Sekrety masonów. Pierwszy stopień wtajemniczenia po raz wtóry - Tadeusz Cegielski - ebook

Sekrety masonów. Pierwszy stopień wtajemniczenia po raz wtóry ebook

Tadeusz Cegielski

0,0

Opis

Wolnomularstwo od stuleci budzi ciekawość, rozpala wyobraźnię i wywołuje spory. Jego symbole, obrzędy oraz idea braterstwa stały się częścią europejskiej kultury, a zarazem przedmiotem licznych legend. Tadeusz Cegielski zaprasza do poznania historii i duchowego dziedzictwa Sztuki Królewskiej, łącząc wiedzę historyka z wieloletnim doświadczeniem wolnomularza.

Autor przygląda się związkom masonerii ze średniowiecznymi budowniczymi, tradycją hermetyczną, różokrzyżowcami i filozofią Oświecenia. Opowiada o powstaniu Wielkiej Loży Londynu, znaczeniu Konstytucji Andersona oraz rozwoju wolnomularstwa w Europie. Wyjaśnia rolę rytuału inicjacyjnego, pochodzenie wysokich stopni i sens symboli służących pracy nad sobą. Pokazuje również, jak w lożach kształtowały się ideały tolerancji, wolności i odpowiedzialności za wspólnotę.

Nowe, gruntownie przepracowane wydanie rozwija zagadnienia antymasonizmu oraz relacji między wolnomularstwem a Kościołem katolickim. Osobne miejsce zajmują dzieje polskiej masonerii — od czasów Rzeczypospolitej szlacheckiej, przez zabory, międzywojnie i działalność konspiracyjną, po odrodzenie lóż i ich współczesną obecność.

Ilustrowaną publikację uzupełniają słownik wybranych symboli i pojęć wolnomularskich oraz bibliografia. To propozycja dla czytelników zainteresowanych historią idei, zachodnią tradycją ezoteryczną i kulturą inicjacyjną, a także dla osób pragnących lepiej zrozumieć miejsce masonerii w świecie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 233

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tadeusz Cegielski

Sekrety masonów.

Pierwszy stopień wtajemniczenia po raz wtóry

Copyright © Tadeusz Cegielski

Redakcja: Joanna Górska-Milewska

Korekta: Wiktoria Zacharz

Skład i oprawa graficzna: Damian Velkan Mełgieś

Wydanie elektroniczne

ISBN 978-1-995773-29-2

Wydawnictwo Fosforos

www.fosforos.pl

Lydney 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Staszkowi Wejmanowi

mojemu przewodnikowi po świecie przyjaźni i sztuki

20 listopada 2024 r.

Spis treści

Krótko o nowym wydaniu…

Wolnomularze: kim są, ilu jest ich naprawdę

Legendy i tajemnice Sztuki Królewskiej

„Wielka sztuka murowania i konstrukcji”

Spadkobiercy tradycji hermetycznej

Wielka Loża Londynu i jej Konstytucja

„Religia, co do której zgadzają się wszyscy ludzie”

„Szlachetnie urodzeni i dżentelmeni najwyższej próby”

Rozkwit, kryzys i reforma towarzystwa frankmasonów

Nowa legenda założycielska Narodziny masonerii Wysokich Stopni

Rytuał inicjacyjny

Kościół katolicki zabiera głos. Oblicza antymasonizmu

Skała pośród żywiołów. Wolnomularstwo w Polsce od jego narodzin do dziś

Skała pośród żywiołów

Narodziny: pomiędzy Londynem, Paryżem i Dreznem

Ponowne narodziny: 27 grudnia 1781 roku

Pod gwiazdą Napoleona: Wielki Wschód Narodowy

W Królestwie Polskim. Wielkie nadzieje i ich upadek, 1815-1821

Niemal stulecie poza krajem, 1821-1920

W odrodzonej Rzeczypospolitej, 1918-1938

Pozagrobowe życie polskiej masonerii: 1939-1989

W komunistycznej Polsce, 1961-1989

Koniec epoki konspiracji Odrodzenie Wielkiej Loży Narodowej 27 grudnia 1991 roku

Słownik wybranych symboli i pojęć wolnomularskich

Bibliografia

Źródła

Opracowania:

Ars Magna Latomorum

Przypisy

Krótko o nowym wydaniu…

Uważnego czytelnika, obeznanego z problematyką inicjacji, zaniepokoić może tytuł tej książeczki: Sekrety masonów. Pierwszy stopień wtajemniczenia po raz wtóry. Czy można zostać wtajemniczonym powtórnie lub powtórnie ochrzczonym? Oczywiście, że nie! Można jednak zapoznać się na nowo z książką wcześniej powstałą, nie tylko zmienioną i uzupełnioną, lecz napisaną niejako na nowo. Taki jest właśnie status drugiego wydania Sekretów masonów. Pierwszy stopień wtajemniczenia. Pierwsze ujrzało światło dzienne w 1992 roku nakładem nieistniejącego dawno wydawcy i stanowiło — co ważne — książkowy debiut autora w dziedzinie, której poświęcił później szereg swoich prac — wolnomularstwu. Recenzentem tego debiutu był nie kto inny, jak profesor Ludwik Hass, historyk, który stworzył w naszym kraju naukową „masonologię”. Niekwestionowany autorytet w tej materii. I ów autorytet nie pozostawił suchej nitki na pracy debiutanta. Zapowiadało się na totalną katastrofę — niekoniecznie „piękną” jak u Greka Zorby.

Na szczęście profesor nie pozostał głuchy na argumenty drugiej strony, czyli moje. Ja zaś tłumaczyłem, że antropologiczno-kulturowe ujęcie tematyki masonerii nie wyklucza tego, które było domeną profesora — socjologicznego i politologicznego. I że z perspektywy inicjowanego — którym byłem ówcześnie i specjalnie się z tym nie kryłem — sprawy wyglądają nieco inaczej niż przez „mędrca” szkiełko i oko.

Ludwik Hass udzielił mi odpowiedniego kredytu zaufania; ja coś tam zmieniłem w duchu jego wskazówek i książeczka mogła się ukazać. Zdobyła też kilkanaście tysięcy czytelników – sukces dzisiaj nie do wyobrażenia. Z czasem zyskała też kilka edycji internetowych, stając się tym samym dobrem powszechnie dostępnym.

Nasuwa się więc pytanie: po co w takim razie nowa edycja Sekretów? Dlaczego każemy czytelnikowi powtórnie zgłębiać owe tajemnice masonerii, które nimi nie są i nigdy zresztą nie były? Tyle wiedzy w zasięgu ręki i wzroku. Po co jeszcze jedno wprowadzenie do tematyki wolnomularstwa?

Powody istotne są dwa, przy czym jeden wynika z drugiego. Oba wiążą się z upływem czasu: minęło oto sporo ponad 30 lat od ukazania się tytułu! Zmienił się bardzo przedmiot moich dociekań: masoneria, czyli wolnomularstwo. Wielomilionowy ruch etycznej i społecznej odnowy przeszedł przez czyściec (a może i piekło) autorytarno-komunistycznej propagandy z jednej strony, z drugiej zaś popkultury, która uczyniła z wolnomularzy komiksowych bohaterów i obiekt najbardziej fantastycznych spekulacji: czy jak Superman pochodzą z Oriona, czy może żyją w podziemnym królestwie, czczą Lucyfera i są wynalazcami kodu kreskowego, który — jak donoszą z włoskich kręgów kościelnych — powstał na zgubę ludzkości! Masoneria uporała się z poważnym kryzysem, w jakim znalazła się ponad dwie dekady temu – szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Organizacyjnie i informacyjnie otwarła się na opinię publiczną; stworzyła nową ofertę — atrakcyjną dla elit, szczególnie w dobie powszechnego kryzysu klasy średniej. Dotyczy to zarówno krajów Zachodu, jak i Europy Środkowo-Wschodniej, w której wolnomularstwo odrodziło się po latach zakazu i prześladowań.

Powód drugi wiąże się z osobą autora. Trudno, żeby w ciągu długiego zawodowego rozwoju, od początku lat 80. do dziś nie pogłębił on i nie rozszerzył wiedzy na temat Sztuki Królewskiej — jak brzmi uroczysta nazwa masonerii. A zdobywałem ją na dwa sposoby, działając na dwóch odrębnych płaszczyznach: naukowej, akademickiej oraz praktyczno-lożowej. W obu przeszedłem kolejne stopnie wtajemniczenia: moja habilitacja i profesura poświęcone były początkom wolnomularstwa w XVII i XVIII wieku. Podobnie na gruncie masonerii, na którym od inicjacji w 1987 roku uzyskałem różne stopnie i funkcje, tych najwyższych nie wyłączając!

Podjąłem zarazem temat nowy, który zaledwie od kilku, może kilkunastu lat stanowi przedmiot systematycznych, naukowych badań. Jest nim zjawisko antymasonizmu. Potężne już od schyłku XIX wieku, przybierające jeszcze na sile w następnym stuleciu i wypełniające rozliczne funkcje ideologiczne, polityczne, społeczne czy ekonomiczne. Stąd w wydaniu, które oddaję dziś do rąk Czytelnika, ważny rozdział zat. Kościół katolicki zabiera głos. Oblicza antymasonizmu. Rozgraniczam w nim pryncypialną — co nie znaczy, że trafną — krytykę ze strony Kościoła katolickiego – od płynącego ze źródeł nacjonalistycznych, faszystowskich i komunistycznych potępienia masonerii jako fenomenu pryncypialnie wolnościowego i równościowego.

Pierwsze wydanie pozbawione było rozwinięcia tematu szkicowo tylko poruszonego: dziejów polskiej masonerii poczynając od czasów szlacheckiej Rzeczpospolitej, kończąc na aktualnych, XXI-wiecznych. Lata, jakie minęły od tamtej edycji, przyniosły znaczną liczbę tak cząstkowych, jak i monograficznych oraz całościowych ujęć różnorodnych aspektów przeszłości i dnia dzisiejszego rodzimego wolnomularstwa. Z tego dorobku — który po części zasygnalizowany został w Bibliografii na końcu pracy — wyłaniać się zaczęły wyraźne kontury zjawisk, wcześniej słabo widocznych lub wręcz nierozpoznanych. Nowe podejście wymagało demistyfikacji i urealnienia obrazu Sztuki Królewskiej w Polsce, zaczernionego z jednej strony przez jej wrogów, z drugiej — dotyczy to zwłaszcza okresu międzywojennego i II Rzeczpospolitej — owianego heroiczną legendą.

Czy należy rozumieć, że wycofuję się z tego, co napisałem w 1992 roku? W żadnym wypadku! Ale dziś wiele aspektów masonerii widzę inaczej niż trzy dekady temu. Inaczej rozkładam akcenty i odmiennie postrzegam perspektywy. Niedawno, przygotowując do druku mój pamiętnik zatytułowany Wolny Mularz. Autoportret (Warszawa 2023), przytoczyłem obszerny wywiad, jakiego udzieliłem red. Barbarze Olszewskiej z tygodnika „Polityka” we wrześniu 1992 roku. Dałem w nim ogólną charakterystykę ruchu, szczególnie w Polsce, i przy okazji ujawniłem publicznie moją przynależność do masonerii. Po ponownej po trzydziestu latach lekturze artykułu mogłem stwierdzić, że podtrzymuję każdą wyrażoną w nim tezę. Za jednym wszak, ważnym, wyjątkiem! Nie widzę możliwości i perspektyw rozwoju Sztuki Królewskiej w Polsce równie optymistycznie jak wówczas.

Tylko tyle i aż tyle. Dobrej lektury.

Warszawa, 16 czerwca 2024

Tadeusz Cegielski

Kołatka do loży Royal Arch w Dublinie. Fot. T. Cegielski

Wolnomularze: kim są, ilu jest ich naprawdę

Nazywają siebie dziećmi wdowy, nawiązując do biblijnej legendy o Hiramie, budowniczym Świątyni Salomona, który w Starym Testamencie występuje jako „syn wdowy”. W dobie Oświecenia określili się jako dzieci Światła — „les fils de la Lumière” — manifestując tym samym swoje związki z oświeceniową filozofią i ideałem życia. Członków wspólnoty, którą tworzą, traktują jak braci i tak też nazywają, ale zasadą braterstwa pragnęliby objąć wszystkich ludzi. Tych zaś uważają za równych sobie — bez względu na ich narodowość, kolor skóry, religię, przekonania, poglądy polityczne czy pozycję społeczną i materialną. Kierują się ideami wolności (hasło ludzie wolni są braćmi), tolerancji, a zwłaszcza dobra wspólnego. Wolność — równość — braterstwo — zanim stały się zawołaniami Rewolucji Francuskiej i nabrały politycznej treści, zrodziły się na długo przed nią w lożach, czyli strukturach organizacyjnych masonerii; posiadały jednak nie polityczny, a czysto etyczny charakter.

Dzieci Światła afirmują również ideę postępu — społecznego, intelektualnego, wreszcie moralnego — tak znamienną dla epoki Oświecenia. Uważają jednak, że postęp dokonywać się musi stopniowo, drogą ewolucyjną — nigdy zaś rewolucji. Dlatego też cenią sobie cnotę umiarkowania i umiejętność kompromisu. Są optymistami, wierzą, że rozum pokona głupotę, przesądy i zacofanie, a dobro zwycięży zło. Kiedy zarzuca się im, że wyznają i propagują nierealną faktycznie, utopijną wizję świata, zgadzają się z tym. Przypominają jednak, że bez podobnej utopijnej perspektywy życie ludzkie staje się nie tylko banalne i jałowe, ale i pozbawione moralnej busoli.

W relacjach międzyludzkich i w sferze polityki bliżej im do konserwatystów niż radykałów. Są z założenia pacyfistami, zwolennikami idei powszechnego rozbrojenia, co nie znaczy, że w razie zagrożenia swej ojczyzny nie chwytają za broń. Zważywszy, że rozwaga nie stanowi cnoty młodości — którą cechuje za to odwaga i bezkompromisowość — przyjmują w swoje szeregi tylko osoby dojrzałe, a za takie uważają kandydatów, którzy ukończyli 25 lat (w niektórych obediencjach 21 lat). Kiedy trzysta i więcej lat temu powstawały pierwsze loże na Wyspach Brytyjskich, kandydatami tymi byli — z małymi wyjątkami — wyłącznie mężczyźni. W pierwszych statutach organizacji wolnomularskich z 1723 roku pojawia się wyraźny zakaz przyjmowania kobiet. Dlaczego? Zapis ten odzwierciedla realną sytuację społeczną i prawną kobiet, która ówcześnie szczególnie marna była na terenie Anglii, choć tylko nieco lepsza w Szkocji i Irlandii. Kobiety pozbawione zostały prawnej i społecznej podmiotowości — tak jak niewolnicy czy dawni chłopi pańszczyźniani. No women, no bondmen — głosi wolnomularski kodeks opracowany w 1723 roku na zlecenie Wielkiej Loży Londynu, a jego nowa edycja z roku 1738 zakazuje przyjmowania do loży „kobiet i eunuchów”. Porównanie wręcz obraźliwe dla płci pięknej, choć zapewne nie takie były intencje autora, który po prostu cytował średniowieczne statuty cechu muratorów. Dlaczego właśnie muratorów i dlaczego rytualny strój wolnomularzy to roboczy fartuch, a atrybutem lożowej władzy jest drewniany młotek kamieniarza — o tym właśnie w rozdziale zat. „Wielka sztuka murowania i konstrukcji”.

Od opisanych tu czasów wiele się zmieniło w sytuacji kobiet tak w Wielkiej Brytanii, jak i w całej Europie. Jednak niektóre organizacje wolnomularskie, w tym spadkobierczyni utworzonej w 1717 roku Wielkiej Loży Londynu, Zjednoczona Wielka Loża Anglii (United Grand Lodge of England, UGLE), nie cofnęła zakazu, choć formułuje go bardziej elegancko i tłumaczy jego przyczyny. Masoneria, w jej opinii, stanowi świecki zakon, którego reguła dotyczy wyłącznie mężczyzn. Nie powstrzymało to, oczywiście, szerokiego napływu kobiet do masonerii, począwszy od schyłku XIX wieku — tyle że do nowego już typu organizacji lożowych.

Otwarte pozostaje przecież zasadnicze pytanie: co odróżnia organizacje wolnomularskie od innych, realizujących podobne cele etyczne i społeczne, zaś cały ruch od pokrewnych mu ruchów wolnomyślicielskich, pacyfistycznych czy filantropijnych? Wyróżnikiem tym był, jest — oraz na zawsze pozostanie — inicjacyjny charakter masonerii. Członkiem loży, bratem-wolnomularzem można zostać jedynie dzięki przejściu przez obrzęd wtajemniczenia. Nie można go, na przykład, uzyskać drogą korespondencyjną lub zaocznie; nie wchodzi też w grę inicjacja on-line. Odbywa się poprzez fizyczne uczestnictwo w rytuale, w trakcie którego poddany zostanie symbolicznym próbom, które winny odmienić jego naturę. Na razie tylko symbolicznie, ale w przyszłości… Podczas inicjacyjnego obrzędu nic, ani jedno słowo, ani jeden gest, nie jest dziełem przypadku. To swoisty teatr, którego dramaturgię tworzy rytuał, a głównym bohaterem staje się kandydat do loży. Obrzęd, w którym uczestniczy, sugeruje, że otwiera się przed nim droga ku nowemu rozumieniu świata, ku lepszym relacjom z innymi ludźmi. To otwarcie jest przecież potencjalne. Niczego nie gwarantuje, jedynie wyposaża adepta w odpowiednie narzędzia. Reszta zależy już wyłącznie od niego.

Do wskazanej tu, opartej na wtajemniczeniu i wyrażonej w symbolach, istoty masonerii nawiązuje jej najstarsza, zarazem najkrótsza definicja: „to szczególny system etyki, osnuty alegoriami i przedstawiony za pomocą symboli”. Masoneria opisuje świat, zarazem swoje własne cele, jedynie w sposób symboliczny. Jej językiem jest rytuał. Wyjaśnieniu tych kwestii autor poświęcił znaczną część niniejszego opracowania.

Jest ich na świecie około pięciu milionów, wśród nich lwia część to — jak już wiemy — mężczyźni. Zrzeszeni są w kilkuset niezależnych związkach lóż (obediencjach) zwanych wielkimi lożami lub wielkimi wschodami, a, w przypadku wysokich stopni wtajemniczenia, kapitułami oraz radami najwyższymi. Największa grupa „braci w fartuszkach” działa w Stanach Zjednoczonych. Według danych opublikowanych przez Wielką Lożę Stanu Nowy Jork w 2021 roku, rok wcześniej w 92 wielkich lożach na terenie USA aktywnych było 1 049 834 wolnomularzy1. Statystyka ta nie obejmuje członków organizacji czarnoskórych obywateli Stanów Zjednoczonych, The Prince Hall, która nie ujawnia swej liczebności. Przytoczone dane dotyczą też wyłącznie głównego nurtu masonerii (The Prince Hall zaliczany jest doń) — określanego zazwyczaj jako regularny (ang. regular). Zgodnie z tym ujęciem, jeśli masonerię wyobrazimy sobie jako drzewo, organizacje nazywane regularnymi stanowić będą jego pień. Od niego odrastają piętra gałęzi, od tych gałęzi kolejne. Te ostatnie to organizacje paramasońskie, czyli takie, które zapożyczyły od wolnomularstwa jedynie niektóre jego zasady i formy organizacyjne — i dlatego nie są przez nie uznawane. Podobnie jak stowarzyszenia pseudomasońskie, które podszywają się pod organizacje „dzieci wdowy”, w rzeczywistości dążąc do celów nie mających z masonerią wiele wspólnego. Należy więc liczbę członków podaną przez Wielką Lożę Stanu Nowy Jork uzupełnić przynajmniej o ćwierć miliona adeptów wszystkich innych gałęzi wolnomularstwa i mu pochodnych. Niemniej jednak, przez osoby nieświadome tych różnic, wszystkie są uważane za masonerię.

Waszyngton, House of the Temple, siedziba Rady Najwyższej Rytu Szkockiego. Wzniesiona została w latach 1911-1915 przy reprezentacyjnej XVI Alei w stylu neogreckim wg. projektu architektonicznego Johna Russela Pope’a

Ruch wolnomularski potężny jest również w krajach Ameryki Łacińskiej. W Brazylii, w największej obediencji pod nazwą Wielki Wschód Brazylii, działało w 2020 roku 73 139 członków w 2 825 lożach. Do fenomenu masonerii Ameryki Łacińskiej należy nieprzerwanie aktywna od 1859 roku Wielka Loża Kuby licząca dziś 25 108 braci w 320 lożach. Panujący na wyspie od 65 lat reżim komunistyczny nie zlikwidował wolnomularstwa — sytuacja bez precedensu w historii XX wieku. Ba, utrzymał przy życiu — również jedyny w swoim rodzaju — uniwersytet masoński w okolicach Hawany.

W historycznej kolebce ruchu — Wielkiej Brytanii — najliczniejsza jest tzw. Loża-Matka Świata, czyli wspomniana już Wielka Zjednoczona Loża Anglii. Z racji starszeństwa w wolnomularskiej wspólnocie i wiodącej roli w procesie rozwoju ruchu decyduje ona o tym, które obediencje są „regularne”, które zaś nie. W 2020 roku w 7 146 lożach zrzeszała 182 000 braci (wliczając członków lóż „zamorskich” w Indiach, Nowej Zelandii, krajach Ameryki Łacińskiej). W Anglii tradycyjnie już zwierzchnikami masonerii (wielkimi mistrzami) są członkowie domu królewskiego, zaś monarchowie płci obojga jej patronami. Oznacza to, że zmarła w 2022 roku Elżbieta II Windsor patronowała Wielkiej Loży niemal przez 71 lat. Jej wielkim mistrzem jest od 1967 roku Edward książę Kentu (ur. 1938) z dynastii Windsor.

Druga co do wielkości obediencja brytyjska, Wielka Loża Szkocji, liczy na terenie kraju równo jeden tys. lóż. Szczyci się też rodowodem swych placówek istniejących nieprzerwanie od końca XVI wieku, choć jeszcze nie w tej formie, jaką zyskały w XVIII stuleciu. Znaczna część spośród ok. 150 tys. braci aktywnych jest jednak nie na terenie Szkocji, lecz w czterdziestu innych krajach świata, w których działają struktury masonerii szkockiej2.

W Europie kontynentalnej prym wiedzie masoneria francuska. W sześciu obediencjach — Wielki Wschód Francji, Wielka Loża Francji, Wielka Loża Narodowa Francuska, Wielka Loża Żeńska Francji, Wielka Loża Kultur i Duchowości oraz Światowy Zakon Le Droit Humaine — aktywnych jest ok. 150 tys. członków płci obojga, z czego 34 tys. to kobiety. Stawia to Francję na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o wolnomularstwo kobiece. W innych krajach Zachodu masoneria zachowała — jak w Anglii i krajach skandynawskich — charakter świeckiego zakonu męskiego. W całej Skandynawii działa według oficjalnych danych 43,0 tys. braci (w Norwegii 18,9 tys., Szwecji 15,4 tys., Danii: 8,7 tys.). W konstytucyjnych monarchiach, jakimi są państwa skandynawskie, królowie (lub królowe) pełnią rolę zwierzchników masonerii, względnie jej patronów. W Niemczech w szeregach wolnomularstwa czynnych jest zaledwie 15,5 tys. osób, za to w liczącej cztery razy mniej mieszkańców Holandii aż 5,9 tys. W Stanach Zjednoczonych na jedną lożę przypada statystycznie 70 członków, w krajach Europy Zachodniej ponad 50, zaś w krajach Ameryki Południowej już tylko 30.

Freemason’s Hall, siedziba Wielkiej Zjednoczonej Loży Anglii, w Londynie, 60 Great Queen Street. W obecnym kształcie wzniesiona w latach 1927-1933 dla upamiętnienia ofiar wojny światowej 1914-1918. Odwiedza ją dziś ponad 200 tys. turystów rocznie

Edward, ks. Kentu, Wielki Mistrz Wielkiej Zjednoczonej Loży Anglii. Okładka numeru specjalnego czasopisma „Freemasonry Today” z 2017 roku poświęconego trzechsetnej rocznicy powstania Wielkiej Loży Anglii

Wnętrze świątyni w Freemason’s Hall w Edynburgu. Fot. domena publiczna

Podane tu informacje dotyczące członkostwa tylko częściowo odzwierciedlają znaczenie wolnomularstwa w poszczególnych krajach. Istotne jest również, jaki procent całej populacji stanowią bracia w fartuszkach. Stany Zjednoczone znajdują się w tej statystyce dopiero na drugim miejscu, z 0,32%; na trzecim plasuje się Norwegia z 0,31%; Anglia na czwartym miejscu z 0,27%, na piątym zaś komunistyczna Kuba (!) z 0,22%. Jaki kraj zajmuje pierwsze miejsce w tym rankingu? Licząca zaledwie 372 520 (w 2021 roku) mieszkańców Islandia! Tutaj populacja wolnomularska sięga niemal jednego procenta wszystkich mieszkańców, dokładnie 0,98%3.

Siedziba Wielkiej Loży Narodowej Francuskiej w Paryżu, Rue Christine de Pisane, fot. autora

Znacznie mniej liczebne są lożowe struktury w Europie Środkowo-Wschodniej, w których rozwój Sztuki Królewskiej przerwany został po II wojnie światowej z powodu narzucenia im niedemokratycznych ustrojów przez ZSRR. Zamknięte i zdelegalizowane zostały liczące wielu członków obediencje w Czechosłowacji, Rumunii, Bułgarii i w Jugosławii. Wolnomularstwo odrodzić się tu mogło dopiero po upadku systemu sowieckiego w 1989 roku. Najliczniejsze są dziś loże w Rumunii, gdzie w głównym, „regularnym” nurcie działa 14 200 braci w 398 lożach. Całą populację wolnomularską w Rumunii ocenia się jednak na ok. 30 000. Sytuacja o tyle niezwykła, iż w roku 1992, dwa lata po obaleniu reżimu Nicolae Ceaușescu, było w tym kraju zaledwie 19 braci, którzy przeżyli od czasu likwidacji masonerii przez komunistyczny reżim. Dlaczego tak się stało — spróbujemy wyjaśnić w dalszej części naszego opracowania.

Na drugim miejscu plasuje się Bułgaria z 3 857 wolnomularzami w 124 lożach. Podobnie jak w przypadku Rumunii, dane te pomijają obediencje nieuznawane za „regularne”. W Serbii jest to 1510 braci w 33 lożach; Wielka Loża Ukrainy informuje o 349 członkach w 13 lożach w 2020 roku, a więc jeszcze przed napaścią Rosji. Odbudowana po Aksamitnej Rewolucji 1989 roku Wielka Loża Czechosłowacji, a obecnie Wielka Loża Republiki Czeskiej, liczy ok. 950 braci zrzeszonych w 34 lożach. Z kolei Wielka Symboliczna Loża Węgier wykazywała w 2020 roku 400 braci w 14 lożach. Jako jedyna po wschodniej stronie „żelaznej kurtyny” wznowiła oficjalnie działalność jeszcze przed upadkiem komunistycznego reżimu. Loże są w tej części Europy mniej liczne niż te na Zachodzie; to średnio od 20 do 25 członków przypadających na placówkę. Trzeba jednak pamiętać, że rozpowszechniony jest tutaj zwyczaj, iż jedna osoba należy często do kilku lóż równocześnie. Umożliwia to wypełnienie przez świeżo powołane do życia loże ich rozlicznych funkcji organizacyjnych.

Na tle Czech i Węgier skromniej jeszcze prezentuje się masoneria polska działająca w ramach trzech suwerennych central oraz kilku lub kilkunastu lóż będących filiami obediencji francuskich; łącznie — według mojego szacunku — ok. 700 członków. Niestety rodzime obediencje nie publikują oficjalnych danych na temat swej liczebności. Największa i najstarsza (istniejąca, choć z przerwami, od 1781 roku) Wielka Loża Narodowa Polski jednoczy 18 aktywnych lóż z ok. 260 członkami i należy do nurtu „regularnego”; pozostałe zaś obediencje określają się jako „liberalne”. W ten sposób podkreślają swoją niezależność od standardów wyznaczonych przez Wielką Zjednoczoną Lożę Anglii.

Legendy i tajemnice Sztuki Królewskiej

Wbrew pokutującej tu i ówdzie opinii organizacje wolnomularskie nie są organizacjami tajnymi czy tylko nieformalnymi. W krajach, w których działają, podlegają ogólnym przepisom prawa. W Polsce, na przykład, ustawie z 7 kwietnia 1989 roku zat. Prawo o stowarzyszeniach. Dzięki temu loże posiadają tu osobowość prawną i jako takie podlegają ochronie prawa. Nie zmienia to faktu, że wolnomularstwo otacza częstokroć atmosfera tajemniczości — choć w dobie mass mediów i Internetu wiele się pod tym względem zmieniło. W ostatnich dwóch-trzech dekadach wzorem Wielkiej Zjednoczonej Loży Anglii obediencje europejskie otwarły się na kontakt z mediami i opinią publiczną; prowadzą intensywną politykę informacyjną, na stronach internetowych zachęcają do nawiązania kontaktu z lokalnymi placówkami. Wspomagają krajowe i międzynarodowe przedsięwzięcia oświatowe, naukowe, kulturalne i sportowe. Tradycyjnie już finansują szkolnictwo, szpitale, domy opieki społecznej, domy seniora z jednej oraz domy dziecka z drugiej strony. Charytatywność jest wizytówką masonerii krajów anglosaskich; w pejzaż miast i miasteczek angielskich i walijskich wrosły instytucje takie jak The Royal Masonic Hospital (zał. 1933) czy The Masonic School for Girls (zał. 1788) i The Royal Masonic School for Boys (zał. 1903) oraz szereg innych finansowanych przez Masonic Charitable Foundation. W Stanach Zjednoczonych dobrze znana jest wolnomularska organizacja charytatywna występująca pod malowniczą nazwą Starożytny Arabski Zakon Szlachty Mistycznego Sanktuarium (zał. 1870) — inaczej jeszcze: Shriners International. W celu zainteresowania opinii publicznej swą działalnością sięga skutecznie po środki właściwe dla amerykańskiej kultury popularnej: organizuje pochody i wielkie plenerowe widowiska. Znaczną część swej aktywności poświęca dzieciom; finansuje Shriners Hospitals for Children, zaś zgodnie z nazwą — Shriners International — działa daleko poza granicami USA. Swój klub posiada również w Warszawie.

(po lewej) Odznaka The Royal Masonic Institution for Boys (zał. 1965), z Pelikanem symbolem dobroczynności

(po prawej) Godło Shriners International nawiązuje do quasi-orientalnego pochodzenia Zakonu

Niektóre rezydencje lożowe, szczególnie te o charakterze historycznym, zasobne w zbiory sztuki, archiwa i biblioteki, udostępniane są tak zwiedzającym, jak i naukowcom badającym problematykę masonerii. Zabytkowe wnętrza Loży-Matki Świata przy Great Queen Street w Londynie zwiedzać można tak indywidualnie, jak i w grupach z przewodnikiem przez sześć dni w tygodniu, od 10 rano do 4 po południu. Warto zauważyć, że londyński Freemason’s Hall pomimo swego muzealnego charakteru jest miejscem codziennych spotkań rytualnych, stanowi centrum administracji Wielkiej Loży oraz dobrze zorganizowany ośrodek pracy naukowej. Podobnie dostępna jest dla zainteresowanych, także profanów, siedziba Wielkiego Wschodu Francji w Paryżu przy rue Cadet czy monumentalne gmachy rad najwyższych i wielkich lóż w Stanach Zjednoczonych. Te ostatnie stanowią, z definicji, obiekty użyteczności publicznej, miejsca zgromadzeń, spektakli i koncertów. Powstały w szczytowym momencie potęgi Sztuki Królewskiej — na przełomie XIX i XX stulecia, kiedy liczba adeptów była w Ameryce dwa lub trzy razy większa niż dziś. Dlatego, aby utrzymać siedziby w dobrym stanie, władające nimi loże udostępniają je na komercyjnych warunkach. Podobnie zresztą jak ich europejskie odpowiedniki.

Opisana tu otwartość i gotowość na codzienne kontakty ze społeczeństwem — pozytywnie kontrastująca z hermetycznym niemal zamknięciem wielu korporacji czy partii politycznych — nie oznacza przecież, że wszystkie miejsca i pola wolnomularskiej aktywności dostępne są dla nie-masonów czyli tzw. profanów lub światowych. Możemy w tym wypadku mówić nie tyle o tajemnicy, co sferze dyskrecji, która obejmuje zwłaszcza rytualną część lożowych spotkań. Symbolika i obrzędowość masonerii stanowi od dobrych dwóch stuleci przedmiot dociekań naukowych; teksty rytuałów są publikowane i omawiane, ale adeptów obowiązuje milczenie w materii praktyk w ich własnej loży. Stary zwyczaj nakazuje im również dyskrecję w sprawie przynależności organizacyjnej innych braci; jej ujawnienie wymaga zgody zainteresowanej osoby. Z drugiej strony obyczaj ów zakazuje chwalenia się własną przynależnością do masonerii. Kiedy zapytamy o to adepta, ten, jeśli pragnie odpowiedzieć twierdząco, winien skromnie oświadczyć: „za takiego mnie moi bracia uważają”.

Wnętrze świątyni Freemason’s Hall w Londynie

Detroit, stan Michigan, świątynia wolnomularska

Sami inicjowani nie muszą zadawać sobie podobnych pytań, ponieważ wraz ze zdobywaniem kolejnych stopni wtajemniczenia — ucznia, czeladnika, mistrza — otrzymują stosowne instrukcje co do znaków, gestów i słów, dzięki którym mogą się rozpoznać wśród obcych. Ba, nawet dokładnie określić, jaki ryt praktykują, i w jakim są stopniu. Również one należą do owej sfery dyskrecjonalnej, choć sami bracia nazywają je tajemnicami. Owe sekretne znaki, zakaz dopuszczania profanów do zebrań rytualnych stanowiły w przeszłości źródło podejrzeń i ciężkich oskarżeń pod adresem masonerii. Źródłem podejrzeń — jak we Francji w dobie panowania Ludwika XV — mogło stać się niedopuszczanie kobiet do zebrań i biesiad lożowych (tzw. agap). Zastanawiano się, czy przypadkiem nie są one miejscem zakazanych praktyk homoseksualnych! Z drugiej przecież strony masońskie sekrety budziły ciekawość i pragnienie dostępu do zamkniętego grona wtajemniczonych. Ci zaś mocno przekonani, iż dysponują jakąś tajemną wiedzą, starali się strzec jej przed niepowołanymi. Źródła podobnej postawy miały swoje początki w tradycji natury filozoficznej — szczególnie myśli hermetycznej — którą zajmiemy się w dalszej części opracowania.

Egalitarny, demokratyczny charakter lóż, obecność w nich intelektualistów, zwolenników filozofii Oświecenia (Monteskiusz, Wolter, Diderot i encyklopedyści) z jednej, z drugiej zaś liderów zrewoltowanej klasy miejskiej oraz tworzącej się inteligencji (Danton, Robespierre), uznane zostały za źródło rewolucji we Francji i w innych krajach. Przypomniano, że hasła wolności, równości i braterstwa narodziły się w środowiskach lożowych na długo przed 1789 rokiem. Liczne publikacje na temat wpływu filozofii Oświecenia na rewolucję, oskarżenia wolnomularzy o antykościelne i wymierzone w monarchię francuską spiski wyrażały opinie, lęki i obawy środowisk konserwatywnych, wszystkich zwolenników „dawnego porządku”, a więc monarchii absolutnej, feudalizmu i kościelnego rządu dusz. Do tych zarzutów głównie ideologicznej natury doszło potępienie masonerii ze strony Kościoła katolickiego na gruncie teologii. Wyrażone w formie papieskich dekretów i bulli, zapoczątkowane jeszcze w pierwszej poł. XVIII wieku, w znacznym stopniu przyczyniło się do żywej do dziś czarnej legendy masonerii.

Obok czarnej ma też wolnomularstwo swoją białą, czy też heroiczną legendę. Zwolennicy tej drugiej chętnie podkreślają przemożny wpływ Sztuki Królewskiej i jej adeptów na intelektualny, materialny i cywilizacyjny postęp ludzkości w ostatnich trzech wiekach. Upowszechniają liczące setki i tysiące nazwisk listy wybitnych uczonych, artystów i polityków będących zarazem aktywnymi wolnomularzami. Celują w tego rodzaju publikacjach Amerykanie, których masoński panteon otwierają ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych z Franklinem, Washingtonem i Jeffersonem, zdobią kolejni prezydenci z Lincolnem, obu Rooseveltami — Theodore’em i Franklinem Delano — także Trumanem, Fordem i Clintonem. Nie brakuje tu zarówno uczonych noblistów czy zdobywców Księżyca oraz wybitnych ludzi kultury, także tej popularnej. Na gruncie białej legendy dokonało się utożsamienie z wolnomularstwem emancypacyjnych i liberalnych tendencji wieku Oświecenia i następnego, XIX, stulecia. Towarzyszące historii masonerii oskarżenia i pomówienia, prześladowania „braci w fartuszkach” przez wszystkie despotyczne i totalitarne reżimy XX wieku przydały jej swoistej aury męczeństwa. Czarna legenda stanowi pożywkę dla jej przeciwieństwa; obie są przykładem mitologizacji świadomości społecznej.

Nie aprobując ani czarnej, ani też białej wersji wolnomularskiej legendy, autor przyjął za cel wyświetlenie niektórych zagadnień związanych z historycznymi początkami Sztuki Królewskiej. Właśnie tu, na gruncie historii, rodzą się prawdziwe — a nie mityczne — tajemnice masonerii. Osławione ongiś sekrety dawno już przestały nimi być. U schyłku XVIII wieku, wraz z upowszechnieniem organizacji i zasad masonerii, pilnie strzeżone przed profanami rytuały, symbole i znaki rozpoznawcze stały się własnością czytającego książki i gazety ogółu, przysłowiową tajemnicą poliszynela. Część spośród nich przedstawiono w przeznaczonych tylko dla adeptów, ale łatwo dostępnych drukach, inne opublikowane zostały przez przeciwników, nierzadko eksmasonów, z myślą o skompromitowaniu lub ośmieszeniu wolnomularzy. Tę kategorię publikacji określa się jako pisma zdradzieckie. Obie kategorie stanowią dziś nieocenione źródło do poznania początków organizacji, zasad i symboliki lożowej.

Spośród najstarszych pism zdradzieckich największą karierę zrobiła opublikowana w Londynie w 1730 roku przez niejakiego Samuela Pricharda broszura zat. Masonry Dissected („Mularstwo rozebrane”), która miała kilkanaście wydań i przetłumaczona została na francuski i niemiecki. Wydawca 31-stronicowego tekstu określa się jako „były członek ukonstytuowanej/regularnej loży” i stwierdza, że „spośród wszystkich łgarstw, jakie wymyślił gatunek ludzki, żadne nie jest tak absurdalne, jak Tajemnica Masonerii”. Jako dowód oskarżenia przytacza teksty katechizmów trzech stopni wtajemniczenia: uczniowskiego, czeladnikowskiego i mistrzowskiego. Katechizmy wolnomularskie to ujęte w formie pytań i odpowiedzi krótkie wykłady na temat rytuału i symboli poszczególnych stopni. Dlatego niedyskrecje Pricharda — niezależnie od ich intencji, jakim było ośmieszenie roszczeń masonerii do jakiejś wiedzy tajemnej — mają dziś dla nas szczególną wartość. Trudno przy tym nie odmówić racji rozczarowanemu eksmasonowi — wbrew temu, co głosili sami bracia, a vox populi rozpowszechniał — że przywołany materiał ma charakter etnograficzny i dowodzi związków Sztuki Królewskiej z tradycją cechową muratorów i kamieniarzy, a nie jakąś starożytną w genezie wiedzą tajemną. Jak postaram się wykazać poniżej, obie koncepcje na temat, skąd bierze się obyczaj i symbolika wolnomularska, były w znacznej mierze zasadne.

„Wielka sztuka murowania i konstrukcji”

Brytyjska tradycja wolnomularska po dzień dzisiejszy łączy początki wolnomularstwa z działalnością organizacji cechowych, zrzeszających ludzi związanych z budownictwem i sztuką architektury. Znalazło to odbicie w strukturze lożowych stowarzyszeń, w nazewnictwie i niektórych symbolach, wreszcie utrwalone zostało w legendach i tradycji wolnomularskiej.

Z cechowymi początkami wiąże się niewątpliwie nazwa związku oraz określenie jego członków. Polski termin wolnomularz (także mason, farmazon), podobnie jak określenia w innych językach (franc. franc maçon, niem Freimaurer, niderl. vrijmetselaar ), stanowi tłumaczenie terminu angielskiego free mason — dosł. „wolny mularz”.Jednak najwcześniejsze angielskie dokumenty odnoszące się do owych wolnych mularzy spisane zostały po łacinie — sculptores lapidum liberorum