39,90 zł
Nie zawsze pamiętamy, że Oscar Wilde był przede wszystkim dramatopisarzem, który najbardziej spełniał się w mowie żywej. Jego najlepsze utwory – to znaczy teksty dla sceny – wypływały z tego, co robił najlepiej, czyli z rozmawiania. Gdy się zorientował, że mówi lepiej, niż pisze, postanowił uwiecznić swe wyczyny stolikowe, słusznie przypuszczając, że to one, nie co innego, zapewnią mu nieśmiertelność. Nie mówimy oczywiście o rozmowach tak zwanych istotnych, głębokich, poważnych, bo te były poniżej oczekiwań króla londyńskiej socjety.
Wilde specjalizował się w „small talku”, który wyniósł na wyżyny sztuki. W Anglii, swej drugiej ojczyźnie (pierwszą była Irlandia, a trzecią, ostatnią – Francja),jest kochany właśnie za swoje dramaty, a mniej za „Doriana Graya” czy bajki dla dzieci. Do dramatów Wilde’a przylgnęło określenie „society plays”: komedie „z towarzystwa”, sztuki salonowe, co wcale nie znaczy, że dla salonu pochwalne. Wilde uwielbiał życie towarzyskie i bywanie, gdzie się bywa, bardzo bolał, gdy to stracił, ale był na tyle światły, by w pełni dostrzegać „całą stronę ridicule” poruszania się w tych kręgach. Swymi komediami wystawił dobremu londyńskiemu towarzystwu dość dwuznaczny pomnik. Uwielbiał tych ludzi, ale uwielbiał z wysoka, za co w swoim czasie pięknie mu się odpłacili. „Sztuki” Oscara Wilde’a to pierwsze w języku polskim pełne wydanie jego najważniejszych utworów dramatycznych.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 448
Data ważności licencji: 12/31/2031
© for the Polish translation by Maciej Stroiński © for Oscar Wilde, mistrz rozpadu by Michał Lachman © for the Polish edition by Officyna s.c., 2024 Licencji na wystawienia udziela Stowarzyszenie Autorów ZAiKS
Wydanie I, Łódź 2024
Redakcja: Lidia Kośka Korekta: Łukasz Urbaniak, Maja Wójcik
Projekt okładki: Maciej Mraczek / maciejmraczek.pl
Wydawnictwo Officyna s.c.
93–114 Łódź, ul. Przędzalniana 99 [email protected], www.officyna.com.pl, tel. 508 156 066
Tłumacz korzystał ze stypendium Funduszu Popierania Twórczości Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.
Projekt zrealizowany przy wsparciu finansowym Nagrody Krakowa Miasta Literatury UNESCO, realizowanej przez Krakowskie Biuro Festiwalowe ze środków Gminy Miejskiej Kraków.
Książką ukazała się przy wsparciu:
ISBN 978-83-67948-10-4
Plik opracował i przygotował Woblink
woblink.com
Sztuka o dobrej kobiecie
(1892)
Życzliwej pamięci
Roberta hrabiego Lytton
w dowód uznania
w dowód oddania
OSOBY
LORD ARTUR WINDERMERE
LORD DARLINGTON
LORD AUGUST LORTON
PAN CECIL GRAHAM
PAN DUMBY
PAN HOPPER
PARKER – kamerdyner
LADY MAŁGORZATA WINDERMERE
KSIĘŻNA BERWICK
LADY AGATA CARLISLE
LADY LAURA PLYMDALE
LADY KAROLINA JEDBURGH
LADY STUTFIELD
PANI COWPER-COWPER
PANI ERLYNNE
ROZALIA – pokojówka
Rzecz rozgrywa się współcześnie, od godziny siedemnastej we wtorek do trzynastej trzydzieści we środę, miejsce akcji – Londyn, pierwszy akt w jadalni lorda Windermere’a, drugi – u niego w salonie, trzeci – w mieszkaniu lorda Darlingtona, czwarty – tam, gdzie pierwszy.
AKT PIERWSZY
W jadalni u Lorda Windermere’a przy Carlton House Terrace w dzielnicy dyplomatycznej. Drzwi pośrodku i po prawej. Z prawej strony biurko, na nim książki, dokumenty. Z lewej strony sofa, przy niej stolik herbaciany, a za nią okno na taras. Stolik z prawej strony, na nim niebieski wazon, przy którym stoi lady Windermere, układając róże. Wchodzi Parker.
PARKER Powiedzieć, że pani jest?
LADY WINDERMERE Tak – a kto przyszedł?
PARKER Lord Darlington.
LADY WINDERMERE (po chwili zastanowienia) Wprowadź. I ktokolwiek przyjdzie – jestem.
PARKER Oczywiście.
Wychodzi przez drzwi pośrodku.
LADY WINDERMERE Dobrze się składa, że przyszedł. Mam sprawę do niego.
Wchodzi Parker przez drzwi pośrodku.
PARKER Lord Darlington.
Drzwiami pośrodku wchodzi Lord Darlington.
LORD DARLINGTON Lady Windermere – dzień dobry!
LADY WINDERMERE Dzień dobry, lordzie Darlington! Proszę wybaczyć, że nie podam panu ręki, ale mokrą mam od róż. Niech pan spojrzy, jakie piękne. Z naszego ogrodu na wsi, przysłane poranną pocztą.
LORD DARLINGTON Róże doskonałe. (zauważa wachlarz na stole) A wachlarz jaki wspaniały! Czy mogę zobaczyć?
LADY WINDERMERE Proszę. To prawda, prześliczny. Z inskrypcją, że dla mnie. Właśnie go dostałam. Od męża na urodziny. Dziś są moje urodziny.
LORD DARLINGTON Naprawdę?
LADY WINDERMERE Dwudzieste pierwsze! Dzisiaj wchodzę w życie. Chciałabym to uczcić, wydaję przyjęcie. Proszę się rozgościć.
I dalej układa róże.
LORD DARLINGTON (usiadłszy) Gdybym był wiedział, że dziś urodziny pani! Miałaby pani przed domem nie chodnik, lecz dywan z kwiatów. Płatki róż są po to, by u pani stóp leżały.
LADY WINDERMERE Proszę, niech lord nie zaczyna tak jak wczoraj u ministra. Bo się znowu zdenerwuję.
LORD DARLINGTON Ale jak to, proszę pani?
Drzwiami pośrodku wchodzi Parker wraz z lokajem, niosąc serwis do herbaty.
LADY WINDERMERE Tutaj, proszę, postaw. Dziękuję. (wyciera dłonie chusteczką, siada z lewej przy stoliku) Życzy pan sobie herbaty?
Parker z lokajem wychodzą.
LORD DARLINGTON (bierze krzesło i idzie z nim do stolika) Proszę wybaczyć, lecz nie mogę nie zapytać. Czym panią zdenerwowałem?
Siada przy stoliku.
LADY WINDERMERE Mówił mi pan wczoraj same komplementy.
LORD DARLINGTON (z uśmiechem) Takie mamy czasy, że tylko na to stać dzisiaj mężczyznę. Komplement nic nie kosztuje.
LADY WINDERMERE (kiwa głową) Lord żartuje sobie, a ja mówię serio. Komplementy mnie nie cieszą, i właśnie dlatego, że nic nie kosztują. Mężczyzna je rzuca, bo nic nie ma do stracenia.
LORD DARLINGTON Ja zawsze mówię, co myślę, nawet gdy mówię komplement.
Przyjmuje filiżankę z herbatą.
LADY WINDERMERE (z pełną powagą) Lord żartuje, mam nadzieję. Bo nie chciałabym tu kłótni. Lord wie, że go lubię. Lubię lorda za to, że nie jest jak inni. Lord nie jest jak oni, lord jest od nich lepszy, tylko czasem tak udaje.
LORD DARLINGTON Każdy czasem lubi udawać gorszego.
LADY WINDERMERE Ale ja się pytam: po co?
LORD DARLINGTON By zrobić na przekór wszystkim świętym w towarzystwie, udającym świętych, i też sobie poudawać, tylko w drugą stronę. Bo taki ja zły, jacy oni święci. Ale wszyscy jakoś wierzą w autoprezentację. Tak więc ten jest dobry, kto tak się przedstawia, a ten, kto złego udaje, uchodzi za złego. I tak to jest wierzyć ludziom.
LADY WINDERMERE A pan by nie chciał, by ludzie panu wierzyli i poważali pana?
LORD DARLINGTON Wolałbym nie. Ludzie poważani to najczęściej nudni ludzie, zaczynając od biskupów, na zwykłych nudziarzach kończąc. Mnie tylko na tym zależy, by mnie pani poważała, pani i nikt więcej.
LADY WINDERMERE A ja panu po co?
LORD DARLINGTON (po chwili wahania) Jako przyjaciółka. To może być piękna przyjaźń. Dobrze mieć przyjaciół.
LADY WINDERMERE Co ma pan na myśli?
LORD DARLINGTON Trudno żyć samotnie.
LADY WINDERMERE My się przecież przyjaźnimy. I to się nie zmieni, chyba że pan…
LORD DARLINGTON Chyba że ja co?
LADY WINDERMERE Chyba że pan dalej będzie mi tak mówił. Takie niestworzone rzeczy. Pan mnie ma za purytankę? No, po części prawda. Tak mnie wychowano i ja nie narzekam. Mama mi umarła, kiedy byłam jeszcze mała. Potem ciotka Julia, starsza siostra ojca, wzięła mnie na wychowanie. Krótko mnie trzymała, ale zdążyła mi wpoić poczucie dobra i zła, tak rzadkie w dzisiejszym świecie. Z nią nie było przebacz, bardzo była zasadnicza. Ja też taka jestem.
LORD DARLINGTON Co też pani mówi!
LADY WINDERMERE (opierając się o sofę) Ma mnie pan za staroświecką? Nie szkodzi. To nawet komplement, skoro kiedyś było lepiej.
LORD DARLINGTON A teraz jest gorzej?
LADY WINDERMERE Mało powiedziane. Dzisiaj żyje się dla zysku, życie jest transakcją. Kiedyś było sakramentem i chodziło w nim o jedno – by kochać i być kochanym. Dla miłości się żyło, dla niej wszystko poświęcało.
LORD DARLINGTON (roześmiany) Samopoświęcenie. Mało to przyjemne.
LADY WINDERMERE (nachyliwszy się ku niemu) Proszę nawet tak nie mówić.
LORD DARLINGTON Ale ja tak właśnie myślę. Bo wiem z doświadczenia.
Wchodzi Parker środkiem.
PARKER Czy na tarasie mamy wyłożyć dywany?
LADY WINDERMERE (do Lorda Darlingtona) Myśli pan, że będzie padać?
LORD DARLINGTON No, tylko by spróbowało w dzień pani urodzin!
LADY WINDERMERE Wyłożyć.
Parker wychodzi.
LORD DARLINGTON (nadal siedząc) A myśli pani – pytam tak sobie i czysto hipotetycznie – że gdy małżeństwo młode, powiedzmy dwa lata stażu, a mąż znalazł przyjaciółkę, której nie przeszkadza, że on jest żonaty, więc mąż u niej bywa, zabiera do restauracji i płaci za wszystko – czy uważa pani, że żonie takiego męża wolno szukać pocieszenia?
LADY WINDERMERE (marszcząc czoło) Czy żona może szukać pocieszenia?
LORD DARLINGTON Myślę nawet, że powinna – w takiej sytuacji.
LADY WINDERMERE A czy nie wystarczy, że już mąż źle czyni?
LORD DARLINGTON Zaraz takie wielkie słowa.
LADY WINDERMERE Jedyne właściwe – w takiej sytuacji.
LORD DARLINGTON Obawiam się, że z dobrymi ludźmi jest największy kłopot. Bo im oni lepsi, tym gorsi są ci niedobrzy. Co to w ogóle za pomysł, żeby dzielić ludzi na dobrych i resztę! Ludzie są ciekawi lub są nieciekawi. Ja wolę tych pierwszych, do których pani, chcąc nie chcąc, należy.
LADY WINDERMERE Proszę pana. (wstaje i idzie na prawo, po drodze mijając lorda) Muszę skupić się na chwilę, bukiet sam się nie ułoży.
Staje z prawej przy wazonie.
LORD DARLINGTON (przesuwa się z krzesłem) Proszę wykazać więcej zrozumienia dla dzisiejszych czasów. Nie są idealne, owszem. Choćby sprawa kobiet, które stały się ostatnio okropnie interesowne.
LADY WINDERMERE Nie chcę o nich słuchać.
LORD DARLINGTON I może faktycznie nie ma o kim mówić. A jak pani myśli: czy kiedy kobieta popełniła błąd życiowy, godna jest, by jej wybaczyć?
LADY WINDERMERE (stojąc przy stoliku) Nie jest.
LORD DARLINGTON A mężczyzna również? Te same zasady dla mężczyzn i kobiet?
LADY WINDERMERE Oczywiście!
LORD DARLINGTON Życie nie jest takie proste, by poddawać się zasadom i przestrzegać reguł.
LADY WINDERMERE Gdyby tylko ludzie przestrzegali reguł i mieli zasady, dużo prościej by się żyło.
LORD DARLINGTON I żadnych wyjątków?
LADY WINDERMERE Żadnych!
LORD DARLINGTON Purytańska a urocza.
LADY WINDERMERE Tylko bez tych przymiotników.
LORD DARLINGTON Jakoś nie mogłem się oprzeć. Oprę się wszystkiemu z wyjątkiem pokusy.
LADY WINDERMERE To jest pańska słabość. Nie ma się czym chwalić.
LORD DARLINGTON (patrząc Lady w oczy) Tak tylko się przekomarzam.
Środkiem wchodzi Parker.
PARKER Księżna Berwick i lady Agata Carlisle.
Wejściem pośrodku wchodzą Księżna Berwick i Lady Agata Carlisle. Parker wychodzi.
KSIĘŻNA BERWICK (podchodzi, by się przywitać) Dzień dobry, Małgosiu, jak się cieszę, że cię widzę. Pamiętasz Agatkę? (przechodzi na lewo) Dzień dobry, lordzie Darlington. Pana nie przedstawię córce, bo z panem nigdy nic nie wiadomo.
LORD DARLINGTON Pani mnie przecenia. A ja jeszcze w życiu niczego złego nie osiągnąłem. To jest fakt powszechnie znany, że nie można po mnie oczekiwać niczego niedobrego. Wszyscy o tym mówią, lecz za moimi plecami.
KSIĘŻNA BERWICK I rozmawiaj z takim. Poznaj, Agatko, to jest lord Darlington. Nie słuchaj, co mówi.
Lord Darlington przechodzi w prawo.
Za herbatę podziękuję.
Idzie siąść na sofie.
Wracamy od lady Markby, gdzie byłyśmy na herbatce. Fatalną podała. Lurę. Czyli jak zazwyczaj. Zamawia u swego zięcia. Agatka bardzo się cieszy na twoje przyjęcie, Gosiu.
LADY WINDERMERE (siedząc po lewej) To nie będzie nic wielkiego. Zabawa urodzinowa. Nieduża, niedługa.
LORD DARLINGTON (stojąc po lewej) Nieduża, niedługa, nietłumna zabawa. Tylko dla wybranych, księżno.
KSIĘŻNA BERWICK (rozparta na sofie) Oczywiście, że nietłumna, tylko dla wybranych. Po tobie, Małgosiu, innych się nie spodziewamy. Do ciebie spokojnie mogę przyjść z Agatką, nawet męża mogę zabrać – mało gdzie tak mogę. Co się porobiło z dobrym towarzystwem? Dziś każdemu wolno wszystko i wszędzie wypada bywać. A już zwłaszcza u mnie i nie mogę się opędzić, boby mi nie wybaczyli, jeślibym nie zaprosiła. Tego już za dużo, coś trzeba z tym zrobić.
LADY WINDERMERE I właśnie ja robię. Nie wpuszczam do domu podejrzanych osób.
LORD DARLINGTON A mnie pani nie wyrzuca.
KSIĘŻNA BERWICK Bo pan jest mężczyzną, czegóż więc można wymagać? Tylko po kobietach można się czegoś spodziewać, a przynajmniej po niektórych. No, chyba że sytuacja przerośnie kobietę. Musimy zamęczać mężów, by nie zapomnieli o nas i by pamiętali, że wolno nam ich zamęczać.
LORD DARLINGTON Małżeństwo jest jak szachy – i pewnie dlatego stało się niemodne – żona to królowa, a jednak przegrywa z pionkiem.
KSIĘŻNA BERWICK Z pionkiem, czyli z mężem?
LORD DARLINGTON Do tej rangi spadli dzisiejsi mężowie.
KSIĘŻNA BERWICK Jak pan może, niedobry człowieku!
LADY WINDERMERE Nie niedobry, tylko błazen.
LORD DARLINGTON Naprawdę tak pani myśli?
LADY WINDERMERE Pan powiada takie rzeczy tylko dla zabawy, a nie na poważnie.
LORD DARLINGTON Życie bowiem samo w sobie jest już zbyt poważne, by jeszcze je tak traktować.
KSIĘŻNA BERWICK Chyba nie rozumiem. Byłby pan tak dobry, wziął poprawkę na mnie i mi wytłumaczył?
LORD DARLINGTON Księżna wybaczy, lecz wolałbym nie. Bo kto się tłumaczy, ten przyznaje się do winy. Do widzenia pani! (ściska jej dłoń na pożegnanie, po czym idzie w stronę Lady Windermere) A pani – do zobaczenia. Przyjdę dziś wieczorem, jeżeli się pani zgodzi.
LADY WINDERMERE Zapraszam, ale zastrzegam, że nie toleruję żadnych głupot i nabierania gości.
LORD DARLINGTON (uśmiechnięty) Jak widzę, chciałaby mnie pani zmienić. Proszę uważać, bo może się pani udać.
Kłania się, wychodzi.
KSIĘŻNA BERWICK (wstawszy) Niemożliwy a uroczy! Miło się rozmawia, a jeszcze milej, że poszedł. Pięknie dziś wyglądasz. Skąd ty bierzesz te ubrania? Biedna Małgosia! (siada na sofie koło Lady Windermere) Agatko!
LADY AGATA Tak, mamo?
Wstaje.
KSIĘŻNA BERWICK Zobacz, jaki album.
LADY AGATA Już, mamo.
Idzie do stolika z lewej.
KSIĘŻNA BERWICK Przekochane dziecko. Uwielbia zdjęcia ze Szwajcarii. Taki ma szacowny gust. Żal mi cię, Małgosiu!
LADY WINDERMERE (z uśmiechem) Ale dlaczego?
KSIĘŻNA BERWICK No, przez tę okropną babę! A jak ona się ubiera! Świetnie! Świecąc złym przykładem! August – czasem aż nie wierzę, że to mój braciszek – więc August oszalał na punkcie tej baby. Powtarzam: oszalał, przecież tej kobiety nikt nie wpuści na salony. Kobieta z przeszłością, to bym zrozumiała, ale kobieta po przejściach, licznych?
LADY WINDERMERE Ale o kim księżna mówi?
KSIĘŻNA BERWICK O pani Erlynne.
LADY WINDERMERE Erlynne, Erlynne – nie znam. Czy coś straciłam?
KSIĘŻNA BERWICK Boże! Agatko!
LADY AGATA Tak, mamo.
KSIĘŻNA BERWICK Zobacz, jaki zachód słońca.
LADY AGATA Już, mamo.
Wychodzi na taras z lewej.
KSIĘŻNA BERWICK Kochana córeczka. Uwielbia zachody słońca. Taka chłonna, delikatna. Bo jeśli ulegać, to tylko naturze i jej urokowi.
LADY WINDERMERE Ale proszę opowiadać. O co chodzi z tą kobietą?
KSIĘŻNA BERWICK Naprawdę nic nie wiesz? Bardzo nieprzyjemna sprawa. Nie dalej jak wczoraj wieczór cały salon lady Jansen rozmawiał tylko o jednym: o zachowaniu lorda Windermere’a.
LADY WINDERMERE A co on ma z nią wspólnego?
KSIĘŻNA BERWICK No, właśnie nikt nie wie. I w tym cały problem. On ją odwiedza, przesiaduje godzinami, a kiedy jest u niej, to nikt inny nie ma wstępu, „pani w domu nie ma”. Nie żeby ktoś bardzo pytał, a jeśli już, to mężczyźni o kiepskiej opinii – mój brat, na ten przykład – w głowie zatem się nie mieści, że lord Windermere odwiedza! Każdy by powiedział, że jest mężem doskonałym, a tu proszę bardzo. Moje siostrzenice – wiesz które, te Saville’ówny – w domu wiecznie siedzą, mądre może nie za bardzo, ale to dobre dziewczyny; tak więc w oknie przesiadują, dziergają śliczne robótki i robią łachy dla biednych, co się im szczególnie chwali w tych okropnych czasach społecznej sprawiedliwości i nadwrażliwości; no i wyobraź sobie, że ta straszna baba też osiadła przy Curzona, ma dom naprzeciwko. A to kiedyś była porządna ulica! Świat się kończy, moim zdaniem! I mi mówią siostrzenice, które wszystko widzą z okna, że lord Windermere tam bywa nawet pięć razy w tygodniu. Sąsiadów nie podglądają, ale jak mają nie widzieć? I jak miały nie rozgadać, chociaż plotkować nie lubią? No i ja się pytam, skąd ta baba ma pieniądze, a raczej od kogo, bo kiedy pół roku temu pojawiła się w Londynie, była bez grosza przy duszy, za to teraz popatrz – mieszkanko w dzielnicy Mayfair, przejażdżki kucykiem w parku po południu, dobrze się powodzi, odkąd się zyskało przyjaźń lorda Windermere’a.
LADY WINDERMERE To jest niemożliwe!
KSIĘŻNA BERWICK Ale to jest prawda. I wszyscy już wiedzą. Nie miałam więc serca, by ci nie powiedzieć, i posłuchaj, co ci radzę: wyjedź z nim natychmiast na wakacje do Homburga albo na południe Francji, on sobie odpocznie i czymś zajmie ręce, a ty przypilnujesz. Ile razy tak robiłam na początku małżeństwa! Grałam bardzo chorą, by do wód się wyrwać z mężem, albo w każdym razie – jego wyrwać z miasta, a potem to pić musiałam, te ohydne wody! Co on by beze mnie zrobił? Z moim miałam o tyle łatwiej, że nie szastał kiesą i nikomu nie pożyczał. Ma jednak jakieś zasady.
LADY WINDERMERE (wcina się w pół słowa) Ależ proszę księżnej! To jest niemożliwe! (wstaje i idzie na środek) Jesteśmy dopiero co po ślubie, dwa lata. Mamy małe dziecko, półroczne ledwo.
Siada na krześle.
KSIĘŻNA BERWICK Dzieciaczek. I jak się chowa? Chłopiec czy dziewczynka? Ja wolę dziewczynki. Chłopczyk przecież, już pamiętam! Nie gniewaj się na mnie, ale chłopcy to kłopoty. Wiesz, co ja mam z moim? O której on wraca? W Oksfordzie studiował i ja już naprawdę nie wiem, czego ich tam uczą.
LADY WINDERMERE Czy oni wszyscy są tacy?
KSIĘŻNA BERWICK Żebyś wiedziała. I lepsi nie będą. Najpierw są młodzi i głupi, a potem starszy a głupi.
LADY WINDERMERE Ale ja go kocham.
KSIĘŻNA BERWICK I ja ci serdecznie życzę, żebyś wytrzymała. Mój groził, że się zabije, jeśli nie wyjdę za niego, więc dałam się namówić, ale rok nie minął, a już się uganiał, już tylko sukienki w głowie, wszystko jedno jakie. Jak się zastanowię, to już w miesiącu miodowym łasił się do pokojówki, ładna była i porządna. Odprawiłam ją natychmiast i nie dałam referencji, bo co miałam zrobić? A, przepraszam, nie tak było, poleciłam ją siostrze. Szwagier niedowidzi, więc byłam spokojna. Jak bardzo się pomyliłam! (wstaje) Tymczasem czas na mnie, bo idziemy dzisiaj w gości. I nie przejmuj się za bardzo kłopotami z mężem. Jedźcie za granicę, tam się pogodzicie.
LADY WINDERMERE My żyjemy w zgodzie.
KSIĘŻNA BERWICK W trójkę. Ale nic się nie martw, mąż cię nie zostawi. Może trochę używany, lecz wróci do ciebie. I nie rób awantur, bo oni tego nie lubią.
LADY WINDERMERE Dziękuję, że księżna przyszła, powiedziała, poradziła. Żona, oczywiście, dowiaduje się ostatnia.
KSIĘŻNA BERWICK Jak ja cię rozumiem. Miałam tak samo. Bo mężczyźni to zwierzęta.
Lady Windermere dzwoni na służbę.
Tylko jeść im dać i o nic nie pytać. Kucharka w domu ważniejsza od żony. Dobrze, że masz dobrą. Nie płacz, Małgosiu.
LADY WINDERMERE Nie mam w zwyczaju. O co miałabym płakać?
KSIĘŻNA BERWICK I bardzo dobrze. Brzydkie niech płaczą, żeby się ratować, pięknym płacz wyłącznie szkodzi. Agatka!
LADY AGATA (wraca z tarasu) Tak, mamo.
KSIĘŻNA BERWICK Pożegnaj się z panią i podziękuj za gościnę. A ja muszę podziękować, że zaprosiłaś młodego Hoppera, to ten bogacz z Australii, wszyscy o nim mówią. Jego ojciec się dorobił na sprzedaży konserw, podobno idą jak woda, chociaż nawet służba do ust by tego nie wzięła. Ale młody Hopper to dobra partia. I lubi Agatkę, bo ma z nią o czym rozmawiać. Będę za nią bardzo tęsknić, ale byłabym złą matką, gdybym się wzbraniała oddać ją obcemu. Przyjdziemy wieczorem.
Parker otwiera drzwi pośrodku sceny.
I pamiętaj, co mówiłam, wyjedźcie koniecznie, to jedyny sposób. Do zobaczenia. Agatko, idziemy.
Księżna z córką wychodzą.
LADY WINDERMERE No to pięknie! Czyli już rozumiem, o czym myślał lord Darlington, gdy „pytał tak sobie i czysto hipotetycznie”. Może to jakaś pomyłka? Ona mówiła, że on na nią łoży. Gdzieś tutaj w szufladzie trzyma książeczkę czekową. Sprawdzę. Wszystko się okaże. (otwiera szufladę) Nie, coś jej się pomyliło. (przechodzi na środek) Co to za głupie gadanie. Przecież on mnie kocha. Mnie. Ale co mi szkodzi sprawdzić? Jestem żoną i mam prawo. (wraca do biurka, wyciąga książeczkę, uważnie przegląda, wzdycha z ulgą, uśmiechnięta) A nie mówiłam! Ludzie gadają, a nie wiedzą o czym. (wkłada książeczkę z powrotem do biurka; nagle zamiera i wyciąga z biurka drugą) No to pięknie, druga, z kłódką! (szarpie, by otworzyć, i nie daje rady; bierze nóż do kopert, odcina okładkę, czyta pierwszą stronę) „Pani Erlynne – 600 funtów. Pani Erlynne – 700. Pani Erlynne – 400”. Proszę bardzo! No to pięknie!
Rzuca książeczkę na ziemię. Drzwiami pośrodku wchodzi Lord Windermere.
LORD WINDERMERE Wachlarz już przynieśli? (zauważa książeczkę) Co ty zrobiłaś? Kto ci to pozwolił ruszać?
LADY WINDERMERE A ty co zrobiłeś? I kto ci pozwolił?
LORD WINDERMERE Nie grzebie się w cudzych rzeczach.
LADY WINDERMERE Wcale nie musiałam. Do głowy by mi nie przyszło, gdyby mi nie powiedziano! Życzliwi donieśli, bo wszyscy już wiedzą, co ty robisz na Curzona, ile przesiadujesz i ile wydajesz! I na kogo? Na tę babę!
LORD WINDERMERE Nawet nie wiesz, o kim mówisz i kogo obrażasz.
LADY WINDERMERE Widzę, że jej bronisz. Mnie nigdy tak nie broniłeś.
LORD WINDERMERE Bo nigdy nie było przed czym! Nikt cię o nic nie oskarżał. A nie przyszło ci do głowy…
Wkłada książeczkę z powrotem do biurka.
LADY WINDERMERE Na co ty wydajesz? Pytam. Zresztą to nie o to chodzi. Bo to są tylko pieniądze, weź je sobie wszystkie i rób, co uważasz. W życiu bym nie pomyślała, że ten, kto mnie kocha i kogo ja kocham, będzie komuś płacił za to, żeby być kochanym! W głowie mi się to nie mieści! (opada na sofę) I to ja się wstydzę, jakbym coś zrobiła złego! Mnie jest przykro i mnie boli. Chciałabym wymazać z głowy ostatnie pół roku! Wszystkie twoje pocałunki!
LORD WINDERMERE (podszedłszy do żony) Przestań. Kocham ciebie i tylko ciebie.
LADY WINDERMERE (wstaje) A ona to kto? Dlaczego płacisz za jej mieszkanie?
LORD WINDERMERE Za nic jej nie płacę.
LADY WINDERMERE Może płaci sama, ale twoimi pieniędzmi.
LORD WINDERMERE Bo pani Erlynne, na ile ją znam…
LADY WINDERMERE Jej męża też znasz? Chyba że go nie ma.
LORD WINDERMERE Umarł lata temu. Jest sama na świecie.
LADY WINDERMERE A rodziny nie ma?
Pauza.
LORD WINDERMERE Nie ma.
LADY WINDERMERE To bardzo ciekawe.
LORD WINDERMERE A dasz mi dokończyć? Bo pani Erlynne, na ile ją znam, to zacna kobieta. Kiedyś…
LADY WINDERMERE Nic mnie nie obchodzą szczegóły jej życia!
LORD WINDERMERE Proszę cię, posłuchaj i daj mi dokończyć. Kiedyś miała wszystko: szacunek, miłość, pozycję. Kobieta z dobrego domu, na pewnym poziomie – i wszystko straciła, bo wyrzekła się wszystkiego. Tym boleśniejszy był upadek. Nieszczęście łatwiej wytrzymać – bo się zdarza, nie ma rady. Ale cierpieć z własnej winy – to dopiero jest okropne. Wszystko to się działo dwadzieścia lat temu. Była jeszcze prawie dzieckiem, a po ślubie jeszcze krócej, niż ty teraz.
LADY WINDERMERE Nie mów mi o niej. To naprawdę nie wypada mówić o mnie i o niej w jednym i tym samym zdaniu.
Siada przy biurku.
LORD WINDERMERE Ona chce powrócić do dobrego towarzystwa i prosi o twoją pomoc.
LADY WINDERMERE Ty chyba żartujesz!
LORD WINDERMERE Nie.
LADY WINDERMERE Bezczelne!
Pauza.
LORD WINDERMERE Mam do ciebie wielką prośbę; tym większą, że odkryłaś, co miało być tajemnicą, że dałem pani Erlynne pokaźną sumę pieniędzy. Proszę, byś ją zaprosiła na nasze przyjęcie.
Staje koło żony.
LADY WINDERMERE Chyba oszalałeś!
LORD WINDERMERE Proszę. Krążą o niej plotki, owszem, i to nawet podłe plotki. Chadza w różne miejsca i do różnych domów, do których ty byś nie poszła, ale tam się, owszem, chodzi i kobiety z towarzystwa czasem tam bywają bez uszczerbku na honorze. Ale ona mierzy wyżej i chciałaby gościć u nas.
LADY WINDERMERE Tego jeszcze jej potrzeba, by zostać panią sytuacji?
LORD WINDERMERE Chciałaby być zaproszona, ponieważ cię szanuje. Wie, że jesteś poważana, że jesteś dobrą kobietą i u ciebie być to zaszczyt, sukces towarzyski. Tylko przyjść chce i nic więcej, nie będzie przeszkadzać. Chyba można pomóc nieszczęsnej kobiecie, która pragnie znowu odżyć, wrócić na salony.
LADY WINDERMERE I chce wrócić, gdzie jej nie chcą? Gdzie widzieli jej upadek? Nie rozumiem tej kobiety.
LORD WINDERMERE Błagam w jej imieniu.
LADY WINDERMERE (idzie w stronę drzwi po prawej) Tymczasem idę się przebrać, a tej rozmowy nie było. Tobie się wydaje (podchodzi do męża) że możesz mnie tak traktować, bo nie mam rodziców, nikt mi nie pomoże, sama jestem na świecie. Lecz mam jeszcze przyjaciół, racz nie zapominać.
LORD WINDERMERE Pozwól, że nie skomentuję, bo to głupia rozmowa, mimo to powtórzę tylko: proszę, byś ją zaprosiła.
LADY WINDERMERE Nie ma takiej możliwości.
LORD WINDERMERE Nie dasz się przekonać?
LADY WINDERMERE Nigdy!
LORD WINDERMERE Zrób to dla mnie. Musimy jej pomóc.
LADY WINDERMERE Niczego nie muszę.
LORD WINDERMERE Dobra jesteś, a bez serca.
LADY WINDERMERE Ty masz serce, a jesteś zły.
LORD WINDERMERE Mężczyźni są tacy, żaden nie zasługuje na tę, z którą się ożenił. Lecz chyba mnie nie posądzasz – nawet myśleć nie chcę o co!
LADY WINDERMERE Mężczyźni są tacy – jak wszyscy, to wszyscy. Bo w Londynie, kto ma żonę, ma też swoje za uszami, a przynajmniej tak słyszałam.
LORD WINDERMERE Ja jestem inny.
LADY WINDERMERE Nie jestem pewna!
LORD WINDERMERE W głębi serca – jesteś. I nie szukaj dziury w całym. Bo na dzisiaj już wystarczy, nie kłóćmy się, proszę. Napisz zaproszenie.
LADY WINDERMERE Nie ma takiej możliwości.
LORD WINDERMERE (idąc w stronę biurka) W takim razie ja napiszę!
Dzwoni na kamerdynera i siada przy biurku, by napisać zaproszenie.
LADY WINDERMERE Sprowadzisz ją tutaj?
Podchodzi do męża.
LORD WINDERMERE Owszem.
Pauza; wchodzi Parker.
Parker!
PARKER Słucham.
Podchodzi do Lorda.
LORD WINDERMERE Do pani Erlynne, ulica Curzona 84A. (podaje mu liścik) Bez odpowiedzi.
Parker wychodzi.
LADY WINDERMERE Jeśli przyjdzie, zrobię scenę.
LORD WINDERMERE Tylko spróbuj.
LADY WINDERMERE Żebyś wiedział.
LORD WINDERMERE Postaw się w jej sytuacji. Czasem ludziom trzeba pomóc.
LADY WINDERMERE Właśnie! A żeby to zrobić, nie należy im ulegać. Chcę pomagać ludziom, zaczynam od dzisiaj. (bierze wachlarz) Wachlarz od ciebie na urodziny. Jeśli ona stanie w progu, ja przywitam ją wachlarzem. Może ją zaboleć.
LORD WINDERMERE Tak się nie zachowasz.
LADY WINDERMERE Ty mnie jeszcze nie znasz.
Wchodzi Parker.
Parker!
PARKER Słucham.
LADY WINDERMERE Dzisiaj zjem u siebie, proszę przynieść do pokoju. Albo nie, nie będę jadła. Wpół do jedenastej wszystko ma już być gotowe. Gości, proszę, zapowiadaj nad wyraz wyraźnie. Bo czasem tak szybko mówisz, że nic nie da się zrozumieć. Chcę dokładnie słyszeć, kto i kiedy przyszedł, to bardzo ważne. Dobrze?
PARKER Oczywiście.
LADY WINDERMERE Dziękuję.
Parker wychodzi.
Artur, ja ostrzegam, że jeżeli ją zobaczę…
LORD WINDERMERE Nie zrobisz nam tego!
LADY WINDERMERE Jakim „nam”? Jacy „my”? „Nas” już przecież nie ma. Jeśli nie chcesz swojej zguby i sceny przy wszystkich, pisz do niej w tej chwili, że ma nie przychodzić, bo ja się nie zgadzam!
LORD WINDERMERE Ja nie mogę – ona musi!
LADY WINDERMERE W takim razie dobrze. Sam o to prosiłeś.
Lady Windermere wychodzi.
LORD WINDERMERE (woła za nią) Małgosiu! Małgosiu! (pauza) Święty Boże, i co teraz? Przecież jej nie powiem prawdy o pani Erlynne. Tego wstydu by nie zniosła.
Opada na krzesło i chowa twarz w dłoniach.
KURTYNA
AKT DRUGI
Salon Lorda Windermere’a. Drzwi po prawej prowadzą do sali balowej, skąd już dobiega muzyka. Drzwiami z lewej wchodzą goście. Z tyłu z lewej drzwi na taras. Palmy i kwiaty. Pełno światła, pełno gości. Lady Windermere wita przychodzących.
KSIĘŻNA BERWICK Lord Windermere – nie ma, dziwne. Pan Hopper spóźniony. Pięć tańców dla niego, prawda?
LADY AGATA Tak, mamo.
KSIĘŻNA BERWICK (siadając na sofie) Pokaż mi karnecik. To wspaniały pomysł, że wróciły karneciki, jestem za to wdzięczna lady Windermere. Trzeba być matką, żeby to zrozumieć. Kogoś ty, dziecko, wpisała? (skreśla dwa nazwiska) Z nimi nie ma mowy, za młodzi dla ciebie. I jak by to wyglądało? Podczas dwóch ostatnich tańców idź z panem Hopperem porozmawiać na tarasie.
Z sali balowej przychodzą Pan Dumby i Lady Plymdale.
LADY AGATA Tak, mamo.
KSIĘŻNA BERWICK (wachlując się) Na świeżym powietrzu.
PARKER Pani Cowper-Cowper. Lady Stutfield. Pan James Royston. Pan Guy Berkeley.
Wchodzą według kolejności.
DUMBY Dobry wieczór, lady Stutfield. Ostatnie przyjęcie przed końcem sezonu?
LADY STUTFIELD Tak przypuszczam, proszę pana. Cudny to był sezon.
DUMBY Owszem! Dobry wieczór, księżno. Ostatnie przyjęcie przed końcem sezonu?
KSIĘŻNA BERWICK Na to liczę, proszę pana. Nudny to był sezon.
DUMBY Też prawda. Okropny!
PANI COWPER-COWPER Dobry wieczór, panie Dumby. Ostatnie przyjęcie przed końcem sezonu?
DUMBY Jeszcze dwa co najmniej.
Powraca do Lady Plymdale.
PARKER Pan Rufford. Lady Jedburgh z panną Graham. Pan Hopper.
Wchodzą według kolejności.
HOPPER (do Lady Windermere) Miło panią widzieć. (do Księżnej Berwick) Miło księżną widzieć.
Kłania się Lady Agacie.
KSIĘŻNA BERWICK Miło pana widzieć, a zwłaszcza tak wcześnie. Ma pan na pewno wypełniony każdy wieczór.
HOPPER Londyn to jest świetne miasto! Wszędzie mnie tu zapraszają, a nie tak jak w Sydney.
KSIĘŻNA BERWICK Bo my pana doceniamy. Więcej mężczyzn w pana stylu i przyjemniej by się żyło. Czy pan wie, że my z Agatką szalejemy za Australią? To musi być cudne, te kangury wszędzie. Agatka znalazła Australię w atlasie. Śmieszny kształt, gdy spojrzeć z góry. Jak spora torba podróżna. Ale ziemia młoda, prawda?
HOPPER Stara jak świat.
KSIĘŻNA BERWICK Pan to jak coś powie! Nie do podrobienia. Przepraszam, nie zatrzymuję.
HOPPER Z panną Agatą raczyłbym zatańczyć.
KSIĘŻNA BERWICK Trzeba spojrzeć do karnetu, czy ma wolny któryś taniec. Masz, Agatko, któryś wolny?
LADY AGATA Tak, mamo.
KSIĘŻNA BERWICK Najbliższy?
LADY AGATA Tak, mamo.
HOPPER Czy wolno panią poprosić?
Lady Agata dyga.
KSIĘŻNA BERWICK Proszę uważać, buzia jej się nie zamyka!
Pan Hopper z Lady Agatą przechodzą do sali balowej. Wchodzi Lord Windermere.
LORD WINDERMERE (do Lady Windermere) Chciałbym porozmawiać.
LADY WINDERMERE Za chwilę.
Muzyka cichnie.
PARKER Lord August Lorton.
Wchodzi Lord August.
LORD AUGUST (do Lady Windermere) Dobry wieczór pani.
KSIĘŻNA BERWICK (do Pana Jamesa Roystona) Pójdziemy zatańczyć? Z lordem Augustem jadłam kolację i chociaż go lubię, to na dzisiaj już wystarczy.
Księżna przechodzi do sali balowej pod ramię z Panem Roystonem.
PARKER Państwo Bowdenowie. Państwo Paisleyowie. Lord Darlington.
Wchodzą według kolejności.
LORD AUGUST (do Lorda Windermere’a) Muszę cię o coś zapytać, bo nie śpię po nocach. Wiem, nie widać po mnie, bo z twarzy mężczyzny prawdy nigdy nie wyczytasz. A to nawet lepiej. Słuchaj. Kto to jest i skąd się wzięła? I co to ma znaczyć, że nie ma rodziny? Niby rodzina to same kłopoty, ale się przydaje dla pozycji towarzyskiej.
LORD WINDERMERE Chodzi o panią Erlynne? Znam ją od pół roku. Wcześniej o niej nie słyszałem.
LORD AUGUST Dobrze ją zdążyłeś poznać.
LORD WINDERMERE (chłodno) Chyba nie najgorzej. Właśnie od niej wracam.
LORD AUGUST Gdybyś ty wiedział, jak one na nią gadają. Byłem z Arabellą na kolacji dzisiaj. Gdybyś ty słyszał, co ona o niej mówiła. Tyłek tak jej obrobiła… (ciszej) Niezły tyłek, z drugiej strony, wspólnie uznaliśmy z księżną. Gdybyś ty widział minę Arabelli, jak to usłyszała! Słuchaj, bo nie wiem, co robić. Żenić się z panią Erlynne? Ona mnie nie chce, więc chyba mam szansę. Głupia nie jest, swoje myśli i ma odpowiedź na każde pytanie. Nawet się nie zająknęła, gdy spytałem, co was łączy.
LORD WINDERMERE Bo co miałaby ukrywać?
LORD AUGUST Słuchaj. Czy ją przyjmą w towarzystwie? Sprawa jest prosta i spytam po prostu: żonie ją przedstawisz?
LORD WINDERMERE Będzie okazja dzisiaj wieczorem.
LORD AUGUST Żona ją tu zaprosiła?
LORD WINDERMERE Poszło zaproszenie.
LORD AUGUST W takim razie z górki. Czemuś nic nie mówił? Byłbym się tyle nie martwił i nie kłócił bez potrzeby!
Lady Agata z Panem Hopperem wychodzą z sali balowej i idą na taras.
PARKER Pan Cecil Graham!
Wchodzi Pan Cecil Graham.
CECIL GRAHAM (ukłoniwszy się Lady Windermere, podchodzi do jej męża, żeby się przywitać) Dobry wieczór, Arturze. Chcesz wiedzieć, co u mnie? Lubię słyszeć „co u ciebie?”, bo to brzmi jak u lekarza. Tak więc dzisiaj nie najlepiej. Kolacja z rodziną, czyli sam rozumiesz. Nie wiem, jak to działa, że z rodziną jest najnudniej. Ojca wzięło po jedzeniu na gadki o sensie życia. Mówię mu, że w jego wieku mógłby już sobie darować. Starzy ludzie już tak mają, że tylko by żyli. (do Lorda Augusta) Witaj, dziadu! Podobno się znowu żenisz. Jeszcze ci się nie znudziło?
LORD AUGUST A ty znowu swoje, młody.
CECIL GRAHAM Ile to już razy, bo się pogubiłem? Dwie żony i jeden rozwód – jedna żona i dwie byłe? Jak cię znam, to druga opcja.
LORD AUGUST Stary jestem, nie pamiętam.
Odchodzi na prawo.
LADY PLYMDALE Mam do lorda sprawę.
LORD WINDERMERE Ale ja muszę do żony.
LADY PLYMDALE Ale co też pan wyprawia. Pan nie wie, że nie wypada zajmować się żoną, kiedy inni patrzą? Bo jeszcze sobie pomyślą, że bije pan żonę, gdy jesteście sami. Takie czasy przyszły, że szczęśliwe małżeństwa wyglądają podejrzanie. Tymczasem nie zatrzymuję, przypomnę się później.
Idzie ku sali balowej.
LORD WINDERMERE (do Lady Windermere) Musimy porozmawiać.
LADY WINDERMERE (do Lorda Darlingtona) Potrzyma pan wachlarz? Dziękuję.
Idzie do męża.
LORD WINDERMERE Wtedy przed przyjęciem nie mówiłaś poważnie?
LADY WINDERMERE Nie wpuszczę jej tutaj!
LORD WINDERMERE Ale ona przyjdzie i jeśli zrobisz jej afront albo jakąś przykrość, oboje pożałujemy. Ja nie żartuję i proszę cię tylko, byś mi zaufała. Bo komu, jak nie mężowi?
LADY WINDERMERE To dobre pytanie: komu? Tyle znam kobiet ufających swoim mężom. Zawsze je rozpoznam w tłumie. Wyglądają jak siedem nieszczęść. Ja taka nie będę. (do Lorda Darlingtona) Mogłabym z powrotem wachlarz? Dziękuję. Dobry wachlarz nie jest zły. I zawsze może się przydać. Nie sądziłam, że tak szybko, lecz muszę się panu zwierzyć: potrzebuję przyjaciela.
LORD DARLINGTON Nareszcie. Wiedziałem. Tylko czemu właśnie dzisiaj?
LORD WINDERMERE Powiem jej, bo nie mam wyjścia. Nie daj Boże zrobi scenę. Małgosiu…
PARKER Pani Erlynne!
Lord Windermere aż zamiera. Wchodzi Pani Erlynne, wspaniale ubrana, bardzo elegancka. Lady Windermere, chwyciwszy wachlarz, upuszcza go na podłogę. Z wielką rezerwą, ale się kłania przed Panią Erlynne, która z dużą sympatią odwzajemnia ukłon, po czym dołącza do gości.
LORD DARLINGTON Upuściła pani.
Podnosi wachlarz i podaje właścicielce.
PANI ERLYNNE (do Lorda Windermere’a) Dobry wieczór. Piękna żona. Jak z obrazka.
LORD WINDERMERE (szeptem) Czyli jednak pani przyszła.
PANI ERLYNNE (roześmiana) I dobrze zrobiłam! Proszę mi dziś towarzyszyć i nie odstępować. Krępuję się kobiet. Będę miała prośbę, żeby mnie pan im przedstawił. Mężczyznom nie trzeba, z nimi sama umiem. (do Lorda Augusta) Dobry wieczór panu. Pan mnie zaniedbuje. Cały dzień pana nie widziałam. Z pana jest słomiany wdowiec, jeśli dobrze słyszę.
LORD AUGUST Ja wszystko wyjaśnię.
PANI ERLYNNE Ale nie ma mowy i proszę się nie tłumaczyć. Bo cały czar pryśnie.
LORD AUGUST Widzi pani we mnie czar?
Rozmawiają sobie. Lord Windermere krąży czujnie po pokoju, nie spuszczając Pani Erlynne z oka.
LORD DARLINGTON (do Lady Windermere) Pani taka blada.
LADY WINDERMERE Tchórza z twarzy poznać.
LORD DARLINGTON Chyba pani słabo. Chodźmy na powietrze.
LADY WINDERMERE Chodźmy. (do Parkera) Przynieś płaszcz, proszę.
PANI ERLYNNE (do Lady Windermere) Pięknie oświetlony taras. Jak u księcia Dorii w Rzymie.
Lady Windermere kłania się z rezerwą i idzie na taras z Lordem Darlingtonem.
Dobry wieczór, panie Graham. Czy to pana ciocia? Lady Jedburgh? Czy mógłby mnie pan przedstawić?
CECIL GRAHAM (po chwili zakłopotania) Skoro pani prosi. Ciociu Karolino, pozwolisz, że ci przedstawię. Pani Erlynne.
PANI ERLYNNE Bardzo mi miło panią poznać. (siada koło niej na sofie) Pani siostrzeniec to mój przyjaciel. Trzymam kciuki za jego karierę polityczną. Jestem pewna, że mu się powiedzie. W poglądach konserwatywny, radykalny w słowach, idealne połączenie na dzisiejsze czasy. I świetnie przemawia. Nietrudno zgadnąć, po kim to ma. Wczoraj w parku rozmawiałam z lordem Allandale’em i on mi powiedział, że pan Graham ma dar słowa zupełnie jak jego ciocia!
LADY JEDBURGH Miło to od pani słyszeć.
Pani Erlynne się uśmiecha i rozmowa toczy się dalej.
DUMBY (do Cecila Grahama) Przedstawiłeś ją swej ciotce?
CECIL GRAHAM Miałem jakieś wyjście? Nie wiem, jak ona to robi, że nie da się jej odmówić.
DUMBY No to idę sobie, bo jeszcze do mnie zagada!
Sunie w stronę Lady Plymdale.
PANI ERLYNNE (do Lady Jedburgh) W czwartek? Bardzo chętnie. (wstaje i ze śmiechem zwraca się do Lorda Windermere’a) Skaranie z tymi wdowami, bo trzeba być dla nich miłą. Trudno, nie ma wyjścia.
LADY PLYMDALE (do Dumby’ego) Kim jest ta elegancka osoba, która rozmawia z Windermere’em?
DUMBY Nie znam. A elegancka jak drogie angielskie wydanie taniej francuskiej powieści.
PANI ERLYNNE A ten, co rozmawia z lady Plymdale, to biedny pan Dumby? Ona mu podobno robi potworne sceny zazdrości. On nie chce ze mną rozmawiać, bo pewnie się boi. Kobiety o jasnych włosach stroją straszne fochy. Najpierw zatańczę z panem.
Lord Windermere przygryza wargę i marszczy czoło.
Lord August padnie z zazdrości. Lordzie Auguście!
Lord August podchodzi.
Lord Windermere prosi o mój pierwszy taniec i nie mogę mu odmówić, bo jest gospodarzem balu, chociaż wolałabym z panem.
LORD AUGUST (nisko się skłoniwszy) Chciałbym w to wierzyć.
PANI ERLYNNE To pan nie wie, kogo wolę? Z nim tylko pierwszy zatańczę, a potem już wszystkie z panem, póki śmierć nas nie rozłączy.
LORD AUGUST (z ręką na sercu) Dziękuję, naprawdę. Pani jest kochana.
PANI ERLYNNE Pięknie powiedziane. Prosto a z serca, czyli tak jak lubię. Dam panu potrzymać bukiet. (idzie do sali balowej pod rękę z Lordem Windermere’em) Dobry wieczór, panie Dumby. Proszę wybaczyć, że mnie pan nie zastał trzy ostatnie razy z rzędu. Zapraszam w piątek na obiad.
DUMBY (zupełnie swobodnie) Chętnie.
Lady Plymdale, mordując go wzrokiem, patrzy na Pana Dumby’ego. Pani Erlynne wchodzi z Lordem Windermere’em do sali balowej, za nimi Lord August, dzierżąc bukiet w dłoni.
LADY PLYMDALE (do Pana Dumby’ego) Co to miało być, przepraszam? Czy ja czegoś nie wiem? Zarzekałeś się, że jej nie znasz. Co to ma znaczyć, że jej nie zastałeś? I trzy razy z rzędu? Ty nigdzie nie idziesz, na żaden piątkowy obiad, wybij sobie z głowy.
DUMBY No, ale Lauro, przecież ja nigdzie nie idę.
LADY PLYMDALE Ona się jakoś nazywa?
DUMBY (odchrząknąwszy cicho, przygładziwszy włosy) Pani Erlynne.
LADY PLYMDALE Czyli to ona!
DUMBY Tak ją wszyscy nazywają.
LADY PLYMDALE No, proszę bardzo! Kto by pomyślał! To ja sobie ją obejrzę. (staje w drzwiach sali balowej i patrzy do środka) Bo dużo o niej słyszałam, same straszne rzeczy. Podobno pasożytuje na lordzie Windermerze. A jego żona jeszcze ją zaprasza do swojego domu! Po prostu kabaret! Jak dobrego serca trzeba być, żeby być tak głupią! Obiad w piątek – idziesz.
DUMBY Po co?
LADY PLYMDALE By ją poznać z moim mężem. Od pewnego czasu tak mi nadskakuje, że mam go już dość po prostu. Lepiej, żeby się nią zajął, na nią się przerzucił, na niej skupił swą uwagę, a ja będę miała spokój. Co ja bym bez niej zrobiła? Gdyby nie takie kobiety, żadne małżeństwo by się nie ostało.
DUMBY Ty to umiesz mnie zaskoczyć.
LADY PLYMDALE (kierując wzrok na niego) Jak byłoby miło, gdybyś też potrafił.
DUMBY Ja siebie samego zaskakuję ciągle. Najbardziej na świecie siebie chciałbym rozgryźć, ale jak znam siebie, to nawet nie warto.
Idą do sali balowej, a Lady Windermere z Lordem Darlingtonem wracają z tarasu.
LADY WINDERMERE Po co ona tutaj przyszła! Pan mnie więc ostrzegał wtedy. Trzeba było mówić, a nie sugerować.
LORD DARLINGTON Ale nie mogłem, bo tak się nie robi innemu mężczyźnie. Gdybym jednak wiedział, że ją tu sprowadzi, chybabym wszystko powiedział. By pani oszczędzić takiego wstydu przed gośćmi.
LADY WINDERMERE Ja jej tu nie zapraszałam. Prosiłam, groziłam, ale on się uparł. Taki skandal w moim domu! Wszystkie zaproszone panie śmieją mi się w oczy, że ona tańczy z mym mężem. Czemu mnie tak pokarało? Serce mu oddałam. A on wziął i złamał, i wyrzucił jak zabawkę! Jestem nikim, mnie już nie ma. I boję się bronić przed ośmieszeniem!
LORD DARLINGTON Jedno wiem na pewno: że tak być nie może. Bo tak żyć nie można i z takim człowiekiem, który tak panią traktuje! Nie da się żyć w kłamstwie, na kłamstwie opierać życia. Żyć z kimś, komu się nie wierzy w ani jedno słowo i w ani jedno spojrzenie, w ani jedną deklarację, w ani jeden gest najmniejszy. Znudzony tamtymi, wracałby do domu, by go pani pocieszała. Zakochany w innej, wracałby do domu, by go pani zdobywała i walczyła o niego. Byłaby pani dla niego zasłoną przyzwoitości, przykrywką przed światem, by mógł dalej robić swoje.
LADY WINDERMERE To niestety wszystko prawda. To co ja mam zrobić? Pan obiecał być mi przyjacielem. Co mam teraz robić? Pytam przyjaciela.
LORD DARLINGTON Ja jestem mężczyzną, pani jest kobietą, więc nie jest możliwa przyjaźń między nami. Przyciąganie, odpychanie, oddanie lub miłość, ale przyjaźń – nigdy. Kocham panią…
LADY WINDERMERE (wstaje) Nie, nie!
LORD DARLINGTON Ależ tak, ja kocham! Ja żyję tylko dla pani. A mąż jak panią traktuje? Prawie jak powietrze. To, co ma, tej babie daje, z nią się afiszuje, i to w pani domu, by panią pogrążyć. Serce pani oddam…
LADY WINDERMERE Lordzie Darlingtonie!
LORD DARLINGTON Serce dam całe i o nic nie proszę. Zrobi pani, co uważa. Kocham panią jak dotąd nikogo. I pokochałem od razu, kiedy tylko zobaczyłem – wielką, szaloną i ślepą miłością! Nic nie mówiłem, ale mówię teraz! Proszę stąd uciekać, i to jeszcze dzisiaj. Będą gadać, owszem, będzie pani na językach, wyklną panią z towarzystwa. Nie będę udawał, że będzie inaczej. Lecz czasem mówi się: trudno. Czasem trzeba wybrać: życie albo życie. Bo przychodzi moment, gdy się trzeba zdecydować, czy żyć na własnych zasadach, pełną piersią, na całego i na pełnym morzu – czy dogorywać na płyciźnie życia, gdzieś w kałuży zakłamania i się nie wychylać, żeby nie wadzić nikomu? Właśnie przyszedł taki moment i proszę wybierać. Proszę wybrać dobrze.
LADY WINDERMERE (odsuwając się od niego, patrząc wielkimi oczami) Ja się boję.
LORD DARLINGTON (idąc za nią) Nie ma czego. Pół roku cierpienia, wykluczenia z towarzystwa, ale gdy wreszcie wyjdzie pani za mnie i zmieni nazwisko, wszystko się jakoś ułoży. Moja Małgosia, co będzie mi żoną – żoną! Sama wiesz najlepiej! Bo jemu kim jesteś? A kto jest mu żoną? Rzuć tym wszystkim i wyjdź z domu z podniesioną głową, dumna, pewna, uśmiechnięta. Każdy zrozumie, czemu to zrobiłaś, i nikt cię nie będzie winił. A kto będzie miał ci za złe, niech się zastanowi, co niby złego zrobiłaś. Zło to twój mąż czyni – tobie. Rzucił cię dla innej i nie ma co zbierać. Twoje małżeństwo nie istnieje i się nie oszukuj, nie graj w tym teatrze. Musisz być dzielna i musisz być sobą!
LADY WINDERMERE Ale ja się tego boję. Ja się muszę zastanowić! Bo on może wróci do mnie.
Siada na sofie.
LORD DARLINGTON Przyjmiesz go z powrotem? A więc przeceniłem cię. Jesteś typową kobietą. Na wszystko się zgodzisz, byleby się nie narazić, nie wypaść z obiegu. Tydzień nie minie, a już się z nią zaprzyjaźnisz, na spacer do parku będziecie sobie chodziły. Będzie u was stałym gościem, przyjacielem domu. Wszystko, byleby nie stracić pozycji społecznej. Dobrze mówisz: ty się boisz. Jesteś zwykłym tchórzem.
LADY WINDERMERE Sama już nie wiem. Pomyślę o tym jutro.
Trze dłonią po czole.
LORD DARLINGTON Teraz albo nigdy.
LADY WINDERMERE Nigdy, w takim razie!
Pauza.
LORD DARLINGTON Łamiesz mi serce!
LADY WINDERMERE Sama mam złamane.
Pauza.
LORD DARLINGTON Jutro jadę za granicę. Więcej się nie zobaczymy. Więcej nie porozmawiamy. Byliśmy przez chwilę blisko – blisko siebie, koło siebie, ciałem oraz duchem. To się więcej nie powtórzy. Żegnaj, Małgosiu.
Wychodzi.
LADY WINDERMERE Sama jestem na świecie. Nie mam już nikogo.
Muzyka zamiera. Wchodzą Księżna Berwick z Lordem Paisleyem, rozbawieni, rozgadani. Goście przychodzą z sali balowej.
KSIĘŻNA BERWICK Słuchaj, Małgosiu, właśnie sobie pogadałam z tą pani Erlynne. Zapomnij, proszę, co o niej wcześniej mówiłam, i nie miej mi za złe. Źle ją oceniłam, a ona jest twoim gościem, więc szacunek się należy, skoro ty ją zaprosiłaś. Kobieta fascynująca, a jakie słuszne poglądy. Nie ceni na przykład małżonków z odzysku, no bo jak się żenić, to raz w życiu, mówi, czyli o Augusta jestem już spokojna. Czemu ludzie jej nie lubią? Zwłaszcza moje siostrzenice, te okropne Saville’ówny, co ciągle ją obgadują. Ale do Homburga i tak bym jechała, serio. Bo ona za ładna trochę. Widziałaś Agatkę? Tam jest.
Lady Agata z Panem Hopperem wracają z tarasu.
Nieładnie, mój panie, i to mi się nie podoba. Pan ją wziął na taras, zaraz się dziecko przeziębi.
HOPPER Przepraszam, nie chciałem. Wyszliśmy na chwilę i się zagadaliśmy.
KSIĘŻNA BERWICK Na wasz wspólny temat, jakim jest piękna Australia?
HOPPER Nie inaczej.
KSIĘŻNA BERWICK Agatko!
Przywołuje ją gestem.
LADY AGATA Tak, mamo!
KSIĘŻNA BERWICK (na stronie) Czy pan Hopper się…
LADY AGATA Tak, mamo.
KSIĘŻNA BERWICK A ty co odpowiedziałaś?
LADY AGATA Tak – mamo.
KSIĘŻNA BERWICK (rozanielona) Ty to zawsze wiesz, co mówić! Panie Hopper! James! Wiem już wszystko od Agatki. Aleście się ukrywali ze swą tajemnicą.
HOPPER Czyli to nie kłopot, bym ją zabrał do Australii?
KSIĘŻNA BERWICK (oburzona) O czym ty w ogóle mówisz? Udam, że nie usłyszałam.
HOPPER Agatka mówiła, że pojedzie ze mną.
KSIĘŻNA BERWICK (z wyrzutem) Czy to prawda?
LADY AGATA Tak, mamo.
KSIĘŻNA BERWICK Ty to jak coś powiesz. Do jakiej Australii? Jest Grosvenor Square w Londynie i to wam wystarczy. Źle wam tam nie będzie. Mieszka tam sporo hołoty, ale są to jednak ludzie, nie jakieś kangury. Jutro wróćmy do tematu. A James tymczasem sprowadzi Agatkę na dół. Jutro u nas na obiedzie. Zjaw się pół godziny wcześniej, bo książę, ojciec Agaty, ma sprawę do ciebie.
HOPPER Bardzo chętnie z nim pomówię, ponieważ jak dotąd nie było okazji.
KSIĘŻNA BERWICK Oj, to nadrobicie, bo okazja jest poważna.
Lady Agata wychodzi z Panem Hopperem
Dobranoc, Małgosiu. I znowu jak zawsze: miłość. Nie jak grom z jasnego nieba, od pierwszego wejrzenia, lecz rzutem na taśmę, na koniec sezonu, czyli jeszcze większa radość.
LADY WINDERMERE Dobranoc, księżno.
Księżna Berwick wychodzi pod ramię z Lordem Paisleyem.
LADY PLYMDALE Patrzyłam na twego męża, piękną miał partnerkę w tańcu, pięknie razem wyglądali. Na twoim miejscu byłabym zazdrosna. Chyba że to przyjaciółka.
LADY WINDERMERE Żadna moja przyjaciółka.
LADY PLYMDALE Idę już, dobranoc.
Spojrzawszy na Pana Dumby, wychodzi z pokoju.
DUMBY Ten Hopper to cham z Australii.
CECIL GRAHAM Hopper to dżentelmen z buszu, najgorszy typ dżentelmena.
DUMBY A lady Windermere to mądra kobieta. Inne nie wpuściłyby pani Erlynne do domu. Ale ona wie, co robi, niegłupia kobieta.
CECIL GRAHAM Jej mąż wie natomiast, że najciemniej pod latarnią.
DUMBY Bo jest mężem nowoczesnym, chociażbym nie podejrzewał.
Kłania się przed Lady Windermere i wychodzi.
LADY JEDBURGH Dobranoc pani. Cudowna kobieta ta pani Erlynne. Będzie u nas w czwartek, zaprosiłam ją na obiad, chciałaby pani dołączyć? Biskup jeszcze przyjdzie oraz lady Merton.
LADY WINDERMERE Chyba nie dam rady.
LADY JEDBURGH A to szkoda, trudno, chodźmy.
Lady Jedburgh i Panna Graham wychodzą. Wchodzą Pani Erlynne z Lordem Windermere’em.
PANI ERLYNNE Przecudne przyjęcie! Jak za dawnych czasów. (siada na sofie) Idiotów tyle co zawsze i miło mi stwierdzić, że są w świecie rzeczy wieczne. Tylko Małgosia już inna, bardzo wypiękniała. Dwadzieścia lat temu, gdy ją poprzednio widziałam, to był istny strach na wróble. Lecz jej nie da się nie lubić. No, a księżna, a jej córka! Takie panny to rozumiem. Skoro mam być jej szwagierką, to znaczy księżnej szwagierką…
LORD WINDERMERE (siedząc po jej lewej) A są takie plany?
Wychodzi Pan Cecil Graham z całą resztą gości. Lady Windermere piorunuje wzrokiem swojego męża i Panią Erlynne, ale oni jej nie widzą.
PANI ERLYNNE Przecież! Już jutro w samo południe. To znaczy już dzisiaj chciał mi się oświadczyć i w sumie to zrobił, nawet parę razy. Sam wiesz, jak on się powtarza. Taki już ma przykry nawyk. Powiedziałam, że jutro odpowiem. I się zgodzę, oczywiście. A lepszej żony nie znajdzie. Z lorda Augusta w sumie dobry człowiek, lecz tylko na pokaz, i na całe szczęście. Dobrym trzeba być na zewnątrz. A ty tymczasem musisz mnie w tym wszystkim wesprzeć.
LORD WINDERMERE Ja mam go namawiać?
PANI ERLYNNE Z tym sobie poradzę. Ty masz dopilnować spraw finansowych.
LORD WINDERMERE (niezadowolony) Teraz mamy to omawiać?
PANI ERLYNNE Byłoby najlepiej.
LORD WINDERMERE (zniecierpliwiony) No, chyba nie tutaj.
PANI ERLYNNE (ze śmiechem) To chodźmy na taras. Zawsze milej się rozmawia w ładnym otoczeniu, również o takich sprawach. Nawet nie przypuszczasz, ile kobiety potrafią osiągnąć w ładnym otoczeniu.
LORD WINDERMERE A jutro byśmy nie mogli?
PANI ERLYNNE Jutro za późno, bo jutro się zgadzam. I nie mogę się pojawić z pustymi rękami, chcę mieć coś w zanadrzu, powiedzmy, na przykład, dwa tysiące funtów rocznie po którymś tam wujku – lub po którymś mężu – albo po kimś tam z rodziny. Chcę zalotnikowi ułatwić zaloty. Teraz byłby dobry moment, by powiedzieć mi komplement. Ale ty nie umiesz prawić komplementów. Twoja żona woli, żebyś nie komplementował innych. Wielka szkoda, wielka szkoda. Gdy mężczyźni nas nie chwalą, nabierają przekonania, że już nie ma za co chwalić. A wracając do tematu: dwa tysiące, myślisz? Dwa i pół tysiąca? Więcej zawsze lepiej, na wszelki wypadek. Tak już jest w tym świecie – śmiesznie.
Wychodzi na taras z Lordem Windermere’em. Z sali balowej dobiega muzyka.
LADY WINDERMERE Dłużej tutaj nie wytrzymam. Mężczyzna, który mnie kocha, dał mi dziś serce na dłoni. A ja, głupia, nie przyjęłam. Pójdę, żeby go przeprosić, żeby go przebłagać, i może zechce mnie znowu. (wkłada płaszcz i chce wychodzić, staje w progu i zawraca. Siada przy biurku, żeby napisać list, który wkłada do koperty i zostawia na wierzchu) Artur. On jeszcze mnie nie zna. Jak przeczyta, to się dowie. I niech robi, jak uważa, odtąd jest wolnym człowiekiem. Ja też chcę żyć po swojemu i zatroszczyć się o siebie. Złamał to, co mi ślubował, nie mam żadnych zobowiązań. Stwierdzam tylko stan faktyczny.
Wychodzi. Wchodzi Parker i przechodzi ku sali balowej. Wchodzi Pani Erlynne.
PANI ERLYNNE Lady Windermere w balowej?
PARKER Pani właśnie wyszła.
PANI ERLYNNE Na tarasie nie widziałam.
PARKER Wyszła właśnie z domu.
PANI ERLYNNE (zaskoczona, zbita z tropu) Ale na ulicę?
PARKER A wychodząc, powiedziała, że jest list dla lorda.
PANI ERLYNNE List dla lorda Windermere’a?
PARKER Dla niego.
PANI ERLYNNE Dziękuję.
Parker wychodzi, a muzyka cichnie.
Wyszła z domu na ulicę! Zostawiając list dla męża! (podchodzi do biurka, patrzy na kopertę, bierze i odkłada z lękiem) Nie wierzę, to niemożliwe. Historia chyba nie lubi aż tak się powtarzać. Tylko czemu widzę tamto przed oczami duszy? Czy ja muszę to pamiętać, co pragnę zapomnieć? Czy historia lubi aż tak się powtarzać? (rozrywa kopertę, czyta i załamana opada na fotel) Boże. Dwadzieścia lat temu padły takie same słowa – w moim liście do jej ojca! Ile za nie wycierpiałam, jak pożałowałam gorzko! Jeszcze pożałuję: dzisiaj!
Wchodzi Lord Windermere.
LORD WINDERMERE Małgosia poszła do siebie?
PANI ERLYNNE (zgniatając list w dłoni) Poszła.
LORD WINDERMERE A czemu tak wcześnie?
PANI ERLYNNE Poszła się położyć, bo głowa ją rozbolała.
LORD WINDERMERE Zajrzę do niej. Przepraszam na chwilę.
PANI ERLYNNE (zrywa się z miejsca) Ale nie trzeba, to nic poważnego. Niech się trochę prześpi. A ty idź zabawiać gości i przeproś ich w jej imieniu. Nie chce, by ją budzić. (upuszcza list na podłogę) Prosiła ci to przekazać.
LORD WINDERMERE (podnosi list) Upuściłaś.
PANI ERLYNNE Faktycznie, dziękuję.
Wyciąga rękę, by zabrać.
LORD WINDERMERE (patrząc na kopertę) Pismo Małgosi.
PANI ERLYNNE (zabierając szybko) Adres mi zanotowała. Zawołałbyś powóz dla mnie?
LORD WINDERMERE Oczywiście.
Wychodzi.
PANI ERLYNNE Dziękuję. I co teraz? I co teraz? Coś we mnie ożywa – uczucia, jakich nie znałam. Córka nie powinna powtarzać pomyłek matki. Jak ją uratować? Jak mam pomóc swemu dziecku? Bo niewiele trzeba, żeby złamać sobie życie. Wiem to z doświadczenia. A tymczasem muszę wyprawić lorda Windermere’a z domu, to konieczne. Co mam robić? Bo coś muszę.
Wchodzi Lord August z bukietem.
LORD AUGUST Już dłużej nie mogę czekać. Proszę o odpowiedź.
PANI ERLYNNE Niech pan mnie posłucha. Proszę iść do lorda Windermere’a i zaciągnąć go do klubu, i go stamtąd nie wypuszczać. Teraz.
LORD AUGUST A prosiła pani, żebym nie siedział do późna!
PANI ERLYNNE (zdenerwowana) Proszę nie dyskutować. Nie teraz.
LORD AUGUST Co za to dostanę?
PANI ERLYNNE O czym pan mówi? A… Do tego wrócimy jutro. A teraz powiadam: proszę wziąć go z domu i nie spuszczać z oczu. Jeśli lord się panu wymknie, nigdy panu nie wybaczę. Macie w klubie siedzieć i nie wracać dzisiaj.
Wychodzi.
LORD AUGUST Chyba się zgodzi, bo już tak mi rozkazuje, jakbyśmy byli po ślubie.
Nic nie rozumie, ale idzie za nią.
KURTYNA
(1893)
Dostępne w wersji pełnej
(1893)
Dostępne w wersji pełnej
albo Kobieta w klejnotach
(1894)
Dostępne w wersji pełnej
(1894)
Dostępne w wersji pełnej
(1895)
Dostępne w wersji pełnej
Komedia dla ludzi bez poczucia humoru
(1895)
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
