło zarzutu daje się sprowadzić do dwóch myśli i do dwóch towarzyszących im błędów. przede wszystkim, Bóg jest z natury swej Ojcem zanadto czułym na to, aby skazywać człowieka na wieczne piekło. Następnie, człowiek nigdy by podobnego wyroku nie wydał, a przeto Bóg tym bardziej go nie wyda. 

Obie te myśli powyższe nie przedstawiają żadnego dowodu nieistnienia piekła wiecznego; stanowią one tylko podstawę do przypuszczenia, na którym chętnie się opieramy, aby zagłuszyć wołanie naszego sumienia. Teraz zbadajmy wartość tego zarzutu. 

Ciż sami przeciwnicy, wówczas gdy zwracają swe napaści przeciw Opatrzności, bywają bardzo dalecy od wielbienia dobroci Boga, rozlanej na dzieła Jego. I owszem przeciwnie, nie mają dosyć słów na uwydatnienie niedoskonałości, niedostatków, braków stworzenia; malują oni przerażające obrazy ludzkiej nędzy, nieszczęść przygniatających sprawiedliwego; nie mogą pojąć, powiadają, jak może byt nieskończenie dobry poddawać stworzenie własne cierpieniu, chorobie, śmierci; oburzają się na myśl o prawie cierpienia, jakie rządzi życiem; wnioskują wreszcie, że wszechświat bynajmniej nie głosi istnienia bytu nieskończenie dobrego. 

Tu zaś ciż sami filozofowie zmieniają taktykę; twierdząc to, co gdzie indziej przeczyli, wnioskują, że Stwórca nieskończenie dobry jest niezdolny do skazywania swych stworzeń na piekło. 

Wystarcza otworzyć oczy by się przekonać, że ten nie bezinteresowny panegiryk dla uczuć boskich jest przesadzony i niczym nie uzasadnia przekonania, przeciwnego istnieniu kar piekielnych. 

Dobroć boża, taka jaką z dzieł bożych poznać możemy, żadną miarą nie chroni człowieka od cierpienia. Doświadczenie aż nadto tego dowodzi. Jakież bo jest pochodzenie okrutnych cierpień, jakie przygniatają nieszczęśliwych i mogą być ogólnym losem wszystkich? Jeśli Bóg miał na widoku w stworzeniu same tylko przyjemności i rozkosze, to skądże pochodzą owe niedomagania i choroby, które noszą niekiedy na sobie widoczną cechę kary, zesłanej za przyjemności zakazane? Skąd pochodzi głód, mór, wszystkie okropności wojny? skąd się biorą zmartwienia, udręczenia serca, wszystkie żądze, pomieszania zmysłów, które zatruwają życie pośród wszelkich pomyślności losu i stanowiska społecznego? 

Gdy się rozważa fakty takie, jakie są, nie jest się bynajmniej skłonnym do wierzenia, żeby Bóg, przez miłość dla swego stworzenia. starał się dostarczać mu samych tylko słodkich radości i niezrównanych pociech; i owszem, pojmuje się błąd Manichejczyków, którzy, pozbawieni światła chrystianizmu, istnienie złego na ziemi tłumaczyli sobie hipotezą o pierwiastku z natury swej złym i w czynach swych ulegającym podnietom nienawiści i zazdrości. Dzięki zaś objawieniu chrześcijańskiemu, dziś rozum ludzki rozumie tajemnicę cierpienia, doświadczenia bożego i pokuty; pojmuje dziś rozum, że Pan Bóg chce złego fizycznego jako środka naszego uświątobliwienia, pokuty i moralnego postępu; rozum dziś godzi przymioty Boga z istnieniem złego, ale stanowczo potępia tę próżną wiarę w to, że dobroć Boża nie dopuści, aby niepokutujący grzesznik szedł w ogień wieczny. 

Powiadają znów niektórzy, że ponieważ człowiek nie wydałby nigdy podobnego wyroku, przeto i Pan Bóg nigdy go nie wyda. 

Zdanie to, przyrównywając sąd Boga z sądem ludzi, na jednej równi stawia dwie rzeczy zupełnie odrębne. (...) Powiedział Bóg, do mnie należy wyrok ostateczny. Człowiek nie jest zdolny do wydawania ostatecznego wyroku, gdyż poczucie własnej jego winy szkodzi bezstronności. Nadto, nie może stworzenie tak, jak to Bóg czyni, badać wewnętrznych poruszeń i zamiarów serca, nie może oceniać ważności każdego wykroczenia, oceniać jego pobudek i następstw. My znamy tylko zewnętrzne czyny bliźnich naszych, nie znamy zaś ich zamiarów i postanowień, których wykonania nie dopuściła Opatrzność. Dodajmy nadto że w naszym przekonaniu grzesznik, dopóki żyje, choćby był największym grzesznikiem, zachowuje zawsze możność powrotu do łaski bożej, tak, że aż do śmierci jego niepodobna wydać o nim ostatecznego zdania. Dopiero po śmierci powstaje pytanie, jakim byłby sąd sprawiedliwości ludzkiej, gdyby takowa dokładnie znała całą przewrotność umysłu, opornie sprzeciwiającego się Bogu. 

Gdy teologowie przewrotność tę człowieka nazywają nieskończoną, wypowiadają tylko wniosek z zasad oczywistych. Wielkość obrazy wynika przede wszystkim z godności osoby obrażonej. 

Im więcej ma ktoś prawa do czci naszej, tym większa jest zniewaga, jaką mu wyrządzamy. Dlatego też grzech, będący krzywdą Bogu wyrządzoną, nieskończenie przewyższa ważność wszelkiej innej krzywdy, albowiem narusza bezwzględne prawa Boże nad stworzeniem. Grzech, przez który człowiek zupełnie się odwraca od Boga a cel swój ostateczny pokłada w stworzeniach, zawiera w sobie pogardę Boga, krzywdę, jakiej żadne dobro ludzkie wynagrodzić nie może. Stworzenie z natury swej obowiązane służyć swemu Panu, okazywać Mu wszelką miłość, na jaką zdobyć się może, odmawia Mu posłuszeństwa i zwraca się przeciw Niemu. 

Jakkolwiek ta zniewaga jest w swym źródle skończona, to jednak przedmiotowo jest nieskończona, gdyż obraża nieskończony majestat 

Nie zgadza się z dobrocią bożą, aby cały jeden rodzaj stworzenia nie osiągnął celu, dla którego jest stworzony. Dlatego też ani wszystkich ludzi ani wszystkich aniołów nie zwykł Bóg potępiać. Nic to wszakże nie przeszkadza, aby niektórzy z ludzi albo z aniołów zginęli na wieki, gdyż zamiary woli bożej spełniają się w innych, którzy się zbawiają. (…)

Nie ma tu potrzeby wykazywać okoliczności łagodzących; jak np. liczne niebezpieczeństwa, słabość natury, przykłady złowrogie itp., którym nikt nie przeczy, ale to pewna przy tym, że Bóg zawsze jest gotów podtrzymywać naszą słabość, usuwać niebezpieczeństwa, przypominać nam przeznaczenie nasze, grzechy przebaczać i po upadku nas podnosić. Jeśli zaś pomimo ponawianych ostrzeżeń i głosów łaski uparcie się grzesznik opiera woli swego Pana, nogami depce święte Jego prawa, życie to opuszcza bez chęci pojednania się, wówczas sam tylko jest odpowiedzialny za następstwa nierozumnego swego postępowania. 

Widzimy więc, iż z tego, że sędzia ludzki nie skazałby nikogo na ogień wieczny, tylko sofistycznie wnioskować można, że i Bóg też tego nie uczyni. 

Poprzedzająca uwaga uwydatnia nam dwa błędy, jakie powyższy zarzut obejmuje. Pierwszy z nich polega na przypuszczeniu, że potępienie wieczne jest tylko samowolnym dekretem Boga. Ponieważ to przypuszczenie często słyszeć się daje i tworzy podstawę wszystkich zarzutów, na jakie ten dogmat jest narażony, przeto trzeba starannie wykazać całą tego przypuszczenia błędność. 

Zamiast wieczne potępienie przypisywać samowolnemu działaniu Boga, zdrowy rozum z całą widocznością namacalnej prawdy dowodzi, że to sam człowiek własną wolą rzuca się w tę przepaść nieszczęścia. Bóg, powiada św. Jan Damasceński chce z góry, aby wszyscy byli zbawieni i dostali się do królestwa Jego; stworzył nas bowiem nie na to, aby nas karać, lecz aby nam swą dobroć okazać, albowiem jest dobry. Chce jednak, aby grzesznicy byli ukarani, albowiem jest sprawiedliwy. Jest zatem pierwsza wola boża, poprzedzająca i główna, i nią jest pragnienie pomyślności naszej, pochodzące ze strony samego Boga; potem jest wola druga, następcza, czyli zwykłe dopuszczenie, którego my sami przyczyną jesteśmy. Wolą tą następczą raz bywa poprawa nasza ku zbawieniu, drugi raz odrzucenie nasze na karę wieczną. 

Gdy człowiek, cieszący się całą wolnością woli, nie chce kochać Boga i Jemu służyć, niszczy w swej duszy zarodek szczęścia wiecznego; dobrowolnie zrzeka się nieodzownego warunku przyszłego swego szczęścia, a skoro się zrzeka aktem woli nieodwołalnej, zrywa na zawsze węzły łączące go z Bogiem, skazuje się sam na nieszczęśliwość wieczną. 

Taka jest tedy podstawowa zasada, której nigdy w tej sprawie tracić z oczu nie wolno: nie Bóg to potępia człowieka, lecz człowiek sam się potępia przez grzeszne nadużycie wolności (...) Bóg, który może postawić sobie za cel pozytywny i poprzedzający okazanie stworzeniu swego miłosierdzia. nie może stawiać sobie za cel pozytywny i poprzedzający okazanie swej karzącej sprawiedliwości; może chcieć przede wszystkim nagradzać, ale Jego wola karania może być tylko następcza. Św. Tomasz z Akwinu powiada, że ten, kto się zdaje oddalać od woli bożej podług jednego porządku rzeczy, pada pod tęż samą wolę bożą podług innego porządku rzeczy. Tak więc grzesznik, który (…) grzesząc oddala się - o ile to odeń zależy - od woli bożej, pada pod inny porządek woli bożej, gdy karany bywa przez sprawiedliwość boską 

Bóg, nieskończona świętość, postępowałby przeciw swej doskonałości i przeciw ustanowionemu przez się porządkowi rzeczy, gdyby pozwalał, aby jakieś stworzenie mieszało porządek moralny, nie naprawiając takowego; aby napadało na bezwzględne prawa boże bez podtrzymywania takowych; otóż więc to naprawienie, to podtrzymanie jest celem sankcji karnej. Bóg przeto całą surowość swej sprawiedliwości stosuje do opornej dlań woli człowieka nie na mocy aktu swej samowoli, lecz na mocy najwyższej swej doskonałości. 

Komuż więc mamy przypisać to stosowanie całej surowości bożej? Oczywiście grzesznikowi, który aktem swej ostatecznej niepokuty na wieki odpycha miłość Boga. Cóż odpowiedzieć on może Najwyższemu Sędziemu, którego miłosierdzie napełniło go przyrodzonymi i nadprzyrodzonymi dobrami, którego głos powoływał go do pokuty wewnętrznymi i zewnętrznymi środkami, którego Opatrzność dostarczyła mu środków zbawienia? cóż odpowie on w chwili kiedy będzie musiał złożyć rachunek ze swego życia? jakąż wymówkę znajdzie on wówczas? Ponieważ nie chciał dobrowolnie wejść w pewien porządek, samemu sobie jedynie musi przypisać, jeśli będzie zmuszony do wejścia w ten sam porządek drogą karania. 

Dobroć Boga nie zmienia stanu duszy, ani usposobień grzesznika. Nieskończona wiedza Jego widzi ciągłe odwracanie się tej woli, która bezpowrotnie przystała do złego. Prawdomówność Jego musi wypowiedzieć okropny wyrok „winien”, gdyż grzesznik zmusza ją do tego. Powtarzamy raz jeszcze, że nie Bóg, lecz nieprzebaczony grzech potępia grzesznika. 

Mamy prawo zatem usunąć wszystkie zarzuty, które wprost lub ubocznie przypuszczają, że potępienie wieczne jest wynikiem samowolnego postanowienia bożego. Przymioty boże, uważane w Bogu, są nieskończone, gdyż utożsamiają się z Bogiem, ale zastosowanie ich do stworzeń nie jest nieskończone, jest to ograniczone objawienie się woli bożej na zewnątrz w stosunkach jej do świata. 

Miłość i dobroć boża przypuszczają pewną zasługę ze strony stworzeń na tę miłość bożą. Pozorami uwiedziona wola ludzka, przywiązuje się często do przedmiotów nie zasługujących na miłość. Ale inaczej się rzeczy mają z doskonałością bożą. Miłość boża, na prawdzie oparta, bezwzględnie odpycha wszelką łączność z duszą, grzechem zbrukaną. 

Umysł buntowniczy, własną wolą nieodwołalnie od Boga odłączony, nie jest godzien Jego miłości; ten, kto w duszy swej szpeci podobieństwo swe z Bogiem, przejmuje wstrętem świętość bezwzględną; jeśli wreszcie postanawia aż do ostatniego tchnienia wytrwać w oporze przeciw woli bożej, wówczas dobrowolnie się zrzeka wszelkich darów dobroci bożej. Bezużyteczna to rzecz zatem przywiązywać się do argumentów, które z dobroci bożej wnioskują, o niemożliwości piekła. (...)

A czy miłosierdzie boże jest silniejszym w tej sprawie motywem? Zauważmy naprzód, że upadek człowieka bynajmniej nie zależy od jakiegoś samowolnego postanowienia bożego. Miłosierdzie nawet nieskończone może dozwolić na możliwość potępienia, nie mającego przyczyny swej w Bogu, lecz wyłącznie w wolnej woli człowieka. 

Co więcej, nie dosyć dokładnie się wyrażamy, gdy nazywamy miłosierdzie boże nieskończonym. Rzecz oczywista, że doskonałość Boga daje Mu moc wykonywania swego miłosierdzia, ile razy zechce, ale wcale nie wkłada nań obowiązku wykonywania takowego w danym jakimś razie. Jakoż, Bóg chce być miłosiernym tylko wówczas, gdy okoliczności się zgadzają z rozporządzeniem Jego Opatrzności 1). Jeśli zaś, raz się odwróciwszy, nie zechcecie jeszcze poddać się karności, lecz pójdziecie wprost przeciwko mnie, wówczas i ja pójdę wprost przeciwko wam, siedemkroć, to znaczy bez końca i liczby, was pobiję za grzechy wasze i złamię wyniosłą a nieugiętą twardość serca waszego, a dusza moja będzie was miała w nienawiści 2). Taką to groźbę wypowiedział Pan Bóg, groźbę, którą potwierdza rozum, bo widzi, że miłosierdzie nieskończone, spełniające się zawsze i z konieczności, wywracałoby samo pojęcie Boga, gdyż obowiązywałoby Go do przebaczania wszystkich zbrodni wszystkim grzesznikom pomimo najtwardszego nawet oporu ich woli. W takim razie, grzesznik byłby wyższy nad Boga, i nie byłoby istotowej różnicy pomiędzy losem dobrego a losem złego człowieka. Wnioskujemy przeto, że ma granice miłosierdzie boże i że ono przypuszcza nawrócenie się winnego. Prawda, powiada Tertulian 3), że początkowo miał Bóg samą tylko dobroć i nigdy nie wyrządziłby nic złego stworzeniom, gdyby Go same swą niewdzięcznością do tego nie zmusiły. Lecz gdy dobroć ta, która powinna była mieć samych tylko czcicieli, znalazła przeciwników, wówczas „sprawiedliwość boska widziała się zmuszoną pomścić wzgardzoną swą dobroć.” A zatem, dziwnie się myli ten, kto odwołuje się do miłosierdzia bożego, by nabrać odwagi do niebezpiecznego zaprzeczania istnienia kar wiecznych. 

Zarzut ten grzeszy jeszcze przeciw pojęciu, jakie rozum ludzki sobie wyrobił o przymiotach bożych. Wyosabnia bowiem ten zarzut i rozłącza te przymioty, które z natury swej są złączone i też same. Mówić o dobroci lub miłosierdziu bożym, a nie myśleć o sprawiedliwości, wszystkim tym przymiotom przypisywać skutki przeciwne świętości bożej, zestawiać w ten sposób sprawiedliwość z dobrocią, jak gdyby one były sobie przeciwne, znaczy to niszczyć samo pojęcie o Bogu i oddawać się złowrogim złudzeniom. Jeśli Bóg pozostawia nam wolność ulegania Mu lub uchylania się od Jego panowania, nie zrzeka się przez to prawa, jakie Mu przysługuje, nie myśli przez to uwalniać nas od zasadniczego obowiązku należenia do Niego. Zgadza się przeto z rozumem, aby grzesznik został zmiażdżony potęgą, przeciw której się burzył, aby doświadczył surowej sprawiedliwości, skoro pogardził dobrocią, aby został poddany jakiejś twardej i nieznośnej niewoli za to, że odtrącił słodkie i prawowite jarzmo pańskie. Przypuszczać z jednej strony istnienie Boga, najwyższego prawodawcy, twórcy moralnego porządku, a z drugiej strony utrzymywać, że dobroć popycha Boga do nieprzestrzegania nienaruszalnej całości tego porządku, do nienadawania swemu prawu całkowitej sankcji, jest to wygłaszać rzeczy przeciwne rozumowi. Karząc grzeszne czyny człowieka, osiąga Bóg ten cel, że naprawia porządek sprawiedliwości, naruszony przez grzechy tegoż człowieka. 

Źle sądzi, kto przypuszcza, że pojęcie sędziego sprzeciwia się pojęciu bytu nieskończenie dobrego i doskonałego. Bóg przestałby być Bogiem, gdyby nie miłował porządku sprawiedliwości, i gdyby go nie naprawiał za pomocą kar odpowiednich. Nie ma się przeto prawa mówić o jakimś okrucieństwie Boga; Bóg nie wyrządza złego swemu stworzeniu, nie odczuwa przyjemności w męczarniach potępieńców, lecz cieszy się z naprawienia zapoznanego i pogwałconego porządku moralnego przez niepokutującego grzesznika 

Drugi zarzut: Wieczność kar nie zgadza się z celem wszelkiego prawa karnego, którym jest naprawa winowajcy. 

Zarzut który mamy przed sobą, nie powołuje się jak zarzut poprzedni na potrzeby serca ludzkiego i przymiotów bożych, lecz przybiera pozory naukowe. Sankcja karna, powiadają, tylko jeden cel mieć może, a mianowicie naprawę winowajcy, Bóg bowiem jest miłością, a wszystko w Nim, nawet kara, pochodzi z miłości. I rzeczywiście, sama miłość jest pobudką, naprawą winnego, wszelkiej kary celem. Tymczasem zaś, hipoteza wiecznego karania wyklucza ten cel, gdyż nie można pojąć, jako dwóch rzeczy sobie przeciwnych, naprawy po wieczności. Bóg pomści zbrodnie, lecz miłość Jego, która w karaniu szuka tylko szczęścia człowieka, nie będzie karała wiecznie. 

Przede wszystkim powtarzamy, gdyż trzeba, aby czytelnik nigdy tego nie zapominał, że zarzut ten, tak samo jak pierwszy, uważa potępienie wieczne za samowolne dzieło Boga. 

Dawni filozofowie rozróżniają karę pomsty od kary lekarczej. Pierwsza ma na celu bronić nienaruszalności porządku moralnego, wynagradzać i naprawiać krzywdę, wyrządzoną Bogu przez naruszanie praw Jego. Kara zaś lekarcza zmierza głównie do naprawy winnego i do zabezpieczenia go od powrotu do grzechu. Celem pierwszej jest pokuta za grzechy, celem drugiej jest dobro grzesznika. 

Przy określeniu ostatecznego celu wszechświata rozróżniają filozofowie zewnętrzną chwałę Boga i szczęście człowieka. Bóg przede wszystkim i z konieczności zamierza wyświadczyć sobie chwałę i wszystko w tym jednym celu urządza; zarówno wybrany chwali Jego miłosierdzie, jak potępieniec - Jego sprawiedliwość. (...)

Pragnąc na pierwszym miejscu chwały swego Imienia, jako cel drugorzędny i podporządkowany stawia szczęście człowieka, gdyż człowiek prawdziwe swe szczęście znajduje w miłowaniu i w uwielbianiu Boga. Stąd łatwy wniosek, że nędze życia człowieka tylko ze stanowiska drugorzędnego mają charakter leczniczy, zaś w pierwszym rzędzie są one pokutnicze i zadość czyniące. Bóg, jak mówi św. Augustyn, ma podwójne prawodawstwo; jedno obejmuje porządek Jego dobroci, drugie - porządek Jego sprawiedliwości. Człowiek dobrowolnie się uchylający od porządku dobroci bożej, chce tym samym należeć do porządku sprawiedliwości; wyszedłszy z tego porządku jedną drogą, musi doń powrócić inną. Stworzenie staje się złem przez złe używanie tego co dobre, ale Stwórca zawsze pozostaje sprawiedliwym i dobrym, oddając porządek sprawiedliwości na usługi porządku dobroci. Porządek ten wywróciła przewrotność człowieka, która z dobrego czyni sobie złe. Najwyższa zaś dobroć boża naprawia wykolejoną wolę, czyniąc dobre ze złego.

Trzeba nam przede wszystkim zrozumieć znaczenie technicznego wyrazu: kara pomsty, gdyż etymologia jego może nas doprowadzić do wielu błędnych pojęć. Wyraz pomsta oznacza jakiś akt niemoralny, jakże więc zastosować to pojęcie do Boga? 

Trzeba się strzec przypisywać wyrażeniom naukowym znaczenie, jakie im nadaje etymologia lub zwyczaj. Wyraz kara pomsty nie ma nic wspólnego z czynem zemsty. Oznacza on karę, która, bezpośrednio nie mając na celu dobra winowajcy, wypływa z najwyższych praw Boga. Bóg karze, bo jest Panem i Właścicielem wszechrzeczy, bo musi bronić swych praw nieprzedawnionych przeciwko sprzeniewierzeniom się natury; przeciwnie zaś człowiek, który się mści, wcale nie wykonywa swego prawa; owszem, dopuszcza się niesprawiedliwości. 

Rozróżniamy stosunki, jakie