Ronin 2 - Łuk - Jesper Nicolaj Christiansen - ebook + audiobook

Ronin 2 - Łuk ebook

Jesper Nicolaj Christiansen

0,0
3,99 zł

lub
Opis

Jeszcze jedna strzała wbiła się w drzewo. Tym razem tylko kilka milimetrów od jego twarzy. Ronin wyciągnął Gôsuto Mêkâ. Miecz zaświszczał ze szczęścia. Ronin zamknął oczy i skoncentrował się. - Znajdź go - szepnął do zimnej jak lód stali. Miecz zwrócił się natychmiast w kierunku wielkiego kamienia. Twarz Ronina rozpromieniła się uśmiechem. -Wiem, gdzie jesteś-krzyknął. Ronin nadal nie wie, kim jest. Uczy się kierować swoim mieczem, spotkał tajemniczą dziewczynę i dziwnego, starego człowieka, który powiedział mu coś ważnego o jego przyszłości. Historia toczy się dalej... Łuk jest drugim tomem serii o chłopcu, który nie wie, kim jest, ale szybko się dowie, że ma ważne zadanie do wykonania.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 25




PRZYJAZD

Ronin zatrzymał Daigoro. Koń był strudzony. Galopowali cały dzień. Teraz słońce odchodziło ku zachodowi, a w to miejsce miał się pojawić jego młodszy braciszek księżyc. W świetle księżyca Ronin widział wyraźnie miasto Musa. To było malownicze prowincjonalne miasteczko, jakich wiele spotkał na swojej drodze pędząc galopem przez cały dzień.

Diagoro kroczył po wyludnionych ulicach. Przed małymi chatkami leniwie migotały płomienie w lampach ryżowych, w ich żółtawym świetle tańczył cień Ronina na ścianach domów po drugiej stronie ulicy. Mieszkańcy miasta już dawno byli w swoich łóżkach po długim dniu na polach ryżowych.

Na drugim krańcu miejscowości, za gospodą znajdował się dom niepodobny do innych zabudowań w miasteczku. Był większy i nie miał żadnych okien. Nad drzwiami wisiała tabliczka z napisem: Wakayama-ryû. To była szkoła sztuk walki, do której podążał Ronin.

Chłopak zeskoczył z Daigoro i przywiązał zmęczonego konia do koniowiązu.

-Dziś się napracowałeś!

Ronin rozejrzał się w około. Dostrzegł starego, bezzębnego mężczyznę. To był Okami. Ten sam, który wysłał Ronina do miasta Musa.

-Ale...jak...gdzie...dlaczego?-jąkał się Ronin.

Stary zaśmiał się.

-Powiedziałem przecież, że kiedyś się jeszcze spotkamy.

Ronin spojrzał na swojego spoconego konia i na starca.

-To jest niemożliwe. Nie mogłeś przecież dotrzeć tutaj przede mną. Jechałem najkrótszą drogą wokół jeziora.

Okami stanął niepewnie na kulawej nodze.

-Jeżeli chcesz zostać dobrym samurajem, pierwszą i najważniejszą rzeczą, jakiej powinieneś się nauczyć jest to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Wejdź ze mną do środka. Ścierpły mi nogi od siedzenia tutaj i długiego czekania na ciebie.

Stary pokuśtykał do domu wspierając się na kiju. Ronin szedł za nim zdziwiony.

Dom nie wyglądał zwyczajnie. To było dojo. Sala treningowa.

-Jak to w ogóle jest możliwe, że dotarłeś do tej mieściny przede mną?-zapytał Ronin.

-Wakayama-ryû to przyjaciel wody. Nie biegłem wokół wody, tylko po niej.

-CO TAKIEGO?!!!-wykrzyknął Ronin.

Staruszek uciszył Ronina.

-Jeżeli się zmobilizujesz, będziesz ciężko ćwiczyć i robić mi pranie, to może kiedyś pewnego dnia też się tego nauczysz.

Ronin rozejrzał się z ciekawością wokoło.

-Gdzie jest ten człowiek, o którym mi mówiłeś, Rasmusu, ten który miał mnie trenować?

Okami odrzucił kij i zdjął katanę ze ściany.

-Stoi przed tobą. Wyciągnął katanę i skierował ostrze w stronę Ronina.

-Walcz!

Ronin spojrzał na staruszka.

-Ale przecież ty się nazywasz Okami, prawda?

-Co? A …tak, czasami. To zależy od tego, w jakim mieście przebywam.

-Zatem, jak ja mam się do ciebie zwracać.

-Nazywaj mnie mistrzem, zwracaj się do mnie sensei. Jesteś gotów?

-Co takiego?

Okami wciągnął głęboko powietrze.

-Wyciągnij Gôsuto Mêkâ. Ronin dobył potężnego miecza, który wisiał u jego boku, a ten od razu zaczął świszczeć. Już długo nie pił krwi i był bardzo spragniony.

-Twoje zadanie będzie dwa razy trudniejsze niż zadanie wszystkich innych. Ty będziesz musiał nie tylko nauczyć się fechtunku w stylu Wakayama-ryû. Będziesz musiał także nauczyć się władać Gôsuto Mêkâ. Twój miecz nie jest z tego świata. On pochodzi z ...innego miejsca. Ale ty dasz radę nim władać, kontrolować go. To pomoże ci w opanowaniu stylu Wakayama-ryû. Jeżeli będziecie współpracować, staniecie się niepokonani. Jeżeli nie, to w końcu Gôsuto Mêkâ wypije twoją krew.

Ronin zerknął nerwowo na miecz w swoich rękach. Miecz świszczał i wibrował.

Wyglądało to tak, jakby miecz gapił się na niego. Tak jakby WNĘTRZE miecza wpatrywało się w niego. Nagle miecz wzbił się w powietrze sam z siebie. Następnie z iskrami i trzaskiem zwarł się z mieczem Okamiego. Blisko, stanowczo zbyt blisko głowy Okamiego.

-Ha, ha. Twój miecz jest spragniony. W tej chwili jest spragniony mojej krwi.

Ronin próbował zmusić miecz do schowania się do pochwy, ale to było niemożliwe. Miecz nie był posłuszny. Znowu uderzył w stronę Okamiego, a ten ponownie odparował cios.

-Skoncentruj się chłopcze. To ty decydujesz, co miecz ma robić.

Ronin próbował przechwycić miecz, ale to było niemożliwe. Nie chciał go słuchać.

-Nie używaj ciała. Użyj swojego mózgu.

Skoncentruj się!

Miecz uderzył mocno w podłogę przed Okamim.

Udało mu się odskoczyć w bezpieczne miejsce.

-Zamknij oczy. Odpręż swoje ciało.

Ronin zamknął oczy, rozluźnił ciało. Siup!

Miecz znowu poszybował przecinając powietrze.

-Oczyść umysł.

Ronin spróbował nie myśleć o niczym. Zupełnie o niczym.

W dojo zapadła cisza. Ronin otworzył oczy. Miecz był znowu w pochwie, a Okami siedział pod ścianą i jadł łapczywie z miski wypełnionej ryżem.

-Na dzisiaj wystarczy-powiedział. -Odprowadź konia do stajni, jutro będziemy dalej ćwiczyć.