Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
„Szkicowanie” nie ma nic z brudnopisowości, szybkości, prowizoryczności. To raczej – jak w rysunku – lekkie, precyzyjnie pociągnięcia służące nakreśleniu całości. (…) Pociągnięcia budujące interesującą, dojrzałą opowieść o życiu kobiety, w której miłość i śmierć, ludzie i zwierzęta, nadzieja i rozpacz, świat i pustka, przeszłość i teraźniejszość splatają się ze sobą w egzystencjalnym doświadczeniu i literackim zapisie tego doświadczenia.
Z recenzji dr hab. Doroty Kozickiej, prof. UJ
Wśród nurtów przepływających przez ten osobisty, poetycki raptularz wyróżnić możemy przenikającą wszystkie wiersze kobiecość, specyficzny, kobietom tylko właściwy sposób widzenia świata i reagowania na niego. To kobiecość świadoma wywieranej na niej presji przez świat, który usiłuje odebrać jej autonomię i tożsamość, zadaje rany, po których pozostają blizny (cykl „Kiedy zabijali”). (…) Autorka tych wierszy przemawia własnym, rozpoznawalnym głosem, nie zawdzięcza niczego rówieśnikom, poetyckim modom, „duchowi epoki” (…).
Z recenzji dra Jerzego Illga
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 15
Rok wydania: 2024
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
16.20
Moczyliśmy białe stopy we francuskim morzu, z daleka od imigranckich dzielnic Marsylii. Łagodność tafli wody wnikała pod nasze drżące powieki i wypływała powolną łzą. Gdzieś tam łodzie wypełnione marzeniami o europejskim życiu rozpruwały jej powierzchnię. W końcu zasnęliśmy na rozłożonych na piasku trenczach i przyśniła nam się para łabędzi z podciętymi lotkami. – Czy dochowamy sobie, jak one, wierności? – spytałam.
16.40
I trzeba było wracać, ostatni bezpośredni autobus do portu, tej otwartej na oścież bramy Europy, niekiedy przymykanej nagłymi podmuchami niechęci, odjeżdżał o siedemnastej. Szliśmy powoli, z piaskiem między palcami stóp, z roztopionymi w słońcu niewypowiedzianymi słowami, agresywnością polskich spółgłosek w głowie. – Jak to jest myśleć po francusku? Inaczej niż po algiersku? – spytałeś.
17.00
W autobusie był tłum, wycieczka emerytów. Pan siedzący przede mną cały czas mówił, sepleniąc, nic nie rozumiałam, śmiał się i bezwiednie co chwilę unosił szczękę ponad dziąsła, a następnie ją przygryzał.
Wspięliśmy się krętą drogą na wzgórza nad calanques. Widać było języki wody wcinające się w ląd. Zbłąkana mucha, która wsiadła razem z nami, bzyczała coraz słabiej, resztkami sił próbując znaleźć wyjście na przezroczystej tafli okna. Nic nie wskazywało na to, że zaraz zostanie rozbite i mucha wreszcie odnajdzie wolność. W centrum Marsylii trafił w okno kamień. Kamień nierozumiejący mowy polskiej, francuskiej i algierskiej. No man’s stone.
23.30
Fidelité to tamto popołudnie: ja zmęczona, mucha zdezorientowana, wzbijająca się w powietrze, ty z zaschniętą na czole nieregularną, słabo widoczną linią soli z wody morskiej, dzielna pani kierowczyni, uciekająca od tłumu, zapach zupy bouillabaisse, brudna, pokryta sprejem ławka nad brzegiem zatoki, szczotka, którą próbowałam rozczesać najeżone, elektryzujące się myśli, a później nocne, słyszane jakby w oddali, ale jednak blisko, strzały z broni palnej.
Wczoraj w Sercątku Herty Müller znalazłam dwa francuskie bilety autobusowe, rachunek za mydło i niewyraźne KTG mojego rodzącego się wtedy uczucia.
WRACAJĄC CIEPŁYM LUTOWYMPOPOŁUDNIEM Z CASSIS DO MARSYLII (SZKIC 1)
WRACAJĄC CIEPŁYM LUTOWYM POPOŁUDNIEM Z CASSIS DO MARSYLII (SZKIC 2)
WRACAJĄC CIEPŁYM LUTOWYM POPOŁUDNIEM Z CASSIS DO MARSYLII (SZKIC 3)
WRACAJĄC CIEPŁYM LUTOWYMPOPOŁUDNIEM Z CASSIS DO MARSYLII (SZKIC 4)
