Rozum, pieniądze czy serce? - Maya Blake - ebook

Rozum, pieniądze czy serce? ebook

Blake Maya

4,0
11,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Doktor biologii Jade Parker jest w trakcie misji naukowej na Antarktydzie, gdy dostaje telefon od swojej siostry bliźniaczki Gigi. Gigi zgubiła cenną pamiątkę rodzinną sycylijskiego milionera Alessia Montaldiego. Jest przerażona, że narazi się na jego gniew. Ma nadzieję, że w ciągu kilku dni odnajdzie zgubę, ale prosi Jade, by przez ten czas odwróciła uwagę Alessia. Jade, udając Gigi, trafia do posiadłości Montaldich. Kilka dni udawania siostry nie powinno być trudne, ale między nią i Alessiem szybko zaczyna iskrzyć...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 147

Rok wydania: 2026

Oceny
4,0 (1 ocena)
0
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Maya Blake

Rozum, pieniądze czy serce?

Tłumaczenie:

Dorota Jaworska

Tytuł oryginału: Snowbound with the Irresistible Sicilian

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2023

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2023 by Maya Blake

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2026

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

[email protected]

www.harpercollins.pl

ISBN: 978-83-291-2717-2

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek

Rozdział pierwszy

Doktor Jade Parker ściskała podróżny kubek z kawą, mrużąc oczy, gdy arktyczny wiatr nabierał prędkości i smagał ją po twarzy. Mimo to uśmiechała się. Potrójnie izolowany kombinezon chronił przed niskimi temperaturami, poza tym zawsze mogła się schować w kabinie pod pokładem statku badawczego, który stał się jej domem przez ostatnie cztery miesiące. Dziś jednak miała ostatnią, przed końcem misji, możliwość podziwiania zapierających dech w piersiach krajobrazów i nie zamierzała tej szansy przegapić.

Popijała kawę, starając się nie myśleć o tym, co czekało ją w domu w Londynie albo w Rzymie, albo w Paryżu… Matka nie zdecydowała jeszcze, gdzie spędzą tegoroczne Boże Narodzenie. Renata DiMarco wciąż zastanawiała się, dokąd zabierze córki bliźniaczki na święta. Jade z całych sił pragnęła, by oszczędzono jej tej wątpliwej przyjemności. Boże Narodzenie nie widniało na jej liście ulubionych dni. Posunęłaby się nawet do stwierdzenia, że nienawidzi świąt. Renata zbyt często rujnowała je po kilku kieliszkach szampana. Jej siostra, Georgina, nazywana przez wszystkich Gigi, znosiła wyskoki matki znacznie lepiej.

– Powinnaś braćprzykład z siostry. Gigi wie, jak cieszyć się życiem… – wygarnęła jej Renata, wrzucając do kosza zaproszenie na ceremonię wręczenia dyplomów, gdy Jade ukończyła studia.

Matka nie pojawiła się też w dniu uzyskania przez nią doktoratu z biologii morskiej. Jade próbowała udawać, że wcale nie boli jej nieobecność rodziców i siostry w tak ważnych momentach jej życia. Ale bolesne ciernie same rozrastały się w sercu.

Wypiła kolejny łyk, by uspokoić nerwy. Wpatrując się w oślepiającą biel, w myślach nieśmiało prosiła o wybawienie. Potem zaśmiała się nerwowo, gdy statek gwałtownie się zakołysał. Może to ostrzeżenie, że nie powinna kusić losu? Tak, jasne. Los miał zwyczaj ignorowania jej najgorętszych życzeń. Na szczęście czeka ją przynajmniej kilka dni wytchnienia w londyńskim mieszkaniu, by wzmocnić się psychicznie przed spotkaniem z matką, która nie widziała nic złego w poniżaniu jej przy każdej okazji.

– Jade?

Odwróciła głowę, zaskoczona na widok szefa.

– Przepraszam, Martin, byłam mile stąd.

– Martwiłem się, że zamarzłaś.

– Jestem potrzebna na dole?

– W pewnym sensie. Dzwoniła twoja siostra. Bądź gotowa za dziesięć minut.

Dziwne. Gigi zwykle zapominała, że ma siostrę bliźniaczkę. Roztargnienie w parze z ostrymi imprezami nie sprzyjało umacnianiu więzi rodzinnych.

– Czy wspomniała, o co chodzi? – spytała, idąc za Martinem przez pokryty śniegiem pokład do schodów prowadzących na niższe poziomy.

– Nie. Ale nie wydaje mi się, żeby coś było nie tak. Dzwoniła z baru. Boże, dałbym sobie rękę uciąć za kufel piwa w ciepłym pubie.

Jade uśmiechnęła się. Gigi byłaby wyluzowana nawet w dniu apokalipsy, skoro pozostawała niewzruszona podczas melodramatycznych napadów złości i agresji ich matki.

Kiedy dotarła do małego biura, próbowała się uspokoić i powstrzymać umysł przed tworzeniem dzikich scenariuszy. Jednak omal nie wyskoczyła ze skóry, gdy telefon wreszcie zadzwonił.

– Jade, to ty?

– Tak, to ja. – Mocniej ścisnęła telefon. – Wszystko w porządku?

– Chciałabym powiedzieć „tak”, siostrzyczko, ale jestem w tarapatach, w pewnym sensie.

– W pewnym sensie? Albo jesteś tarapatach, albo nie.

– Boże, Jade, czułam, że eksplodujesz, zanim powiem dwa słowa.

– Gigi, nie rozmawiałyśmy od tygodni… Cokolwiek to jest, po prostu wyrzuć to z siebie. – Zacisnęła zęby. – Czy to mama?

– Wiedziałam… – Gigi westchnęła. – Nie, to nie mama. Ostatnio podobno była w Rio, gdzie szyli jej kostium na lutowy karnawał.

– Powiedz mi, proszę, że nie planuje zostać tam na święta… Albo nie oczekuje, że dołączymy do niej…

– Kto wie… Chociaż myślę, że święta w Rio mogłyby być fajne.

– Gigi! – Jade stłumiła irytację. – O czym chciałaś ze mną porozmawiać?

– Okej, ale najpierw obiecaj mi, że to zostanie między nami.

– Co takiego?

– Najpierw mi obiecaj, potem ci powiem!

– Nigdy nie nadużyłam twojego zaufania.

W przeciwieństwie do ciebie, chciała dodać, ale jej poziom niepokoju i tak już rósł w alarmującym tempie.

– W porządku. Być może weszłam w posiadanie czegoś, co nie do końca należało do mnie.

Jade gwałtownie wciągnęła powietrze.

– Słucham?

Jej siostra była wszystkim, ale nie złodziejką. Najwyraźniej do tej pory.

– Nie osądzaj, zanim nie posłuchasz, Jade. Miałam swoje powody.

Jade ściągnęła wełnianą czapkę. Nagle zrobiło jej się gorąco.

– Co to było?

Siostra milczała przez kilka długich sekund.

– Zabrałam coś cholernie ważnego facetowi, dla którego miałam nadzieję pracować. Coś, co wiele dla niego znaczy. To naprawdę gruba ryba.

– Dlaczego?

– Bo na to zasłużył!

W takich chwilach Jade zastanawiała się, jak mogły być bliźniaczkami, skoro ich charaktery były jak dzień i noc.

– Gigi…

– Słuchaj, byłam wtedy trochę wstawiona, okej? Poza tym ludzie nie powinni składać obietnic, których nie zamierzają dotrzymać.

Jade ledwo powstrzymała się od śmiechu. Gigi beztrosko składała obietnice, a potem natychmiast jej łamała…

– Zwłaszcza mężczyźni – dodała Georgina.

– Skrzywdził cię?

Wspomnienie Toma, chłopaka matki, który wkradł się w ich życie, kiedy miały piętnaście lat, i zdobył ich zaufanie, tylko po to, by znęcać się nad nimi, było niechcianym, ale wciąż żywym wspomnieniem. Był to jeden z niewielu przypadków, kiedy Jade i jej siostra zbliżyły się do siebie i postawiły się matce. Tamten wstrząs odmienił Gigi i w głębi duszy Jade nie mogła jej winić.

– Gigi, co on ci zrobił?

– Spotkałam go kilka miesięcy temu i przez jakiś czas obracaliśmy się w tych samych kręgach. Pomogłam mu zdobyć informacje od kogoś, kogo znałam, a on powiedział, że mogę dla niego pracować. Potem mnie publicznie upokorzył, twierdząc, że jestem lekkomyślna i nie mam szans, by dołączyć do jego zespołu.

Jade odetchnęła, napięcie nieco opadło.

– Więc chodzi o pracę? O nic więcej?

– To nie jest tylko praca, Jade! Czy wiesz, ile drzwi otworzy się przed kimś, który ma poparcie Alessia Montaldiego?

– Nie, nie wiem, ponieważ nie mam pojęcia, kto to jest – odpowiedziała Jade. – Co dokładnie miałaś dla niego zrobić?

– Cokolwiek. Zrobiłabym dla niego wszystko.

Jade szeroko otworzyła oczy, słysząc rozpaczliwą odpowiedź siostry. Ponownie ogarnęła ją fala strachu.

– Więc nie dał ci tej pracy… I co dokładnie zrobiłaś?

Gigi znów zawahała się na kilka sekund. Serce Jade zabiło szybciej.

– To, co wzięłam… To rodzinna pamiątka… A ja…

Zatrzymała się i wciągnęła głęboko powietrze. Jade zamarła, wiedziała, że to, co usłyszy, będzie straszne.

– Szukał tego od lat i dopiero co znalazł… Był zafascynowany, wiązał z tym wielkie plany. W każdym razie myślałam, że potraktuje mnie poważnie, jeśli zatrzymam to na jakiś czas, a potem zwrócę.

Jade poczuła ból, gdy zbyt mocno ścisnęła słuchawkę.

– Kiedy to się stało, Gigi?

– Trzy tygodnie temu. Od miesięcy próbowałam go przekonać, żeby zmienił zdanie co do zatrudnienia mnie. Myślałam, że to pomoże…

– Słuchaj, po prostu zwróć mu jego własność. Jestem pewna, że możesz znaleźć inną pracę…

– Nie mogę…

– Oczywiście, że możesz. Zwróć to coś i przeproś…

– Nie mogę zwrócić czegoś, czego już nie mam!

– Co masz na myśli?!

– Zgubiłam to trzy dni temu.

Jade poczuła, jak osacza ją strach.

– O, Boże, Gigi…

– Potrzebuję twojej pomocy.

– Co mogę zrobić? Jestem tysiące kilometrów dalej.

– Ale niedługo wracasz do domu, prawda?

– Tak. Na święta.

– To dopiero za kilka tygodni! Potrzebuję twojej pomocy już teraz. Jeśli Alessio odkryje, że zgubiłam jego własność, nie wiem, co się stanie. On jest bezwzględny, Jade, a wieści o tym, że nie znosi głupców, nie są żartem.

– Nie obchodzi mnie jakiś żądny władzy Włoch – wykrzyknęła Jade. – Kiedy wrócę, porozmawiamy z nim, razem wyjaśnimy, co się stało.

Georgina zaśmiała się.

– Nie jest Włochem. Jest Sycylijczykiem. I sądzi, że jestem bezużyteczną idiotką. Nie chcę mu udowodnić, że ma rację.

– Dlatego uważam, że powinnaś się przyznać. Powiedz mu, co zrobiłeś, a potem porozmawiaj z władzami o odszukaniu tego czegoś.

Jade czuła, jak jej siostra wzrusza ramionami.

– Alessio może zniszczyć moją karierę kilkoma telefonami…

– Gigi…

– Pomożesz mi czy nie?

Chciała powiedzieć, „nie”, ale nie słyszała niepokoju w głosie Gigi od ponad dekady, od czasu ostatniej konfrontacji z Tomem.

– Co mam zrobić? – zapytała siostrę.

– Musisz mi dać czas na znalezienie tej pamiątki.

Szybkość odpowiedzi Gigi oznaczała, że długo nad tym myślała.

– Daj mi numer tego gościa, zadzwonię…

– Nie! Jezu, Jade, myślisz, że dzwoniłabym do ciebie, gdyby zwykły telefon mógł załatwić sprawę?

– Więc…?

– Musisz odwrócić jego uwagę, udając mnie przez kilka dni. A ja będę próbowała znaleźć ten przedmiot.

– Co takiego? Nie! Absolutnie nie! Nie możesz dorzucić oszustwa do kradzieży!

– Więc powinnam po prostu przyznać się i mieć nadzieję, że nie zniszczy mojej kariery ani nie postawi mnie przed sądem?

Po raz pierwszy od dawna Jade usłyszała desperację w głosie siostry.

– Gigi…

– Nie mam doktoratu, jak ty, ale wiem, że potrafię być świetną mediatorką – zaśmiała się. – Do diabła, robię to za darmo dla moich skłóconych przyjaciół! Wszystko, o co proszę, to pomoc w naprawieniu błędu, Jade. Nie dowie się, kim jesteś, ponieważ, co jest doprawdy szokujące, nie istniejesz na Facebooku. Poza tym tylko dwie osoby wiedzą, że mam siostrę bliźniaczkę. Więc… Błagam!

Jade zamknęła oczy. Strach chwycił ją za gardło, bo doskonale wiedziała, co odpowie siostrze.

– Czy tak trudno jest znaleźć kobietę, która nie ustępuje facetom przy kieliszku? Sprawdzałeś bary na Francuskiej Riwierze?

Alessio mówił podniesionym głosem, choć ostatnio szczycił się tym, że nic nie wyprowadza go z równowagi, że nie pozwala negatywnym emocjom górować nad innymi. W przeszłości był niewolnikiem emocji, ale życie nauczyło go, że to nieopłacalne, bo wrogowie wykorzystywali tę słabość, manipulując gniewem, wstydem czy nienawiścią. Potem role się odwróciły i życie stało się proste. Do dzisiejszego dnia.

– Mów! – ryknął do telefonu.

– Pan wybaczy, ale nie wiem, co robić. Przeszukaliśmy jej zwykłe miejsca i niczego nie znaleźliśmy. Od tygodnia nie zamieściła niczego w sieci, a od pięciu dni nie wróciła do swojego mieszkania. Moi ludzie przeszukali to mieszkanie, bez powodzenia.

– Chcesz mi powiedzieć, że zapadła się pod ziemię?

– Na to wygląda… – przyznał jego zaufany pracownik, wyraźnie zmartwiony.

Pomimo wściekłości Alessio odczuwał odrobinę podziwu dla Gigi Parker. Może nie powinien był tak szybko z niej rezygnować… Zespół, który jej szukał, to ludzie najwyższej klasy, choć ci najlepsi byli obecnie zajęci tropieniem ostatniego z wrogów jego rodziny, by wreszcie mógł dokonać ostatecznego rozliczenia. Po latach skrupulatnego planowania ustalono, że nastąpi to w tym roku, w Boże Narodzenie.

Nie docenił Gigi. Okazało się, że ta kobieta, która wyobrażała sobie, że zdoła go uwieść, by dostać u niego pracę, miała jednak jakąś głębię. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej trzy miesiące temu osądził ją na podstawie popielatych włosów, śmiałego makijażu i skąpej, ledwo zakrywającej pupę sukienki. Wystarczył mu kwadrans. Może gdyby przedłużył rozmowę do godziny…?

Odrzucił tę myśl. To bez znaczenia.

Był tak zajęty ściganiem ostatniego wroga swojej rodziny, że zatracił czujność w innych obszarach. Wykorzystała to, okradła go, ponieważ nie dostała tego, co chciała. Co gorsza, na odzyskanie herbu Montaldich, przedmiotu, z którym zniknęła, poświęcił ostatnie dziesięć lat.

Nie było odwrotu.

Gdyby Massimo wypełniał swoje zadania, sam nie musiałby łapać dziesięciu srok za ogon. Jak to możliwe, że jedyną osobą, której ufał, okazał się jego brat playboy, który nie przejmował się ani trochę zemstą, która nakręcała Alessia przez całe życie?

– Rozmawialiśmy z jednym z jej przyjaciół. Powiedział, że planowała wyjazd do Szwajcarii. Konkretnie do Gstaad – powiedział mężczyzna po drugiej stronie łączy.

Zaskoczyła go ta informacja.

– Przyjechałaby tutaj? Dwie godziny drogi ode mnie? Przecież nie byłaby aż tak głupia, prawda?

Chyba że robiła to celowo.

W sumie nie było wielką tajemnicą, jak wiele znaczył dla niego wysadzany rubinami herb rodzinny. A że obiecał fortunę za odzyskanie tej pamiątki, sprawa stała się tematem codziennych rozmów.

– My też tak myśleliśmy, ale… Może próbuje nawiązać kontakt za pośrednictwem pańskiego brata? Trzeba się temu przyjrzeć.

Alessio zmarszczył brwi, spoglądając w górę, w kierunku sypialni, gdzie odpoczywał skacowany Massimo.

Alessio wrócił z imprezy o trzeciej nad ranem, ale Massimo bawił się z przyjaciółmi do wschodu słońca, co oznaczało, że nie pojawi się przez kolejną godzinę lub dwie.

Alessio przyjechał do Szwajcarii, by zabrać brata z powrotem na Sycylię, na rodzinne Boże Narodzenie, czego zresztą żaden z nich nie lubił. Jednakże, po wielu latach rozłąki z przyczyn od nich niezależnych, przyrzekli matce, że będą razem spędzać święta i urodziny. Udawało się przez siedem kolejnych lat.

Massimo okazał się niezmiernie uparty, do tego stopnia, że Alessio dał się namówić na leniwy weekend z nartami i alkoholem, pod warunkiem, że w poniedziałek wskoczą na pokład prywatnego helikoptera czekającego, aby przetransportować ich na lotnisko.

Powrót na Sycylię był konieczny, by pokazać wrogom, że nadchodzi czas zemsty, a odzyskanie nazwiska i wszystkiego, co okrutnie wyrwano Montaldim, to tylko kwestia czasu.

– Śledzisz ją od trzech tygodni. Czy miała kontakt z Massimem? – naciskał Alessio.

– Nie zauważyliśmy. A pańskiego brata łatwiej znaleźć niż pana.

Zaciskając zęby, Alessio musiał się z tym zgodzić. Massimo pamiętał to, co im się przydarzyło w przeszłości, i skutecznie blokował te wspomnienia, przyjmując styl życia playboya, co zwykle wyprowadzało Alessia z równowagi. Ale przed laty złożył konającej matce przysięgę, że zawsze będzie chronił młodszego brata.

Jeśli Massimo był w jakiś sposób zamieszany w kradzież cennej pamiątki, Boże Narodzenie będzie jeszcze bardziej nerwowe niż zwykle.

A jeśli Gigi Parker zamierzała zmusić go do ustępstw, wykorzystując jego brata? Tego by się po niej nie spodziewał. No cóż… Skoro miał ją dorwać i odzyskać swoją własność, przynajmniej był teraz we właściwym miejscu i we właściwym czasie. O tak… To byłby znakomity przedświąteczny prezent!

– Sprawdź to i daj mi znać. Szybko!

– Si, signor.

Alessio rozłączył się i odwrócił od biurka w gabinecie luksusowego domu, który posiadał od lat, ale rzadko z niego korzystał. Podszedł do okna i zapatrzył się w oszałamiający biały krajobraz. Choć wolał pejzaże Sycylii, nie mógł zaprzeczyć, że Gris-Montana zimą było cudownie piękne. Senne miasteczko zyskiwało popularność, choć w wolniejszym tempie niż jego bardziej efektowni sąsiedzi jak Gstaad czy Montreux. Jednakże nie miał teraz czasu na podziwianie widoków, gdy poganiały go ważniejsze rzeczy do zrobienia, na przykład zniszczenie tych, którzy rozbili jego rodzinę. Aby to zrobić, musiał odzyskać pamiątkę skradzioną przez nieuchwytną Gigi Parker. Najlepiej przed Bożym Narodzeniem.

Trzy godziny później wiedział już, że Gigi rzeczywiście była niedaleko, w Gstaad. Nie zadała sobie trudu, by się ukrywać, co stanowiło kolejny dowód na to, że zatrudnienie jej byłoby błędem. Ponad wszystko cenił dyskrecję, wspomaganą sztuką improwizowania i wrodzonym talentem do radzenia sobie w krytycznych sytuacjach. Sam niedawno pomógł swojemu przyjacielowi obalić skorumpowanego dyktatora. Zrobił to, by pokazać wrogom, jak daleko sięgają jego wpływy.

Co do ekstrawagancji Gigi Parker… chętnie dałby jej nauczkę, chociaż w sumie jedyne, na czym mu zależało, to odzyskanie rubinowej pamiątki.

Złapawszy kluczyki do najszybszego samochodu, który Massimo zamierzał przetestować, Alessio wszedł do szerokiego holu domku.

Brat z trudem schodził z góry, ubrany jedynie w czarne spodnie do biegania. Odgarnął zbyt długie włosy, zanim skrzywił się na widok ciepłego płaszcza i rękawiczek Alessia.

– Wychodzisz? Po tym, jak zmusiłeś mnie, żebym wstał z łóżka?

– Muszę jechać do Gstaad, odebrać coś. Niedługo wrócę.

– Oczywiście, interesy nawet w wiosce narciarskiej. Czy kiedykolwiek wyluzujesz?

– Nie – odpowiedział stanowczo. – Dopóki nie wykonam tego, co obiecałem Matrii.

Massimo skinął głową i ruszył w kierunku kuchni.

– Do zobaczenia później. Może zaproszę przyjaciół, skoro nie będzie cię przez kilka godzin – rzucił przez ramię.

Alessio westchnął zirytowany. Nie mógł trzymać trzydziestoletniego brata pod kluczem, ale planował odbyć z nim rozmowę w czasie świąt. Do tego czasu…

– Ciao – powiedział z ręką na klamce. – Wiesz może, kim jest Gigi Parker?

Massimo zmarszczył brwi.

– Nie. A powinienem?

Alessio szczycił się tym, że potrafi wyczuć kłamców na kilometr. Tymczasem zakłopotanie jego brata było szczere.

– Nie. Tak tylko spytałem. Na razie!

Lamborghini dowiozło go do celu w niespełna dwie godziny. Już na miejscu dowiedział się, że Gigi była w znanym barze na terenie ośrodka narciarskiego. Z wyrazem wstrętu na twarzy rzucił klucze parkingowemu i wszedł do ciemnego wnętrza. Gdy w kłębach dymu kierował się do tak zwanego salonu VIP, czuł na sobie spojrzenia gości. Skąpo ubrane kelnerki biegały tam i z powrotem, gorączkowo obsługując klientów.

Grupa, która przykuła uwagę Alessia, bawiła się w środku salonu. Przechylona do tyłu kobieta uniosła wysoko butelkę szampana, jakby była Statuą Wolności. Reflektory oświetlały jej długie popielate włosy, sięgające pośladków skrytych pod srebrną cekinową sukienką z piórami, które kołysały się, gdy kręciła biodrami w rytm zmysłowej muzyki. Znajomi skandowali jej imię, a ona poruszała biodrami coraz szybciej.

Gdy obróciła się w stronę drzwi, Alessio zacisnął pięści w kieszeniach płaszcza. Czy Gigi zaokrągliła się od czasu ich ostatniego spotkania? Czy jej usta stały się pełniejsze? Spojrzenie, które posyłała mężczyznom ze swojej grupy, wydawało się niemal kokieteryjne, podczas gdy wobec niego była po prostu bezczelna. Czyżby posiadała imponujące zdolności kameleona?

Zresztą, jakie to miało znaczenie? Wpadł tu na chwilę, odzyskać swoją własność i trochę ją nastraszyć. Niestety, nie mógł tego zrobić z drugiego końca salonu. Więc dlaczego nie mógł się ruszyć? Dlaczego trwał zafascynowany kobietą dającą niesmaczne przedstawienie tuzinowi oczarowanych mężczyzn?

Alessio odprawił serwującą szampana kelnerkę, skupiając się całkowicie na kobiecie, która skinieniem palca przywołała jednego z mężczyzn. Ten padł na kolana u jej stóp i szeroko otworzył usta, by mogła napoić go szampanem. Po chwili jednak wstał i dołączył do tańczącej Gigi, opierając ręce na jej biodrach.

Alessio automatycznie ruszył do przodu, tłumacząc sobie, że miał już dość tego widowiska. Ale gdy zbliżył się do tańczących, pragnął jedynie zrzucić ręce mężczyzny z bioder Gigi, a jego samego ze sceny.

– Kto następny? – krzyknęła Gigi.

– Nikt. Ponieważ twoja mała impreza się skończyła – krzyknął Alessio.

Wszystkie głowy odwróciły się w jego stronę. Na twarzach ludzi malował się szok, ostrożne szepty niosły się przez tłum.

Gigi zamarła, mrużąc szare migdałowe oczy. Musiał przyznać, że miała umiejętności aktorskie. Kieliszek szampana wyślizgnął się z jej mokrego uścisku, by uderzyć o dywan. Zamrugała, potem szybko zerknęła w jego stronę i zadrżała. Mistrzowski występ, pomyślał.

Spuściła wzrok, a gdy znów uniosła powieki, spojrzała mu prosto w oczy.

– Pan Montaldi… Alessio… Co za miła niespodzianka!

Rozdział drugi

Jade z trudem powstrzymała serce przed wyrwaniem się z klatki piersiowej. Nerwy zżerały ją żywcem, czuła, jak słabnie. Przyspieszony puls kolidował ze zdolnością myślenia. Klikanie setek internetowych zdjęć tego mężczyzny z bezpiecznej londyńskiej kawalerki to jedno, a spotkanie z nim twarzą w twarz, to zupełnie inna bajka.

Wysoki, przystojny i te oczy… W ciemnym wnętrzu klubu nie potrafiła stwierdzić, czy były ciemnozłote, brązowe czy orzechowe, ale zrozumiała, że potrafią zniweczyć zwykłych śmiertelników, ponieważ już w tej chwili mieszały się jej komórki mózgowe.

Była głęboko sceptyczna, gdy Gigi nalegała, że wystarczy zaszaleć w l’Illusion, aby przyciągnąć uwagę psów Alessia Montaldiego. Prawdę mówiąc, Jade starała się nie myśleć o tym, jak wpływowy musi być Alessio, skoro każdego potrafi zlokalizować. Jednak miała nadzieję, że najpierw przyśle swoich ludzi, co dałoby jej trochę czasu na przygotowanie się do spotkania z nim samym.

Jade wiedziała, że nie jest gotowa. Na przykład zapomniała zapytać Gigi, jak zwracać się do mężczyzny patrzącego na nią z pogardą sączącą się z pięknej twarzy. Zapragnęła odwrócić się od jego osądzającego spojrzenia i znaleźć tlen, który najwyraźniej wyssał z salonu samą swoją obecnością. Ale obiecała siostrze, że zrobi wszystko, co konieczne, by dać jej czas na naprawienie błędu. Nie mogła zawieść jej przy pierwszej przeszkodzie.

Zanim jednak zdążyła się odezwać, Jean Luc objął ją w talii i uśmiechnął się z troską.

– Wszystko w porządku, chérie? – wybełkotał, nieświadomy, że przyciągnął uwagę nowego gościa.

– Oczywiście! – zapewniła, odsuwając go lekko.

Serce podskoczyło jej do gardła, gdy Alessio przeniósł wzrok z Jeana na nią i zmrużył oczy. Czy już się czymś zdradziła? A może właśnie nadszedł czas, by iść na całość? Krocząc niepewnie na wysokich obcasach, podeszła bliżej, położyła dłonie na ramionach Alessia, uniosła się na palcach i musnęła ustami jego policzek. Boże… Pachniał niesamowicie, jak czysty ocean zmieszany z drzewnym dymem.

Oszołomiona zapachem nie zauważyła, gdy potężne ramiona pod jej palcami zesztywniały. Czy to tylko jej wyobraźnia, czy też ciepło emanujące z jego ciała zagroziło jeszcze bardziej jej pewności siebie?

– Nie wiedziałam, że jesteś w mieście – powiedziała z trudem.

– Doprawdy?

Dźwięk jego głosu, głębokiego, chłodnego, wstrząsnął nią, wywołując wewnętrzne eksplozje. Z trudem łapiąc oddech, uśmiechnęła się szeroko.

– Oczywiście, że nie. Zaprosiłabym cię na drinka. W imię dawnych czasów.

Wpatrywał się w nią przez kilka przerażających sekund, zanim odetchnął głęboko.

– Radziłbym nie igrać ze mną, panno Parker.

Kiedy grupa jej znajomych wstrzymała oddech, Alessio powoli odwrócił głowę, by się im przyjrzeć.

– Ureguluję wszystkie wasze rachunki, jeżeli natychmiast zostawicie nas samych – zaproponował.

Zaskoczeni imprezowicze wpatrywali się w niego z otwartymi ustami. Potem rozległy się podekscytowane szepty.

– Natychmiast!

Imprezowicze rzucili się do baru, wykrzykując zamówienia do zaskoczonego barmana. Niesamowite.

Sama z Montaldim i jego piorunującym spojrzeniem, Jade ledwo mogła oddychać. Z trudem zmusiła się do uśmiechu.

– Wygląda na to, że wystraszyłeś moich przyjaciół. Co mam teraz robić przez resztę wieczoru?

Zrobił krok bliżej. Z rękoma w kieszeniach, wodził wzrokiem po jej twarzy, szyi, zbyt głębokim wycięciu w sukience. W jego oczach wyczytała pogardę i coś, czego nie potrafiła nazwać, co burzyło w niej krew.

– Oto propozycja… – zaczął. – Jeden telefon i będziesz aresztowana. A może właśnie tak byś wolała?

Ogarnęła ją panika, ale gestem godnym Oscara przeczesała palcami włosy w powolny, leniwy sposób, tak jak robiła to Gigi. Wstrzymując oddech, patrzyła, jak Alessio śledzi ten ruch z płomieniem w oczach. Czy ujdzie jej na sucho zwilżenie ust? Czy jednak przesadzi? Po namyśle, przechyliła głowę na bok i uśmiechnęła się powoli, gorąco, mając nadzieję, że nie zdradzi skrajnego zdenerwowania.

– Oczywiście, że nie. Ale nie musisz udowadniać, że jesteś wielkim i potężnym Alessiem Montaldim. Naprawdę rozumiem, że jestem całkowicie zdana na twoją łaskę. – Opuściła wzrok, by przyjrzeć się szkarłatnym paznokciom. – Mam rację?

Prowokowała go tak, jak Gigi swoich mężczyzn. Odwracając się od niego, by ukryć zdenerwowanie, podeszła do niskiej sofy, usiadła i artystycznie założyła nogę na nogę, patrząc na niego spod długich rzęs.

Spodziewała się, że Alessio zajmie miejsce obok niej, jednakże usiadł na stoliku kawowym tuż przed nią. Z łokciami opartymi na kolanach i ciałem pochylonym do przodu, skutecznie zablokował jej widok na salon, czyniąc siebie jedynym obiektem jej uwagi.

– Ostrzegam, nie igra się ze mną, panno Parker.

– Mam na imię Gigi. – Zatrzepotała rzęsami. – Jestem pewna, że prosiłam, by mnie tak nazywać.

O nie. Jade przeniosła wzrok na podłogę. Co radziła jej Gigi? „Ma umysł jak stalowa pułapka. Zje cię żywcem, jeśli wejdziecie w szczegóły”.

– Gdzie jest moja własność?

Ton jego głosu sprawił, że podskoczyła, ale zaraz wymusiła kolejny uśmiech.

– Od razu do rzeczy… Nie zamierzasz najpierw postawić mi drinka?

– Nie. Nie mamy ze sobą nic wspólnego poza tym, że ukradłaś coś, co należy do mnie. Jesteś głupia, jeśli myślisz, że ujdzie ci to na sucho.

– Nie lubię, gdy się mnie wyzywa, Alessio – powiedziała z lodowatą stanowczością.

Matka nazwała ją głupią o wiele za często, zwłaszcza gdy wyrażała chęć kontynuowania nauki.

– Obrażanie mnie sprawia, że staję się bardzo nieprzyjemna – dodała.

– Niewiarygodne – zadrwił. – Bo właśnie zamierzam nazwać cię złodziejką.

Jade wiedziała, że ona – a raczej jej siostra – na to zasłużyła. Ale i tak mocno ją to rozsierdziło.

– Jeśli zabrałam to coś i nie przyznaję się do niczego, to może zrobiłam to po to, żeby coś udowodnić? Na przykład, że mogę ci się przydać?

Działania Gigi były błędne, a jej przekonanie, że Alessio w końcu doceni powód kradzieży, wydawało się naiwne. Sądząc po niedowierzaniu malującym się na jego twarzy, on też tak myślał.

– Cokolwiek miałaś na myśli, straciło znaczenie, skoro uciekłaś się do kradzieży.

Niestety miał rację.

Pod wieloma względami to, co zrobiła Gigi, było złe, ale po spotkaniu z Montaldim Jade rozumiała, co popchnęło jej siostrę do tak pochopnego działania.

Alessio był fascynujący i tak hipnotyzujący, że wszyscy kulili się i milkli, kiedy mówił. Nawet kelnerki omijały go szerokim łukiem, a goście klubu obserwowali go ukradkiem, w napięciu, jakby w oczekiwaniu na cudowne widowisko, o którym później będą mogli tygodniami opowiadać.

Na dodatek ten jego rozsadzający zmysły zapach wody po goleniu, z powiewem oceanu i palonego drewna… No i oczy… Pod takim spojrzeniem trudno wziąć się w garść. I głos, cudownej barwy, silny…

– Masz dokładnie minutę, żeby mi powiedzieć, gdzie jest moja własność. W przeciwnym razie…

– Nie boję się gróźb, Alessio. Prawdopodobnie po prostu je zlekceważę.

Zafascynowana, patrzyła, jak pociemniały mu oczy.

– Podczas naszego ostatniego spotkania pokazała pani różne oblicza, panno Parker, ale skrajna lekkomyślność nie była jednym z nich.

Cholera… Chyba powinna przyhamować z drwinami. Wściekły mężczyzna przed nią wyraźnie tracił cierpliwość. Tylko jak miała się wycofać?

– Nazwijmy to moją nową umiejętnością.

W jego oczach widziała cień zdziwienia. Jakby ledwo mógł uwierzyć w jej bezczelność. Potem zerwał się z fotela i wpatrywał się w nią tak długo, że niemal eksplodowała. Zrobiło jej się gorąco, bezwiednie rozchyliła usta, a nabrzmiałe piersi wyrywały się ze zbyt ciasnej sukienki. W końcu jej siostra nigdy nie wstydziła się eksponować swojej seksualności i na pewno w tej sytuacji nie czułaby się niekomfortowo. Raczej rozkoszowałaby się męską obecnością.

Chociaż Jade przetrzymała palące spojrzenie, nie znalazła w sobie odwagi, by zrewanżować się tym samym. Alessio okazał się zbyt potężny. Był mężczyzną z marzeń, ale też imponującym samcem alfa, królem wszystkiego, czego się dotknął, władcą absolutnym.

Na szczęście mnie jego władza nie dotyczy, pomyślała.

W tym momencie pochylił się nisko i uniósł ją. Krzyknęła, gdy świat dosłownie wywrócił się do góry nogami. Przerzucił ją sobie przez ramię. Zanim zdążyła zareagować, kroczył przez tłum klubowiczów.

– Co ty, do cholery, myślisz…?

– Przestań gadać!

Jade otworzyła usta, żeby wyrzucić z siebie salwę obraźliwych słów, ale zaniemówiła, gdy ciepłe męskie dłonie wbiły się w jej uda, rozsyłając gorące strumienie przez całe ciało. Przyciśnięta piersiami do jego pleców, czuła, jak jego mięśnie falowały pod jej dłońmi, gdy chwyciła go, by się ustabilizować.

– Postaw mnie natychmiast!

– Jesteś pewna? Przecież lubisz robić z siebie widowisko. Ja tylko ci w tym pomagam.

Wciągnęła powietrze, gdy wszedł na schody prowadzące na zewnątrz, nie przejmując się, że przytłaczał ją swoim ciałem. Niemal zsunęła się na ziemię. Zdesperowana, chwyciła go za pośladki. Zesztywniał, a potem się zatrzymał.

Upokorzona, zacisnęła powieki i otworzyła usta, by coś powiedzieć, cokolwiek, byle tylko rozładować napiętą atmosferę, którą stworzyła. Ale Alessio krzyknął coś do personelu nocnego klubu i wyszedł.

Jego groźby nie działały. Alessio nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatnio był tak kompletnie zaskoczony. Uwierzyłby, że Gigi Parker straciła rozum od alkoholu, gdyby nie spojrzał jej w oczy, które iskrzyły zarówno buntem, jak i inteligencją, rzucając mu wyzwanie, by zrobił to, co powinien zrobić. Oddać ją władzom. Niech się nią zajmą. Znał kilku wysoko postawionych ludzi w organach ścigania w dwóch tuzinach krajów. Mogliby skuć ją kajdankami w ciągu najbliższych piętnastu minut.

Dlaczego więc się wahał? I dlaczego, do cholery, nie mógł oderwać od niej oczu ani rąk?

Odkrył ją podczas pobytu w Europie latem, kiedy rozwiązywał problemy tych członków rodzin królewskich, którzy wpadali w pułapkę skandali. Była w grupie imprezowych bywalców salonów, o których ciągle pisały szmatławce. Alessio zwrócił na nią uwagę tylko dlatego, że jej umiejętności w negocjacjach okazały się przydatne.

Nie był do końca pewien, dlaczego zgodził się na tamtą rozmowę o pracę. Może wypił o jedną whisky za dużo? A może zdecydowały nieudane próby zlokalizowania Cresta Montaldiego? Jakkolwiek było, najwyraźniej stworzył potwora, spełniając jej życzenie.

Ale czy jego potwór był aż tak uwodzicielski? Czy to w ogóle miało znaczenie? Nie lubił zachowywać się jak jaskiniowiec, ale nie mógł pozwolić jej traktować się, jakby był nastolatkiem z budzącymi się hormonami. W jego telefonie pełno było numerów kobiet gotowych od razu wskoczyć mu do łóżka.

Dlaczego więc Gigi tak na ciebie działa?

Proste. Ponieważ była w posiadaniu tego, za co umarł jego ojciec, na co z nadzieją czekała jego zrozpaczona matka.

Nie dawało mu spokoju, że ta kobieta mogła tak lekceważąco odnosić się do czegoś tak ważnego – dla niego, pierworodnego syna w niegdyś szanowanej sycylijskiej rodzinie, z korzeniami sięgającymi wielu pokoleń wstecz.

Dlatego, owszem, planował udzielić jej kilku lekcji, nawet jeśli miałoby to oznaczać cierpienie z powodu delikatności jej skóry, krągłości właśnie wtapiających się w jego ciało czy kształtnej pupy, którą widział kątem oka.

– Postaw mnie natychmiast! – krzyknęła ponownie.

Zaciskając zęby, podszedł do samochodu i bezceremonialnie ulokował ją na ziemi obok drzwi pasażera.

Potem obserwował, jak odgarnia długie jedwabiste włosy, wyobrażając sobie, że to samo robi w łóżku.

– Gdzie jest mój płaszcz? Okropnie tu zimno.

Chciał jej powiedzieć, że powinna była o tym pomyśleć wcześniej, ale podejrzewał, że to tylko wywołałoby kolejny atak buntu. Zamiast tego, zdjął swój płaszcz, podszedł bliżej i zarzucił jej na ramiona. Przez sekundę myślał, że ujrzał w jej oczach zaskoczenie, ale naburmuszona mina zaraz powróciła.

– Nie wyjadę bez moich…

Nie dokończyła, bo zgodnie z jego instrukcjami ochroniarz przyniósł jej rzeczy. Natychmiast zaczęła zrzucać z siebie jego płaszcz.

– Zostaw – przerwał jej. – Im szybciej stąd wyjedziemy, tym mniejsza będzie szansa, że cię uduszę.

Zaskoczyły ją te słowa. Sam siebie zaskoczył. Czy rzeczywiście był krwistym Sycylijczykiem nieustannie wyobrażającym sobie, jak pokona swoich wrogów? Certo. To nie reality show, na litość boską, pomyślał.

– Wsiadaj!

Otworzyła usta, bez wątpienia, by rzucić w jego stronę kolejną obelgę, ale zerknęła do środka samochodu i powstrzymała się w ostatniej chwili. Dobrze, nie była jednak zupełnie pozbawiona rozsądku. Ale kiedy spojrzała w stronę klubu, stanął tak, by zasłonić jej ten widok.

– Nie wrócisz tam. Przynajmniej nie teraz. Wsiadaj do samochodu – nakazał. – Twoja gra kończy się dziś wieczorem.

Właściwie to zazdrościł jej umiejętności unikania odpowiedzialności. Nie był to luksus, na jaki mógł sobie pozwolić, i to od czasu, gdy jego dzieciństwo zostało mu bezlitośnie odebrane.

– Masz rację. Zróbmy to – powiedziała. – Im szybciej oboje dostaniemy to, czego chcemy, tym szybciej będę mogła wrócić do moich przyjaciół, prawda?

Jak miał nie patrzeć na cudownie długie nogi, gdy wsiadała do samochodu. Zamknął za nią drzwi, a sam usiadł za kierownicą, zmuszając zmysły, by się uspokoiły. Miał obowiązki do wykonania, tyle zła do naprawienia… Dlatego ta kobieta nie może stanąć mu na drodze.

Spojrzał na zegar. Czas, którego nie miał, upływał nieubłaganie szybko.

– Masz trzydzieści sekund, by zdecydować, dokąd pojedziemy. Sugeruję, żeby celem podróży było miejsce, gdzie ukrywasz mój skarb. I nie mów, że to twój pokój hotelowy, bo tam go nie ma. Ostrzegam, jeśli będziesz mnie zwodzić, konsekwencje przerosną twoją wyobraźnię.