Wydawca: Klasyka Legimi Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 1929

Śluby panieńskie czyli Magnetyzm serca ebook

Aleksander Fredro  

5 (2)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo
0,00
Do koszyka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 92

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Śluby panieńskie czyli Magnetyzm serca - Aleksander Fredro

Aniela i Klara. Dwie panny, będące obiektem westchnień, postanawiają nigdy nie wychodzić za mąż. Czy ta odważna deklaracja ma szansę powstrzymać umizgi apsztyfikantów? Czy miłość faktycznie można kontrolować?

Opinie o ebooku Śluby panieńskie czyli Magnetyzm serca - Aleksander Fredro

Fragment ebooka Śluby panieńskie czyli Magnetyzm serca - Aleksander Fredro

Aleksander Fredro

Śluby panieńskie czyli Magnetyzm serca

komedia w 5 aktach wierszem

Śluby panieńskie czyli Magnetyzm serca

komedia w 5 aktach wierszem

Rozum mężczyzną, białogłową

afekt tylko rządzi; oraz[1] kocha,

oraz nienawidzi; nie gdzie rozum,

nie gdzie afekt, tam wszystko.

And. Max. Fredro[2]

OSOBY:
Pani DobrójskaAnielaKlaraRadostGustawAlbinJan

Na wsi w domu pani Dobrójskiej.

AKT 1

Duży pokój – dwoje drzwi w głębi – trzecie drzwi po prawej stronie sceny do pokojów pani Dobrójskiej, czwarte po lewej do pokoju Gustawa, okno.

SCENA I

JAN

sam – w płaszczu zarzuconym na ramiona – chodzi – patrzy w okno, potem mówi, ziewając:

Czekaj mnie, nie śpij, powrócę o trzeciej.

Piękna mi trzecia: słońce jak w dzień świeci,

A mój pan drogi gnie sobie parole,

Albo z butelką… albo… No! już milczeć wolę.

SCENA II

Jan, Radost.

RADOST

idąc ku drzwiom Gustawa

Śpi Gucio?

JAN

Czy śpi? – Jak zabity, panie.

RADOST

Lubi spać hultaj.

JAN

zastępując od drzwi

Niechże pan nie chodzi.

RADOST

A to dlaczego?

JAN

Bo śpi.

RADOST

Nic nie szkodzi.

JAN

zastępując

Będzie się gniewał.

RADOST

Nic mi się nie stanie.

JAN

Dopiero zasnął – ledwie pół godziny.

RADOST

Cóż w nocy robił?

JAN

Nie spał!

RADOST

A z przyczyny?

JAN

Z przyczyny? – Zasłabł.

RADOST

troskliwie

Zasłabł?

JAN

z westchnieniem

Niespodzianie.

RADOST

Cóż mu jest?

JAN

Co jest? – jakiś zawrót głowy…

RADOST

Hm!

JAN

Wstręt do wody…

RADOST

Hm!

JAN

Pragnienie wina…

RADOST

Hm! proszę, proszę, wieczór[3] jeszcze zdrowy!

JAN

wzruszając ramionami

Ha! słabość, panie, piorunem zaczyna.

RADOST

do siebie

Hm! wstręt, pragnienie! hm… hm… zawrót głowy.

JAN

Niech no się wyśpi, po południu wstanie.

RADOST

Chciałem być w domu i dziś tu z powrotem;

Lecz taką rzeczą ani myśleć o tem.

JAN

Owszem, jedź pan, jedź; ręczę, że za chwilę…

RADOST

A sen spokojny?

JAN

zastępując drogę

Lada co obudzi.

Cicho, dla Boga.

RADOST

Drzwi tylko uchylę.

JAN

Ale drzwi skrzypią.

RADOST

Własnemi oczyma…

JAN

odstępując

Ha, kiedy już tak! Niech się pan nie trudzi:

Darmo tam patrzeć – mego pana nié ma[4].

RADOST

Nie ma?

JAN

A nie ma.

RADOST

Gdzie jest?

JAN

Stąd o milę.

RADOST

Jak? Co?

JAN

Pojechał.

RADOST

Dokąd?

JAN

Do Lublina.

RADOST

Do Lu… Lu…

JAN

z ukłonem kończąc słowo

…blina.

RADOST

Kiedy?

JAN

Wczoraj.

RADOST

Po co?

JAN

Nie wiem.

RADOST

Macież[5] go! Już szaleć zaczyna,

Już, Bogu dzięki. – Jeździć, latać nocą…

I czegóż stoisz? Panie, zawrót głowy?

Hm! wstręt do wody! Co – wina pragnienie?

JAN

Stoję na warcie, muszę być gotowy

Otworzyć okno na pierwsze skinienie.

RADOST

Na co otworzyć?

JAN

Dla mojego pana:

Tędy wychodzi, tędy się i wchodzi.

RADOST

załamując ręce

Przez okna łazić śród[6] jasnego rana!

To waryjata[7] prawdziwie dowodzi,

ironicznie

I kiedyż wróci na swoje wesele?

JAN

Jeśli mu wierzyć, miał o trzeciej wrócić.

RADOST

do siebie

O, muszę, muszę cugli mu przykrócić!

O, czego nadto, tego i za wiele!

Słychać pukanie do okna.

JAN

idąc do okna

Niechże pan łaje, bo przybywa właśnie.

Otwiera okno.

SCENA III

Gustaw ubrany do konia, Jan, Radost w głębi.

GUSTAW

włażąc przez okno

To czas! – niech go piorun trzaśnie!

JAN

Dobrze pan mówi: bogdajby go trzasnął!

GUSTAW

A co? Śpią jeszcze?

JAN

Byłby sen nie lada!

GUSTAW

Trochem się spóźnił.

JAN

Mnie to pan powiada.

GUSTAW

Pewnieś nie dospał.

JAN

Gdybym był choć zasnął.

GUSTAW

oddając pręt, czapkę, rękawiczki i ocierając twarz

No, prawdę mówiąc, jak jestem na świecie,

Jeszczem tak pięknie zębami nie dzwonił:

Wicher, deszcz, zimno… psa by nie wygonił.

RADOST

A ciebie wygonił przecie.

SCENA IV

Radost, Gustaw.

GUSTAW

A stryjaszek!całując w rękę/

Dzień dobry!

RADOST

ozięble

Witamy z podróży!

GUSTAW

Już wstałeś?

RADOST

Jeszcześ nie spał?

GUSTAW

Dość czasu.

RADOST

Dzień duży.

GUSTAW

Dopiero świta.

RADOST

Świta, ale w twojej głowie.

GUSTAW

Niech i tak będzie, niech świta na zdrowie.

Byle mnie kochał stryjaszek kochany,

Był mi zawsze zdrów, czerstwy i rumiany.

Lecz, cóż to? mars? mars? fe! precz z nim do licha!

zaglądając w oczy

No… proszę… troszkę. – Niknie wyraz srogi.

Czoło się równa, oko się uśmiecha.

Otóż tak lubię,/ ściskając go/

mój stryjaszku drogi!

RADOST

płaczliwie, zawsze dając przestrogi

Mój Gustawie, powiedz mi: chcesz, czy nie chcesz żony?

GUSTAW

Chcę, chcę, stryjaszku.

RADOST

Pewnie?

GUSTAW

Jestem jej spragniony -

RADOST

Jakiże to więc sposób wyszukałeś sobie?

GUSTAW

Ja nic dotychczas nie wiem o sposobie.

RADOST

Te wycieczki przez okna, te nocne wyprawy.

GUSTAW

I cóż!

RADOST

zniecierpliwiony

Cóż! Panna!

GUSTAW

A, bardzom ciekawy.

Co moją pannę to obchodzić może,

Kiedy, jak i gdzie ja się spać położę?

Nie śpię – tem lepiej dla niej, bo na jawie

Nią tylko jedną myśli moje bawię,

I do niej wzdycham jak w dzień, tak i w nocy;

Ale jak zasnę – jestże to w mej mocy?

RADOST

płaczliwie

Mój Gustawie! – Dla Boga, porzuć myśli płoche,

I raz tylko, raz pierwszy zastanów się trochę.

Kilka dni jesteś pośród tak godnej rodziny,

I nie ma dnia jednego… gdzie tam dnia!… godziny,

Żebyś czegoś nie zbroił, aż się serce kraje.

Pani Dobrójska sama opiekę ci daje;

Nie idąc wzorem matek, co nos górą noszą,

Kiedy w duszy o zięcia wszystkich świętych proszą -

Pamiętna twych rodziców i mojej przyjaźni,

Swój zamiar względem ciebie głosi bez bojaźni.

Ale wszystko na próżno, daremnie się trudzi:

Miejski panicz w wieśniakach innych widzi ludzi;

Swoich nudów nie kryje, grzeczności nie sili,

I chce dać uczuć wartość każdej swojej chwili.

Wróbel się tylko, mówią, pustej strzechy trzyma,

Ale co w twojej głowie już i wróbla nie ma.

GUSTAW

ze szczerem zastanowieniem

Prawda, prawda, stryjaszku, zbyt słuszne przestrogi;

Ach, ojcowskiemi strzeżesz mnie oczyma,/ ściskając go

O, jesteś dla mnie skarb, przyjaciel drogi,

Dzięki ci, dzięki za twoje przestrogi.

RADOST

z rozczuleniem ściskając go

Mój ty poczciwy, mój luby Gustawie!

GUSTAW

Mój przyjacielu, mój ojcze kochany!

Zobaczysz, jak się ogromnie poprawię,

Bylem miał tylko powód do odmiany.

A teraz zgadnij, jaką dziś zabawę…

RADOST

O dla Boga! on swoje! Otóż masz poprawę.

Ach zmiłuj się, uważaj, powiedz, czy to ładnie,

Że z domu pan zalotnik oknem się wykradnie,

Aby noc całą Bóg nie wie gdzie trawić!

GUSTAW

Ależ stryjaszku, ja się muszę bawić.

RADOST

Bawić!

GUSTAW

A wprawdzie, w tym szanownym domu.

Gdzie każdy dla mnie aż nadto łaskawy,

Gdzie nie ubliżam w niczem i nikomu,

Żadnej dotychczas nie widzę zabawy.

RADOST

Idzież tu o zabawę, wrzawę nieustanną?

GUSTAW

Ależ o nudy idzie.

RADOST

Nudy z piękną panną!

GUSTAW

Nie będą nudy, jak się kochać będę.

RADOST

I kiedyż to nastąpi?

GUSTAW

Jak się z nią ożenię.

RADOST

Albo inaczej: jak na koszu[8] siędę[9].

GUSTAW

Ba, ba, ba! jeszcze czego.

RADOST

I skąd pewność, że nie?

Jestże to napisano, wyryto na niebie,

Że Aniela koniecznie musi pójść za ciebie?

GUSTAW

Pójdzie, pójdzie, stryjaszku.

RADOST

Tylko bardzo proszę,

Niech samochwalstwa od ciebie nie znoszę.

GUSTAW

Do samochwałów któż tego policzy,

Który rozsądnie zważa i powiada,

Że gdzie dwie rodzin związku sobie życzy,

Związku się w końcu spodziewać wypada?

RADOST

Prawda, jeśli Aniela choć trochę polubi.

GUSTAW

Bądź z łaski swojej spokojny w tym względzie.

Już ja ci ręczę, wszystko dobrze będzie.

RADOST

Nadto pewności, a ta pewność zgubi.

GUSTAW

Już spuść[10] się na mnie… Ale dość tych fraszek.

Teraz niech zgadnie kochany stryjaszek…

RADOST

Pewnie, gdzie byłeś?

GUSTAW

Gdziem bawił tak długo.

RADOST

Wymów już, wymów, bo cię diable dusi.

GUSTAW

Na miejskim balu byliśmy przebrani.

RADOST

Na jakim balu?

GUSTAW

Pod Złotą Papugą.

RADOST

W karczmie!

GUSTAW

Przebrani.

RADOST

O Boże! o Boże!

GUSTAW

Tego młodemu nikt pewnie nie zgani.

RADOST

ironicznie

Pewnie pochwali?

GUSTAW

Bo pochwalić musi.

RADOST

Piękna mi szkoła!

GUSTAW

Lepsza być nie może.

Na małym świecie, co się wielkim mieni,

Gdzie każdy trwożnie po śliskiej przestrzeni,

Jakby na szczudłach i w przyłbicy chodzi;

Tam, czem są ludzie, niechaj nikt nie bada.

Ale gdzie człowiek mało pozór ceni,

Przybranym kształtem nie chce i nie zwodzi,

Gdzie więcej wola, niż rozum nim włada,

Tam schwytaj pędzel, wzór stoi gotowy.

RADOST

Otóż go macie! Jest La Bruyère[11] nowy.

płaczliwie

Gucio! dopieroś dziękował za radę.

GUSTAW

nie słuchając

I co mi teraz przychodzi do głowy.

RADOST

Na przykład?

GUSTAW

Jedźmy tam dziś.

RADOST

Ja z tobą?

GUSTAW

Ty ze mną.

RADOST

Oszalał!

GUSTAW

Wcześniej wrócisz.

RADOST

ironicznie

Tą drogą tajemną.

GUSTAW

Jedziesz?

RADOST

Dajże mi pokój.

GUSTAW

No, to sam pojadę.

RADOST

Guciu! dopieroś dziękował za radę.

GUSTAW

żałośnie

Luby stryjaszku! wkrótce się ożenię.

RADOST

do siebie z zadziwieniem

No! i dlatego takie figle stroi.

GUSTAW

jak wyżej, prosząc

Już raz ostatni.

RADOST

Ja go nie odmienię,

To rzecz daremna.

GUSTAW

Na kasztana wsiędę!…

RADOST

przestraszony

O! na kasztana!

GUSTAW

Przede dniem tu będę.

RADOST

Weź już moją dorożkę, a kasztan niech stoi.

do siebie:

Jeszcze kark skręci z tego waryjata.

GUSTAW

Dobrze, stryjaszku.

RADOST

I deliję[12] moją.

GUSTAW

Dobrze, stryjaszku.

RADOST

W tej kurteczce lata.

Jeszcze kataru u diaska dostanie.

GUSTAW

Dobrze, stryjaszku, jak chcesz, tak się stanie.

Ja zawsze mówię, święte rady twoje.

RADOST

Otóż masz, teraz powie, że to z mojej rady

Przez okna łazi na nocne biesiady.

GUSTAW

Zatem radzisz wchodzić drzwiami?

RADOST

Gadajże z waryjatami!

Ja ci radzę pójść spać.

GUSTAW

Spać?

RADOST

Bladyś, aż niemiło.

GUSTAW

Blady? To dobrze, to nic nie zaszkodzi:

Bladość niepokój miłosny dowodzi,

Bladości prędzej niż słowom się wierzy.

Pamiętasz przecie, jak to dobrze było

Rano, nazajutrz, po twojej wieczerzy?

RADOST

Mojej wieczerzy?

GUSTAW

To jest, mówiąc szczerze,

Ja sam dawałem tę sławną wieczerzę,

Ale stryjaszek potem długi płacił.

RADOST

Niestety!

GUSTAW

Wcalem na cerze nie stracił.

„Teraz to kocha – rzecz niezaprzeczona -

Jak blady, słaby! – on z miłości skona” -

Powiedz sam, wszakże prawda, tak mówiono.

I gdybym nie był zanadto…

RADOST

No, no, no,

Nie dość szaleje, jeszcze mnie powiada!

Teraz idź i śpij, taka moja rada.

Ale mój Guciu, Guciuniu serdeczny,

Staraj się zbliżyć, podobać Anieli.

GUSTAW

Dobrze, stryjaszku.

RADOST

Dla matki bądź grzeczny.

GUSTAW

Dobrze, stryjaszku.

RADOST

I na miłość Boga,

Jeśli ci jeszcze moja przyjaźń droga,

Nim się odezwiesz, pomyśl pierwej nieco.

Bo często słowa jakby z worka lecą,

Ale sensu w nich – no! – tego tam nie ma. -

A teraz idź spać, już mrugasz oczyma.

GUSTAW

Pójdę się przebrać.

Całuje go w rękę.

RADOST

całując go

Pamiętaj, Gustawie…

GUSTAW

Sam się zadziwisz, jak się dziś poprawię.

Odchodzi w lewe drzwi boczne.

RADOST

patrząc za nim, serio

Poprawię! Zawsze jedno co godzina,

Zadziwisz się! tak!/ przechodząc nagle w uczucia

Kochany chłopczyna!

SCENA V

Radost, Albin (chustka w ręku, tragicznym tonem).

RADOST

Cóż cię, panie Albinie, sprowadza tak wcześnie?

ALBIN

Niestety!

RADOST

Jak wzdychałeś, tak wzdychasz boleśnie.

ALBIN

Ach! jakże nie mam wzdychać, kiedy w smutku tonę;

Kiedy nocne minuty łzami przeliczone!

RADOST

A ja ci radzę, wypogódź twe czoło,

Nie bądź Gustawem – lecz kochaj wesoło:

Te elegije i miłosne żale

Młodej dziewczyny nie podbiją wcale;

A zwłaszcza Klarę, co jak iskra żywa,

Jeżeli westchnie, to wtedy gdy ziéwa;

Klara, co spocząć, rzadziej milczeć zdoła,

Sprzeczna z układu, z natury wesoła,

Lęka się smutku, któregoś obrazem.

ALBIN

Ach! możnaż kochać i nie płakać razem?

po krótkiem milczeniu

Już dwa lata się kończą, jak powabność Klary

Wznieciła moją miłość bez granic, bez miary.

Nie ma dnia, bym nie błagał najczulszem wejrzeniem;

Samem już tylko teraz oddycham westchnieniem;

Łzami skrapiam jej ślady, skrapiam całą drogę:

I kamień już bym zmiękczył, jej zmiękczyć nie mogę.

RADOST

Żebyś i sto lat jęczał, wszystko nic nie znaczy.

ALBIN

Ach!

RADOST

Cóż dalej chcesz robić?

ALBIN

Co? – Umrę z rozpaczy.

RADOST

Może cię kocha.

ALBIN

Kocha? – Umarłbym z radości.

RADOST

Każ więc sobie zawczasu dzwonić z przezorności.

ALBIN

Ja płaczę, ty się śmiejesz.

RADOST

Śmiej się i ty razem.

ALBIN

Ach, posłuchaj mnie raczej, nie dręcz tym rozkazem.

Myślałem, że wytrwałość najczystszych płomieni

Nienawiść w łagodniejsze uczucia przemieni,

Ową nienawiść mężczyzn powziętą z rachuby,

Którą w duszy piastuje, z której szuka chluby.

Ach, błędna myśl, niestety! zwodnicze nadzieje!

Jej serce coraz stygnie, a moje goreje!

RADOST

tymże tonem

Bywaj zdrów!

ALBIN

Ach, gdzie idziesz?

RADOST

jak wprzódy

Ach, idę do siebie.

ALBIN

Nie litujesz się żalu, opuszczasz w potrzebie.

RADOST

Chciałbym jeszcze do domu pojechać na chwilę.

dobywając zegarka

Tylko że już podobno… jeśli się nie mylę…

Oho! tak to już późno! Wdaj się tylko z trzpiotem:

U niego jak rozsądek, tak wszystko na potem.

ALBIN

chwytając go za rękę

Czekaj, zwierzyć ci muszę straszną tajemnicę.

RADOST

przestraszony

Dla Boga, co to będzie!

ALBIN

Rzecz całą oświécę.

RADOST

Albinie; ja truchleję!

ALBIN

Zachowasz ją święcie?

RADOST

Mów!

ALBIN

Klara i Aniela mają przedsięwzięcie…

Słuchaj i zapłacz, nigdy – nie iść za mąż.

RADOST

zadziwiony i wstrzymując się od śmiechu

Szczerze?

Na znak potakujący AlbinaRadost parska śmiechem.

Albin.

Co? – Ty się śmiejesz z tego?

RADOST

Śmieję, bo nie wierzę.

ALBIN

Ja ci ręczę.

RADOST

I skąd wiesz?

ALBIN

Wiem pewnie.

RADOST

Daj Boże!

do siebie:

Taki bodziec Gustawa obudziłby może.

Byle mu wierzył./ do Albina:

Dzięki za dobrą nowinę.

ALBIN

Jak to, Radoście, dobrą? – Dobrą, a ja ginę.

RADOST

Nie zginiesz, będziem żyli.

ALBIN

Ty się śmiejesz zawsze.

RADOST

Ty zaś nie płacz, a losy będą ci łaskawsze.

Odchodzi w lewe drzwi środkowe.

ALBIN

O miłości, miłości! ty żalów przyczyno!

Złorzeczyć ci nie mogę, bo mile łzy płyną.

Lecz Klaro! kiedyż równą odpłacisz mi miarą?

Kiedyż ze mną zapłaczesz? Klaro! Klaro! Klaro!

SCENA VI

Albin. Aniela, Klara
wchodzą przed ostatnim wierszem z prawych drzwi środkowych.

KLARA

cicho stanąwszy przy Albinie

Po raz pierwszy, drugi, trzeci!

Na wezwanie takie dzielne,

Powtórzone po trzy razy,

Nawet duchy nieśmiertelne,

Jak posłuszne ojcu dzieci,

Porzucając ciemne cele,

Stają władcy brać rozkazy.

Mogęż spóźnić przyjście moje?

Otóż jestem, otóż stoję.

ALBIN

całując w rękę

Ach!

KLARA

Nic więcej?

ALBIN

To tak wiele.

Klara śmieje się – po krótkiem milczeniu:

Ach, urągasz miłości.

KLARA

śmiejąc się

Urągam? – broń Boże!

ALBIN

Twoje serce bez czucia.

KLARA

Lwie, tygrysie może?

ALBIN

Nikt go zmiękczyć nie zdoła.

KLARA

Nie każdy, to pewnie.

ALBIN

Ja tak kocham.

KLARA

A ja nie.

ALBIN

Ja płaczę tak rzewnie.

KLARA

Ja się śmieję.

ALBIN

Okrutna! Poznasz mnie po stracie.

KLARA

Okrutna! sroga! niestety! o nieba!

do Anieli:

Uchodźmy prędko, tu miłość na czacie,

Prędko, Anielo, dowierzać nie trzeba.

Śpiewa:

Tak babunia nam śpiewała,

Ja uciekam, pókim cała.

ALBIN

Zostań, okrutna, zostań! Uwolnię twe oczy

Od smutnego przedmiotu, co ich świetność mroczy.

Cieszy cię moja męka? – Ciesz się więc do woli:

Żaden twój raz nie minął, każdy mocno boli.

Jedna tylko pociecha mej duszy zostaje,

Żem nie zasłużył wzgardy, której dziś doznaję.

ANIELA

Panie Albinie! któż tak ściśle bierze?

Zostań się z nami, wszak ci to są żarty.

KLARA

Com powiedziała, powiedziałam szczerze.

ALBIN

A ja wszystkiemu co do słowa wierzę.

KLARA

Godzien pochwały, kto nie jest uparty.

ALBIN

Godzien litości, kto pokochał Klarę,

Bo razem w litość stracił wszelką wiarę.

Odchodzi w prawe drzwi boczne.

SCENA VII

Aniela, Klara.

ANIELA

Tak drażnić, dręczyć, to się już nie godzi.

KLARA

Cóż? Pójść za niego?

ANIELA

Ja tego nie mówię;

Lecz gorycz losu niech litość osłodzi,

Niech mu przynajmniej o przyczynie powie.

KLARA

Na co? Niech kocha, płacze, jęczy, kona.

ANIELA

Ach, tego nie chcę, i ty nie tak sroga.

KLARA

Gardzę miłością, jestem niewzruszona.

ANIELA

Wszak ci się znajdzie łagodniejsza droga:

I na cóż tam słów, gdzie dosyć na znaku.

KLARA

Może mam przed nim, dygnąwszy trzy razy,

Kręcąc fartuszkiem, piekąc rak po raku,

Prosić lękliwie, aby bez urazy

Przyjął odpowiedź, wprawdzie niezbyt miłą,

Ale ogólną dla całej płci jego? -

ANIELA

O, pewnie, pewnie, lepiej by tak było,

Niż wciąż powtarzać w obliczu biednego,

Że jego miłość, równie jak osoba,

Ani cię bawi, ani się podoba.

KLARA

Wierz mi, Anielo, wszystko to za mało.

Nie wiesz, jak twarde jest serce mężczyzny,

Jak prędko rany umie ściągnąć w blizny,

Blizny, co potem stają mu się chwałą.

Nic ich próżności nie zbije, nie skarci,

Im więcej przeszkód, tem więcej uparci.

Łaj, gardź, nienawidź – oni w nienawiści,

Gniewie i wzgardzie mają swe korzyści,

Tak, że nareszcie czasem z nas niejedna,

Tracąc cierpliwość, tracąc głowę, biedna,

Znudzona walką, ze wszech stron ściśnięta,

Musi pokochać, by pozbyć natręta.

ANIELA

Na cóż mi mówisz, co ja wiem dokładnie?

Znam dobrze mężczyzn, ten ród krokodyli,

Co się tak czai, tak układa snadnie,

By zyskać ufność i zdradzić po chwili.

Lecz że źli oni, mamyż być takiemi?

KLARA

O, były, były kobiety dobremi,

I jakiż tego zwyczajny był skutek?

Radość dla mężczyzn, dla nas gorżki[13] smutek,

Wspomnij tę książkę.

ANIELA

Nigdy nie zapomnę:

Męża Kloryndy życie wiarołomne.

KLARA

ze wzrastającym zapałem

I żal jednego twą zemstę zwycięża?

Żal, że chciał dopiąć i celu nie dopnie?

I my nasz zamiar: «nigdy nie mieć męża»

Mamy oznajmiać, głosić nieroztropnie?

Wszystkim do razu odebrać nadzieję?

I miłość własną każdego ocalić?

O nic, nic z tego, moi dobrodzieje!

Wy, co ze zwycięstw lubicie się chwalić,

U nóg, tu, każdy, niech kark zgina hardy,

Każdy z osobna dozna naszej wzgardy.

ANIELA

z zapałem

Wzdychaj więc każdy!

KLARA

z zapałem

I kochaj się we mnie.

ANIELA

Dlaczegóż w tobie?

KLARA

By jęczał daremnie.

ANIELA

I moje serce nie więcej im sprzyja.

KLARA

Anielo! ręka! Powtórzmy tu śluby

Nam wiecznej chwały, a im wiecznej zguby.

Razem podając sobie ręce, mówią razem i powoli.

Przyrzekam na kobiety stałość niewzruszoną,

Nienawidzieć ród męski, nigdy nie być żoną.

ANIELA

Nienawidzieć, tak, oprócz mego stryja.

KLARA

I mego ojca.

ANIELA

I stryjecznych braci.

KLARA

I pana Jana…