Sztuka obcowania z duchami Jak słyszeć, rozmawiać i działać z istotami nadprzyrodzonymi - Jason Miller - ebook

Sztuka obcowania z duchami Jak słyszeć, rozmawiać i działać z istotami nadprzyrodzonymi ebook

Miller Jason

0,0

Opis

O ludzkiej wierze w to, co nadnaturalne— jak nawiązać kontakt z niewidzialnym?

Od szamańskich rytuałów w paleolicie po współczesną magię ceremonialną – w całej swojej historii ludzie próbowali nawiązać relację z istotami spoza tego świata. „Sztuka obcowania z duchami” Jasona Millera to jedyna w swoim rodzaju książka, która pokazuje, jak komunikacja z duchami, bogami i wszelkiego rodzaju istotami nadnaturalnymi może wyglądać dziś – świadomie, bez przesądów, oparta na wiedzy, zdyscyplinowanej praktyce i refleksji nad naturą rzeczywistości.

Z poradnika dowiesz się m.in.:

· czym są duchy i w jaki sposób przejawiają się w świecie materialnym;

· jak rozwijać zdolność ich postrzegania i komunikacji z nimi;

· jak bezpiecznie praktykować przywoływanie;

· w jaki sposób tworzyć długofalowe, oparte na wzajemnym szacunku relacje z duchami.

„Sztuka obcowania z duchami ”łączy duchową praktykę z wiedzą antropologiczną i racjonalnym podejściem do zjawisk niewidzialnych. Dla tych, którzy chcą nie tylko wierzyć, ale też zrozumieć.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 258

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



TYTUŁ ORYGINAŁU:Consorting with Spirits: Your Guide to Working with Invisible Allies

Redaktorka prowadząca: Ewelina Czajkowska Wydawczyni: Agnieszka Fiedorowicz Redakcja: Anna Brzezińska Korekta: Katarzyna Kusojć Projekt okładki: Łukasz Werpachowski

Copyright © 2022 by Jason Miller Foreword copyright © 2022 by Mat Auryn

Cover art © Wojciech Zwoliński / Cambion Art.

Copyright © 2026 for the Polish edition by ILLUMINATIO an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.

Copyright © for the Polish translation by Arkadiusz Gardaś, 2026

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie I Białystok 2026 ISBN 978-83-8417-652-8

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Plik przygotował Woblink

woblink.com

DEDYKOWANA DUCHOM I Z NIMI OBCUJĄCYM

Podziękowania

Przede wszystkim pragnę podziękować żonie i dzieciom za ich cierpliwość i zachętę w trakcie pisania tej książki. Gdy do obowiązków związanych z pracą, małżeństwem i wychowaniem dzieci dołożysz sobie jeszcze pisanie, sprawy komplikują się dla każdego. Cierpliwość oraz wsparcie rodziny są dla mnie nieocenione.

Specjalne podziękowania płyną do mojego najlepszego przyjaciela oraz pierwszego ucznia, czarownika Matthew Brownlee, który stworzył oprawę graficzną do tej książki. Bez niego nie byłaby ona taka sama.

Dziękuję wszystkim swym inicjatorom, mentorom, nauczycielom, przyjaciołom, tym, którzy dzielili się ze mną informacjami i otworzyli przede mną drzwi. Osoby, które doceniam tu szczególnie, to John Myrdhin Reynolds, Lopon Tenzin Namdak, Kunzang Dorje Rinpoche, Cliff i Misha Pollickowie, catherine yronwood, Tau Nemesius, Walter from the Globe, Paul Huson oraz Blanch Krubner. Wszyscy otworzyliście się przede mną jako nauczyciele, jeszcze gdy byłem młodym człowiekiem, i bez waszego przewodnictwa nigdy nie dotarłbym tu, gdzie teraz jestem.

Być może jeszcze gorętsze podziękowania należą się uczniom Strategic Sorcery oraz innych kursów, które prowadzę. To wasze pytania, opowieści oraz badania terenowe zapewniły mi wgląd w prace tysięcy magów, a nie tylko własną. Bez was nie mógłbym prowadzić życia, jakie mam, więc wam dziękuję.

Zbyt wielu mam przyjaciół i znajomych, którzy stale zapewniają mi wsparcie i dzielą się swoimi pomysłami, by ich tu wszystkich wymienić, muszę jednak wspomnieć o Matcie Aurynie, Christopherze Bradfordzie, Fabeku Fatunmisie, Briannie Saussy, Aidanie Watcherze, B.J. Swaynie, Jamesie Fosterze, Sarze Mastros, Jessim Hathawayu, Jacku Grayle’u, Jake’u Strattononie Kencie i wielu innych, którzy znosili mnie zarówno w sieci, jak i osobiście.

Wszystkie moje książki podlegają pieczy duchów, a w tej najsilniej prowadziła mnie Astaroth, będąca pierwszym przywołanym przeze mnie duchem. Od ponad trzydziestu lat dopełnia ona zawartego przez nas paktu. Ponadto prowadzi mnie Bogini Hekate, która wyjawiła przede mną rozległą i szczegółową praktykę, obecnie przekazaną ponad tysiącowi uczniów. Kolejne istoty, którym składam podziękowania, to św. Cyprian, męczennik i mag, czarownik1 i święty, który pomógł mi pogodzić ze sobą siły chrześcijańskie z diabelskimi, a obie zawsze ciągnęły mnie w swoją stronę w dzieciństwie.

Pragnę podziękować również wszystkim osobom w wydawnictwie Weiser, które pracowały nad tą książką i okazały olbrzymią cierpliwość, gdy trzeba było przedłużać deadline’y.

1 Autor wykorzystuje takie terminy jak sorcerer/sorceress, witch oraz sorcery i witchcraft. Tłumaczę je tutaj jako „czarownik”, „czarownica” oraz „czarostwo”, ponieważ odnoszą się do podobnego zestawu praktyk magicznych (przyp. tłum.).

Przedmowa

Stając na rozdrożach, widzimy, jak przecinają się ze sobą ścieżki prawej i lewej ręki, przeszłość z przyszłością, religia z bluźnierstwem. To punkt liminalny, w którym przeciwieństwa paradoksalnie się spotykają – to miejsce pośrednie, w którym można działać i wybrać tę ścieżkę, którą dalej się podąży. Z uwagi na to, że właśnie w tym miejscu ścieżki przecinają się ze sobą, zarówno dosłownie, jak i metaforycznie, rozdroża od dawna stanowią symbol związany z duchami magicznymi. Tradycyjnie mówi się, że kroczymy w te miejsca po to, by spotkać w nich potężnego magicznego ducha. Można dobić tam paktu z diabłem lub pracować z Boginią czarostwa, Hekate, a może spotkać loa Papę Legbę.

Kiedy myślę o rozdrożach, trudno mi pominąć Jasona Millera i jego pracę. Nie tylko dlatego, że duchy, z którymi on współpracuje, są z rozdrożami powiązane, lecz jeszcze bardziej ze względu na jego podejście do magii, a konkretniej do duchów jako takich. Kilka lat temu przeprowadziłem z Jasonem wywiad na temat jego twórczości oraz kursów. Zapytałem, dlaczego określa siebie terminem „czarownik”1, skoro dostępne są inne, bardziej popularne. Wyjaśnił, że dla niego słowo to łączy ze sobą „maga” i „wiedźmę”. Powiedziałbym, że Jason z całą pewnością stoi tam, gdzie ścieżki te się krzyżują, skutecznie pracując w dziedzinie łączącej ze sobą te magiczne prądy, które wydają się często wzajemnie wykluczać: magię i spirytyzm. Z punktu widzenia rozstaju dróg jest w stanie dostrzec, gdzie owe drogi się spotykają, a także zauważyć, w jaki sposób różnią się i oddzielają, pozostając unikatowymi. W wywiadzie wyjaśnił, że ma podejście zarówno ceremonialne, jak i praktyczne i że ceni sobie intelekt i intuicję, wiedzę oraz doświadczenie płynące z poznania. Widać to nawet na przykładzie tego, jak podchodzi do ukorzenionej w historii magii starożytnej, a także wzbogaca ją o innowacyjne, współczesne rozumienie okultyzmu oraz własne, genialne pomysły.

Niczym współczesny Cyprian z Antiochii, Jason pracuje z aniołami i demonami, świętymi i heretykami, z Jezusem i z Lucyferem, z Bóstwami pogańskimi i buddyjskimi. Takie właśnie podejście znajdziesz w tej książce. A jednak Jason dopuszcza też elastyczność, dzięki czemu zyskasz możliwość pracy z duchami, w kontakcie z którymi czujesz się komfortowo. Po raz pierwszy zetknąłem się z tekstami Jasona Millera, gdy polecił mi je inny nauczyciel Rzemiosła. Pierwszą jego pozycją, którą przeczytałem, była książka Odwracanie klątw i uroków, w której szybko się zakochałem. Nie tylko była to najlepsza książka w tej dziedzinie, jaką miałem w rękach, lecz dodatkowo koncentrowała się na starożytnej Tytanidzie, pani magii i rozstajów, Hekate. Doszło tu do synchroniczności, ponieważ czytałem tę pozycję wtedy, gdy duch Bogini stopniowo zaczął być coraz bardziej obecny w moim życiu. Dzięki temu mogłem łatwiej połączyć materiał z książki z osobistą praktyką oraz relacją, którą rozwijałem już z Hekate. Patrząc wstecz, trudno nie uwierzyć, że to właśnie Ona doprowadziła mnie do twórczości Jasona.

Minęło kilka lat, aż postanowiłem zapisać się na jeden z wielu prowadzonych przez Jasona kursów: the Sorcery of Hekate (Czarostwo Hekate). Do dziś kurs pozostaje jednym z tych doświadczeń, które najsilniej wpłynęły na moje podejście do pracy z duchami, nie tylko z samą Hekate, lecz całą hordą istot duchowych. The Sorcery of Hekate zapewniło mi niesamowicie skuteczne narzędzia, które po dziś dzień włączam w swoją pracę duchową, gdyż przynosi tak namacalne efekty, a dla Jasona to właśnie efekty liczą się w magii przede wszystkim. Niektóre z jego podejść i technik stosowanych na kursie znajdziesz w tej oto książce, a jednak zawiera ona o wiele, wiele więcej. Nikogo nie powinno to dziwić, ponieważ Jason cieszy się szerokim duchowym oraz magicznym zapleczem, a duchy, z którymi pracuje, darzy szczerym uwielbieniem i jest im oddany. To naturalne, że dzięki dziesiątkom lat poświęconym odkrywaniu duchów metodą prób i błędów zyskał jasne zrozumienie dotyczące tego, jakie praktyki działają, a jakie nie.

Po co jednak uczyć się pracy z duchami? Ponieważ jeśli praktykujesz magię, to w zasadzie nieuniknione, że w końcu na nie natrafisz. Tuż pod progiem zwyczajnego postrzegania rzeczywistości istnieje złożony duchowy ekosystem, w którym współistnieją istoty niewidoczne gołym okiem. Ekosystem ten spleciony jest z tym naszym, fizycznym, gdy chodzi o ich wzajemny wpływ oraz połączenia. Na paletę zamieszkujących go duchów składają się liczne istoty, od takich o prostej mentalności podobnej do tej zwierzęcej czy roślinnej, a nawet przypominających maszyny, po byty bardziej zaawansowane, przestrzegające ścisłych modeli hierarchicznych, których świadomość przekracza nasze zdolności czy zrozumienie. Bezsprzecznie wpływają one na nas zarówno na poziomie osobistym, jak i na szerszą kulturę, niezależnie od tego, czy praktykujemy magię, czy też nie. Nie trzeba długo szukać, by dostrzec wpływ duchów na ludzkie systemy religijne, opowieści i mitologie, jak również przemysł rozrywkowy.

Koncepcja bezcielesnych bytów jest w naszym społeczeństwie do tego stopnia powszechna, że przesiąknął nią również nasz język. Można poprawić czyjś nastrój, „podnosząc go na duchu”, ktoś może być „uduchowiony”. Gdy z dnia na dzień ktoś przestaje się z nami kontaktować, mówimy o „ghostingu” (ang. ghost to „duch”). O rzeczach przyjemnych mówi się jako „boskich”, a te złowrogie nazywamy „diabelskimi”. Od duchów nie uciekniemy nawet w codzienności, ponieważ wiele słów kojarzy się z Bogami i Boginiami lub poświęconymi im rytuałami (na przykład nazwy wielu miesięcy i dni tygodnia po angielsku). Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Jednak wpływ duchów na nas może przejawiać się znacznie bardziej bezpośrednio, zarówno w dobry, jak i w zły sposób.

Jak więc sprawić, by wpływ ducha na nasze życie okazał się korzystny? Jak my możemy wpływać na istoty duchowe? Jak wezwać ducha i, co ważniejsze, jak mieć pewność, że w ogóle on nas usłyszy? Z wielu książek, w tym z mojej, dowiesz się, jak zobaczyć ducha, skąd jednak zaczerpnąć wiedzę o tym, jak duchy mają dostrzec nas? Skąd uczyć się rozpoznawać istoty duchowe, nawiązywać relacje z tymi, z którymi chcemy pracować, a tych, których nie chcemy, unikać? Jak rozpoznać, czy mamy do czynienia z prawdziwym kontaktem, czy może tylko wytworem naszej wyobraźni? W jaki sposób przemawiać do potężnego ducha z pozycji autorytetu, by zmusić go do czegoś lub nawet egzorcyzmować, gdy staje się problematyczny? Właśnie w tej, bardzo potrzebnej książce Jason Miller genialnie odpowiada na te pytania, zgłębia wszystkie wymienione tematy, a także o wiele więcej. Szkoda, że nie była dostępna piętnaście lat temu, gdy sam zacząłem blisko pracować z duchami.

Praca z nimi może okazać się jedną z najniebezpieczniejszych, a jednocześnie najbardziej satysfakcjonujących praktyk dostępnych adeptom magii. Jason zdaje sobie z tego sprawę, a mając go za przewodnika, trafiasz w jedne z najlepszych rąk, gdy mowa o podejściu do duchów i pracy z nimi.

Mat Auryn,

autor książki Moc czarownicy. Uwolnij i wzmocnij swój magiczny potencjał

(tłum. B. Kotarski, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2020)

1Sorcerer (przyp. tłum.).

Wprowadzenie

Kilkaset lat temu wykonywanie opisanych w niniejszej książce czynności uznawano za przestępstwo. To właśnie od nazwy tego przestępstwa, za które skazywano w siedemnastowiecznej Anglii, nosi tytuł ta książka: Sztuka obcowania z duchami. Całkiem sporo osób oskarżonych o nie poddano procesom, uznano ich winę i je powieszono.

Biorąc pod uwagę charakter histerii związanej z czarownicami, wiemy, że większość oskarżonych ludzi wcale nie wzywała żadnych duchów ani z nimi nie obcowała, jednak część – owszem. Z zapisanych zeznań, a także dzięki zachowanym grymuarom i podręcznikom spisywanym przez osoby biegłe w magii, wiemy również, że nawet jeśli za targowanie z duchami karano niczym za zbrodnię, ludzie takich targów dobijali. Zatrzymajmy się nad tym przez chwilę i doceńmy to. Duchy uznawano za tak ważne i potężne, że ludzie ryzykowali więzienie oraz życie, by nawiązywać z nimi kontakt i prowadzić komunikację. Wiedza o tym, jak poruszać się po moście między światami, była w najwyższym stopniu zakazana. A teraz leży ona właśnie w twoich rękach.

No to weźmy się do tej nielegalnej procedury. Czemu nie?

Zatytułowałem swoją książkę w ten sposób nie tylko po to, by mrugnąć okiem w stronę oskarżeń kierowanych względem naszych poprzedników, lecz także z tego powodu, że piszę tu o tym, co większość poważnych magów i czarownic robi przez całe życie. Nie wzywamy jakiegoś ducha tylko raz, by poprosić o mądrość czy korzyści, ale właśnie obcujemy z nimi. Można zdefiniować to słowo jako „dotrzymywanie sobie towarzystwa”. Słownik Cambridge opisuje je jako „spędzanie czasu z pewną grupą ludzi, zwłaszcza takich, których cechy nie są lubiane”, z kolei słownik Oxford wspomina, że chodzi o „zwyczaj przebywania w towarzystwie (osoby), głównie przy dezaprobacie innych”.

Słowo klucz tutaj to wcale nie „złe cechy” czy też „dezaprobata”, choć jeśli będziesz dłużej się tym zajmować, spotkasz się z jednym i z drugim. Chodzi jednak o „zwyczaj przebywania”. Każda czarownica, czarownik czy mag, którzy odnoszą sukcesy, postrzegają duchy jako swych przyjaciół, współpracowników lub kompanów w uprawianiu sztuki magicznej. Między czarownikiem a duchem wytwarza się relacja i tak samo jak w przypadku tych międzyludzkich, może ona przyjąć wiele form, z których każda wymaga innego rodzaju troski i pielęgnowania.

Widzisz więc, że liczy się właśnie relacja, a nie to, czy duch znajduje się w odpowiedniej rubryczce dla danej planety, ani to, czy jego opis książkowy odpowiada twym potrzebom. Te sprawy liczą się, gdy nawiązujemy pierwszy kontakt, ale to dopiero sam początek. Podobnie jak w przypadku relacji z człowiekiem, między tobą a regularnie wzywanym przez ciebie duchem wytworzy się pewna więź. Być może odkryjesz, że istota związana z Wenus i przyzwana przez ciebie do pomocy w sprawach miłosnych okaże się o wiele lepsza w przyciąganiu klientów do twojego biznesu niż duch związany z jowiszowym bogactwem – nawet jeśli tylko dlatego, że z tym wenusjańskim masz już ustanowiony związek. Chcesz w końcu przyciągnąć tych klientów, którzy pokochają to, co im oferujesz, prawda?

Chodzi tu też o sposób działania pewnych słów mocy oraz imion, za pomocą których rzucamy zaklęcia i wzywamy duchy. Gdy żądasz, by duch pojawił się w imieniu Hekate Chthonia, Adonai lub Lucyfera (lub jakiejkolwiek siły, na której się opierasz), nie chodzi tu o zwykłe rzucanie imionami. Duchy są zdolne wyczuć nie tylko to, z jakim zaangażowaniem traktujesz siłę stojącą za danym imieniem, lecz również sposób, w jaki ona postrzega ciebie. O to chodzi w relacji.

Związki z dobrze znanymi duchami, których imiona i pieczęcie znajdziesz w grymuarach, są ważne, jednak równie istotne okazują się relacje tworzone z duchami przebywającymi tam, gdzie mieszkasz i pracujesz. To wszystkie te istoty, na które wpadasz codziennie bez względu na to, czy – zarówno ty, jak i one – zdajecie sobie z tego sprawę, czy też nie. Zwrócenie się do tych istot, by się im przedstawić, poznać ich imiona oraz informacje na ich temat, a także wspólnie z nimi pracować dla pożytku obu stron, to jedna z tych części magii, które zapewniają nam najbardziej satysfakcjonujące doświadczenia. Będą one również pełne mocy. Koniec końców najlepsze jest właśnie czarostwo lokalne.

W tej książce nauczę cię sposobów przywoływania duchów oraz komunikacji z nimi, ale tego dowiedzieć się można również z wielu innych pozycji. Tym jednak, co chciałbym ci tak naprawdę przekazać – a nie widziałem tego w innych książkach – są narzędzia służące pogłębianiu tej komunikacji oraz rozeznaniu w niej.

Nie wszystkie duchy są prawdomówne, a nawet nie każdy przekaz, który otrzymasz w trakcie komunikacji, pochodzi od nich. Dzięki lekcjom z tej książki nauczysz się, jak odróżniać rzeczywistość od fantazji, prawdę od kłamstw, to, co istotne, od spraw bez znaczenia. Gdy już dowiesz się, w jaki sposób nawiązać kontakt z duchami, zdołasz zagłębić się pod powierzchnię zwykłych wizji i przekazów, by móc otrzymywać od inteligentnych istot wiadomości jasne i dające podstawy do działania. Być może anioł imieniem Zadkiel przywiódł cię do silnej wizji, w której zasiadasz na tronie, ale jak ma ci to pomóc w praktyczny sposób? Tak samo jak z ludźmi, trzeba odstawić nonsensy na bok, by móc uzyskać owocne rezultaty, które czynią całe to obcowanie z duchami wartym wysiłku.

Aby czegoś doświadczyć, wystarczy odprawić jakiś rytuał lub wybrać się w miejsce mocy. Ja jednak pragnę, by twoje doświadczenie niosło w sobie nie tylko coś, lecz cośważnego.

SŁOWO NA TEMAT MAGII W TEJ KSIĄŻCE

Ludzie chcą czasem wpisać mnie oraz uprawianą przeze mnie magię w schematy. „Z jakiej jesteś tradycji?”, „Jaką magią się zajmujesz?”. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, ale nie tak łatwo mnie zaszufladkować. Zostałem inicjowany w kilka tradycji, tutaj piszę jednak jako czarownik2. Ostatecznie chodzi po prostu o to, czy potrafi się coś zdziałać, czy też nie. Tak czy inaczej, wydaje mi się, że należałoby powiedzieć co nieco o magii, którą ci przynoszę.

Nie jestem zwolennikiem dzikiego eklektyzmu. Dostrzegam w nim wiele nieprozumień, dziwnych powiązań oraz brak szacunku dla odmiennych kultur. Jeśli ktoś próbuje przyzwać Jezusa za pomocą phurby Odyna, oznacza to, że daleko już odszedł od zdroworozsądkowego sposobu wyrażania prawdy oraz szacunku dla danej ścieżki. Z drugiej strony są też tacy ludzie, którzy pragną podzielić świat na równiutkie części, które nigdy na siebie nie nachodzą. Świat jednak ani nie jest, ani nigdy nie był tak schludny i uporządkowany.

Praktykuję magię, na którą w naturalny sposób natrafiałem w ciągu życia. Pomimo tego, że mieszkam w niewielkim miasteczku w stanie New Jersey, jeszcze zanim ukończyłem dwadzieścia jeden lat, udało mi się napotkać na swej drodze różokrzyżowca, osobę pracującą z praktykami rootwork3, czarownicę czy tybetańskiego lamę. Okazałbym brak szacunku, gdybym zignorował nauczania którejkolwiek z tych osób, dlatego też tego nie robię. Dla mnie magia to magia. Nie martwię się łączeniem różnych metod z tradycji, którym poświęciłem lata nauki, tak samo jak nie martwi mnie łączenie praktyk z kuchni francuskiej z tymi meksykańskimi. Jedzenie to jedzenie, a magia to magia.

W tej książce większość rytuałów opieram jednocześnie na trzech punktach widzenia:

chrześcijańskim – ponieważ w świecie Zachodu to z tej perspektywy spisana jest większa część historii magii ludowej oraz tej z grymuarów;

pogańskim – w swojej książce skupiam się na Hekate, ponieważ mam z nią głęboką relację i wielu moich czytelników może dostosować to, co piszę, do własnych perspektyw pogańskich;

lucyferiańskim – uważam go za mniej więcej spokrewniony z ezoterycznym spojrzeniem na chrześcijaństwo. Ten nurt w dużej mierze wpłynął na moją pracę ze św. Cyprianem, a w magicznej społeczności staje się on coraz popularniejszy.

Może wydać się to dziwne osobom, którym zależy tylko na jednej i wyłącznej perspektywie. Praktykuję magię już od ponad trzydziestu lat, a to zaledwie kilka z jej rodzajów, którymi się zajmowałem. Nie ma sensu, bym udawał, że nie żyjemy w globalnej sieci komunikacji masowej. Autorom greckich papirusów magicznych z II wieku, zamieszkującym grecko-rzymski Egipt i świat śródziemnomorski, udało się połączyć w praktyce idee chrześcijańskie, egipskie, greckie, żydowskie i mitraistyczne. Wyobraźmy sobie tylko, co by zrobili, mając dostęp do internetu.

Te trzy postawy – chrześcijańska, pogańska oraz lucyferiańska – reprezentują trzy ważne nurty myślowe w okultyzmie, które mogą skorzystać na książce takiej jak ta. Istnieją także inne nurty, którym z całą pewnością mogłoby się przydać coś z tego, o czym tu piszę, nie mam jednak zamiaru zagłębiać się w tradycyjne religie Afryki, buddyzm czy inne ścieżki. Osoba bystra będzie potrafiła zaadaptować większość z opisanej przeze mnie magii do tych praktyk.

Kolejnym powodem, dla którego zgłębiam ten temat z kilku perspektyw, jest wskazanie dwóch ważnych koncepcji. Po pierwsze, istnieją zasady, które można zastosować szeroko niemal w każdej tradycji magicznej, a nawet w magii odprawianej zupełnie poza jakąkolwiek z nich. Po drugie, niektóre metody będą diametralnie się różnić w zależności od wzywanych bogów oraz tradycji. Innymi słowy, zasady są w większości spójne dla całej magii, jednak metody i praktyki należy czasem drastycznie zmienić w zależności od tego, z jakimi mocami mamy do czynienia i jakie przyzywamy.

NIECH TO NIE BĘDZIE TWOJA PIERWSZA KSIĄŻKA O MAGII

Na koniec pragnę wspomnieć, że najpewniej nie powinna być to pierwsza książka, jaką przeczytasz o magii. Nie chodzi o jej szczególne zaawansowanie, ponieważ mam zamiar opisać wszystko w sposób jak najprostszy i przystępny. Chodzi jednak o to, że o wiele łatwiej będzie ci pracować, jeśli znasz już metody ochrony, pewne podstawy dotyczące rzucania zaklęć oraz jesteś biegły w dywinacji. Napisałem już książkę o czarach ochronnych i odwracaniu klątw4, tak więc tutaj nie mam zamiaru opisywać mnóstwa metod ochrony oraz tarcz przeciw urokom. Moja książka na ten temat lub też kilka podstawowych umiejętności zdobytych w innych miejscach w zupełności wystarczą ci, by poradzić sobie z czymkolwiek, co możesz napotkać dzięki pracy z tą pozycją.

Udanej lektury!

2 Autor używa wobec siebie terminu sorcerer, który, jak wspomniano, jest bliski słowu „czarownik”. W j. polskim właśnie „czarownik” wydaje się najtrafniejszym odpowiednikiem, ponieważ inne propozycje (np. „czarodziej”) brzmią infantylnie lub złowieszczo (np. „czarnoksiężnik”) i nie są stosowane w odniesieniu do osób zajmujących się magią (przyp. tłum.).

3 Rootwork wiąże się z praktykami obecnymi w tradycji hoodoo i dosłownie przetłumaczyć można je jako „pracę z korzeniami” (przyp. tłum.).

4 J. Miller, Odwracanie klątw i uroków. Magia ochronna, tłum. A. Gardaś, Illuminatio, Białystok 2025.

1

Czym jest duch?

W 1997 roku wykonałem magiczną operację, która miała umożliwić mi kontakt z moim Świętym Aniołem Stróżem. Wymagała ode mnie dziewięciu miesięcy coraz dłuższych i dłuższych zaklęć oraz modlitw. Sama koncepcja porozumiewania się z osobistym, przypisanym każdej osobie aniołem pochodzi z woluminu Księga Świętej Magii Abramelina Maga, jednak – jak większość ludzi – nie podążałem ściśle za instrukcjami. Zacząłem swą podróż od Liber Samekh Aleistera Crowleya, by potem wrócić do starszego rytuału, na którym Crowley oparł własny: Rytu Bezgłowego. Po miesiącach, w trakcie których większość dni poświęcałem osiąganiu Wiedzy i Konwersacji z tym duchem, wreszcie mi się udało. Byłem w stanie zobaczyć i usłyszeć anioła unoszącego się tuż przede mną w powietrzu. Było to niesamowite.

Anielska kobieta podała mi swe imię i zapytała, jakim przedmiotem mam zamiar zaklinać demony.

– No, ja nie do końca wierzę w koncepcję aniołów i demonów jako przeciwstawnych sobie – odparłem. – Więc wcale nie planowałem tego robić.

Odpowiedź anioła nieco mnie zszokowała:

– Nie liczy się, w co wierzysz, Jasonie. Jutro musisz to zrobić, bo inaczej czeka cię gówniane życie. Ja znajdę ci odpowiedni przedmiot.

Nie przywykłem do tego, żeby duchy mówiły mi, że to, w co wierzę, się nie liczy. Wtedy naprawdę sądziłem, że w magii chodzi po prostu o wiarę, więc byłem w szoku. Było to coś nowego. Stało się jasne, że ów „Święty Anioł Stróż”, którego uważałem dotąd wyłącznie za głębszą część własnego umysłu – być może jakiś mistyczny stan istnienia połączony z boskością – był o wiele bardziej niezależny, niż to sobie wyobrażałem. Anielska kobieta obiecała, że znajdzie dla mnie przedmiot. Zastanawiałem się, o co mogło chodzić.

Tego wieczora wraz ze współlokatorem zaprosiliśmy kilku przyjaciół magów. Jeden z nich, w dużej mierze z zaskoczenia, wręczył mi półtorametrową egipską laskę uas5, nad którą pracował już od wielu miesięcy. Aż trudno było mi uwierzyć, że ofiaruje mi coś, czemu poświęcił tyle czasu. Po chwili przypomniałem sobie, co obiecał mi anioł: miałem w ciągu doby otrzymać przedmiot do zaklinania demonów! To naprawdę niezwykłe, gdy lekcji udziela ci istota, w którą nie do końca wierzysz.

CZYM SĄ DUCHY?

Wspomniałem we wprowadzeniu, że „obcowanie z duchami” traktowano niegdyś jako przestępstwo. Zakładano, że istoty te są w pełni ukształtowane i niezależne oraz że żyją we własnych rzeczywistościach, w pewien sposób połączonych z naszą. Są takie jak ty czy ja, ale inne. Sądzono, że część z nich błąka się po świecie jako niespokojne dusze lub demony pragnące wyrządzać szkody. Z innymi porozumieć dało się wyłącznie we właściwych miejscach: czy to w jaskini, czy w kręgu fairy6. Zawsze istnieli też tacy, którzy wcale nie wierzyli w duchy, lecz dla tych, którzy mieli tę wiarę i czuli ich wpływ, istoty te stawały się równie realne jak inni ludzie. Czym jednak w zasadzie są duchy?

Zanim przejdę do odpowiedzi na to pytanie, pozwól, że przeprowadzę cię przez przyspieszony kurs wciąż zmieniających się w ciągu kilku ostatnich stuleci sposobów myślenia o duchach i magii.

ZMIENNA MODA NA DUCHOWE MODELE

Gdy światem zawładnęło zachwycone nauką oświecenie, zaczęto rozwiewać wszystkie poglądy dawniej uznawane za fakty. Przez kolejne dekady nauka zniszczyła i na nowo ukształtowała nasze postrzeganie tego, jak funkcjonuje świat. Niedługo po tym, jak Galileusz stanął przed sądem za głoszenie, jakoby to Ziemia miała się obracać wokół Słońca, fakt ten zaczęto powszechnie akceptować. Udowodniono, że robaki nie tworzą się same z siebie w zgniłym mięsie, a ideę samorództwa wrzucono do kosza z przestarzałymi pomysłami. Odkryto, że choroby wywołują nie demony, lecz zarazki, a zwykłe mycie rąk okazało się jednym z najważniejszych, ratujących życie wynalazków w ludzkiej historii.

W tym nowym świecie, który sprawiał, że Arystoteles przewracał się w grobie, a Kościół uparcie walczył o zachowanie wpływów, istnienia duchów nie brano już w powszechnej opinii za pewnik. Jak na ironię w tej pełnej potężnego naukowego postępu erze powstała również większość najbardziej klasycznych słynnych grymuarów: Picatrix, GrimoireVerum, ArsGoetia i KluczSalomona. Osoby uprawiające magię wciąż jeszcze widziały duchy i obcowały z nimi, jednak z uwagi na to, że świat pozwalał ludziom patrzeć na te byty inaczej, być może i magowie zaczęli postrzegać je w nieco inny sposób.

POWSTANIE MODELU UMYSŁOWEGO

Czarownice i magowie natrafiają na pewien kłopot: jak mamy zajmować się czarostwem, magią i zaklęciami, jednocześnie chętnie przyjmując naukowe cuda świata? Magia to w końcu nie po prostu religia. Nie można opierać się w niej ot tak na wierze. Każdy, kto kilka razy jej spróbował, rozumie, że ona działa, nawet jeśli trudno powiedzieć, w jaki konkretnie sposób. Postrzeganie duchów, które pełnią w magii istotną rolę, w wiekach XIX i XX przeszło radykalną przemianę.

Powstająca wtedy dyscyplina psychologii zaproponowała modele umysłu, które wydawały się nieskończenie głębokie. Być może duchy zawsze były projekcjami umysłu – sposobem czarowników na komunikację ze światem. Skoro w snach nasz umysł tworzy postacie i obrazy przekazujące nam jakieś informacje, możliwe, że duchy to takie rozbudzone sny? Aleister Crowley sugerował to kilkukrotnie. We wstępie do swojego wydania GoecjiSalomona napisał:

Duchy Goecji stanowią fragmenty ludzkiego umysłu. Ich pieczęcie są zatem metodami pobudzania i regulowania tych pewnych punktów (za pomocą wzroku). Imiona Boże są wibracjami, które mają doprowadzić do: (a) ogólnej kontroli umysłu7.

Gdy Carl Jung zaproponował teorię „zbiorowej nieświadomości” (głębokiej części umysłu nieświadomego dziedziczonej po przodkach, a nie subiektywnie kształtowanej przez nas), magowie dostrzegli, że duchy nie tylko da się wyjaśnić za pomocą psychologicznego modelu magii, lecz także ten fenomen mógłby nawet wytłumaczyć, dlaczego istoty te zdają się zachowywać, jakby istniały poza naszym umysłem. Ta ekscytująca idea o wiele bardziej łączyła się z nauką niż wiara w niewidzialnych przyjaciół zamieszkujących fantastyczne wzgórza lub w świat zamieszkany przez demony, które nie mają nic lepszego do roboty, jak tylko kusić ludzi.

Model energetyczny

Podczas gdy psychologowie badali nasze światy wewnętrzne, ten zewnętrzny wciąż kształtowano od nowa poprzez opanowywanie różnych rodzajów sił niewidzialnych. Naszą rzeczywistość rozświetlił prąd, a fale radiowe umożliwiły masom ludzi komunikować się ze sobą na duże odległości. Ta era energii dostarczyła nam również ciekawego modelu funkcjonowania magii. Skoro dało się włączyć radio lub lampę, dzięki czemu niewidzialna siła wytwarzała światło i dźwięk, być może za magicznymi działaniami również stała taka niewidzialna moc. W magii indyjskiej oraz tybetańskiej, którą Zachód na nowo zaczął się interesować, od setek lat istniała już idea dotycząca manipulowania energią. W sposób atrakcyjny i zgodny ze współczesnym, dwudziestowiecznym światem wyjaśniała ona magię.

Te późnodziewiętnastowieczne i wczesnodwudziestowieczne teorie pomogły zapoczątkować ogromne zmiany w sposobie praktykowania magii. Podczas gdy wcześniej dokonywano tego samotnie lub w niewielkich grupach, nagle wokół magicznych idei zaczęły organizować się spore ruchy. W całej Europie, a stamtąd również rozprzestrzenione w obu Amerykach, powstawały grupy w stylu loży masońskich. W tym samym czasie Margaret Murray przedstawiła swoją tezę, jakoby wciąż istniał wiedźmi kult, co dało początek wielu kowenom, a z czasem przerodziło się w szeroko rozpowszechnione religie, takie jak wicca czy inne ścieżki neopogańskie. Okultyzm z tajemnego, indywidualnego przedsięwzięcia stawał się powszechnie szanowany. Choć… nie do końca.

Z uwagi na popularność i akceptowanie modeli umysłowych oraz energetycznych rola duchów w tych ruchach zmalała w porównaniu ze starszymi formami magii. W zasadzie zaklęcia i czary zdawały się tracić na znaczeniu. Mag mógł już skupiać się wyłącznie na rozwoju duchowym. Czarownica mogła traktować swoją ścieżkę jako religię i nigdy nie rzucić żadnego zaklęcia. Magia praktyczna zorientowana na widoczne cele zeszła na drugi plan. Oczywiście wciąż istniało wielu praktycznych czarowników. Wciąż publikowano książki służące opanowywaniu czarostwa oraz tony ksiąg zaklęć dla osób, które chciały poprawić swoje życie za ich pomocą. Nie zniknęły również rootwork ani magia ludowa, w których przeważało bardziej tradycyjne spojrzenie na duchy. Tak właśnie wyglądało to przez większość XX wieku.

CHAOS I REZULTATY

W latach osiemdziesiątych powstał ruch dążący do przywrócenia na świecznik magii zorientowanej na rezultaty. Tak zwaną magię chaosu łatwiej było zdefiniować poprzez to, co odrzucała, niż poprzez jej założenia. Porzucono w niej tajemne, wzniosłe, choć puste idee zakonów magicznych, a także skupienie na religijności oferowane przez rosnące ruchy neopogańskie. Dla maga chaosu nie liczyło się to, w co ktoś wierzył. To właśnie sama wiara stała za skutecznością magii. W tym modelu nie liczy się, czy pracujesz z Jowiszem, czy ze Sknerusem McKwaczem, bo wystarczy, że poprzez wybrany środek dostatecznie skupisz wiarę i wolę.

W latach dziewięćdziesiątych świat magii podzielił się na stary model duchowy, ten psychologiczny, energetyczny, oraz inne, nowsze modele, takie jak informatyczny lub cybernetyczny, w czym odzwierciedlał się wpływ internetu. Magowie chaosu prezentowali kolejną opcję, która rozwiązywała dysputy pomiędzy tymi pozornie wykluczającymi się modelami, tj. model meta.

Magowie chaosu z lat dziewięćdziesiątych uwielbiali wszystko, co było „meta”. Zamiast postrzegać magię jako pracę z duchami, umysłem czy energią, sugerowali, że wiodącym czynnikiem w czarach jest wiara, a każda osoba mogła przełączać się z jednego modelu na drugi poprzez pokładanie ufności w to, co pasowało w jej działaniach. Magiczny model meta był jak stan kwantowy, który nabierał kształtów tylko wtedy, gdy przyglądał mu się mag. Magowie chaosu z końca XX wieku uwielbiali zatem również wszystko to, co „kwantowe”, niemal tak samo, jak kochali wszystko „meta”.

Jeśli wszystko to wydaje się cholernie konfundujące, to dlatego, że, cóż, takie właśnie jest. Pomimo tego, że teoria chaosu i fizyka kwantowa liczyły sobie wtedy już osiemdziesiąt lat, ta futurystyczna, postmodernistyczna wizja podobała się magom stającym u potężnego progu nowego tysiąclecia. Mówiono nam, że oto wielkimi krokami zbliżamy się ku przyszłości.

NOWE MILENIUM

Na szczęście gdy już oswoiliśmy się z nowym tysiącleciem, magowie, czarownice i inne magiczne osoby zaczęły rozeznawać się w tej skomplikowanej i zawiłej kwantowej mieszaninie teorii okultystycznych. Jeśli istniał jakiś trend charakteryzujący magię nowego milenium, był nim powrót do tradycji. W ciągu ostatnich dwudziestu lat przetłumaczono mnóstwo starych grymuarów i ksiąg magicznych. Klasyki, takie jak Szósta i Siódma Księga Mojżesza czy Księga Świętej Magii Abramelina Maga, wydano w nowych opracowaniach, korygując wiele błędów i nieporozumień. Czarownice zaczęły badać rzemiosło tradycyjne spoza bańki wiccańskiej czy neopogańskiej.

Magia zachodnia, która w dużej mierze była raczej tradycją spisaną niż przekazywaną w linii z osoby na osobę, zaczęła otwierać oczy na resztę świata i wciąż żywe w nim ścieżki. Nadal wzrasta zainteresowanie inicjacjami w żywe tradycje sięgające korzeniami do Azji, Afryki czy Karaibów. Co najważniejsze, większość osób praktykujących magię znów postrzega duchy jako prawdziwe i niezależne byty, a nie projekcje umysłu czy też wzory energetyczne. Moim zdaniem to dobrze. Dziś nawet większość magów chaosu wprowadziła w swój paradygmat rzeczywistość duchową. Niestety, jak z większością dobrych rzeczy, ludzie idą w tym za daleko. Osoby postulujące wskrzeszony model duchowy upierają się, że ma on wyższość nad tymi, które w jakikolwiek sposób czerpią w swej magii z modeli umysłowych czy energetycznych. Dla takich osób wszelkie rodzaje magii polegają na sile duchów.

MODEL MEgA

Moim zdaniem „model meta” nigdy nie był nam potrzebny, ponieważ żaden z tych wymienionych nigdy nie wykluczał pozostałych. Wspomniałem już, że w azjatyckich systemach magicznych ogromną rolę pełnią energia oraz umysły, lecz tak samo ważne są w nich duchy. Nie ma konieczności, by istniał jeden model sprowadzający magię do wyłącznie jednej funkcji. Twierdzenie, że magia działa jedynie dzięki wstawiennictwu duchów, a nie poprzez umysł czy energię, jest jak dyskusja nad tym, czy gaz będzie lepszy od elektryczności lub paliwa. Jeśli samochód ma działać, potrzebne są mu wszystkie te elementy. Tak samo jest z magią. Potrzebny jest wgląd mega, nie meta. Oznacza to, że musimy spojrzeć szeroko: na duchy jako prawdziwe i aktywne, lecz istotna jest tu również rola umysłu oraz energii. Są one ważne nie tylko dlatego, że tłumaczą działanie magii, lecz z tego powodu, że my równieżjesteśmy duchami…

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

5 Berło, które w ręku dzierży wielu staroegipskich bogów (przyp. tłum.).

6 Krąg utworzony w sposób naturalny z rosnących grzybów (przyp. tłum.).

7 A. Crowley, Goecja, tłum. D. Misiuna, Wydawnictwo FOX, Wrocław 2000, s. 28.

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Podziękowania

Przedmowa

Wprowadzenie

1. Czym jest duch?

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa