Quidam. Przypowieść - Cyprian Kamil Norwid - ebook

Quidam. Przypowieść ebook

Cyprian Kamil Norwid

0,0

Opis

Uznawany za czwartego polskiego wieszcza romantycznego, niezrozumiany za życia, zapomniany po śmierci. Ponownie odkrył go dopiero Zenon Przesmycki-Miriam w okresie Młodej Polski. Zajmował się wieloma dziedzinami sztuki: pisał poezje, formy prozatorskie, dramaty, eseje, był też grafikiem, rzeźbiarzem, malarzem i filozofem. „Quidam” ma formę przypowieści osadzonej w starożytności, pełnej wieloznacznych odniesień do literatury, religii i kultury.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 142

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0

Popularność




Cyprian Kamil Norwid

Quidam

Przypowieść

Warszawa 2020

[MOTTO]

Adolescentus quidam sequentatur –

S. Marc. XIV 51

Sunt quidam de hic stantibus qui –

S. Math. XVI 28

DO Z.K. WYJĄTEK Z LISTU

Czytałeś, i nawet, czego nie spodziałem się był, dawałeś do czytania ten rękopism przypowieści mojej, nazwany Quidam. Uważałeś zapewne, że dziełu temu dałem nazwę przypowieści, nie zaś powieści, a to z przyczyny, że intrygi i węzła dramatycznego, właściwego powieściom, wielce się tu wystrzegałem – nie o to mi szło, ale właśnie że o to raczej głównie, co zazwyczaj tylko pobocznie z właściwych powieści wyciągamy.

Dlatego to i bohater jest tylko ktoś – jakiś tam człowiek – quidam! Nic on nie działa, szuka tylko i pragnie dobra i prawdy, to jest, jak to mówią: nic właściwie nie robi – cierpi wiele, a zabity jest prawie że przypadkiem, i to w jatkach!

Jest tam i drugi Quidam, któremu to nazwisko przeszło było w imię własne, ale i ten jest tylko jakiś ogrodnik, jeden z miliona chrześcijan! Zali to jest tragiczne? – pozwalam Ci wątpić, wielki poeto!

Ale Ty, którego ś.p. Juliusz Słowacki nazwał Poetą-Ruin, i który jak nikt nigdzie umiałeś świat ruin opiewać, pozwól mi w zamian powiedzieć Ci, że w przypowieści tej mojej pomiędzy jej żywymi postaciami, lubo nie ma arków połamanych i rozrzuconych kolumn, nie mniej smętny, jakkolwiek z właściwego mi punktu oglądany, krajobraz ruin się przedstawia. Serce tej Zofii, tak czarującej talentami, a tak nerwami i wolą do siebie nienależnej, może właśnie całej jednej świątyni-wiedzy jest ruiną?

Cywilizacja, według wszelkiego podobieństwa, do dziś jeszcze podobna jest do tego kościoła, który za Kapitolem tyle razy przy księżyca świetle oglądałeś – do tego kościoła, co w kwadracie kolumn świątyni starożytnej, jako gołąb w rozłamanej klatce, przesuwa, tak iż, mszy świętej idąc słuchać, przechodzi się owdzie przez Jowiszowy przysionek. Daruj mi więc, wielki poeto, że z niektórych tylko korzystałem uwag Twoich co do kształtowania się tej mojej przypowieści, inne za niebyłe uważając. Cywilizacja składa się z nabytków wiedzy izraelskiej – greckiej – rzymskiej, a łono Jej chrześcijańskie, czy myślisz, że w świadomej siebie rzeczywistości już tryumfalnie rozbłysło? Mag jest Żyd – Artemidor i Zofia są Grekowie – znajdziesz tam i Rzym, lubo Tobie, wielki poeto, inaczej i gdzie indziej, nie zaś w mniej plastycznych sferach, ruiny oglądać i sławić przystało. Szczęśliwszym byłeś.

CYPRIAN NORWID

Pisałem 1859

I

Przypłynął młodzian z górnego Epiru

Do miasta Regium, na rzymskim okręcie;

Grek był, lecz matki ród się wiódł z Iliru;

Krwi też dwoistej wzajem przeniknięcie

Na twarzy jego dostrzec można było,

W sposób, iż profil z greckich miał medali,

A w oczy patrząc: skroń nabrzmiałą siłą,

I włos mniej ciemny – i usta z korali.

Z Regium, jak długi brzeg, ku Puteoli

W konnej i gwarnej jechał karawanie,

Czas to był, kiedy z imperialnej woli

Poczęto wielkie o drogach staranie,

I częste mosty, z gładkiego kamienia,

Skałę ze skałą wiązały ogniwem –

I różni ludzie, i różne cierpienia

Żelazem granit obrabiały krzywem:

Adryjan, cesarz w sztuce wszelkiej biegły,

Doglądać lubił kamienie i cegły.

Od Puteoli, po appijskim bruku,

Epirski młodzian zdążał już do Komy,

A Romę marzył podobną do łuku

Tryumfalnego, którego ogromy

U samych niebios swój początek biorą,

Lub samych niebios stały się podporą.

Wszakże on jeden z całej karawany

Marzył – gdy inni toczyli rozmowę,

Jak świat na nowo został popisany?

O ile prawo carskie lub ludowe? –

Gdzie: w wstępnym Rynku albo w Trastubernae –

Osły i konie zanocować wierne? –

Jest coś wśród wielkich miast i naokoło,

Zwłaszcza pod wieczór, zwłaszcza dla pielgrzyma,

Co wypogadza lub zachmurza czoło,

Ziejąc nań niby westchnienie olbrzyma –

Jest coś w tym szmerze, co pierwszy dolata,

Skoro się miejskich bram rozemknie krata.

To coś – Epirczyk nasz poczuwał w chwili,

Kiedy się kupcy z celnikiem wadzili

O jucznych osłów porządek zmięszany –

O kilka asów na lampę u ściany.

Nareszcie w miasto weszła karawana,

Wielkimi juki chmurna i leniwa,

Raz jeszcze widzieć dając twarz młodziana,

Gdzie się ulica okręcała krzywa,

A strażnik z włócznią stojący brązową:

„Ktoś jest?” – latyńską zapytywał mową.

„Syn Aleksandra z Epiru” – i dalej

Osły a konie szły – – i znów pytali.

II

Minął rok całym dni i godzin tokiem –

Za Awentynem słońce czerwieniało.

Przez plac dwóch ludzi szło swobodnym krokiem,

Zbliżonych k’sobie jak dwugłowne ciało.

Wieczór był cichy, cichością jedyną,

Samemu tylko właściwą Rzymowi.

Ni wieś, ni miasto – tu cię woły miną,

A tam wykwintna biga zastanowi;

Tłumy z jakiegoś wracają igrzyska,

Po wzgórzach warty obchodzą wigilie –

Chłopięta śmietnik zmieniają w ogniska,

Cyprysy milczą – woń roznoszą lilie –

Syn Aleksandra, wstrzymawszy się nieco,

Do gramatyka rzymskiego te słowa

Mówił: „Te światła, co u wnijścia świecą,

Gdzie właśnie nocna przelatuje sowa,

Rok temu, skoro zapalano, pomnę:

Wjeżdżałem obcy w to miasto ogromne”.

„Któż by zgadł? – na to Gramatyk odrzecze –

Że oto w czasie tak krótkim, zaiste,

Nieokrzesane straciwszy narzecze,

Latyńskie słowo wypowiadasz czyste!

Co więcej! mądrość mający na celu,

Kto by zgadł, mówię, że w wjazdu rocznicę

Zwiedzić już myślisz, młody przyjacielu,

Artemidora mądrości świątnicę?” –

„W czasie tak krótkim, powiadasz – pociecha!”

Epirczyk odrzekł z westchnieniem głębokiem.

III

I szli. – Rok minął dni i godzin tokiem.

Artemidora ogród oświecony:

Fastigium domu nad skrawym obłokiem

Czerni się w trójkąt; niżej biust złocony,

Z framugi ciężkie wychyliwszy czoło,

Rzekłbyś, iż chyłkiem pogląda wokoło.

Zofiję z Knidos mędrzec miał u siebie.

– Uczniowie w laurów ciennikach siedzieli,

Czekając: gwiazdy aż błysną na niebie,

Czekając: pomoc aż ich rozweseli

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.