Słowo na M - Melanie Milburne - ebook
Opis

Projektantka sukien ślubnych Jasmine Connolly i milioner z bogatej angielskiej rodziny Jake Ravensdale znają się od dziecka. Jako nastolatka Jasmine zakochała się w Jake’u, lecz on ją odrzucił. Gdy nadarza się sposobność, by zrobić mu na złość, urażona Jasmine nie waha się ani chwili. Pod pretekstem, że chce pomóc Jake’owi pozbyć się natrętnej adoratorki, przedstawia się dziewczynie jako jego narzeczona. Ma nadzieję, że to postawi go w niezręcznej sytuacji…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 146

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Melanie Milburne

Słowo na M

Tłumaczenie: Alina Patkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

To nie konieczność zwrotu pierścionka zaręczynowego najbardziej niepokoiła Jasmine Connolly. W jej mieszkaniu w Mayfair, nad sklepem z sukniami ślubnymi, w pudełku z biżuterią leżały jeszcze dwa inne pierścionki. Chodziło o to, że znów poczuła się odrzucona. Dlaczego nie była wystarczająco dobra dla nikogo, poczynając od własnej matki? Dlaczego ludzie, na których jej zależało, zawsze ją opuszczali?

Ale nie tylko przez to żołądek ściskał jej się w panice. W następny weekend wybierała się do Cotswolds na zimowe targi strojów ślubnych i zanosiło się na to, że będzie musiała pojechać sama. Pokój w hotelu był zarezerwowany już od miesięcy. Jak miała teraz pokazać się tam bez narzeczonego? Tak bardzo wyczekiwała tych targów, tak wiele wysiłku kosztowało ją zapewnienie sobie udziału w pokazie! To miał być jej pierwszy pokaz i Jaz miała nadzieję, że uda jej się wreszcie wypłynąć na szerokie wody.

Pociągało ją wszystko, co miało jakikolwiek związek ze ślubami, i nie chodziło tylko o suknie, ale przede wszystkim o zobowiązanie, że będzie się kogoś kochać do końca życia, a nie tylko dopóki to jest wygodne. Miłość powinna być na zawsze. Każda zaprojektowana przez Jaz suknia przesycona była jej własnymi nadziejami. Cóż to byłaby za okrutna ironia losu, gdyby się miało okazać, że ona sama nigdy takiej nie założy!

Spojrzała na swoją dłoń na kierownicy i pożałowała, że nie wsunęła na pusty serdeczny palec jakiegoś innego pierścionka. Przynajmniej nie musiałaby wyjaśniać wszystkim, że, jak to ujął Myles, zrobili sobie przerwę w związku. Zresztą nieważne, jak to nazwał, po prostu ją rzucił. Już po raz trzeci w życiu została porzuconą narzeczoną. Co to mogło oznaczać? Chyba tylko tyle, że nie umiała utrzymać żadnego mężczyzny.

Dojechała do Ravensdene, posiadłości należącej do znanych aktorów teatralnych, i zaparkowała samochód na swoim zwykłym miejscu. Wychowała się w tym domu jako córka ogrodnika, przybrana siostra Mirandy Ravensdale i jej starszych braci bliźniaków, Juliusa i Jake’a.

Miranda niedawno się zaręczyła. Niech to diabli. Jaz cieszyła się z tego – oczywiście, że tak. Miranda i Leandro Allegretti doskonale do siebie pasowali. Nikt bardziej niż oni nie zasługiwał na szczęście. Ale dlaczego również i ona nie mogła zaznać odrobiny szczęścia?

Przyłożyła głowę do kierownicy i uderzyła w nią trzykrotnie, ale wyprostowała się szybko, gdy za plecami usłyszała dźwięk silnika. Wysiadła i popatrzyła na sportowy włoski samochód, który zatrzymał się obok niej, wzniecając tuman kurzu i rozpryskując żwir spod kół. Zza kierownicy wysunął się z wdziękiem Jacques Ravensdale, znany jako Jake. Jaz od razu poznała, że to on, a nie jego identyczny bliźniak Julius. W przeciwieństwie do większości ludzi, ona zawsze potrafiła ich odróżnić, a raczej potrafiło to jej ciało. W obecności Jake’a przeszywały ją dreszcze i ogarniał dziwny niepokój, zupełnie jakby jej ciało odbierało od niego jakieś podprogowe sygnały.

Czarne włosy miał rozwiane przez wiatr, seksownie potargane. To był kolejny powód, dla którego Jaz go nie cierpiała. Gdyby to ona przejechała się w tym chłodnym październikowym wietrze samochodem z otwartym dachem, jej włosy przypominałyby splątaną sieć rybacką. Ubrany był w swobodny strój. Wszystko w Jake’u było swobodne i jego związki również – o ile w ogóle można było użyć tego słowa w odniesieniu do przypadkowych podrywów i przygód na jedną noc. Ciemnoniebieskie oczy przysłonięte były lotniczymi okularami, ale Jaz dostrzegła na czole Jake’a głęboką zmarszczkę. Zawsze była to jakaś odmiana od zwykłego kpiącego uśmiechu.

– Co ty tu robisz? – zapytał ze zdziwieniem.

Jaz uśmiechnęła się słodko.

– Mnie również miło cię widzieć. Jak leci? Zdecydowałeś się w końcu na przeszczep osobowości?

Zdjął okulary i popatrzył na nią chmurnie.

– Miałaś być w Londynie.

– Naprawdę? – zdziwiła się niewinnie.

– Pytałem Mirandę. Mówiła, że wybierasz się na przyjęcie do rodziców Tima.

– On ma na imię Myles. Tim to był ten poprzedni.

Kącik ust Jake’a uniósł się w uśmiechu.

– Numer jeden czy numer dwa?

Irytujące było, że mówił o jej byłych narzeczonych jak o odpadach. Co prawda ona sama również czasem tak o nich myślała, ale jednak…

– Numer dwa. Pierwszy był Lincoln.

Jake otworzył pilotem bagażnik samochodu.

– Więc gdzie jest twój ukochany Myles? Ma tu do ciebie przyjechać?

Jaz wiedziała, że nie powinna się tak gapić na jego pośladki opięte granatowymi dżinsami, ale cóż mogła na to poradzić? Miał ciało greckiego olimpijczyka i cały był jak wyjęty z marzeń. Niestety, Jaz nie cierpiała go z całego serca.

– Musiał zostać w mieście i popracować. To znaczy, musi pracować po przyjęciu.

Jake obrócił się i spojrzał na nią z olśniewającym uśmiechem.

– Zerwaliście ze sobą.

Wkurzyło ją, że było to stwierdzenie, a nie pytanie. W żadnym razie nie miała zamiaru przyznawać, że jej kolejny związek poniósł fiasko.

– Nie gadaj głupstw. Niby dlaczego? To, że przyjechałam tu na weekend, jeszcze nie znaczy, że…

– Gdzie masz ten błyszczący kamień, który nosiłaś na palcu?

Jaz przegarnęła włosy lewą ręką.

– W Londynie. Nie noszę go do pracy. – To niezupełnie było kłamstwo. Pierścionek rzeczywiście został w Londynie, bezpieczny w rodzinnym sejfie Mylesa. Jaz wciąż była na niego zła, że nie pozwolił jej zatrzymać pierścionka choćby jeszcze tylko przez kilka dni. I co z tego, że to była pamiątka rodzinna? Myles miał mnóstwo pieniędzy i mógł kupić tyle pierścionków, ile tylko chciał. Ale nie, zażyczył sobie zwrotu i przez to ona musiała teraz paradować z nagim palcem, bo czuła się zbyt wściekła i zraniona, żeby wychodząc z mieszkania nałożyć jakiś inny pierścionek.

Jake był pierwszą osobą, która odgadła, że kolejny jej związek poniósł porażkę. To również było denerwujące. Jaz była pewna, że nie usłyszy od niego słów pociechy ani współczucia. Prędzej Jake zacznie się tarzać ze śmiechu, powtarzając: „przecież ci mówiłem!”.

– Jeśli nie masz nastroju na imprezę, to lepiej się gdzieś schowaj. Za godzinę będę miał tu gości – oznajmił, przerzucając przez ramię skórzaną włoską kurtkę.

– Gości – powtórzyła z przygnębieniem.

– Tak. Takich, którzy jedzą, piją i nie śpią.

Jake poszedł po chrzęszczącym żwirze do drzwi elżbietańskiej rezydencji. Jaz podreptała za nim.

– Co to za goście? Same kobiety?

– Jak ty mnie dobrze znasz. – Błysnął w uśmiechu białymi zębami i Jaz poczuła, że oblewa się gorącym rumieńcem. Julius i Miranda próbowali się odciąć od sławy rodziców, tymczasem Jake bezwstydnie na niej żerował i wykorzystywał, jak tylko się dało, szczególnie do zdobywania kobiet. Jako szesnastolatka, Jaz również padła ofiarą jego legendy. Stało się to podczas jednego z przyjęć sylwestrowych wydawanych przez jego rodziców. Pozwolił jej wtedy wierzyć, że traktuje ją poważnie. Starała się potem nie wracać myślami do tamtej nocy w jego sypialni.

– Nie możesz urządzić dzisiaj imprezy – powiedziała teraz, idąc za nim do domu. – Pani Eggleston nie ma. Pojechała do Bath, do siostry.

– Właśnie dlatego wybrałem ten weekend. Nie martw się, mam zamówiony catering.

Jaz skrzyżowała ramiona na piersi i popatrzyła na niego ze złością.

– Założę się, że wiem, co będzie w menu.

Była pewna, że zaprosił chmarę pustogłowych lalek, które piły szampana, jakby to była woda, i nic nie jadły w obawie, żeby nie przytyć. Miała tylko nadzieję, że żadna z nich nie okaże się niepełnoletnia.

– Masz ochotę się do nas przyłączyć?

– Czyś ty zwariował? – parsknęła. – Nie mogę sobie wyobrazić gorszego sposobu spędzania wieczoru niż patrzenie, jak stado potencjalnych gwiazdek słania się na nogach pod twoim wątpliwym urokiem.

Jake lekko wzruszył ramionami.

– Nie, to nie.

Jaz miała ochotę wydrapać mu oczy. Po raz pierwszy od wielu lat znaleźli się sam na sam. Zwykle, gdy przyjeżdżała do Ravensdene, byli tu inni członkowie jego rodziny. Dlaczego gospodyni nie uprzedziła jej, że Jake tu będzie? Pani Eggleston dobrze wiedziała, że Jaz go nie cierpi. Wszyscy o tym wiedzieli.

Jaz i Jake byli wrogami od siedmiu lat. Ilekroć znaleźli się w tym samym pomieszczeniu, atmosfera stawała się ciężka. Niechęć Jaz rosła z roku na rok. Irytowała ją kpina w oczach Jake’a, gdy na nią patrzył – tak jakby wspominał tamtą noc w swojej sypialni, kiedy wygłupiła się jak nigdy w życiu. Zawsze wtedy wydawało jej się, że on myśli o tym, jak wyglądała leżąc na jego łóżku w samej bieliźnie i czekając na niego. Co ona sobie wtedy myślała? Dlaczego dała się nabrać? Dlaczego nie uświadomiła sobie w porę, że Jake się z niej naigrawa? Minęło wiele lat, ale Jaz nadal nie była w stanie spokojnie myśleć o tym upokorzeniu.

A teraz nie było tu nawet jej ojca. Wraz z nową żoną wybrał się na rejs po greckich wyspach. Zresztą praca zawsze była dla niego ważniejsza niż córka, nawet zanim Angela go zawłaszczyła.

Jaz nie mogła też wrócić do Londynu – to było wykluczone. Nie była jeszcze gotowa ogłosić światu, że jej zaręczyny zostały zawieszone. Dopóki nie będzie pewna, że naprawdę ze sobą zerwali, nie mogła się przyznać nawet Mirandzie. Była przekonana, że wystarczy zaczekać i Myles zrozumie, co stracił. Byli przecież pokrewnymi duszami. Wszyscy tak twierdzili. No cóż, może nie wszyscy, ale nie potrzebowała aprobaty wszystkich. Nie potrzebowała nawet aprobaty jego rodziców, co akurat dobrze się składało, bo jej nie lubili. Ale byli okropnymi snobami i ona też ich nie lubiła.

Jaz robiła dla Mylesa wszystko: gotowała, sprzątała, organizowała mu życie towarzyskie. Wywróciła swój tryb życia do góry nogami, żeby mieć dla niego czas. Godziła się na seks nawet wtedy, kiedy nie miała ochoty, co z jakiejś nieznanej przyczyny zdarzało się dość często. Dlaczego zatem Myles chciał z nią zerwać? Może nie była wystarczająco pewna siebie, wystarczająco asertywna w seksie? Cóż, gdyby zechciał, mogła się taka stać. Gdyby miała go przez to odzyskać, była nawet gotowa zgodzić się na noszenie dziwnych kostiumów i nietypowe zabawy, choć do niej samej zupełnie to nie przemawiało. Inni mężczyźni uważali ją za atrakcyjną kobietę. Nie była próżna, ale wiedziała, że ma wszystko, co trzeba, by się podobać. Do tego była bardzo inteligentna i prowadziła własną firmę, choć nie skończyła jeszcze dwudziestu czterech lat.

Firmę pomogli jej założyć rodzice Jake’a. Richard i Elisabetta Ravensdale’owie. Gdyby nie oni, nie odebrałaby tak doskonałej edukacji. Zastąpili jej matkę, która podczas przypadkowej wizyty zostawiła ośmioletnią córkę w Ravensdene i już nigdy po nią nie wróciła. W gruncie rzeczy Jaz nie miała nic przeciwko temu. Czuła ulgę, że nie musi wracać do ciasnego, wilgotnego i zaszczurzonego mieszkania w Brixton, gdzie sąsiedzi walczyli ze sobą bardziej niż koty przy śmietnikach. Niepokoiła ją jednak myśl, że zostawiono ją jak paczkę na progu. Nie tak powinno się traktować dzieci. Mimo to jednak wolała mieszkać w elżbietańskiej rezydencji Ravensdene, położonej w Buckinghamshire, pośród pól i mrocznych lasów, nad rzeką, która wiła się przez teren posiadłości jak srebrna wstążka.

To był teraz jej dom, a Ravensdale’owie stali się jej rodziną. Oczywiście oprócz Jake’a.

Jake rzucił torbę na łóżko i zaklął paskudnie. Co, do diabła, robiła tu Jasmine Connolly? Sprawdził wcześniej, czy dom będzie pusty w weekend. Miał pewien plan, w którym nie było miejsca dla Jasmine. Robił, co mógł, by jej unikać, a gdy to było niemożliwe, ze wszystkich sił starał się ją zdenerwować. Lubił, gdy zaciskała zęby i jej szaroniebieskie oczy ciskały pioruny. Nie miał zamiaru pozwolić jej dyktować, co może robić, a czego nie. W końcu to był dom jego rodziny, a nie jej. Wychowywała się razem z jego siostrą Mirandą, ale mimo wszystko była tylko córką ogrodnika.

Jako szesnastolatka upatrzyła go sobie i uparła się, że za niego wyjdzie. Czy to nie brzmiało jak żart? Był od niej o dziesięć lat starszy, nie myślał o małżeństwie wtedy i nie myślał o nim teraz. Takie słowo nie istniało w jego słowniku.

Jaz z kolei nie myślała o niczym innym. Całe jej życie kręciło się wokół ślubów. Musiał przyznać, że była dobrą projektantką, ale ta jej obsesja na punkcie małżeństwa nie mogła być zdrowa. Czterdzieści procent małżeństw kończyło się rozwodem, tak jak małżeństwo jego rodziców. Zaledwie miesiąc wcześniej wybuchł skandal, gdy wyszło na jaw, że jego ojciec ma nieślubne dziecko. Zanosiło się na to, że rodzice, którzy po pierwszym rozwodzie wzięli ponowny ślub, rozwiodą się po raz drugi, a gdyby miało się tak stać, to Jake mógł tylko mieć nadzieję, że rozwód nie będzie tak paskudny i żenujący jak poprzedni.

Telefon pisnął, sygnalizując nadejście wiadomości. Jake spojrzał na ekran i znów zaklął. Dwadzieścia siedem wiadomości tekstowych i czternaście nieodebranych połączeń od Emmy Madden. Zablokował jej numer, ale chyba pożyczyła sobie od kogoś telefon. Wiedział, że jeśli zajrzy do folderu ze spamem, to zobaczy całą serię mejli z jej zdjęciami. Czy ta głupia nastolatka nie chodziła do szkoły? Gdzie byli jej rodzice? Nie sprawdzali jej telefonu ani komputera?

Miał już powyżej uszu zadurzonych nastolatek. Zaczęło się przed siedmiu laty od Jasmine. Wtedy to on miał ostatnie słowo, ale teraz nadeszły inne czasy i Emmy Madden zupełnie nie poruszały jego wysiłki, by się jej pozbyć. Próbował już cierpliwości i uprzejmości – bez skutku. Co jeszcze mógł zrobić? Ta dziewczyna była jak pijawka. Nękała go, przysyłała mu prezenty do pracy, przychodziła do jego ulubionych barów, na siłownię, a nawet do restauracji, gdzie jadł służbowy lunch. To była paskudnie żenująca sytuacja. Nie udało mu się przekonać klienta, że nie sypia z nieletnią. Może i był playboyem, ale miał jednak jakieś zasady, a jedną z nich było trzymanie się z dala od małolat.

Wyciszył telefon i rzucił go na łóżko, a potem podszedł do okna i popatrzył na pola otaczające posiadłość. Bardzo lubił jesień w Ravensdene. Liście zaczynały się już przebarwiać, a w chłodnym, świeżym powietrzu czuć było zapowiedź zimy. Pomyślał, że gdy przyjadą goście, rozpali ogień w kominku w bawialni, nastawi jakąś muzykę, naleje wszystkim szampana i rozkręci imprezę, a potem wrzuci zdjęcia w media społecznościowe. Może wtedy do Emmy Madden w końcu coś dotrze.

Tytuł oryginału: Engaged to Her Ravensdale Enemy

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2016

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Anna Jabłońska

© 2016 by Melanie Milburne

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Ekstra są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-3156-5

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.