Sidła - Sobczak Agata - ebook + książka
BESTSELLER

Sidła ebook

Sobczak Agata

4,1

12 osób interesuje się tą książką

Opis

„Ta historia to istny ogień! Kolejna literacka odsłona Agaty Sobczak sprawiła, że zbierałam szczękę z podłogi! Nie spodziewałam się, że będzie tak gorąco i kontrowersyjnie. Sidła to powieść, która rozpali Wasze zmysły i zabierze do świata, z którego nie będziecie chcieli wychodzić. To po prostu trzeba przeczytać! Miłość od pierwszej strony gwarantowana.”

– Kinga Litkowiec

„Kontrowersyjna, pełna namiętności historia, która wciąga od pierwszych stron i na długo zapada w pamięć. Obok tej lektury nie da się przejść obojętnie. Polecam gorąco!”

– K.C. Hiddenstorm

Pikantna opowieść o miłosnych zawirowaniach.

Mia przeprowadza się do ojca i macochy, która ma dwudziestojednoletniego przystojnego syna. Dziewczyna i Luke od początku za sobą nie przepadają. Mii wpada w oko najlepszy przyjaciel chłopaka – Mason. Pewnego wieczoru życie tej trójki zmieni się diametralnie. Po upojnej nocy nic nie będzie takie jak wcześniej. Dziewczyna wdaje się w gorący romans bez zobowiązań z dwoma chłopakami. Wszyscy dobrze się bawią, dopóki do głosu nie dojdą uczucia... Kogo wybierze Mia? Czy przyjaźń Luke’a i Masona zostanie wystawiona na próbę? Co się stanie, gdy bohaterowie dowiedzą się o istnieniu nagrania wykonanego z ukrycia?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 297

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,1 (233 oceny)
134
40
31
14
14
Sortuj według:
nanette

Nie polecam

litości...
50
Tamtamo

Nie polecam

Ale infantylne. Początek mnie odstręczył. Beznadziejne dialogi.
30
marzena1980zwierz

Nie polecam

Dialogi jak u gimnazjalistów, porażka nie polecam 👎
20
Monikalimonka

Dobrze spędzony czas

Pierwsze wrażenie  pozytywne. Książka jest z kategorii "Hatelove" , w klimacie studentów imprez  i sportu . Postacie Luke’a i Masona mają ciekawie zbudowane role , a dzięki temu fabuła nabierała ostrości i tajemniczości . Mia jako głowna bohaterka  na początku trochę mnie męczyła ,chodź z czasem jej postać też nabiera rumieńców. W książce dzieje się dużo jest tu miłość, zdrada ,pokusa ,trójkąt miłosny ,intrygi. Czyli cały wachlarz emocji . Fabuła  napisana jest ciekawie  do tego  autorka ma lekkie pióro więc czytało się szybko. Jedynie co było mało dopracowane to dialogi.
10
Just2512

Nie polecam

Bardzo słaba książka
11

Popularność




Au­tor: Aga­ta Sob­czak
Re­dak­cja: Li­dia Za­wie­ru­szan­ka
Ko­rek­ta: Ka­ta­rzy­na Zio­ła-Ze­mczak
Pro­jekt gra­ficz­ny okład­ki: Emi­lia Pryś­ko
Skład: Iza­be­la Kruź­lak
Zdję­cie na okład­ce: li­ght­field­stu­dios (123rf.com)
Zdję­cie au­tor­ki: San­dra Sob­czak
Re­dak­tor pro­wa­dzą­ca: Ju­sty­na To­mas
Kie­row­nik re­dak­cji: Agniesz­ka Gó­rec­ka
© Co­py­ri­ght by Aga­ta Sob­czak © Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Pas­cal
Ta książ­ka jest fik­cją li­te­rac­ką. Ja­kie­kol­wiek po­do­bień­stwo do rze­czy­wi­stych osób, ży­wych lub zmar­łych, au­ten­tycz­nych miejsc, wy­da­rzeń lub zja­wisk jest czy­sto przy­pad­ko­we. Bo­ha­te­ro­wie i wy­da­rze­nia opi­sa­ne w tej książ­ce są two­rem wy­obraź­ni au­tor­ki bądź zo­sta­ły zna­czą­co prze­two­rzo­ne pod ką­tem wy­ko­rzy­sta­nia w po­wie­ści.
Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Żad­na część tej książ­ki nie może być po­wie­la­na lub prze­ka­zy­wa­na w ja­kiej­kol­wiek for­mie bez pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy, z wy­jąt­kiem re­cen­zen­tów, któ­rzy mogą przy­to­czyć krót­kie frag­men­ty tek­stu.
Biel­sko-Bia­ła 2021
Wy­daw­nic­two Pas­cal sp. z o.o. ul. Za­po­ra 25 43-382 Biel­sko-Bia­ła tel. 338282828, fax 338282829pas­[email protected]­cal.plwww.pas­cal.pl
ISBN 978-83-8103-844-7
Kon­wer­sja: eLi­te­ra s.c.

PRO­LOG

Mimo że nie była to prze­pro­wadz­ka, o któ­rej za­de­cy­do­wa­łam oso­bi­ście, to trak­to­wa­łam ją jak nowy po­czą­tek. Jak szan­sę na przy­wró­ce­nie ży­cia na wła­ści­we tory. Wszyst­ko za­po­wia­da­ło się pięk­nie. Wspa­nia­ły dom, ko­cha­ją­ca ro­dzi­na, ro­dzeń­stwo, któ­re­go ni­g­dy nie mia­łam. Szko­da, że to były tyl­ko po­zo­ry.

Gdy­bym wie­dzia­ła, ja­kie kon­se­kwen­cje będą się wią­zać z mo­imi de­cy­zja­mi, na pew­no bym ich nie pod­ję­ła. Po­zwo­li­ła­bym, aby spra­wy przy­bra­ły inny ob­rót. Szko­da, że nie mogę cof­nąć cza­su. Swo­imi wy­bo­ra­mi znisz­czy­łam re­la­cje z naj­bliż­szym oto­cze­niem.

Miał być nowy, lep­szy start, a oka­zał się jesz­cze gor­szy niż po­przed­ni. Nie po­win­nam ni­g­dy ni­ko­mu ufać, to za­wsze źle się koń­czy.

Ob­ser­wu­ję lu­dzi wo­kół: ba­wią się, cie­szą ży­ciem, nie są świa­do­mi dra­ma­tu, jaki roz­gry­wa się w ży­ciu osób, któ­re sto­ją tuż obok nich i od­dy­cha­ją tym sa­mym po­wie­trzem.

Mam ocho­tę krzyk­nąć do nich: „Co wy ro­bi­cie?! Dla­cze­go nie wi­dzi­cie mo­je­go cier­pie­nia?”, ale nie ro­bię tego; na twa­rzy mam przy­kle­jo­ny sze­ro­ki uśmiech i uda­ję, że wszyst­ko gra. Wca­le nie je­stem w roz­syp­ce emo­cjo­nal­nej. Moje ży­cie nie roz­pa­dło się na mi­lion ka­wał­ków.

Mogę być z sie­bie dum­na: pierw­szy raz w ży­ciu uda­ło mi się skłó­cić ze sobą aż tyle osób jed­no­cze­śnie. To ja­kiś nowy re­kord. Każ­dy jest wście­kły na każ­de­go, nikt ze sobą nie roz­ma­wia. Kto by po­my­ślał, że jed­na oso­ba może tak na­mie­szać.

Po­win­nam wró­cić do po­cząt­ku i zo­ba­czyć, kie­dy spra­wy przy­bra­ły tak fa­tal­ny ob­rót...

1.

Nie do wia­ry, że mu­sia­łam zmie­nić uczel­nię w środ­ku roku. Ko­cham mo­ich ro­dzi­ców, na­praw­dę ich ko­cham, ale dla­cze­go nie mo­głam zo­stać w Mia­mi na stu­dia? Dla­cze­go mu­sia­łam zmie­nić szko­łę? To nie jest li­ceum, że­bym mu­sia­ła cały czas spę­dzać z jed­nym z nich. Mo­gła­bym w koń­cu tro­chę po­być sama. Szko­da, że moi ro­dzi­ce, mimo że od daw­na nie są ra­zem, są zgod­ni co do tego, że po­win­nam być gdzieś w po­bli­żu. Ich zwią­zek roz­padł się już lata temu, jed­nak od tam­tej pory ro­dzi­ce są w przy­ja­znych sto­sun­kach i wciąż kon­sul­tu­ją ze sobą, jak ze mną po­stę­po­wać. Te­raz, gdy moja mama po­zna­ła Lo­uisa i po­sta­no­wi­ła wy­ru­szyć z nim do Eu­ro­py, sta­now­czo nie zgo­dzi­łam się na wy­jazd. Nie chcę ni­g­dzie le­cieć, za­mie­rzam skoń­czyć tu­taj stu­dia i zna­leźć so­bie pra­cę. Mama po­wie­dzia­ła o tym ojcu, a on po­sta­no­wił, że sko­ro nie chcę się prze­no­sić na dru­gi ko­niec świa­ta, mam za­miesz­kać z nim i jego żoną Me­lis­są. Ni­g­dy nie po­zna­ły­śmy się w re­alu, ale roz­ma­wia­ły­śmy kil­ka razy na wi­de­ocza­cie. Wy­da­je się sym­pa­tycz­ną ko­bie­tą, ale i tak nie chcę się prze­pro­wa­dzać do Los An­ge­les. To nie moje mia­sto, moim mia­stem jest Mia­mi. Ro­dzi­ce jed­nak mi nie ufa­ją, twier­dzą, że je­stem zbyt im­pre­zo­wa. Nic na to nie po­ra­dzę: lu­bię się ba­wić i chcę ko­rzy­stać z ży­cia, póki je­stem mło­da. Do­brze, że oj­ciec nie wie o wszyst­kim, co się wy­da­rzy­ło, bo ina­czej chwi­lę po moim przy­jeź­dzie za­mknął­by mnie w szpi­ta­lu bez kla­mek.

De­cy­zja za­pa­dła: nic na to nie po­ra­dzę. Na­wet jak­bym się bar­dzo po­sta­ra­ła, to tego nie zmie­nię, bo już je­stem na lot­ni­sku LAX w Los An­ge­les. Wzro­kiem szu­kam taty, ale ni­g­dzie go nie wi­dzę. My­śla­łam, że cho­ciaż ten je­den raz się nie spóź­ni. Nie­ste­ty, my­li­łam się. Jest ko­cha­ny, ale nie ma za grosz wy­czu­cia cza­su i za­wsze przy­cho­dzi moc­no spóź­nio­ny. Być może mam ten sam pro­blem co on.

Roz­glą­dam się, ale da­lej go nie wi­dzę. Do­strze­gam za to bar­czy­ste­go chło­pa­ka, któ­ry wzro­stem gó­ru­je nad po­zo­sta­ły­mi tu obec­ny­mi. Trzy­ma kart­kę z na­pi­sem „Mia”, wy­glą­da, jak­by był tu za karę i szu­kał naj­szyb­szej dro­gi uciecz­ki.

Czy to moż­li­we, żeby cze­kał na mnie? Nie, tata na pew­no uprze­dził­by mnie, gdy­by za­mie­rzał wy­słać po mnie ko­goś in­ne­go. Cho­ciaż, może jed­nak...

Rzu­cam okiem na chło­pa­ka, de­cy­du­ję się w koń­cu do nie­go po­dejść. Je­stem ob­ju­czo­na jak wiel­błąd: mam ze sobą dwie duże wa­liz­ki plus ba­gaż pod­ręcz­ny. Dzię­ki Bogu za wóz­ki ba­ga­żo­we, bo ina­czej na pew­no bym się za­bi­ła o wła­sne tor­by albo ko­goś nimi sta­ra­no­wa­ła.

– Cześć, je­stem Mia, cór­ka Ni­cho­la­sa. Cze­kasz tu­taj na mnie czy jed­nak się po­my­li­łam i wła­śnie ro­bię z sie­bie idiot­kę? – py­tam na wstę­pie.

Wiem, że cza­sa­mi by­wam zbyt bez­po­śred­nia, ale nie­ste­ty taka już moja na­tu­ra i nic z tym nie zro­bię. Lu­dzie mogą albo to za­ak­cep­to­wać, albo odejść i już ni­g­dy nie wra­cać. Odzie­dzi­czy­łam obie naj­gor­sze ce­chy mo­je­go ojca, czy­li spóź­nial­stwo i prze­sad­ną szcze­rość.

– Za­wsze tyle ga­dasz? – mówi za­chryp­nię­tym gło­sem.

Brzmi, jak­by całą noc im­pre­zo­wał, bo nie jest to chry­pa od prze­zię­bie­nia. Do­sko­na­le po­tra­fię ją roz­po­znać. Na no­sie ma oku­la­ry prze­ciw­sło­necz­ne, cho­ciaż jest w bu­dyn­ku. To może ozna­czać tyl­ko jed­no: ma kaca i sta­ra się to ukryć. Sama ro­bi­łam tak wie­le razy, żeby mama nie wi­dzia­ła mnie w ta­kim sta­nie.

– Może tak, a może nie. Nie od­po­wiem na two­je py­ta­nie, do­pó­ki ty nie od­po­wiesz na moje.

– Jezu, je­steś jesz­cze gor­sza niż Ni­cho­las – ję­czy, chwy­ta­jąc się za gło­wę. Jego od­po­wiedź daje mi do zro­zu­mie­nia, że jed­nak jest tu­taj po mnie. Czy­li do­brze tra­fi­łam.

Mam te­raz chwi­lę, żeby do­brze mu się przyj­rzeć. Na pew­no jest sy­nem Me­lis­sy z po­przed­nie­go mał­żeń­stwa, wi­dać mię­dzy nimi ogrom­ne po­do­bień­stwo. Ma kru­czo­czar­ne wło­sy, nie­co dłuż­sze i ak­tu­al­nie w to­tal­nej roz­syp­ce, na twa­rzy wid­nie­je lek­ki, pew­nie dwu­dnio­wy za­rost, chcia­ła­bym po­znać jesz­cze ko­lor jego oczu. Może kie­dyś w koń­cu zdej­mie te oku­la­ry. Jest przy­stoj­ny, cho­ler­nie przy­stoj­ny.

– Da­lej cze­kam, aż mi od­po­wiesz – mó­wię. Cho­ciaż już wszyst­ko wiem, i tak chcę usły­szeć to od nie­go.

– Je­stem Luke, syn Me­lis­sy, a twój oj­ciec mnie tu­taj przy­słał, bo sam by nie zdą­żył, przez co ja mu­sia­łem wstać z łóż­ka wcze­śniej, niż pla­no­wa­łem – war­czy. Okej, wi­dzę, że chło­pak szyb­ko się iry­tu­je.

– Wresz­cie. Dzię­ku­ję. Te­raz mo­że­my je­chać, a ja sprze­dam ci mój nie­za­wod­ny pa­tent na kaca – mó­wię do nie­go z sze­ro­kim uśmie­chem

– Skąd przy­pusz­cze­nie, że niby mam kaca? – Jest zdzi­wio­ny.

– Na­praw­dę? Nie tak trud­no to po­znać: no­sisz oku­la­ry, mimo że tu­taj nie ma słoń­ca, za­chryp­nię­ty głos su­ge­ru­je noc­ną za­ba­wę, no i szyb­ko się iry­tu­jesz, a wcze­śniej wspo­mnia­łeś, że prze­ze mnie mu­sia­łeś wcze­śniej wstać. Umiem do­dać dwa do dwóch. – Po­now­nie się do nie­go uśmie­cham, a on prze­wra­ca ocza­mi.

Te­raz to już na pew­no nie zo­sta­nie­my przy­ja­ciół­mi. Moc­no go zi­ry­to­wa­łam, bo bez sło­wa kie­ru­je się w stro­nę wyj­ścia. Mu­szę biec, żeby go do­go­nić, a wa­liz­ki nie­co mi to utrud­nia­ją.

– Luke, po­mo­żesz mi z wa­liz­ka­mi? – py­tam, gdy już le­d­wo od­dy­cham ze zmę­cze­nia.

– Niech ci bę­dzie, ale mu­sisz mi sprze­dać ten spo­sób na kaca – mówi, cięż­ko wzdy­cha­jąc.

Pod­cho­dzi i za­bie­ra ode mnie dwie wa­liz­ki, a ja wzdy­cham z nie­ma­łą ulgą. W koń­cu wy­cho­dzi­my z lot­ni­ska i ma­sze­ru­je­my przez ogrom­ny par­king. Cho­ciaż je­stem przy­zwy­cza­jo­na do wy­so­kich tem­pe­ra­tur, to moc­no się pocę. Po co ja za­bra­łam aż tyle gra­tów? Prze­cież część mo­głam po pro­stu wy­słać ku­rie­rem.

– To moje auto – mówi Luke, za­trzy­mu­jąc się za mną, więc co­fam się do jego sa­mo­cho­du.

Wrzu­ca­my wszyst­ko do ba­gaż­ni­ka i wsia­da­my do środ­ka.

Sa­mo­chód śmier­dzi pa­pie­ro­sa­mi i czymś jesz­cze, ale wolę nie wni­kać, czym do­kład­nie. Dro­ga mija nam w mil­cze­niu, a żeby nie sie­dzieć w kom­plet­nej ci­szy, wkła­dam do uszu słu­chaw­ki i włą­czam mu­zy­kę. Pierw­sze dźwię­ki 5 Se­conds of Sum­mer od razu mnie wy­ci­sza­ją. Już nie jest waż­ne, że obok mnie sie­dzi Luke, któ­ry wy­glą­da, jak­by za­raz miał wy­ko­pać mnie z auta. Bęb­nię pal­ca­mi w udo, wy­stu­ku­jąc rytm pio­sen­ki Ima­gi­ne Dra­gons, któ­ra wła­śnie włą­czy­ła się w słu­chaw­kach. Nie pa­nu­ję nad tym i za­czy­nam śpie­wać.

– Mo­żesz się za­mknąć? Masz tak iry­tu­ją­cy głos, że nie je­stem w sta­nie sku­pić się na dro­dze – war­czy Luke, wy­cią­ga­jąc mi z ucha jed­ną ze słu­cha­wek.

Bur­czę nie­za­do­wo­lo­na, ale za­my­kam się.

– Ile masz lat? – Moje mil­cze­nie nie trwa jed­nak zbyt dłu­go.

– Na­praw­dę je­steś jesz­cze bar­dziej iry­tu­ją­ca niż Ni­cho­las – ję­czy nie­za­do­wo­lo­ny.

– Ta­kie geny, nic na to nie po­ra­dzę. Mo­żesz albo się z tym po­go­dzić, albo mnie znie­na­wi­dzić – żar­tu­ję, ale wi­dzę, że on na­praw­dę to roz­wa­ża.

– W ta­kim ra­zie wolę cię nie­na­wi­dzić, niż się uże­rać z dru­gim Ni­cho­la­sem, ale tym ra­zem w spód­ni­cy. Całe szczę­ście, że za­raz bę­dzie­my w domu, bo ina­czej bym cię tu wy­sa­dził – rzu­ca, a ja zbie­ram szczę­kę z pod­ło­gi. Do­bra, tego to się nie spo­dzie­wa­łam. My­śla­łam, że po­lu­bi­my się cho­ciaż tro­chę.

Pod­jeż­dża­my przed dom, któ­ry nie wy­róż­nia się ni­czym spe­cjal­nym na tle in­nych, ale nie od­sta­je też od nich zbyt­nio. Tata wspo­mi­nał wie­lo­krot­nie, że ma tu­taj do­brą pra­cę, ni­g­dy jed­nak nie wi­dzia­łam jego domu, nie chcia­łam zresz­tą wi­dzieć, bo mama i ja do­sko­na­le so­bie ra­dzi­ły­śmy, a on po­ma­gał nam fi­nan­so­wo.

Dziel­ni­ca spra­wia wra­że­nie jed­nej z tych bo­gat­szych, ale nic dziw­ne­go, w koń­cu je­ste­śmy nie­da­le­ko Be­ver­ly Hills, więc nie mo­gło być ina­czej. Tata musi być wzię­tym praw­ni­kiem w tym mie­ście, a może to Me­lis­sa tak do­brze za­ra­bia jako agent­ka nie­ru­cho­mo­ści? Zresz­tą to nie­waż­ne. Mam na­dzie­ję, że po­czu­ję się tu­taj cho­ciaż tro­chę jak w domu.

– Cześć! Ty mu­sisz być Mia, na­sza nowa są­siad­ka! – krzy­czy do mnie z dru­giej stro­ny uli­cy ja­kaś dziew­czy­na.

Roz­glą­dam się do­oko­ła, bo nie wiem, czy mówi do mnie. Je­śli do mnie, to skąd wie, że wła­śnie się wpro­wa­dzam? To ja­kaś przy­ja­ciół­ka Luke’a czy ktoś inny? Ina­czej pew­nie by nie wie­dzia­ła. Spo­glą­dam na nią, cze­ka­jąc na ja­kieś wy­ja­śnie­nie.

– Je­stem Mi­chel­le, moja mama i Me­lis­sa się przy­jaź­nią i ta jej się chwa­li­ła, że cór­ka Ni­cho­la­sa się tu spro­wa­dza. Miło mi cię po­znać i mam na­dzie­ję, że oka­żesz się lep­szym to­wa­rzy­szem niż ten tu­taj.

– Uwa­żaj na sło­wa, Mi­chel­le – upo­mi­na ją Luke wark­nię­ciem, a ja spo­glą­dam to na jed­no, to na dru­gie.

Zna­ją się, to oczy­wi­ste, w koń­cu miesz­ka­ją przy tej sa­mej uli­cy. Jed­nak wy­czu­wam, że wy­da­rzy­ło się tu­taj coś jesz­cze. Nie jest to moja spra­wa, ale cie­ka­wość i tak bie­rze górę.

– Od­czep się, Luke. Mia, bła­gam, po­wiedz, że bę­dziesz cho­dzi­ła na miej­sco­wy uni­we­rek, no i że nie je­steś na jed­nym roku z Lu­kiem i tą jego ban­dą.

– Daj jej spo­kój, wa­riat­ko. Nie bę­dzie z tobą roz­ma­wiać.

– Z tobą też nie za­mie­rzam, bo je­steś ku­ta­sem, Luke. Mo­żesz wziąć moje wa­liz­ki? Mi­chel­le, spo­tka­my się tu­taj za go­dzi­nę? Chcia­ła­bym, że­byś po­ka­za­ła mi oko­li­cę, ale mu­szę się naj­pierw ogar­nąć po lo­cie.

Luke je­dy­nie war­czy w od­po­wie­dzi, ale bie­rze moje wa­liz­ki, a ja w du­chu wy­ko­nu­ję mały ta­niec zwy­cię­stwa. Nowo po­zna­na ko­le­żan­ka uśmie­cha się do mnie sze­ro­ko i zga­dza się na moją pro­po­zy­cję. My­śla­łam, że na­wią­za­nie zna­jo­mo­ści przyj­dzie mi rów­nie trud­no, co u mnie na uni­wer­ku, jed­nak tu­taj nikt nie zna mnie ani mo­jej hi­sto­rii.

– Mia! Cu­dow­nie, że wresz­cie je­steś! Nie­ste­ty, Ni­cho­las utknął w pra­cy, ale nie­dłu­go po­wi­nien wró­cić – przy sa­mym wej­ściu ser­decz­nie wita mnie Me­lis­sa, moc­no mnie ści­ska­jąc, przez co czu­ję się odro­bi­nę nie­swo­jo. Nie spo­dzie­wa­łam się ta­kiej erup­cji uczuć już na star­cie.

– Me­lis­sa, miło cię wresz­cie po­znać oso­bi­ście – uśmie­cham się, sta­ra­jąc się de­li­kat­nie od niej od­su­nąć, ale tak, żeby nie po­czu­ła się zra­nio­na.

Musi mi dać chwi­lę na przy­wyk­nię­cie do no­wej sy­tu­acji, a nie chcę też się czuć, jak­bym zdra­dza­ła moją mamę. Mimo że nie ma mię­dzy nimi żad­ne­go na­pię­cia, to wiem, że by­ło­by jej odro­bi­nę nie­zręcz­nie albo przy­kro.

– Me­lis­so, bo mnie udu­sisz – pró­bu­ję ob­ró­cić całą sy­tu­ację w żart.

– Wy­bacz mi, ale bar­dzo się cie­szę, że pod moim da­chem w koń­cu za­miesz­ka jesz­cze jed­na ko­bie­ta. Ban­da kum­pli mo­je­go syna mo­men­ta­mi do­pro­wa­dza mnie do obłę­du.

– Ban­da kum­pli?

– Nie­ste­ty, Luke, Ma­son i resz­ta chło­pa­ków z dru­ży­ny wy­jąt­ko­wo upodo­ba­li so­bie nasz dom na miej­sce spo­tkań. Nie wiem dla­cze­go, sko­ro resz­ta z nich wspól­nie wy­naj­mu­je spo­ry bu­dy­nek.

– Fak­tycz­nie, tata wspo­mi­nał, że Luke gra – od­po­wia­dam, cie­sząc się, że nie ma go już w po­bli­żu, bo nie chcia­ła­bym, aby to usły­szał.

Nie musi wie­dzieć, że in­te­re­su­je się jego ży­ciem. On jest wred­ny, a ja będę uda­wać obo­jęt­ność, cho­ciaż tak na­praw­dę wca­le nie mu­szę.

– Tak, gra. Resz­ta dru­ży­ny wy­naj­mu­je dom ra­zem, ale Luke ceni pry­wat­ność, więc da­lej miesz­ka z nami, cho­ciaż wię­cej cza­su i tak spę­dza tam na im­pre­zo­wa­niu. Jed­nak gdy chcą zjeść obiad, to za­wsze przy­cho­dzą tu­taj, bo ża­den z nich nie lubi go­to­wać. Wy­obraź so­bie, co wte­dy ma bied­na Gina, na­sza go­spo­sia. Musi wy­kar­mić pię­ciu głod­nych spor­tow­ców, z któ­rych każ­dy je za trzech.

– Ma­cie go­spo­się? – py­tam zdzi­wio­na, cho­ciaż prze­cież mo­głam się tego spo­dzie­wać.

– Oczy­wi­ście. Bez Giny nie da­ła­bym rady pro­wa­dzić domu. Zda­rza mi się jeź­dzić w dłu­gie de­le­ga­cje, a twój oj­ciec czę­sto tra­fia na bar­dzo trud­nych klien­tów, któ­rym musi po­świę­cać masę cza­su. Wie­le razy bywa nie­ste­ty tak, że wi­du­je­my się do­pie­ro w week­en­dy, więc tak na­praw­dę Luke ma dom tyl­ko dla sie­bie. Jest tu­taj dużo prze­strze­ni. Na pew­no po­czu­jesz się swo­bod­nie.

– Nie przy­pusz­cza­łam, że aż tyle pra­cu­je­cie – od­po­wia­dam nie­co zdzi­wio­na.

– Nie­ste­ty, oby­dwo­je je­ste­śmy pra­co­ho­li­ka­mi. Zresz­tą nie­waż­ne. Luke na pew­no z chę­cią po­ka­że ci ju­tro kam­pus i tak da­lej. Ja mu­szę le­cieć do pra­cy, bo do­pi­nam waż­ną umo­wę i mu­szę jesz­cze coś pod­pi­sać – mówi, po czym wy­cho­dzi.

Je­śli każ­dy dzień tak tu­taj wy­glą­da, to na­praw­dę będę po­trze­bo­wa­ła to­wa­rzy­stwa, bo będę cho­ler­nie sa­mot­na. Na­wet nie my­ślę, żeby spró­bo­wać się za­przy­jaź­nić z Lu­kiem, bo chło­pak ewi­dent­nie nie ma na to ocho­ty.

– Se­rio za­mie­rzasz się spo­tkać z Mi­chel­le?

Pod­ska­ku­ję na dźwięk jego gło­su, bo nie sły­sza­łam, jak się zbli­ża. Mu­szę przy­wyk­nąć do ogrom­nej prze­strze­ni w domu.

– Luke, nie strasz mnie! – krzy­czę prze­ra­żo­na.

– Za­po­mnij, to zbyt za­baw­ne – od­pie­ra za­do­wo­lo­ny z sie­bie – Mat­ka już wy­szła? Opro­wa­dzi­ła cię cho­ciaż?

– Nie, le­d­wo uda­ło mi się za­mie­nić z nią kil­ka słów, a już znik­nę­ła. Za­wsze tak jest?

– Mógł­bym skła­mać, po­wie­dzieć, że two­rzy­my szczę­śli­wą ro­dzin­kę, i kar­mić cię in­nym chła­mem, ale nie. Za­wsze tak to wy­glą­da, naj­czę­ściej ja­dam z Giną albo Ma­so­nem, moim kum­plem. Do któ­re­go tak swo­ją dro­gą na­wet się nie zbli­żaj. Sy­piaj, z kim chcesz, ale mo­ich kum­pli zo­staw w spo­ko­ju.

Pa­trzę na nie­go i nie wiem, o czym on gada. My­śli, że od razu za­mie­rzam pod­ry­wać jego kum­pli? Te­raz to już je­stem pew­na, że nie zo­sta­nie­my przy­ja­ciół­mi.

– Je­steś dup­kiem – mó­wię, a on pa­trzy na mnie i wy­bu­cha śmie­chem.

– Nie tyl­ko tym je­stem – od­zy­wa się.

– Do­bra, da­ruj­my so­bie tę roz­mo­wę. Mo­żesz mi przy­naj­mniej po­ka­zać mój po­kój? Nie wiem, w któ­rą stro­nę po­win­nam iść, i naj­le­piej, gdy­byś zro­bił mi ja­kąś mapę, że­bym się tu­taj nie zgu­bi­ła – mó­wię po chwi­li ci­szy, pod­czas któ­rej to­czy­li­śmy wal­kę na spoj­rze­nia. Żad­ne z nas nie chce od­wró­cić wzro­ku, w koń­cu on od­pusz­cza.

– Mam tyl­ko na­dzie­ję, że nie bę­dzie­my mu­sie­li zbyt dłu­go ra­zem miesz­kać – mru­czy ci­cho i nie wiem, czy mówi to do mnie, czy do sie­bie, ale i tak to sły­szę. Auć.

2.

Mój po­kój to na pierw­szy rzut oka nic spe­cjal­ne­go: w rogu stoi szaf­ka noc­na, a przy niej ogrom­ne łóż­ko. Za­uwa­żam dwo­je drzwi, za­glą­dam za pierw­sze i oka­zu­je się, że jest to mała gar­de­ro­ba. Moja wła­sna gar­de­ro­ba. Wow. Dru­gie drzwi pro­wa­dzą do ła­zien­ki. Tego się aku­rat spo­dzie­wa­łam, bo tata wspo­mi­nał, że będę mia­ła swo­ją, że­bym nie mu­sia­ła dzie­lić jej z Lu­kiem. Po­wie­dział, że to mo­gło­by być dla mnie nie­co uciąż­li­we, bo czę­sto spro­wa­dza ja­kieś dziew­czy­ny. Do­brze wie­dzieć: wie­czo­ra­mi będę mu­sia­ła uwa­żać, żeby na żad­ną nie tra­fić.

Wy­cią­gam z wa­liz­ki przy­pad­ko­we ubra­nia, czy­stą bie­li­znę i idę pod prysz­nic. Mu­szę się od­świe­żyć po lo­cie. Naj­chęt­niej po­ło­ży­ła­bym się na łóż­ku, ale już umó­wi­łam się z są­siad­ką, a nie wy­pa­da wy­sta­wiać jej już pierw­sze­go dnia. Nie wy­glą­da­ło­by to naj­le­piej.

Szyb­ko się ogar­niam, nie na­kła­dam ma­ki­ja­żu, bo nie wi­dzę w tym sen­su, i wy­cho­dzę. Całe szczę­ście, że z mo­je­go po­ko­ju jest pro­sta dro­ga do sa­lo­nu, a stam­tąd do wyj­ścia. Spo­glą­dam na te­le­fon: nie mi­nę­ła jesz­cze go­dzi­na, ale gdy wy­cho­dzę przed dom, dziew­czy­na już tam cze­ka.

– Uwi­nę­łaś się szyb­ciej, niż są­dzi­łam – mówi na dzień do­bry.

– Jak wi­dać.

– Przej­dę od razu do rze­czy, bo chcę cię ostrzec. Luke. Uwa­żaj na nie­go, jest dup­kiem i w nor­mal­nych oko­licz­no­ściach po­wie­dzia­ła­bym, że­byś trzy­ma­ła się od nie­go z da­le­ka. Sko­ro jed­nak bę­dziesz z nim miesz­kać, to ra­czej nie dasz rady tego zro­bić. Jego ko­le­dzy nie są lep­si, a na­wet jesz­cze gor­si. A już naj­gor­szy z nich wszyst­kich jest Ma­son. Ten fa­cet to pra­wie mę­ska dziw­ka. Se­rio. Na uni­wer­ku za chwi­lę nie bę­dzie la­ski, z któ­rą nie spał. Po­dob­no prze­spał się też z pa­ro­ma mo­del­ka­mi i ak­tor­ka­mi, ale nie ma na to do­wo­dów. W każ­dym ra­zie, jak przyj­dą, to nie daj się na­brać na ich urok, to tyl­ko po­zo­ry. Wca­le nie są mili.

Zo­sta­ję za­la­na masą in­for­ma­cji i już wiem, że do­ga­dam się z Mi­chel­le, bo ona za­cho­wu­je się tak samo jak ja. To może nam wie­le uła­twić. Uśmie­cham się do niej sze­ro­ko.

– Co się tak szcze­rzysz? Je­steś se­ryj­nym za­bój­cą i wła­śnie wy­my­śli­łaś, jak mnie sprząt­niesz? – pyta z uda­wa­ną po­wa­gą.

– Nie, po pro­stu zda­łam so­bie spra­wę, że je­steś mną.

– A może to ty je­steś mną? – po­ru­sza su­ge­styw­nie brwia­mi, a ja wy­bu­cham śmie­chem.

Do­pie­ro te­raz le­piej jej się przy­glą­dam: jest ni­ziut­ka, niż­sza ode mnie (mam metr sześć­dzie­siąt pięć, czy­li ona musi mieć le­d­wo metr sześć­dzie­siąt). Ma ja­sną kar­na­cję, całą masę pie­gów na twa­rzy i ogni­ście rude wło­sy. Jest pięk­na, przez chwi­lę na­wet czu­ję ukłu­cie za­zdro­ści, że ja tak nie wy­glą­dam. Nie je­stem brzyd­ka, ale z mo­imi ciem­ny­mi wło­sa­mi ni­czym nie wy­róż­niam się z tłu­mu. Je­dy­ne, co jest we mnie wy­jąt­ko­we­go, to nie­bie­skie oczy. Mają praw­dzi­wie błę­kit­ny ko­lor, nie są sza­re.

– Wi­dzia­łaś już mia­sto?

– Nie, Luke przy­wiózł mnie tu­taj pro­sto z lot­ni­ska.

– W ta­kim ra­zie pój­dzie­my po mój sa­mo­chód i po­ka­żę ci naj­cie­kaw­sze miej­sca. Ta­kie, któ­rych nie zo­ba­czysz w bro­szu­rze tu­ry­stycz­nej. Po­ka­żę ci też, gdzie lu­dzie z uni­wer­ku ro­bią naj­lep­sze im­pre­zy. Mo­że­my po­je­chać na kam­pus, je­śli chcesz, ale za­kła­dam, że ju­tro się tam po­ja­wisz, więc wte­dy będę mo­gła cię opro­wa­dzić.

– Ja­sne, z chę­cią zo­ba­czę z tobą Los An­ge­les, o ile po dro­dze mnie nie za­bi­jesz. Taak, nie­ste­ty już ju­tro mu­szę iść na uczel­nię. W koń­cu to po­ło­wa roku, a ja nie chcę za wie­le tra­cić. Pew­nie i tak będę mu­sia­ła nad­ro­bić ma­te­riał, bo dzie­kan z Mia­mi mnie uprze­dził, że pro­gram tro­chę się róż­ni.

– Su­per, w ta­kim ra­zie chodź­my! A, jesz­cze jed­no waż­ne py­ta­nie: ile masz lat? Albo ina­czej: na któ­rym je­steś roku?

– Przed­ostat­nim. Dwa­dzie­ścia – od­po­wia­dam, a z ust Mi­chel­le wy­do­sta­je się gło­śny krzyk.

Krzy­wię się. Je­śli zro­bi to jesz­cze raz, stra­cę słuch albo ją ude­rzę. Nie­na­wi­dzę tego. Mam na­dzie­ję, że to jed­no­ra­zo­wa ak­cja.

– Mi­chel­le, mo­żesz nie pisz­czeć? Strasz­nie tego nie lu­bię, bo mam wraż­li­wy słuch – mó­wię nie­co po­iry­to­wa­na.

– Sor­ki. Nie mia­łam po­ję­cia, po­sta­ram się wię­cej tego nie ro­bić – od­po­wia­da skru­szo­na.

– Prze­pra­szam, wiem, że je­stem nie­co dziw­na, ale...

– Zwa­rio­wa­łaś? Nie prze­pra­szaj mnie za to!

– Mogę cię o coś spy­tać, Mi­chel­le?

– Ja­sne, śmia­ło. Do­pó­ki nie bę­dzie to do­ty­czy­ło mo­je­go ży­cia in­tym­ne­go, to wal.

– Co cię łą­czy albo łą­czy­ło z Lu­kiem, że aż tak się nie lu­bi­cie? Coś się sta­ło? Czy kie­dyś by­li­ście ra­zem?

Dziew­czy­na nie od­po­wia­da mi od razu, tyl­ko naj­pierw otwie­ra sa­mo­chód, wsia­da do środ­ka i na­ka­zu­je mi to samo. To ja­kieś po­rsche, nie znam się na tym, a roz­po­zna­ję mar­kę dzię­ki znacz­ko­wi. Czer­wo­ny ko­lor, ład­nie wy­glą­da.

Roz­sia­dam się wy­god­nie w fo­te­lu, Mi­chel­le włą­cza mu­zy­kę, ru­sza z pod­jaz­du i do­pie­ro wte­dy za­czy­na mó­wić:

– Zwa­rio­wa­łaś? Ni­g­dy w ży­ciu. Nie zro­zum mnie źle, Luke jest przy­stoj­ny, ale nie w moim ty­pie. Ni­g­dy nie chcia­ła­bym się z nim zwią­zać. Wo­la­ła­bym już na za­wsze zo­stać sin­giel­ką.

– Da­lej nie ro­zu­miem, dla­cze­go aż tak się nie lu­bi­cie – mó­wię zdez­o­rien­to­wa­na.

– Gar­dzę nim. Przez chwi­lę spo­ty­kał się z moją przy­ja­ciół­ką Mi­ran­dą. Ona się w nim za­ko­cha­ła, cho­ciaż ostrze­ga­łam ją, jaki z nie­go typ, i po­wta­rza­łam, że to zły po­mysł, ale ona nie chcia­ła słu­chać. Od­pu­ści­łam więc. Wiesz, to jest sta­ry sche­mat. Po­pu­lar­ny spor­to­wiec spo­ty­ka się z nie­śmia­łą dziew­czy­ną, ale na ho­ry­zon­cie po­ja­wia­ją się che­er­le­ader­ki i inne, go­to­we od razu wsko­czyć mu do łóż­ka. Prze­spał się z inną na im­pre­zie uro­dzi­no­wej Mi­ran­dy. Nie­ste­ty, moja przy­ja­ciół­ka nie po­ra­dzi­ła so­bie z tym naj­le­piej, ta sy­tu­acja bar­dzo ją znisz­czy­ła. Spę­dzi­ła rok w ośrod­ku za­mknię­tym, gdzie pró­bo­wa­li ją le­czyć z de­pre­sji. Kie­dy w koń­cu wró­ci­ła do zdro­wia, jej ro­dzi­ce po­sta­no­wi­li się prze­nieść. Wy­pro­wa­dzi­li się całą ro­dzi­ną do Okla­ho­my. Mi­ran­da jest tam szczę­śli­wa i, co naj­waż­niej­sze, zdro­wa. Jed­nak ja nie za­mie­rzam wy­ba­czać tego Lu­ko­wi, ni­g­dy. Przez nie­go i przez to, że nie po­tra­fił utrzy­mać fiu­ta w spodniach, stra­ci­łam naj­lep­szą przy­ja­ciół­kę, a ona zdro­wie. Tak się po pro­stu nie robi.

Hi­sto­ria Mi­chel­le mnie za­ska­ku­je. Te­raz do­sko­na­le ro­zu­miem jej nie­na­wiść do Luke’a i sama mam ocho­tę go za to znie­na­wi­dzić. Zdra­da to naj­gor­sze, co moż­na zro­bić dziew­czy­nie.

– Bar­dzo mi przy­kro – mó­wię, bo nie wiem, co in­ne­go mo­gła­bym w tej chwi­li po­wie­dzieć.

– Cie­szę się po pro­stu, że nic jej nie jest, wiesz? Przez ja­kiś czas było na­praw­dę kru­cho, ale mi­nął rok, od­kąd wy­szła z kli­ni­ki, i rok od prze­pro­wadz­ki. Je­ste­śmy w sta­łym kon­tak­cie, więc nie jest naj­go­rzej. Ma chło­pa­ka.

– Całe szczę­ście, że jest jej le­piej. Naj­chęt­niej w tej chwi­li wy­ka­stro­wa­ła­bym Luke’a za ta­kie za­cho­wa­nie. Czy na­praw­dę aż tacy z nich ko­bie­cia­rze?

– Nie, oni nie są ko­bie­cia­rza­mi. Na­zy­waj­my rze­czy po imie­niu. Są po pro­stu kur­wia­rza­mi.

– Ostre sło­wa.

Żad­na z nas nie mówi już nic wię­cej, cho­ciaż kor­ci mnie, żeby za­dać Mi­chel­le jesz­cze kil­ka py­tań. Po­wstrzy­mu­ję się jed­nak, co jak na mnie jest nie lada wy­czy­nem. W ci­szy ob­ser­wu­ję wszyst­ko za oknem, Ka­li­for­nia jest pięk­na, a ja je­stem w Los An­ge­les. Na pew­no będę mu­sia­ła się wy­brać na wię­cej niż jed­ną wy­ciecz­kę, żeby to wszyst­ko zo­ba­czyć.

– Tak przy oka­zji, co stu­diu­jesz? – od­zy­wa się Mi­chel­le i tyle by było, je­śli cho­dzi o chwi­lę wy­tchnie­nia.

– Psy­cho­lo­gię – od­po­wia­dam.

– No nie ga­daj, ja też! – mówi za­chwy­co­na i wi­dzę, że z tru­dem po­wstrzy­mu­je się od en­tu­zja­stycz­ne­go pi­sku. Do­ce­niam sta­ra­nia.

Ja z ko­lei wal­czę z chę­cią prze­wró­ce­nia ocza­mi. Mi­chel­le jest w po­rząd­ku, ale po­wo­li czu­ję się osa­cza­na. Miesz­ka obok mnie, stu­diu­je ten sam kie­ru­nek, co jesz­cze? Ach, no tak, jej mama przy­jaź­ni się z moją ma­co­chą. Zbyt wie­le, zbyt szyb­ko. Bio­rę głę­bo­ki od­dech, tak jak uczy­li nas na gru­pie wspar­cia. To po pro­stu zbli­ża­ją­cy się atak pa­ni­ki, po­tra­fię nad nim za­pa­no­wać.

– Mia, wszyst­ko do­brze? – pyta zmar­twio­na dziew­czy­na.

– Tak, cza­sa­mi mie­wam ata­ki pa­ni­ki, ale za­zwy­czaj umiem so­bie z nimi ra­dzić.

– Je­steś pew­na? Może mam za­wró­cić do domu? – Do­ce­niam jej tro­skę, ale na­uczy­łam się z tym żyć, już od daw­na nie mia­łam żad­ne­go, po­tra­fię nad nimi za­pa­no­wać.

– Mi­chel­le, nie wy­głu­piaj się. Nic mi nie jest, mo­że­my je­chać da­lej, chcę zo­ba­czyć mia­sto, bo Luke ani mój oj­ciec na pew­no mi go nie po­ka­żą.

– Cze­mu mó­wisz, że twój tata nie opro­wa­dzi cię po Los An­ge­les? Mama mówi, że Ni­cho­las od mie­sią­ca non stop pa­pla o two­im przy­jeź­dzie.

– Może i pa­pla, ale te­raz, gdy przy­je­cha­łam, na­wet nie ra­czył zja­wić się w domu, żeby się ze mną przy­wi­tać. Mógł cho­ciaż do mnie za­dzwo­nić. Wy­obraź so­bie moje zdzi­wie­nie, gdy na lot­ni­sku zo­ba­czy­łam Luke’a trzy­ma­ją­ce­go kart­kę z na­pi­sem „Mia”. Oczy­wi­ście oj­ciec na­wet nie dał rady mnie ode­brać.

– Nie wiem, co mam ci od­po­wie­dzieć – mówi i wi­dać, że czu­je się te­raz nie­zręcz­nie, ale nie wi­nię jej. Ona pew­nie ma ro­dzi­ców, któ­rzy o nią dba­ją.

– Nie mu­sisz prze­cież nic mó­wić. Przy­wy­kłam do tego, a te­raz jedź­my, po­każ mi te two­je cu­dow­ne miej­sca!

Do­jeż­dża­my w koń­cu w pierw­sze miej­sce, któ­re, jak twier­dzi Mi­chel­le, jest naj­lep­szą miej­sców­ką na im­pre­zy. Fak­tycz­nie, gdy się roz­glą­dam, wi­dzę, że w po­bli­żu nie ma do­mów, jest tyl­ko je­den w od­da­li, ale z tego, co mówi dziew­czy­na, jest on od daw­na opusz­czo­ny, więc nikt tu nie za­glą­da. Wy­czu­wam, że to wła­śnie tu­taj bę­dzie chcia­ła mnie wy­cią­gać na im­pre­zy. Już mi to za­po­wie­dzia­ła. Nie mam nic prze­ciw­ko, bo je­śli w domu bę­dzie za­wsze tak jak dzi­siaj, to nie za­mie­rzam spę­dzać w nim zbyt wie­le cza­su. Jest ogrom­ny i pu­sty. To bar­dzo przy­tła­cza­ją­ce.

*

Po ca­łym dniu ob­jaz­dów­ki z nowo po­zna­ną ko­le­żan­ką czu­ję się wy­koń­czo­na, ale jed­no­cze­śnie szczę­śli­wa. Gdy­by Mi­chel­le nie była ta­kim ty­pem oso­by, to te­raz pew­nie sie­dzia­ła­bym sama w swo­im no­wym po­ko­ju i słu­cha­ła mu­zy­ki, bez­ce­lo­wo prze­glą­da­jąc In­sta­gra­ma. Przy oka­zji za­sta­na­wia­ła­bym się, co ro­bią te­raz mama, Luke i wszy­scy inni lu­dzie, któ­rzy mają ja­kieś ży­cie.

– Mi­chel­le, nie zdą­ży­łam po­roz­ma­wiać z oj­cem o sa­mo­cho­dzie. Czy mo­gła­bym się za­brać ju­tro z tobą na kam­pus? – py­tam, gdy za­uwa­żam, że wjeż­dża­my na na­szą uli­cę.

– Ja­sne, na­wet nie mu­sisz py­tać. Sko­ro stu­diu­jesz psy­cho­lo­gię, to pew­nie mamy te same za­ję­cia, ale dla pew­no­ści prze­ślij mi swo­ją roz­pi­skę. Za­pi­szę ci swój nu­mer i do­dam cię do na­szej gru­py stu­denc­kiej.

Wy­mie­nia­my się te­le­fo­na­mi już na pod­jeź­dzie Mi­chel­le oraz wy­sy­ła­my so­bie za­pro­sze­nia w so­cial me­diach, bo pew­nie bę­dzie­my się kon­tak­to­wać za ich po­śred­nic­twem. Że­gnam się z nią, tłu­ma­cząc się wa­liz­ka­mi, któ­re cze­ka­ją na roz­pa­ko­wa­nie, ale tak na­praw­dę mam ocho­tę iść spać. Mu­szę też za­dzwo­nić do mo­jej ko­le­żan­ki z gru­py wspar­cia, Sut­ton, i po­wie­dzieć jej, że je­stem na miej­scu i chy­ba nie bę­dzie aż tak źle, jak za­kła­da­łam.

Wra­cam do domu, a tam po­now­nie ude­rza mnie pust­ka. Ojca da­lej nie ma. Po­waż­nie, mo­głam zo­stać sama w Mia­mi, wca­le nie by­ło­by ina­czej, niż jest te­raz.

– Jest ktoś w domu?! – wo­łam, cho­ciaż nie spo­dzie­wam się od­po­wie­dzi.

Wte­dy jed­nak ktoś wy­ła­nia się z kuch­ni. Wrzesz­czę prze­ra­żo­na, bo nie roz­po­zna­ję męż­czy­zny.

– Kim je­steś? Co tu ro­bisz? – pyta mnie tam­ten.

Se­rio? To on mnie za­da­je ta­kie py­ta­nie? A on kim niby jest?

– Luke! Ja­kaś świ­ru­ska wła­ma­ła ci się wła­śnie na cha­tę, mam wzy­wać gli­ny? – krzy­czy na­past­nik do mo­je­go przy­szy­wa­ne­go bra­ta. Mam ocho­tę wy­buch­nąć śmie­chem, ale chło­pak nie wy­glą­da zbyt przy­jaź­nie, więc sie­dzę ci­cho i cze­kam, aż Luke ła­ska­wie się tu po­ja­wi.

– Mase, o co ro­bisz ha­łas? – W pro­gu po­ja­wia się Luke, jego oczy spo­czy­wa­ją na mnie, a on sam głup­ko­wa­to się uśmie­cha.

– To ta la­ska.

– Sta­ry, to żad­na la­ska, to cór­ka Ni­cho­la­sa. Mia.

Jego ko­men­tarz, że nie je­stem żad­ną la­ską, wy­wo­łu­je we mnie nie­po­żą­da­ne ukłu­cie bólu, cho­ciaż nie po­win­nam tak re­ago­wać.

– Do­brze, że cho­ciaż mnie przed­sta­wi­łeś, dup­ku – od­zy­wam się lo­do­wa­tym to­nem. Sko­ro on nie sta­ra się być uprzej­my, to ja też mogę w to za­grać. Nie mu­szę być miła.

– Mia... – rzu­ca ostrze­gaw­czo, jak­by za­mie­rzał mi za­raz coś zro­bić.

– War­czeć mo­żesz so­bie na te pan­ny, któ­re co chwi­la pie­przysz, a nie na mnie – od­po­wia­dam z wy­so­ko unie­sio­ną gło­wą, a gdy sze­rzej otwie­ra oczy, do­da­ję: – Tak, wiem o was już co nie­co.

– O nie, ta pier­do­lo­na Mi­chel­le na­ga­da­ła jej już ja­kie­goś gów­na – ję­czy wście­kle, pa­trząc na Ma­so­na.

– Na pew­no nie zdą­ży­ła jej nic ta­kie­go po­wie­dzieć.

– „Ona” tu stoi i do­sko­na­le was sły­szy, tak się skła­da, że umie rów­nież mó­wić – od­zy­wam się, zi­ry­to­wa­na ich za­cho­wa­niem.

Roz­ma­wia­ją ze sobą tak, jak­by mnie tu nie było. Spo­glą­dam na nich, a po­tem od­cho­dzę do sie­bie. Otwie­ram wa­liz­ki i przy­glą­dam się im z na­dzie­ją, że na­gle wszyst­ko samo prze­nie­sie się na wie­sza­ki i pół­ki w gar­de­ro­bie. Szko­da, że nikt tego za mnie nie zro­bi. Ję­cząc, kła­dę się na łóż­ku.

– Roz­pa­ku­ję się in­nym ra­zem – mó­wię do sie­bie i bio­rę do ręki te­le­fon.

Pi­szę do mamy, że je­stem cała i zdro­wa, in­for­mu­ję też o no­wej ko­le­żan­ce, a na­stęp­nie pi­szę do Mi­chel­le.

MIA:

WŁA­ŚNIE PO­ZNA­ŁAM MA­SO­NA, CZY­LI NAJ­LEP­SZE­GO KUM­PLA LUKE’A. Z TEGO, CO MÓ­WI­ŁAŚ. FAK­TYCZ­NIE, DU­PEK Z NIE­GO!

MI­CHEL­LE:

MÓ­WI­ŁAM! NIE ROZ­MA­WIAJ Z NIMI, NIE WAR­TO TRA­CIĆ CZA­SU. PA­MIĘ­TAJ, PO­DE­ŚLIJ MI PLAN.

Gdy­by mi o tym nie przy­po­mnia­ła, to pew­nie wy­le­cia­ło­by mi to z gło­wy. Ro­bię zrzut pla­nu, któ­ry do­sta­łam na ma­ila, i jej wy­sy­łam. Po czym do­sta­ję ko­lej­ną wia­do­mość.

MI­CHEL­LE:

DO­BRA, WY­CHO­DZI NA TO, ŻE MAMY PRA­WIE WSZYST­KIE ZA­JĘ­CIA RA­ZEM. ZA­CZY­NA­MY JU­TRO O DZIE­WIĄ­TEJ, WIĘC O ÓSMEJ BĄDŹ GO­TO­WA.

MIA:

CZE­MU AŻ GO­DZI­NĘ WCZE­ŚNIEJ?

MI­CHEL­LE:

DZIEW­CZY­NO, PRZE­CIEŻ TRZE­BA CI JESZ­CZE PO­KA­ZAĆ KIL­KA RZE­CZY, A POZA TYM W TYCH GO­DZI­NACH SĄ KO­SMICZ­NE KOR­KI. DO JU­TRA! LECĘ SIĘ SZY­KO­WAĆ NA RAND­KĘ!

Ona ma chło­pa­ka? Cze­mu wcze­śniej nic o nim nie wspo­mi­na­ła? Czy może mó­wi­ła, a ja by­łam tak za­ję­ta wła­sny­mi my­śla­mi, że nie zwra­ca­łam uwa­gi na jej sło­wa? Mu­szę ją ju­tro do­py­tać. Może to wła­śnie przez chło­pa­ka tak się nie lu­bią z Lu­kiem? Nie wie­rzę, że tu­taj cho­dzi tyl­ko o jej przy­ja­ciół­kę. Ina­czej Ma­son też nie był­by do niej tak wro­go na­sta­wio­ny.

Za­pra­sza­my do za­ku­pu peł­nej wer­sji książ­ki