Ronaldo. Brazylijski fenomen - Luca Caioli - ebook + książka

Ronaldo. Brazylijski fenomen ebook

Luca Caioli

0,0

Opis

Fenomen, który zmienił futbol na zawsze.

We wrześniu 1976 roku w jednym z najpiękniej położonych miast świata piłkarscy bogowie postanowili podarować ludzkości wspaniały dar – Ronaldo.

W biografii Fenômeno Luca Caioli zabiera czytelników w podróż przez trzy kontynenty. Pokazuje w niej dzieciństwo chłopca zwanego Dadado w Bento Ribeiro, dzielnicy Rio de Janeiro, przedstawia drogę zakochanego w piłce Ronniego od gry w halach futsalowych do występów PSV, Barcelonie, Interze i Realu Madryt, jego niezłomną walkę o odzyskanie zdrowia po koszmarnych kontuzjach, a także triumfalny powrót snajpera na azjatyckim mundialu, na którym został królem strzelców i w wielkim stylu doprowadził Canarinhos do zdobycia Pucharu Świata.

Jaką ksywkę dostał z powodu wystających zębów? Kto pomógł mu przystosować się do gry na 11-osobowym boisku? Dlaczego nazwał Romário „dupkiem”? Co wydarzyło się w Barcelonie, że ostatecznie opuścił Camp Nou? I w jaki sposób Andrés Sánchez złożył mu ofertę występów w Corinthians?

Poznaj historię Ronaldo Luísa Nazário de Limy, piłkarza, który wyznaczył nowe standardy dla środkowych napastników i udowodnił, że nawet ze zgruchotanymi kolanami można zostać legendą.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 260

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dla Beatriz, oczywiście

Radość przynosi owoce. Ból je rodzi.

WILLIAM BLAKE

Przedmowa do polskiego wydania

FENOMEN, KTÓREGO NIE DA SIĘ POLICZYĆ

Piotr Borkowski

Na pokładzie jachtu siedzi prawie 50-letni facet. Już po południu, a on dopiero co – z niemałym trudem – wygramolił się spod pokładu. Kelner przynosi wodę z cytryną, która choć trochę zmniejszy efekty nocnego szaleństwa.

Wstaje, opiera się o barierkę i mrużąc oczy, patrzy w dal, z miną człowieka, który nie musi już nikomu niczego udowadniać. Nie wygląda jak atleta. Ma nieco za duży brzuch, a jego ramiona nie kojarzą się już z końmi pociągowymi. Droga koszulka polo, na którą większość z nas musiałaby wydać pół wypłaty, rozciąga się w miejscach, w których jeszcze trzy dekady temu przebijały się mięśnie.

Po zawinięciu do portu zakłada czarne okulary i wychodzi na ląd. Oczywiście w towarzystwie tajemniczej nieznajomej. W krzakach już czeka paparazzo, a ludzie z daleka pokazują go palcami, nie dowierzając w swoje szczęście.

Świat się zmienił. Telefony komórkowe stały się smartfonami, kasety magnetofonowe zamieniły się w bajty na Spotify. Ludzie urządzają sobie pogaduchy z robotami, a samochody docierają do celu bez kręcenia kierownicą.

Jedna rzecz pozostaje jednak niezmienna.

– Jezu, widzisz? To przecież on!

Tak, drogie dzieci.

To Fenômeno.

Dziś słowo „fenomen” znaczy prawie wszystko i przez to prawie nic. W trakcie jednego weekendu usłyszymy o fenomenalnym strzale, fenomenalnej interwencji, fenomenalnym debiucie. Fenomenem bywa nazywany 16-letni chłopak po jednym efektownym dryblingu, fenomenem – w oczach polskich mediów – zostaje Dominik Marczuk z Jagiellonii Białystok po kilku kluczowych podaniach. Fenomenem internet okrzykuje Lamine’a Yamala, bo ma talent większy niż reszta rocznika.

Fenomen tu, fenomen tam. Fenomen bramkarski, trenerski, defensywny i ofensywny. W świecie, w którym wszystko musi być natychmiast, to słowo zaczęło przypominać zdewaluowany banknot. Niby piękny i pachnący świeżą farbą, a jednak niemal bezwartościowy.

Rozgrzeszam wszystkich nadużywających tego okreś-lenia – dobrze się sprzedaje, wywołuje emocje, zwiększa liczbę klików. Ale dla mojego pokolenia jest tylko jeden Fenomen. Ten specjalnie pisany wielką literą. Ten, którego nie da się pomylić z nikim innym. I wiecie co? Jego wartość się nie dewaluuje. Ba, jest pewniejsza niż złoto, bo wraz z upływającym czasem docenia się go jeszcze bardziej.

To właśnie ów facet schodzący z jachtu. W ciemnych okularach, z brzuszkiem i szerokim uśmiechem człowieka, który wygrał życie na wszystkich poziomach. Bo Ronaldo ma w sobie coś, czego nie da się zyskać żadnym treningiem, dietą, technologią ani dopingiem medialnym. To, co w jego przypadku najważniejsze, nie zestarzało się ani trochę – bo chodzi o pamięć, jak grał.

Może właśnie w tym tkwi jego fenomen? Nie w ciele, które dawno przestało być z marmuru. Nie w liczbach, które młodsi piłkarze już dawno przebili, czy rekordach, które zostały bezlitośnie wymazane. Może rzecz w tym, że patrząc na dzisiejsze gwiazdy czy nawet hegemonów – Ronaldo i Messiego w najwyższej formie – wciąż po cichu, ukradkiem włączasz urywki starych meczów R9 z Barcelony czy Interu, a w oku kręci się wstydliwa łezka? Mówisz, że wpadło ci coś do oka, a żona patrzy na ciebie jak na kogoś chorego. A potem zaczyna wypominać, że nie wzruszasz się tak nawet podczas występów swojego dziecka na szkolnej akademii.

Może łapiesz się na tym, że nie kochasz tak dzisiejszego futbolu, bo tęsknisz za tamtym, dawnym? Piłką nożną doskonałą w swojej niedoskonałości? Że nie pamiętasz, kto zdobył bramkę w finale ostatniego mundialu, a gola Ronaldo z Niemcami w meczu o złoto na mistrzostwach świata w 2002 roku opisałbyś z dokładnością co do klatki?

Dziś występy zawodników można opisać w tabelkach: xG, xA, xT, xOVA. Możesz zmierzyć pressing w PPDA, kreatywność w xT, wartość każdego zagrania w expected offensive value added. Możesz policzyć wszystko.

Wszystko poza jednym – czym rzeczywiście był prawdziwy Fenomen.

Jego futbolu nie dało się podzielić na wykresy. Te nie nadążyłyby za prędkością, intuicją i brutalną lekkością, z jaką mijał rywali. Wszystkie te wymyślone przez jajogłowych algorytmy wziąłby na karuzelę – tak samo jak obrońców, którzy po przyjęciu przez niego piłki wypadali z kadru.

Nie policzysz też tego momentu z Barcelony, gdy w meczu z Compostelą na Estadio San Lázaro ruszył w rajd, który wyglądał jak test dla fizyków z CERN. Każdy jego kontakt z piłką był w tej akcji nie z tej ziemi: miękki, szybki, prowadzony tak, jakby futbolówka była obszyta żyłką, a on ją za sobą ciągnął.

Co miałby zanotować komputer? xG? xT? A może xNieprawdopodobieństwa?

Słowo „fenomen” pochodzi od greckiego phainomenon – „to, co się zjawia”. I Ronaldo właśnie taki był. Był zjawiskiem. Pojawił się jak błysk. Zmienił wszystko, czego dotknął. A potem zniknął na swoich zasadach, z prędkością, którą znał tylko on.

Cristiano Ronaldo, Leo Messi, być może Kylian Mbappé to genialni sportowcy, wielcy atleci. Byli wielcy, są wielcy. A jednak Ronaldo Nazário stoi trochę obok tego towarzystwa. Kiedy oni wyciskają siódme poty na siłowni, robią dwusetny brzuszek czy tysięczny raz trenują rzut wolny z tego samego miejsca, on z tym swoim uśmiechem stoi z boku. W ręce trzyma drinka z palemką.

Nigdy nie był sportowcem w wersji laboratoryjnej. Nie był produktem reżimów treningowych – efektem 20 lat badań, indywidualnych diet, monitoringu wydolności, analizy snu i aplikacji mierzących każde drgnięcie małego palca u nogi.

Był talentem w stanie czystym. Organicznie dzikim. Geniuszem, który nie powstał w Excelu. Fenomenem, który wydarzył się światu niejako mimochodem. Jakby futbol miał szczęście, że akurat trafiło mu się takie ciało, taka głowa, takie nogi.

I może właśnie na tym polega największy paradoks futbolu – że w epoce obsesyjnej perfekcji wciąż najbardziej tęsknimy za człowiekiem, który osiągał perfekcję jakby od niechcenia.

Za Ronaldo Nazário.

Jedynym Fenomenem.

Piotr Borkowski

autor projektu Klasyka Futbolu

1

Fenômeno

„Ze wszystkich napastników, jakich widziałem, on był najlepszy. Piłkarz niesamowity pod każdym względem”.

Lionel Messi

„Był przykładem tego, czym jest futbol. Wszystko, co robił, było wyjątkowe: to, jak dryblował, jak biegał, jak strzelał gole. Był prawdziwym »Fenomenem«. Myślę, że nikt inny nie zdoła robić takich rzeczy jak on, ponieważ Ronaldo był naturalny, a nie uformowany. On się do tego urodził, a takich umiejętności jak jego nie da się wytrenować. Ronaldo się nie stajesz, Ronaldo się rodzisz”.

Zlatan Ibrahimović

„Ronaldo jest najlepszym piłkarzem, z jakim grałem. Czuję szczery podziw dla niego i dla tego, co robił na boisku i na treningach. Tak samo jak on mam fioła na punkcie piłki. Każdy na swój sposób, ale obaj jesteśmy wielkimi pasjonatami… Przyznaję, że wideo z jego akcjami mogę oglądać na okrągło. Miał taką łatwość opanowywania piłki. Był numerem jeden. Za każdym razem, gdy z nim trenowałem, widziałem coś innego, nowego, pięknego. To właśnie odróżnia dobrego piłkarza od piłkarza wyjątkowego”.

Zinédine Zidane

„Wierzcie mi, kryłem najlepszych napastników na świecie. Na murawie nie bałem się nikogo, wręcz przeciwnie: im mocniejszego rywala miałem przed sobą, tym bardziej się jarałem. Ale był taki jeden, który mnie przerażał: Ronaldo Fenômeno. Zawodnik, którego nie dało się zatrzymać, co najwyżej można go było przyhamować, ale jeśli postanowił strzelić gola, to i tak strzelał. Był niebywale szybki, świetny technicznie, silny fizycznie, piłkarz niesamowity: wystarczyła chwila i cię upokarzał. Przypominał kosmitę. To przy nim nauczyłem się kontrolować strach w trakcie meczu. Nie było sensu próbować wejść do jego głowy, bo on już siedział w twojej…”

Fabio Cannavaro

„Ronaldo Nazário jest moim idolem, nie ma drugiego takiego napastnika jak on. Tego, czego dokonał, nie sposób powtórzyć. To jedyny napastnik, któremu nie da się dorównać. Jest fenomenem dla wszystkich grających na tej pozycji. Dla mnie jest najlepszy w historii”.

Karim Benzema

„Kiedy pracowałem w Barcelonie z Bobbym Robsonem, zrozumiałem, że Ronaldo jest najlepszym piłkarzem, jakiego kiedykolwiek widziałem na boisku. Kontuzje zakłóciły karierę, która mogła być jeszcze bardziej niesamowita. Ten 19-latek miał niewiarygodny talent. Cristiano Ronaldo i Leo Messi mieli znacznie dłuższe kariery. Byli na szczycie nieprzerwanie przez 15 lat. Jeśli jednak wziąć pod uwagę wyłącznie talent i umiejętności, to nikt nie przebije Ronaldo”.

José Mourinho

„Najlepszy piłkarz, z jakim grałem? Ronaldo. Fenômeno robił takie rzeczy, jakich nie robił nikt przed nim. Dla mnie najlepsi piłkarze to tacy, którzy potrafią wymyślić akcję i przeprowadzić ją jak najszybciej i jak najlepiej, a Ronaldo Nazário był pod tym względem niedościgniony. Szybkość, z jaką myślał i z jaką grał, była idealna. Coś niesamowitego”.

Ricardo Izecson dos Santos Leite, Kaká

„W szczytowym momencie kariery Brazylijczyk Ronaldo był dla obrońcy przerażający, niemożliwy do zatrzymania. Był piłkarskim odpowiednikiem Żelaznego Mike’a Tysona z jego najlepszego okresu”.

Gary Lineker

„Był piłkarzem kompletnym, miał wszystko. Silny, uzdolniony technicznie, szybki. Sprawiał, że drużyna grała lepiej, nie tylko strzelał gole, ale i asystował kolegom. Nawet jeśli byłem superskoncentrowany, z nim miałem niewielkie szanse. Nie sądzę, żeby jeszcze kiedyś pojawił się taki piłkarz jak on”.

Jaap Stam

„Największy talent, jaki trenowałem, to bez wątpienia Ronaldo, Gruby Ronaldo – żeby była jasność. Jednocześnie on też sprawiał mi najwięcej problemów w szatni”.

Fabio Capello

„Ronaldo to Ronaldo. Wszyscy wiedzą, ile wniósł do futbolu, a gdyby nie kontuzje, byłby jeszcze lepszy. W dzieciństwie był moim idolem, jednym z tych zawodników, dzięki którym pokochałem futbol. Podziwiałem go. Miał niesamowity styl gry. Kiedy go spotkałem, z emocji nie mogłem wydusić z siebie słowa”.

Mohamed Salah

Ronaldo Luís Nazário de Lima pożegnał się z futbolem 14 lutego 2011 roku, ale nikt nie zapomniał tego, co Fenômeno pokazał w ciągu 18 lat zawodowej kariery.

To jest jego historia.

Ronaldo Nazario

Copyright © by Luca Caioli 2025

Copyright © by Cyril Collot 2025

Copyright © for the Polish translation by Barbara Bardadyn 2025

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN 2025

Redakcja – Maciej Cierniewski

Korekta – Piotr Królak, Grzegorz Krzymianowski

Korekta merytoryczna – Jakub Kubielas

Opracowanie typograficzne i skład – Joanna Pelc

Projekt okładki – Paweł Szczepanik / BookOne.pl

Fotografia na I stronie okładki – Mark Leech / Spalony / Getty Images

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek

inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana

elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu

bez pisemnej zgody wydawcy.

Drogi Czytelniku,

niniejsza książka jest owocem pracy m.in. autora, zespołu redakcyjnego i grafików.

Prosimy, abyś uszanował ich zaangażowanie, wysiłek i czas. Nie udostępniaj jej innym, również w postaci e-booka, a cytując fragmenty, nie zmieniaj ich treści. Podawaj źródło ich pochodzenia oraz, w wypadku książek obcych, także nazwisko tłumacza.

Dziękujemy!

Ekipa Wydawnictwa SQN

Wydanie I, Kraków 2026

ISBN epub: 9788383302959

ISBN mobi: 9788383302942

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

Wydawnictwo SQN pragnie podziękować wszystkim, którzy wnieśli swój czas, energię i zaangażowanie w przygotowanie niniejszej książki:

Produkcja: Kamil Misiek, Joanna Pelc, Joanna Mika, Grzegorz Krzymianowski, Natalia Patorska, Katarzyna Kotynia

Design i grafika: Paweł Szczepanik, Marcin Karaś, Julia Siuda, Zuzanna Pieczyńska

Promocja: Aleksandra Parzyszek, Piotr Stokłosa, Łukasz Szreniawa, Małgorzata Folwarska, Marta Sobczyk-Ziębińska, Natalia Nowak, Magdalena Ignaciuk-Rakowska, Martyna Całusińska, Aleksandra Doligalska

Sprzedaż: Tomasz Nowiński, Małgorzata Pokrywka, Patrycja Talaga

E-commerce i IT: Tomasz Wójcik, Szymon Hagno, Marta Tabiś, Marcin Mendelski, Jan Maślanka, Anna Rasiewicz

Administracja: Monika Czekaj, Anna Bosowiec

Finanse: Karolina Żak

Zarząd: Przemysław Romański, Łukasz Kuśnierz, Michał Rędziak

www.wsqn.pl

www.sqnstore.pl

www.labotiga.pl

Spis treści

Okładka

Strony tytułowe

Dedykacja

Przedmowa do polskiego wydania. Fenomen, którego nie da się policzyć

1. Fenômeno

Reklamy

Strona redakcyjna

Punkty orientacyjne

Cover